27.10.2015

BANIA, BABUSZKA AGAFIA I JEJ RECEPTURY / MASKI+ PEELINGI +GLINKI/

Hej Skarby
Myślę,że wiele z Was spotkało się chociażby z nazwą Babuszka Agafia, Bania Agafii.
To seria rosyjskich kosmetyków która od ponad dwóch lat dostępna jest w sprzedaży na polskim rynku kosmetycznym.
Zwolenniczek i przeciwniczek jest wiele, jednak aby  zakwalifikować się do  którejś z tych grup należy bez wątpienia przetestować je na własnej skórze a nawet włosach :)

Które receptury Babuszki sprawdziły się u mnie ?  O tym przeczytacie poniżej....

Obecnie jestem w posiadaniu  7 produktów sygnowanych "Babuszką", pod lupę wezmę jednak dzisiaj wersję saszetkowe, bo uważam ,że najłatwiej będzie mi je porównać.
Zacznijmy może od tego co jest wspólne dla każdego z tych kosmetyków.


OPAKOWANIE
Wszystkie szaszetki zrobione są z dosyć mocnej i przyjemnej w dotyku folii.
Tubkę można przechowywać na dwa sposoby, standardowo - postawić ją na półce lub złożyć i nawet po otworzeniu przechowywać ją "na leżąco".
Każda wersja posiada ten sam rodzaj zamknięcia, jest to solidny, plastikowy korek, więc nawet w chwili położenia na płasko , nie ma możliwości aby kosmetyk wydostał się na zewnątrz.




Pojemność każdej tubki to 100 ml, po otwarciu mogą być przechowywane przez 9 miesięcy.
Wszystkie "Babuszki" wolne są od SLS  i parabenów.




Przyjrzyjmy się poszczególnym  wydaniom...


MASUJĄCY PEELING  DO CIAŁA -  5 olei + malina arktyczna
OD PRODUCENTA
"Organiczne pestki maliny arktycznej skutecznie oczyszczają, złuszczają i wygładzają skórę, dzięki czemu staje się ona gładka i równa. Pięć aktywnych olejów naturalnych hojnie odżywia i nawilża skórę. Olej z rokitnika i syberyjski olej cedrowy - obydwa bogate w kwasy organiczne, witaminy C, A, E i witaminy z grupy B wspierają odżywianie i nawilżenie skóry. Organiczny olejek z rumianku i olej z nagietka działają kojąco. Organiczny olej amarantowy działa odmładzająco, spowalniając starzenie się skóry."
KONSYSTENCJA
Dosyć zbita, pierwsze skojarzenie ? Dżem ? galaretka ? spotkałam się z tym, że kobietki porównują go do cukrowego peelingu ale dla mnie jest to zdecydowanie zbyt odległa interpretacja :)
Nie spływa, łatwo nanosi się na skórę - ogólnie bardzo na  plus

ZAPACH
Tu miałam niezwykle ciężki problem, wyczuwalna jest nuta roślinna, ewidentnie wybija się tu zapach pestek malin, aromat delikatnie słodki i mocno kwaskowaty.

WYDAJNOŚĆ
Raczej standardowa. 
Sprawdza się zdecydowanie lepiej  niż peelingi cukrowe, tutaj  częścią złuszczającą są pestki maliny arktycznej, w czasie stosowania nie ulegają rozpadowi więc jedna, większa kropla spokojnie wystarcza np.na całe ramiona.

SKŁAD
Aqua, Lauryl Glucoside, Carbomer, Potassium Hydroxide, Calendula Officinalis Flower Oil (olejek nagietka), Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Powder (pestki maliny arktycznej), Hippophae Rhamnoides Seed Oil (olejek z pestek rokitnika),Pinus Sibirica Seed Oil (olejek cedrowy) Polyethylene, Organic Amaranthus Caudatus Seed Oil (organiczny olejek amarantowy), Organic Сhamomilla Recutita Flower Oil (organiczny olejek rumianku), Parfum, Tocopherol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid
"Peeling-masaż zawiera 100% z naturalnych składników."

EFEKT
Zawarte w peelingu pestki bardzo dobrze masują, wyraźnie poprawiają ukrwienie, skutecznie złuszczają naskórek i wyrównują powierzchnię skóry. 
Skład jest bardzo bogaty : 5 olejków ( cedrowy, rokietnikowy, szarłatowy- amarantusowy, rumiankowy, nagietkowy) już po pierwszym zastosowaniu korzystnie wpływają na jakość cery, skóra faktycznie staje się odżywiona, nawilżona i sprężysta. jest to produkt dobry aczkolwiek poniżej znajdziecie coś lepszego :) 
________________________________________________________________

MASKA DO CIAŁA TERMALNO - IŁOWA  





OD PRODUCENTA
"Maska z efektem rozgrzewającym, dzięki naturalnym składnikom, wzmacnia, tonizuje i odmładza. Rozszerza pory skóry powodując głębokie odżywienie i nawilżenie."

WŁAŚCIWOŚCI
Maska do ciała posiada niezwykłą  mieszankę  naturalnych składników, znajdziemy tam ił bałkański,
olejek kamforowy oraz ekstrakty z żeń-szenia i białej herbaty. Każdy z tych składników odpowiedzialny jest za inny rodzaj pielęgnacji t,.

  • głębinowy ił z jeziora Bajkał – bogaty w uzdrawiające minerały i mikroelementy, delikatnie i efektywnie oczyszcza skórę, a także podnosi jej sprężystość i elastyczność.
  • olejek kamforowy - wyrównuje powierzchnię skóry
  • organiczny ekstrakt żeń-szenia - tonizuje i odmładza
  • organiczny ekstrakt białej herbaty -  sprzyja usunięciu toksyn, posiada silne działanie antyoksydacyjne


KONSYSTENCJA
Typowa dla maseczek, bardzo kremowa.
Łatwo się rozprowadza, zasycha w czasie do 10 minut, gdy już zastygnie nie osypuje się, nie sprawia kłopotu przy zmyciu nawet letnią wodą.


ZAPACH
Czuć tu mieszankę  białej herbaty i olejku kamforowego. Zapach jest charakterystyczny ale nie uciążliwy, na pewno nie przypisałabym go do tego z gatunku nieprzyjemnych.


WYDAJNOŚĆ
Zdecydowanie wydajny produkt. Niewielka ilość  wystarcza aby pokryć całe  ramiona  czy łydki.
Maskę stosuję od ponad miesiąca co 3 dzień a żucie szacuje na 2/3 opakowania.

SKŁAD
Aqua, Kaolin, Silt (głębokowodny ił z jeziora Bajkał), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Stearic Acid, Camphora (olejek kamforowy), Organic Panax Ginseng Extract (organiczny ekstrakt żeń szenia), Organic Camellia Sinensis Leaf Extract (organiczny ekstrakt białej herbaty), Zinc Oxide, Bentonite (and) Xanthan Gum, Capsaicin (ekstrakt papryczki chili), Benzoic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol.

PRODUKT ZAWIERA 100% NATURALNYCH SKŁADNIKÓW

EFEKT
Nie wierzyłam w działanie tej maseczki, dopóki jej nie zastosowałam. Maska pięknie odżywia i ujędrnia skórę. Zaraz po zmyciu  widoczna jest poprawa kondycji skóry, szczególnie na dłoniach. Faktura zanika, skóra staje się gładziutka jak u dziecka.  Maska stosowana na dekolt ładnie ujędrniła i napięła skórę. Jestem nią totalnie oczarowana !
________________________________________________________________



ZIOŁOWY PEELING DO CIAŁA

OD PRODUCENTA
"Przeznaczonych do skóry wrażliwej,delikatnie złuszczający peeling do ciała.
Peeling stworzono ​​na bazie rozdrobnionych ziół syberyjskich i organicznego oleju z ogórecznika, dzięki czemu delikatnie oczyszcza, koi i wygładza, nadając skórze długotrwałe uczucie komfortu. 
Kluczowe składniki naturalne:
Melisa i miłek syberyjski dzięki zawartości saponiny delikatnie oczyszcza skórę. Różeniec górski, nawłoć i oman wielki koi, uspokaja i zapobiega podrażnieniu skóry. Organiczny olej z ogórecznika bogaty w witaminy A, E oaz F głęboko odżywia i nawilża skórę."


KONSYSTENCJA
Żelowa, zbita z bogactwem drobinek różnej wielkości ( większe czarne nasiona oraz białe przypominające fakturą drobno zmielony korund)
Peeling przyjemny w nakładaniu, nie spływa, a bogactwo struktur w nim zawartych potrafi uzyskać efekt od lekkiego tarcia do intensywnego zdzieraka.

ZAPACH
Zabrzmi to dziwnie i może abstrakcyjnie ale  jest to dla mnie aromat zmielonego maku, taki trochę ziemisty i wilgotny. Wprawdzie maku nie lubię  ale tutaj ten zapach mnie nie odrzuca ( ale jesli mam być całkowicie szczera to i nie zachwyca ;) )

WYDAJNOŚĆ
Całkiem niezła, używam go od ponad miesiąca, tak średnio 2-3 razy w tygodniu i nadal mam ponad pół opakowania :)

SKŁAD
Aqua, Lauryl Glucoside, Carbomer, Potassium Hydroxide, Solidago Odora Powder (proszek nawłoci), Rodiola Guadrefida Root Powder (proszek różeńca górskiego), Inula Helenium Powder (proszek omanu wielkiego), Polyethylene, Melissa Officinalis Powder (proszek melisy lekarskiej), Adonis Sibirica Leaf Powder (proszek miłka syberyjskiego), Organic Borago Officinalis Oil (organiczny olejek ogórecznika lekarskiego), Tocopherol, Chlorophyllin-Copper Complex, Parfum.
Ziołowy peeling do ciała Agafii zawiera 100% z naturalnych składników.

EFEKT
Po odkręceniu nakrętki i wydobyciu  go na rękę nie wróżyłam  nic dobrego, zielona galaretka o zapachu maku ?  Cóż nawet wegetarianin z tak dużym stażem jak ja ma pewne granicę, przeczuwałam bubel ale dałam mu szanse i wiecie co? 
Już po pierwszym użyciu przepadłam....  różnorodne fakturki peelingujące świetnie wpływają na złuszczenie, skład bo to się czuje, intensywnie  i dogłębnie wnika w warstwy naskórka. Po zmyciu skóra jest tak delikatna jak u noworodka, nie potrafiłam przestać dotykać przedramion bo były wręcz niesamowite w dotyku. 
I mimo iż zapach makowca w wanie to nie jest to co tygryski lubią najbardziej to jednak jestem na tyle zakochana w efekcie,że i tak go stosuję :) 

Aha bo to ważne, nie wiem czy kiedykolwiek Wam wspominałam ale reaguje alergicznie  na każde ukąszenie, szczególnie podle znoszę te po meszkach.  Peeling faktycznie złagodził stan zapalny, ranki nie swędziały a sam obrzęk zdecydowanie przygasł. Więc kolejny plus!
________________________________________________________________


BIAŁA GLINKA  MYJĄCA DO WŁOSÓW I CIAŁA 


OD PRODUCENTA
"Mydło  z naturalnych składników, delikatnie oczyszcza i nie pozostawia uczucia ściagnięcia.
Biła glinka myjąca pielęgnuje skórę, przywraca jej miękkość i elastyczność, a włosom dodaje siłe i połysk.
Kamczatska wulkaniczna glinka,8 syberyjskich olejków tłoczonych na zimno  i 5 mydlnych roślin delikatnie oczyszcza, odżywia i nawilża ciało i włosy."

KONSYSTENCJA
Niby glinka a konsystencja przypomina mi jednak pastę do zębów. Zbita, toporna, ciężka do rozprowadzenia, w chwili rozgrzania przez ciało, staje się tłustsza, wręcz oleista i wtedy manewrowanie nią staje się łatwiejsze.

ZAPACH

Nie czuć w nim ziół, aromat delikatny, bardzo przyjemny, nuta zbliżona do maści rokitnikowej <3.

WYDAJNOŚĆ

Produkt stosowałam dopiero 3 razy, nie chce Was wprowadzać w błąd, glinka sprawia wrażenie wydajnej ale używałam jej na razie zbyt krótko aby móc to określić.

SKŁAD
Glycerin, Kaolin, Sodium Cocoyl Isethionate, Clay (biała glinka kamczatska), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany), Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika), Rosa Canina Fruit Oil (olej dzikiej róży), Abies Sibirica Oil (olej pichtowy), Amaranthus Caudatus Seed Oil (olej z szarłatu (amarantusa), Sinapis Alba Seed Oil (olej z gorczycy), Ricinus Сommunis Seed Oil (olej rycynowy), Saponaria Officinalis Extract (ekstrakt z mydlnicy lekarskiej), Gypsophila Paniculata Extract (ekstrakt gipsówki), Glycyrrhiza Glabra Extract (ekstrakt lukrecji), Acanthophyllum Glandulosum Extract (ekstrakt koliuczelistnika), Hyssopus Officinalis Extract (ekstrakt hyzopa lekarskiego), Parfum

EFEKT
Glinkę póki co stosowałam zaledwie trzy razy, na razie nie zrobiła na mnie wielkiego zachwytu. Wprawdzie stosowałam ją tylko na ciało, zastanawiam się czy na głowie spiszę się lepiej. 
Na razie moje włosy dzięki odpowiedniej pielęgnacji wracają do łask ( szampon BIOXINE + maska drożdżowa + olejek m.in. z owsa) więc nie chce ryzykować aby ich kondycji nie popsuć. 

PODSUMOWUJĄC
Jeśli miałabym przyznać poszczególne noty wyżej opisanym Babuszkom , to najwyższą ocenę i pierwsze miejsce na podium wygrałyby ex aequo  MASKA IŁOWA i ZIOŁOWY PEELING. Drugie miejsce powędrowałoby do PEELINGU Z PESTEK MALIN a na końcu pozostawiłabym BIAŁĄ GLINKĘ MYJĄCĄ.
Od razu pragnę zaznaczyć,że glinka jest dobrym produktem aczkolwiek w porównaniu z innymi wydaniami  saszetek Agafii niestety wypada słabo..


Zastanawiam się czy stosowałyście coś z Bani / Babuszki. Jesteście zwolenniczkami  naturalnej i rosyjskiej pielęgnacji ? Dajcie znać co robić z tą biała glinką, próbować nanosić ja na włosy ?? ;)


PS. Te i inne wspaniałe produkty znajdziecie w sklepie ORGANIKA oraz ALLEDROGERIA.PL

15.10.2015

SLEEK - BLUSH BY 3 ! PINK LEMONIADE / PALETA RÓŻY JAKICH NIE ZNACIE

Hej Skarby ! 
Pozostajemy w  tematach makijażowych, tym razem  przedstawię Wam mojego kolejnego ulubieńca. Będzie to paleta róży z firmy SLEEK. 
OD PRODUCENTA
"Paleta trzech róży idealnie nadaje się do podkreślania policzków. Formuła niezwykle łatwo aplikuje się na twarzy i sprawia, że skóra nabiera zdrowego wyglądu. Kosmetyk utrzymuje się przez długi czas i nie pozostawia nieestetycznych smug. Całość uzupełnia lusterko umieszczone pod pokrywą zamykającą."


WERSJA / TESTOWANY PRODUKT 
Sleek - BLUSH BY 3 - paletka róży w odcieniu PINK LEMONIADE


OPAKOWANIE
Paleta trafia do nas w charakterystycznym, tekturowym pudełeczku na którym widnieje skład kosmetyku. W środku znajdujemy kasetkę, jej wygląd jest dosyć  standardowy dla Sleeka - czarna, matowa, od wewnętrznej strony wyposażona w lusterko.
Wydaje mi się,że paletka jest znacznie lepiej wykonana niż inne produkty tej firmy z którymi miała styczność ( rozświetlacz, bronzer, zestaw do brwi).
Opakowanie zapinane na solidnego klika, plastik solidny z czasem delikatnie się rysuje.
Paletka nie zawiera aplikatora (może to i lepiej , w większości przypadków i tak nie nadają się do makijażu)

KONSYSTENCJA
W paletce spotykamy się z 2 różnymi konsystencjami ( 2 prasowane + 1 kremowy).

WYDAJNOŚĆ
Róże są niezwykle mocno napigmentowane,  Kolory są intensywne, wyraziste i oryginalne. 
Konsystencja pozwala na stopniowanie oraz zabawę barwami w taki sposób aby uzyskać jak najlepsze połączenie kolorystyczne i uzyskać swoje, jeszcze bardziej niepowtarzalne odcienie.
Mimo bogatej pigmentacji, róże pięknie się blendują, nie pozostawiają smug, więc nawet osoba która dopiero co zaczyna zabawę z makijażem nie powinna mieć absolutnie żadnych problemów aby uzyskać efekt doskonały.

SKŁAD
Mica, Talc, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Pentaerythrityl Tetraisosterate, Nylon-12, Magnesium Stearate, Jojoba Esters, Dimethicone, Polyethylene and Phenoxyethanol. May contain: Titanium Dioxide (CI 77891), D&C Red No. 7 (CI 15850:1), D&C Red No. 30 (73360), Yellow Iron Oxide (CI 77492), Red Iron Oxide (CI 77491), Black Iron Oxide (CI 77499), Manganese Violet (CI 77742). Suitable for vegetarians. Suitable for vegans.

EFEKT
Dotychczas stosowałam róże matowe lub satynowe,  wersję rozświetlające i te z drobinkami nie przemawiały do mnie, nie odpowiadało mi zazwyczaj wykończenie które niestety prezentowało się dyskotekowo i tandetnie. 
W tym roku postanowiłam wybrać coś zupełnie sprzecznego z  moimi dotychczasowymi wyborami i Pink Lemoniade jako zestaw stała się strzałem w dziesiątkę! 
Paleta jest tak uniwersalna a jednocześnie tak piękna,że mogę stworzyć nią makijaż dla każdej karnacji i tak naprawdę na każde wyjście. Zresztą zobaczcie same z bliska te kolory...
Róże same w sobie mają niesamowitą pigmentacje, możemy stopniować je w zależności od karnacji i okazji, tak prezentują się w intensywnym wydaniu.
Poniżej po roztarciu.
Osobiście preferuje delikatne wydania, nie będzie niespodzianką fakt,że na mojej cerze widać każdy, nawet delikatny odcień, zresztą zasada mniej znaczy więcej powinna sprawdzić się u każdego ;)
Na poniższych zdjęciach ujrzycie ich najsubtelniejsze wydanie.

Icing Sugar - zdecydowanie chłodny róż, delikatny, fantastyczny do stopniowania. Niezwykle miękki, łatwy w aplikacji. Pozostawia  leciutko mieniącą się taflę. Mimo wyraźnych drobinek, nie ma mowy o tandetnym brokatowym looku. Wszystko utrzymane jest z dobrym tonie a sam odcień  już przy pojedynczym muśnięciu potrafi dodać cerze blasku
Macaroon - to jedyny kremowy produkt w tym zestawie, początkowo obawiałam się takiego wydania, sądziłam,ze nie dam rady nakładać go równomiernie bez robienia plam, a tu niespodzianka, konsystencja jedwabista, róż idealnie rozprowadza się po cerze (zarówno palcami jak pędzlem czy gąbeczką). Wykończenie daje satynowe, kolor zdecydowanie odświeża cerę, dodaje jej zdrowego, młodzieńczego wyglądu.
Jest to najtrwalszy róż z całej palety.
Pink Mint - posiada ciepłe tony i tak naprawdę w zależności od stopniowania możemy uzyskać nim delikatnie opalizującą poświatę złotego różu aż po intensywną brzoskwinkę. Posiada również  błyszczące wykończenie, jest ona znacznie łagodniejsze niż w przypadku Icing Sugar. Podobieństwo do niego widoczne jest za to w konsystencji, również miękki i łatwy w aplikacji.
Początkowo obawiałam się  jego barwy, złote tony nijak nie pasują do mojej cery, miedz i zimny odcień starego złota dobrze współgrają jedynie z tęczówką oka. Pink Mint jednak podpasował mi idealnie, złote tony są delikatne  i ładnie ( napisze tu nieskromnie) komponują się nawet z cerą takiego "duszka" jak ja :) 

CENA
49,99 zł / 20 g
DOSTĘPNOŚĆ
Róże Sleek-a dostępne praktycznie w każdej drogerii internetowej.
PODSUMOWUJĄC
Pink Lemoniade  kupiłam z chęci poobcowania z czymś nowym, zupełnie odmiennym od mojego dotychczasowego stylu. Nie sądziłam,że paletka  tak bardzo wkupi się w moje łaski a nawet zostanie produktem stale stosowanym przeze mnie. 
Od lat szukałam idealnego różu, dotychczas świetnie sprawdzała się u mnie mineralna wersja L'Oreala, róże LilyLolo, Benefitu oraz  najtańszy i chyba najbardziej efektowny w7 HoneyQueen.
Obecnie posiadam paletkę Sleek-a  i tak naprawdę nie czuję potrzeby nabywania kolejnych bo jest to zestaw idealny, właściwie na każdą okazję i niemalże do każdego makijażu.

 
MOJA OCENA
+ wykonanie ( estetyka, trwałość, lusterko)
+ odcienie
+ konsystencja
+ intensywna pigmentacja
+ łatwy w aplikacji
+ zdumiewająca trwałość różu w kremie, bardzo dobra cieni prasowanych
+ możliwość dowolnego stopniowania i mieszania poszczególnych barw
+ wydajność
+ nie zapycha, nie uczula
+/ - cena ( nie rozumiem dlaczego róże są znacznie droższe od palety cieni)
+/- dostępność (spotkałam je tylko w sklepach internetowych)

Z czystym sumieniem mogę dać tej paletce 8,5 w porywach do 9 :)

Zastanawiam się jak to jest u Was z różami, macie swoich ulubieńców ? 
Czym się kierujecie przy ich doborze ? Dajcie znac co teraz jest w Waszych kosmetyczkach :)


10.10.2015

ZA CIEMNY PODKŁAD ? ZBYT JASNA CERA? JEST NA TO SPOSÓB / MAKE UP REVOLUTION - ONE FOUNDATION - SHADE 01

Hej Skarby !
Nadal zostajemy w tematach makijażowych, były już rzęsy, brwi , nie pozostaje nic innego jak skupić się na podkładzie.
Istnieją dwie grupy kobiet: bladych jak ściana ( i tu ja podnoszę dłonie) i drugich pięknie opalających się w wakacje. Nie uwierzycie ale jest produkt który fenomenalnie spisze się u jednych i drugich, co lepsze stanie się produktem niezbędnym! Jeśli jesteście ciekawe, zostańcie ze mną :)

Mimo, iż grup nie lubię to w tym przypadku  dwa kręgi są nieuniknione :

OPCJA A
Lato się skończyło, piękna opalenizna powoli zaczyna zanikać, podkład który pozostał po lecie okazuje się być za ciemny na sezon jesień/zima. Szkoda wydawać gotówkę na nowy, z drugiej strony kiepsko nakładać na twarz coś tak ciemnego co dobrze wyglądać będzie tylko z golfem (i tu wcale nie mam na myśli czterokołowca). Znowu zakup nowego podkładu i zostawianie nieświeżego produktu na następny sezon też nie brzmi dobrze.

OPCJA B
Jesteś totalnie blada ewentualnie posiadasz tak nietypowy odcień skóry, że nie uwzględnia Cię gamą kolorystyczną praktycznie żadna firma drogeryjna.
Tak, znam ten ból... Dotychczas tylko jeden podkład na setki przetestowanych odpowiada mojej wyblakłej porcelanowej cerze, ale żeby nie było happyendu jest go tak ciężko zdobyć,że praktycznie i tak go nie kupuję.


Jeśli nadal to czytasz to zapewne nie raz dotyczył Cię ten problem. Niedawno odkryłam kosmetyk który fenomenalnie poradzi sobie zarówno z przypadkiem A i B.


Mowa o produkcie MAKE UP REVOLUTION - a dokładniej o  THE ONE FOUNDATION w odcieniu SHADE 01


Zadaniem farbki jest ujarzmienie danego podkładu, stworzenie odcienia idealnego, dopasowującego się do kolorytu oraz tekstury naszej skóry.  Farbka ma nam zapewnić dobre krycie bez naruszania właściwości podkładu. Chce podkreślić, że farbka nie bieli podkładów, nie sprawia,że stają się nienaturalnie mączne czy szarawe. Nie wpływa w odcienie - jedynie tonuje. Możemy z jednego podkładu uzyskać nieskończoną ilość odcieni ( im ciemniejszy podkład tym większe pole do popisu)

SKŁAD
Aqua, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Isododecane, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Isododecane (and) Acrylates/Polytrimethylsiloxymethacrylate Copolymer, PEG-10 Dimethicone, Cyclopentasiloxane (and) Ethylhexyl Palmitate (and) Quaternium-90 Bentonite (and) Propylene Carbonate, Magnesium Sulfate, Phenoxyethanol (and) Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate, BHA. May Contain: Titanium Dioxide(CI 77891), Iron Oxides(CI 77491), Iron Oxides(CI 77492), Iron Oxides(CI 77499).

OPAKOWANIE

Samo opakowanie jest urokliwe, produkt trafia do nas w tekturowym kartoniku, szyku dodają mu tłoczone litery w kolorze starego złota.

W środku minimalizm który tak bardzo kocham <3. Miękka, lekka, plastikowa buteleczka z odkręcanym korkiem, w środku aplikator - "dziubek" którym odmierzamy ilość kropelek ;)


ZAPACH
Delikatny, praktycznie nie wyczuwalny.


KONSYSTENCJA
Konsystencja, to coś co niewielu z Was może przypaść do gustu. Sama nie przepadam za konsystencjami wodnistymi, tu jednak z czystym sumieniem napiszę, WARTO zaryzykować. Farbka to biała, nieco tłustawa woda, może się wydawać,że totalnie zburzy strukturę bazy, czyli naszego podkładu, ale nie...

Wtapia się bezproblemowo, szybko ujednolica bez ingerencji w jej konsystencję ( chyba,że mieszamy w stosunku 1:1 wtedy faktycznie może się rozrzedzić).
Nie zaburza również właściwości podkładów, jeśli dodajemy go do matujących - produkt nadal matuje, jeśli do rozświetlających- efekt nadal jest gwarantowany.

Przetestowałam go zarówno, ze swoimi podkładami jak i produktami mojej Mamy. Było ich około 30 i przyznam szczerze, że w żadnym przypadku nie doszło do zważenia czy rozwarstwienia, może delikatnie zdystansował się z MAC Strobe ale to był wyjątek.
W innych przypadkach (na twarzy) podkłady zachowywały się tak samo jak przed zmieszaniem z farbką.

Poniżej przykład rozjaśniania podkładu farbką na przykładzie RIMMEL - WAKE ME UP  nr100/Ivory
od góry ( shade 01 +100 ivory)
poniżej ( 100 ivory)
 Zaraz po roztarciu, od góry - podkład rozjaśniony farbką, poniżej sam podkład
Po wchłonięciu, jak widać sam podkład dodatkowo ściemniał,  mieszanina z farbka zachowała odcień jaki uzyskałam w chwili rozrabiania.

PODSUMOWUJĄC
Farbka będzie hitem dla osób mających problem z doborem właściwego odcienia podkładu, wybawieniem dla naprawdę jasnych cer i zdecydowaną pomocą dla posiadaczek buteleczek z za ciemnym podkładem po lecie.Farbka tak jak już wcześniej wspominałam spisuje się wybitnie dobrze. Stosowana z umiarem nie "deformuje" właściwości podkładu, wręcz przeciwnie te toporne nawet uszlachetnia. Próbowałam doszukać się minusów, niestety Shade 01 spisuje się na tyle dobrze,że odnotowałam zaledwie jeden. Farbka nie wymieszana może się rozwarstwiać (oleista woda z białymi grudkami) zalecam jednak mocno wymieszać ( wstrząsnąć energicznie kilka razy buteleczką) go przed aplikacją aby zadbać o właściwą konsystencję. Jeśli zastosujemy się do tego efekt będzie zaskakujący :)Szczerze polecam ten produkt !




MOJA OCENA
+ opakowanie ( czytelne, wygodne)
+ kolor ( największy atut)
+ zapach ( a właściwie jego brak)
+ spełniona obietnica producenta
+ dostępność
+ wydajność
+ cena

- konsystencja (wodno - oleista przez co może się rozwarstwiać)


Moja ocena to i tak  9/10 ! Świetny produkt, wybawienie dla takiego bledziocha jak ja :)

Stosowałyście farbki ingerujące w kolor fluidu ?  Często macie problem z doborem idealnego koloru podkładu ??

Ściskam:*

6.10.2015

POPROSZĘ BRWI IDEALNE ! / PRZEGLĄD SPRAWDZONYCH PRODUKTÓW - ISA DORA, HEAN , REVITALASH

Hej Miśki 
Pozostajemy w tematach makijażowych, poprzednim razem mascara dzisiaj ogarniamy brwi. 
Nie wiem jak u Was ale brwi zawsze były moją bolączką,białe,wątłe i bez wyrazu, do tego skrócone, ba! wyskubane na końcach... ( 15 lat temu była taka moda gdy chodziłam do gimnazjum) wprawdzie nigdy nie nosiłam #brwiodszklanek i innych naprawdę tragicznych rozwiązań ale ze względu na moją jasną i chłodną karnację ciężko było dobrać kosmetyk idealny ;)  Przez lata obserwacji i praktyk zaczęłam szerzej wgryzać się w ten temat, rozpoczęłam eksperymenty z różnymi produktami:farbki, pomady,cienie,kredki,żele... wiele z nich okazało się niewypałami, niektóre z nich  były świetne pod względem konsystencji ale absolutnie nie pasowały kolorystycznie i odwrotnie, gdy coś pasowało kolorystycznie nijak nie spełniało swych zadań "technicznych"... Sięgałam po naprawdę abstrakcyjne metody aby poradzić sobie z doborem idealnego rozwiązania, najbardziej szalonym rozwiązaniem było połączenie startych,dwóch matowych cieni z Duraline Inglota...nie pora teraz na chwalenie się eksperymentami, jest za to odpowiedni moment na przedstawienie Wam moich ulubieńców dzięki którym te brwi wyglądają lepiej niż naturalne ;) 
W moich ulubieńcach znajdziecie zarówno kredkę, cień jak i żel. Dlaczego wybrałam tak różne 3 produkty ? Ponieważ  często przemieszczam się z miejsca na miejsce każde miejsce w torbie jest na wagę złota, jak typowa kobieta lubię rano wylegiwać się w łóżku przez co później brakuje mi czasu na szybkie ogarnięcie, więc potrzebuję czegoś co w magicznym tempie te brwi ogarnie ;) Zresztą wiele zależy od nastroju lubię subtelniejsze wydanie np. do pracy a mocniejsze na wieczorne wyjście. 
Koniec gadania, przejdźmy do samych kosmetyków :)

1. KREDKA. / EYE BROWN - ISA DORA -21 DARK BROWN
Opakowanie to dosyć popularne ostatnio wydanie - 2w1. Kredka z jednej strony zakończona rysikiem, z drugiej szczoteczką.

Rysik, zbity ale do najtwardszych nie należy. Miękko sunie po włoskach nadając im właściwego koloru. Konsystencja lekko woskowata.
Barwa tak jak wskazuje nazwa najprawdziwszy - ciemny brąz. Odcień bez domieszek rudości czy czerni, chłodny odcień brązu - dla zimnych karnacji doskonały!
Trwałość typowa dla tłustszych kredek, nie osypuje się, nie zanika punktowo, brwi raz pomalowane i nie dotykane pozostają w idealnym stanie, aż do  chwili zmycia makijażu.
Zmywa się dobrze micelarnym, dwufazowym.
Cena : Douglas 44,90 zł, sklepy internetowe 32-36 zł



2. CIEŃ / CIEŃ DO STYLIZACJI BRWI I  DO POWIEK 2w1 - HEAN- 403 SMOKEY


Opakowanie to solidny,mały,okrągły, plastikowy pojemniczek mieszczący w sobie g.

Kolor określony jako SMOKEY  to brudna  i nieoczywista wersja mieszanki popiołu  z domieszką bardzo chłodnego brązu. Niesamowita pigmentacja pozwala dozować produkt i tworzyć nim makijaże od naturalnych po te z gatunku dramatycznych ( nie myląc oczywiście z tragicznymi ;))




Odcień 403 jest dla mnie fenomenalny i naprawdę niepowtarzalny! Można stosować go zarówno na sucho jak i mokro.
Konsystencja również  wzbudza zachwyt wprawdzie jest to cień, ale dosyć zbity i plastyczny (nie jest to może najlepsze określenie ale...)  ma w sobie kremową nutę przez co bezproblemowo nakłada się go pędzelkiem.

Mimo dosyć ciężkiej konsystencji sprawdza się również na powiekach, blendowanie nie sprawia problemów.


Cień jak każdy produkt może niefortunnie osypać się przy nakładaniu, ale po nałożeniu na włoski zachowuje się idealnie, nie rozmazuje się, nie kruszy, nie ulatnia. Na moich brwiach wygląda idealnie przez 12 h dyżuru (a wiadomo,że tam się nie oszczędzam:P)
Zmywa się dobrze micelarnym, dwufazowym.
Cena : 8,99 - 9,99 zł

Poniżej porównanie kolorystyczne  kredki i roztartego już cienia. Jak widzicie kredka jest typowo chłodnie brązowa, cień bardziej podbija pod szarość, nie jest to jednak typowy taupe.







Na co dzień stosuje połączenie kredki i cienia. Rysikiem podkreślam dolną linię brwi, następnie optycznie, zagęszczam resztę włosków cieniem. 1,5 minuty na każdą brew, więc powiedzmy jest to dopuszczalny czas na jaki mogę sobie pozwolić :)

Kredkę Isa Dora stosuję od miesiąca, wyparła moją ulubioną dotychczas L'OREAL RICHE.
Kolor ISADORY zdecydowanie bardziej pasuje do moich obecnych włosów, Riche ma w sobie więcej cieplejszych tonów. Od kiedy  zeszłam z czerni na brąz a później eksperymentowałam z ombre i siwizną ciężko było dobrać mi produkt pasujący kolorystycznie. Barwa włosów gryzła się z cerą, brwi z włosami,potrzebowałam zmian... Z pomocą przyszedł mi HEAN 403, chłodne tony od razu wkupiły się w moje serducho bo odcień wygląda niezwykle naturalnie. Świetnie komponował  się zarówno z jasnymi jak i ciemniejszymi włosami. Teraz kiedy na głowie bardzo ciemny popielaty blond życie stało się łatwiejsze ale Smokey 403 nadal króluje w kosmetyczne ( właśnie rozpoczynam drugie opakowanie)

Poniżej możecie zobaczyć jak obydwa produkty spisują się na brwiach :
  • zdjęcie z lampą (rano, zaraz po nałożeniu)
  • światło dzienne ( jakieś 5-6 godzin po nałożeniu) - odcień realny
  • sztuczne światło ( 13 h po nałożeniu)

Na koniec chce Wam przedstawić trzeci równie dobry produkt.

3.ŻEL / HI -DEF TINTED BROW GEL - REVITALASH

Nie będę ukrywać jest to nowość jeśli chodzi o mnie. Revitalash-a posiadam dopiero od miesiąca ale tak naprawdę stosuję niesystematycznie od 2 tygodni.
Dlaczego ?
Zacznę od początku, samo wydanie jest dosyć udane to produkt z gatunku 3w1.
Solidne opakowanie zawiera dwie końcówki, na jednej grzebyki (plastikowy, drugi z włosiem) do rozczesywania + naprzeciwko jedna szczoteczka do aplikacji + tubka zawierająca żel.



Grzebyki są wygodne aczkolwiek są one całkowicie zbyteczne jeśli chodzi o moje brwi. Szczotka z włosiem potrafi ładnie nadać kształt, a plastikowa wprawdzie przeczesuje ale nie robi z nimi nic zauważalnego. 
Aplikator żelu to standardowa szczoteczka do mascary, ładnie nabiera produkt i bezproblemowo nakłada go na brwi.
Kolor faktycznie brązowy, więcej w nim ciepłych niż chłodnych tonów. Odcień uniwersalny i podejrzewam, sprawdzi się u posiadaczek cer zarówno naturalnych, ciepłych i ciemniejszych chłodnych. 
Skoro więc wszystko jest ok, dlaczego używam go tak rzadko ? 
Jak sama nazwa wskazuje jest to żel, mimo brązowego zabarwienia, nie jest to produkt na tyle napigmentowany aby zabarwić moje brwi do takiego stopnia aby współgrały chociażby po częśći z kolorem  włosów. 
Produkt ujarzmia odstające włoski, nadaje upragniony kształt, niestety nie zabarwia brwi zbyt intensywnie. 

Nie porzucam go jednak, raz na jakiś czas wykonuje sobie hennę, kiedy włoski będą jeszcze ciemne podejrzewam,że będę korzystała z jego pomocy. Produkt jest naprawdę godny polecenia, ale do zakupu zachęcam głównie te z Was które nie farbują bądź nie potrzebują dodatkowej, mocnej pigmentacji włosków a utrwalenia.

Cena : 79zł


Wprawdzie moje brwi jeszcze nie są idealne ale stale dbam o ich wzrost, kolor i zagęszczenie ;) Odpowiednia odżywka jak i dobrze dobrany kolor potrafią zdziałać cuda. Warto zadbać o brwi w końcu to one nadają charakteru całej twarzy  :)
Zdradzicie mi co teraz stosujecie na swoje brwi ?

Ściskam :*