30.08.2016

NATURA NA 5 ! / KREM NAWILŻAJĄCY DO CERY SUCHEJ - LA TOILLE

Witajcie Kochane,
Dzisiaj na blogu zrobi się bardzo aromatycznie, gładko i wręcz luksusowo... Opowiem Wam o naturalnym kremie który mocno namieszał w mojej codziennej pielęgnacji.


WERSJA / TESTOWANY PRODUKT 

 
LATOILLE5 -  NAWILŻAJĄCY KREM PRZECIWZMARSZCZKOWY

OD PRODUCENTA


"Odżywczy, głęboko nawilżający skórę krem, bogaty w oleje roślinne i antyoksydanty. Przeznaczony dla osób z przesuszoną skórą. Wygładza zmarszczki, sprawia, że cera staje się gładka jak aksamit. Zapobiega utracie wody. Produkt zawiera kombinację 8 olejków eterycznych, które tworzą pełną mocy synergiczną mieszankę o przyjemnym, ziołowo-słodkim zapachu z wyczuwalną nutką drzewa. Aromatpomaga zwalczać depresję i wpływa na poprawę nastroju.
Krem jest wzbogacony nierafinowanymi, tłoczonymi na zimno olejami roślinnymi takimi jak awokado, olejkiem z pestek dyni, z orzechów makadamia oraz jojoba. Ich struktura jest podobna do ludzkiego sebum, głęboko penetrują skórę zapobiegając jej wysuszaniu. Zawarte w kremie naturalne witaminy stymulują syntezę kolagenu."

OPAKOWANIE
Przepiękny, szklany, ciemny słoiczek zamykany na metalową zakrętkę. Etykieta szalenie wyrazista, zabawa fontami i kolorem sprawia, że na pozór minimalistyczne opakowanie zdecydowanie zapadnie w pamięci. Ogromny plus za opis składu, czytelny i obszerny.

 


 
SKŁAD
Woda, olej słonecznikowy, masło shea, masło kakaowe, wosk pszczeli, gliceryna roślinna, witamina E, olej z makadamii, olej z pestek dyni, olej z jojoby, olej z sezamowy, olej z pestek moreli, olej z awokado, olej rokietnikowy, olej z dzikiej róży, hydrolat z geranium, hydrolat lawendowy, hydrolat z róży damasceńskiej, witamina C, oliwa z oliwek, olej lniany, ekstrakt z soku z aloesu, guma ksantanowa, olejek mirrowy, olejek lawendowy, olejek geraniowy, olejek z kadzidłowca, olejek palmarozowy, olejek z drzewa różanego, olejek neroli, olejek paczulowy.


 
ZAPACH
Intensywny i niepowtarzalny! Słodki, ziołowo - drzewny aromat. Wczuwam w nim zapach kadzidła i mirry, słodko orientalny. Nie jestem zwolenniczką aromatów dalekiego wschodu ale ten działa na mnie kojąco. W składzie znajdujemy też różę i lawendę. Zapewne wiecie już dobrze, że róża wywołuje u mnie zawroty głowy i mdłości, tutaj absolutnie niewyczuwalna !

KONSYSTENCJA/ WYDAJNOŚĆ
Dosyć gęsta, treściwa ale jednak lekka. Krem dzięki swej nietuzinkowej konsystencji pozostawia konkurencję w tyle (mam tylko jednego godnego zastępce ale o nim innym razem). Latoille mimo dość zbitej formy przyjemnie rozprowadza się po twarzy, skóra niczym gąbka chłonie produkt do granic możliwości.

EFEKT
Skóra po pierwszym zastosowaniu sprawia wrażenie lekko tłustej, efekt ten ustępuję już przy drugim a  całkowicie zanika przy trzecim użyciu. Po aplikacji skóra automatycznie  staje się gładka i miękka.
Odczuwalne jest  nawodnienie oraz poprawa gęstości  skóry. Krem mimo swych  bogatych składników, łatwo się wchłania. Może być stosowany zarówno na dzień jak i na noc. Osobiście wolę używać go na noc, sprawia to, że skora rano jest dogłębnie wypielęgnowana, odżywiona i gęsta. 
Zapach kremu jest intensywny, obawiam się, że dla osób wrażliwych  na aromaty może być to niezaprzeczalny  problem. Przy pierwszym użyciu aromat wyczuwalny był przez kilka godzin, na szczęście kompozycja zapachowa  kremów jest na tyle spójnie skomponowana, że zapach nie przyprawia o mdłości ani zawroty głowy, wręcz przeciwnie, działa uspokajająco i relaksująco. Obcowanie z nim to sama przyjemność, zarówno dla cery jak i ducha :)


POJEMNOŚĆ/ CENA/ DOSTĘPNOŚĆ
50ml/ 230zł.- dostać możecie go na stronie producenta. Firma od niedawna wprowadziła do sprzedaży miniaturowe kremy w cenie 35 zł. uważam, że jest to rozsądna cena oraz interesująca opcja do sprawdzenia produktu przed ostatecznym zakupem opakowania pełnowymiarowego :)


PODSUMOWUJĄC
Latoille to marka produkująca naturalne, organiczne, holistyczne kosmetyki. Firma dokłada wszelkich starań aby produkty wychodzące z ich logiem zawsze cechowała najwyższa jakość. Nie wiem czy wiecie ale kosmetyki tej marki wykonywane są ręcznie z pełną dbałością  o detale. Większość składników  pochodzi z organicznych i ekologicznych  upraw, marka słynie z zamiłowania do nierafinowanych olejów tłoczonych na zimno.
Co do samego słoiczka, nie ukrywam przykuł moją uwagę design tego produktu - minimalizm w nowoczesnym wydaniu. Skład zachwyca a sama konsystencja zdumiewa. Krem z pozoru tłusty okazał się strzałem w dziesiątkę, genialnie nawilża i odżywia cerę, wygładza ją i koi. Mimo swemu bogatemu składowi spisał się latem, zadbał o odpowiednie nawilżenia oraz nawodnienie twarzy w czasie upałów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że cena tego kremu nie jest najmniejsza, warto jednak pamiętać co składa się na tą kwotę: naturalne i organiczne składniki najwyższej jakości, cerftyfikaty, a nawet nie wykonywanie testów na zwierzętach. Warto również podkreślić, że Latoille5 to polska marka wywodząca się z Krakowa. 
Dla mnie bezapelacyjny KWC 10/10 ! 

Zastanawiam się co myślicie o naturalnych produktach. Jesteście skłonne wydać  więcej, aby zadbać o zdrowie i piękno Waszej skóry ? Dajcie znać, bo jestem ciekawa Waszego zdania.

Ściskam !

18.08.2016

#MINERALNE - SPRZYMIERZEŃCY ZDROWIA I PIĘKNEJ CERY / BB CREAM [FAIR] - LYLY LOLO


Witajcie Kochane!
Dzisiejszy wpis rozpocznie na moim blogu serię o produktach mineralnych. Często pytacie jak sprawuje się u mnie naturalna "kolorówka". Czy są wytrzymałe, kryjące czy łatwo dobrać jest odpowiedni odcień. Takich pytań dostawałam od Was dziesiątki, jednak nie chciałam udzielać odpowiedzi zbyt pochopnie, zanim dokładnie nie przetestuję kosmetyków których posiadam. Na te i inne pytania będziecie mogły odpowiedzieć sobie same wystarczy, że sumiennie zapoznacie się z nowym cyklem. Dziś przedstawię Wam produkt od którego rozpoczęłam przygodę z minerałami firmy LILY LOLO. Zapraszam na wpis o KREMIE BB.

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily lolo


WERSJA / TESTOWANY PRODUKT 

LILY LOLO -  BB CREAM - odcień FAIR


OD PRODUCENTA

"Krem BB o lekkiej formule, w skład którego wchodzą odżywcze składniki o właściwościach przeciwstarzeniowych i nawilżających oraz mineralne pigmenty zapewniające wyrównanie kolorytu cery. Użyty jako podkład daje lekkie krycie i efekt zdrowej, promiennej cery. Świetnie sprawdza się także jako baza pod podkład mineralny."

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily loloWŁAŚCIWOŚCI
Kremy mineralne marki Lily Lolo to produkty których głównym zadaniem jest wyrównanie kolorytu naszej cery. Nie są to kosmetyki ciężkie i mocno kryjące. Mają zapewnić delikatne krycie i naturalne wykończenie. Misją jest ujednolicenie cery bez tworzenia efektu maski.


SKŁAD
AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, COCO-CAPRYLATE, CETEARYL OLIVATE, SORBITAN OLIVATE, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, TRITICUM VULGARE (WHEAT) GERM OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, STEARIC ACID, CETYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, BORON NITRIDE, BENZYL ALCOHOL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, TOCOPHEROL, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, DEHYDROACETIC ACID, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, SODIUM HYALURONATE, LIMONENE, LINALOOL, BENZYL BENZOATE, BENZYL SALICYLATE, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)


Jak widzicie skład jest mocno zadowalający, nie bazuje na parafinie a obecność gliceryny czy trójglicerydy na pierwszych pozycjach świadczy o właściwościach nawilżających i zmiękczających. Olej jojoba, olej z kiełków pszenicy. olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, olej słonecznikowy, ekstrakt z aloesu, granatu czy liści manuka sprawia, że ten produkt nabiera szlachetności. Produkt zawiera dwutlenek tytanu ( filtr UV) i tlenek żelaza - (pigment i regeneracja naskórka.)



OPAKOWANIE
Krem trafia do nas w tekturowym kartoniku, szata graficzna bazuje na dwóch odcieniach - czerni i bieli. Kontrast prezentuje się tutaj niezwykle szykownie. Zresztą patrząc na opakowanie widać, że firma zadbała o najdrobniejsze szczegóły, misternie zadbała nawet o wewnętrzną stronę pudełka w którym umieściła teksturę ze swoim logiem. Swoją drogą, logo również jest charakterystyczne, dla mnie to połączenie czterech serc które przemieniają się w czterolistną koniczynkę, ale jest to moja głęboko idąca nadinterpretacja, dlatego nie bierzcie sobie jej do głowy.

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily loloWracając do kremu BB... W kartoniku znajdujemy tubę, ładną, solidną i praktyczną. Zamykana jest na porządny i "wklikiwany" korek, który umożliwia, postawienie produktu na blacie. Jest do genialne rozwiązanie ponieważ, w chwili większego zużycia nasz produkt sam będzie przemieszczał się w tubie ku jego wylotowi i ułatwiał nam jego wydobycie.

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily lolo



DOZOWNIK
Dozownik to jeden z niezaprzeczalnych atutów.  Jedna pompka odmierza wystarczającą ilość do nałożenia jednej warstwy na twarzy. Otwór jak widzicie jest mały, dzięki temu, opakowanie zawsze pozostaje higieniczne i naprawdę ciężko, je zabrudzić. 

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily lolo

ZAPACH
Połączenie aromatu białej glinki z cytrusową nutą. Jeśli stosujecie pomarańczowy hydrolat, to zapach jest praktycznie ten sam. Dla mnie przyjemny i nie inwazyjny, ulatnia się bardzo szybkO.


KONSYSTENCJA
Gęsta, nie tłusta, czasami sprawia wrażenie wręcz topornej ( szczególnie gdy nakładamy ją zimnymi dłońmi).




APLIKACJA
Początkowo próbowałam rozprowadzać go BeautyBlenderem, ale uwierzcie mi, że robiłam przepotworne smugi. Pierwsze dni były dosyć ciężkie, aplikacja gąbeczką ani pędzlem nie przynosiła zadowalających efektów, Skóra pokryta była nierówno i z każdej strony wyraźnie można było odczytać plan przemieszczania aplikatora. Parę dni i porad jakich uzyskałam od eksperta w tej dziedzinie, sprawiły, że powoli dochodziłam do wprawy. Co najważniejsze, zrezygnowałam całkowicie z aplikatorów na korzyść dłoni. Nic tak dobrze nie rozprowadza kremu LilyLolo jak nasze własne paluszki. Dlaczego ? Produkt dosyć szybko zastyga, dlatego najlepiej nanosić go na palce a następnie szybkimi i zdecydowanymi ruchami rozprowadzać go na twarz. Taki zabieg daję najlepszy i najznakomitszy efekt. Cera jest gładka, jednolita i wygląda naturalnie. 

Jeśli stwierdzicie, że jedna warstwa nie zadowala Was kryciem a nie zamierzacie używać na niej produktów sypkich,zawsze możecie nałożyć drugą warstwę. Pamiętajcie jednak,że zawsze lepiej nałożyć dwie cienkie warstwy, niż jedną grubszą!


mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily loloJAK STOSUJĘ ?
Krem BB stosuję na dwa sposoby tzn. sam lub z użyciem dodatkowych produktów. Oczywiście bez względu na wariant zawsze pamiętam o wcześniejszym przygotowaniu twarzy tzn. skóra dobrze oczyszczona i nawilżona ( zawsze na noc używam maseczki avocado + odżywczego serum) lub rano godzinę przed aplikacją nakładam swój ukochany krem z Latoille5. Nigdy nie pomijajcie odpowiedniego nawilżenia, jeśli zlekceważycie ten etap, BB czy sam minerał nie będzie miał podłoża do "chwytliwości". Warto też zaznaczyć, że rodzaj krycia BB jak i samego pudru czy podkładu mineralnego często związany jest z kosmetykiem nawilżającym,warto więc sięgać po sprawdzoną i dogłębnie odżywiającą pielęgnację.

W chwili kiedy krem się wchłonął przechodzę do aplikacji ( tak jak pisałam powyżej). Rozcieram palcami a następnie zdecydowanymi i energicznymi ruchami rozprowadzam go po twarzy. W sumie jeśli mam wolny dzień lub planuję tylko jakieś drobne zakupy, nie używam dodatkowych warstw, nie stosuję też dodatkowo produktów sypkich. Krem delikatnie kryje, subtelnie nadaje kolorytu mojej cerze, potrafi zniwelować drobne przebarwienia. Ogólnie nawilża i daje poczucie świeżej, wypoczętej cery. Moja twarz jest teraz w niezłej kondycji, więc nie mam potrzeby nakładania większego makijażu. 

Jeśli jednak wybieram się do pracy, kremu BB używam jako bazy pod sypki korektor oraz podkład mineralny. W pracy wykonuje różne czynności, dwunastogodzinny dyżur potrafi czasem dać w kość, więc większa - druga warstwa potrafi zakryć wszelkie niedoskonałości jakimi jest niewyspanie czy zaczerwienie wywołane środkami do dezynfekcji. Użycie  kremu BB jako "bazy"  sprawia, że podkład mineralny i korektor przyklejają a w sumie łatwiej wtapiają się w skórę, czynią mineralny makijaż bardziej trwały, kryjący ale jednak nadal lekki i oddychający.

JAK TO JEST Z KOLORYSTYKĄ ?
Raczej nie zdziwi Was fakt, że zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień. Fair to wersja dosyć jasna, tonami delikatnie podbijająca w różową pigmentację, jest to na tyle subtelna nuta, że sprawdzi się zarówno na cerach w odcieniach neutralnych, ciepłych jak i typowo chłodnych - takich jak moja.
Spójrzcie poniżej. 

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily lolo


EFEKT
Krem BB  zaraz po nałożeniu daje lekko błyszczące wykończenie, trwa to jednak  krótko a mianowicie do czasu totalnego wchłonięcia się w skórę. Krem ma bardzo delikatne krycie. ładnie ujednolica cerę, przykrywa delikatne piegi czy przebarwienia. Jednak zmian trądzikowych i większych blizn, bez wsparcia mineralnego korektora nie zakryje. Jeśli cierpicie z powodu rozszerzonych porów, to możecie być spokojne, po wcześniejszym nawilżeniu cery, BB wyrównuje nierówności. Krem po zastygnięciu nie gromadzi się tylko w porach, nie tworzy nieestetycznych jasnych plamek. Ściera się tez delikatnie i równomiernie.

mineralne kosmetyki, bb cream, jasna cera, mineralne, lily lolo


Testowałam go z różnymi podłożami, lubi kremy esencjonalne i najlepiej naturalne, dobrze współpracował z Sylveco, Love Me Green, Organique, Orientaną, EcLabem  Gaia czy Latoille5. Słabsze krycie  uzyskałam nim w połączeniu ze Ziają, Lirene czy Soraya.  Dobrze spisuję się na skórze na której odpowiednio wcześniej zastosowano oleje (stosowałam na lnianym, avocado, arnikowym, kokosowym i z czarnuszki). Wypada dobrze na cerze po zastosowaniu serum (testowałam ampułki LQ, My Asia, BioliQ i Bielendy). Kiepsko współgra z produktami LaRochePosay i  absolutnie nie współpracuje z  Biodermą ani żadnym serum ślimakowym - szybko się roluję.

Skóra od aplikacji do zmycia płynem micelarnym, jest gładka, promienna i wypielęgnowana. Skóra sprawia wrażenie dobrze nawilżonej. Nie występuje uczucie ściągnięcia. Podkład wtapia się w skórę i "znika". Nie widać go na twarzy.  

Dodatkowo produkt nie zawiera silikonów oraz ze względu na skład może być stosowany przez vegan i wegetarian.


DOSTĘPNOŚĆ/ CENA / POJEMNOŚĆ / 
Krem dostaniecie m.in. na stronie COSTASY75,50zł / 40ml

PODSUMOWUJĄC
Jak widzicie wersja Fair ma praktycznie same plusy, jedyny aspekt jaki musicie rozważyć przed zakupem to krycie. Nawet jeśli nie jest ono dla Was na chwilę obecną niewystarczające nie przekreślajcie owego bebika. Celowo w tym poście nie zamieściłam zdjęcia aby pokazać Wam jak to jest nałożyć na twarz jedną warstwę, następnie dwie oraz porównać go z pełnym makijażem z korektorem oraz podkładem sypkim, mineralnym. Porównania spodziewajcie w następnym wpisie z serii o minerałach.

Mam nadzieję, że dowiedziałyście się czegoś nowego na temat minerałów. Może  są tu zwolenniczki  takiej "kolorówki"? Jeśli tak dajcie znać :) Chętnie poczytam o Waszym doświadczeniu :)


Ściskam :*

11.08.2016

LATO W KOLORACH NATALII SIWIEC / MANICURE HYBRYDOWY - INDIGO

Witajcie Kochane!

Zastanawiałyście się kiedyś jak pachnie lato ? Jaki ma smak lub zapach...
Długo myślałam jaką barwę mogłyby przyjąć moje letnie chwilę. Jako, że zwolenniczką kolorów nigdy nie byłam, zadanie wydało się dla mnie okrutnie zajmujące. Nie zamierzam ukrywać, że od ponad 15-stu lat moja garderoba bazuje na klasyce, tzn. czerni, bieli i szarości, lubię też jeans i nieskazitelnie gładki jedwab...
  Nigdy nie prezentowałam się dobrze w kolorach tęczy, tak zwyczajnie nie jest to moja bajka - zresztą znajomi mogą to potwierdzić. O ile odcień ubrań jest zawsze ten sam, chętnie bawię się fasonami, tkaninami czy wzorem. Jako, że większość moich "stylizacji" (ajć! bardzo nie lubię tego słowa) bazuje na tym samym, to śmiało lawiruje w dodatkach, od tych minimalistycznych po nieoczywiste, ogromne i migoczące. Jako, że jestem blogerką urodową (chyba każda kobieta przyzna mi w tej chwili racje) twierdzę, że nie ma udanej stylizacji bez zadbanej cery i dłoni, nie oszukujmy się przez te drobne niedopracowania żadna szykowna kreacja nie będzie prezentowała się efektownie. Dlatego jako punkt ostatecznym spójny i dopełniający uciekam w makijażowe i manicurowe szaleństwa barw i intensywności. Gorący romans wiodę z wysoko napigmentowanymi pomadkami, ostatnio rozkoszuję się matami w kolorach fuksji, beżu, neonowej czerwieni czy jagody... A skoro przy jagodach jesteśmy nie mogę zapomnieć o paznokciach ! Od parunastu tygodni na moich pazurkach stale goszczą jaskrawe i żywe kolory: czerwienie, fuksje, maliny, jagody... przytłoczona tą intensywnością zapragnęłam sięgnąć po subtelniejsze i pastelowe wydania. Nieinwazyjna mięta, zwiewny błękit czy słoneczna lecz nie prażąca żółć w kolorze banana. Barwy te mocno wdarły się w moje serducho, ale nie sprawiły, że serce podskoczyło i wywołało niezaprzeczalne trzepotanie skrzydeł motyla.

Spragniona wrażeń i nowych doznań czekałam na odpowiedni moment, w sumie nie długo... Wizyta w stacjonarnym punkcie lubelskiego Indigo, sprawiła, że misja zakończyła się sukcesem. Wprawdzie w planach był tylko pyłek Metal Manix, ale kiedy ujrzałam nowości marki nie mogłam przejść obok nich obojętnie.

Kobiece, subtelne a jednocześnie absolutnie wakacyjne i eleganckie. Odcienie tak perfekcyjne i uniwersalne, romantyczne a jednocześnie stworzone dla silnych i nowoczesnych kobiet w każdym wieku. Dzisiejszy wpis nie będzie  podlegał żadnym schematom, zapraszam Was w wakacyjną przygodę z nowościami marki Indigo.

indigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olala

Firmę Indigo znana jest mi od ponad roku, wtedy bowiem kupiłam swoją pierwszą hybrydę Mr.White, nie wiele później do grona lakierów utwardzanych w UV wskoczył Mr.Black oraz niepowtarzalny odcień SinCity a następnie kilka innych barw o pyłkach już nawet nie wspominając. Od tej pory z uporem maniaka intensywnie przyglądam się marce, śledzę nowości, stąd też nie mogłam zaprzepaścić szansy i zapoznać się z ofertą którą wypuścili w tym roku. Kolekcja Siwiec bo o niej mowa, składa się z 9 niepowtarzalnych odcieni. Zresztą same zobaczcie...
indigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olalaindigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olala  
Lakiery Indigo  znane są ze swego unikatowego nazewnictwa,  jest to świetne rozwiązanie, bo w końcu łatwiej zapamiętać hasło np.K OKO LOKO niż numer i serię danego produktu. Kolekcja inspirowana ambasadorką Natalią Siwiec wcale nie odbiega pomysłowością od innych lakierów, czytasz nazwy i od razu  wczuwasz się w ten wakacyjny klimat, bo jak inaczej zinterpretować Martini&Bikini czy Ibiza Chill.
indigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olalaindigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olala 
Przekrój pastelowych barw  od  bladego babyblue, przez zielone tony mięty i szałwii po róże, brzoskwinie i fiolety. Ach! te fiolety mocno namieszały w mojej głowie... Kiedy pierwszy raz ujrzałam je na stronie internetowej wiedziałam, że Discoteca Kiss lub Olala trafią do mojej "kosmetyczki". Szybko  udałam się do stacjonarnego sklepu marki Indigo. Wzornik prezentował się niesamowicie i gdyby nie fakt, że wiele z tych kolorów zostało wysprzedanych  - "rozchodzą się jak świeże bułeczki" zapewne kupiłabym ich więcej. Na szczęście Magda, zresztą moja imienniczka zaproponował mi kolor "Ciao Bella"  zbliżony, chociaż bardziej "napigmentowany" od wyżej wymienionych. Przepadłam i oczywiście nabyłam.

indigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olala

Kolor jest intensywny, pięknie kryje już przy pierwszej warstwie, a to przecież nowość dla jasnych odcieni. Dwa tygodnie wytrzymał bez zarzutów, pewnie wytrzymałby i dłużej ale zapragnęłam wetrzeć w niego efekt szmaragdowej syrenki. W takim zestawieniu prezentuje się oszałamiająco! Zresztą spójrzcie poniżej.  
indigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olala
Olala i Discoteca Kiss - tak zbliżone a jednocześnie tak bardzo różne odcienie które powodują intensywną burze mózgów i z prędkością światłowodu uruchamiają w głowie setki wspomnień od tych romantycznych wieczorów przed kominkiem, przez karuzele w wesołym miasteczku, cukrową watę na patyku, rowerowe wyprawy na koniec świata a nawet dalej... Pierwsze zajęcia zumby, ogniska z przyjaciółmi, pierwsze sukcesy a nawet obrona pracy magisterskiej. Pierwsze wspólne wakacje z ukochanym i powrót do domu w ulewę stulecia. Odcienie które pobudzają moje zmysły, które pachną ulubionymi bukietami - bzów, smakują jeżynowym shakiem i jagodową muffinką.
Słodkie delikatne a jednocześnie z posmakiem kwaśnej i nieoczywistej nuty.


indigo, kolekcja siwiec, hybrydy, nails, inspirationnails, manicure, wakacyjne, hbrydowe mani, hellosummer, indigo ciobella, discotecakiss, olala 
Jaki jest więc mój odcień wakacji 2016 ? Zdecydowanie stawiam na pudrowy lilak, Discoteca Kiss i Olala ! Kolory lata, wrażeń i spełniających się marzeń !


Kochane  a jaki kolor przybrały Wasze wakacyjne wspomnienia ? Znalazłyście  swój odcień we wzorniku Indigo ?

Ściskam :* 

4.08.2016

ABECADŁO KOSMETYCZNE / HAUL - NOWOŚCI SIERPNIA !


Witajcie Kochane,

Sierpień jeszcze dobrze, się nie rozpoczął a moja półka powoli zaczyna uginać się od nadmiaru nowości! Dzisiaj postanowiłam Wam pokazać, jakie cudowności trafiły do mnie w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. 



Niedawno portal BeautyTester wyłonił mnie z grupy ponad 200 osób do przetestowania kremu Chantarelle. Skład mocno mnie zachycił: olej z hibiskusa, witamina A, Tazman Pepper™, kwas hialuronowy niskocząsteczkowy 50kDa, hydrolizowane proteiny jedwabiu czy krzemionka organiczna brzmią naprawdę dobrze. Nie mogę doczekać się momentu kiedy rozpocznę użytkowanie tego kosmetyku :)

Dwa tygodnie temu otrzymałam przepięknie zapakowaną paczuszkę,w środku znalazłam 4 produkty marki Claresa -  dwa lakiery hybrydowe, bazę oraz top. Od razu wykonałam hybrydę i muszę przyznam, że zaskoczyła mnie jakość ale o tym przeczytacie już niebawem ;)

Firmę Indigo znam od ponad roku, nie ukrywam często kupuję produkty tej marki - szczególnie kremy do rąk, balsamy czy hybrydy. Podczas ostatniej - kwietniowej konferencji MeetBeauty, otrzymałam w prezencie od marki krem  o dźwięcznej nazwie "Love Story".  Jest to zapach który do owej chwili był dla mnie totalnie obcy, zazwyczaj kupowałam wersję zapachową "Seventh Heaven" albo "Pop Sugar". Obydwa słodkie i bardzo kobiece, nie sadziłam, że  historia miłosna tak dobrze wkomponuje się w me gusta. Opakowanie z MB już dawno zużyte postanowiłam więc sięgnąć po nowe :)  Krem mały, z pompką - idealny do torby. 

Podczas mojej kolejnej wizyty w Indigo skusiłam się też na hybrydę  w pastelowo lilakowej barwie (CiaoBella) oraz  na niezwykle popularny ostatnimi czasy pyłek - METAL MANIX który sprawia wrażenie chromowanych i niezwykle połyskliwych paznokci.

 
Skoro jesteśmy przy literce I, nie może zabraknąć Inglota. Nie dawno zdenkowałam produkty do brwi, braki mojego ukochanego cienia z Hean, sprawiły, że wybrałam się po sławetną już pomadę (rzekomy zamiennik Anastasi Beverly Hills). Nie byłabym sobą gdybym nie wykorzystała momentu i nie skusiła się na pigment, tym razem wybrałam nowość marki - niezwykle migoczący numer 118. Niektóre z Was miały okazję zobaczyć go na moim facebookowym fanpagu. 



Joico! Nie wiem czy wspominałam Wam już, że zostałam zaproszona prze markę na koloryzację oraz zabieg rekonstrukcji włosów. Obecnie czekam na wizytę, oprócz tego marka przesłała do mnie kilka nowości, m.in. sławetną już serię K-Pak oraz absolutny hit - szampon w piance do włosów farbowanych. 




K jak Kringle ! Ci którzy mnie znają wiedzą, że należę do osób które mają niespotykaną pamięć do zapachów. Aromaty są dla mnie niezwykle istotne, pewnie dlatego stałam się wosko i świeco maniakiem. O ile Yankee potrafi mnie zaskoczyć tak Kringle zawsze wywołuję u mnie szybsze bicie serca i dłuższy romans... O miłości do Greya, nie będę wspominać, bo temat wraca jak boomerang, a nie chce Was zanudzać. Tym razem na mojej ukochanej wyspie wybrałam zapach Archive - męski z nutą drewna oraz Buttered Rum Toddy - zapach słodkiego likieru, taki aromat który rozpalasz i czujesz ciepło domowego ogniska, brzmi absurdalnie. ale to idealny otulacz na wieczór z najbliższymi.

 
Rzadko ale jednak zdarza się czasem wygrać coś na facebooku, tak było tym razem i dzięki odrobinie szczęścia w moje dłonie wpadła paletka cieni marki Melkior. Póki co używam tylko burgundowego cienia (bo jest obłędny!) ale całkiem możliwe, że przekonam się do innych.



My Asia To kolejny punkt na mapie azjatyckiego świata w który pragnę wniknąć. Asortyment tego internetowego sklepu to prawdziwa jaskinia skarbów. Znalazłam w niej same cuda. Już nie długo przeczytacie u mnie o produktach Holika Holika, m.in. o czarnych jajkach i bardzo wygładzającym serum. Obowiązkowa pozycja dla każdej fanatyczki pielęgnacji - nie tylko azjatyckiej.




N jak Nanshy! W ubiegłym tygodniu dotarła do mnie prawdziwa niespodzianka ! Przeogromna i pięknie zapakowana paczka w której znalazłam nowość marki, ręcznik oraz zestaw pędzli do makijażu oczu. Prawdziwym hitem okazał się pędzel FUN - już niedługo przeczytacie o nim więcej :)




Dwie świeżynki od Organic Shop oraz Nacomi. Aloesowy żel pod prysznic oraz nowość marki Nacomi - płyn micelarny. Obydwa produkty już w fazie testów :) Jeśli chcecie mogę niedługo opisać Wam te produkty :)



Niedawno otrzymałam upominek od firmy Resibo - krem pod oczy. Czeka dzielnie na swoją kolej, denkuję obecne kremy i biorę się za testy tego naturalnego cudeńka. Wiecie, że kosmetyki tej marki są w 100% wegańskie i biodegradowalne ?
resibo
Azjatyckie kosmetyki zagościły u mnie na dobre. Maseczki, kremy BB, żele, kolorówka itp. nie długo poczytacie o nich na blogu. Azja którą interesowałam się kiedyś pod względem kulturowym (nawet uczyłam się języka japońskiego ok.12 lat temu) teraz na nowo wkradła się w serce pod postacią pielęgnacji. My Asia i Skin79, będzie teraz  częściej pojawiać się na blogu :) Cieszycie się ? ;)


The Creme Shop to kolejna nowość, marka o której nie słyszałam . Ta cudowna, koreańska maseczka trafiła  do mnie od Feeling Fancy. Jeszcze nie miałam okazji jej nałożyć, ale nie mogę doczekać się momentu kiedy wreszcie znajdę czas i zamienię się w Pingwinka. Pewnie pochwalę się Wam i zdam relację z tego "tupotu małych stóp" ;)




Too  Faced i The Balm - dwie paletki które za sprawą dwóch  równie szalonych i wspaniałych dziewczyn trafiły w moje łapki. Feelin Fancy i Interendo, jeszcze raz Wam dziękuję :*
too faced, the balm, paleta

 Z jak moje nazwisko, ale przejdzmy do zakupów.

ZARA -  marka która  stanowi jakieś 90%  ubrań w mojej gigant szafie. Niedawno odkryłam też perfumy a właściwie piękne wody toaletowe tej marki. Zapachy są trwałe, oryginalne i liczne. Podejrzewam, że każda znajdzie coś dla siebie. Mnie najbardziej urzeka  Femme, słodkawy, pudrowy i nowoczesny  do tego design flakonów, mnie kupują tym całkowicie. Aha zapomniałam dodać, cena za 100ml 49 zł. Obecnie promocja dwupak  czyli 2 x 100ml za 59 zł. Szczerze polecam zajrzeć :)

zara nowa kolekcja Zielone Labolatorium - pierwszy kosmetyk tej marki który wpadł w moje dłonie  i to dzięki Ani z bloga DEFACTO24.  Peeling pachnie jak świeżo zebrane zioła. Stosowałam już dwa razy i prawie jestem pewna, że się zaprzyjaźnimy ;)

zielone labolatorium peeling 


Na koniec zostawiłam perełkę, celowo zamieściłam ją tutaj i niealfabetycznie bo zasługuję na więcej i nie chce aby ktokolwiek  ten wpis pominął. Nature Cosmetics - to moje odkrycie roku. Polska firma która zajmuję się nowoczesną hodowlą ślimaków, pozyskuje śluz w celu produkcji kosmetyków pielęgnacyjnych ale i leczniczych na różnego rodzaju schorzenia skórne. Serum tej marki to magia zamknięta w tubce. Używam od tygodnia i nie mogę uwierzyć jak cera potrafi się zmienić w tak krótkim czasie. Naprawdę polecam. Ci którzy tu stale wracają lub znają mnie osobiście, wiedzą, że borykam się z ostrym poparzeniem słonecznym, lekka ingerencja słońca na skórę bez filtra +50 i mam pęcherze. Wiem jakie to trudne co roku zmagać się z przebarwieniami, płytkimi bliznami i bolesnymi pęcherzykami a to serum przynosi mi ulgę i sprawia, że wyjście na słońce nie musi wiązać się z bólem :) Zajrzyjcie na ich facebooka i polubcie ! Nigdy Was do tego nie namawiam, ale to co robi ta firma dla osób z bliznami, poparzeniami czy przebarwieniami po trądziku zasługuje na wszelkie pochwały i nagrody! Doceniajmy ludzi którzy robią tak wiele ! (dla ciekawskich galeria zdjęć).

nature cosmetics, ślimaki, serum ślimakowe


Uff... Brawa dla tych którzy wytrwali do końca, wprawdzie miesiąc dopiero się rozpoczął, a wiem, że jeszcze parę przesyłek  dotrze na dniach, ale postanowiłam, podzielić się z Wami tym co do mnie trafiło. Dzięki temu  znacie część tematów które pojawią się niebawem, oczywiście część wpisów nadal jest tajemnicą, zdradzę tylko, że w tych najbliższych będzie nietypowo, napiszę Wam też jakie są moje odczucia po stosowaniu kosmetyków mineralnych.


Pierwszy raz taki luźny post z nowościami, dajcie znać jak Wam się podoba taka forma wpisów, chcecie kontynuację przy kolejnych zakupach ? ;)

Ściskam :*