6.08.2020

#SPOWIEDZ - SNOBKA CZY MINIMALISTKA?


Jakiś czas temu poczyniłam wpis o tym jak straciłam swego hejtera. Przez pewien czas nie dawały mi spokoju słowa owej osoby w których byłam obwinianie o bycie  JAKĄŚ, chodziło o fakt, że doceniam inne rzeczy i "zawsze muszę wyglądać inaczej i stylizować się na kogoś lepszego" oraz lubić to co innym przeszkadza.

Wiecie co, nie ruszyły mnie wtedy słowa odnośnie mojego gustu, ale mała meduza wnerwienia zapaliła się nad głową na myśl o tym, że ktoś uważa, że jestem "wystylizowana". Poczułam się wtedy urażona bo jestem chyba ostatnią osobą na świcie która mogła by zostać posądzona o nie spanie po nocach i układanie stylówek na następne dni.  Te słowa mnie uraziły  bo nie jestem próżna a próba zawstydzenia mnie takimi słowami tylko mnie zirytowała. 

Nic na to nie poradzę, że zawsze miałam w sobie jakiś pierwiastek który doceniał inne rzeczy od tych które są popularne i nie wynika to z mojego wewnętrznego buntu po prostu mam wrażenie ze czasami nie pasuje do współczesnych czasów  bo nie lubię robić niczego na pokaz, a najzwyczajniej dla siebie.

 Dużo rozmawiałam ostatnio z moim otoczeniem na temat styli i z dialogów wynika, że społeczeństwo w ogromnym procencie pomija kwestie estetyczne, albo cechuje się zakupoholizmem w którym  nabywa astralne ilości przypadkowych przedmiotów które solo są super ale razem tworzą harmider.  Zdaje się sobie sprawę z tego, że mam wysokie poczucie estetyki (to jest bardzo upierdliwa naleciałość) które blokuje mnie przed zakupem  rzeczy do domu, czy noszeniem przypadkowych rzeczy. Jestem detalistką (mama  to we mnie zakorzeniła za dzieciaka), uwielbiam szczegóły jeśli w bucie nie pasuje mi kolor szwu w życiu tych butów nie kupię, jeśli w torbie podszewka ma oczojebny odcień, nie wróci ze mną do domu, jeśli kubek jest piękny ale ma brzydki font idealnego hasła również nie wrzucę go do koszyka. To samo mam z tkaninami, muszą mieć dobre składy, oryginalne faktury i wzory, nie cierpię bylejakości i nawet po domu nie założę, rzeczy które ze sobą nie pasują bo zaraz czuje dyskomfort. 
Nie jest to poza tak mam i już... ale są tego plusy bo dzięki swym upierdliwościom zamawiam mniej i dążę do minimalizmu ( chociaż w moim przypadku to jeszcze daleka droga).

Wielbię minimalizm w urbanistyce, architekturze wnętrz  czy sposobie ubierania, jarają mnie proste formy i skąpe rozwiązania co nie oznacza, że potrafię żyć bez zakupów... Długo się nad tym zastanawiałam  bo nawet jako osoba preferująca ten  ograniczony styl życia nie jestem w stanie zrezygnować z niektórych przedmiotów. Bez względu na to czy są to rzeczy praktyczne czy dające mi przyjemności ze swych walorów estetycznych są takie przedmioty których nie mogę się wyzbyć lub pragnę ich podskórnie niezwykle mocno.  Przez to jednak, że przywiązuje dużą wagę do jakości automatycznie nabywam mniej przedmiotów, albo zdarza mi się kupować rzeczy droższe. Staram się nie kupować pod wpływem impulsu, każde swoje zakupy muszę przemyśleć i trzy razy zadać sobie w głowie pytanie "PO CO MI TO?" jeśli sama jestem w stanie przekonać się argumentami to wtedy kupuję, nie mam jednak nawyków wydawania hajsu na rzeczy byle jakie i gromadzenie w swej niewielkiej przestrzeni kolejnych kurzołapów.

 Gadam i gadam a jednak trochę odchodzę od tematu który chciałam poruszyć, mam na myśli to, że bycie minimalistą  nie oznacza życia w szkaradnej, bez rzeczowej ascezie. Dla mnie minimalizm to kupowanie produktów świadomie, praktycznie ale jednak nadal w kręgu który daje ogrom przyjemności  też wizualnych. Zauważyłam, że ludzie rzadko kiedy robią zakupy drobnostek z myślą o tym co w domu, czy będzie pasować, czy będzie praktyczne i na jak długo mi posłuży. I nie chodzi tu absolutnie o kwestie finansowe bo mam mnóstwo obłędnych rzeczy z Pepco, Kika czy Jyska których pojedyncza wartość nie przekroczyła ceny 15 orzełków a sprawują się  jak sprzęty za miliony monet. Chodzi o rozsądek i umiejętności odsiewana produktów wartościowych ( również tych sprawiających przyjemność wzrokową) od bubli o których zapomnimy po tygodniu lub zwyczajnie zanosimy do domu, stawiamy i pytamy wewnętrznego ja - co mi odjebało idąc do kasy.

Miałam takie momenty kiedy również kupowałam dużo dziwnych rzeczy, było to na początku blogowania, pierdoły do zdjęć - rameczki, notesy, długopisy no tragedia grecka, dom się zagracał a później i tak to leżało i podejrzewam, że nadal gdzieś leży... Myślałam, że tak trzeba bo wszystkie blogerki  z otoczenia tak robiły  a ja czułam jak pętla tych gratów zacieśnia się wokół mej szyi. 
Pewnego dnia jakbym dostała obuchem w łeb i zmieniłam swoje nastawienie bo źle się z tym wszystkim czułam... 

Często na instagramie widzę laski które zachęcają do zakupów "takiej miseczki, takiej firaneczki, takiej spódniczki, kapci, szczoteczki i poduszeczki" wszystko ok, zawsze ktoś znajdzie coś fajnego dla siebie, ale mnie to odrobinę przeraża :) Po prostu ilość tych rzeczy mnie najzwyczajniej przytłacza, kolejna rzecz, kolejny grat i ta lawina konsumpcjonizmu się napędza, ja tak nie potrafię... 

Podobny temat rozwinął się po stories w którym pokazywałam Wam nową torebkę MK, kilkanaście osób zaczęło mi się wręcz tłumaczyć dlaczego kupuje dużo torebek a nie jedną porządną. Słuchajcie to, że na stories wspomniałam o tym, że wolę jedną niż kilka to nie jakiś atak w stronę osób które postępują inaczej, napisałam jedynie jak sama to postrzegam. Uczciwie Wam piszę, że nie mam gdzie się stroić, do pracy biegam z workową torba albo szmacianym plecakiem bo tak mi najwygodniej, kupowanie w moim przypadku kilku torebek pod kolor butów czy koloru paznokci nie ma u mnie najmniejszego sensu.
Każdy z nas jest inny i to jest piękne, to, że sama postępuje inaczej, nie znaczy, że Wam coś narzucam a jedynie pokazuje swoją hm.. "filozofię"? :D

Jak widzicie mój "inny" wygląd czy chęć nabywania innych produktów to nie kwestia szpanu, kontrowersji i imponowania innym, mam taką naturę  z którą nie wygram. Jedni kochają róż inni barwy podstawowe  czy stonowane ;) więc chill i luz :)


Jestem ciekawa  jakie jest Wasze nastawienie do zakupów, planujecie, nabywacie spontanicznie i czy w ogóle minimalizm ma odzwierciedlenie w Waszej przestrzeni :) Zróbmy burzę mózgów bo tylko ona otwiera nas na nowe spojrzenie na świat :)

Ściskam <3