31.05.2018

YOU ARE MY INSPIRATION...


Kończy się maj a to znak, że przychodzę do Was z publikacją w ramach akcji "Wspaniały Rok" której pomysłodawcą jest Michał z bloga Twoje Źródło Urody. MAJ to miesiąc matur, bibliotek , komunii i zakochanych a ja pragnę Was przywitać tematem "YOU are my inspiration". 

Pewnie jesteście ciekawi kogo wymienię w swych inspiracjach, kto będzie moją ikoną stylu, geniuszem kreatywności i świrem który miał ogromny wpływ na to kim jestem i jak teraz wyglądam.

Ot, zdziwię Was - nie padną tu żadne nazwiska, nie wspomnę o nikim nawet w aluzji.

Może jestem nietypowa, ale nigdy żadna znana osoba nie była w stanie tak mnie sobą zahipnotyzować abym złapała bakcyla i chciała wejść w jej skórę. Wręcz przeciwnie, od dziecka nie lubiłam być taka jak inni, nie chciałam nosić takich samych ubrań, słuchać tego samego, czytać podobnych książek. Ludzie zbierali się w grupy aby podziwiać dany "rzeczownik" a ja zawsze chciałam mieć coś swojego. Kawałek nieba w formie przenośnej, rzecz którą chciałam mieć tylko dla siebie. Egoistyczne? Być może, ale zawsze byłam dociekliwa i szukałam czegoś swojego, innego a gdy już to miałam i dana opcja docierała do reszty ja traciłam nią zainteresowanie. 

Mam jakiś pierwiastek w sobie który bez wcześniejszego poznania wypiera to czym w danej chwili rajcuje się społeczeństwo. Nie ma różnicy czy jest to film, książka, ubranie czy muzyka... Kiedy już znajdę coś  mojego, coś co mimo mojego wybrednego  gustu  trafia do mnie to bezwzględnie chciałabym to zachować dla siebie, schować to przed światem i wręcz zabutelkować  i chwili potrzeby emocjonalnej odkorkować i przeżywać na nowo owe doznanie :)


Jak więc stałam się tym kim jestem obecnie?
Myślę, że to wina (dosłownie) - moich rodziców a przede wszystkim taty który wpoił mi taki a nie inny system wartości. Który zawsze był (i jest) blisko, wspierał i wspiera mnie we wszystkim co robię ( no może pomijając kolczyk w języku). Który zawsze mówi, że czasami lepiej odpuścić niż toczyć walkę z wiatrakami (zrozumiałam to dopiero grubo po dwudziestce), aby nie krzywdzić innych ale też nie robić niczego wbrew sobie. Moja kumpela zawsze powtarza, że "mam za dużo empatii, za dużo wrażliwości i cierpliwości do ludzi" ale też hektolitr optymizmu i dobrej energii  który napędza tą całą "nieśpiącą machinę" i nie pozwala się zatrzymać. 

Żyję według hasła " żyj w zgodzie ze sobą a ludzi traktuj tak jakbyś sam chciał być traktowany". 

Może naiwne ale się sprawdza, czasami ktoś mnie wykorzysta bo szybko się angażuje w pomoc ale takie ciężkie sytuacje sprawiają, że szybko wyciągam wnioski. Czasami się tylko śmieję, że w Marvel-owskiej historii mogłabym mieć ksywę IRON-ASS, chociaż mentalnie czuje się kotem więc powoli doświadczenie uczy mnie spadania na łapy (jeszcze nie cztery ale praktyka czyni mistrza) :)
Inspiruje mnie życie, ludzie, dźwięki jakie mnie otaczają, zapachy, kultura, wystawy artystyczne. Iluminacje miejskie, deszcz, przyroda, sny i ten jeden On z którym miałam wczoraj mały zgrzyt. 

Takie jest życie, mamy je jedno więc czerpy z niego tyle ile się da, ale nie na pokaz, nie z modą i nie dla innych. Róbmy to co czujemy, sprawiajmy sobie jedną przyjemność dziennie która wpłynie na to, że Wasze ciało przeniknie przyjemny prąd i sprawi, że kąciki ust  nie ulegną sile grawitacji. 

Skoro już zdeptałam temat uwrażliwienia, to na koniec muszę zostawić Wam jeden utwór który pochodzi z najpiękniejszego filmu o miłości jaki kiedykolwiek widziałam. Dajcie  mu szanse to tylko 6 minut, a jeśli nie znacie THE FOUNTAIN to szczerzę zachęcam do obejrzenia, jest na Netflixie ale i na "innych" serwisach również dostępny. Zawsze ten utwór przeszywa mnie i rozbija na higroskopijne kawałeczki, łzy same wypełniają oczodoły a z jego końcem czuje wielkie oczyszczenie, taka przeogromna siła mnie ogarnia... dziwnie to brzmi ale to prawda... 



Dziś trochę inaczej, nie kosmetycznie ale lubię sobie pogadać czasem o sobie. 
Ściskam i zapraszam do innych, wierzcie mi, że tam zostały poczynione lepsze wpisy :)
________________________________________________________

23.05.2018

#OCH - OPOWIEM CI HISTORIĘ PEWNEJ BLONDYNKI


Dziś przychodzę do Was z nieoczywistym wpisem. Postanowiłam pobawić się w dziennikarza i przeprowadzić wywiad z  jedną  z blogerek - piękną Emilką większości znanej bardziej jako URODA WG BLONDYNKI. Różnimy się wizualnie ale mamy  wspólne punkty zaczepienia o nich i nie tylko przeczytacie w dzisiejszym poście.

Czy pamiętasz co skłoniło Cię do założenia bloga?
Odkąd pamiętam zawsze interesowałam się kosmetykami. Całe szczęście nigdy nie miałam problemów z cerą, ale te kwestie pielęgnacyjne nie były mi obce i po prostu lubiam poświęcać na to czas. Nawet przez moment zastanawiałam się czy nie wybrać kierunku kosmetologia, na studiach przez jakiś czas byłam na specjalizacji wellness&spa. Ale w efekcie końcowym czysto medyczne kierunki jednak zwyciężyły. Do założenia bloga skłoniły mnie koleżanki. Skoro jestem w stanie tyle im doradzić to czemu nie miałabym się tym dzielić w szerszym gronie.


Czy od razu wiedziałaś jak ma wyglądać Twój blog, jakie tematyce się poświęcisz?
Wiedziałam, że będzie to blog typowo kosmetyczny. Zresztą do tej pory taki jest gdyż nie chcę się publicznie dzielić swoją prywatnoscia. Aczkolwiek od jego początków dużo zmieniło się w kwestii mojej świadomości i wiedzy o kosmetykach. Najczęściej piszę o kosmetykach naturalnych lub z dobrym składem i na pewno w tym kierunku blog będzie dalej się rozwijał. Myślę też o wprowadzeniu serii związanej z podróżami które uwielbiam.



W opisie swego bloga wspominasz nam czym się interesujesz. Czy mogłabyś zdradzić skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie kierunkami medycznymi?
Nie mam zielonego pojęcia. Nie pochodzę z rodziny lekarzy więc to nie tradycja Odkąd pamiętam moim ulubionym przedmiotem w szkole była biologia, chemia. Ku rozpaczy rodziców wszystkie moje zabawki przechodziły skomplikowane operacje i wiele z nich niestety nie przezywalo. Dlatego zarówno liceum o profilu medycznym jak i studia były dla mnie logicznym wyborem. Chociaż oprócz fizjoterapii miałam kilka innych pomysłów. Dostałam się m.in na farmacje oraz biotechnologie ale uznałam że wolę jednak bardziej praktyczny kierunek niż laboratorium.



Gdybyś teraz miała wybrać jedną z dziedzin medycznych to zostałabys bardziej przy fizjoterapii czy medical fitness?
Myślę , że jest to że sobą bardzo powiązane. Lubię Medical fitness gdyż pokazuje to że oprócz budowania formy i kształtowania sylwetki możemy zadbać o swoje zdrowie. Gdybym mogła jeszcze raz wybierać to może zamiast akademii medycznej wybrałbym fizjoterapie ale na awf.


Na czym w ogóle polega medical fitness? Czym się różni od zwyczajnych ćwiczeń na siłowni?
Aktywny tryb życia stał się ostatnio bardzo popularny. Jest coraz więcej trenerów personalnych. Niestety taki "papierek" bardzo łatwo obecnie zdobyć. Ważne jest aby wybrać dobrego trenera który zna się na rzeczy. Wielokrotnie na swojej drodze widzę osoby np biegajace w trampkach po asfalcie, wzdłuż ruchliwych ulic pełnych spalin lub nieprawidłowo wykonujących ćwiczenia na siłowni. Może to mieć obronę konsekwencje i przynieść więcej złego niż pożytku. Medical Fitness to ćwiczenia mające na celu poprawę naszych fizjologicznych funkcji. Dlatego często opierają się na naturalnych ruchach człowieka. Ich głównym celem jest nie tyle poprawa sylwetki co ochrona przed skutkami upływającego czasu i siedzącego trybu życia. Np wzmacniają stawy, mięśnie kręgosłupa. Nadaja sie zarowno dla osob zdrowych jak i tych np po wypadkach, kontuzjach którzy chcą wzmocenic sile mięśni . W fitness klubach możemy znaleźć zajęcia oparte na Medical fitness np Zdrowy Kręgosłup czy Trening Funkcjonalny.


Ok, wróćmy jeszcze do bloga, testujesz bardzo dużo produktów. Na swoim blogu ruszyłas z serią którą motywujesz czytelniczki do zużywania zapasów. Jak sobie radzisz z bublami i duża ilością powtarzających się produktów? Znajdujesz im jakieś nowe zastosowanie?
Haha mam trzy siostry zawsze chętne do pomocy Oczywiście wszystko jest kwestia gustu. Mnie taka ilość kosmetyków zaczęła po prostu przytlaczac. W pewnym momencie nie mogłam się zdecydować co teraz używać bo interesowało mnie kilka kosmetykow z tej samej kategorii. A używając wszystkiego na raz też trudno określić co działa, a co nie. Jako do blogerki trafia też do mnie sporo kosmetyków które nie sa niestety dopasowane chociażby na spotkaniach blogerskich. Takie produkty po prostu oddaje siostrom lub koleżankom -blogerkom. Całe szczęście rzadko kiedy mnie coś uczula. Moja skora nie jest mocno wymagająca ale w związku z tym że zwracam uwagę na składy zdarza mi się robić spory przesiew. Jeśli jakiś kosmetyk mi się nie sprawdza, działa zbyt słabo to w pierwszej kolejności staram się go stuningowac, dodać składników które mogą pomóc. Jeśli to nie działa ... po prostu puszczam dalej. Staram się nie używać słowa bubel, a raczej produkt dla mnie nieodpowiedni. Dla mnie , bo dla kogoś innego może być hitem.



Jestem ciekawa na co zwracasz uwagę robiąc zakupy, porównujesz składy czy bardziej sklaniasz się ku selekcji zapachowej, może masz ulubione opakowania?
Przede wszystkim patrzę na skład i dopasowanie do potrzeb mojej skóry. Opakowania raczej na mnie nie działają chociaż jeśli coś ładnie wygląda to zawsze dodatkowy plus. Bardziej ulegam zapachom kosmetyków, najczęściej tym słodkim , slodyczowym...jak na lasucha przystało. W ogóle nie kręcą mnie natomiast kosmetyki mocno perfumowane. Wręcz mnie one odrzucają. Już dużo bardziej lubię specyficzne zapachy kosmetyków nturalnych.


Co jest Twoim ulubionym-niezastąpionym produktem, kosmetykiem bez którego nie wyobrażasz sobie dalszej pielęgnacji czy makijażu...są takie produkty które kupujesz stale lub często do nich wracasz?
Moim codziennym, niezastąpionym rytuałem jest demakijaż olejami. Od kilku dobrych lat to moja ulubiona metoda. Wszelkie płyny micelarne, czy mleczka odeszły dawno w zapomnienie. I choć czasem testuje coś nowego to i tak wracam do oleju. Moim ulubionym jest zdecydowanie balsam z przepisu Czarszki. Od wielu lat robię go sama ale wersja produkowana przez Pauline również bardzo przypadła mi do gustu.




Proszę abyś zdradziła nam kilka swoich sprawdzonych tricków urodowych takie 5 beautyhackow urody wg blondynki 
Moje triki urodowe to przede wszystkim:
1.Odpowiednia ilość i jakoś snu.
2. Odpowiednia pielęgnacja skóry - bez tego nawet najlepsze kosmetyki kolorowe nie będą dobrze wyglądały na cerze.
3. Róż - to mój patent, gdy zawale punkt pierwszy świeży i soczysty odcień różu może zdziałać cuda. Musniete nim policzki i delikatnie powieki sprawiają że wyglądam młodziej i na bardziej wypoczeta.
4. Gdy nie mam czasu na zaawansowany makijaż oka stawiam na czerwoną szminkę. Zawsze robi efekt Wow!
5. Duuuuzo uśmiechu i pewności siebie. To zawsze +10 do urody


Na koniec wspomnij co jest Twoim marzeniem oraz czego spełnienia aktualnie mogę Ci życzyć ;)
Moje aktualne marzenie niebawem się spełni , gdyż na jesieni zostanę mamą A tak na przyszłość...chciałabym zwiedzić Stany Zjednoczone . Marzenie już od wielu lat zarówno moje jak i męża, które na bieżąco wypierają inne marzenia


Wywiad powstał w ramach akcji MAJOWE blogowanie. Zapraszam Was na bloga Autorki odpowiedzi URODAwgBLONDYNKI oraz do innych dziewczyn które wzięły udział w projekcie : NiedokońcakosmetycznieBeautypediapatt,  Nienaltowskablog.pl,  GorzelaPorcelainDollAnywayAnaEnestelia a jeśli chcecie przeczytać wywiad ze mną serdecznie zapraszam do odwiedzin najnowszego wpisu u OkiemMarzycielki :)

Podobała Wam się taka forma wpisu, znacie dziewczyny biorące udział w zabawie? Dajcie znać :) 
Ściskam i lecę czytać inne wywiady :)

18.05.2018

ROZDAŁAM KOSMETYKI CZYTELNICZKOM! / BIOTANIQE


Jakiś czas temu otrzymałam od marki Biotaniqe zestaw produktów do przetestowania. W jego skład weszło: serum ochronne, kremy z serii ze śluzem ślimaka oraz węglowy produkt 3w1. 
Jako,że marzec był miesiącem w którym testowałam również inne produkty do cery a byłam tez poddana końcowej serii kwasów, postanowiłam podzielić się owymi produktami ze swoimi Czytelniczkami i wraz z nimi sprawdzić nowości marki. 

Do testów zaprosiłam trzy dziewczyny w wieku 23-33 lata, najmłodsza(23) z cerą tłustą, 25latkę z cerą mieszaną i najstarszą z cerą normalną ale z licznymi bliznami potrądzikowymi. Do testów dołączyłam również ja 30latka z suchą i turbo wrażliwą skórą. 
Za chwilę zaprezentuje Wam produkty oraz przedstawię nasze opinie na temat każdego z nich :)



SERUM OCHRONNE ANTI-POLLUTION - PIERWSZE ZMARSZCZKI
Zaawansowane serum ochronne pochodzi z serii ANTI-POLLUTION. Linii produktów które cechuje ochrona przed zanieczyszczeniami m.in. przed smogiem PM2,5, dymem papierosowym czy metalami ciężkimi. Produkty z tej serii mają zapobiegać przedwczesnemu starzeniu się skóry, ujędrniać, wygładzać a przy tym spłycać drobne zmarszczki. Marka zaznacza - w środku znajduje się Ochronna  BioTarcza AlgaSkin2(chroni przed zanieczyszczeniami), Kolagen Morski (liftinguje, odmładza i regeneruje) oraz Woda probiotyczna pro.aQua (wspiera mikrofloręskóry).

Eliksir zamknięty został w 20ml buteleczce wykonanej z półprzezroczystego szkła w kolorze szałwiowej zieleni. Aplikator to ten rodzaj który lubię najbardziej - pipeta, zawsze fantastycznie sprawdza się przy tego rodzaju kosmetykach. Konsystencja wodnisto-żelowa. Bardzo przyjemna, doskonale rozprowadza się po cerze, szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości. Zapach przepiękny, niedominujący, świeży i lekki - bardzo na plus.

Najlepiej nakładać je na oczyszczoną cerę 2x dziennie i zastosować dalszą pielęgnację.
SKŁAD: Aqua Purificata, Glycerin, Propylene Glycol, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Methylpropanediol, Trehalose, Hydrolyzed Algin, Lactobacillus Ferment Lysate, leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Hydrolyzed Collagen, Sodium Hyaluronate, Argan Oil PEG-8 Esters, Xanthan Gum, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, polyacrylate Crosspolymer-6, Polysorbate 20, PEG-40 hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Parfum.
O ile w kwestii opakowania, konsystencji i zapachu jesteśmy zgodne tak w kwestiach samego efektu na skórze już nie do końca.  zacznijmy od skóry suchej i wrażliwej (mojej) serum najlepiej spisywało się po umyciu twarzy, tonizacji jako jeden z etapów dalszej pielęgnacji, serum nie powodowało ściągnięcia ani innego dyskomfortu.Cera była mięciutka, ładnie rozświetlona i przyjemnie zagęszczona. Jednak nakładany makijaż bezpośrednio na wchłonięte serum powodował, że niektóre podkłady się rolowały. Zupełnie inaczej miała się sprawa w chwili kiedy po serum nakładałam ulubiony krem i wtedy każdy z podkładów wyglądał po prostu dobrze. 
Cera normalna miała podobne odczucia, serum wymagało wspomagania kremu ale tylko przy podkładach matujących z rozświetlającymi i nawilżającymi serum ładnie łączyło się z makijażem.

Mieszana cera zachwalała produkt wspominając, że odczuła wyraźne zminimalizowanie porów skóry mimo, iż zupełnie tego nie oczekiwała. Serum dobrze spisywało się pod makijażem. Skóra tłusta zaobserwowała, mniejsze świecenie w najbardziej przetłuszczających się strefach. Dzięki serum podkład wyglądał bardziej matowo ale bez efektu płaskiej maski. W tym przypadku cera nie wymagała dodatkowego wspomagania kremem. 


Na koniec muszę wspomnieć o tym, że serum ma chronić nas przed smogiem i zanieczyszczeniami. Oczywiście sama nie jestem w stanie tego sprawdzić, nie mam aparatury w domu do badania skóry w taki sposób więc nie wykonam tu chemicznej analizy. 
Podsumowując serum zupełnie inaczej spisało się na naszych cerach, ale ogólnie wypadło bardzo dobrze i każda z nas była zadowolona z użytkowania owego produktu.




ROZŚWIETLAJĄCY KREM POD OCZY - PIERWSZE ZMARSZCZKI
Seria ślimakowa z filtrowanym śluzem ślimaka. Krem pod oczy zawiera jednak wiele innych dobrodziejstw kofeinę, witaminę E, wyciąg z mimozy i boskiego ziela. Krem ma działanie rozświetlające, jego zadaniem jest hamowanie oznak starzenia, utrzymanie intensywnego nawilżenia, redukuje cienie oraz cofnięcie efektu podkrążonych oczu.
Aqua Purificata, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Dicaprylyl Carbonate, Glyceryl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Isononyl Isononanoate, Cyclopentasiloxane, Cetearyl Alcohol, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylates Copolymer, Snail Secretion Filtrate, Caffeine, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Albizia Julibrissin Bark Extract, Darutoside, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment, Lecithin, Squalane, Glycereth-18 Ethyhexanoate, Glycereth-18, Methylmethacrylate Crosspolymer, Ethylhexyl Hydroxystearate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Tetrasodium EDTA, Parfum, CI 77163.
Kremik zamknięto w niedużej, zgrabnej tubce o pojemności 15ml. Aplikator to standardowy dziubek z niewielkim otworem. Krem ma bardzo przyjemną, lekką konsystencję. Wchłania się błyskawicznie szybko i nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości. U każdej z nas nie rolował się pod makijażem, ładnie rozświetlał i całkiem nieźle wygładzał dolinę łez. Nakładając go uważajcie aby nie wprowadzić go do oka bo wtedy mocno pieczę i powoduje zaczerwienienie gałki ocznej. 
Naprawdę fajny, drogeryjny kremik, może nie zrobi niezwykłej rewolucji tzn.kilkudniowego niespania nie zniweluje ani nie poradzi sobie z głębokimi kurzymi łapkami ale cudnie nawilży i na co dzień zabezpieczy skórę.




BIO AKTYWNY KREM REGENERUJĄCY 30+
Ta sama wersja co kremik powyżej, wersja regenerująca z wyciągiem z czarnej perły oraz filtrowanym śluzem ślimaka. Niesamowita hydrożelowa konsystencja, bardzo lekka i niezwykle odżywcza. Doskonale rozprowadza się po skórze, nie smuży nie zalepia, od razu po nałożeniu koi przesuszoną skórę i wizualnie ją wygładza. Cera już po chwili wizualnie prezentuje się lepiej.
Aqua Purificata, Triethylhexanoin, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Dimethicone, Sodium Acrylates Copolymer, Snail Secretion Filtrate, Hydrolyzed Pearl, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment, Trehalose, Lecithin, Allantoin, Glycereth-18 Ethyhexanoate, Glycereth-18, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sorbic Acid, Tetrasodium EDTA, Sodium Chloride, Parfum, CI 19140, CI 42090, CI 16255.

Na mojej suchej, turbo wrażliwej skórze którą zapycha większość kremów sprawdził się bardzo dobrze, mega wygładza, dobrze nawilża, sprawia, że napięta skóra doznaje natychmiastowego ukojenia. Tak dobrze odżywia, ze czesto nakładałam go na przesuszone medyczną chemią  dłonie. Od razu ulga i +10 do ładniejszego wyglądu. Krem ma odcień starego złota i obawiałam się, że może zabarwiać skórę, ale nie-  subtelnie maskuje zasinienia, zaczerwienienia, sprawia, że cera prezentuje się na zdrową i wypoczętą. Doskonale spisał się również na rękach gdzie borykam się z bliznami po słonecznymi - kolor kremu ładnie maskował blizny a po dłuższym uzywaniu chyba faktycznie je rozjaśnił  bo skóra wygląda znacznie lepiej.
Testy na skórze normalnej wypadły bardzo podobnie a nawet lepiej ponieważ blizny po trądzikowe zostały ładnie przygaszone. Na cerze mieszanej krem spisał się doskonale zarówno na dzień jak i na noc. Na skórze tłustej jako pielęgnacja tak, ale jako krem pod makijaż nie wytrzymał próby czasu, powodował zwiększone świecenie twarzy, podkład również starł się z nosa i brody.
Skóra, sucha, normalna i mieszana polecają ten produkt.




WĘGLOWY PEELING -ŻEL-MASKA 3W1
Kosmetyk z gatunku trzy w jednym - możemy stosować go jako peeling, żel i maskę.  Produkt został zamknięty w sporej  miękkiej butli zamykanej na korek, ma gęstą - pastowatą konsystencję którą marka postanowiła wzbogacić peelingującymi drobinkami. W składzie znajdziemy papainę, aktywny węgiel z bambusa, glinkę kaolinową i mikroperełki krzemowe.
Aqua Purificata, Stearic Acid, Isononyl Isononanoate, Hydrated Silica, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Isohexadecane, Isopropyl Myristate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Charcoal Powder, Kaolin, Papain, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Allantoin, Trehalose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Lecithin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Pumice, Ceteareth-20, Phenoxyethanol, Alcohol, Parfum, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Hydrogenated Polydecene, PPG-5 Laureth-5, Tetrasodium EDTA, Triethanolamine

Od razu zaznaczę, ze nie przepadam za rzeczami trzy, pięć, siedem w jednym bo uważam, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Mamy już na rynku jedną taką markę która na swoich opakowaniach pisze 10 w jednym itp.dla mnie to bujda ale postanowiłam sprawdzić ten peeling mimo wszystko. Do mycia twarzy najchętniej wybieram  żele lub zbite pianki. Pasty nie są moją ulubioną konsystencją bo  mam wrażenie, że zapycham cerę  ale wielkie było me zaskoczenie gdy po nałożeniu produktu na zwilżoną twarz pasta przemieniła się w lżejszą formę żelu z której wybijają się nieliczne drobinki  krzemowe o średniej wielkości. Produkt pieni się bardzo delikatnie, zmywa bezproblemowo i pozostawia skórę czystą i ładnie nawilżoną, delikatnie wygładzoną przez masaż drobinkami. 
Jeśli chodzi o produkt 3w1 wypadł dokładnie tak samo u każdej z nas. Jedyne co nas poróżniło to zachwyt lub obojętność dotycząca zapachu :)
tutaj poznacie inne produkty z serii z węglem
  
Drugi raz organizowałam takie wspólne testowanie i powiem Wam, ze wypadły one bardzo sprawnie, dziewczyny mega wczuły się w rolę i nawet prowadziły notatki. Jestem dziewczyny z Was mega dumna i szczerze dziękuję za pomoc. Pomogłyście moim czytelniczkom sprawdzić jak produkty sprawdzą się na wszystkich typach cery

Znacie tą markę? Stosowałyście kiedyś produkty BIOTANIQE ? Jaki macie stosunek do produktów ze ślimakiem?

Ściskam 

15.05.2018

ZOSTAŁAM AMBASADORKĄ NOEL!


Ogrom wyjazdów blogerskich w kwietniu to nie jedyna dobra nowina, pod koniec miesiąca zostałam AMBASADORKĄ DROGERII NOELJednym z zadań ambasadorskich jest testowanie oraz ocenianie produktów jakie znajduję w paczce ambasadorskiej. Zwlekałam z tym wpisem ponieważ, nie chciałam prezentować Wam tylko produktów a napisać o nich coś więcej. 
To co zaczynamy?




PEELING SOLNO-CUKROWY/ VIS PLANTIS 
Znacie mnie, cukrowych peelingów nie znoszę ale solne i kawowe kocham, postanowiłam dać mu szansę i wiecie co? Przepadłam! Peeling ma drobinki dwóch wielkości (większe cukru i drobniejsze soli) - zostały one zatopione w przyjemnej, gęstej ale bardziej musowatej konsystencji. Kolor aloesowy, blada zieleń i chyba podświadomie wpływa to na odbiór zapachu. Pierwsze wrażenie, bardzo świeży i delikatny, dopiero w chwili rozprowadzania po skórze wybija się nuta yerba mate i woń białych kwiatów. Peeling pozostawia po sobie delikatny ale nie lepiący film. Skóra jest niezwykle gładka i przyjemna w dotyku :)




SKIN BALANCE /PIERRE RENE 
O tym podkładzie swojego czasu pisała i mówiła cała blogosfera urodowa. W związku z wiecznie wykupionym odcieniem 20 CHAMPAGNE nigdy nie miałam okazji go przetestować. Na moją prośbę podesłano mi wyszukiwany miesiącami odcień. Kolor jest jasny, delikatnie oksyduje ale zważając na mój turbo jasny odcień skóry w moim przypadku wymaga delikatnego rozbielenia farbką. Odsuńmy jednak odcień na dalszy plan bo przecież nie każdy z Was boryka się z tak dużym problemem z odcieniem cery. Podkład ogólnie prezentuje się bardzo ładnie na twarzy. Nie powoduje maski, ładnie się wtapia w skórę, nie podkreśla suchych skórek, ładnie kryje a przy tym długo pozostaje na twarzy bez migrowania czy ścierania.  Szybkie bo 2 tygodniowe testy ale póki co jestem na tak!




AZJAtica / PERFECTA
Nie wiem jak dla Was ale dla mnie to absolutna nowość, nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym produktem. Za mleczkami również nie przepadam, ale hasło ryż i ceramidy nie pozwoliły mi długo zwlekać z testami. Pachnie pięknie, świeżo, odrobinę kwiatowo - przypomina mi to znany zapach perfum który kiedyś stosowałam ale  na chwilę obecną jakaś luka wdarła się w pamięć i nie potrafię zobaczyć nazwy, co nie zmienia faktu, że zapach mnie zahipnotyzował. Dla mnie ideałem jest kiedy produkt do twarzy  nie pachnie  a jeśli już to ładnie  ale delikatnie i ulatnia się chwilę po zastosowaniu. Co do konsystencji jest bardzo przyjemna, aplikator nie ma najmniejszego problemu z jej wydobyciem. Mleczko ładnie zmywa makijaż cery a nawet oczu. Mascara ładnie jest rozpuszczana ale zaznaczam, że testowałam go tylko na tej niewodoodpornej. Z trwałymi eyelinerami czy metalicznymi pigmentami radzi sobie bezproblemowo.




SERUM LIFTINGUJĄCO-PRZECIWZMARSZCZKOWE / SHECELL
Opakowanie brzmi jak magiczne zaklęcie i przyznam szczerze, że nie wierzyłam w jakiekolwiek działanie tego produktu. BIOPOLIMER DIBUSHIELD PRO-HEAL – MARINE FILLING SPHERES™, LIFTONIN®-XPRESS, SYN®-COLL itp. No brzmi jak rebus lub zagadka... skład próbowałam trochę rozwikłać i Dibushield... to podobno w 100% naturalny biopolimer co do reszty nadal pozostaje to niezbadanym rejonem - jednak, jedno jest pewne. Serum pachnie przyjemnie i bardzo typowo jak na tego grupę produktów. Konsystencja luźnego kremu o żelowatej konsystencji. Po nałożeniu łanie nawilża, wizualnie minimalizuje drobne nierówności, ładnie wygładza i sprawia, że skóra nabiera gęstości. Przyjemne serum które współgra z podkładami.
CENA I DOSTĘPNOŚĆ  







WONDER'FULLY REAL / RIMMEL
Z Rimmelem mi zazwyczaj bywało pod górkę, jakość nie miałam szczęścia nigdy do produktów tej marki ale wiem, że u Was sprawdzają się zarówno mascary jak i podkłady, pomadki dlatego mascara świeżutka trafi do paczki na rozdanie konkursowe :) 
WIĘCEJ POCZYTACIE TUTAJ








SHAI3 HONEY
Rzadko kiedy sięgam po maszynki, zazwyczaj wybieram depilację ale to miodowe cudeńko wkupiło się w moje łaski. # ostrza, ruchoma główka i trzy grube paski z łagodzącym propolisem sprawiły, że całkowicie mogłam zapomnieć o podrażnieniach. Maszynka ma wymienialne główki, zdecydowanie zakupię kolejne sztuki :) 




Tak prezentuje się pierwszy box z akcji Ambasadorskiej, co o nim myślicie znacie któryś z produktów, że są to dla Was raczej nowości ? Dajcie znać! 

Ściskam 

14.05.2018

TAKICH HYBRYD JESZCZE NIE MIAŁAM! /MISTERO MILANO


Niedawno w moje dłonie wpadła najnowsza propozycja lakierów od marki Mister Milano. Przepięknie zapakowany box zawierał, najnowszą - pastelową kolekcje lakierów hybrydowych. Kolory stworzyła ósemka zdolnych kobiet które postanowiły postawić na subtelne róże oraz nudziaki.

Jestem już po pierwszych testach więc śmiało mogę Wam opisać jakość produktów które znalazłam w Ambasadorskim pudle.

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny




KOLORY
Barwy naprawdę piękne i to pisze osoba która mocno na bakier stoi z różami na pazurkach. Niezwykle szlachetne i kobiece barwy które doskonale będą prezentowały się zarówno na codzień jak i na większe wyjście typu manicure ślubny.

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny



OPAKOWANIE/APLIKATOR
Buteleczki o pojemności, wygodne... Bardzo przypominające mi gabarytowo marki Chiodo czy Semilaca. Pędzelek wygodny, elastyczny o średniej wielkości. Myślę, że bez problemu spiszę się zarówno na bardzo krótkich jak długich paznokciach.

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny


KRYCIE
Tutaj jestem bardzo zaskoczona, jasne kolory zazwyczaj nie posiadają zbyt wielu pigmentu, często wymagają kilku warstw aby nadać płytce pełnego krycia. W przypadku lakierów ujętych w tym poście krycie jest niesamowite już po nałożeniu jednej warstwy płytka jest praktycznie cała i dokładnie pokryta. Przyznam szczerze że rozwazalam nałożenie drugiej warstwy bo pazurki wyglądały po prostu dobrze.

Poniżej na wzorniku pokazuje pokrycie po jednej warstwie lakieru.

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny

TRWAŁOŚĆ
Kolejne zaskoczenie, testowałam na sobie bladą szarość oraz ten nudziakowy róż. Do wykonania każdego mani użyłam bazy oraz topu proponowanego przez markę. Baza jest gęsta ale dobrze przylega do płytki, świetnie się trzyma, nie ma opcji aby coś odeszło czy tak jak przy tańszych lakierach odpadlo w czasie użytkowania (moja a właściwie częsta bolączką mojego wskazującego). Sam kolor nie odpryskuje, nie ściera się na bokach ani czubku co też uważam jest zasługą topu który jest bardzo przyjemny w pracy - nie za gęsty, bezproblemowo rozprowadza się po płytce nie powodując smużenia. Pozostawia ładny ale nieprzesadzony błysk i nie matowieje w czasie noszenia :)


PODSUMOWANIE
Lakiery trafiły do mnie w pięknym, pudrowo różowym boxie z tłoczoną nazwą firmy. W środku znalazłam również cztery misternie wykonane ciasteczka z cukierni artystycznej la vanilla. Oczywiście tylko jedno uchowało się do zdjęć :)

hybrydy nowość, new hybrid, mister milano, pastelowe kolory, manicure ślubny


Co do samych produktów to testy wypadły naprawdę dobrze, jestem niezwykle zaskoczona jakością pigmentacji oraz trwałością hybryd na płytce. Dlatego uczciwie mogę Wam polecić przetestowane lakiery a dla tych z Was które lubią pastele na płytce zachęcić do zapoznania się z ofertą marki Mistero Milano. Lakiery najjaśniejsze na pewno zostaną że mną, będę po nie sięgała z przyjemnością. Co do koloru 1063, nie jest to moja bajka, źle czuje się w tym co różowe ale mam już typ z kim podzielę się ową hybrydką :)


Kochane napiszcie mi proszę jakie kolory lakierów preferujecie na cieplejsze dni.. Używałyście w ogóle lakiery tej marki?

Ściskam 

_________________________________________________________

PS. MAM DLA WAS SPECJALNE HASŁO: MISTERO - dzięki niemu Wasze zamówienie w sklepie internetowym zmniejszy się o 20% :)  PROMOCJA TRWA DO KOŃCA CZERWCA I OBEJMUJE WSZYSTKIE PRODUKTY Z WYJĄTKIEM KATEGORII PROMOCJA I WYPRZEDAŻ :)

9.05.2018

PIEKĄCE OCZY/ DEMAKIJAŻ/ POLNY WARKOCZ


Jak pisał klasyk: "...ze mną można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko..." ja jednak w ramach totalnego psikusa dziś zabieram Was na pole aby tam w sposób radosny pleść polne warkocze. Pomyślicie - oszalałam, ...i prawidłowo bowiem nastało u mnie naturalne szaleństwo- całkowicie rozkochałam się w pewnym totalnie naturalnym produkcie do demakijażu twarzy. Chodźcie sprawdzić czym się wkupił w łaski ten gagatek.


MÓWIĘ DZIŚ O...
RUMIANKOWEJ ESENCJI MICELARNEJ DO DEMAKIJAŻU/ POLNY WARKOCZ
polny warkocz, rumiankowa esencja, piekące oczy, wrażliwa cera, astma, bezzapachowe kosmetyki, wegańskie kosmetyki, pielęgnacja naturalna, dobre bo polskie, polskie produkty, ekocuda, kosmetyki nie testowane na zwierzetach, crueltyfree, veganfriendly



"Zerwij tęgą wiechę rumianku i uwarz z tego naparu, a wodą, w której wrzały kwiaty przemywaj twarz. 
Uczyniwszy tak każdego dnia wielką korzyść odniesiesz. 
Napar tego ziela służy dobrze skórze. 
Gałązki i kwiatki rumnowe są jednakiej mocy. 
Kwiatki też rumienkowe zdejmują napięcie i bolenie głowy i oczu oddalają. 
Dobry jest na szczęście i na powodzenie."



SKŁAD
Woda, Hydrolat z Rumianku Rzymskiego, Ester Kwasu Kaprylowego i Poliglicerolu, Gliceryna Roślinna, Pantenol, Kwas Dehydrooctowy**, Alkohol Benzylowy**

OPAKOWANIE
Znacie mnie, kocham taki design. Szklane opakowania apteczne to to co kocham. Brązowe, ciemne szkło. Wygodne zamknięcie na solidny, plastikowy korek oraz dozownik który poprzez wstrząsanie wydobywa idealną ilość produktu. Do tego etykieta którą zdobi piękna rycina, jest niezwykle czytelnie i schludnie. Mogłabym dać tutaj tysiące serduszek.

polny warkocz, rumiankowa esencja, piekące oczy, wrażliwa cera, astma, bezzapachowe kosmetyki, wegańskie kosmetyki, pielęgnacja naturalna, dobre bo polskie, polskie produkty, ekocuda, kosmetyki nie testowane na zwierzetach, crueltyfree, veganfriendly



OZNACZENIA
Na etykiecie spotkacie również małe zielone oznaczenia:
Legenda mówi :
  • DBAM O ŚRODOWISKO -  ekologiczne opakowanie wykonane z ciemnego szkła które może zostać przetwarzane ponownie w firmie lub  we własnym zaciszu. 
  • JESTEM W 100% NATURALNY - Nie zawiera agresywnych konserwantów, GMO, syntetycznych barwników, sztucznych kompozycji zapachowych, silikonów, formaldehydu, pochodnych ropy naftowej, parafiny, olejów mineralnych oraz innych zbędnych wypełniaczy i szkodliwych substancji.
  • JESTEM PRZYJAZNY DLA ZWIERZĄT -  zarówno składniki jak i sam produkt nie jest testowany na zwierzętach, przebadany dermatologicznie, nie posiada czynników drażniących ani alergetyzujących
  • JESTEM Z POLSKI

polny warkocz, rumiankowa esencja, piekące oczy, wrażliwa cera, astma, bezzapachowe kosmetyki, wegańskie kosmetyki, pielęgnacja naturalna, dobre bo polskie, polskie produkty, ekocuda, kosmetyki nie testowane na zwierzetach, crueltyfree, veganfriendly

ZAPACH/ KONSYSTENCJA
I tu Was zaskoczę praktycznie nie wyczuwalna woń rumianka, tak naprawdę to słabo czuć jakikolwiek zapach, ale po delikatnym rozprowadzeniu na skórze delikatnie wybija się glicerynka. Aromat jest niezwykle przyjemny i doceni go każdy astmatyk czy POChPowiec :) Osobiście jestem zachwycona, mimo, iż rumiankowe zapachy totalnie lubię ;)

SPOSÓB UŻYCIA/ EFEKT
Banał! Nabieramy niewielką ilość płynu na wacik a następnie przecieramy okolicę oczu oraz skórę twarzy. Skórę po zmyciu należy przemyć pod bieżącą wodą :) 

Poniżej zamieściłam zdjęcie ze swatchem foliowego cienia, który został raz przeciągnięty nasączonym wacikiem z esencją rumiankową.


polny warkocz, rumiankowa esencja, piekące oczy, wrażliwa cera, astma, bezzapachowe kosmetyki, wegańskie kosmetyki, pielęgnacja naturalna, dobre bo polskie, polskie produkty, ekocuda, kosmetyki nie testowane na zwierzetach, crueltyfree, veganfriendly


WYDAJNOŚĆ
Płyn przez to, że jest niezwykle skuteczny nie zużywa się szybciej niż standardowy - sprawdzony płyn micelarny. Do zmycia pełnego makijażu twarzy i oczu z trwałym eyelinerem, mascarą i inglotowską pomadą do brwi wystarczą mi dwa nasączenia po jednym na wacik i cieszę się niezwykle czystą skórą.


POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
100ml/ ok.12zł/Dostępny m.in w Drogerii Pigment, ale pełną listę sklepów znajdziecie na stronie sklepu POLNYWARKOCZ
polny warkocz, rumiankowa esencja, piekące oczy, wrażliwa cera, astma, bezzapachowe kosmetyki, wegańskie kosmetyki, pielęgnacja naturalna, dobre bo polskie, polskie produkty, ekocuda, kosmetyki nie testowane na zwierzetach, crueltyfree, veganfriendly

PODSUMOWANIE 
Niepozorna buteleczka skrywa w sobie magiczną miksturę która niewiarygodnie szybko zmywa makijaż, esencję  która swym naturalnym składem działa zbawiennie na moją skórę, nie powoduje pieczenia, ani nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Ogólnie zauważyłam, że doskonale  łagodzi wszelkie stany zapalne i wpływa kojąco na skórę, zapomniałam całkowicie jak to jest doświadczać uczucia ściągnięcia i okropnego swędzenia twarzy.  Kosmetyk nie dość, że zmywa doskonale to jeszcze pielęgnuje cerę. Zachwalam i polecam, obok takich produktów nie wolno przechodzić obojętnie. Zostałam fanką warkoczy! A jeszcze dziś  doczytując się producenta  na potrzeby postu odkryłam, że są z Lublina, mojego Lublina :) Duma podwójna! uczciwie zachęcam do wypróbowania, szczególnie wrażliwcom.


PS. Na liście mam kolejne produkty z Warkocza, jeśli którąś z nich mieliście to proszę dajcie znać czy warto po nie sięgnąć:
  • NAWILŻAJĄCA ESENCJA Z MLECZKIEM PSZCZELIM TONIK DO CERY SUCHEJ
  • MAZIDŁO ODŻYWCZO KOJĄCE TARCZYCA BAJKALSKA I POLNY MAK

A na koniec zostawiam Wam recenzję do innego wegańskiego demakijażowego produktu - BALSAM MYJĄCY. 



Ściskam