30.12.2017

CO MI PRZYNIÓSŁ ROK 2017 ?


Ludzie zawsze na Nowy Rok zaczynają snuć niesamowite plany, stawiają kreskę , odcinają się od tego co złe i niewygodne. 1 stycznia konstruują w swych głowach lub na papierze plan - napoleońską strategię na kolejne miesiące. O ile idea jest wybitna i nawet przez pierwsze tygodnie adrenalina napędza do działania tak z pojawieniem się lutego granica nowego i zapewne lepszego żywota zostaje przesuwana na później i tak znów mamy piździernik, Zaduszki i ubieranie choinki. Znowu lista nabiera nowego znaczenia. Wystarczy jedynie przekreślić datę, uaktualnić rocznik i znowu ruszyć z atakiem....





Czy w moim przypadku było podobnie? 
Ci którzy mnie znają/obserwują wiedza o tym, że raczej nie brakuje mi zajęć w życiu codziennym, a jeśli tylko znajduję wolną chwilę szybko zapycham ją czymś nowym. Blogowy rok 2017 spędziłam na totalnym spontanie, nie było planów, wpisów z wyprzedzeniem  ani nawet strategi przejęcia blogosfery, kończyło się raczej parszywie jak u Pinkiego i Mózga  a to dlatego, że każdy wolny dzień nie obfitował w przypływ weny a pisanie na siłę  nigdy nie uszczęśliwiło żadnej ze stron. Podziwiam ludzi którzy potrafią trzaskać z przymusu 20 tekstów. Pistolet przy skroni i klepiemy, teksty o makaronie, dezodorancie do stóp,  słodkich piesełkach  czy lotach w kosmos. Byle aby złapać ofertę, stworzyć wpis i wypchnąć go dalej i z otwartym portfelem czekać, aż deszcz szeleszczących zasili portfel. Nie musisz się znać, nie musisz mieć weny "pisz, pisz" bo Kominek radził wstawiać dużo wpisów w tygodniu. Niestety jeśli jesteś realnym człowiekiem który prowadzi prawdziwe życie nie siedzi tylko w ciepłym, aż się prosi uruchomić klasyka i napisać kurwidołku  domu nie ma możliwości pisać na spontanie. Wena budzi się w różnych miejscach i to zazwyczaj wtedy kiedy nie masz wolnej  żadnej kończyny górnej - przynajmniej tak jest u mnie, jeśli nie podczas podpinania kroplówek to w wannie albo momencie szprotowania w komunikacji miejskiej. Mimo braku rozpiski rok 2017 uświadomił mi wiele i przyniósł zaskakującą ilość niezapomnianych chwil...

Zacznijmy od początku...

STYCZEŃ
W tym miesiącu miałam okazje jako jedna z nielicznej grupy bloggerów brać udział w evencie organizowanym przez redakcję Face&Look . Spotkaliśmy się wtedy na ostatnim pietrze warszawskiego Mercurego i omawialiśmy misje portalu. O całości opowiadał nam m.in. Conrado Moreno redaktor naczelny wyżej wymienionego magazynu. Podczas spotkania oczywiście nie mogło zabraknąć mojej wspaniałej ekipy :) Mileny, Michała, Klaudyny i Angel :) 

***Podróż do Warszawy była przednia. Milena pamiętasz, śnieg, gogusia i kamienie? :D




LUTY
Nie wyjeżdżałam zbyt daleko 11 lutego miałam okazje brać udział w lubelskim spotkaniu blogerek, Był to niesamowity czas ponieważ, po długiej przerwie spotkałam większość kumpel ( TUTAJ MOŻECIE POCZYTAĆ O NIM WIĘCEJ). W spotkaniu brał również udział Pan Artur, człowiek o niesamowitej osobowości i wiedzy,  studiowanie książek trychologicznych nie dało mi tyle co godzina jego opowieści o chemicznych wiązadłach w budowie włosa :)  Joico znowu udowodniło, że wyprzedza inne marki z branży włosowej ;)
W tym miesiącu również obchodziliśmy swoją rocznicę z M. , nie byle jaką bo 10 i z tej okazji mój Maciek przyjął na chwilę bloga i zamieścił swój pierwszy wpis. Oprócz tego na blogu pojawiła się nowa kategoria #niekosmetyczniulubieńcy  która o dziwo zostało bardzo pozytywnie odebrana :)


MARZEC
Rozpoczął się kolejnym wyjazdem do Warszawy a następnie szybką teleportacja do siedzimy marki Tenex która zapewne dobrze kojarzycie z produktów Dermo Future. Na miejscu poznaliśmy najnowsze preparaty marki, była okazja przetestować na sobie ich najnowsze produkty. Prowadziliśmy rozmowy na temat kosmetyków jakich brakuje nam w szafie marki, co wymaga poprawy, po fali prezentów wywieziono nas do pałacu i kazano tam zamieszkać ! Ale o  tym co tam się działo ( a działo się więcej niż sądzicie) przeczytacie tutaj.

KWIECIEŃ
Tutaj miarka się przebrała, potwornie obraziłam się na pewną "czerwoną" drogerię. przegieli po całości. Wpis ogólnie był jednym z popularniejszych i tak naprawdę co chwilę zyskiwał tysiące wejść. Nie statystyki są jednak w nim ważne a komentarze od dziewczyn które spotkało dokładnie to samo. Zapraszam do lektury.
W tym miesiącu również udało mi się podjąć pierwszą większą kampanię tym razem z marką Zalando, do dzisiaj jesteśmy w ciepłych relacjach więc opłacało się bardzo :)

MAJ
Był miesiącem w którym miałam dość blogowania, obłuda ze strony niektórych blogerek, pokazywania swojego życia, tworzenie perfekcyjnej kreacji, osób o wielkim sercu a w rzeczywistości bycie wrednymi suczami babami. Sprawiło, że  zrobiłam sobie detoks od bloga i reszty tego bajzlu. Co zresztą zaowocowało,  wymianą myślenia. Porzuceniem chorego wyścigu w którym nigdy nie chciałam brać udziału a jednak ze względu na parę ludzi niechcący w to wsiąkłam i totalnie nie byłam sobą. Źle się z tym czułam dlatego przerwa była konieczna, wymiana filtrów w głowie na nowe i czysta przyniosła wielkie oczyszczenie. Na szczęście ten stan utrzymuje sie do teraz :D
Jeśli chcecie poczytać o tym jak się wnerwiłam to znajdziecie wpis PRAWDA O BLOGERKACH.

Na szczęście w maju było też trochę dobrych momentów -odbyła się konferencja Meet Beauty. Na którą drugi raz mnie zaproszono i potwierdzam, to już kolejny raz to ogromna ale i czaderska impreza która zrzesza najlepsza grupę influencerów urodowych. Tym razem impreza była dwudniowa a "ekipa z Atosu" to dosłownie elita elit :D Świetnie się z Wami bawiłam i przyznam szczerze, że myślę już o kolejnej konferencji :) No i trzeba powoli ogarniać nocleg :D








CZERWIEC
W czerwcu  znowu z Esem ruszyłyśmy do Warszawy, tym razem na małe Secrets od Beauty które organizował jak zwykle Michał z bloga twoje Źródło Urody :)  Poznałam wtedy na własnej skórze nową (dla mnie markę) MALU WALZ. Doskonałe zabiegi wykonywano na nas w gabinecie marki. Mimo, iż była to impreza jednodniowa jak zwykle sprawiła, że z totalnym zacieszem wróciłam do domu. Dzień później M. narobił mi stracha pobytem w szpitalu, na szczęście mimo ogromnego strachu wszystko zakończyło się dobrze :) Z blogowych kwestii odkryłam 3 hiciory do których wracam  jak boomerang :) W tym miesiącu zaczęło się również kilka naprawdę sporych projektów na których zarobiłam większą gotówkę na swoje zdjęcia - to mega cieszy gdy ktoś docenia Waszą pracę :)


LIPIEC
Zaczął się aferą blogerską, zadymą nieludzkiej wielkości. Blogerki zaczęły żerować na  tekście Rudej tekście i zwyczajnie pastwić się na innych autorkach. Jako, że wnerwia mnie kradzież tekstów i pasożytowanie na czyimś pomyślę znowu musiałam skomentować, a jako, że mam w sobie syndrom obrońcy i zawsze staję w obronie pokrzywdzonych to znowu zrobił się dym na blogerze. Pewnie pamiętacie ten wpis ale jakby coś podsyłam.


Koniec lipca obfitował w niesamowitą przygodę. Poniosło mnie, aż do Gdyni. Dostałam zaproszenie na See Blogers. Udział w tym evencie uświadomił mi wiele, pierwsze - kojarzą mnie ludzie z branży beauty ale również innych dziedzin blogerskich. Impreza tego typu niesie za sobą niesamowity rozwój, pozwala w krótkim czasie poszerzyć horyzonty, poznać niesamowitych twórców internetu. SB łaczy to co kocham czyli przyjemne z pożytecznym - zabawę + edukację. Scena główna jest niesamowita - genialne prelekcje które na prawdę dużo rozjaśniają. To też świetna okazja do budowania relacji z markami, wreszcie miałam okazję poznac się na żywo z przedstawicielką firmy z którą utrzymuję kontakt, od początku blogowania. W tym roku byłam jedynie na dwoch warsztatach ale nie żałuję te na które trafiłam były interesujące - jeden dotyczył modernizmu a drugi obsługi social mediów. To zdecydowanie oryginalny event który widać, że stale się rozwija. Państwo Zającowie odwalają kawał dobrej roboty dlatego z ogromna przyjemnością zgłoszę się również na przyszłe See :) 

*** BalbinaOgryzek i KobietaZmiennaJest zafundowały mi w Gdyni hektolitry radości <3


Na blogu natomiast pojawiła się nowa seria #szybkie recenzję. Która została bardzo pozytywnie odebrana przez czytelników :)

SIERPIEŃ
Myśląc o nim w głowie dudni mi jedno okropny upał i prawie 300h pracy wyrobionej w miesiącu. Mimo tego udało się stworzyć pięć wpisów na blogu. Najbardziej chodliwe ten o moim sposobie na wypadanie włosów oraz detoksie dzięki któremu w  dwa tygodnie zrzuciłam  sporo kilogramów :)
Po zakończonym oczyszczaniu ubyło ponad 8 kg i na szczęście  po 4 miesiącach wróciło tylko 800g  mimo, iż jadłam normalnie :) Teraz od pierwszego stycznia czeka mnie znowu detoks więc może akurat ktoś do mnie dołączy i powalczy o lepsze zdrowie i wagę :D WPIS O DIECIE TUTAJ.


WRZESIEŃ
Dobiłam do 30stki :) miały nastąpić wielkie zmiany a jedynie utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem szczęśliwym człowiekiem :) Od września rozpoczęłam planowanie na blogu, zaczęłam nawet spisywać pomysły aby odciążyć trochę głowę :D Zaowocowało to nawet powstawaniem w przyszłości większej ilości wpisów w social mediach :) 

PAŹDZIERNIK
Miesiąc spędziłam na edukacji, zrobiłam kilka deramtologicznych kursów przez internet. Zaangażowałam się w projekty zdjęciowe które później wykorzystano w serwisach kilku znanych marek. Zrozumiałam też, że potrzebuje lepszego sprzętu bo nie da się wszystkiego ogarnąć kompaktem. Rozpoczęło się więc poszukiwanie sprzętu idealnie spełniającego moje potrzeby :)
Na blogu pojawiły się wpisy związane z problemami skórnymi oraz bardzo popularny w dalszym ciągu - jak zostać ambasadorką marki.
Dopadł mnie również Shadowban z którym starałam sobie radzić na różne sposoby.

LISTOPAD
Znowu nie obyło się bez doskonałych imprez, najpierw spotkałyśmy się w BRAMIE aby wesprzeć zwierzaki a pod koniec miesiąca wyjechałam do Warszawy a później do Serocka. Nie no, SEROCK musicie przeczytać. To co tam się działo szokuje poprzedni Secrets od Beauty. Mimo, iż "pokój 204" nigdy nie będzie do przebicia :D ZAPRASZAM WAS NA WPIS O SEROCKU.
Udało mi się polepszyć zasięgi instagrama, czytałam wiele na temat Shadowbana dlatego opierając sie o swoje obserwacje i wiedzę sprawdzoną przez inne blogerki stworzyłam wpis JAK SIĘ POZBYĆ SHADOWBANA.


GRUDZIEŃ
Zorganizowałyśmy z Klaudia ( Czarnulkaablog) genialne spotkanie charytatywne. Zebrałyśmy blisko 1100zł na dzieciaczki z Lubelskiego Hospicjum. Podjęłam wyzwanie zorganizowania kolejnej edycji Gwiazdkowej paczki na naszej ELICIE (grupa dla najlepszych polskich, blogerów urodowych) i o dziwo się udało. Dołaczyłam do Blogmas i nawet stworzyłam kilka świątecznych wpisów :)
Tydzień temu na blogu pojawiło się pól miliona wyświetleń za co Wam serdecznie dziękuję <3.

Wywiązałam się ze wszystkich współprac i zapięłam  cały rok na guzik z pentelką :)



Podsumowując rok 2017 mimo, iż nie był najłatwiejszym pod kątem kwestii zdrowotnych to pod kątem blogowania  wypadł niezwykle dobrze. Poszerzyłam tematykę bloga o design, niekosmetycznych ulubieńców a nawet kuchnie. W 2018 zamierzam publikować więcej wpisów dotyczących wnętrz ( bo temat jest mi bardzo bliski). Rozwinęłam trochę konto na facebooku, mimo sporych utrudnień udało mi się przetrwać shadowbana i powoli wrócić na lepsze tory na instagramie. Dużo szkoleń, dużo kursów przestawiło mój system pracy. Zaczęłam planować, słuchać siebie a nie porad innych. Jestem sobą, mam 30 lat i dużo szczęścia w serduchu. Dziękuję każdemu z osobna, że tu zaglądacie i że mimo moich wad ( bo przecież każdy je ma) jesteście tu razem ze mną. Plany na nowy rok są  ale o tym dowiecie się już innym razem



Kończy się rok, dlatego życzę Wam Wymarzonego 2018! Niech będzie lepszy od poprzedniego :)

Ściskam !

28.12.2017

LIMITOWANA PALETA Z SEPHORY-HIT CZY KIT?/ HUDA BEAUTY-MAUVE OBSESSIONS


W Sephorze Polska do końca roku trwa  promocja -25%,  mnóstwo osób korzysta z oferty wyprzedaży. Wiem, że wiele z Was rozważa zakup paletek Huda Beauty które pojawiają się i za chwilę znikają zarówno szybko ze sklepowych jak i wirtualnych półek. Niektóre z Was jednak nadal się wahają (prawda Klaudia? :D)  mam nadzieję, że ten wpis ułatwi Wam  podjęcie ostatecznej decyzji. Zapraszam na recenzję limitowanej paletki:
MAUVE OBSESSIONS / HUDA BEAUTY

OD PRODUCENTA
"Piękno zmienia sposób w jaki kobiety się postrzegają. Pewna siebie kobieta może zdobyć świat!” Znana na całym świecie influencerka z Dubaju, Huda Kattan, stworzyła w 2013 roku markę Huda Beauty. To, co na początku było pasją, stało się teraz międzynarodowym sukcesem. Huda stawia swoim produktom wysokie wymagania, zawsze dołącza do nich tutoriale, aby przywrócić kobietom ochotę na eksperymentowanie z ich własnym stylem".

SKŁAD
Talc, Mica, Dimethicone, Polymethylsilsesquioxane, Silica, Phenyl Trimethicone, Tridecyl Trimellitate, Magnesium Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Capryl Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin. May contain (+/-): CI 77891 [Titanium Dioxide], CI 77491 [Iron Oxides], CI 77492 [Iron Oxides], CI 77499 [Iron Oxides], CI 16035 [Red 40 Lake], CI 19140 [Yellow 5 Lake], CI 42090 [Blue 1 Lake] | FOIL: Mica, Phenyl Trimethicone, Tridecyl Trimellitate, Talc, Magnesium Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI 77491 [Iron Oxides], CI 77492 [Iron Oxides], CI 16035 [Red 40 Lake], CI 19140 [Yellow 5 Lake], CI 77499 [Iron Oxides], CI 42090 [Blue 1 Lake].

OPAKOWANIE
Produkt trafia do nas w sztywnej, przezroczystej folijce ochronnej. Paletka wykonana jest z twardej tektury ale nie kojarzcie opakowania z innymi papierzastymi wersjami paletek - ta wykonana jest z niesamowicie misternie. Górna część posiada ozdobne, metaliczne tłoczenia od środka skrywa małe, kwadratowe lusterko proporcjonalne do wielkości denka. 




Dolna zwiera cienie, umieszczono je w solidnej, plastikowej ramce. Całość zamykana jest na mocny magnes. Na spodzie opakowania producent pokusił się o umieszczenie naklejki z podstawowymi informacjami m.in. składem.



ZAPACH/ KONSYSTENCJA
Mauve nie pachnie czekoladą, pomarańczem a nawet marcepanem. Aromat ma delikatny, praktycznie nie wyczuwalny i kojarzący mi się jedynie z... plakatówkami, ale bez obaw tak naprawdę nie zwróciłabym na niego uwagi gdyby nie fakt, że zawsze zamieszczam info aromatyczne i musiałam niuchnąć cienie w trakcie tworzenia wpisu. Konsystencja w zależności od rodzaju cienie od miękkiej (matowe) po masełkowatą (połyskujące). Muszę zaznaczyć, że miałam do czynienia już z dużą Hudą Rose Gold - z którą nie polubiłyśmy się niestety, dlatego mogę szczerze napisać, że te cienie są znacznie bardziej kremowe, nawet maty nie są tak suche jak u poprzedniczki - zdecydowanie przyjemniejsze w użytkowaniu.



PIGMENTACJA/ BLENDOWANIE
Kolorystyka jest taka jak na zdjęciach, paleta utrzymana jest w tonacjach iście królewskich. Zacznijmy od matów: ciemny burgund, brąz z domieszkami wytrawnego wina, brudny róż który ktoś w sposób niezwykle smaczny wzbogacił szczyptą czerwieni i brązu. Do tego ciepły i niezwykle otulający odcień orzecha laskowego oraz ten najjaśniejszy - który zachwyca konsystencją, pigmentacją i tym jak cudownie aplikuje się na powiekach- w prawdzie jest ciemniejszy od mojej karnacji ale i tak pokochałam go miłością szczerą  i prawdziwą więc stosuję namiętnie bez opamiętania.
Nie sądziłam, że tak dobrze napigmentowane maty będzie w stanie coś przebić i powiem Wam, że serce zabiło jeszcze mocniej kiedy naruszyłam wersje połyskujące, ich kremowa formuła sprawia, że delikatne muśnięcie pozostawia na opuszce aplikatora lub palca niesamowicie błyszczącą (jak miliony monet) i zapierająca dech w piersiach tafle koloru. Dosłownie magia a jeszcze kiedy użyjemy jej na bazę to jest turbo ogień. 

MAUVE OBSESSIONS HUDA BEAUTY NEW SEPHORA
Blendują się doskonale, nawet jeśli zbyt szybko zaaplikujemy je na bazę/ korektor to nie stanie się tragedia - rozetrzemy je bezproblemowo. W ciągu dnia nie migrują, nie ścierają się i nie blakną. Bez obaw, że po paru godzinach od aplikacji zamiast ładnego makeupu zobaczycie na powiece jednokolorową, bezkształtną plamę.


SPOSÓB UŻYCIA
Tutaj nie napiszę nic odkrywczego cienie możemy nakładać na sucho, z bazą, na mokro, możemy mieszać je z Duralinem i tworzyć np. kolorowe eyelinery. No opcji jest naprawdę wiele. Myślę, że warto jednak zaznaczyć, że cienie połyskujące najlepiej nakładać na bazę pacynką lub opuszką palca. Pędzelek niestety zabiera dużo "drobinek", nawet ten spsiukany utrwalaczem i efekt błysku jest słabszy.


WYDAJNOŚĆ/WYTRZYMAŁOŚĆ
Paletkę mam od niedawna bo od 11 grudnia (to zaledwie 18 pełnych dni) podczas tego czasu używałam jej codziennie, nosiłam ją w torbie ( materiałowym worku Overso) bez zabezpieczenia. Sprawdzałam jej wytrzymałość, moc zamknięcia a także kontrolowałam sposób zużycia. Paletka mimo ostrej tyrani nie zagięła się na żadnym z rogów, ani razu nie otworzyła się w torbie. Nie straciła w żadnym wypadku na wizualnym odbiorze opakowania. Środek wiadomo, nie wygląda już tak doskonale jak po pierwszym otworzeniu ale cienie zbyt mocno nie zostały zużyte mimo intensywnego stosowania (jutro pokażę Wam na instastory zbliżenie i stan faktyczny). 



POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
Paletka waży 10g jej cena to 129zł. Przy odrobinie szczęścia możecie kupić ją na stronie Sephora.

MAUVE OBSESSIONS HUDA BEAUTY NEW SEPHORA
PODSUMOWANIE 
Paletka mimo, iż różu nie lubię mocno wkupiła się w moje serce. Burgundy doskonale podbijają kolor mojej nietypowej tęczówki. Cienie umieszczone w paletce są tak skomponowane, że bez względu na kombinację pasują ze sobą idealnie. Mimo małej ilości kolorów jesteście w stanie wyczarować nią makijaż dzienny, mocniejszy a nawet ten na wielkie wyjście.  Cienie są świetnej jakości, mają przyjemną formułę z którą współpracuje się z wielką przyjemnością. Pigmentacja zachwyca. Trwałość naprawdę powala - nałożony wieczorem makijaż rano - wytrzyma cały dzień. 
Cienie nie powodują dyskomfortu, nie przesuszają powiek. Nawet ja- alergik i wrażliwiec noszę je bez obaw, a moje gałki nie stają się przekrwione tak jak to często bywa :) ( ale to już kwestia indywidualna, więc nie bierzcie jej pod uwagę).

Jedyne co bym w tej palecie udoskonaliła to najciemniejszy brąz pchnęłabym o dwa tony w ciemniejsze rewiry - bo nie ukrywam, brakuje tu ewidentnie czarnego cienia do zaznaczania załamania górnej powieki no i o pół tonu rozbieliłabym  ten najjaśniejszy który jest doskonały ale jednak troszeczkę zbyt mocno napigmentowany w stosunku do mojej karnacji. 

Ogólnie polecam Wam tą paletkę. Jeśli będziecie miały okazję zwróćcie na nią uwagę - na nią lub jedną z jej trzech sióstr tzn. Warm Brown Obsessions, Smokey Obsessions, Electric Obsessions. Myślę, że każda z Was znajdzie swoją ulubioną wersję.



Co sądzicie o tej kolorystyce i pigmentacji tej palety, dajcie znać jestem bardzo ciekawa:)

Ściskam ♥ 

21.12.2017

TANIE,NATURALNE I SPRAWDZONE KOSMETYKI/ #SZYBKIERECENZJE

W serii #SZYBKIERECENZJE przemycasz Wam wyniki długotrwałych testów ale w  nietypowej, bo skondensowanej dawce. Staram się dobierać produkty tak aby były to kosmetyki które nie wymagają wielu szczegółowych zdjęć. Dziś postanowiłam zabrać Was w dział naturalnej pielegnacji.



Naturalne kosmetyki już od dawna dominują w mojej codziennej pielęgnacji, często wybieram polskie marki ale po niemieckie sięgałam naprawdę rzadko. Markę Cosnature poznałam ponad rok temu i o tamtej pory śledzę ich poczynania z wypiekami na twarzy. 


Cosnature to produkty tworzone przez niemiecką firmę Cosmolux. Marka posiada nowoczesną fabrykę a w niej własny instytut badawczy.  Firma współpracuje też z renomowanymi instytucjami akademickim tak aby zapewnić najwyższą jakość swoim produktom zarówno w kwesti samego produktu jak i designu opakowania. Dosyć ogolnikow, przejdźmy do tego co najcenniejsze, poznajcie ich pielęgnację!  



NATURALNA, REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW - AVOCADO+MIGDAŁ 

Maska do każdego typu włosów ze szczególnym zaleceniem do tych zniszczonych, odwodnionych i farbowanych. Bogata formuła opiera się na odżywczym masełku avocado, oleju: migdałowym, arganowym oraz proteinach pszenicy. 

Stosuję ją standardowo - rozprowadzam na wilgotnych włosach od wysokości ucha kierując się ku dołowi. Tak nałożony produkt zostawiam na ok 5 minut mimo, iż producent wspomina o 3 minutach. Maskę stosuję w zależności od potrzeby 1-2 w tygodniu.

Maska ze względu na zawarte w niej składniki wzmacnia strukturę włosa, wpływa na mniejsze kruszenie, włosom w gorszej kondycji dodaje witalności. Włosy stają się nawilżone, zdecydowanie bardziej wygładzone i lśniące. Maska nie obciąża włosów nie, nie wpływa na ich szybsze przetłuszczenie. Zdecydowanie polecam ją dla osób które farbują, rozjaśniają włosy lub mają problem z kruchością włosa tzn. rozdwajane końcówki, połamane włosy na różnej długości. Jeśli macie problem z nadmierną elektryzacją włosów ta maska zdecydowanie sprawdzi się u Was (ogólnie szampony i maski z proteinami pszenicy). Maska mimo swych niewielkich rozmiarów jest dosyć wydajna - przy mojej długości włosów (za łopatki) starczyła na 6 użyć.

Poniżej zamieszczam skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearate, Persea Gratissima Oil, Lecithin, Sodium Cetearyl Sulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Olus Oil, Xanthan Gum, Hydrolyzed Sweet Almond Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrogenated Olive Oil, Tocopherol, Citric Acid, Parfum, Linalool, Benzyl Salicylate, Limonene, Sodium Benzoate.
Cena ok 18zł/100ml.






INTENSYWNIE PIELĘGNUJĄCA MASKA DO TWARZY - PINK POMELO

Maska opiera się na mocno skoncentrowanej formule: wyciąg z różowego pomelo, olej babassu, olej słonecznikowy. olejek jojoba, masło mango, masło shea,  aloes, witamna E.
Zawarte składniki to energetyzująca mieszanka- wyciąg z różowego pomelo  działa jak naturalny peeling enzymatyczny, jest również naturalnym źródłem kwasów AHA.  Babassu tłoczony jest z orzechów brazylijskiej palmy - naturalny, nietoksyczny, bardzo treściwy, szczególnie bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe. Działa na skórę zmiękczająco, nawilżająco, antybakteryjnie, przeciwzapalne, zmniejsza podrażnienia, przyspiesza gojenie ran - niekrwawiących, wygładza zmarszczki poprzez głębokie nawilżenie komórek. Masło mango  działa podobnie, tłoczone na zimno doskonale  wpływa na  trudno gojące się miejsca. Wpływa zmiękczająco i wygładzająco, poprawia elastyczność skóry, Masło mango bogate jest w  to co najlepsze witaminy A,C,E - (przeciwutleniacze) K (przeciwzapalna), B1, B2, B12,  MANGIFERYNĘ,KWERCYTYNĘ (działają przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo i przeciwzapalnie). Jojoba oraz masło shea odżywiają, zmiękczają, nawilżają i natłuszczają skórę. 


Maskę nakładam na dobrze oczyszczoną twarz. W tym miesiącu stosowałam w tym celu pianki o której napisze poniżej i zestaw ten bardzo dobrze ze sobą współpracował. Kosmetyk rozprowadzałam  na skórze twarzy, szyi i dekoltu. Trzymałam tak  ok 10-15 minut w zależności od potrzeby. Następnie usuwałam z twarzy ( w tym celu zawsze stosuję ukochaną gąbeczkę Konjac, ale spokojnie możecie wykonać to nawet wacikiem). Po maseczce zawsze zmywam cerę naturalnym płynem micelarnym i nakładam tonik + dalsza pielęgnacje ;)

Maska zaraz po zdjęciu sprawia, że cera jest jedwabiście miękka i promienna. Sprawia wrażenie jakby rozpulchnionej, bardzo dokładnie nawilżonej. Cera promienieje, wygląda zdrowo. Po zmyciu micelem efekt nie znika, skóra nadal jest odżywiona i wygląda dobrze. Maska nie zapycha, nie podrażnia, doskonale wygładza, łagodzi podrażnienia i jakby delikatnie wpływa na przebarwienia. 
Opakowanie składa się z dwóch saszetek po 8ml ( stosując na twarz,dekolt i szyję starczy nam na dwa podejścia) używając tylko na twarz na 4-6 podejść.

Poniżej zamieszczam skład:
Aqua, glycerin, alcohol, helianthus annuus seed oil, cetearyl alcohol, butyrospermum parkii butter, simmondsia chinensis seed oil, glyceryl stearate citrate, glyceryl stearate, orbignya oleifera seed oil, mangifera indica seed butter, vitis vinifera seed oil, aloe barbadensis leaf juice, citrus paradisi fruit extract, tocopherol, xanthan gum, sodium hydroxide, citric acid, levulinic acid, sodium anisate, sodium levulinate, phytic acid, parfum, limonene, linalool, geraniol, citral.
Cena za opakowanie (2x8ml)/ ok.6zł.





NATURALNY KREM DETOX NA DZIEŃ Z ZIELONĄ HERBATĄ
Krem posiada epicki skład, opiera się na ekstraktach z zielonej herbaty oraz tych z cytryny, brokułów i aloesu (producent nazywa ten innowacyjny kompleks BioDToxTM) . W kremie znajdziecie witaminę E oraz mieszankę cennych olejków pielęgnacyjnych: z nasion drzewa moringa, marula, pestek moreli i oleju jojoba. Przy takim antyoksydacyjnym składzie nie może być źle.

Stosuje go codziennie rano na dobrze oczyszczoną skórę. Opakowanie wystarczyło mi na pełny miesiąc stosowania.

Krem działa niezwykle odświeżająco i regeneracyjnie. Wspaniale wygładza, daje efekt natychmiastowej regeneracji oraz poprawy wizualnej skóry. Cera jest bardzo miękka, niesamowicie elastyczna, dobrze zabezpieczona ale nie lepka. Krem wspaniale łagodzi podrażnienia, szybko unicestwia suche skórki. Szybko się wchłania, doskonale współpracuje z podkładami (nawet tymi ciężkimi typu Revlon, Kat von D). Nie zapycha, nie podrażnia oczu, do tego ma przyjemny świeżo cytrynowy zapach. Dla mnie prawdziwa petarda i kocham go miłością szczerą i prawdziwą :)

Poniżej zamieszczam skład:
Aqua , Glycerin , Helian- Thus Annuus Seed Oil,Cetearyl Alcohol ,Caprylic/Capric Triglyceride,Coco-Capry- Late/Caprate,Glyceryl Stearate Citrate,Prunus Armeniaca Kernel Oil,Simmondsia Chinensis Seed Oil,Glyceryl Stearate,Pro- Panediol,Sclerocarya Birrea Seed Oil,Moringa Oleifera Seed Oil,Aloe Barba- Densis Leaf Extract ,Camellia Sinensis Leaf Extract,Bioflavonoids,Brassica Olera- Cea Italica Extract,Tocopherol, Xanthan Gum,Phytic Acid,Citric Acid, Parfum, Linalool,Geraniol, Limonene,Alcohol ,Sodium Benzoate.
Cena za opakowanie 50ml/ok.32-39zł w zależności od miejsca.


 SKŁADNIKI PIANKA OCZYSZCZAJĄCA DO TWARZY - CYTRYNA+ MELISA


Pianka o wielorakim sposobie użytkowania - możemy nią skutecznie usuwać makijaż, zmyć zanieczyszczenia skóry, pozbyć się nadmiaru sebum albo zwyczajnie dodając do niej np. korundu zrobić sobie przyjemny peeling twarzy. Przeznaczona jest głównie do cery tłustej i mieszanej ze względu na swój skład ale jestem posiadaczką cery suchej i wrażliwej i sprawuje się u mnie ten produkt fantastycznie. Przejdźmy do konkretów. Pianka posiada ciekawe, wręcz inspirujące ekstrakty tzn. ten ze skórki cytryny oraz melisy lekarskiej. produkty te znane są chyba każdemu, cytryna posiada silne własciwości antybakteryjne i antyseptyczne. Wpływa rozjaśniająco na przebarwienia, oczyszcza skórę, ściąga rozszerzone pory a do tego pozostawia przyjemne uczucie odświeżenia :)
Melisa lekarska  skutecznie wpływa na wszelkie podrażnienia, przynosi ulgę zmęczonej skórze. Działa regenerująco, koi i poprawia komfort szczególnie mocno ściągnietej cery.

Sposób użycia jest banalny. Wstrząsamy opakowaniem, ściągamy korek i naciskamy dozownik. Nakładam na twarz i delikatnie masuję, następnie spłukuję dużą ilością  letniej wody. Pianką oczyszczam twarz zarówno rano jak i wieczorem, sporadycznie stosuję do zmycia makijażu, na co dzień stosuję w tym celu balsamu myjącego od Czarszki.


Pianka pozostawia skórę czystą, dokładnie oczyszczoną, niesamowicie miękką bez uczucia ściągnięcia czy dyskomfortu. Nie podrażnia i nie przesusza. Jest niesamowicie wydajna i zdecydowanie trafia do grona moich faworytów jeśli chodzi o pianki do mycia twarzy. Na jednym podium razem z EOLabem.



Poniżej zamieszczam skład:
Aqua, Coco-Glucoside, Sucrose, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Betaine, Alcohol, Lactic Acid, Melissa Officinalis Leaf Extract, Citrus Limon Peel Extract, Citric Acid, Parfum, Citral, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool, Potassium Sorbate, Soduim Benzoate.
Cena za opakowanie 150ml/ ok 23-25zł.




CZY WARTO ZAKUPIĆ COŚ Z TEJ MARKI?

Zdecydowanie! Składy są całkiem przyjemne. Kosmetyki spełniają obietnice producenta. Na chwilę obecną może nie należą do najpopularniejszych ale zdecydowanie warto poświęcić im pięć a nawet dziesięć minut. Ciężko znaleźć produkty w których tak niska cena będzie porównywalna do jakości. Kosmetyki Cosnature  nie zawierają syntetycznych zapachów, brawników ani konserwantów. Posiadają natomiast certyfikaty  świadczące o wysokiej jakości składników, są przyjazne weganom (nie posiadają  składników pochodzenia zwierzęcego oraz nie są testowane na zwierzętach). Posiadają ciekawe - naturalne zapachy. Są bardzo wydajne, większość produktów ważna jest ok 12 miesięcy od chwili otworzenia.  

Kosmetyki na chwile obecną dostępne są w sklepach internetowych a stacjonarnie w Aptekach DOZ, Cefarm, Drogeriach: Hebe i Natura.

Jeśli będziecie meli okazję zdecydowanie polecam sięgnąć po ich produkty!


18.12.2017

BLOGERZY CHARYTATYWNIE / DZIKI WSCHÓD

16 grudnia bieżącego roku, dwie niemożliwe okularnice postanowiły zebrać szczęśliwą czternastkę i ulokować ją w jednym z fajniejszych miejsc na mapie Lublina.  Znamy się od dawna więc chyba nikogo nie zdziwi fakt, że takie spotkania mają zawsze luźny i mniej formalny charakter. Zawsze towarzyszy  nam mnóstwo rozmów, śmiechu i najzwyczajniej dobrej zabawy. Jako organizatorki ( z Klaudią) nie byłybyśmy jednak  sobą, gdyby naszemu spotkaniu nie przyświecała charytatywna idea.  Po szybkiej konsultacji, podjęłyśmy decyzję, że tym razem będziemy wspierać  Lubelskie Hospicjum im. Małego Księcia.  Ośrodek działa na terenie Lublina od 1997r i jest jedynym hospicjum dla dzieci i młodzieży w południowo-wschodniej Polsce. Aktualnie obejmuje bezpłatną, całodobową domową i stacjonarną opieką 51 dzieci. Są to szkraby cierpiące na ciężkie choroby nieuleczalne z gatunku przewlekłych oraz te nowotworowe w fazie terminalnej. Więc jak widzicie ciężkie stany wymagające ogromnego serca, siły i funduszy.




 




W związku z tym postanowiłyśmy przeprowadzić licytację upominków kosmetycznych, a całkowity dochód przekazać na owe hospicjum. Do licytacji zapraszałyśmy różne firmy, zarówno małe jak i duże, niestety odzew był różny. Ogromnym zaskoczeniem była reakcja firm, które mimo, iż nie dysponują ogromnym budżetem postanowiły dołączyć do akcji i nawet w drobnym stopniu przyłączyć się do naszej zbiórki. Z obiecanej, jednej paczki robiło się znacznie więcej a co za tym idzie większa ilość fantów na licytacje.  Marki zaskoczyły nas totalnie swoim zaangażowaniem, pomocą i dobrym słowem. Niektóre paczki dochodziły do mnie jeszcze późnym wieczorem na chwilę przed sobotnim spotkaniem. 

Licytacja przebiegła sprawnie, udało nam się zebrać blisko 1100zł, gotówkę osobiście dziś przelałam na konto Hospicjum (dla takich chwil warto wystać  godzinę w okienku bankowym :))




A teraz pora na dobrych Mikołajów: 



Spotkanie zakończyło się o 17, ale oczywiście nie obeszło się bez kilku godzinnego aftera ;)


Zapewne zapytacie też o lokal - bawiliśmy się w "DZIKIM WSCHODZIE" miejscu gdzie podają świetne żarełko (chwalę szpinakową pizzę pod niebiosa), mają kraftowe, rzemieślnicze piwa ( nawet jaśminowe i herbaciane) a do tego mają dobrą lokalizację, sympatyczną obsługę no i design lokalu jaki lubię najbardziej :) Jeśli szukacie fajnego lokalu który ma same plusy to zdecydowanie wbijajcie na ul. Jasną 7 :) Coś czuję, że zostanę tam stałym bywalcem:) Tym bardziej, że mam tam całkiem blisko :)


Z tego miejsca pragnę wszystkim serdecznie podziękować, uczestnikom - którzy mimo sporej odległości jednak dotarli na miejsce i sprawili, że ten czas nabrał turbo mocy i stał się bardziej magiczny oraz firmom które na odległość ale jednak z wielkim "wkładem" były tam razem z nami i wierzyły w powodzenie tej akcji.  Ogarnia mnie duma a na twarzy pojawia się zaciesz :) 
uciekam bo się rozkleję :)

Ściskam 

14.12.2017

PIERNICZKI - NAJLEPSZY PRZEPIS NA ŚWIĘTA #blogmas

#BLOGMAS. Już tylko 10 dni dzieli nas od Świąt Bożego Narodzenia. W głowach powoli snują się plany na świąteczne dania, zanim jednak przejdziemy do ich gotowania  pora pomyśleć o słodkościach które niewątpliwie są elementem każdej posiadówki przy iglastym drzewku, ale potrzebują paru dni aby nabrały smakowej mocy. Dziś zdradzam Wam przepis na moje ukochane pierniczki które co roku, już od parunastu lat robimy w naszym domu. 




SKŁADNIKI
  •  0,5 kg MĄKI
  • 20 dag MIODU ( 10dag sztucznego + 10dag prawdziwego)
  • 20 dag CUKRU PUDRU
  • 12 dag MARGARYNY
  • TŁUSZCZ DO FORMY (wg uznania masło/olej kokosowy itp.)
  • 1 JAJKO
  • ŁYŻECZKA SODY
  • OPAKOWANIE PRZYPRAWY DO PIERNIKÓW


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA

ROBIMY CIASTO. Zaczynamy od mąki. Łączymy ją z sodą i przesiewamy przez sitko. Z przesiania formujemy górę,  a dokładniej wulkan :D,  tworzymy krater w którym ulokujemy miód. Miód musi mieć konsystencję płynną więc jeśli macie akurat taki który poddał się krystalizacji to wystarczy go delikatnie rozpuścić i po delikatnym ostudzeniu wlać do mąki z sodą. Kiedy krater już wypełni złoty nektar dosypujemy przyprawy, cukier puder, preferowany tłuszcz  i jajko.Zagniatamy i wyrabiamy, aż ciasto nabierze blasku. Jeśli przeraża Was taka opcja możecie wybrać drogę na skróty która również jest sprawdzona i znacznie szybsza. Rozpuszczając miód dosyp do niego cukier, wsyp przyprawy, następnie delikatnie ostudź i dodaj do mąki która jest  dokładnie połączona z sodą. Następnie dodajemy tłuszcz, jajo i wyrabiamy, aż ciasto będzie lśniące :)


CIASTO FORMUJEMY W KULĘ. Kroimy ja na części i wałkujemy do grubości ok. 0,5cm. Z placka wykrawamy pierniczki, możemy użyć foremek ale nawet i zwykłej szklanki, bowiem kółka wspaniale można ozdobić np. jak bombki :) więc nie martwcie się jeśli nie posiadacie designerskich foremek czy stempli, wszystko da się obejść wystarczy pomysł :) Nawet lepszym rozwiązaniem jest użycie foremek o bardziej regularnych kształtach, ponieważ,pierniczki z tego przepisu wyrastają, a wiadomo im więcej szczegółów w formie tym większe prawdopodobieństwo, że coś się rozleje.

WYKROJONE CIASTKA układamy na blaszce i pieczemy w nagrzanym piekarniku ok 10 minut.

UPIECZONE I OSTUDZONE  ciastka lukrujemy i ozdabiamy wg uznania. Przechowujemy w słoju lub szczelnie zamknięte w metalowym pudełku. 

Pierniczki są wspaniałe już po 3-4 dniach, z każdym dniem nabierają jeszcze większej miękkości :)  Moich nie ozdabiam jakoś przesadnie, robię jedynie cytrusowy lub waniliowy lukier, może nie wyglądają jakoś designersko a i tak nie są w stanie długo leżakować, znikają z talerza z turbo prędkością :)

A Wy pieczecie coś na święta?  Jakie są Wasze ulubione - świąteczne smaki?

Ściskam ♥

13.12.2017

PAUSE BOX - NOWOŚĆ NA RYNKU

Jak  zapewne dobrze się orientujecie już parę lat temu zerwałam z subskrypcją boxów urodowych.  Tym razem jednak postanowiłam się skusić, bowiem na rynek weszło nowe, pachnące jeszcze świeżością pudło PAUSE. Nie jest to typowy box, dlatego z ogromną przyjemnością zapraszam Was do jego prezentacji. 










PAUSE - IDEA
Tak jak sama nazwa wskazuje PAUSE namawia do zrobienia życiowej pauzy. Zatrzymania się na moment i całkowitego celebrowania chwili. Produkty jakie zawiera każde pudło mają zawierać wszystko czego potrzebujemy do przygotowania domowego spa. O dziwo nie tylko od strony pielęgnacyjnej ale również smakowej. Box opiera się na produktach wysokiej jakości, m.in. produktach naturalnych z całego świata :)


Przyjrzyjmy się więc zawartości...

ORGANIC SHEA SHOWER GEL- PLANETA ORGANICA
Żel pod prysznic z organicznym masłem Shea. Jego zadaniem jest nawilżenie, odżywienie, regeneracja i oczywiście odświeżenie skóry. Masło Shea to olej który pozyskuje się z drzewa Masłosz Parka i jest niesamowitym bogactwem witaminy A+E. Ze względu na swój bogaty skład doskonale sprawdzi się przy skórze suchej i wrażliwej, jest tez świetną alternatywą zwykłych żeli. Bardzo dobrze spiszę się również dla  każdego rodzaju skóry w okresie zimowym. 

pause box

Kraj pochodzenia: ROSJA


COLAGEN EYE MASK  SHEET - IT'S SKIN 
Żelowe płatki pod oczy zawierające hydrolizowany kolagen oraz algi morskie. Nawilżają, regenerują i napinają skórę pod oczami. Delikatnie redukują opuchliznę i przebarwienia. Skóra wygląda korzystniej, jest rozjaśniona, przyjemnie napięta bez oznak zmęczenia.

Kraj pochodzenia: Korea


SÓL Z MORZA MARTWEGO O ZAPACHU MLECZNEJ CZEKOLADY - COSMO SPA 
Naturalna sól z Morza Martwego wzbogacona aromatem mlecznej czekolady. Sól zmniejsza napiecie mięśniowe, rozgrzewa, poprawia nastrój, samopoczucie - odpręża i relaksuje. Polecana szczególnie mocno po ciężkim dniu, intensywnym treningu :)

pause box
Kraj pochodzenia: Jordania



TONIZUJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC - NATURA SIBERICA
Tonizujący żel pod prysznic o świeżym, owocowym zapachu. Zawiera ekstrakty z dziko rosnących syberyjskich ziół i jagód.

pause box

Kraj pochodzenia: Estonia.


PÓŁKULA KĄPIELOWA - MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA
Niesamowita kula o właściwościach odżywczych - francuska różowa glinka, nierafinowane masło shea, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olejek ryżowy, mleko olejek eteryczny arbuzowy. Kula działa wygładzająco i odżywiająco. Zapach odświeża, relaksuje i pobudza do działania ;) 

pause box, kula do kapieli arbuz
Kraj pochodzenia : Polska



KREM DO RĄK - YOPE
Trafiła do mnie wersja Imbir+ drzewo sandałowe, obawiałam się zapachu Imbiru ale pachnie to niesamowicie. Krem działa silnie odżywiająco, nawilża, zabezpiecza i chroni skórę jeszcze przez kilka godzin. Zdecydowanie polecany do codziennej pielęgnacji. 

yope krem do rąk, imbir drzewo sandałowe,pause box
Kraj pochodzenia: Polska.



MASKA Z GRANATEM - IT'S SKIN
Maska trafiła do mnie w zastępstwie - w oryginale box zawierał wodę różaną Make Me Bio, czyli markę mi słabo znaną ale znowu wersja zapachowa która mogłaby zabić mnie swym aromatem. Napisałam do dziewczyn czy istniałaby możliwość wymiany na cokolwiek innego ku mej ucieszę dziewczyny prośbę spełniły i wysłały maskę którą bardzo lubię. Maska wspaniale odżywia, ujędrnia i odświeża cerę, sprawia, że skóra wygląda promiennie i zdrowo.

Kraj pochodzenia: Korea


CZEKOLADA - KARMELLO
Polska, ręcznie robiona czekolada o wysokiej jakości.



HERBATA WOMANKIND - PUKKA
Herbatki tej marki poznałam dzięki mojej kochanej Mili. Zawsze wspaniałe i nieoczywiste aromaty. Tutaj połączenie żurawiny z wanilią i różą (której o dziwo na szczęście nie czuć).




Tak Moi Drodzy prezentuje się najnowszy box na rynku. Zastanawiam się co o nim myślicie. Koniecznie zdradźcie mi w komentarzu jakie są wasze odczucia.

Ściskam ♥

8.12.2017

ŚWIĄTECZNA PLAYLISTA / HITY NA BOŻE NARODZENIE

Nie wiem jak Wy, ale ja totalnie uwielbiam ten magiczny czas i mimo, iż na co dzień słucham raczej cięższej muzyki to w grudniu playlista nabiera radosnego wydźwięku w której brokat, śnieg i czerwone kubraczki nakręcają całą sytuacje ;) Dziś przedstawię Wam kilka utworów które wprowadzają mnie w turbo świąteczny nastrój przepełniony galaktyczną energia z zacieszem na twarzy. Trochę klasyki, trochę obciachu, ale jednak hektolitry magii i zimowego uroku. To co? Pokrętła głośników na maksymalną moc i zaczynamy!




MARIAH CAREY - ALL I WANT FOR CHRISTMAS IS YOU
Jedna z najpopularniejszych, niesamowicie energetyzująca i mimo, iż totalnie infantylna to na święta wręcz idealna, beztroska, prosta i wprawiająca w dobry nastrój. Czego chcieć więcej :D

 _____________________________________________________________________________


WHAM! - LAST CHRISTMAS
Tego chyba nie muszę przedstawiać, utwór który zapowiada co roku pierwszy opad w śniegu, utwór który wyprzedza Mikołaja a nawet ciężarówki Coca-coli. W tym roku pierwszy raz usłyszałam go w radiu już w połowie listopada i mimo, iż G. Michael zmarł w ubiegłoroczne święta ta piosenka i tak już stanowi historię, podobnie jak Kevin sam w domu.


Swoją drogą dacie wiarę, że ta muzyczna legenda zrodziła się w 1984r, a teledysk kręcony był w Szwajcarii? 
 _____________________________________________________________________________


DEAN MARTIN - LET IT SNOW!
Oh, the weather outside is frightful, But the fire is so delightful ... and since we've no place to go...
Let it snow, let it snow, let it snow! Zaraz wyjdzie na to, że przedstawiam Wam same hity i może faktycznie tak jest, ale mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że owa piosenka  powstała  w 1945 r i była odpowiedzią na panujące obecnie letnie upały. Panowie Sammy Cahn i Jule Styne, wpadli na genialny pomysł stworzenia numeru, który choć na chwilę przeniósłby słuchaczy, w nieco chłodniejsze miejsce i musze przyznać, że chyba im się udało :) Mimo, iż w utworze brakuje typowego motywu świątecznego, Let it snow! uważana jest za jedna z ważniejszych piosenek Bożonarodzeniowych w USA:) 


 _____________________________________________________________________________


BRENDA LEE - ROCKIN AROUND THE CHRISTMAS TREE
Szybko wpadający w ucho, radosny przebój świąteczny, bardzo popularny i często wykorzystywany w filmach m.in. „Kevin sam w domu", „Fałszywa dwunastka”, „Christmas At The Movies”. Ciekawostką jest fakt, że Brenda nagrała tę piosenkę kiedy miała zaledwie 13 lat.

 _____________________________________________________________________________



ANDY WILLIAMS - SLEIGH RIDE
Początkowo "Kulig" (1948r.) miał być jedynie lekkim utworem instrumentalnym który opowiada o dalekiej wyprawie saniami, jednak po pewnym czasie została do niego skomponowany tekst (o dziwo również w okresie fali letnich upałów). Wersja którą zamieściłam poniżej została nagrana znacznie później bo 1965r.

 _____________________________________________________________________________


DANIELA ANDRADE - SANTA BABY (COVER)
Stwierdziłam, że nie mogę was terroryzować jedynie utworami z lat 40-60, pora na coś współczesnego. Bardzo klimatyczna, delikatna i niezwykle ciepła jak mój nowy, czesankowy koc (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi). Zapraszam do coveru nagranego przez mlodą, piękną i bardzo utalentowaną kobietę :)


 _____________________________________________________________________________

FRANK SINATRA - SANTA CLAUS IS COMING TO TOWN
Niesamowita postać, ma na swoim koncie ponad 30 albumów muzycznych, ponad 20 ról filmowych, kilkanaście reklam telewizyjnych. Tej osobistości chyba nie trzeba przedstawiać muzyka jak wino, która z każdym rokiem nabiera lepszego smaku :) Z ciekawostek - pod koniec lat 60. Frank Sinatra występował w duecie z Violettą Villas śpiewał wtedy w Casino de Paris utwór Strangers in the Night.

_____________________________________________________________________________



LIBERA - CAROL OF TH BELLS
Wykonanie tak naprawdę chyba najbardziej zbliżone do oryginału. Nie wiem jak to jest z Wami, ale ten twór stale powoduje u mnie konkretne ciary na całym ciele. 


Mało kto wie, że znana na całym świecie kolęda "Carol of the bells" to angielska przeróbka ukraińskiej kolędy "Szczedryk". Jej autorem jest ukraiński kompozytor Mykoła Leontowycz. W 1936 roku emigrant z Ukrainy Petro Wilhowśkyj napisał angielską wersję słów do "Szczedryka" czyli właśnie «Carol of the Bells». Poniżej możecie posłuchać ukraińskiej wersji, Waszym zdaniem bardzo różni się od oryginału?

_____________________________________________________________________________


GLEN MILLER - JINGLE BELLS
Historia tego niezwykłego muzyka jest niezwykle interesująca a zarazem smutna. Glen wychował się w biednej rodzinie farmerów, jednak zawsze bardziej ciągnęło go w stronę muzyki niż uprawy roli. Dlatego też od dziecka podjął próby gry na puzonie. Była na tyle dobry, że wzbudzał interesowanie innych. W wieku 33 lat został liderem własnej orkiestry Jego kariera jest typowy przykład "amerykańskiego snu". Przeogromna sława, ogromne trasy koncertowe po największych miastach USA i Europy. 13 grudnia 1944r. wyleciał z Angli, za dwa dni miał nagrywać Bożonarodzeniową audycję radiową we Francji. Niestety nigdy tam nie dotarł. Trzy osobowa załoga zaginęła bez śladu nad kanałem La Manche. Jego zaginięcie to jedna z wielu niewyjaśnionych zagadek II wojny światowej . Śmierć 40-latka stał się przedmiotem domysłów i wielu zwariowanych teorii...

_____________________________________________________________________________



EARTHA KITT -SANTA BABY!
Występowała w teatrze,klubach nocnych, grała w filmach, występowała na Brodwayu. Była pierwszą kobietą -kot w telewizyjnym serialu Batman z lat.60. Piosenka Santa Baby, nagrana została latem 53r. Powstało wiele wersji tego utworu, ale oryginał jest po prostu najlepszy!


_____________________________________________________________________________



SHAKIN STEVENS - SNOW IS FALLING
Przyznam uczciwie, że piosenkę znam z radia, nigdy nie oglądałam tego clipu i dziś doznałam sporego zacieszu :D Jeśli chodzi o samego artystę to zawsze występował w białych butach a ta piosenka została nagrana w 1984r ale dopiero rok później świat o niej usłyszał. Clip kręcony był w Laponii ale podczas jego tworzenia używano sztucznego śniegu ponieważ w tym czasie akurat nie było opadów :) 

_____________________________________________________________________________


SOUNDTRACK - EDWARDA NOŻYCORĘKIEGO - ICE DANCE
Tak naprawdę grzechem jest skupiać się na jednym utworze w chwili kiedy cała ścieżka jest magiczna, niewątpliwie płyta jak i cały film tworzą niesamowity, choć może nie oczywisty nastrój świąt. Urzekająco spokojna wzbogacona anielskim chórem, następnie przyspieszająca i wchodząca w perfekcyjną skrzypcową solówkę. Harmonia, energia  i ta wszechobecna kruchość, jedna z piękniejszych historii, doskonała muzyka która poruszy nie jednego. Musicie przesłuchać jeśli nie znacie.

_____________________________________________________________________________



JOHN WILLIAMS - SOMEWHERE IN MY MEMORY
Tego zdolnego nowojorczyka chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Doskonały kompozytor muzyki filmowej. Jego dzieła znają miliony. Najlepsze ścieżki dźwiękowe w najpopularniejszych filmach to własnie jego dzieła. Bo któż nie zna motywów przewodnich ze Szczęk, Gwiezdnych Wojen, Indiany Jonesa czy Harrego Pottera.
Somewhere... na pewno pamiętacie z Kewina samego w domu :)

_____________________________________________________________________________




SIA - HO HO HO
Świeżynka tegoroczna. Nowa, świąteczna płyta Sia. Przyznam szczerze, że daje radę :) Okładka wymiata :) POSŁUCHAJCIE !


_____________________________________________________________________________


CHRISTMAS CHILL MIX
Głównie elektronika, długi set i tak jak w nim bywa sporo dobrej ale i kiepskiej muzyki. Najlepiej jeśli szukacie czegoś w tym stylu to kliknijcie w odsyłacz do youtube, zaproponuje podobne kompilacje :)

_____________________________________________________________________________



CLINT MANSELL - FIRST SNOW (SOUNDTRACK THE FOUNTAIN)
Ścieżka dźwiękowa z jednego z najpiękniejszych filmów o życiu, prawdziwej miłości i przemijaniu. Niesamowite wrażenie wzrokowe ale i nie tylko, muzyka która porusza najbardziej usztywniony układ nerwowy i uwrażliwia. Jeśli nie doświadczyliście czegoś niebiańsko pięknego ale i smutnego to ta historia jest dla Was. Polecam zacząć od filmu wtedy soundtrack będzie dla Was znaczył jeszcze większy. #arcydzieło


_____________________________________________________________________________



ZBIGNIEW PREISNER + BEATA RYBOTYCKA - KOLĘDA DLA NIEOBECNYCH
Nie jestem zwolenniczką poezji śpiewanej, nie lubię przeglądów piosenek aktorskich, jest w tym za dużo dramy i nabzdyczenia. Tutaj jednak panuje magia. Magiczna ścieżka dźwiękowa połączona z bardzo delikatnym głosem, do tego treść nawiązująca do bliskich których już nie ma przy nas bezpośrednio. Wzruszająca i tak zwyczajnie piękna.


_____________________________________________________________________________



STANKIEWICZ +BADACH + SZCZEŚNIAK - TAK JAK ŚNIEG
Nie wiem co jest w tej piosence, ale ona mnie otula sobą jak gruby pled. Wprowadza mnie w stan wyciszenia w tej świątecznej gonitwie. Od lat ją lubię tak samo jak wigilijnego 3jkowego Karpia:D

_____________________________________________________________________________


DE-SU / KTO WIE?
HICIOR z lat kiedy chodziłam jeszcze z plecakiem do szkoły, przyjemna, lekka, "radiowa". Nie wymagam od niej wiele, ale mam z nią wiele miłych wspomnień więc przez sentyment nie mogło jej zabraknąć :)

_____________________________________________________________________________



KAYAH - DING DONG
Ryzykuję zamieszczając ją w tym zestawieniu ale autentycznie pierwszy raz się z nią spotkałam dzisiaj. Całkiem przyjemna, aczkolwiek najbardziej zachwyca mnie w nim sama Kayah, pięknie wygląda no i ta kurtka :D (tak, jestem typową babą :P).


_____________________________________________________________________________


MR.TROLOLO
Dobra, nie ma to nic wspólnego ze świętami, ale mimo wszystko zawsze kojarzy mi się własnie z tym okresem a to za sprawą pewnego serwera na którym stale grałam w okresie zimowym. Admin trollował nas własnie owym panem. Mega śmieszne ;)Jeśli nie znacie to uważajcie potrafi zrujnować psychikę :)



_____________________________________________________________________________

Na koniec coś szalonego... Niech radocha Was wypełni i doda najwyższej mocy :)  Uwielbiam Jamesa Cordena z  Carpool Karaoke ! 




I tak moi Kochani prezentuje się moja świąteczna lista. Jest w niej trochę kiczu, trochę tandety ale jednego nie możecie jej zarzucić - totalnie świąteczne numery!  Napiszcie z jaką piosenką/ pastorałką/ kolendą kojarzy się Wasz okres świąteczny.  Może to będzie coś z tej listy? Dajcie koniecznie znać :) 

Ściskam ♥