16.01.2017

WYPADAJĄ? PRZETŁUSZCZAJĄ SIĘ? A MOŻE PUSZĄ? LEPIEJ TO PRZECZYTAJ / JOHN MASTERS ORGANICS

Witajcie Kochani, 
Pogoda za oknem nie rozpieszcza hulający wiatr i ciągła zmiana temperatur (o samej zmianie wilgotności nie wspomnę) potrafią destrukcyjnie wpłynąć na kondycje naszych włosów. Dziś postanowiłam przybiec do Was z recenzją dwóch naturalnych produktów marki John Masters Organics które z takimi problemami powinny sobie poradzić. O tym jak wypadły przeczytacie poniżej. 

JOHN MASTERS ORGANICS, naturalny szampon, kosmetyki dla wegan, wegetarian, chorych z celiakią, bez glutenowe, na wypadanie włosów, na przetłuszczenie, zdrowy skład, krem odżywka avocado 


JOHN MASTERS ORGANICS - SZAMPON DO WŁOSÓW WYPADAJĄCYCH I OSŁABIONYCH / MIĘTA + WIĄZÓWKA BŁOTNA

JOHN MASTERS ORGANICS, naturalny szampon, kosmetyki dla wegan, wegetarian, chorych z celiakią, bez glutenowe, na wypadanie włosów, na przetłuszczenie, zdrowy skład, krem odżywka avocadoSKŁAD 
Aqua (water), aloe barbadensis leaf juice*, sodium cocoamphodiacetate, decyl glucoside, babassuamidopropyl betaine, panthenol, hydrolyzed soy protein, sorbitol, peppermint oil, mentha viridis (spearmint) leaf oil, guar hydroxpropyl trimonium chloride, spiraea ulmaria extract, sodium pca, sodium benzoate, potassium sorbate, eucalyptus globulus leaf oil, smithsonite extract, hyaluronic acid, linum usitatissimum (linseed) seed oil*, borago officinalis seed oil*, helianthus anuus (sunflower) seed oil*, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil*, oenothera biennis (evening primrose) oil*, tocopherols
  • mięta zielona i mięta pieprzowa – stymuluje i przyspiesza wzrost włosów,
  • ekstrakt z wiązówki błotnej – ogranicza wypadanie,
  • cynk – chroni skórę głowy, redukując wszelkie podrażnienia,
  • guma guar – zwiększa objętość, nawilża, wydobywa naturalny blask włosów.

OD PRODUCENTA
"Doskonały szampon wspierający proces pielęgnacji i regeneracji włosów wypadających i osłabionych. Dzięki bogatym składnikom aktywnym już pierwsze użycie gwarantuje redukcję wydzielania sebum i spowolnienie wypadania włosów. Wszelkie podrażnienia zostają złagodzone, tym samym ograniczając niemiłe uczucie swędzenia i dyskomfortu."

KONSYSTENCJA
Dosyć płynna, ale nie jest to też bardzo wodnisty produkt. Dla mnie idealna, ani zbyt zbita ani zbyt leista, naprawdę dobrze rozprowadza się po zwilżonych włosach. Jak na naturalny produkt całkiem dobrze się pieni. 

ZAPACH
Intensywny, mentolowo-ziołowy. Dla mnie to połączenie delikatnej "zielonej" pasty do zębów z tabletkami na ból gardła. Brzmi abstrakcyjnie ale pokochałam ten aromat, ciężki ale niezwykle odświeżający, wręcz uzależniający.
 
WYDAJNOŚĆ
Zadowalająca, w związku z tym, że szampon dobrze się rozprowadza i całkiem nieźle pieni to i jego wydajność zdecydowanie wzrasta. 

CENA / DOSTĘPNOŚĆ
Nie najmniejsza  bo 99zł/236ml, ale na pocieszenie mogę zdradzić, że  oprócz strony producenta często można go kupić znacznie taniej wystarczy poszukać w internecie lub perfumerii Douglas.


PODSUMOWUJĄC
Jak już zdążyłam wspomnieć powyżej szampon przeznaczony jest do włosów osłabionych z tendencją do wypadania. Wybitnie radzi sobie ze wszelkimi stanami zapalnymi skóry głowy. W moim przypadku doskonale złagodził podrażnienie wywołane  jednorazowym użyciem lakieru. Producent informuje o natychmiastowej regulacji sebum, jako posiadaczka suchej skóry oraz osoba nie borykająca się z problemem przetłuszczania, przetestowałam szampon na jednym z domowników który owy problem posiada w odpowiedzi uzyskałam taką informację: włosy były odświeżone, skóra głowy czysta a przetłuszczenie włosów nastąpiło znacznie później niż w przypadku drogeryjnych szamponów. Brzmi rewelacyjnie ale to jeszcze nie koniec, w moim przypadku oprócz przyjemnego mrowienia podczas mycia i nieziemskiego odświeżenia, dostałam mega push-up, włosy były cudownie uniesione od nasady i efekt zdecydowanie utrzymywał się na długo. Włosy stały się mocniejsze, zdecydowanie zyskały na objętości, prezentują się zdrowo i naprawdę dobrze. Dodatkowo blask i sypkość włosów przemawiają za ponownym zakupem tym razem wersji pełnowymiarowej. Szampon został odznaczony nagrodą czytelników ELLE, nie ukrywam trafił też na moją listę hitów 2016 r.
 




JOHN MASTERS ORGANICS - INTENSYWNA ODŻYWKA DO WŁOSÓW SUCHYCH LAWENDA I AWOKADO

JOHN MASTERS ORGANICS, naturalny szampon, kosmetyki dla wegan, wegetarian, chorych z celiakią, bez glutenowe, na wypadanie włosów, na przetłuszczenie, zdrowy skład, krem odżywka avocadoSKŁAD
"Aqua (water), aloe barbadensis (aloe vera) leaf juice*, cetyl alcohol, panthenol (vitamin B5), persea gratissima (avocado) oil*, sorbitol, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil*, behentrimonium chloride, lecithin, tocopherol, citric acid, lavandula angustifolia (lavender) oil*, hydrolyzed soy protein, caprylic/capric triglycerides, mel (honey)*, orbignya oleifera (babassu) seed oil*, potassium sorbate, sodium benzoate, wheat amino acid, juniperus mexicana (cedarwood) oil*, lonicera japonica (honeysuckle) flower extract, cymbopogon martini (palmarosa) oil*, glycerin, arnica montana (arnica) flower extract*, calendula officinalis (calendula) flower extract*, camellia sinensis (white tea) extract*, chamomilla recutita (chamomile) flower extract*, geraniol†, linalool†"

* certyfikowany surowiec organiczny
† surowiec naturalny pochodzący z olejków eterycznych

  • olejek lawendowy – przeciwdziała wypadaniu włosów, wspomaga leczenie chorób skóry głowy np. egzemy i różnego rodzaju stanów zapalnych
  • olejek awokado – nawilża i odżywia włosy, jest doskonałym źródłem aminokwasów
  • olejek jojoba – nawilża
  • proteiny sojowe – wzmacniają włosy, zapewniają blask i sprężystość
  • panthenol (witamina B5) – wzmacnia cebulki włosowe, dodaje włosom objętości
  • biała herbata – oczyszcza z toksyn włosy i skórę głowy
JOHN MASTERS ORGANICS, naturalny szampon, kosmetyki dla wegan, wegetarian, chorych z celiakią, bez glutenowe, na wypadanie włosów, na przetłuszczenie, zdrowy skład, krem odżywka avocado



 
OD PRODUCENTA
"Intensywna odżywka do włosów Lawenda i Awokado to kosmetyk o doskonałym składzie. Połączenie olejków z lawendy i awokado z olejem jojoba, sokiem z aloesu i 8 innymi wyciągami roślinnymi sprawia, że odżywka bardzo dobrze nawilża i odżywia włosy. Szczególnie polubią ją włosy suche i zniszczone. Duża ilość ekstraktów roślinnych i olejków eterycznych sprawia, że włosy z każdym jej użyciem stają się zdrowsze, mocniejsze, bardziej sprężyste i pięknie lśnią. Odżywka pozostawia na włosach delikatny, relaksujący zapach lawendy."


ZAPACH
Świeżej lawendy. O dziwo nie duszący, delikatny i bardzo naturalny. Czuć go w czasie procesu nakładania, po zmyciu praktycznie niewyczuwalny, całkowity zanik zapachu następuję w przeciągu parunastu minut od wysuszenia. 

KONSYSTENCJA
Typowa dla odżywki, dosyć luźna lecz nie spływająca. Sprawnie rozprowadza się po powierzchni włosów. Spłukiwanie przebiega sprawnie, bez zarzutów.

WYDAJNOŚĆ 
Nie jest mistrzem wydajności ale też nie należy do tych kończących się błyskawicznie, zużywa się standardowo jak każda odżywka.

CENA / DOSTĘPNOŚĆ 
132zł / 207ml. Cena ponownie nie mała, ale tak jak w przypadku szamponu w zależności od miejsca możemy znaleźć go w korzystniejszej cenie :) 
PODSUMOWUJĄC
Odżywkę nakładałam na umyte, wilgotne włosy i pozostawiałam ją w takiej formie na 5-7 minut, następnie dokładnie spłukiwałam. Włosy były miękkie, dobrze nawilżone, błyszczące i nie poplątane. Fryzura po podsuszeniu nie wymagała dodatkowych wspomagaczy na końcówki. Odżywka spełniła swoje obietnice ale też nie zrobiła na moich włosach nic co mogłoby całkowicie zmieść konkurencję. Niestety moje włosy potrzebują maski a jak dobrze wiecie prym wiedzie u mnie ta drożdżowa więc póki co Lawendę&Avocado doceniam, ale też nie wiem czy zakupię ponownie. Produkt jest dobry ale ceną nie przekonuję.  

Na koniec dodam tylko, że każdy z tych produktów przeznaczony jest również dla wegan i wegetarian. Nie zawiera również glutenu więc mogą stosować je osoby chore na celiakię.


JOHN MASTERS ORGANICS, naturalny szampon, kosmetyki dla wegan, wegetarian, chorych z celiakią, bez glutenowe, na wypadanie włosów, na przetłuszczenie, zdrowy skład, krem odżywka avocado
Dziś przedstawiłam Wam dwa produkty marki JOHN MASTERS ORGANICS. Totalnie rewelacyjny szampon i dobrą odzywkę. Jestem ciekawa Waszej opinii, zastanawiam się, czy korzystałyście już z produktów tej firmy. Obecnie jestem zainteresowana jeszcze ich Ziołowym cydrem tzn. oczyszczającym tonikiem do włosów który uszlachetnia i utrwala kolor farbowanych włosów. 

Dzisiejszy post powstał w trochę mało sprzyjających dla mnie warunkach, wysoka temperatura i zapalenie gardła ale mam nadzieję,że sprostałam zadaniu :) W razie pytań piszcie, chętnie odpowiem na Wasze zagwozdki :)
Ściskam:*
Czytaj dalej »

11.01.2017

IDEALNE SELFIE / SKIN CARE EXPERT ALL DAY - FLOSLEK

Witajcie Kochani,
Dziś przybiegam do Was z podsumowaniem akcji portalu FACE&LOOK w którym jako jedna z dwudziestu pięciu polskich bloggerów miałam okazję przetestować nowości na polskim rynku  a mianowicie produkty z serii SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek. Akcja zaskoczy\la mnie swoją pomysłowością bowiem oprócz testowego zestawu dla mnie, miałam możliwość zaproponowania testów swoim czytelniczkom. Marka zaoferowała każdemu z blogerów dwa sety kosmetyczne: DLA MATKI I CÓRKI lub BLISKICH PRZYJACIÓŁEK. 
Po szybkim naborze wyłoniłam dwie pary które zapoznały się z nowościami. Dziś pora przedstawi\c wyniki, przejdźmy więc do konkretów.

SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek, face&look, bb, base, blurKa\zda z wybranek testowa\la dwa kosmetyki tzn. Mamy stosowały serum rozświetlające PEARLS oraz krem upiększający BLUR, córki natomiast zestaw składający się z serum rozświetlające PEARLS oraz bazę wygładzającą BASE.
My jako blogerzy  otrzymaliśmy pełny zestaw składający się z serum, kremu upiększającego, bazy wygładzającej oraz kremu BB.

O tym czym s\a  dane produkty oraz jak oceniła je pokaźna grupa odbiorców przeczytacie poniżej.

PEARLS - SERUM ROZŚWIETLAJĄCE
Wyobraźcie sobie luksusowy produkt dla nowoczesnych i dynamicznych kobiet. Kobiet wymagających które oczekują nagłych i spektakularnych efektów. Kobiet aktywnych które ze względu na swoją aktywność stale narażone są na negatywne działanie czynników zewnętrznych, takich jak: klimatyzacja, zanieczyszczenia atmosferyczne czy ogólny tryb życia. Serum staje na wysokości zadania dzięki nowatorskim Selfie effect technology™ . Formułę tą cechują precyzyjnie dobrane składniki które za sprawą magii zamknięto w niewielkich perełkach. Mieniące si\e kapsułki odpowiedzialne są za efekt odmłodzenia oraz spowolnienia oznak starzenia, dodatkowo posiadają kompleks długotrwale nawilżający Za sprawą stosowania serum skóra odzyskuje zdrowy, promienny wygląd i jedwabistą gładkość.

SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek, face&look, bb, base, blur

W przeprowadzonych badaniach serum zyskało niesamowite wyniki. Mamy w 100% zachwyciły się designem opakowania córki natomiast w 98%.
82% mam i 85% c\orek było zadowolonych z nawilżenia i rozświetlenia skóry Ponownego zakupu dokonałoby, aż 80% mam oraz 74% córek.




BLUR - KREM UPIĘKSZAJĄCY
Produkt dla perfekcjonistek, kobiet oczekujących natychmiastowej poprawy wyglądu swej cery. W tym przypadku formuła Selfie effect technology™ wpływa na optyczną korekcję niedoskonałości niesamowicie wygładzając sprawiają, że skóra prezentuje się nieskazitelnie. Dzięki unikalnym składnikom aktywnym, krem głęboko nawilża, poprawia elastyczność i jędrność naskórka, wygładza drobne nierówności oraz zmarszczki. Cera promienieje, wygląda znacznie młodziej i zdrowiej.

SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek, face&look, bb, base, blurBadanie wskazało zadowolenie u 94% ankietowanych, 96% uwiódł zapach, 87% zachwyciła konsystencja w efekcie końcowym 92% kobiet poleci ten produkt swoim przyjaciółkom a 85% deklaruje ponowny zakup owego kremu.





BASE -  BAZA WYGŁADZAJĄCA 
Produkt stworzony dla kobiet dążących do długotrwałego i nienagannego makijażu. Baza odpowiedzialna jest za wygładzenie oraz wyrównanie powierzchni skóry. Dobrze wypełnia zmarszczki a co za tym idzie kamufluję niedoskonałości i potęguje efekt nieskazitelnej cery. Skóra po aplikacji bazy matowieje, jest niesamowicie miękka i dobrze przygotowana pod następny krok- makijaż. 

SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek, face&look, bb, base, blurBadanie wykazało zadowolenie u 94% kobiet stosujących bazę. 86% testujących po nałoźeniu bazy zaobserwowało  wydłużenie trwałości makijażu, dlatego też 92% poleci ten produkt znajomym a 79% zakupi go ponownie.




BB -  KREM MULTIFUNKCYJNY 
Rozwiązanie dla aktywnych kobiet które potrzebują szybkich, naturalnych ale i doskonałych rozwiązań makijażowych.
W tym przypadku formuła Selfie effect technology™ niezwykle szybko wtapia się w skórę, kamufluje niedoskonałości oraz przebarwienia czy zaczerwienienia. Kompleks Micro-MINERAL dobrze dopasowuje się do odcienia cery nadając jej piękny i równomierny koloryt. Krem długotrwale nawilża oraz wygładza skórę. produkt posiada filtr UV SPF 15.

SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek, face&look, bb, base, blurBB trafił zaledwie do 25 osób -bloggerów, nie znam dokładnych wyników w tej grupie konsumentów ale u mnie niestety nie zyskał najwyższych not, ale nie wypada też źle. Zapach konsystencja bardzo na plus, stopień krycia delikatny, więc spiszę się raczej tylko u posiadaczek zdrowej, nieproblematycznej cery. Krem faktycznie wtapia się skórę i jeśli karnacja nie popada w skrajne jasne czy ciemne tony, jest w stanie poradzić sobie z wyrównaniem kolorytu.
Dla mnie odcień niestety zbyt mocno wpada w sycylijskie mandarynki, podarowałam go więc mamie która opala się na złote toffi i bardzo sobie go chwali :) 

SKIN CARE EXPERT ALL - DAY  marki Floslek, face&look, bb, base, blurPodsumowując testy własną skórą... największe wrażenie zrobiło na mnie serum rozświetlające oraz blur. Dwa produkty które dobrze współgrają i spełniają obietnice producenta. Prezentują się zachęcająco. Pachną doskonale, dobrze nawilżają i stanowią "zdrową" bazę pod nakładany później podkład. Co do bazy wygładzającej stoję na rozstaju dróg, kosmetyk doskonale wygładza, cera wygląda zdecydowanie lepiej - zdrowsza i gładsza ale w dotyku nie zastyga - w połączeniu z moimi podkładami delikatnie się lepi. Nie wiem czy ten efekt utrzymuje się tylko u mnie, ale muszę jeszcze nad nią popracować :)

Niezwykle cieszę się, że miałam okazję wziąć udział w akcji stosowania tych polskich kosmetyków.
Aha, jest to pierwsza taka akcja na moim blogu, ale nie ostatnia dlatego jeśli chcecie wziąć udział w kolejnych testach zapraszam do obserwacji mojego konta na facebooku. Fanpage Mazgoo pewnie przeprowadzi jeszcze podobną akcje testów ale z użyciem innych produktów.

Ściskam :*
Czytaj dalej »

10.01.2017

NOWE POMADKI L.O.N.G.S.T.A.Y - LIQUID MATTE LIPSTICK / GOLDN ROSE

Witajcie Kochani, 
Dzisiaj nadeszła pora aby przedstawić Wam kolejne, matowe pomadki Golden Rose które zasiliły moje konto.  Dla tych którzy chcą poznać moje wcześniejsze nabytki odsyłam pod link LONGSTAY.
Dziś cztery nowości które idealnie wpasują się klimatem nie tylko w panującą zimę. Zaczynamy!


WERSJA / TESTOWANY PRODUKT 
L.O.N.G.S.T.A.Y - LIQUID MATTE LIPSTICK - GOLDEN ROSE

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadkigolden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki

SKŁAD
Isododecane, trimethylsiloxysilicate dimethicone, polybutene, petrolatum, cyclohexasiloxane, kaolin, cera alba, silica dimethyl silylate, disteardimonium hectorite, aroma, propylene carbonate, glyceryl behenate/eicosadioate, persea gratissima oil, tocopheryl acetate, cyclopentasiloxane, benzyl alcohol, may contain, mica, ci 77891, ci 77491, ci 77492, ci 77499, ci 45410, ci 45380, ci 17200, ci 15850, ci 12085, ci 73360, ci 16035, ci 42090, ci 77742, ci 75470, ci 19140, ci 15985, ci 47005, tin oxid

OPAKOWANIE 
W związku z tym, że formuła pomadek  jest taka sama (świadczy o tym identyczny skład) opakowania z tej serii również są  identyczne. Liquid Matte zapakowane są w tekturowe, czarne kartoniki z charakterystycznym, białym fontem. W środku znajdujemy upragniony kosmetyk. Twórcy postawili na solidny plastik oraz nadruk nie do zdarcia. Pomadka ma klasyczna wielkość, dobrze leży w dłoni.Nadruk mimo eksploatacji nie ściera się a plastik jest odporny na zarysowania.

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki


APLIKATOR
Płaska pacynka o małym, włochatym wykończeniu. Całość osadzona jest na przezroczystym, grubym i solidnym trzonie. Aplikator tak jak w poprzednich przypadkach zbiera dosyć dużo produktu, więc polecam aplikację samej pomadki od środka ust i dopiero następnie rozprowadzanie go po obrzeżach warg. Aplikator mimo sporych gabarytów należy do tych precyzyjnych, potrafi całkiem nieźle obrysować kontur. Maluje się nim całkiem przyjemnie.

ZAPACH
Aromat przypomina zapach rozcieńczonego waniliowego olejku. jest słodko, ale nie mdło.


KONSYSTENCJA/ ZASTYGANIE/ ŚCIĄGNIĘCIE
Konsystencja identyczna jak u poprzedniczek, płynna wręcz mokro-olejkowata. Przy pierwszych użyciach lubi się rozlewać ale wszystko wynika z ilości produktu na aplikatorze. Pomadka zasycha bardzo szybko, pełne zastygnięcie następuje po kilkunastu sekundach. Raz nałożona nie wymaga poprawek. L.O.N.G.S.T.A.Y nie ściąga ust, nie odczujecie przy jej użytkowaniu nieprzyjemnego napięcia. Delikatne podsuszenie warg następuje dopiero  po  6-7 godzinach od nałożenia.


PIGMENTACJA
To wielki atut tych pomadek. Tak jak u poprzedniczek   pomadki zachwycają nasyceniem. Pigmentacja nawet przy tak ciemnych odcieniach wypada doskonale, pigment rozprowadza się równo i zastyga w takiej samej postaci. Zresztą zobaczcie sami, tak prezentują się pomadki w poszczególnych odcieniach:

 NO.14 PAPRYKOWA CZERWIEŃ 
Najnowsza seria.
Elektryzująca czerwień wpadająca intensywnie w  ceglaste tony, dominują w niej mocne pomarańczowe pigmenty. Kolor niezwykle trwały i energetyzujący. Podobny odcień spotkacie w szafie NYX-a jest on jednak bardziej mandarynkowy. Pomadka szybko zastyga, jest bardzo trwała i trudna do zmycia. Mocno wnika swym barwnikiem w  odcień warg - dlatego polecam zmywanie jej olejkiem.
golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadkigolden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki 
Jak widzicie na powyższym zdjęciu przy mojej karnacji wygląda bardzo pomarańczowo, ten numer posiada moja koleżanka która ma cerę ciemniejszą o przynajmniej 2-3 tony i odcień bardziej wpada w ceglastą czerwień.



NO.06 MALINOWA CZERWIEŃ

Przepiękny, totalny mat. Odcień delikatnie podbijająca w raspberry red  Zamiast "sportowej" czerwieni uzyskujemy tutaj czerwień dającą malinową poświatę. Niestety zdjęcia nie oddają prawdziwej intensywności tej pomadki, tutaj - w świetle dziennym prezentuje się zdecydowanie lepiej! Kolor jest trwały, niezwykle długo utrzymuje się na ustach, nie zjada się, nie odbija. Jedynym pogromcą jest "tłuszcz", olej kokosowy rozpuszcza pomadkę powoli ale niezwykle skutecznie. To jedyna Longstay którą do "dna" zużyłam  i zakupiłam ponownie. Obecnie jestem w trakcie drugiego opakowania. Kolor który praktycznie nie znika z mych ust. Średnio mam  go na sobie cztery razy w tygodniu a w porze zimowej praktycznie codziennie :)

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick 06, trwałe pomadki



NO.15 WYTRAWNE WINO
Najnowsza seria.
Kolor kameleon w zależności od karnacji podbija bardziej w bordowe lub śliwkowe tony. U mnie niestety bardziej wybija burgundy, No ale nie można mieć wszystkiego od jagodowych ust mam 05 ;)
Kolor jest trwały, nakłada się bezproblemowo wytrzymuję na ustach do chwili kontaktu z czymś oleistym lub bardzo ciepłym. Mimo swego ciemnego kolorytu utrzymuje się na ustach w idealnym stanie pełne 4h. Delikatnie się zjada ale tylko w chwili kiedy usta nie zostały odpowiednio przygotowane przed nałożeniem koloru.

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick 15, trwałe pomadki

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick 15 , trwałe pomadki 



NO.12 BRĄZOWO-BORDOWY Z DROBINKAMI
Kolor który w sumie nabyłam przez przypadek, omyłkowo zaznaczyłam go w koszyku (w planach był zupełnie inny odcień). Jako posiadaczka cery która nie ma nabytej funkcji "opalanie" z daleka omijam brązy, karmele i camele bo wyraźnie gryzie się to z moim typem. Jako, że 12 trafiła do mnie przypadkiem a, że nie mam w najbliższym otoczeniu osób które miałby odwagę nosić ciemne usta, zaryzykowałam i pomalowałam wargi. Kolor mimo swych ciepłych tonów u mnie prezentuje się dosyć naturalnie i o dziwo podbija bardziej w bordo. Drobinki są nienachalne, jest ich niewiele są grubością przypominają "efekt syrenki". Numer 12  prezentuje się całkiem przyzwoicie i chyba zostanie ze mną na dłużej. Co do trwałości  to sprawdza się dokładnie tak samo jak opisana wcześniej czternastka.

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick 12, trwałe pomadki

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick12 , trwałe pomadki

CENA / DOSTĘPNOŚĆ
Pomadki możecie dostać m.in. na stronie producenta GR oraz wyspach tej marki. Cena nie uległa zmianie 19,90zł/ 5,5ml  za sztukę.

golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki


 
PODSUMOWUJĄC
Kolejny raz  stykam się z pomadkami tej marki i kolejny raz czuję zadowolenie. Solidne opakowanie, dobra konsystencja, wygodny aplikator a do tego mega pigmentacja i trwałość. Cena na plus więc one również wysoka. 

nowości golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki



nowości golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki

nowości golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki

W zestawieniu niestety nie zobaczycie numerku 07, kolor ten niestety gdzieś się zapodział ( czyt. zgubiłam) ale jego recenzje znajdziecie tutaj.

nowości golden rose, matowa pomadka, longstay liquid matte lipstick, trwałe pomadki
Dajcie znać czy znacie te pomadki oraz czy są jakieś numery z tej serii które posiadacie i używacie :) 

Ściskam :*

Czytaj dalej »

06.01.2017

#ULUBIEŃCY ROKU 2016 !

Witajcie Kochani!
Dzisiaj nie przedłużając zapraszam Was  na moich ulubieńców roku. Hity 2016 które mocno namieszały w mojej pielęgnacji i kolorówce. Zapraszam na wpis w którym być może znajdzie się również Twój obecny lub przyszły ulubieniec.

ULUBIEŃCY ROKU 2016





PIELĘGNACJA + OCZYSZCZANIE TWARZY
  • ŻEL DO MYCIA TWARZY - IWOSTIN - hipoalergiczny żel dla cery wrażliwej, delikatnej skłonnej do podrażnień. Bardzo wydajny, świetnie się pieni, doskonale oczyszcza i nawilża  a do tego nie pozostawia napięcia i nieprzyjemnej warstwewki na skórze. Używam namiętnie od ponad 2 lat i nadal jest moim numerem jeden. 
  •  MYDŁO CZARNE  - NACOMI -   Kolejny raz trafia do grona ulubieńców. Silnie oczyszczające, napinające skórę. Stosuje do mycia ale i jako peeling enzymatyczny.  Polecam trzymać go na skórze nie dłużej niż 7-10 minut, później potrafi powodować zaczerwienienia. Mimo to uwielbiam, doskonale oczyszcza zapchane pory skóry.   [recenzja]
  • SERUM DO TWARZY - BIOLAVEN -  Jestem totalną przeciwniczką lawendy, zapach tej rośliny powoduje u mnie mdłości i zawroty głowy,są jednak dwa produkty które mimo  lawendy na początku składu staje goszczą w mojej pielęgnacji ( pierwszy to mus) a drugi to wspomniana już wcześniej seria od Biolaven. Tym razem niezaprzeczalnym mistrzem roku stało się serum do twarzy. W składzie olej z pestek winogron, sojowy, arganowy, olejek eteryczny z lawendy lekarskiej oraz wit.E.  Olejowa mieszanka która działa przeciwstarzeniowo, pięknie podlecza stany zapalne cery, koi, ujędrnia i przynosi regenerację. Cera jest wygładzona i promienna. Kończę powoli opakowanie, zdecydowanie zakupię ponownie !
  • SERUM DO TWARZY - ONE/ANTY-WRINKLE/ -HOLIKA HOLIKA - Najgenialniejsze serum jakie miałam okazję stosować w całej swej pielęgnacyjnej historii. Nieziemski zapach, skład bardzo przyjazny. Idealna konsystencja,  doskonałe w aplikacji, nie spływa, rozprowadza się bajecznie. Cera już po paru minutach wygląda świeżo, promiennie.  Może nie spłyca jakość astralnie zmarszczek, ale zdecydowanie poprawia gęstość cery. Serum dogaduje się z podkładami, więc doskonale nadaje się pod makijaż. Kończę własnie drugie opakowanie i zdecydowanie kupię następne ! Uwielbiam.
  • TONIK DO TWARZY - EC LAB - Tani o niezwykłym zapachu.  Zawiera w sobie ponad 95% komponentów roślinnych takich jak olej jojoba, woda morska, kwas hialuronowy, ekstrakt z jaśminu  do tego dochodzi jeszcze kofeina. Produkt nie zawiera SLS, SLES, silikonów i parabenów oraz syntetycznych barwników i konserwantów. Dla mnie to bezapelacyjny mistrz, nie pieni się, orzeźwia, dobrze radzi sobie z opuchnięta cerą. Czy  odmładza ? To tylko tonik, więc nie pokładajmy w nim wielkich nadziei w tym kontekście ale zdecydowanie dba o wygładzenie  i dobry (wizualnie) stan cery. 
  • KREM  - KLAIRS -  O tym gagatku pisałam jakiś czas temu na blogu (tutaj). Krem świetnie nawilża, wygładza i zabezpiecza cerę przed szkodliwymi czynnikami. Skóra jest mocno ukojona, wypielęgnowana. Krem dobrze współpracuje z podkładami zarówno płynnymi jak i sypkimi mineralnymi. Nie zapycha, nie powoduje podrażnień jedyny w swoim rodzaju!


DEMAKIJAŻ


OLEJEK RYŻOWY  - SKIN79 - olejek o którym pisałam już na blogu, nawet wspominałam o nim na youtubie ;)  Doskonale zmywa makijaż, świetnie radzi sobie z mega trwałymi i zastygającymi foliowymi cieniami, wodoodpornymi mascarami i bardzo trwałymi, matowymi pomadkami, nawet tintami. Wydajność ogromna, zapach zniewalający. 


PŁYN MICELARNY - NACOMI- naturalny i sprawnie zmywający micel który nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienienia, spisuje się doskonale nawet przy bardzo wrażliwej cerze i oczach.  Nie powoduje łzawienia a zmycie wodoodpornej mascary kończy się na max dwóch wacikach. Dobra wydajność, więc szczerze polecam!



PIELĘGNACJA CIAŁA




  • MASŁO DO CIAŁA - ORIENTANA - gęsta, mega treściwa formuła. Wchłanialność bardzo dobra, zapach  orzeźwiający z lekką nutką "zieleniny". Zdecydowany faworyt! Uwielbiam go za efekt, skład oraz wspomniany już wcześniej aromat. Jest bardzo wydajne więc starczy Wam na bardzooo długo. Jest trudno dostepne ale  jeśli gdzieś go dostaniecie to również zachęcam do zakupu, szczególnie tym które uwielbiają aromat trawy cytrynowej :)
  • SOLNY PEELING  - BABUSZKA AGAFII - Babuszka która ma odchudzić,  nie wyszczupla ale ujędrnia perfect, skóra wygładzona, jędrna a wszystko za sprawą  mocnego pobudzenia krążenia. Myślę,że dobrze spisze się u osób borykających się z "pomarańczową skórką". 
  • KONCENTRAT  - BINGOSPA -  turbo spalacz tłuszczu do wrapingu. pali jak diabli, ale wytapia wodę z organizmu doskonale, najlepiej użyć go przed "wielkim wyjściem" potrafi zdziałać cuda szczególnie w partii brzucha lub ud. Odradzam używać go u osób borykających się z naczynkami.
  • MASKA STYMULUJĄCO -WYGŁADZAJĄCA - APIS -  o niej napisze nie długo post, bo własnie zorientowałam się, że jeszcze nie zdradziłam Wam jak wielką moc zawiera ta 200ml tubka. Ogólnie maska której podstawą są ekstrakty z marchwi, jęczmienia,pszenicy, lucerny, kukurydzy, żyta, owsa i jabłek.  Do tego dochodzi kompleks z peruwiańskiej rośliny Tara, skwalen z oliwek. Zastrzyk witamin: A, B, C, D, E. Maska stymuluje procesy regeneracji, odzywia, nawilża , wygładza i odmładza. Skóra po jej użyciu bez względu na stopień przesuszenia od razu nabiera mocy. Produkt zdecydowanie unicestwia zrogowacenia, suche skórki. Stosuje ją zarówno do twarzy, jak i na najbardziej wymagające miejsca : łokcie, kolana, stopy i działa tak samo dobrze. Pachnie przepięknie a to też zachęca mnie do dalszego stosowania. Zdecydowanie zakupię kolejne opakowanie. 
  • MLECZKO NAWILŻAJĄCE - LPM - Dobrze nawilżające mleczko drogeryjne. Jeśli jestem gdzieś na wyjeździe lub nie mam ze sobą ulubieńców. Zawsze kupuję je jako alternatywę do codziennej pielęgnacji. Jest lekkie, nie zapycha, szybko się wchłania i dobrze nawilża. Zawsze się sprawdza a i zapach bardzo lubię.
  • BALSAM DO CIAŁA - BALEA - Lekkie niczym mleczko o nieziemskim aromacie kokosa i wanilii. Wchłania się błyskawicznie momentalnie nawilża, odżywia i wizualnie odmładza cerę. Używam go głównie do ciała ale zdarzało się również na twarz. Mój M. stosuje go zamiast balsamu po goleniu i bardzo chwali sobie jego efekt. Pokochałam i  już złożyłam u mojej kochanej Czarnulki zamówienie na kolejne.  Wanilia i kokos jest bardzo wydajne, ma też długi okres przydatności więc mam nadzieję, że te kilka opakowań starczy mi na półtora roku :D 


PRODUKTY WŁOSÓW ORAZ SKÓRY GŁOWY




  •  
  • MASKA DROŻDŻOWA -BABUSZKA AGAFII - Zachwalałam ją znajomym tak często w 2016 roku, że aż trudno dostać ją stacjonarnie w Lublinie. Włosy po tej masce rosną mi jak szalone, mnóstwo baby hair a do tego rewelacyjna jakość włosów które już były mocno zdezelowane ciągłymi dekoloryzacjami i farbowaniem na wszelkie odcienie popielatych brązów a nawet siwizny. Maska zregenerowała suszki, dodała sprężystości i co najważniejsze zagęściła czuprynę :) Kocham i nie wiem które to już opakowanie zakupione  przez rok (10-11?)  Jeśli chcecie poczytać o niej więcej dajcie znac a przygotuje dla Was wpis.
  • ALOES - SKIN79 - żel który nakładam na skalp a także końcówki, tak naprawdę stosuje go również na ciało  (szczególnie wtedy gdy mam skórę poparzoną  słońcem), najczęściej jednak aloes nakładam na skórę głowy.  Zazwyczaj stosuje go  na skórę głowy przy pierwszym myciu " przed" i "po fryzjerze". Mam wrażenie, że skóra głowy jest wtedy złagodzona, ukojona i oczyszczona. Dobrze również nałożyć go po oczyszczającym szamponie aby nawilżyć skórę głowy.  Na końce nakładam raz na dwa tygodnie - mam wrażenie, że łuski są bardziej domknięte i bardziej błyszczą. Aloes sam w sobie jest bardzo wydajny. Stosuje namiętnie a mimo to, nie przekroczyłam nawet połowy opakowania.
  • SZAMPON  - YVES ROCHE - zawiera mleczko owsiane a opakowanie informuje, że przeznaczony jest do włosów suchych. Sprawdza się doskonale jedwabiście wygładza, dodaję sprężystości i objętości. Włosy po nim są lekkie i pełne blasku. Mega <3
  • SZAMPON OCZYSZCZAJĄCY SKALP - JOHN MASTERS ORGANICS - sięgnęłam po niego stosunkowo późno bo dopiero w rejonach września ale po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie z tego miłość. Przeznaczony jest do włosów wypadających i osłabionych, jego zadaniem jest stymulowanie skóry głowy, odżywienie cebulek i kontrola w wydzielaniu sebum.  Z przetłuszczaniem skóry głowy nigdy nie miałam problemu więc tego stwierdzenia nie jestem w stanie potwierdzić, ale oczyszczenia skóry głowy oraz poprawy jakości cebulek  jestem  pewna w 100%. Szampon delikatnie mrowi podczas pierwszego użycia, odświeża błyskawicznie skórę głowy, włosy jakby zaczynają unosić się od skóry głowy co zdecydowanie wpływa na wizualną objętość. Pachnie ziołowo, ma ciemną, nietypową barwę i zdecydowanie wkupił się w mój gust :) Jestem pewna, że nabędę pełno wymiarowe opakowanie ;)
  • SPRAY NA ODROSTY I SIWIENIE - L'OREAL tego małego cudaka zachwalałam już w jednym ze swoich wpisów, moje zdanie nadal jest takie samo - działa, farbuje i sprawia, ze fryzura zawsze wygląda super ( pod względem kolorystycznym). Poczytacie o nim tutaj.




PAZNOKCIE

 
W tym roku moje paznokcie zdominowała marka Indigo, oczywiście były epizody związane z innymi markami ale  najwięcej korzystałam  własnie z INDIGO. totalnym odkryciem staął się baza proteinowa która  przedłuża, utwardza, poprawia jakość miękkich i uszkodzonych mechanicznie paznokci. Baza sprawia, że paznokcie prezentują się zdrowo, nie łamią się a te przedłużone nie miękną pod wpływem wody  co jest dosyć charakterystyczne dla Hardi Semilaca. Oprócz bazy zaprzyjaźniłam się również z DRY TOPem nie dość że nie wymaga przetarcia to jeszcze utwardzany w lampie daje inny poblask ( lekko niebieskawy) dzięki temu zawsze widzę czy dokładnie został nałożony na płytkę.  Olejek do skórek z pędzelkiem mega  wygodna sprawa kiedy jestem w pracy czy podróży, wrzucam  do torby wyciągam, nakładam w minutę i czekam aż się wchłonie, a wchłania się szybko i pozostawia skorki w dobrym stanie. Na koniec oliwki które stosuje na skórki po wykonaniu manicure hybrydowego - moja dwa ukochane zapachy które towarzyszyły mi przez cały rok, a teraz uzupełniłam  je na 2017.

Oprócz produktów bazowych i wykończeniowych z Indigo, w ciągu roku przetestowałam po kilka lakierów z firm wypuszczających hybrydy. Duże uznanie również przypadło  Indigo, ale rewelacyjnie spisały się też  CHIODOPRO czy NeoNail. Jednak dziś zdecydowałam się wybrać kolor który jest zwieńczeniem moich wszelkich poszukiwań - wisienką na torcie w kwestii kolorystycznej. Mój najukochańszy odcień czerwieni (a mam ich mnóstwo) to RED CARPET - Semilaca. Intensywna, sportowa czerwień bez różowych czy też koralowych tonów. Cudo które równie dobrze wypada w kwestii trwałości!



MAKIJAŻ


  •  
  • PRODUKTY MINERALNE -  kosmetyki mineralne, głównie podkłady LILY LOLO, ANABELLE MINERALS czy EARTHNICITY. Minerały dużo namieszały w moim codziennym makijażu i zdecydowanie poprawiły kondycję cery. Tak naprawdę od kiedy mam większe wyjście i zmieniam minerały jednorazowo na coś ciężkiego i trwałego na drugi dzień od razu borykam się z zapchaną cerą albo wypryskami które pojawiają się w przeciągu doby. Przykre ale prawdziwe, dlatego te z was które nie są z minerałami zaprzyjaźnione a nadal narzekają na stan cery to szczerze zachęcam do podjęcia wyzwania i skorzystania z próbek. Być może jest to nadzieja  dla Twoich bolączek.



  • BRONZER - DYSK SEPHORA -  ogromny krążek który na szczęście ma długą datę przydatności bo mimo intensywnego użytkowania, praktycznie wygląda na nowy. Dysk jest mega wydajny a pudry w nim zawarte dają wykończenie HD. Ogromna pigmentacja zmusza do do delikatnego nakładania i mocnego blendowania. Trwałość jest świetna a odcienie również wypadają doskonale. Więcej poczytacie o nim tutaj.


  • RÓŻE - PALETA "LOVE FLUSH" -  TOO FACED - najprawdopodbniej napisze o niej troszkę więcej w styczniu. Trafiła do mnie przypadkiem i mimo intensywnego różowego opakowania jakoś wkupiła się w moje łaski. Paleta zawiera sześć niezwykle różnych ale i bardzo dobrze napigmentowanych "cieni".  Barwy są unikatowe a możliwość mieszania ich ze sobą daje niekończące się pokłady wielogodzinnej zabawy  z zawsze trafionym odcieniem pod stworzony makijaż oczu czy ust.





  • ROZŚWIETLACZE - PALETKA SLEEK -  niepowtarzalna, jedyna w swim rodzaju petarada wśród rozświetlaczy, niesamowity błysk, doskonała trwałość i unikalność barw sprawia, że można tworzyć nią rozświetlenie na co dzień  jak i szalone imprezowe kreacje czy stylizacje fotograficzne. Cienie można łączyć ze sobą, nakładąć zarówno na sucho jak i mokro a po zmieszaniu z Duralinem uzyskujemy mega metaliczny eyeliner. Dla mnie cudo, przeczytacie więcej na jego temat pod linkiem
  • PALETA CIENI - MAKE UP REVOLUTION - Paleta która skradła moje serce i duszę, odważne kolory które doskonale podbijają każdą tęczówkę. Trwałość i pigmentacja powala. Jeśli chcecie poczytać o niej więcej zapraszam na recenzję w której eksperymentowałam i debiutowałam z makijażami.

  • INGLOT - POMADA -  moja w kolorze nr 20, trwała niezwykle precyzyjna pozwala uzyskać efekt mocno wyrysowanych brwi ale również tylko przyciemnić i zagęścić naturalną linię włosków. Ja zdecydowanie mocno wyrysowuje nią łuk bo moja białe, watłe włoski same w sobie nie prezentują się zbyt dobrze ;) 
  • EYELINER - KAT VON D -  karbonowa czerń , galaktyczna trwałość i niezwykle precyzyjny aplikator to zdecydowanie atuty tego eyelinera. Towarzyszy mi dzień w dzień od września 2016. Nie chce pisać o nim zbyt dużo bo w styczniu czeka na Was obszerny wpis o tym czarodzieju :)
  • PODKŁAD - IDEAL FACE - INGRID - 10 KOŚĆ SŁONIOWA -podkład który nie jest killerem trwałości nie miażdży EDW czy MAC-a na łopatki ale jest to odcień  który praktycznie idealnie pasuje do mojej karnacji. Dobranie podkładu do mojej cery to prawdziwa maskara więc jeśli znajduję już coś chociaż delikatnie zbliżonego to zostaję z nim na dłużej - i tak było własnie z  Ideal Face. Kość słoniowa była najczęściej kupowanym podkładem roku 2016 (9 opakowań) i zdecydowanie spełniał swoje wymagania. Cena malutka a jakość porównywalna z drogeryjnymi podkładami. 
  • MAC- PREP+ Prime FIX- niezwykle wydajna mgiełka którą można stosować zarówno przed wykonaniem makijażu jak również  do jego scalenia. Zazwyczaj używam ją po nałożeniu makijażu ale także do zwilżenia pędzla przed nakładaniem podkładu. Spisuje się doskonale też w ciągu dnia do odświeżenia twarzy, pachnie świeżo i jest bardzo wydajna.
  • NYX -  MIXER - biała farbka bez której ciężko byłoby mi  funkcjonować. Czarodziej który  niesamowicie rozbiela każdy podkład, nawet ten dosyć jasny. Jestem w stanie  uzyskać nim odcień który scali się z moją żuchwą, Bezapelacyjny wybawca ! Dzięki Agnieszce trafiło do mnie na dniach drugi opakowanie ! Jeszcze raz dziękuje :*
  • NARS - KOREKTOR - odcień CHANTILLY (1) najjaśniejszy korektor z którym miałam okazję się spotkać, nie jest wprawdzie tak jasny jak moja cera ale bije w kolorystyce inne odcienie drogeryjne. Spisuje się wyśmienicie, dobrze kryje, nie podkreśla zmarszczek. Również w najbliższym czasie przeczytacie jego recenzję na blogu :) 
  • MASCARA - EVELINE - zachwalam ten produkt tak często, że stali czytelnicy bloga znają tą mascarę bardzo dobrze :) Aby jednak nie powtarzać się zbyt intensywnie zaproszę Was tym razem na  recenzję tego produktu. Ulubieniec od ponad 1,5 roku :)



USTA



Pomadki to niezaprzeczalny element mojego makijażu, usta mogą być  jasne, krwisto czerwone czy szalenie fuksjowe. Kolor nie jest tak ważny, ważne aby ubrać wargi w kolor lub dobre nawilżenie. EOS chyba wszystkim już znany wegański i naturalny nawilżacz zamknięty w małym jajku.  Oprócz małego kulistego przyjaciela w tym roku moim totalnym faworytem były matowe pomadki GOLDEN ROSE - LONGSTAY (o których piszę tutaj) oraz Bourjois - ROGUE EDITION VELVET. O  ile pomadki z GR praktycznie wszystkie sie u mnie sprawdziły tak z B. najbardziej lubię dwa odcienie 10 i 3. Wszystkie te kolory gościły u mnie na ustach przez cały rok.  Jeśli jesteście zainteresowane poszczególnymi odcieniami zapraszam do kliknięcia w nazwy tam prezentuje jak wyglądają na ustach. W najbliższym tygodniu pojawią się swatche z najnowszymi odcieniami  pomadek od GR, uprzedzam będzie bardzoooo intensywnie :)



GADŻETY KOSMETYCZNE


Gadżety kosmetyczne to ta część którą jedni uwielbiają inni uważają za zbytek łask, u mnie każdy z tych wynalazków spisał się doskonale więc będę broniła każdego z osobna oraz wszystkich razem. 
FOREO - LUNA, GĄBECZKA - KONJAC, oraz dwa niezawodne MEZOROLLER  oraz MASAŻER POD OCZY od marki DERMOFUTRE. Każdy inny, każdy niezbędny w procesie pielęgnacji. Zdecydowanie zostaną ze mną na 2017 :)


ZAPACHY











Totalnym faworytem był zapach który trafił do mnie przypadkiem, mała, biała minimalistyczna buteleczka z ZARY, zapach Femme lekko pudrowy z nutką słodyczy. Intensywny chodź lekki, trwały choć to zaledwie woda toaletowa. 50ml za 49 zł. Używałam go od wiosny do późnej jesieni, dwa flakoniki  to chyba niezła wydajność. Zapach do którego zdecydowanie wrócę na wiosnę. 


Tak prezentują się moi ulubieńcy, starałam się wybrać mniej ale jednak totalnie niezbędnych produktów które były ze mną zawsze i wiem, że zostaną  na dobre w mojej kosmetyczce.

A Wy jakich macie ulubieńców ? 

Ściskam :*
Czytaj dalej »

03.01.2017

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI - SECRETS OD BEAUTY

Witajcie Kochani,
Dziś zabieram Was w podróż do przeszłości, ustawiam wehikuł czasu na 8 tygodni wstecz i przenoszę Was w rejony które niewątpliwie kojarzone są z  "Męskim Graniem". Niech Was nie zmyli sugestia, nie będzie dziś o trasie koncertowej ale o innej, znanej już imprezie - warsztatach urodowych dla blogerów. Secret of Beauty - porozmawiajmy o urodzie to cykliczny event  który od trzech lat łączy miłośników pielęgnacji oraz  kolorówki. Imprezę śledzę od dawna ale dopiero w tym roku dzięki organizatorowi - Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody miałam możliwość wziąć w nich udział.  O tym jak było przeczytacie poniżej.



WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ W LUBLINIE...
27 października ja i mój najlepszy kompan podróży, weteran SOB  Gosia prowadząca bloga Esy,Floresy,Fantasmagorie zajęłyśmy dwa średniowygodne, ale wolne miejsca w przedziale ostatniego wagonu który zabrał nas dosyć sprawnie i bez większych opóźnień do Katowic. Miasto zaskoczyło nas niezwykle pozytywnie. Katowice pamiętam sprzed blisko dziesięciu lat, obraz jaki wtedy utkał się w mojej głowie nijak nie pasował do tego co zastałam tym razem. Miasto przeszło ogromną zmianę zarówno architektoniczną jak i mentalną, co nas zdziwiło to, fakt, że w środku tygodnia o północy wszystkie lokale tętnią życiem do tego stopnia, że ciężko o wolne miejsca. Przez przypadek odwiedziłyśmy kawiarnie Katofonia, urokliwe miejsce z instrumentami i motocyklami wmontowanymi w ściany. Lokal w którym odbywają się koncerty a barman niczym alchemik najwyższej rangi komponował prawdziwe eliksiry szczęścia. Jako miłośniczki rocka szybko poczułyśmy klimat tego miejsca.



Głodne i radosne wkroczyłyśmy jeszcze do małej knajpki o niebanalnej nazwie PARZYMORDA -TO DO JUTRA. Miejsca gdzie uraczone zostałyśmy katoveganką i popeyową zapiekanką wielkości dużej bazooki. Porcję ogromne a cena malutka!  Czas pędził nieubłaganie, godzina pierwsza na wyświetlaczu komórki sugerowała powrót do "domu", więc z pospiechem udałyśmy się do hostelu by spotkać nosorożca oraz chociaż na parę godzin musnąć snu i rano spotkać się z uczestnikami Warsztatów Świecowych. O warsztatach świecowych pisałam już tutaj, więc ciekawskich zapraszam do nadrobienia zaległości.

Po zajęciach, kiedy parafina zastygła a my z niezwykłymi lampionami handmade mknęliśmy do miejsca docelowego tzn. Węgierskiej Górki, zakwaterowana część uczestników jesiennego SoBu oddawała się niesamowitym zabiegom relaksacyjnym w strefie WALLNES + SPA. Nasza podróż minęła szybko, sprawnie i przyjemnie, dotarliśmy do miejsca położonego w niezwykle malowniczej i spokojnej okolicy, do  HOTELU ZACISZE który ewidentnie żyje w harmonii z naturą (pozyskiwane źródła energii) i stawia na bycie ECO.




Piątkowy wieczór pochłonęło "meldowanie, rozpakowywanie i zwiedzanie" a noc przybrała pidżamę pod hasłem: integracja w 204. Godziny rozmów, śmiechów i wspólne oglądanie Władcy Pierścieni sprawiło, że sama poczułam się jak w zgranej drużynie. W drużynie w której jedno hasło otwierało tajemnicze wrota :D Poranek powoli zaczął informować o swej obecności więc zdrowy rozsądek nakazywał kąpiel i chociaż szybki sen aby zdążyć odpocząć do rana.
Poranek przywitał nas szybko a mimo to w pełni sił, z radochą i mega podekscytowaniem pobiegliśmy najpierw na pożywne śniadanie a następnie do sali konferencyjnej.





GODZINA 10.
Do sali konferencyjnej wkracza Michał Domański (organizator/TwojeŻródłoUrody) i oficjalnie rozpoczyna  szóstą edycję nierutynowego Secret of Beauty. Chwila ta była niezwykle uroczysta, Michał genialnie prowadzi konferansjerkę, profesjonalnie a jednak bez sztywnych ram, ciepłe przemówienie, które stworzyło wręcz rodzinną atmosferę. Brzmi to dziwnie ale poczułam się jeszcze lepiej niż o poranku. 
Kiedy ucichły brawa pierwszą prezentację rozpoczął Jacek Krzanowski z Polskich Świec, który tym razem reprezentował firmę Admit - produkującą m.in.świece oraz olejki eteryczne. Marka ta gościła nas w Hotelu Zacisze umilając ten pobyt swoimi zapachowymi produktami. 


Kolejna prezentacja należała do marki Dermo Future Precision. Przedstawicielka -  Annie Rolf poruszyła temat wielowymiarowej pielęgnacji, opowiadała o kluczowych składnikach dominujących w produktach DF,  m.in o Wit.C. Niezwykle zainteresowała mnie część w której ekspertka opowiadała o odżywkach z formaldehydem oraz sposobie jego działania na płytkę paznokcia. Rozwiała wszelkie wątpliwości oraz wyjaśniła od czego zależy  ich "efekt". Następnie zaprezentowane zostały trzy produkty z serii pod oczy, jeden z nich to prawdziwa magia w tubce. Zdecydowanie sięgnę po niego w najbliższym czasie :) Po prezentacji przyszedł czas na warsztaty podczas których każda z nas stworzyła dla siebie małego, cukrowego złuszczacza. Zdecydowałam się na orzechowy proszek, olej migdałowy oraz winogronowy.  Prezentacja zakończyła się rozdaniem materiałów uzupełniających oraz rozdaniem imiennych certyfikatów.


Poźniej nastąpiła najpyszniejsza przerwa ever! Organizator częstował  nas swoimi wypiekami :) Skusiłam się na babeczkę z zielonych pomidorów :) wiecie słodycze są pycha ale moja miłość do pomidorów jest tak wielka, że przebija wszystko, nawet szpinak ! Pstrykam palcami i wracam do tematu bo po  kawusiowo-muffinkowej przerwie czekała na nas już  kolejna osoba. 

Tym razem  była to Anna Mucha, światowa mistrzyni makijażu i główna makijażystka marki Gosh. Jak już pewnie się domyślacie, rozpoczęła część makijażową. Pani Ania opowiedziała  nam o panujących obecnie trendach i zmianie w filozofii marki. Gosh stawia na kobietę nowoczesną, aktywną, wyglądającą pięknie, seksownie ale też bardzo naturalnie.  Makijażystka zdradziła swoje tricki, a na modelce wykonała makeup używając nowości marki. do makeup-u wykorzystała nowości marki. Następnie same miałyśmy okazję wykonać makijaż  produktami z najnowszej linii, odbywały się indywidualne konsultacje, każda z nas miała okazję podpytać jak wykonywać lepiej swój makijaż. Było również przyklejanie rzęs EYLURE ale ja jako laik totalny w tym temacie nie męczyłam ich długo i zwyczajnie zostawiłam na później :) Dwugodzinne warsztaty minęły błyskawicznie.







Przerwa obiadowa obfitowała w winny pomidorowy ( jakże inaczej!) krem z grzankami. Do tego makaron ze szpinakiem coś w stylu mojego shpinagethi :D. Przepycha! Obawiałam się jedzenia bo wiecie, wegetarianie nawet jak nie chcą to i tak są postrzegani zawsze jako kłopot lub dziwadła ale w tym lokalu pełne uznanie, posiłki zarówno wege jak i vegan, wszystko niezwykle smaczne i apetycznie podane. Chodziłam nie najedzona a przeżarta, ale grzechem było zostawiać.




Najedzeni, szczęśliwi pomogliśmy jeszcze wnieść pudełka pełne kosmetyków do sali. zasiedliśmy na swoich miejscach by posłuchać niezwykle ciekawej prezentacji przygotowanej przez Agnieszkę Pindel. Osobę która zarażała optymizmem a jej ciepła barwa głosu szybko skupiała uwagę wszystkich. Przedstawicielka marki SYLVECO (BIOLAVEN + VIANEK) skupiła się w pierwszej kolejności na rozwianiu wątpliwości dotyczących właściwej pielęgnacji. Zaczęliśmy od podstaw aby przejść do bardziej wymagających zabiegów poprawiających jakość cery. Świetnie przedstawiono najczęstsze problemy skórne oraz błędy w użytkowaniu naturalnych kosmetyków. Niezwykle podobała mi się część dotycząca peelingów oraz toników, dwóch niezbędnych elementów o których nadal nie pamięta ogromne grono kobiet.  





Marka Sylveco totalnie zaskoczyła mnie asortymentem jaki przywiozła na spotkanie, na stołach znalazłam praktycznie wszystkie produkty z oferty sprzedażowej. Każdy mógł sprawdzić i przetestować na własnej skórze interesujący nas produkt. Mnie maksymalnie zachwyciła wcierka oraz cały "zielony" set do włosów ( zapach, konsystencja... mrau!) oraz serum (lawendowe!) które wtedy odkryłam a teraz stosuje namiętnie i uwielbiam ( ale o tym fenomenie innym razem).
Lista produktów które wciągnęłam na wishlistę powiększyła się obficie po rozmowie z  reprezentantka marki, Agnieszka zasugerowała mi parę produktów, więc teraz skrupulatnie denkuję to co zalega na półkach i sięgam po produkty Sylveco.


Kolejnym gościem była Marta Ziubińska, szefowa PR Aromedy. marki która odpowiada za wprowadzenie na rynek  kosmetyków Put&Rub. Niestety zgrzyty które zaistniały w firmie poróżniły Martę ze znaną i dosyć często utożsamianą z marką Kingą Rusin. Nie chce się teraz zagłębiać w konflikt jeśli jesteście zainteresowani to odsyłam Was do lektury tutaj ( o co chodzi z Pat&Rub)Dla niecierpliwców nakreślę tylko sytuację, że kosmetyki naturalne które kiedyś produkowała Aromeda dla Put&Rub  to NATURATIV. Natomiast obecny Pat&Rub - sygnowany nazwiskiem celebrytki Rusin  to już niestety inne formuły.  Wracam jednak do samej prelekcji, szefowa PR  przedstawiła nam niezwykle interesującą prezentacje dotyczącą certyfikacji, poznałyśmy wymogi jakie muszą spełniać poszczególne składniki użyte do produkcji. Omówiła problematykę składów INCI, poinformowała na co zwracać uwagę aby nie zostać  naciągniętym przez firmy kosmetyczne które często zatajają fakt, że część składników pseudo naturalnych  wykluwa się syntetycznie w kolbie laboratoryjnej. Liczne pytania sprawiły, że dostałyśmy znacznie więcej informacji niż to było zaplanowane. Na koniec otrzymałyśmy sporą dawkę informacji na temat najnowszej linii produktów NATURATIVE.










Na koniec ponownie odwiedził nas Jacek z Polskich Świec. Z pełnym oddaniem i mega pasją opowiadał o asortymencie marki, procesie produkcji: świec, podgrzewaczy, wosków, lampionów parafinowych (które sama miałam okazję stworzyć). Odnoszę wrażenie, że szef Polskich Świec mógłby godzinami opowiadać o swojej pracy  która niewątpliwie jest jego pasją. 
Wystąpienia Jacka zakończyło warsztaty Secret od Beauty. 

Nie była to jednak ostatnia atrakcja, późnym wieczorem czekał na nas jeszcze występ artystyczny. Koncert Sylwestra Szweda z zespołem U Pana Boga za Piecem. Była to kolejna okazja aby spędzić miło czas i chociaż chwilę porozmawiać z uczestnikami z którymi dotychczas się mijaliśmy. 

Po koncercie większość rozeszła się po pokojach, duże grono odwiedziło ROOM2014. Ekipa była nieziemska więc bawiliśmy się do późnych godzin nocnych, zostało to chyba zauważone przez niebiosa, bo dostaliśmy jedną godzinę w gratisie (chyba na regenerację:P) - #zmianaczasunazimowy. 

Kilka zdjęć jakie powstały przez weekend...

NASZ POKÓJ 204!
Każda inna i każda wyjątkowa :) Razem stworzyłyśmy mega ekipę :)  EKSTRWAGANCKA, JA!, DOBRUL.BLOGUJE, ANGEL.KOSMETYKI.BEZ.TAJEMNIC, CZARSZKA!


 Tu mieszkałyśmy...




Tu napełnialiśmy brzuszki ...





A tutaj niektórzy z nas zaznawali przyjemności ( zdjęcia ze strony hotelu).







Niedzielny poranek był mniej euforyczny. O poranku obudziła nas Paulina która o totalnie nieprzyzwoicie wczesnej godzinie musiała wyruszać w drogę :( Chwała Dobrusi, która uratowała ją przed kilkukilometrowym marszem o poranku. Później odrodziła się reszta a w sumie trzy kobietki. Poranek był ładny, ale każdy przeczuwał już nadchodzący wyjazd. Po śniadaniu zrobiłyśmy jeszcze trochę zdjęć hotelu. Niestety bateria odmawiała mi posłuszeństwa i większość fotek z lokalu obfitowała w szumy. 

Dzięki Agatce z bloga Smaruję dostałyśmy się do Katowic  by tam po małych zakupach w Macu i Tigerze doczłapać się na pizze i do pociąg :)  


Na dworcu spotkałyśmy jeszcze Michała z Grzesiem oraz Krysią i Marysią :) 





Podróż minęła przyjemnie, aczkolwiek było tak gorąco w pociągu, że czułam się jak na 4h wrapingu.
Zmęczona ale przeszczęśliwa wróciłam do Lublina, w pociągu już czułam tęsknotę... z takimi ludźmi zdecydowanie warto spędzać każdą chwilę. Dziękuję raz jeszcze Michałowi za możliwość udziału w tym wydarzeniu  oraz Gosi za mega przyjemną podróż :) 


Podsyłam listę uczestników tego niesamowitego wydarzenia :

Sponsorzy eventu:




Dzisiaj post  gigant ale czułam potrzebę wygadania się i zdradzenia  sekretu co się dzieje na Secret :)
Zapraszam jutro na ulubieńców 2016 ;)
Ściskam !
Czytaj dalej »