20.01.2018

ULUBIEŃCY 2017 ROKU

Wielokrotnie pytacie o moje absolutne hity z kategorii pielęgnacji i makijażu. Postanowiłam więc przedstawić Wam moich bezwzględnych faworytów - poznajcie ULUBIEŃCÓW ROKU 2017. Wpis planowałam podzielić na sekcję pielęgnacja/ makijaż/ paznokcie/ niekosmetyczni ulubieńcy ale po co narzucać sobie sztywne ramy :) Poznajcie moje hity!

ULUBIEŃCY ROKU 2017!





Ostatnio nie publikuje zbyt wiele wpisów paznokciowych co po prostu nie długo ulegnie zmianie :D Chce Wam jednak pokazać co w tym roku wzbudziło mój pełen zachwyt i stale gościło na moich pazurkach.  



VICTORIA VYNN-GEL No.04- COVER NUDE. Kupiłam go w ciemno, spodobał mi się kolor, bardzo blady nudziak który wygląda jak kolor mojej skóry. Jest to pierwszy żel z którym mam okazję sama pracować. Mimo moich szczerych obaw, żel jest bardzo wygodny w użyciu, konsystencja średnio-gęsta, nie spływa, jest niezwykle elastyczny - samopoziomuje się na płytce, nakłada się naprawdę wygodnie zbudowanie tunelu nie jest zbyt pracochłonne. Ogólnie dobrze się z nim pracuje nawet po utwardzeniu, łatwo daje się spiłować zarówno pędzelkiem jak i frezarką. Dobrze współpracuje z lakierami hybrydowymi o których napiszę za chwilę.
CHIODO PRO - kolekcja Red Color-New Generation zaprojektowana przez Edytę Górniak. No. 734-Date Night - przepiękny odcień, ciemne bordo z domieszką brązu , dla mnie to głęboki odcień wytrawnego, czerwonego wina. Barwa przepiękna która zarówno w wysokim połysku jak i macie prezentuje się niezwykle szlachetnie na pazurkach. Lakier jest niezwykle trwały, nie odpryskuje, nie ściera się - prezentuje się tak samo dobrze po 2 tygodniach jak w chwili nałożenia. No.724-Marylin Red. Kolejna propozycja marki ChiodoPRo,  intensywna, żywa czerwień. Mogę spokojnie określić ją kolorem prawdziwej, seksownej czerwieni, nie ma w sobie ani typowo pomarańczowych ani malinowych tonów - perełka wśród odcieni. Trwałość tak jak u poprzedniczki - na medal. Ogólnie lakiery Chiodo spisują się u mnie obłędnie a te z kolekcji Edyty Górniak są naprawdę godne polecenia!
Dalej nie może w moim zestawieniu zabraknąć szarości -  INNER CALM 5321-1 od marki NEO NAIL. Kolor mega rozbielonej szarości, szarości niesamowicie neutralnej, bez mocno ciepłych ani chłodnych tonów. Obłędnie wygląda zimną, niezwykle elegancko zarówno na krótkiej jak i jasnej płytce. Noszę go namiętnie od roku, okresowo zdradzam go z burgundami, czernią i czerwienią ale i tak wracam do niego stale. Powoli dobijam do dna więc obowiązkowo czeka mnie zakup kolejnego opakowania. Prezentuje się obłędnie zarówno w wysokim błysku, macie jak i z pyłkami. Kocham!
Kolejna szarość już z gatunku tych ciutkę ciemniejszych to propozycja od VASCO GEL-No.060 -KING OF GREY. Markę poznałam w październiku, ale dwa miesiące wystarczyły aby trafić do zestawienia. Przyjemna konsystencja (podobna do Lakierów NeoNail), świetna pigmentacja ( lakier wygląda dobrze po jednej warstwie a po dwóch to już w ogóle petarda). Jest niezwykle mocny, świetnie prezentuje się na płytce, nie odpryskuje, współpracuje świetnie z różnymi basami i topami. Zdecydowanie zasługuje na miano ulubieńca!

 
W kwestii maseczek bezwzględnym hitem okazała się glinkowa maseczka marki  RAPAN BEAUTY przeznaczona do cery suchej i mieszanej. Rozpisywałam się o niej w osobnym wpisie więc zainteresowanych zapraszam TUTAJ


 
W pielęgnacji twarzy miałam wielu faworytów i produktów do których wracałam ale tylko garstka tak mocno wkupiła się w moje łaski i to własnie tych faworytów zamierzam Wam tu przedstawić. 
Serum odmładzające BIOLAVEN, przepakowane bogactwem olejków (sojowy, arganowy, z pestek winogron, skwalan roślinny) posiada bogactwo witaminy E oraz eteryczny olejek lawendowy który pachnie bardziej ziołowo niż lawendowo (za co ogromnie dziękuję producentom). Olejek pięknie zabezpiecza skórę, ładnie ją wygładza i odżywia. Jeśli ktoś zamierza zacząć przygodę z serum olejkowym to śmiało mogę polecić ten produkt. Osobiście polecam stosować go z kwasem hialuronowym :)

Dalej bogactwo ukojenia od marki KLAIRS - RICH MOIST SOOTHING CREAM. Kremik który spiszę się doskonale po wszelkiego rodzajach zabiegach w salonach kosmetycznych, będzie prawdziwym wybawcą w okresie przemarznięcia skóry a nawet poparzenia słonecznego. Idealny dla posiadaczy cer suchych, alergicznych i skłonnych do podrażnień - po więcej zapraszam do szczegółowej recenzji TUTAJ.

Kolejnym kremowym hitem okazał się produkt marki HOLIKA HOLIKA - BLACK SNAIL REPAIR CREAM. Czyli sławetny krem ze śluzem ślimaka, miałam opory aby go stosować ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie z tego miłość. Przepiękny świeży aromat, lekka konsystencja, szybka wchłanialność. Efekt cudowny - dobre nawilżenie, wygładzenie i zero zapchania porów skóry. Ładnie wpływa na drobne blizny, zmiany skórne. Podgaja skórę i zdecydowanie wizualnie ją odmładza. Skóra po użyciu jest miękka, świetlista i jędrna. Lubię i będę wracać z pewnością.



Kolejny krem który jest moim faworytem jeśli chodzi o pielęgnację cery pod oczami - kultowy KIEHL'S - AVOCADO. Krem o nietypowej, gęstej, wręcz masełkowatej konsystencji która w kontakcie z opuszkami palców zamienia się w lżejszy kremik z którego jakby wytrącała się hm.. woda? Nie wiem jak to określić ale jest to dziwne wrażenie i pierwszy raz się z czymś takim spotykam. Krem wchłania się  błyskawicznie ale warunkiem jest nie przesadzenie z ilością. Gwarantuje Wam, że nałożenie go w mniejszej dawce jest skuteczniejsze dla cery, skóra i tak nie wchłonie więcej niż może a nadmiar i tak będziecie zmuszone zmyć po jakimś czasie, więc serio umiar w tym przypadku należy zachować :D 
Awokadziak doskonale zabezpiecza skórę, wpływa na jej zagęszczenie, zmniejsza opuchlizny pod oczami i spłyca pierwsze drobne zmarszczki.  Jest niezwykle wydajny więc polecam śledzić stronę marki i upolować go na promocji :)


Niedawno odkryłam  BE.LOVED, naturalne produkty bogate w składniki które z niesamowita mocą i w przyśpieszonym czasie działają na polepszenie jakości skóry. Moim faworytem zostało VITAMIN PUMP- czyli Serum Liftingująco-Nawilżające. Serum jest pełne witamin, w składzie posiada 30% kwasu hialuronowego (zarówno 1,5% jak i 3%). Co mogę napisać o serum? Doskonale nawilża i wygładza cerę, wspaniale rozjaśnia, dodaje blasku i sprawia, że cera prezentuje się zdrowo i znacznie młodziej. UWIELBIAM TEN PRODUKT! Zdecydowanie Wam o nim napiszę jeszcze w tym miesiącu.



Następny hicior to  BHA BLACKHEAD POWER LIQUID od COSRX, pisałam o nim naprawdę dużo w osobnym wpisie więc posiadaczy zaskórników/ wągrów zapraszam do wpisu TUTAJ.



Nie wyobrażam sobie nakładania powyższych kremów i serum bez wcześniejszego przygotowania cery. O żelach nie będę póki co pisać bo mimo, iż parę mnie w tym roku zachwyciło to, żadne nie trafiło to puli faworytów i zazwyczaj kończyło się na jednym opakowaniu. W całkowitym przeciwieństwie do toniku którego stosuje od 2016r. i kocham go miłością szczera i prawdziwą. Nie wiem ile już butelek za mną, nasze uczucie mogę spokojnie liczyć już chyba w dziesiątkach litrów. Mowa EO LAB-toniku odmładzającym. To 200ml cudo zawiera, aż 95% komponentów roślinnych - organiczny olej jojoba, wodę morską, kwas hialuronowy, ekstrakt z jaśminu i kofeinę.Nie znajdziecie w nim SLS, SLES, silikonów, parabenów ani syntetycznych barwników i konserwantów. On działa jak kompres , przynosi ulgę, zmniejsza napięcie a jednocześnie sprawia, ze ta cera jest gęsta, taka wygładzona i ukojona. No to jest bajka. Jeśli miałabym wybrać jeden jedyny produkt którego miałabym używać do końca życia to zdecydowanie ten tonik. Firma posiada trzy serie i p każda z nich zasługuje na uwagę(odmładzajaca, nawilżająca i cera problematyczna).


Dalej na zdjęciu możecie znaleźć dwa produkty do ciała - masło  NACOMI - ZIELONA HERBATA. Obłęd jeśli chodzi o nawilżenie, skład no i aromat. Recenzowałam je dla Was więc aby się nie powielać podsyłam do wpisu TUTAJ.  MR.BEAN - PEELING KAWOWY o zapachu KOKOSA. Rok 2017 był rokiem który owocował w peelingi kawowe, nigdy ich nie stosowałam i kiedy pierwszy raz użyłam ich w styczniu tak przepadłam i stosowałam je namiętnie, aż do końca grudnia. Sporym zaskoczeniem okazał się ten z Pan Fasola który mimo, iż nadal kawowy to jednak zdecydowanie grubiej zmielony od konkurencji. Nie muszę chyba też ukrywać, że opakowanie jest mega w moim stylu a zapach kokosa wybitnie tu pokochałam.

Po peelingu kocham nakładac na twarz serum, czasami jeszcze będąc pod prysznicem. Moim faworytem okazało się odżywcze serum do ciała z MOKOSH. Eliksir o typowej olejkowej konsystencji i obłędnym aromacie żurawiny. Pachnie cudownie, słodką lekko kwaskowatą żurawiną, ten aromat kocham od kiedy użyłam pierwszy raz kremu benedyktyńskiego (mój hit 2015r). Głębokie nawilżenie, cudowne zabezpieczenie skóry - ubóstwiam!




Moja skóra z natury jest mega uwrażliwiona i byle drobnostka potrafi ją uczulić lub sprawić, że za chwilę staję się posiadaczką cudownych otarć lub wysypki. O ile ciało mam mega wymagające tak skóra stóp zawsze potrzebuje tylko turbo nawilżenia. Nie wyobrażam sobie nałożenia na skórę skarpetek albo wsunięcia się pod kołdrę w chwili kiedy ta nie zostaje wcześniej zabezpieczona. Większość produktów do stóp to jednak specyfiki o konsystencji pasty do zębów w sumie i zapachu. Gęsta substancja o mentolowym zapachu (fujka!), produkt który ma działać od razu na nawilżenie, potliwość i itp. Ja nie mam takich problemów, zależy mi jedynie na szybkiej wchłanialności (bo nie chce stópkować  pół pokoju i znaczyć drogi od miejsca aplikacji do łóżka czy szafy) i faktycznym akcie głębokiego nawilżenia.  Z pomocą przyszedł mi produkt NATURATIV i od razu zmiótł z powierzchni konkurencję. REVITALISING FOOT BALM bo o nim mowa to niesamowicie lekki ale i turbo nawilżający balsam ubrany w aromat żurawiny z cytryną. Owocowy zapach ale i bardzo naturalny zapach.  Nawilżenie w skali dziesięciu dam dziesięć i pół. Skład naturalny, opakowanie air-less. Ubóstwiam w każdym calu!


Skoro już opisałam pielęgnacje pora wskoczyć w dział makijażu.  Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że w zestawieniu znajdziecie eyeliner i czerwoną pomadkę, Drugi rok z rzędu podium zdobywa eyeliner od KAT VON D. Szczegółową recenzję znajdziecie TUTAJ. 
Genialny puder pod oczy który jest zdecydowanie drobniej zmielony od znanej Laury M. LM mnie mocno przesuszyła i ciesze się ogromnie, że miałam tylko miniaturkę bo to puder zupełnie nie dla mojej cery. Przesuszenie, uczucie ściągnięcia ajć moja wrażliwa cera nie polubiła się z nią i koniec.  ELF - HIGH DEFINITION -UNDEREYE SETTING POWDER. Cholernie ciężki do kupienia i wcale mnie to nie dziwi, to jak wygląda na skórze to bajka a i dodam, że to opakowanie kosztuje ok.18zł :)

Pomadka którą stosowałam w tym roku mega intensywnie to matowa wersja w sztyfcie od L'OREAL - COLOR RICHE 347-HAUTE ROUGE. Pomadka którą pierwszy raz dostałam od marki, zdenkowałam i kupiłam ponownie. Bardzo fajna formuła. Nie jest turbo trwała, ale ma ładne wykończenie które mogę określić satynowym matem. Pięknie wygląda na ustach, nawet tych delikatnie przesuszonych. Jeśli chce nadać ustom kolor, ale nie chce aby wargi dominowały w makijażu a jedynie były częścią makijażu  to wybieram pomadki z tej serii. 


Ulubiona paleta, tym razem chyba Was zaskoczę - nie będzie cieni do powiek a paleta róży.   TOO FACED- LOVE FLUSH. W palecie stosuje namiętnie trzech odcieni - Your Love is KING, Love Hangover, Baby Love. Czyli 6, 1, 2. Wszystkie róże sa matowe, dobrze napigmentowane i trwałe. Trzeba nakładać ich dosłownie odrobinkę aby nie narobić plam - na szczęście dobrze się z nimi współpracuje i bez problemu można je ze sobą mieszać uzyskując kolejne palety i odcienie idealnie pasujące do reszty makijażu.



W gronie faworytów nie może zabraknąć matowych pomadek od GOLDEN ROSE o których pisałam mnóstwo w dwóch wpisach -> TUTAJ i TUTAJ. Oraz KOREKTORA TARTE - który zdecydowanie wyprzedził moich innych korektorowych faworytów. Szczegółową recenzje znajdziecie TUTAJ.



Na zdjęciu widzicie produkty które nie przesadzam, towarzyszyły mi cały rok. 
Pędzel NANSHY - BLUSH&BRONZE A01. Idealny puchacz którym nałożycie i idealnie rozblendujecie bronzer lub róż. Pędzel którym zdejmiecie równiez nadmiar danego produktu np. rozświetlacza i rozetrzecie każdą niechcianą plamę. Cudo nad cudami. szczegółowy opis zestawu TUTAJ.

L'OREAL - BROWN ARTIST - paletka do brwi w odcieniu neutralnego i chłodnego średniego brązu. Dobrze trzyma się na włoskach a koloryzowany wosk w zestawie dobrze utrzymuje włoski w ryzach. Używałam jej przez ostatnie pół roku dzień w dzień:)
Dwa podkłady, totalnie różne zarówno jesli chodzi o skład, wykończenie i to jak zachowują się na twarzy. Tak bardzo różne a mimo to tak bardzo lubiane. LUMENE-MATTE ODCIEŃ 00 i MAC STUDIO FIX NW10. Kolory podobne do siebie, Lumene nawet odrobinę jaśniejsze i mocniej wpadający w zółte tony to jednak nie zmienia faktu, ze każdy z tych podkładów u mnie wymaga rozjaśnienia- moja ukochana farbką z Hean której zapomniałam ująć na zdjęciu. Lumene ma średnie krycie, prezentuje się na twarzy naturalnie, nie ściera, się nie wchodzi w zmarszczki, pracuje z twarza w ciągu dnia. Mac zastyga ale nie wchodzi w zmarszczki,prezentuje się ładnie, bez efektu maski. Jest to podkład który stosuje na większe wyjścia bo na co dzień jest dla mnie zbyt ciężki.

ZOEVA - 317 WING LINER - mocno ścięty o sprężystym włosiu. doskonały o dziwo nie do malowania kresek a brwi. Ostatnio zakupiłam identyczny egzemplarz kumpeli która stosuje go dokładnie w taki sam sposób :)

Skoro pisałam o podkładach w płynie, nie może zabraknąć również tych których stosowałam codziennie a mowa o minerałach tym razem od marki  ANNABELLE MINERALS. Minerały tej marki są doskonale zmielone, dobrze trzymają się skóry i nie powodują uczucia przesuszenia czy ściągnięcia, no i znalazłam w ich ofercie kolor dla siebie :D



Jesli chodzi o demakijaż to tutaj bezapelacyjnie wygrywają produkty  CZARSZKI - skład, zapach, konsystencja i turbo skuteczność w unicestwianiu wszystkiego, nawet brokatowego i ciężkiego makijażu. Nie będę dziś pisać zbyt wiele ale jest moc, recenzja juz przygotowana i czeka na Was w nieopublikowanych więc w przyszłym tygodniu poczytacie o nich więcej :)



Przejdźmy więc szybkim krokiem do niekosmetycznych ulubieńców. Znajdziecie w nich obowiązkowo moje dwie perełki: ZEGARKI MARKI: ESPRIT I THE FIFTH. Dwaj ulubieńcy których nosiłam na zmianę w zależności od nastroju i pogody :) O zegarkach możecie poczytać więcej TUTAJ.



Skoro pisałam o zegarkach to nie może zabraknąć mojego kolejnego ulubieńca a mianowicie ramiączek marki PROMEES. Firma oferuje przepiękne modele które ożywią zwykle modele biustonoszy. Osobiście uwielbiam te z dużą ilością pasków bo doskonale prezentują się z rozpiętą białą koszulą. Wtedy nie potrzeba już żadnej biżuterii a wygląda to naprawdę niezwykle minimalistycznie i kobieco :Jakość zdecydowanie na plus, posiadałam już ramiączka z wielu firm i te zdecydowanie są wykonane najlepiej, nie mechacą się, nie strzępią. Po miesiącach użytkowania nadal prezentują się jak nówki no i pasują do każdego modelu stanika.




Kolejna moja ciągotka, uwielbiam minimalistyczną, subtelną biżuterię na szyję. SOTHO znam od dawna i mam w swoim posiadaniu dwa modele (trzeci jest w drodze).W tym roku wybitnie często nosiłam "blaszkę" z napisem który totalnie do mnie pasuje TUTAJModele na które trafiłam są dobrej jakości z dobrze wyrytymi literkami. Jestem nimi zauroczona i zachwycona!




Coś co kocham i zawsze sprawia szybsze bicie serca to notesy/ plannery. Ten pochodzi z TK MAXX-a i przetupałam z nim więcej niż pól roku, mimo tego praktycznie nie widać zniszczeń. Okładka skórzana, złota z pięknym tłoczeniem. Uwielbiam notatniki ECCOLO. Na zdjęciu widzicie również  okulary przeciwsłoneczne Ray-Ban Original Wayfarer Classics (2140). Jest to moja druga para RB która zdecydowanie spisuje się lepiej od poprzednika. Okulary świetnie chronią oczy przed promieniami słonecznymi i widzieć lepiej bo wybrałam wersję Polarized.


Dobra Kochani, na tym koniec, tak prezentują się moi ulubieńcy. Jka widzicie różnią się one od ulubieńców pozostałych bloggerek. Nie szłam za modą, wybrałam to co uważam za turbo dobre i sprawdzone. Rzeczy które cieszyły, cieszą i na milion procent nadal będą zasilać moją kosmetyczkę lub cześć garderoby. 

Znacie coś z mojej faworytowej listy?

Czy coś przyciągnęło Waszą uwagę? Dajcie znać bo jestem bardzo ciekawa :)

Ściskam 
Czytaj dalej »

18.01.2018

NAJLEPSZA NATURALNA MASECZKA DO TWARZY-KOI,NAWILŻA,CHRONI/NATURATIV


Markę Naturativ poznałam blisko 2 lata temu, moim pierwszym produktem od nich było rewitalizujące masełko do ciała - tortowa konsystencja o zapachu kokosa z cytryną. Nie było opcji, po takim kosmetyku apetyt na markę wzrósł a w sumie urósł do rangi niemożliwości. Dziś przedstawię Wam produkt do którego powróciłam po blisko roku, nabyłam kolejne opakowanie i rozpoczęłam ponowne testy. Czy żałuje tych zakupów? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie poniżej.
MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIV
MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIV
OD PRODUCENTA
"Maska 360°AOX to kojąco-odbudowujący koktajl antyoksydantów chroniących przed fotostarzeniem się skóry oraz substancji łagodzących, nawilżających, ujędrniających i ochronnych. Maska zawiera: BIO ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego, BIO ekstrakt z korzenia lukrecji, BIO ekstrakt z cytryny, Sok z liści aloesu oraz Pullulan, naturalny polisacharyd, tworzący na powierzchni naskórka odżywczy i napinający film.
Odpowiednia dla każdego rodzaju cery w każdym wieku ale szczególnie dla cery wrażliwej. Bardzo przyjemna również po schłodzeniu w lodówce."


SKŁAD
Aqua, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin*, Pullulan, Xanthan Gum, Ginko Biloba Leaf Extract*, Citrus Limon Friut Extract*, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate, Citric Acid, Parfum, Dehydroacetic Acid, Carrageenan, Citral, Citronellol, Limonene

MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIV
OPAKOWANIE
MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIVMaska nie posiada tekturowego opakowania, trafia do nas bezpośrednio w tubie a dokładniej w opakowaniu typu air-less.Lubię takie opakowania bo są lekkie, sterylne a dodatkowo przyczyniają się do całkowitego zużycia produktu. Zamykane na korek, w środku aplikator o dość dużym i wygodnym otworze.

MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIV



ZAPACH/ KONSYSTENCJA
Świeży i orzeźwiający, dominuje woń cytrusów ale wyczuwalna jest też delikatnie ziołowa nuta. Konsystencja zachwyca,ujęła mnie od pierwszego użycia. Lekka, zbita i żelowata. Schłodzona, otula twarz niczym łagodzący kompres. 

MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIV


SPOSÓB UŻYCIA
Maskę najlepiej nałożyć na czystą, osuszoną twarz, szyję i dekolt. Całość pozostawić na 10-20 minut, po tym czasie pozostałości spłukać czystą, letnią wodą i zastosować dalsze etapy pielęgnacji. Sama nakładam maskę nie tylko na tak krótki czas ale również jako serum na noc. Doskonale wpływa na skórę wokół oczu no i powierzchnię ust. Jeśli lubicie wzmocnić efekt  to nałóżcie na nią maseczkę w płachcie (możecie kupić suche płachty m.in. w drogeriach) i dodatkowo nałożyć na twarz w celu spotęgowania działania. Polecam też schłodzenie maseczki przed jej nałożeniem - pozbędziecie się zapuchnięć błyskawicznie :)


WYDAJNOŚĆ
Tak jak wspomniałam konsystencja żelowata, dosyć zbita zdecydowanie przekłada się na zwiększoną wydajność, do tego dochodzi opakowanie typu air-less i produkt zostaje całkowicie wydobyty z opakowania. Sądzę, że przy stosowaniu 2-3/tydzień i nakładaniu warstwy o średniej grubości opakowanie wystarczy na ok.2-2,5 miesiąca.

MASKA KOJĄCO-LIFTINGUJĄCA 360AOX/NATURATIV
POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
100ml/139zł SKLEP

PODSUMOWANIE 
Przypisuje sobie kojąco-nawilżające oraz liftingujące działanie. Wg producenta ma odprężać, chłodzić oraz relaksować przesuszoną i zmęczoną cerę. Zawiera w sobie kompleks BIO - ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego + korzenia lukrecji+ aloesu+ ekstraktu z cytryny. Jak widać jest bombą cennych antyoksydantów które mają zatrzymać proces fotostarzenia skóry. Maska mogłaby jeszcze gotować i sprzątać i stałaby się idealnym materiałem na męża.. Obietnica producenta brzmi jak magiczne zaklęcie która w tej chwili rozkładam na czynniki pierwsze i robię wnikliwe podsumowanie.

Skład ma przyjemny, zapach nie drażni, formuła totalnie żelowa która wbrew podejrzeniom nie spływa zbyt szybko z dłoni. Maskę należy nakładać grubiej niż cieniej a to ze względu na to,że skóra wsysa ją w całości. Sugeruję więc średnią ilość zostawić na 20 minutowe leżakowanie i co jakiś czas przemasowanie powierzchni skóry. W zależności od nałożonej powłoczki maska może wchłonąć się sama, lub pozostawić po sobie delikatnie lekki i mocno błyszczący film (podejrzewam, że to wynik połączenia się Pullulanu i soku z liści aloesu) który znika zaraz po przemyciu twarzy wodą lub micelem. Maska po zmyciu daje fantastyczne wygładzenie, ( piszę to ze swoich odczuć - posiadacza skóry suchej i turbo wrażliwej) skóra przez to, że jest dobrze nawilżona i odżywiona sprawia wrażenie młodszej, jest pełna blasku, rozświetlenia a w dotyku jakby gęstsza i pełniejsza. Kocham ten stan! osobiście polecam Wam schować ją przed wielkim wyjściem albo właśnie po nieprzespanych nocach w formir na zimno. Wrzucacie ją na 5 minut do lodówki i nakładacie wg schematu - po takim zabiegu zero opuchnięć, brak zaczerwienień.Wyglądacie pięknie i zdrowo, a sam efekt chłodzenia działa niezwykle kojąco i relaksacyjnie.
Czy maska działa liftingująco? Jeśli myślicie, że zrobi efekt z salonu i niczym kosmetyczne żelazko wygładzi wszystko i o 4 cm podniesie kontur twarzy - to nie, tego nie uczyni, ale wprawi Waszą cerę w stan najlepszej kondycji i przez to, że nawilża wygładzi wizualnie zmarszczki. 
Maska w regularnej cenie kosztuje 139zł na szczęście marka lubi promocję i daje spory rabat na pierwsze zakupy więc czekajmy na te "lepsze" chwilę bo wtedy upolujecie ją za ok 64-69zł :) Maskę zużywam z przyjemnością, więc absolutnie nie żałuję tego zakupowego wyboru ;)


Nie jest to jedyny produkt tej marki który tak mocno wkupił się w moje łaski, dlatego obiecuje opisać Wam kilka moich hitów w ciągu najbliższych tygodni, tak aby każda z Was wiedziała co ewentualnie brać pod uwagę :)

Dajcie znać czy stosowałyście coś już tej marki :)

Ściskam ♥



__________________________________________________________
Wiecie, że... kosmetyki Naturativ to tak naprawdę pierwsza - lepsza strony marki Pat&Rub? Firma niestety przeszła wiele nieciekawych chwil z pewną znaną z telewizji Panią która mocno oszukała twórców m.in kradnąc przepisy na kosmetyczne perełki. Marka na szczęście przetrwała, wzmocniła swoje składy i teraz działa pod szyldem Naturativ.

Czytaj dalej »

12.01.2018

FOLIOWE CIENIE MARKI AFFECT/ CZY WARTO JE KUPIĆ ?

Z wiekiem rozbudza się moja srocza natura. O ile we wnętrzach wyzbywam się błyskotek na rzecz stonowanej harmonii to w makijażu lubię zaszaleć - jak nie z szalonym kolorem ust to z intensywnym i mega iskrzącym cieniem. Dziś zaprezentuję Wam prawdziwą petardę - polski cień który niczym nie odbiega jakością od znanych na całym świecie palet. Zobaczcie co dla Was przygotowałam :)
CIEŃ FOLIOWY COLOUR ATACK - Y1026 /AFFECT

CIEŃ FOLIOWY COLOUR ATACK - Y1026 /AFFECT

OD PRODUCENTA

"Cienie foliowe dają na powiece charakterystyczny metaliczny połysk. Obecny w nich kaolin sprawia, że są one łatwe w aplikacji i zapewniają jedwabiste wykończenie. Odpowiednio dobrane proporcje surowców nadają im trwałość i sprawiają, że cienie się nie osypują. Dodatkowym atutem jest subtelny ekskluzywny zapach oraz sproszkowana masa perłowa, która chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem."


SKŁAD
Mica, Titanium Dioxide, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Talc, Polybutene, Kaolin, Phenoxyethanol & Ethylhexylglycerin, Polyethylene, Synthetic Fluorphlogopite, Magnesium Stearate, Synthetic Wax, PTFE, Zinc Stearate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Pearl Powder, Parfum: Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Lilial, Lyral, Alpha-isomethyl ionone, C.I. 15850, C.I. 15880, C.I. 19140, C.I. 42090, C.I. 45410, C.I. 47005, C.I. 73015, C.I. 73360, C.I. 74160, C.I. 75470, C.I. 77007, C.I. 77266, C.I.


OPAKOWANIE
Cień przeznaczony jest do obsadzenia w paletce magnetycznej, dlatego trafia do nas w opakowaniu zastępczym - plastikowym pojemniczku zamykanym na "clicka".

CIEŃ FOLIOWY COLOUR ATACK - Y1026 /AFFECT

ZAPACH/ KONSYSTENCJA/PIGMENTACJA
Tu nie ukrywam jestem bardzo zaskoczona. Rzadko kiedy spotykam się z perfumowanymi cieniami (pomijając TooFaced). Aromat bardzo przypomina mi woń Sunset Beach z Indigo.
Konsystencja jest niesamowita, niezwykle miękka, wręcz masełkowata. Pigmentacja zachwyca, wystarczy odrobinka aby nadać powiece piękne krycie. W zależności od zapotrzebowania możemy uzyskać nim mocny mega błysk lub subtelny opalizujący odcień. Poniżej cień nałożony został bez bazy, na sucho - jedna warstwa. Czy ta pigmentacja nie wygląda bosko?

CIEŃ FOLIOWY COLOUR ATACK - Y1026 /AFFECT
SPOSÓB UŻYCIA
Cień możemy nakładać bezpośrednio na powiekę, stosować z bazą lub pobawić się w aplikację na mokro (zwilżonym pędzelkiem lub z użyciem duraline).


WYDAJNOŚĆ
Zdecydowanie zachwycająca, wprawdzie cieniem ciesze się dopiero od kilkunastu dni i stosowałam go zaledwie kilka razy ale już teraz mogę Wam napisać, że wydajność jest zdumiewająca. Cień jest mocno napigmentowany i mocno masełkowaty a co za tym idzie bardzo wydajny.

POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
2,5g /15zł. Cienie dostępne są głównie w drogeriach internetowych m.in. na MINTISHOPie :)

CIEŃ FOLIOWY COLOUR ATACK - Y1026 /AFFECT


PODSUMOWANIE 
Cień daje na powiece charakterystyczny metaliczny połysk. Nie sprawia problemu w aplikacji, nie osypuje się i zapewnia ładne, miękkie wykończenie. W zależności od zamierzonego efektu końcowego możemy uzyskać nim piękną, mało nasyconą chmurkę lub totalnie napigmentowany błysk. Ładnie osadzają się na powiekach, są trwałe, nie rolują się, nie zbrylają i to nawet bez nakładania bazy. Cienie są pachnące, dla jest to akurat obojętne, chociaż nie - wolę kiedy nie pachną bo to zawsze  jeden chemiczny składnik mniej :) Według producenta zawierają sproszkowaną masę perłową  która chroni naszą skórę przed przedwczesnym  starzeniem - no cóż, pozostawię to bez komentarza :D
Mega podoba mi się fakt, że cień jest w takim skromnym opakowaniu, można go bez problemu wyjąć, umieścić w paletce i skomponować ulubiony zestaw do makijażu :)
Zdecydowanie jestem zadowolona i szczerze polecam Wam zakup akurat tego konkretnego koloru :)

Macie jakieś cienie tej firmy, możecie coś polecić. Dajcie w ogóle znać czy wolicie makijaże metaliczne czy bardziej stawiacie na mat. Sprawdźmy ile jest tu zwolenniczek sroczych makeupów :D

Ściskam ♥ 
Czytaj dalej »

09.01.2018

NOWOŚĆ NA RYNKU-PĘDZEL KTÓRYM WYKONASZ MAKIJAŻ CAŁEJ TWARZY


Niedawno w moje dłonie wpadł pędzel polskiej marki ECOntour - Brush Factory, niby kabuki, ale uczciwie pisze, że to totalnie nietypowy model. Pędzel spełnia rolę wielofunkcyjnego i jak wspomina producent jesteśmy w stanie wykonać nim pełny makijaż twarzy. Jest to możliwe? Czym się różni i czy w ogóle warto poświęcić mu chwilę o tym przeczytacie poniżej.

OD PRODUCENTA
KABUKI/ ECONTOUR-BRUSH FACTORY

OPAKOWANIE
Pędzel trafia do nas w plastikowym opakowaniu na którym widnieją wszelkie potrzebne informacje. Plastikowe pudełeczko nie jest jednak tak ważne jak etui które znajduje się w środku.

KABUKI/ ECONTOUR-BRUSH FACTORY


Etui wykonane jest ze sztywnej, bardzo drobno plecionej siateczki. Całość wykonana jest zaskakująco solidnie i zapinana na metalowy zamek. Pokrowiec niewielkich wymiarów sprawia, że pędzel mieści się w nim idealnie a nawet ma trochę luzu dzięki czemu włosie nie ulega deformacjom nawet w mocno zapchanej kosmetyczce czy torbie.

KABUKI/ ECONTOUR-BRUSH FACTORY
WŁOSIE
Syntetyczne, sprężyste i niezwykle dobrze przycięte. Jestem zaskoczona bo nie spodziewałam się po nim zbyt wiele ale włoski robią pozytywne wrażenie. Nie odkształca się w czasie użytkowania, pranie mu nie groźne :)

KABUKI/ ECONTOUR-BRUSH FACTORY

SPOSÓB UŻYCIA
Pedzel ze względu na swoje unikatowe przycięcie stanowi idealne narzędzie do nałożenia tak naprawdę każdego suchego produktu. Możemy aplikować nim podkład, puder, bronzer, róż a nawet rozświetlacz. Sprawdzi się zarówno przy produktach sypkich jak i tych w kamieniu.

KABUKI/ ECONTOUR-BRUSH FACTORY

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
Cena ok. 24zł/sztukę dostępny m.in. w sieci drogerii Rossmann.


PODSUMOWANIE
Pędzel zaskoczył mnie swoim nietypowym kształtem i zdecydowanie odbiega od popularnych na rynku Kabuki których używałam dotychczas. Szpiczasty czubek dla wielu z Was może wydawać się kłopotliwy ale uwierzcie mi, że to wrażenie znika już po pierwszym użyciu. Pędzel doskonale dociera w miejsca trudno dostępne - problem z aplikacją mineralnego korektora pod oczami czy podkładu w płatkach nosa nie będzie stanowił absolutnie żadnego problemu. Czubek dobrze rozprowadza bronzer pod kością policzkową, brzegi pięknie blendują. Uczciwie pisząc nie spodziewałam się po nim zbyt wiele, bo mimo praktycznego etui, wizualnie nie powala, nie ściąga wszelkich spojrzeń w promieniu tysiąca kilometrów, nie powala luksusowym designem a mimo to szczerze zachęcam Was do sprawdzenia go na sobie bo w praktyce może spokojnie konkurować ze swymi droższymi siostrami innych marek i wcale nie wypada słabiej w rankingach.

KABUKI/ ECONTOUR-BRUSH FACTORYPędzel sprawdza się u mnie w czasie podróży (całe życie na walizkach) spokojnie mogę zaaplikować nim większość produktów do twarzy i mieć pewność, że na twarzy nie powstanie gruba lub nierówna skorupka :) Myślę, że "nowe Kabuki" to taka uniwersalna maszyna- która w mgnieniu oka stworzy ładny makijaż a przy tym zajmie maksymalnie mało miejsca w kosmetyczce.

Ciekawa jestem czy spotkałyście już taki kształt na swojej pędzelkowej drodze, dla mnie  to prawdziwe zaskoczenie :)
Używacie pędzelków Kabuki czy raczej wybieracie standardowe wersje?

Ściskam ♥ 
Czytaj dalej »

06.01.2018

#JAK.BLOGOWAĆ? - UMIEJĘTNE PLANOWANIE WPISÓW

Postanowiłam, że w tym roku oprócz typowo kosmetycznych wpisów będę Wam przemycała  tricki na temat blogowania. Seria będzie się nazywała #JAK.BLOGOWAĆ a wszystkie wpisy z tego działu znajdziecie na dole mojego bloga pod etykietą o tym samym tytule :)

Wpisy będą dotyczyły zarówno strefy samego bloga jak i tej związanej z instagramem i facebookiem.  Będzie o zdjęciach, o szablonach o elementach jakie wpływają na Wasz odbiór w sieci.
Wprawdzie będą to posty bardziej dla ludzi działających w social mediach ale  mam nadzieję, że Ci którzy nie prowadzą swoich stron nie uciekną z krzykiem. Jest to zaledwie nowy dział który zamierzam rozwijać ale nie kosztem obecnej działalności :) Więc zwolennicy naturalnej pielęgnacji oraz fanatycy najlepszej kolorówki nie mają się czego obawiać. 
#JAK.BLOGOWAĆ? - UMIEJĘTNE PLANOWANIE WPISÓW




Dobra Kochani, zaczynamy. W związku z tym, że dopiero co rozpoczął się Nowy Rok warto pomyśleć o działaniu na przyszłe miesiące. Oczywiście nie mam tu na myśli jakichś wydumanych planów, celów które są tak abstrakcyjne, że aż nierealne a  o  umiejętnym planowaniu wpisów. Powiedzmy sobie szczerze, jest to podstawa, totalny banał o którym wie każdy ale również rzecz która kuleje u zdecydowanej większości blogerów. Bo dział influencerów dzieli się na dwie części - ta która planuje, że będzie "planowała" i nigdy tego nie robi  oraz na   drugą która planuje tak skrupulatnie, że skupia się na robotyce zamiast samej treści i spontanie który jednak dodaje życia powstałej treści. Skrajności nie wydają się dobre, jak więc zjeść ciastko i mieć ciastko?

Zacznijmy od tego, że skoro to czytasz zapewne prowadzisz już swoje miejsce w sieci tj. bloga, instagrama, fanpage , może masz swoją stronę na temat danej tematyki - nieistotne, ważne, że jesteś częścią tej medialnej chmury i stanowisz jeden z puzzli owej układanki. Jeśli coś tworzysz, masz za sobą historię z której możesz wyczytać więcej niż myślisz. To taka Twoja wróżbiarska szklana kula więc nigdy nie kasuj tego co stworzyłeś. Nie wstydź się początkowych zdjęć czy nawet chaotycznych treści, jeśli teraz tworzysz coś zupełnie innego - zostaw ten "początek" bo jest to Twój punkt na mapie, który idealnie prezentuje Twój progres. Wyda Ci się to zbyteczne,ale nawet takie wpisy które dla Ciebie być może nic nie znaczą nakreślają Cię w sieci. 

Jeśli blogowanie traktujesz na poważnie, chcesz aby to było Twoje główne źródło utrzymania i zależy Ci na rozwoju to zawsze analizuj, sprawdzaj statystyki, porównuj i wyciągaj wnioski. 
Jeszcze na początku 2017 r. nie zwracałam na to uwagi, nie zastanawiałam się które wpisy interesują Was najbardziej, pisałam z tygodnia na tydzień to co wydawało mi się w miarę rozsądne, często też współprace nadawały pewien tor postów. Od lipca ubiegłego roku postanowiłam totalnie zrzucić kajdany i narzucane z góry schematy. Odcięłam się od toksycznych ludzi, podziękowałam za współpracę kilku firmom. Odetchnęłam i zaczęłam myśleć o sobie, o tym co sprawia mi frajdę, jak to mówi mój ukochany pisarz "wymieniłam filtry w głowie na nowe i czyste" i zaczęłam działać.  Skupiłam się na pisaniu o tym co lubię,co sprawia mi radość i co najważniejsze o tym czym chce się z Wami podzielić. Wydźwięk był zaskakująco pozytywny i bardzo dobrze odebrany. W tym roku postanowiłam, że w dalszym ciągu zmierzam kontynuować bycie sobą, i mimo modzie na bycie "perfekcyjną" nie zamierzam jak niektóre blogerki odgrywać jakiejś roli i tworzyć w mediach zdziwaczałego i totalnie przekłamanego obrazu swojej osoby, ale postanowiłam, że wprowadzę jedną zmianę i zapytam moich czytelników jak to właściwie z nimi jest. Przeprowadziłam więc ankietę w której zapytałam o terminy publikacji, treści a nawet godziny spotkań z nimi podczas nagrywanych livów. I uważam, że nastąpił moment przełomowy bo wiele dały mi te proste badania. 

Bez jakichkolwiek podstępów, machlojek i kupowania statów. Zapytałam otarcie Czytelników czego potrzebują, w jakim czasie i w jakich dniach są w stanie do mnie zajrzeć.Wszystko to zamierzam połączyć z tym co lubię co tworzę, kim jestem. Myślę, że jest to plan doskonały, który przy odpowiednio wcześniejszym przygotowaniu ma szanse wypełnić się doskonale :) 

Jeśli jednak nie należycie do tych twórców internetu którzy robią ankiety to wystarczy zajrzeć w głąb bloga/strony. Spójrzcie na ostatnie 6 miesięcy i sprawdźcie które tematy cieszą się największym zainteresowaniem. Nie chodzi mi tylko o liczbę wejść (no chyba, że dla Was większe znaczenie mają cyfry niż interakcja z czytelnikiem), porównajcie które posty mają najwięcej komentarzy. Co podoba się Waszym czytelnikom. Co ich najbardziej nurtuje. Kiedy zaglądają do Was, w których godzinach.  Oprócz skupiania się na punktach dobrych, zwróćcie uwagę też na wpisy które miały mało odwiedzin, gdzie komentarzy było mniej niż zwykle, które zdjęcia zebrały mniej serduszek. Kiedy zestawicie sobie 5 najlepszych oraz pięć najsłabszych wpisów stanie przed Wami nowy plan działania. Myślę, że na podstawie tych kilku wpisów jesteście w stanie wyciągnąć wnioski które publikacje z jakich tematów-dziedzin oraz w których godzinach będą najprawdopodobniej cieszyły się większą popularnością na Waszym blogu. 

Oczywiście jest to tylko jedna z dróg, sugeruje branie jej pod uwagę ale również nie popadanie ślepo w tej tor, bo jednak cyferki cyferkami ale chyba autentyczność i bycie zgodnym z samym sobą powinno dominować. 

Pamiętajcie, że jesteście autorami i to od Was zależy kiedy dana publikacja wyjdzie. Czytelnik jesli lubi to co tworzycie dotrze do Was zawsze i bez względu na tematykę ale czasami warto ułatwić mu drogę.

Jak więc umiejętnie planować wpisy? 
  • Przygotuj czystą kartkę
  • Dokładnie zapoznaj się ze statystykami swojego miejsca w sieci (odwiedziny, komentarze, najczęściej wyszukiwane hasła) 
  • Porównuj i wyciągaj wnioski
  • Określ najpopularniejszą tematykę
  • Zdecyduj się na określoną liczbę postów w tygodniu
  • Sprecyzuj dni publikacji
  • Jeśli to możliwe publikuj o stałych porach
  • Rozwijaj treści i dziel je na pod tematy
  • Stwórz cykle, działy tematyczne które będą stale wracały
  • Nie lekceważ czytelników - jeśli często pytają o dane zagadnienie uwzględnij je w publikacji


Wydaje się banalnie proste ale tak naprawdę wprowadzenie takiej oczywistości może zamienić się w plan który będzie wygodniejszy zarówno dla Was jak i odbiorców. Szczególnie docenią ten system osoby które tak jak i ja pracują w innych zawodach niż tematyka strony i mają mało czasu na publikacje. Zacznijcie od tych podstawowych kwestii i sami przekonajcie się jak drobna modyfikacja potrafi przepoczwarzyć się w sukces :)

Ściskam!

Czytaj dalej »