17.07.2017

LITRY JADU - #PRYWATNIE O BLOGOSFERZE

Moi Kochani, 
Dzisiejszy post miał zupełnie inaczej wyglądać, czekała na Was recenzja pewnego zagranicznego (jeszcze) produktu ale zważając na to co dzieje się w blogerskim świecie nie mogę przejść obok sprawy obojętnie.



Od paru dni trwa nagonka na "SOS" ( nie zamierzam powielac tematu, nie jest to mój tekst i nie będę ponosiła za niego odpowiedzialności ale dla nie-wtajemniczonych sugeruję zajrzeć do wpisu Rupieciarni). Każdy ma swoje zdanie, jedni negują, drudzy bronią, od zawsze tak było i będzie, że w tłumie znajdziemy zwolenników i przeciwników. Nie podoba mi się jednak fakt podwieszania, komentowania i na siłę wciskania innym swoich racji. Mam na myśli  osoby które widząc post Rudej, domagają się kolejnego SHITSZTORMU  łapią swymi mackami zagadnienie i wyciskają najgorsze fekalia  aby rozruszać licznik swojego miejsca w sieci. 
Czy na tym polega bloggowanie?  Aby kraść pomysły, aby żerować na odwadze lub głupocie innych? Aby przytaczać czyjeś słowa, zgapiać i wchodzić w tą samą skórę? Czasami mam wrażenie, że ludzie postradali zmysły, nie kierują się żadnym systemem wartości, nie liczy się z tym co dany człowiek czuję... liczą się staty, UU i złote monety.  Jakby tego było mało całość musi zostać przyprószona jak u Magdy Gessler pierzynką chamstwa i pseudo pewności siebie (jestem zmuszona podkreślić PSEUDO) ponieważ w większości przypadków to tylko poza, wspaniała rama która widnieje tylko na pokaz medialnego świata.  
Patrząc na całą sytuację mam jedno skojarzenie, scenę z mojego ulubionego filmu (książki) w którym postać grana przez Edwarda Nortona wypowiada słowa:

Jesteśmy niewolnikami w białych koszulach. Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami. Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno. Jesteśmy średnimi dziećmi historii. Nie mamy celu ani miejsca. Nie mamy wielkiej wojny, wielkiej depresji. Naszą wielką wojną jest wojna duchowa. Naszą wielką depresją jest życie. Zostaliśmy wychowani w duchu telewizji, wierząc, że pewnego dnia będziemy milionerami, bogami ekranu. Ale tak się nie stanie. Powoli to sobie uświadamiamy. I jesteśmy bardzo, bardzo wkurzeni.


Blogerzy też są wkurzeni, szczególnie kiedy widzą niepowodzenia, albo wróć... własny stan zawieszenia i sukces innych. Boli, bo pragnienia przewyższają a możliwości nadal blokują "betonowe" social buty. Bloggosfera to miejsce w którym większość (ale na szczęście nie wszyscy) przesiąkła toksyną, siedzi w oparach jadu, próbuje skłócać otoczenie albo robić z siebie ofiarę. Kopać dołki i podpierdalać do innych, bawić się niczym dzieci w sklejanie i photoshopowanie prtscrenów, modyfikację rozmów i zabawę w po trupach do celu. Klany które się nie lubią oficjalnie (te akurat mega szanuję za konsekwencję) i te które smarują sobie tyłki a gdy przychodzi co do czego tulą się w geście braterstwa i  sprawiają wrażenie jakby przyjaźń własnie wkroczyła na znacznie wyższy level. Obłuda, obłuda i jeszcze raz fejk. Mensa wykazuje u mnie wysoki poziom IQ a jednak nie jestem w stanie tego ogarnąć. Bo jak wytłumaczyć kogoś kto fałszem otula się jak zdobną chustą, eksponując ją w każdy możliwy sposób z uśmiechem na ustach... Słabe, naprawdę tanie i bez klasy.

Twórcy internetu wielokrotnie, powielają treści, szczególnie gdy temat "chwycił". Robią to bezmyślnie, traktują dany adres bloga jak zwyczajną stronę, nikt nie myśli o tym, że za każdym wpisem stoi inna żywa osoba która w zależności od wychowania i innych czynników kulturowych w okresie dojrzewania, literatury może muzyki jest bardziej lub mniej uwrażliwiona. Skupiamy się na cyfrach, nie żywych istotach... Nie ponosimy odpowiedzialności za teksty, za słowa - "łatwo przyszło, łatwo poszło" a tak naprawdę nie wiemy kto w danej chwili trafia do nas, a w sumie do kogo my trafimy w danej chwili... może jest to czyjaś matka, dziecko, osoba z zaburzeniami depresyjnymi a może rówieśnik lub szef głównego bohatera tekstu - życie bywa ciężkie więc nie dopieprzajmy innym tylko dlatego aby przez moment pobrylować w medialnym światku. Zajmijmy się sobą, jeśli ktoś nam nie odpowiada zrezygnujmy z tych kontaktów, nie róbmy publicznej dramy, cały świat nie musi Ci współczuć lub gratulować. Spokój w głowach  to najlepsze lekarstwo na każdą bolączkę :) 
Na koniec ostatni cytat:
W samolotach wszystko jest jednorazowe, ludzie też. Tacy jednorazowi przyjaciele

Róbmy wszystko, aby to co sobą reprezentujemy, było spójne z nami, aby nasze otoczenie nie przypominały wnętrza "samolotu", może dzięki temu unikniemy kolejnej katastrofy a czytelnicy nie będą musieli wpadać do Ciebie okazjonalnie i to tylko wtedy gdy  zamierzasz spuścić ryzykancki lincz.



***Czytelniku, jeśli czytając to choć raz zastanowiłeś się czy tekst nie jest o Tobie, zastanów się nad sobą. Może to pora zacząć traktować innych tak jakbyś sam chciał być potraktowany.


Oryginalności w tekstach i większego dystansu do świata Wam życzę. Dobrej Nocy.
Buźka!
Czytaj dalej »

10.07.2017

KOREAŃSKI DEMAKIJAŻ /SKIN79


Witajcie Kochani,
Niedawno mieliście okazję poznać mojego drogeryjnego faworyta w dziedzinie miceli. Wiem, że dla osób z cerą problematyczną, tłustą czy mieszaną micel + żel to czasami za mało. Dziś polecam produkt azjatycki który w sposób szybki poradzi sobie z unicestwieniem każdego, nawet ciężkiego i długotrwałego make-upu. To co zaczynamy?









 


WERSJA/ TESTOWANY PRODUKT 
YUM YUM CLEANSER LEMON/ SKIN79
SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKI



OD PRODUCENTA 

Nowa linia Natural 98 czerpie swą siłę z bogactw Natury. Wyjątkowa formuła odżywia skórę już na etapie demakijażu. 66% musu o energetyzującym, cytrusowym zapachu to wyciąg z soku cytryny, który pobudza, rozjaśnia, działa kojąco i ściągająco, ma też silne działanie antyoksydacyjne. Zawiera kwas askorbinowy (witamina C), witaminę A, B i PP oraz kwasy organiczne. Wygładza skórę, zmiękcza ją i dezynfekuje. Mus zawiera w sobie 6 ekstraktów roślinnych i aż 15 naturalnych olejów. Doskonale oczyszcza skórę z makijażu i sebum bez konieczności podwójnego mycia twarzy. Ma lekko kwaśne pH 5, nie narusza bariery ochronnej. Polecany do cery poszarzałej, zmęczonej, z plamami pigmentacyjnymi. Sprawdzi się przy cerze tłustej a także przy skórze z aktywnymi naczynkami. * Yum Yum Cleanser najlepiej przechowywać w chłodnym pomieszczeniu.

SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKI







SKŁAD  
SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKINie wiem czy też to dostrzegacie, ale mam wrażenie, że od kiedy Skin79 zmienił swoje logo to kosmetyki również polepszyły się w składzie - dostrzegam w nich zwiększoną ilość substancji naturalnych. Cytrynowa wersja czyścika zawiera w sobie ekstrakt z nasion łzawicy (chiński jęczmień perłowy), 15 olejków m.in. - Yuzu, arganowy, eukaliptusowy, geraniowy, rumiankowy, słonecznikowy, bazyliowy, limonkowy, z pestek pomarańczy z kamelii japońskiej, jagodlinu wonnego oraz 6 ekstraktów roślinnych z aloesu, bergamotki, eukaliptusa, forsycji, frezji, rozmarynu... Warto wspomnieć, że 66% stanowi wyciąg soku z cytryny.

SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKI


OPAKOWANIE   
Yum Yum Cleanser trafia do nas w sztywnym tekturowym kartoniku, jego szata graficzna powala, designerskie wzornictwo, ciekawe fonty i nie banalne rysunki prezentują się doskonale pudełeczko przyciąga uwagę i krzyczy "weź mnie ze sobą do domu".

SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKIGdyby jednak nie przekonał Was tekturowy garniturek polecam zajrzeć do środka. W boxie znajdziecie duży słoiczek wykonany z grubego solidnego plastiku. Zamykany jest na metalowe uchwyty bardzo charakterystyczne dla spiżarkowych weków. Całość niesamowicie cieszy oko, jest wygodna i niezwykle higieniczna a wszystko za sprawą solidnego i szczelnego domknięcia, nakładki zabezpieczającej oraz szpatułki dzięki której łatwiej nam będzie dozować piankę. Dzięki dystrybutorowi, kosmetyk posiada etykietkę z polskim opisem na którym przeczytamy o specyfikacji YYCL.

SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKI




SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKI



ZAPACH/ KONSYSTENCJA
Aromat energetyzujący, mydlano-limonkowy. Konsystencja to coś co niewątpliwie zaskakuje. Wizualnie-zbity twarożek, w dotyku - puszysta pianka, pod wpływem masażu nabiera gęstości - staje się bardziej kremowa a po dodaniu wody przepoczwarza się w lekką i obfitą pianę. Dosłownie magia!
SKIN79 YUM YUM CLEANSER LEMON AZJATYCKIE KOSMETYKI
 

SPOSÓB UŻYCIA  
Kosmetyk nakładamy na suchą, nie poddaną demakijażowi skórę. Aplikujemy równomiernie wykonując delikatny masaż, następnie zwilżamy dłonie wodą i ponownie masujemy. Pod opuszkami powinna wytworzyć się piana która ładnie rozpuszcza makijaż, oczyszcza cerę z nadmiaru sebum i zanieczyszczeń. Piankę ściągamy wacikiem a pozostałości zmywamy wodą.

SKIN79, YUM YUM CLEANSER LEMON, demakijaż, etapy koreańskiej pielęgnacji, zmywanie czyścikiem, serek w pojemniczku





CENA/DOSTĘPNOŚĆ
79zł/ 100g -SKIN79. Produkt w zależności od miejsca różni się ceną np. w Douglasie kosztuje 82zł.

SKIN79, YUM YUM CLEANSER LEMON, demakijaż, etapy koreańskiej pielęgnacji, zmywanie czyścikiem, serek w pojemniczku




PODSUMOWUJĄC
Czyścik nakładam na twarz zgodnie z wytycznymi producenta. Nabieram na szpatułkę niewielka ilość pianki i rozprowadzam ją kolistymi ruchami po twarzy. W chwili zwilżenia dłoni treściwa konsystencja zmienia się w puszystą piankę która w trakcie masowania potrafi zwiększyć się dwukrotnie. Polecam więc nabieranie naprawdę malutkiej ilości aby uniknąć kilkunastominutowego opłukiwania (pierwszy raz przeholowałam i dobre 10 minut zajęło mi samo spłukanie twarzy). Zawsze lepiej dołożyć produkt niż przedobrzyć. Cerę mam delikatną, wrażliwą i tak naprawdę wszystko ją albo podrażnia albo zapycha-ot taki defekt Pierwszemu użyciu niestety towarzyszyło delikatne uczucie ściągnięcia, podejrzewam, że było to związane ze zbyt dużą ilością zaaplikowanego kosmetyku na twarz, kolejne podejścia to znacznie zmniejszona dawka a i efekt totalnie zachwycający. Makijaż twarzy zmyty błyskawicznie, cera dokładnie oczyszczona, zero zaczerwienienia, napięcia, przesuszenia czy pieczenia. Cera jest rozświetlona, wygląda zdrowo a w dotyku jest niezwykle gładka. Jeśli chodzi o demakijaż oczu - kosmetyk daje radę, sumiennie oczyszcza włoski z tuszu ale z racji na moje totalnie delikatne oczy - rzęsy i eyeliner zmywam tylko olejem i płynem micelarnym. YYCL świetnie spisuje się też do zmywania filtrów przeciwsłonecznych oraz tłustych oliwek :)

SKIN79, YUM YUM CLEANSER LEMON, demakijaż, etapy koreańskiej pielęgnacji, zmywanie czyścikiem, serek w pojemniczku
Na koniec dodam, że kosmetyk jest testowany dermatologicznie a marka Skin79 nie testuje swoich produktów na zwierzętach.


Wiem, że mus popularny był swojego czasu wśród blogerek, jestem ciekawa czy wpadł już w Wasze dłonie i czy nasze zdanie na jego temat jest podobne. Dajcie znać co myślicie o tego typu konsystencjach do demakijażu :)

Ściskam  

Czytaj dalej »

05.07.2017

#HAUL ZAKUPOWY-NOWOŚCI/LIPIEC 2017


Witajcie Kochani,
Dziś przychodzę do Was z wpisem który tak bardzo lubicie: zakupy, prezenty czyli ogólnie pojęte nowości. Uwaga, uwaga przed Wami mazgoowy #HAUL ZAKUPOWY!

#NOWOŚCI LIPIEC - CZERWIEC 2017

ZACZNIJMY OD PIELĘGNACJI



VIANEK
W moje łapki wpadły tym razem produkty do cery, włosów i dłoni.Nowości marki - maseczki do twarzy - normalizująca ( cera tłusta + normalna) i wzmacniająca (cera naczynkowa). Moja cera jest delikatna, wrażliwa i sucha, szybko ulega zaczerwienieniom. Mam nadzieję,że wersja filetowa ładnie ukoi cerę a zieloną zostawię w pogotowaniu gdy dopadną Lublin fale upałów. Oprócz masek w kolejce do testów czekają: nawilżający szampon do włosów suchych i normalnych (niebieska seria).
oraz normalizujący tonik - wcierka do skóry głowy (zielona wcierka). Krem do rąk z ekstraktem z chmielu wrzuciłam dziś do torby, jutro zaczynam testowanie :)
 


OIL FOR LIFE 
Podczas Targów Beauty Days odkryłam małe naturalne stoisko. Przy wspaniale zaopatrzonej szafie właściciel firmy Oil for Life z ogromną pasją opowiadała o idei swojej marki  ("innowacyjne kosmetyki naturalne w przystępnych cenach"). Z pełną ekscytacją prezentował produkty, wspominał o pochodzeniu składników sposobie aplikacji a także efekcie na skórze. Niebanalne kompozycje zapachowe np. ogórek melon, czy kokosowe maski peel -off to tylko parę propozycji, sama wybrałam peelingi solne (bo z cukrowymi się nie lubię) - EGZOTYCZNY oraz Z CZERWONYCH WINOGRON :) 







BANDI
Zestaw kosmetyków od marki Bandi w skład którego wchodzą: - opalające mleczko do ciała pod prysznic, balsam regenerująco-ochronny z SPF30 , krem intensywnie nawilżający. Mleczko stosuje moja mama - zapach jest niesamowity. Sama sięgnęłam po balsam z spf i jestem zaskoczona bo sprawuje się bardzo przyzwoicie, póki co bez zachwytów, bo za szybko na ekscytacje ale  jestem bardzo zadowolona z efektu, jeśli nadal będzie się spisywał tak dobrze, to zdecydowanie będę go polecać w przyszłości :) Krem czeka w kolejce...






NOVACLEAR
Marka którą poznałam dzięki ZBLOGOWANI. Trzy produkty pielęgnacyjne która doskonale spisują się na skórze wymagającej - suchej, wrazliwej i stale podrażnionej. Żel nie ściąga skóry, krem mimo specyficznej konsystencji spełnia swoje obietnice nad wyraz dobrze natomiast micel dobrze zmywa nawet oczy nie powodując pieczenia. Wprawdzie miałam tylko o nich wspomnieć a  nie przemieniać opis samych produktów w recenzję ale są świetne, kosmetyki zaskoczyły mnie pozytywnie. 







EVELINE
Marka podesłała nam sporą paczkę po zakończonej konferencji MB. Każda z nas otrzymała inną paczuchę, jedni obfitą w kolorówkę inni w pielęgnację. Do mnie trafiła oczywiście wersja ze smarowidełkami :) Moim zdaniem marka ma sporo produktów słabych, a może pisząc bardziej precyzyjnie przeciętnych, które niczym nie wyróżniają się na rynku, trafiają się też perełki które zachwycają i błyskawicznie trafiają do grona ulubieńców ( zajrzyjcie tutaj->  ). Mascary, balsamy do ciała czy tak jak ostatnio odkryłam płyn micelarny to produkty które mogę polecić z czystym sumieniem :) Tym razem w moje ręce wpadł balsam do ciała, maseczka oczyszczająca z aktywnym węglem, krem o żelowej formule, oraz kolejny wyszczuplacz tym razem z kofeiną ( ). 




BALSAM EVELINE MALINA NORDYCKA



PALMER'S
Kokosanka dla ciała i włosów. Maska proteinowa oraz balsam który musiałam już sprawdzić, bardzo przyjemna konsystencja i oryginalny aromat tylko potęgują dobry stopień wygładzenia i nawilżenia :)




COSNATURE
Marka którą odkryłam na jesiennym SOB. Niemiecka firma która stawia na naturę najwyższej jakości. Kosmetyki posiadają certyfikaty NATRUE ( brak sztucznych składników, wazeliby, silikonów, parabenów, PEG-ów, olejów mineralnych, syntetycznych zagęstników, etanoloamin,  SLS,SLES i EDTA). Sa doskonałe dla wegan bowiem nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego a dodatkowo żaden zwierzak nie ucierpiał ani nie został wciągnięty do testów. O czy jeszcze warto wspomnień? Opakowania są w 100% biodegradowalne a cena  znacząco odbiega od cen "eco"pielęgnacji - oczywiście na korzyść portfela :) Produkty dostać możecie m.in w HEBE :)
Obecnie stosuję Maskę avocado, Serum Rokietnikowe, Kokosowo-migdałowy olejek do masażu oraz masełko z masłem shea ( to już moje drugie opakowanie :) )

COSNATURE NATURALNE KOSMETYKI
COSNATURE NATURALNE KOSMETYKI
COSNATURE NATURALNE KOSMETYKI


SORAYA 
Seria Ideal Beauty to prezenty z Meet Beauty, nie ukrywam już dawno nie stosuję drogeryjnych kremów, ogólnie bardzo wybiórczo stosuje kremy - chyba, że naturalne lub te azjatyckie o dobrym składzie. Nie wiem czy będę ich używać, całkiem możliwe, że powędrują dla Was na rozdanie :)






SORAYA IDEAL BEAUTY












MAMA'S

Marka stworzona na potrzeby przyszłych mam. W ofercie mają sporo specyfików pomagających pielęgnować ciało kobiet w ciąży. Wprawdzie jeszcze nie zamierzam zostać mateczką, rozstępów nie posiadam, ale każdy dobry nawilżacz jest u mnie na wagę złota. Krem do biustu chętnie zastosuję :) O przebiegach testów oczywiście będę Was informowała :)

MAMA'S KREM NA BIUST, KREM NA ROZSTĘPY



LIRENE
Ci którzy czytają mojego bloga lub podglądają mnie na instagramie wiedzą,że serum to podstawa mojej pielęgnacji. Olejowe na noc, wodniste rano pod makijaż. Zazwyczaj wybieram naturalne wersję, ewentualnie te z Holika Holika lub Nature Republic. Nigdy nie stosowałam produktów Lirene do twarzy więc z ogromną ciekawością przetestuje gagatka :)
Multi-regenerujący balsam do ciała z minerały z Morza Martwego - stosuje od paru dni, piękny zapach, przyjemne uczucie nawilżenia- stosuję z przyjemnością, szczególnie w te cieplejsze dni :)

LIRENE C+D SERUM

MINERAŁY Z MORZA MARTWEGO, LIRENE




BIELENDA
Jeśli chodzi o multiwitaminową esencję to nie wiem co myśleć, życie nauczyło mnie zasady: "coś do wszystkiego więc jest do niczego" ale oczywiście nie mogę zakładać niepowodzenia przed użyciem. Na dniach otworzę butlę, przetestuję i pochwalę się Wam swoją opinią :)
Węglowy żel miałam okazję stosować dziś rano, karbonowa czerń produktu całkiem przyjemnie się pieni, nie powoduję ściągnięcia, po jednorazowym użyciu nie mogę napisać nic więcej :)


MULTI ESSENCE BIELENDA

CARBO DTOX, OCZYSZCZANIE WĘGLEM, BIELENDA 


LAB.ONE
Kremy z serii No.1 Hydration - do twarzy na dzień i na noc. O tych produktach słyszałam wiele pozytywnych jak i negatywnych opinii, jako,że nieufne ze mnie stworzenie oczywiście muszę przekonać się na własnej skórze i sama stwierdzić ile dobroci drzemie w tych kosmetykach i czy nie spowodują na mojej cerze szkód. Na wyniki testów musicie jednak poczekać, najpierw czeka mnie wydenkowanie produktów których stosuję obecnie :)





 ALMA K
Czyli kosmetyki mineralne z Morza Martwego. Krem  zawiera masło z nasion kakaowca, regenerujący olejek z dzikiej róży oraz minerały z Morza Martwego. O dziwo nie wyczuwam w nim dzikiej rózy- i dobrze, bo ten aromat powoduje u mnie szczękościsk i odruchy mało sprzyjające.Aromat kremu jest piękny a nawilżenie jakie pozostawia ten krem po wmasowaniu w zachwyca nawet mnie i moją suchą skórę.






TOŁPA
Uwaga będę narzekała, tołpę znam i od kilku lat podchodzę do ich kosmetyków- niestety ilość produktów która się u mnie nie sprawdziła jest prawie 100% przez co dystans do tej marki jest ogromny i szacowałabym go do długości Muru Chińskiego. Od blisko 6 miesięcy sama nie sięgam po "nowości" marki bo wszystko trafia do bubli i muszę martwić się aby zużyć te kosmetyki w jakiś inny, nie zamierzony przez producenta sposób. MB podarowało mi żel do mycia twarzy, żele lubię ale naprawdę, jeśli kosmetyk się nie sprawdzi będzie to moje ostatnie podejście do marki.





L'OREAL
Niedawno w Rossmannie była promocja 2+2 na pielęgnację, z racji tego, że moja mama stosuję już od dawna kremy z serii LASER do cery +50, nabyłam więc dla niej krem do twarzy na dzień+ na noc+ pod oczy, brakowało jednego produkty więc wybrałam serum p/starzeniowe do cery+35 :) Wprawdzie mój wiek dopiero dobija do 30stki, ale nigdy nie wierzyłam w cyferki na opakowaniach. Serum jest mocno wodniste, posiada pipetkę i nakładam go na szyję i dekolt o poranku - jestem zadowolona :)




PIELĘGNACJA WŁOSÓW


WS ACADEMY
Podczas MeetBeauty miałyśmy okazję poznać Andrzeja Wierzbickiego, okazał się przesympatycznym facetem ( ale o tym może innym razem). Oprócz krótkiej rozmowy z połówką Ostrego Cięcia skorzystałyśmy z konsultacji fryzjerskiej w której specjaliści zasugerowali nam odpowiedni rodzaj pielęgnacji, strzyżenie a nawet odcień ;) Według specjalistów powinnam nosić swoje naturalne fale i pożegnać się z prostownicą bo w takich włosach wyglądam podobno najkorzystniej :) Co do koloru zdania były podzielone naturalna czerń, chłodny brąz, siwizna, metaliczny pudrowy fiolet ewentualnie metaliczna mocca. Pomijając kolor każdy z trzech specjalistów był zgodny - włosy wymagają dużej ochrony przeciwsłonecznej i nawilżenia. Polecona została mi seria odzywczo-regenerująca z papają, mango, marakują i keratyną. Na moje potrzeby został stworzony szampon z najbardziej interesującymi mnie składnikami. Wybrałam zapach paczula, chociaż niesamowicie kusił mnie eukaliptus :)






O'RIGHT
Marka która zapragnęła być chyba najbardziej ekologiczną firmą na rynku fryzjerskim. Kosmetyki w swoich składach nie zawierają składników szkodliwych dla środowiska, dodatków chemicznych, takich jak: parabeny, siarczany, ftalany, formaldehyd, pochodna tlenku etylenu, barwniki,wypełniacze (DEA). Marka O’right w swojej ofercie posiada szampony do włosów o pojemności 1000ml, w których w dnie znajduje się ziarenko. Po zużyciu szamponu zakopujemy całą butelkę w ogrodzie. Materiał, z którego jest zrobiona szybko ulega rozkładowi (opakowania pochodzą w 100% z przetworzonych fusów kawowych, żadne barwniki nie są dodawane bo kolor butelek to w 100% naturalny kolor kawy) a z ziarenka kiełkuje nowe drzewko.
Szampon stosuję namiętnie, na dniach możecie spodziewać się jego recenzji :)



PIELĘGNACJA PAZNOKCI

Delia podarowało mi preparaty do paznokci - żel do usuwania skórek oraz serum z olejkiem migdałowym. Piekne opakowania, wygodne pędzelki., serum pachnie przyjemnie, ładnie zabezpiecza skórę ale to co robi preparat do usuwania to prawdziwa magia ! Nie jestem ekspertem w tej tematyce ale jest to najlepszy preparat z tych jakie miałam okazję stosować (ale zaznacz nie stosowałam ich wiele). 

Dermo Future i Eveline - dwie marki, dwie różne odzywki zmierzam stosować jedna na jednej dłoni, drugą na drugiej i po miesiącu zrobić zestawienie jak owe odżywki wpłynęły na jakość płytki paznokciowej. Na chwilę obecną dostrzegam różnicę co do pojemności, wielkość pędzelka. Skład i zapach mają bardzo podobny.

NeoNail - dwa piękne lakiery do tworzenia manicure akwarelowego. Miałam okazje bawić się tym na warsztatach marki i przyznam szczerzę, że spodobał mi się ten efekt :)

LAKIER HYBRYDOWY, NOWOŚĆ, MANICURE, MANI, AQUARELLE, AKWARELOWE MANI,







KOSMETYKI KOLOROWE


PIERRE RENE PROFESSIONAL
Kolejna paczuszka którą przywiozłam z Meet Beauty- znalazłam w niej kilka produktów: bazę rozświetlającą, eyeliner oraz pomadkę w moim ulubionym czerwonym odcieniu :)


BAZA ROZŚWIETLAJĄCA, PIERRE RENE, CZEROWNA POMADKA MATOWA

SLIM LIPSTICK PIERRE RENE, CZEROWNA POMADKA MATOWA



GOLDEN ROSE
Nowości - kredki do konturowania twarzy - prezent z MB. Nie ruszane, nie otwierane ponieważ kolorystyka zupełnie nie dla mojej cery, podejrzewam, że wrzucę je do kuferka na rozdanie :) Poniżej kolejna już pomadka z serii Longstay oraz bezbarwny primer który pięknie wygładza i nawilża usta.

KREDKI DO KONTUROWANIA NA MOKRO, GOLDEN ROSE







GOSH

Paletka cieni do brwi, dośyć chłodne odcienie, pojemność zadowalająca a sam design przepiękny! Tak bardzo "mój" :)

BROW KIT GOSH. PALETKA CIENI

DEVINAH COSMETICS

Nie byłabym sobą gdybym nie zakupiła cieni migoczących jak miliony monet. Rozpoczęłam przygodę z marką Devinah Cosmetics i przepadłam! Masełkowata konsystencja (bardzo zbliżona do COLOURPOP), obłędna pigmentacja i hollywoodzki błysk sprawiają, że pokochałam te Cienie już od pierwszego użycia. Trwałe, zero osypek, a w połączeniu z Duraline są trwałe nawet na jakółce przez 14h. Zdecydowanie dokupi,ę kolejne!

DEVIDAH COSMETICS, METALICZNE CIENIE, NAJPIĘKNIEJSZE CIENIE




CASHMERE
Dwa produkty do modelowania twarzy: stick konturujący oraz rozświetlacz w pięknym odcieniu, niestety troszeczkę za ciemnym dla mnie :( ale tafla jest niesamowita, wygląda szlachetnie i bardzo naturalnie. Jeśli jesteście posiadaczkami cery od jasnej do ciemnej to spokojnie możecie brać go w bez większego zastanowienia - zachwyt pod niebiosa!





BOURJOIS
Pomadki z serii Rouge Edition Velvet charakteryzuje satynowe wykończenie oraz kremowa dosyć dobrze rozprowadzajaca się konsystencja. Mam w swojej kolekcji barw już 3 odcienie, teraz zapragnęłam mieć kolejny. O ile moim totalnym faworytem jest odcień 10 a nastepnie numer 03 tak 02 okazała się totalnym niewypałem który okrutnie rozwarstwia się i sciera się z ust sam, bez najmniejszej pomocy. Kolor numer 14 spacerował za mną już dłuższy czas, nie mogłam się oprzeć kiedy znalazłam ją w cenie zmniejszonej o -60%. I tak weszłam w posiadanie Plum Plum Girl. Koloru który niczym kameleon zmienia swoją pigmentację w zależności od ilości warstw - jedna - nieoczywisty malinowy fiolet, dwie- ciemny burgund :)

ROGUE EDITION VELVET, BOURJOIS, PLUM PLUM GIRL, SATYNOWE WYKOŃCZENIE, MATOWA POMADKA





INGLOT
Pisałam już o nich na instagramie - kolejne opakowanie Duraline oraz kolejny puder do konturowania o numerze 505. Niezastąpiona dwójka, do której stale wracam.

PUDER KONTURUJĄCY, INGLOT WARTO? DURALINE


 
MAC
Uległam i zakupiłam ponownie po roku StudioFIX. Nie powinnam bo odcień NW10 jest dla mnie sporo za ciemny ale efekt jaki daje na skórze jest tak ładny, że ponownie wybrałam go w szafie. Na szczęście nadal posiadam białą farbką z NYX-a więc ratuje się jak potrafię :)
Dodatkowo dokupiłam w Macu pompkę, dzięki temu zużywam mniej podkładu bo mam większą kontrolę nad dozowaniem.

PODKŁAD TRWAŁY, MAC PODKŁAD, WARTO KUPIC?



ZAPACHY
Ziołowy aromat marki LATOILLE5, tak to dokłądnie Ci sami którzy zajmują się produkcją aromatycznych kremów o bardzo naturalnym i bogatym składzie (pisałam o nich tutaj).
Akurat ten aromat jest świezy ale mocno ziołowy, idealnie spisuje się wieczorami, świeża pościel z takim aromatem wpływa kojąco na wszelkie bóle, szczególnie te migrenowe oraz sprzyja relaksowi. Dzięki nim zdecydowanie szybciej zasypiam.

LATOILLE5 PERFUMY, NATURALNE PERFUMY,







Dobrze Kochani, koniec nowości- choć jeśli mam być totalnie szczera, to jeszcze nie wszystkie skarby jakie zasiliły me konto w przeciągu ostatnich tygodni, post jednak waży tak dużo, że więcej nie udźwignie. W obawie,że blog za chwilę ulegnie detonacji lub padnie z przesilenia poprzestaję na tym. Zastanawiam się czy jest chodź jedna rzecz która zainteresowała Was w tym zestawieniu :)

Ściskam 


Czytaj dalej »