16.11.2017

HAUL KOSMETYCZNY - POZNAJCIE NOWOŚCI LISTOPADA!

Połowa miesiąca za nami pora więc przedstawić Wam nowości listopada. Dzisiaj zaprezentuję Wam kosmetyki które ostatnio zasiliły moją kosmetyczkę. Sporo produktów zarówno z pielęgnacji jak i kolorówki.




Aksamitny balsam do mycia cery normalnej. Turbo energetyzujący aromat pomarańczy niesamowicie esencjonalny. Konkretny zmywak o totalnie nietypowej formule, nie chce tu Wam go recenzować ale testuje już 3 tygodnie i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Wpis z recenzją ukaże się na dniach.

czarszka, balsam czarszki, skóra normalna, aksamitny balsam myjący



RAPAN BEAUTY
Moje drugie opakowanie maseczki od Rapan Beauty. Mała firma której życzę jak najlepiej, skład fantastyczny, jakość powalająca, obietnice producenta spełnione totalnie. Szykuje dla Was wpis o niej bo zdecydowanie warto poświęcić im dłuższą uwagę i to pisze osoba która dotychczas z glinkami była na bakier a każda glinka po dwóch użyciach lądowała w koszu. Z tą łączy mnie bliska, ciepła relacja :)

rapan beauty glinka, maska do twarzy, glinka syberyjska, niebieska, smocza krew, owoc yuzu ceramide


Vis Plantis - olejek arganowy i szampon do włosów słabych i wypadających. Fajne składy zobaczymy jak będą się sprawdzać, przetestuje z przyjemnością :)






DERMOFUTURE
Markę znam bardzo dobrze, testowałam ich większość produktów, nadal niezbadana jest odżywka KERATIN POWER. Ostatnio baza Semilaca zrobiła mi mały armagedon na płytce, więc te 3 wolne dni poświęcę na systemetyczne nakładanie odżywki. Zobaczymy jak się spisze to małe, miedziane cacko :)












NACOMI
Marka Nacomi to kolejna firma którą znam dosyć dobrze, przetestowałam już znaczący asortyment ich sklepu a ostatnio spory entuzjazm wzbudziła we mnie borówkowa maska algowa, tym razem postawiłam na wersję anti-age z żurawiną. Dziś pierwszy raz nałożę ją na skórę, będę informować jak się spisuję i czy jest równie dobra jak jej jagodowa siostra :)

algowa maska zurawinowa









Rzadko kiedy sięgam po kremy nie naturalne ale z tym małym kapsułkowym hydro sorbetem pierwszy raz miałam okazję spotkać się na See Bloggers w Gdyni 2017 r. i przyznam szczerze, że zarówno designerskie opakowanie jak i lekka formuła skusiły mnie do odpieczętowania podarunku od marki AA. Wprawdzie nadchodzi zima, ale póki jeszcze temperatura nie wskazuje "mniej niż zerooo..." to zdecydowanie spróbuję go po-testować. O tym czy zapycha i czy nadaje się pod makijaż będę informowała już  niebawem :)

aa hydro sorbet, krem lekki

Olejek do ust, przyznam szczerze, że odzwyczaiłam się już od olejkowych gotowców marek drogeryjnych. Zazwyczaj wybieram do ust Eosa,albo robię swoją miksturkę na bazie olejków i masła shea, ale ten  produkt wygląda zaskakująco dobrze, więc będzie idealny na dzień do pracy, wrzuciłam go już do kieszonki medycznego fartuszka i testuję od 3 dni :)





DELIA
Marka w ubiegłym tygodniu obdarowała mnie paczką niespodzianką, znalazłam w niej potężną porcję demakijażowych produktów, mleczka, płyny dwufazowe, woda micelarna, olejek.. Jest tego sporo, ale dopiero rozpoczęłam testy więc zbyt wiele nie napiszę o ich skuteczności :)



Spotkanie z marką Dermacol (TUTAJ) było naprawdę ciekawym przeżyciem. Dzięki rozmowie z Panią Lucyną odkryłam jak wiele ta firma oferuje. Oprócz najbardziej znanego ( już chyba na całym świecie) podkładu kamuflażu marka posiada w swojej szafie masę kolorówki, pielęgnacji codziennej, przeciwsłonecznej a nawet produktów dla mężczyzn. Mnie najbardziej zainteresował peeling winogronowo-limonkowy który widzicie na dole (tak to te fioletowe magiczne drobinki). Ze spotkania przywiozłam masę produktów  do testów: trwałe pomadki, podkład z korektorem, puder do brwi z bardzo ciekawym aplikatorem  oraz ich najnowszy produkt - puder utrwalający makijaż. W torbie znalazłam również miniaturki  wszystkich Dermacol Make-up Cover więc aby patrzeć jak przedstawię Wam ich swatche :)








Markę znam od roku, ale dotychczas była ona dla mnie  jedynie firmą produkującą piękne, sztuczne rzęsy. Niestety sztucznych sama nie potrafię sobie dokleić ale produkty do brwi kocham miłością szczerą i prawdziwą. Teraz testuję paletkę i pomadę do  brwi w kolorze DARK BROWN. Nie jest to jednak kolor bardzo ciemny a paletka posiada 3 odcienie więc myślę, że spokojnie będzie prezentowała się dobrze nie tylko u brunetek. Jak jest z jej trwałością i pigmentacją dowiecie się już niebawem. Testuję intensywnie i powiem Wam, że w jej użytkowaniu wiele robi rodzaj pędzelka.ale o tym już innym razem :)






Produkty tego sklepu znam bardzo dobrze,o dziwo często kupuje je stacjonarnie w Leclercu ( kto z Lublina ten wie :P). balsam ładnie nawilża skład ma przystępny więc za tą cenę uczciwie mogę go Wam polecić. czarne mydło kocham i namiętnie zużywam,obecnie mam też mydło od nich ale w zapachowej, waniliowej wersji, tym razem w zapasie czeka Argan. Jestem ciekawa jak się spiszę. Olejek do masażu zawsze nam się przydaję ;) więc jestem ciekawa jak wypadnie sezamowo-werbenowa kompozycja :)




























Używałam już hydrolatu tej marki (gorzka pomarańcza), wersja z oczarem jest moją nowością.Wprawdzie przeznaczona jest do cery tłustej ale i naczynkowej i mimo iż nie wspomina się o wrażliwcach to znalazłam dla niego doskonałe zastosowanie. Oczar ma za zadanie odświeżyć skórę, ściągnąć pory i zmniejszyć wydzielanie sebum. Stosuje go więc po olejowym demakijażu twarzy albo po stosowanych preparatach z kwasem które przez pewien czas wpływają dosyć mocno na sebum :) Dla miłośniczek tonizowania pozycja obowiązkowa :)




Kolejne olejki. Awocado to mój hicior jeśli chodzi o odzywkę do rzęs. Miałam zdradzić przepis na moją miksturę na blogu, ale kiedyś wygadałam się o niej na instastory gdzie było Was bardzo dużo i nie czułam potrzeby pisania na blogu, ale widzę, że jednak jest zapotrzebowanie więc uaktualnię przygotowany post i opublikuję jeszcze w tym miesiącu :) Macadamia służy mi standardowo jako dodatek do kąpieli :)




To mój debiut z lakierami tej marki. Mam już za sobą jedno mani wykonane Vasco i jestem oczarowana. Konsystencja, pigmentacja , trwałość no i ten top! Szarość zrobiła na mnie ogromne wrażenie, teraz zamierzam wziąć się za czerwień,piękną żywą i niezwykle kobiecą :)





MAKEUP REVOLUTION
Dawno nie testowałam nic z nowości tej marki. Tym razem rozpoczęłam testowanie nowej pomadki o kusząco smacznej nazwie "słony karmel" oraz znanej już chyba większości palety róży. 

molten chocolate, chocolate molter, mur

mur, róże, najlepsza paleta róży



Nie ukrywam ostatnio marka wybrała mnie ponownie do małego grona blogerek testujących ich produkty. To co dziś Wam zaprezentuje to zaledwie drobinka tego co zamierzam przedstawić Wam na dniach. Produkty w większości zostały już przetestowane więc nie mogę się doczekać, aż opublikuję recenzję podkładów: w gąbeczce czy tych, nowych o turbo mocnym kryciu. W poście znajdziecie też wszystkie metaliczne pomadki, magiczne tubki do tuningowania podkładów oj... zacieram już rączki z radości :) Same skarby!










FREEDOM
Zestaw nutellowych pomadek, "czarny jak noc" eyeliner, paleta czerwonych pomadek oraz malutkie duo do brwi. Jedno jest pewne produktów do brwi mi w zimie na bank nie zabraknie, ale co zrobić nadal szukam zamiennika niedostępnego już nigdzie przepięknego cienia z Hean (TUTAJ).










ZOEVA
Złoty rozświetlacz który trafił do mnie za sprawą upominków ze spotkania bloggerskiego. Ze względu na złoty odcień który mocno gryzie się z moją bladą karnacją szykuje dla Was rozdanie :) Jesteście zainteresowani?



 

THE BALM
Cień w bardzo intensywnym odcieniu, jeszcze nie wiem czy się z nim polubię :)




 

CORINE DE FARME
Moje drugie opakowanie,pierwsze dostałam rok temu w prezencie świątecznym od +Kobieta Ekstrawagancka. Krem nawilżający do cery normalnej okazał się totalnym hitem, konsystencja lekka, absolutnie nie tłusta, wchłania się błyskawicznie pozostawiając skórę aksamitnie wygładzoną ale bez uczucia lepkiego filmu. Cera jest rozświetlona i  dogłębnie nawilżona. Wersja ta stanowi doskonałą bazę pod podkład  zarówno mineralny jak i bardziej sztuczny ;) W swoim składzie zawiera kompleks antyoksydantów: liczi, białą herbatę żurawinę oraz olejek z kamelii i glicerynę roślinną.

Dzięki Ci Klaudynko, za ten krem wiele on zmienił w mojej "szybkiej" pielęgnacji :)

corine de frame , krem nawilzajacy do normalnej cery







Nie są to jeszcze wszystkie nowości, uczciwie przyznaje się, że brakuję tu wspaniałych prezentów od Klaudii - Czarnulkaaa,  Gosi - Esy, floresy i Oli z Malowane Oczy. Jestem gapą, zaczęłam stosować kosmetyki zanim zrobiłam zdjęcia. 

Dajcie znać czy znacie któryś z tych produktów, miałyście okazję stosować? Możecie coś polecić lub odradzić ? 


Ściskam 💓

Czytaj dalej »

09.11.2017

SECRETS OF BEAUTY - W SERCU SEROCKA

Dziś zabieram Was w podróż nie byle jaka bo do samego serca Serocka. Co tam się działo przechodzi najśmielsze oczekiwania, zostańcie ze mną do końca.



PIĄTEK
Wszystko zaczęło się o poranku, budzik swym wrednym jękiem dał znak o swoim istnieniu. Nieludzka godzina, czwarta czterdzieści, brak prądu na całej ulicy i ja... malująca się przy świeczkach i ringu na telefon. Szok, miałam nadzieję, że to ostatnie przeciwności losu w mojej dalekiej podróży ale nie... Los bywa przewrotny a w tym przypadku raczej stabilny w swych zawrotach. Do Lublina dotarłam prawie, że stopem, wepchałam się do zatłoczonego busa który zwalniał z każdym kilometrem. Na przystanek dotarłam jednak grubo przed czasem. W busie poznałam niezwykle sympatyczną Natalię która jak się okazało jest managerem jednej z najpopularniejszych polskich firm kosmetycznych. Niesamowita dziewczyna z którą nadal utrzymuję kontakt niestety wyskoczyła przed samą Warszawą więc miałam jeszcze 40 minut aby wyciągnąć knige i zaczynać się doszczętnie w słowo pisane Mary Roach. Dojechałam do Warszawy na 11.30 i kręciłam bączki w rejonach Złotych Tarasów, nie jest to moja pasja ale obiecałam poczekać na Niewyparzoną Pudernicę  więc jako wygadana i słowna czekałam z wytęsknieniem tym bardziej, ze wiało i dmuchało z każdej strony. Znudzona tym czekaniem wpełzłam w podziemia aby wyjść jej na przeciw, dementuje wcale nie zgubiłam się w tych klaustrofobicznych korytarzach i to ja wyszłam na przeciw Wiolce - chociaż ta twierdzi inaczej :D tak czy inaczej wreszcie się spotkałyśmy :D Pośpiesznie udałyśmy się na przystanek, tak przynajmniej myślałyśmy... Tjak...To zatrważające jak warszawiacy nie znają swojego miasta, pytałyśmy o drogę po czym każdy z nich wskazywał inny przestanek, tym sposobem zaliczyłyśmy każdą budę tramwajową i każdy możliwy mpk w promieniu 0,5km. Kiedy wreszcie jakaś ogarnięta dusza wskazała punkt docelowy, obadałyśmy szybko autobusy magiczny pojazd miał nas zawieść na przystanek końcowy, niestety postanowił pojechać trasą zmienioną i nie zawiózł a wywiózł nas na końcowy Włoch. Dodam tylko, że chciałyśmy wysiąść na Dworcu Zachodnim. Tak, nie 13 a 3 przystanek, troszkę nam się zeszło, więc zanim dojechałyśmy na miejsce na dworcu zgniły, ukorzeniły a następnie puściły nowe pędy Czarszka i Arsenic które czekały na nas bagatela jakieś dobre  dwie godziny. Kiedy już po mojej zabójczej fotografii udało się nam spotkać, oczom naszym ukazał się on-ogórek PRL,  z kierowcą nieziemskiej urody i głosem tak subtelnym, że ja - osoba kochająca szeleszczącą wymowę nie byłam w stanie rozpoznać w jakim języku do nas przemawia. Autobus wyposażony był w niesamowity kasownik, kasa biletowa która wydawała z siebie zgrzyty jak piwnica w Tartarze. Nie było ciekawie, tym bardziej, że nade mną wisiała siatkowa półka na której dyndała gaśnica. Drzwi się zamknęły, bagażnik również (o bagażniku polecam obejrzeć film, bo treść pisana tego nie odzwierciedli) ruszamy. Wątpliwa radość gości na naszych twarzach. Google maps podpowiadają 42 minuty do celu, trwoga w oczach ale cóż to jest dla nas gaduł damy radę. Kolejny przystanek... pierdyliard ludzi ładuje się do środka, nie jest dobrze... Baba z torebka a'la jamnik robi mi co chwilę trepanację czaszki, skronie pulsują, wqrwy cisną się na język, ale nie - jestem zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu na tafli jeziora... Załadowany po kokardki autobus, szyby zamknięte kierowca z rękoma na kierownicy pali szluga przy zamkniętych oknach. (Czy tak wygląda koniec świata?) Delikatny rzut oka na aplikację - w ciul kilometrów do celu. Na kolejnym wsiada ona- Beata Kozidrak lata 80 #białatrwała, kupuje bilet do Serocka - jest! Kto by pomyślał, że będzie naszym wybawieniem. Wzrok czterech rozdartych i przerażonych bloggerek utkwiony w trwałej. Czekamy aż, będzie przeciskała się do wyjścia. Czekamy, czekamy, czekamy... podróż trwała blisko godzinę czterdzieści. Jest, świeże powietrze, stoimy na chodniku - Biała Trwała wskazuje nam drogę. Zajebiście długą, pod górkę, po ażurowej kostce brukowej ( chyba rozkradli). Idziemy, idziemy niesiemy walizki, wyciągamy gałęzie, druty i liście z kołek, dudnimy jak konie po betonie w znienawidzonej piosence Golców. Po drugiej stronie wynurzają się kanalarze ( chyba mnie poniosło z tym słowotwórstwem) wyglądają jak napalone Kreciki z czeskiej bajki, gwiżdżą, śpiewają. Do dziś serce me się raduje, że wprowadziłyśmy jakaś drobną atrakcję w sercach tych mężczyzn. tak czy siak jest grubo, kolejny kilometr rondo a za nim punkt docelowy. Laski - jesteśmy na miejscu!

Secrets od Beauty tym razem odbył się w Serocku, ba w samym centrum Serocka, choć podróż i runmageddon przez całą miejscowość wskazywałby jednak na obrzeża. Hotel i restauracja Złoty Lin miejsce żarła, spania a przede wszystkim najlepszej pod słońcem imprezy dla bloggerów jakim jest SOB. 
Hotel przyjazny dla odwiedzających, jedyny feler - brak windy co skutkowało kolejnym wnoszeniem walizki  po schodach. Boże, jak dobrze, że dostałyśmy z Czarszką pokój na pierwszym, inaczej reanimowałybyśmy się chyba na półpietrach leżąc na naszych tobołach. Tak czy inaczej zainstalowałyśmy się w pokoju. Przebrałyśmy w wygodniejsze ciuchy i poszłyśmy jeść, tak - nawet ja bo komendant Czarszka pilnował talerza. W ogóle na miejscu w restauracji wreszcie poznałam genialne dziewczyny, aż chce się napisać Ola, Ola. Ola z kanału HeyItsAlexK oraz Olę Wroobela (swoją drogą uzależniłam się od jej yt i inststory mega!) Dobra gdy tak sobie pałaszowałyśmy ( ja szpinak z frytkami) na sale wpadła ona i jedyna w swoim rodzaju eteryczna Ekstrawagancka, dacie wiarę, że przez kilka dni nie przyznała się, że również została uczestnikiem? Chciałam ją ściskać i mordować jednocześnie. Mega radochę mi sprawiła :) Po chwili dołączyła przepiękna Angel no i już czułam się jak w domu :D Kiedy my tak sączyłyśmy piwo, Michał informował na bieżąco o swych kulinarnych podbojach w piekarniku a my z językami przy kolanach ( brzmi to dwuznacznie) czekałyśmy na mufinki :) 
Powoli znajome twarze zaczęły docierać do hotelu a co z tym związane odwiedzać nas w pokoju :)  Ola, Ania, Patrycja, Monika i Margareta chyba później dotarły. Nie  jestem pewna,  tak dużo się działo, że już nie pamiętam dokładnie. Spacerniak z Klaudyną na stację CPN, następnie powrót na coś słodkiego, coś nie byle jakie bo tort urodziny Margarety i Michała :) Było śpiewanie sto lat i w sumie integracja ( o ile da się bardziej) do późnych godzin nocnych :). 



SOBOTA
Poranek, standardowo wybudziłam się wcześniej od innych i aby nie obudzić współmieszkanki Pauliny, ruchem bezszelestnej gąsienniczki spełzłam z łóżka i pomknęłam na jednym wdechu się ogarniać. Na szczęście w porę przybył Michał który oznajmił " Laski nie malujcie się idziemy na warsztaty i będziemy się tam pindrzyć" :) Ok! Duch bieluch ze zrobionymi jedynie brwiami (jak chcecie zobaczyć mnie bez makeupu to wbijać tutaj, ale ostrzegam jest hardcore) pobiegłam na śniadanie "porzuć liść sałaty z pomidorem i twarożkiem". Komendant czuwał więc jadłam :) Gdy brzuszki już wypełnił pokarm a zęby zostały umyte, o godzinie 10 rozpoczęły się warsztaty z marką Gosh Copenhagen. Prowadziła je znana nam dobrze Pani Ania Mucha, chyba nie muszę jej nikomu przedstawiać. Mega ciepła, sympatyczna ale co najważniejsze profesjonalistka w swych fachu. Pani Ania zaprezentowała nam propozycję makijażu fotograficznego a następnie każdej z nas podpowiadała co robić aby wydobyć naturalne piękno a jednocześnie nie wyglądać na przerysowaną. Oprócz fantastycznych porad nauczyła nas kleć rzęsy Eylure. 



Ogólnie nasza znajomość chyba wskoczyła na wyższy level bo Pani Ania otworzyła swój magiczny kuferek i pozwoliła nam bezkarnie malować się wszystkim co tam znajdziemy. Powiem Wam, że jeśli macie okazję to sprawdźcie ich rozświetlacze w buteleczkach bo to turbo galaktyczny błysk ale bez tandetnych drobinek. Tafla <3  Dostałyśmy na tych warsztatach kilka bardzo fajnych kosmetyków, o tuszu napiszę już na dniach bo robi turbo robotę, tuninguje rzęsy jak mało co :) No i kosmetyczkę, nie wiem jak Wy ale kocham kosmetyczki tej marki wreszcie wymiary które spełniają moje potrzeby :D

Warsztaty umilały nam również pyszne muffinki, niestety załapałam się tylko na jedną ale mówię Wam - Michał zawsze kozaczy w tej kwestii. Nie wiem czy w ogóle nie powinien otworzyć jakiejś hipsterskiej muffinkarni i opylać swoich wypieków za gruby hajs. Bo serio, warte są każdej złotówki, a mówię to ja niejadka, wybredniak większy niż królowa Wielkiej Brytanii. 

Krótka przerwa i wkroczyliśmy na inne tory tym razem doszło do nie jednej burzy - mózgów (od razu przypomina mi się las krzyży). Rozmawialiśmy o współpracach, o grupach wsparcia, o projektach jakie usprawniają nasze działania w sieci. Były to warsztaty głównie dla influancerów więc nie będę się o tym zbyt długo rozpisywać. 

Po południu udaliśmy się na jedzenie bliżej centrum Serocka, zamysł był - pizza ale  ta odległość do miasta sprawiła, że ekipa osiadła w Chińczyku. U mnie skończyło się na piwie, ale dziewczyny dostały porcje rodzinne, talerze wypełnione kurchanem ryb czy polem ryżu okraszonym mięsem z całego zwierza. A tak poważnie, cena mała, porcje gigantyczne ruch jak na Marszałkowskiej. Ja, jako pionier gatunku zamówiłam pizze do hotelu. Nie jest to może lubelska z Indexu ale i tak była dobra :) Opałaszowaliśmy ją w Vip małżeńskim roomie z wanną w kształcie serca. 





Zgadnijcie kto ma najdrobniejsze łapki internetu ? Podpowiedź na zdjęciu :)



Dosyć późnym wieczorem rozpoczęły się kolejne, ostatnie już warsztaty "FOTOGRAFIA - jak ważny jest detal". Niby luźna pogadanka a jednak wiele wniosła chyba do każdej głowy. Kadrowanie, kształt, kompozycja, jakość produktu, sterylne warunki pracy, wyrobienie własnego unikatowego stylu to naprawdę robi różnicę. Swoją drogą korci mnie aby przygotować dla Was taki wpis.

Sobotni dzień trwał znacznie dłużej niż piątek, nikt jednak nie chciał iść spać. Tak to już bywa na SOB-ie. Każdy chce wydłużyć chwilę maksymalnie. 




Poznajecie tą damę?



NIEDZIELA
Smutny dzień bo do dwunastej mieliśmy opuścić hotel, wspólne śniadanie - zdjęcie jak z Wigilii :D 
Pierwsze zdjęcie robione tosterem, ale uwielbiam je <3

(...) a następnie rozjazd każdy w inną stronę Polski. Z całego serducha dziękuję Ani i jej drugiej drugiej połówce za uratowanie nas ( mnie+Pudernicy) i podwózkę z Serocka do Warszawy. Dzięki Tobie nie zamordowano nas w najbardziej patologicznych dzielnicach warszawy do których zapewne trafiłybyśmy przez zmienioną trasę. Wysiadłyśmy pod Hotelem, dotarłyśmy do Złotych, miałyśmy udać się na herbatę ( bo nie wiem czy wiecie ale Pudernica to swój człowiek, jest takim samym herbatoholikiem jak ja) los chciał tym razem na korzyść sprawić nam trochę radości dlatego ponownie zesłał nas na drogę Pauliny, Oli, Oli, Oli (nie, to nie błąd komputera) i pięknej Ewy która od spotkania nałogowo śledzę w social mediach. Swoją drogą zapraszam Was na jej bloga! Miała być godzina rozmów, po czym zaczęły dołączać do nas kolejne uczestniczki SOBu. 

Poniżej zdjęcia robione tosterem z lat 90tych.





Można powiedzieć, że Sob trwał do 15.30 :D Czego zupełnie, ale to absolutnie nikt się nie spodziewał. Po 16 zapakowałam się ze swoich Franciszkiem (srebrna walizka) do busa i skierowałam się na Dziki Wschód :) Na szczęście tym razem odbyło się bez większych przygód. 

Kolejny Sob za mną, kolejny udany i magiczny, pełen luzu, śmiechu i takiej normalności. Uczestnicy to ludzie których nie widzi się kilka miesięcy, czasami rok, następuje spotkanie i znowu klika-  gada się z nimi tak jakby od ostatniego spotkania minął tydzień. Sob jak rodzina a nawet lepiej :D Bo całkiem dobrze wychodzi się z nimi nie tylko nja zdjęciach czego dowodem jest rysunek pewnej artystki :D Jesienna ekipa - DZIECI SEROCKA :D


Uczestnicy spotkania: 

  •  Michał - Mistrz całego zamieszania :) Perfekcjonista dbający nawet o oprawę kulinarną :)))
  •  Czarszka - Madafacka, mistrz trollingu zaginiona siostra :D Skarb nad skarbami:D
  •  Arsenic  - Uwielbiam od chwili poznania. Jedyna taka, serio co nie napiszę to będzie zbyt mało !
  •  Kosmetyki bez tajemnic - Niesamowita, pełna klasy i wdzięku! Skarbnica wiedzy, do tego mistrzyni fotografii no i ten charakter, cudna :)!
  • Ekstrawagancka  - Nasza zdolna fotografka, eteryczna - tego się nie nauczysz to trzeba mieć w sobie :)
  •  Life in Colour Piękna, zdolna i mega sympatyczka, kobietka z którą można gadać o wszystkim
  •  Kolorowy kraj - Piękna, zdolna, perfekcyjna - no powinno się nienawidzić a uwielbia się za mocno :)
  •  Feeling Fancy - Zdecydowanie Fancy :))) Ola której nie zarzucisz nigdy braku kreatywności :)
  •  HeyItsAlexK  - Dziewczyna jest jak kompas, najlepiej wskaże Ci miejsce urlopu ^^a do tego zagwarantuję Ci zaciesz na twarzy :)
  • Niewyparzona Pudernica - Doskonały kompan podróży, rzuca mięchem ale dobra z niej babka <3
  • Interendo - Nasza Hello Kitty:) Blondwłosa gwiazda i gdyby nie europejska uroda to Azja jak się patrzy :)
  • Monika - która zawiesiła bloga, ale mam nadzieję, że jednak wróci do bloggowania lub vlogowania :)
  • no i ja :D, Grześ, Krysia i Marysia :)

                                                                           Jedyne wspólne zdjęcie grupowe ;P

Dzięki Michale, że mogłam znowu tam być z Wami, dzięki uczestnikom mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia :) Niech moc będzie z Wami :)

Ściskam:*
____________________________________________________________-
#secretsofbeauty #białatrwała ##olejznorki #ssijbox

Czytaj dalej »