Pokazywanie postów oznaczonych etykietą @insta.siostra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą @insta.siostra. Pokaż wszystkie posty

16.03.2020

ŻEL ANTYBAKTERYJNY - JAK ZROBIĆ? ZDRADZAM TANI PRZEPIS


To, że od dawna brakuje wszędzie płynów antybakteryjnych  to żadna nowość, niestety zapotrzebowanie wzrasta a każdy Janusz biznesu próbuje zarobić na potrzebujących przebijając wartość produkty czasami i o 500%! Na coś takiego się nie zgadzam, dlatego też praktycznie na drugi dzień kryzysu pokazałam Wam swój przepis na płyn antybakteryjny. Niestety stories ma to do siebie, że zaraz znika a zapisana relacja nie jest dla każdego użytkownika na tyle logiczna, że i tak każdemu muszę odpisywać z osobna. Wrzucam więc przepis na bloga , aby było czytelniej.



Przepis na ten żel to chyba najprostsza wersja antybakteryjnego jaka tylko może mieć miejsce (pomijając odkażanie samym spirytusem :P) Najbardziej podstawowa wersja która spełnia właściwości antybakteryjne wymaga dwóch składników, najbardziej złożona pięciu.


 CZEGO POTRZEBA?

  • SPIRYTUS 95%
  • ŻEL ALOESOWY
  • STERYLNY, CZYSTY POJEMNIK
  • STRZYKAWKA (najlepiej 10ml)/ PIPETA Z MIARKĄ
  • WITAMINA E ewentualnie A
  • AROMAT 



SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Należy zapamiętać aby zachować proporcje 6:4 tzn.
Do przygotowanego, sterylnego pojemniczka wciskamy za pomocą strzykawki 6 porcji spirytusu oraz 4 porcje żelu aloesowego (np. 6x10ml spirytusu + 4x10ml żelu aloesowego).  Te dwa składniki w zupełności wystarczają aby stworzyć cacko odkażające idealnie dłonie. Jeśli jednak chcemy mocniej podrasować nasz produkt np. aby działał ale jednak, aż tak mocno nie przesuszał dłoni, wystarczy dodać do naszej "bazy"  kilka kropelek witaminy E, od biedy można dodać wit. A. 
Osobiście polecam też dodać parę kropel olejku eterycznego, u mnie poleciał ten grejpfrutowy (bo przyznam szczerze, że nie mogę już przewąchać aromatu spirytusu).


Składniki ze sobą mieszamy, najlepiej za pomocą pipetki, odkażonej/ wyparzonej łyżeczki lub zwyczajnie zamykacie opakowanie i mocno potrząsacie, aż do uzyskania jednolitej konsystencji.



Wiem, że niektórzy dodają do przepisu glicerynę albo wazelinę... moim zdaniem jest to bez sensu i zdecydowanie lepiej dobrze odkazić dłonie a następnie zastosować ulubiony krem o dobrym składzie. 

Wersję podstawową spirytus + żel aloesowy poznałam lata temu na licencjacie albo magisterce z pielęgniarstwa, mniejsza o to... przepis jest skuteczny i stosunkowo tani a już na pewno tańszy od ofert w internecie :)  


Czym obecnie odkażacie dłonie?  Robicie swoje żele czy kupujecie?  Dajcie znać i obowiązkowo myjcie dłonie! 

Ściskam! 
-Madzialena
_________________________________________________
INNE PRZEPISY:
BUBLE KOSMETYCZNE JAK JE ZDENKOWAĆ?
MIKSTURA NA POROST RZĘS

NA DOBRY SEN

na 100% popełniasz te błędy WŁOSOWE

Czytaj dalej »

12.03.2020

KORONAWIRUS CZY JEST SIĘ CZEGO BAĆ?

Miałam nadzieję, że nie będę musiała brać się za ten temat bo niestety sama mam już mdłości na samą myśl o dodatkowych korono-treściach, ale to co pojawia się w necie, to jak media podłapały temat a  ludzie łykają każdą bzdurę jak pelikany zaczyna mnie mocno- najmocniej irytować.

Źródło:Fotolia

Wirus ogólnie przemieszcza się szybko ale nie ze względu na swoją przebiegłość i jakieś niesamowite  moce MARVELA (bo nadal jest to wirus, nie bakteria) a przez totalną głupotę ludzi. Niestety  przez brak elementarnej higieny! Smarkanie w chusteczkę, zasłanianie ust ręką, czy mycie dłoni to serio są rzeczy które każdy miał wpajane w domu za dzieciaka, to nie są jakieś fanaberie, wymagania wyciągnięte z księgi rzeczy niemożliwych. ZWYKŁA HIGIENA! A jak się okazuje jest to nadal Święty Grall i zachowanie  wzbudzające zdziwienie a nawet przerażenie, bo raptownie ludzie muszą myć dłonie!!

Druga kwestia. O koronawirusie media trąbią od dawien dawna, osoba taka jak ja która nie posiada telewizji serio nie została odcięta od takich informacji, a co za tym idzie byłam świadoma zagrożenia, sposobu zakażenia i miejsc rozsiania (mimo, iż specjalnie tego nie śledziłam a takie newsy dochodziły do mnie i tak z każdej możliwej strony).  Trzeba było być niemowlakiem albo zapaść w śpiączkę aby nie usłyszeć nic na ten temat.

Skoro mówi się o ryzykach zakażenia, w których jednym z większych niebezpieczeństw jest migracja z Włoch, Chin, Iranu czy Niemiec i narzuca się tym podróżującym badania w wyznaczonych placówkach sanitarno-epidemiologicznych lub na oddziałach zakaźnych a ludzie powracający mają to w dupie, to o czym mowa? Wychodzi na to, że turyści nie chorują bo pojechali tylko odpocząć i napić się drinka z palemką. "Po co mi badania jak się dobrze czuję?" Nie liczą się z konsekwencjami, nawet jeśli nie mają objawów mogą być nosicielami którzy przeniosą wirusa dalej, na swojego partnera, dzieci czy rodziców, dziadków itd.  
Zajebiście nieodpowiedzialne, zakazić może się każdy i wszędzie, dlatego ważne jest aby postępować zgodnie z wytycznymi które narzuca sanepid.

*fajne jest również to, że ludzie wyjeżdżają na happy holiday a nie liczą się z tym, że mogą utknąć w obcym miejscu ( często bez ubezpieczenia i kasy) i przez długi czas po wymarzonym urlopiku nie wrócić do kraju bo zamkną granice na cztery spusty.

Wczoraj zamknięto publiczne placówki edukacyjne na czas dwóch tygodni. Dzieciaki dostaną "ferie" a pracownicy najprawdopodobniej nadal będą przychodzić do pracy.  Media tłumaczą fakt, że dzieci są lepszymi nosicielami  niż dorosły i to ze względu na to zostają odesłane z placówek edukacyjnych.  Ma to swoje dobre ale i tragiczne rozwiązania - bo nie sądzę aby wszystkie te dzieciaki nie opuszczały domu przez 14 dni, zrobią się z tego mini wakacje od szkoły i zaczną się masowe przemarsze po galeriach handlowych, macach i drogeriach kosmetycznych. Nie ma opcji aby rodzice upilnowali w zamknięciu te dzieciaki- no bez szans! Wirus będzie się mnożył na pstryknięcie palcami bo w większości przypadków nastolatkowie zawsze są "zbuntowani" i mają debilne podejście do życia w którym zawsze są tą stroną "najmądrzejszą".

Zamknięte zostały miejsca kultury przez ten czas nie odwiedzimy kina, teatru, nie wyjdziemy na koncert. Nie popływamy w basenie i o ile jestem zachwycona tym, że walczy się z ograniczeniem możliwości zarażenia to co z większymi skupiskami ludzi?  GALERIE HANDLOWE nadal otwarte, duże sieciówki meblowe - również a to przecież najbardziej syfiaste wylęgarnie wirusów,bakterii. i grzybów.. 
Jakby nie można było przez tydzień wstrzymać się od stacjonarnego kupowania ciuchów, swatchowania kosmetyków  czy kupowania mebli. Wczoraj rozmawiałam z chłopakiem który pracuje w jednej znanej sieciówce rozwożącej meble i akcesoriach po domach. Serio w zaistniałej sytuacji nie da się wytrzymać bez nowych stołów, poduszek czy kanap? 

Do całego tego pasma absurdu dochodzi jedzenia na mieście w restauracjach/ barach itp. O ile w dobrych restauracjach  wiem, że stosuje się sumiennie wyparzarki sztućcy, talerzy itd. to w lokalach typu puby gdzie browarki leją się z galaktyczną prędkością a rotacja szkła jest wielka - jakoś nie wierzę w zachowanie precyzyjnej sterylności i szkło często trafia tylko na zmywak ( wielokrotnie to widziałam)  A ŚLINA NIE ŚPI :D 
Jak już przywalam się do wszystkiego to nie zapomnę też o sportowcach. Tydzień bez siłowni też raczej nie sprawi, że komuś wyrośnie na brzuchu opona od ciężarówki a mięśnie sflaczeją tak, że już nie będzie dla nich ratunku... ŚLINA, POT ( aż się prosi dopisać krew i łzy :P)

Nie wiem, daleka jestem od paniki, od popłochu i wkręcania sobie od razu spisku, epidemii i globalnego strzału w stronę ludzkości. Bo praktycznie co roku od 2000r. mamy jakieś ataki mające wykończyć całą społeczność tj. wąglik, SARS, ZIKA, choroby wściekłych krów, ptasie i świńskie grypy, eColi  już nie mówię o Kalendarzu Majów i samym fakcie pojawienia się millenium... 

Każde zagrożenie wzbudza niepokój ale to co wyprawiają media, to sztuczne nakręcanie paniki nie uświadamia ludzi a jedynie powoduje w nich stres, lęki i wprowadza w stan chaosu. 
Przed wczoraj bardzo późnym wieczorem przekazano informację, że Koronawirus zawitał na Lubelszczyznę, rano totalne wariatkowo ludzie masowo napierali na sklepy spożywcze. Wczoraj dotarłam do Lidla i jako stworzenie może zdziwaczałe nie obrobiłam półek z mąką, nie kupiłam pierdyliarda mrożonek, kilku hektarów mąki czy naczep puszek. Kobiety pakowały całymi kartonami żarcie wypakowane z górką wózki, czasami nawet dwa. KOSMOS! Kolejki ciągneły się przed sklep  , aż do drugich regałów, a funkcjonowały cztery kasy. No nic  gdybym nie była to stwierdziłabym, że to jakiś wkręt w social mediach ale serio  to BYŁA DOBA ZAKUPÓW a szał był większy większe niż przy rzucie oBagów czy Korsów na otwarciu dyskontu. Z półek znika wszystko, jakby jakaś plaga szarańczy opanowała markety. I o ile początkowo miałam zaciesz, że mi- wegetariance chociaż warzywa ostaną to w chwili kiedy na większości z nich ujrzałam pochodzenie Włochy to jakoś zaskoczyło żółte światło ;)

Nie wiem jak wielkie zagrożenie nas dotyczy, ale ogólnie wirusy nie są organizmami żywymi, nie ciągną energii,  nie żywią się niczym i też nie mają metabolizmu więc też nie wydalają, nawet nie rozmnażają się  jak bakterie. To takie małe, zamknięte nośniczki informacji genetycznej  i dopóki są one "zamknięte" nic złego się nie dzieje, problem jednak polega w chwili kiedy  nośnik przylegnie do komórki i wtedy robi się "openbox" a wszystkie gifty przenikają do niej  i tworzą z niej zombiaka która zaczyna pracować na korzyść wirusa tj. namnażanie, przerost a następnie wysyp wirusa co skutkuje stanem zapalnym (uff to taki telegraficzny skrót). Wirus SARS-COV-2 osiada w drogach oddechowych i powoduje chorobę COVID-19 (objawy praktycznie te same co przy grypie). Wirus ten sam w sobie nie migruje, dostaje sie pasywnie do tych komórek, tj. z oddychaniem albo gdy np. dotkniemy  dłońmi do ust na której są wirusy, lub całujemy osobę która jest nosicielem. Ogólnie droga kropelkowa wpływa, że możecie złapać wirusa. I tak jak pisałam wyżej  gdy komórki zombie pękają w drogach oddechowych pojawia się wydzielina która zalepia płuca, powoduje przyblokowania i uczucia kichania, kaszlu a co za tym idzie kolejne ryzyko przekazania przez rozyplenie śliny (chce to maksymalnie zobrazować) - choróbska dalej. Kropelki te najmocniej padają na otoczenie w okolicy metra ale również można je znaleźć znacznie dalej (tyle ze mniejszą ilość i moc rozsiania).  Kropelki osiadają na powierzchniach dlatego ważne jest aby czyścić je niezwykle dobrze, poręcze, biurka, klawiatura, ekrany oczywiście tyczy się to głównie TELEFONÓW!

Wracając jednak do mechanizmu, sam fakt zalepienia delikatnych płuc, zmniejsza wydolność organizmu, powoduje gorszą saturację a przez to organizm szybciej się męczy i jest bardziej osłabiony. 
W zależności od odporności organizmu zależy jak ciężko ta infekcja przebędzie (już nie będę wchodziła w komórki i systemy działania cytokin) ale zdecydowanie bardziej narażeni są ludzie w wieku geriatrycznym, mężczyźni, chorzy onkologicznie, osoby systematycznie palące, pijące alko, oraz te z małą odpornością organizmu, po przebytych infekacjach i antybiotykoterapiach. Rzadziej chorują dzieci 0-15lat (staty wskazują mniej niż 1% wszystkich zarażonych), dzieci zarażają się ale nie chorują a jeśli już  to objawy są niezwykle łagodne. Niestety są dobrymi nosicielami i dlatego ważne jest aby je izolować od świata zewnętrznego bo inaczej nasz "BĄBELEK"  może jednym, słodkim kichnięciem unicestwić całą sagę i sprawdzić, że Wasze nazwisko zostanie skleślone z listy zamieszkujących planetę Ziemia. Dobra, bo mnie ogrania już stopień irytacji...

CZY JEST SIĘ WIĘC CZEGO BAĆ? 
Jasne, tylko idiota się niczego nie obawia, czy warto hojrakować? Również nie, bo przejazd w tym przypadku może być równie bolesny. Co więc robić? Żyć higienicznie, myć ręce nie wpieprzać niczego co jest niemyte albo pochodzi z lewego źródła, gotować/ ćwiczyć w domu. Porzucić dobre obyczaje i nie podawać ręki na przywitanie, nie witać się buziakiem z psiapsi czy innym znajomkiem. Nie kichać na innych i też nie wskakiwać pod ludzkie zraszacze, ograniczać przebywanie w skupiskach w których nie masz strefy komfortu "dużego hoola-hop". Nie przemieszczać się jeśli to możliwe, na czas zagrożenia  z zapasami papieru toaletowego, mąki, kaszy i konserw zbudować sobie swą unikaną bazę dowodzenia na chacie i ile wlezie stawać się domatorem. Dobrze się odżywiać, łykać witaminy, dbać o swoją odporność. DEZYNFEKOWAĆ RĘCE!!! Przerzucić się na neta, trochę ograniczyć oglądanie telewizji i tych sensacyjnych wiadomości, bo w nich nawet jeśli padają fakty to odziane są w najbardziej krzykliwy płaszczyk paniki i zamętu .  W zaistniałej sytuacji należy tak zwyczajnie uruchomić myślenie i starać się nie zwariować w tym i tak niełatwym czasie.


Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie, czy spotkaliście się z sytuacjami absurdalnymi, czy raczej w Waszym otoczeniu wszystko sprawnie działa i nie pokrywa się z tym co napisałam. Przepraszam, ale poirytowałam się i musiałam wyrzucić swoje myśli z głowy. 

Mimo korona ŚCISKAM ale wirtualnie ;)

- Madzialena!
 ______________________________________________________
strony które warto śledzić:

_______________________________________________________
**celowo pomijam temat maseczek - ale wiecie, że powinny je nosić osoby chore aby nie rozsiewać ? Osoba zdrowa po paru minutach ma mokrą ścierkę na twarzy i traci swe właściwości.

***wystrzegajcie się drogich specyfików niby "chroniących" przed wirusem, nie przepłacajcie na środkach a przynajmniej na żelach antybakteryjnych  do mycia rąk, jeśli nie możecie ich nabyć JUTRO PODRZUCĘ NAJTAŃSZY I SPRAWDZONY sposób na stworzenie żelu w domu :) A potrzebujecie na to 5 minut ;)
Czytaj dalej »

23.06.2019

O CIEMNEJ STRONIE PRACY PIELĘGNIARKI / SPOWIEDŹ- odpowiadam na wasze pytania

Ten wpis miał pojawić się znacznie wcześniej, jakieś pół roku temu... Nie wiem czy nie miałam w sobie wystarczająco dużo siły aby mówić o tym otwarcie czy też czułam się w pewnym stopniu dyskomfortowo aby zdradzać tajniki swojej pracy... Dziś nastąpił przełom więc otworzyłam laptopa i postanowiłam szczerze odpowiedzieć na wszystkie pytania jakie mi zadałyście na moich social mediach.  Dziś poznacie jak to wygląda z mojej perspektywy.




Zacznę może od tego, że za chwilę minie mi 6 lat od kiedy pracuje w Domu Pomocy Społecznej, zanim tu jednak trafiłam przeżyłam 5,5 letnie studia które zakończyłam tytułem magistra pielęgniarstwa. Studia wiadomo, wiele mi dały, wprowadziły mnie w zakres obowiązków  i zarys pracy jaką powinnam wykonywać ale tak naprawdę najwięcej dały nam praktyki które odbywałam w wielu szpitalach i na wszystkich możliwych oddziałach które wchodzą w zakres toku studiów.
Moją główną i docelową pracą jest DPS ale w między czasie przewinęło się kilka różnych placówek w których zagościłam i pracowałam tam dodatkowo w różnym wymiarze czasowym. Była to m.in Podstawowa Opieka Zdrowotna, Poradnia Psychiatryczna, diagnostyka gdzie pomagałam wykonywać rezonanse i tomografię komputerową, od blisko 2 lat prowadzę gabinet w zespole szkół ponadgimnazjalnych, opieka  nad pojedynczymi przypadkami w różnych stadiach chorobowych od maluchów bo osoby w wieku przed geriatrycznym, no mogłabym wymieniać, bo w sumie co chwilę przypominam sobie coś nowego,ale nie o tym...

W Domu Pomocy w którym pracuje mamy pensjonariuszy o różnych schorzeniach głównie są to osoby geriatryczne (starsze), chore psychiatrycznie z przekrojem wszystkich chorób internistycznych  jakie tylko mogą zaistnieć. Hm... zaczynam się zastanawiać czy jak zacznę pisać językiem medycznym będzie to dla każdego zrozumiałe więc może przejdę na język mniej formalny. Mamy tu chorych na serce, ludzi niepełnosprawnych poruszających się na wózkach, przy balkonikach, osoby leżące, zdarzają się osoby uzależnione, częstym zjawiskiem są ludzie chorzy psychiatrycznie którzy są głównie splatani (nie orientują się co do miejsca i czasu), ale są też tacy z napadami agresji, czy nieszkodliwi które najzwyczajniej nie panują nad swoimi zachowaniami i zazwyczaj robią rzeczy które mogą wzbudzać wśród ludzi z poza personelu medycznego skrajne, wręcz kontrowersyjne emocje. Jest tez trochę takich miłych hm.. nazwijmy ich pieszczotliwie dziadeczków którzy  mieszkają tutaj i w godnych warunkach chcą spędzić swoją złotą jesień. Blisko 100 podopiecznych więc i przekrój jest ogromny.
Skoro już znacie mniej więcej zarys mieszkańców przejdźmy do konkretów bo pytań jest  całkiem sporo.
Odpowiedzi na pytania będą dotyczyły całej mojej działalności w tym zawodzie i nie będą dotyczyły tylko tej jednej placówki w której obecnie pracuję. 



CZY PRACA W TAKIM MIEJSCU OBCIĄŻA PSYCHICZNIE?

Początki pracy były ciężkie, bardzo mocno wczuwałam się w psychikę i profil każdego pacjenta,wielokrotnie przenosiłam "pracę"do domu co nie ukrywam, nie było łatwe bo nastrój siadał i często przelewał się na otoczenie. Z biegiem lat jednak nauczyłam się tego profesjonalizmu którym niewątpliwie jest  fakt odcinania się od pracy w momencie przekroczenia terenu placówki.
Każda praca z ludźmi wymaga poświęcenia i obciąża psychicznie, bez względu na to czy jesteście pracownikami sklepu czy banku a już tym bardziej jeśli na co dzień spotykacie  ludzi starszych, schorowanych, których los potoczył się inaczej niż zakładali w przeszłości. Wiek i schorzenia niestety niosą to co nieuniknione więc też śmierć. Są tutaj ludzie którzy mieszkają tutaj od kilku/ kilkunastu/kilkudziesięciu lat więc i z nimi chcąc nie chcąc nawiązuje się  nić porozumienia i z wybranymi zwykłą sympatię. Każdy pracownik jest świadom, że chwilę kogoś może już nie być, inni długo chorują, inni odchodzą w ciszy i spokoju. Myślę, że to może obciążyć.


CZY OD KIEDY PRACUJESZ ZE STARSZYMI LUDŹMI PATRZYSZ NA NICH INACZEJ?
Starsi ludzie to tak naprawdę my za Xlat więc wiele zachowań nie wynika z wieku a z ogólnego charakteru człowieka. Jeśli ktoś był prawym i kulturalnym człowiekiem który zarażał swoją dobrocią w promieniu kilkunastu metrów to wątpliwa kwestia aby drastycznie zmienił się w przyszłości (nawet u ludzi ze schorzeniami psychiatrycznymi widać  jakim człowiekiem był przez większość życia). To samo jest w drugą stronę jeśli ktoś  był osobą złośliwą i konfliktową, raczej nie zmienia się w oazę spokojności, wręcz przeciwnie te  zachowania nasilają się drastycznie.
Czy patrzę na tych ludzi inaczej? Niestety tak, kiedyś każda starsza osoba traktowana była w moich oczach przez pryzmat moich dziadków. Ikon ciepła, wyrozumiałości i wsparcia, teraz niestety wiem, że to było totalnie naiwne i niedojrzałe z mojej strony. Praca bardzo mocno kształtuje sylwetki.

JAKIE ZACHOWANIA PACJENTÓW I RODZIN WKURZAJĄ NAJBARDZIEJ PIELĘGNIARKI?
Myślę, że nie tylko pielęgniarki ale też cały personel medyczny. Na mnie najbardziej drażniąco działają rodziny które lekceważą swoich najbliższych i nie utrzymują z nimi stałego kontaktu ( pisząc stałego mam na myśli nie odwiedzają bliskiego częściej niż raz na miesiąc) a po przyjeździe do pacjenta zarzucają personel pomysłami na leczenie, sami stosują tego dnia swoje wydumane często zaczerpnięte od drGOOGLE  wizję na procesy pielęgnacyjne. Nie wiedzą co może zaszkodzić, nie słuchają  naszych wskazań, próbują potajemnie podać jakieś środki albo przekarmić osobę astralną ilością pokarmów tak jakby chcieli zrekompensować tymi siatkami jedzenia ileś tygodni/ miesięcy nieobecności. (Mam tutaj na myśli rodziny które są z tego samego miasta, są zdrowe, młode i zmotoryzowane a nie tych których sytuacja życiowa zmusiła np. do wyjazdu za granicę). 
Częstym zjawiskiem który podnosi mi ciśnienie jest też sytuacja kiedy trafia do nas nowy podopieczny który widać, że był mocno zaniedbany w środowisku z którego do nas trafił. Stan higieniczny pozostawia wiele do życzenia o postępowaniu lecznicznym już nawet nie wspominając. Rodzina często oczekuje od nas nadrobienia w przeciągu paru dni tego czego sami nie pilnowali przez kilkanaście lat. Taka osoba w zamyśle rodziny powinna w 48h mieć wyrobioną nową protezę zębową, posiadać okulary oraz przejść wszelkie konsultacje lekarskie jakie tylko sobie zamarzą. Niestety nawet gdybyśmy tego chcieli jest to niewykonalne w tak krótkim terminie. 


CZY PACJENCI KTÓRZY NIE SĄ ODWIEDZANI PRZEZ NAJBLIŻSZYCH SĄ GORZEJ TRAKTOWANI?
Przyznam szczerze, że to pytanie mocno mnie zaskoczyło i wręcz zmroziło krew w żyłach. Nigdy nie spotkałam się z tym aby było to wyznacznikiem i jestem zdziwiona, że nadal gdzieś tam w społeczeństwie krążą takie mity!!! Z mojej strony nie ma różnicy czy jest to pacjent który jest samotny lub ma rodzinę, każdego podopiecznego traktuje z takim samym szacunkiem i oddaniem. Dbam o jego komfort i staram się zrobić wszystko aby jego samopoczucie fizyczne i psychiczne było utrzymane na najwyższym poziomie. 
Oczywiście są ludzie którzy bardziej nam odpowiadają,lepiej nam się z nimi funkcjonuje ale to tak jak ze znajomymi z jednymi łapiemy kontakt od razu z innymi ciężko nawiązać "tą" nić. Nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie nie ma znaczenia czy ktoś jest  samotną babcią z zapadłej wsi czy znaną osobistością z kilkoma fakultetami czy wysoko postawioną rodziną. Do swojej pracy staram się podchodzić profesjonalnie i traktować wszystkich na równi, nawet tych którzy są wulgarni w stosunku do nas, staram się pokonywać swoim opanowaniem i spokojem. 

CZY JESTEŚ ŚWIADKIEM W PRACY  SYTUACJI, ŻE PACJENCI SĄ ŹLE TRAKTOWANI PRZEZ PERSONEL MEDYCZNY?
W ciągu 11lat (praktyki studenckie i praca) spotkałam się 4 razy z takim zachowaniem i nie ukrywam od razu podjęłam reakcję, co nie zawsze było mądre bo wiązało się często z wieloma nieprzyjemnościami, ale moje założenie i system wartości który gdzieś tam się wykluł nie pozwoliłby mi przejść po tym do porządku dziennego. Na szczęście nie były to jakieś tragiczne sytuację ale zdecydowanie łamiące komfort psychiczny pacjenta. Bez względu na wszystko trzeba reagować, nie być obojetnym bo tylko w taki sposób można zmienić coś na lepsze.

CZY PAMIĘTASZ SWOJĄ PIERWSZĄ RESUSTYTACJĘ?
Pewnie i o dziwo była ona jeszcze na studiach na oddziale kardiologicznym tzw sala OIOM.  Adrenalina i nagła sytuacja  zrobiły swoje, wraz z kolegą podjeliśmy RKO, był to chyba nasz pierwszy lub drugi dyżur nocy a pracowaliśmy w asyście nocnej pielęgniarki.Akcja zakończyła się powodzeniem a ja czułam się dumna tak bardzo, że pomyślałam jestem tu gdzie trzeba :) 

CZY PODOPIECZNI CZĘSTO UMIERAJĄ?
Zważając na to, że są to starsi ludzie, często schorowani to oczywiście zdarza się, ale mamy też osoby które mają po 90-102 lata i są w świetnej kondcji. Jest wiele pacjentów którzy trafili do nas w fazie prawie agonalnej a przynajmniej w ciężkim stanie a teraz sami poruszają się po oddziale i to często bez wsparcia sprzętu medycznego typu balkonik, wózek itp. Walczymy o każdego i robimy wszystko aby oszukać przeznaczenie.

Z JAKIMI NAJBARDZIEJ EXTREEME PRZYPADKAMI SPOTKAŁAŚ SIĘ BĘDĄC PIELĘGNIARKA?
Pamiętam dosyć mocno zakład psychiatryczny oraz praktyki na dwóch oddziałach. W jednym z nich osadzeni byli recydywiści którzy trafili do szpitala na obserwację ponieważ planowali targnąć się na swoje życie( ludzie z wysokimi wyrokami) lub Ci udający choroby( łudzący się, że ze szpitala łatwiej im będzie uciec niż z więzienia). Pamiętam jak kazano wchodzić i wychodzić tylko tyłem, jak niemile widziany był wtedy makijaż, czy nawet jakiś element biżuterii. Trzeba było być bardzo czujnym, bo z opowieści pielęgniarek  zbity kubek ceramiczny jest najlepszym elementem do podcięcia sobie żyły lub gardła. Druga osoba to przypadek młodej dziewczyny z praktyk, nastka była uzależniona od jedzenia zupek chińskich miała ich mnóstwo, nosiła je w ubraniach, przyklejała do ciała, upychała pod materac, konsumowała na sucho i poprawiała makijaż. To chyba takie najmocniej działające na mnie wtedy emocje. Moja praca niesie za sobą stale jakieś  nietypowe i skrajne sytuację ale to niestety nie nadaje się do wrzucania do sieci.

CZY CZASEM CZUJESZ ULGĘ, ŻE KTOŚ Z PACJENTÓW UMARŁ?
Zdecydowanie tak. Brzmi to nieludzko wiem, ale raz na dziesiątki przypadków trafia się chory który jest w bardzo ciężkim stanie, stanie agonalnym często z nowotworem, odczuwa niesamowity ból, skóra pokrywa odleżyny które mimo systematycznej pielęgnacji  nie mają już skłonności  do wygojenia i naskórkowania. Pamiętam taki przypadek kiedy rozpoczęłam pracę w DPS, kobieta ok. 170cm, waga jakies 35-38kg, przeraźliwie chuda, bez reakcji, leżąca, z endoprotezą talerza biodrowego ( proteza biodra) odleżyna czyli dziura w skórze szeroka, głęboka odsłaniała praktycznie cała metalową protezkę. Odleżyny i rany były na kręgosłupie,pietach, pośladkach, łokciach, przedramionach policzkach a nawet na płatkach uszu. Kobieta nie jadła, nie mogła pić, żyły cienkie jak włosy i tak samo kruche, podpięcie jej kroplówki graniczyło z cudem. Wiecznie na bardzo silnych lekach przeciwbólowych, intensywna profilaktyka p/odleżynowa i miesiące agonii w jękach... W takich chwilach kiedy obcujesz z takim cierpieniem, widzisz jak ta osoba z każdym dniem nie chce żyć,jak oczy nabierają mętnego wyglądu i żółci to chcesz aby wreszcie pojawił się "bilet" i taka osoba trafiła do lepszego świata. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie, że odpowiedz tak, nie oznacza, że życzę komuś śmierci.


CZY TO PRAWDA, ŻE PIELĘGNIARKI PRACUJĄ TAK DUŻO?
Raczej tak, ale nie jest to niestety powód do dumy. Każda z nas wolałaby pracować w standardowym wymiarze godzin co miesiąc i zarabiać tyle aby móc godnie przeżyć od 1 do 30 i czasem pozwolić sobie na jakąś przyjemnostkę. Niestety stawki są opłakane a za taką odpowiedzialność, przeróżnych, często agresywnych pacjentów (1 pielęgniarka na blisko 100osób), masę obowiązków i  narażanie własnego życia to zarobki są  słabe, aby zarabiać lepiej łapiemy dodatkowe etaty i wtedy zarabiamy kosztem życia prywatnego. Podobno pielęgniarka to misja, więc może jak przejdę końcowego Bossa to dostanę jakiś bonus :) a tak poważnie, to #śmiechprzełzy :)


CZY PIELĘGNIARKI MSZCZĄ SIĘ NA NIEMIŁYCH PACJENTACH?
Ciężko mi mówić, za wszystkie ale powiem za siebie... To, że ktoś jest niemiły często wynika z faktu bólu czy zdenerwowania więc próbuje sobie to wytłumaczyć na swój sposób. Gorzej jeśli ktoś okazuje się być totalnym chamem, knuje i próbuje podnieść np. rękę albo obraża innych to reaguje od razu,  zwracam uwagę, jestem stanowcza i nie wchodzę w dialogi. Rozmowa toczy się równoważnikami zdańi chyba czuć ten dystans i niechęć. Nigdy jednak na nikim się nie mściłam i nie zamierzam, totalną bujdą jest, że podaje się inaczej zastrzyki aby bardziej bolało (jest to możliwe) ale też wiąże się z większym powstaniem powikłań więc nikt tego nie stosuje i mam nadzieję, nie będzie wykonywał. trudne sytuację trzeba rozwiązywać na bieżąco bo potem może być już za późno.


CZY JEST TO PRAWDA, ŻE OSOBA KTÓRA UMIERA NA SALI  MUSI TAM ZOSTAĆ PRZEZ JAKIŚ CZAS?
Tak, procedury są takie, że w chwili wystąpienia zgonu telefonujemy do lekarza dyżurującego (u nas nie pracują lekarze) i informujemy o zgonie.  Musi minąć minimum dwie godziny od zgonu aby lekarz pojawił się u nas, potwierdził brak reakcji życiowych i wypisał odpowiednie dokumenty. Te dwie godziny jest to czas aby przygotować osobę ("toaleta pośmiertna") na przyjazd np. najbliższych, później lekarza. Kiedy lekarz wypisze kartę zgonu, wzywamy zakład pogrzebowy który został wskazany przez rodzinę lub opiekuna prawnego. Odpowiadając konkretnie na pytanie ciało pozostaje na sali przez minimum 2h.

CZYTAŁAM KIEDYŚ ARTYKUŁ, ŻE OSOBY SKARŻYŁY SIĘ, ŻE LEŻAŁY Z "TRUPKIEM" NA JEDNEJ SALI PRZEZ KILKA GODZIN, JEST TO MOŻLIWE?
Nie wiem jak to teraz wygląda w szpitalach, podejrzewam, że regulaminowe 2h i ta osoba zostaje przeniesiona. U nas wygląda to tak, że staramy się aby osoba chodząc z jednego pokoju/ sali w tym czasie przebywała w innym miejscu, trafia do sali terapii, ogląda w tym czasie telewizor, albo rozmawia z personelem, nie zawsze nawet jest świadoma, że w tym czasie doszło do zgonu  na sali. Jeśli są to osoby  leżące, nieświadome a temperatura otoczenia jest korzystna,osoba zostaje w pokoju, zmarła zostaje "naszykowana"-> "toaleta pośmiertna" i zasłoniona parawanami. Czekamy na lekarza, ewentualną rodzinę i zakład pogrzebowy. 

CO BYŁO DOTYCHCZAS NAJTRUDNIEJSZE W BYCIU PIELĘGNIARKĄ? 
W może w kontekście tego co napisałam powyżej o śmierci i różnych chorobach zabrzmi to dziwnie, ale najtrudniejsze było dla mnie przejście praktyk na  pediatrii. Zakładanie wkłuć w skroń takiego parotygodniowego maleństwa w chwili kiedy był to pierwszy rok a ja nie miałam jeszcze wprawy do igieł to był hardcore. Na szczęście u mnie w stresie wł. się jeszcze większe opanowanie i logiczne myślenie więc udało się nawet za pierwszym razem. 

CO NAJGŁUPSZEGO ZROBIŁY RODZINY W CHWILI ODWIEDZENIA?
Do NAGRODY DARWINA mianowałabym wszystkich tych którzy próbowali wcisnąć przez sondę  (sonda rurka przez nos lub usta włożona do żołądka) lub PEG-a (rurka założona od razu prze powłoki brzucha do żołądka) zgniecione maliny, truskawki ze śmietaną, banana czy  np, arbuza z pestkami. Oczywiście rzadko kiedy udaje się to przepłukać, zresztą często osoby z "rurkami" karmione są od razu przez usta (gdzie każdą z nich zakłada się w chwili problemów z połykaniem) a rodzny nie widza problemy aby zakleić gardło lepką papką i spowodować podduszenie co u nas od razu skutkuje akcją ratunkową.

JAK TO NIE MASZ LEKARZA  W PRACY?
W DPSach nie pracuje lekarz na stałe, podpisany jest kontrakt z przychodnią z której pojawia się u nas lekarz raz w tygodniu bada chorych i wypisuje recepty. Jeśli coś się dzieje w nocy możemy skontaktować się z lekarzem dyżurnym w opiece całodobowej lub wezwać pogotowie.

NIE BOISZ SIĘ IGIEŁ? NIE BRZYDZISZ SIĘ KRWI? CHYBA NIE MOGŁABYM UKUĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA... CO LUBISZ NAJBARDZIEJ Z TAKICH CODZIENNYCH ZADAŃ?
Uwierz mi, ze gdyby chodziło o uratowanie kogoś bliskiego i od twojego wbicia igły zależałoby wszystko to wbiłabyś z misterną precyzyjnością i to bez zawahania. Lubię pobierać krew ale najbardziej lubię kaniule tzn. wenflony i kroplówki :) Uwielbiam robić opatrunki, wszelkiego rodzaju rany, odleżyny (rajcuje mnie fakt kiedy z creepy stanu na moich oczach zaczynam zauważać znaczną poprawę) wszystkie chirurgiczne kwestie, lubię usuwać szwy, uwielbiam psychiatrię i wszystkie psychologiczne tematy. A krew pachnie metalicznie dla mnei wegetarianki jest to mało przyjemny zapach ale sam fakt pobierania jest dla mnie jak nie wiem umycie rąk, idę pobieram, opisuje i oddaje :) #życie :D

JAK WYGLĄDA CZŁOWIEK PO ŚMIERCI?
Nie wygląda jak w filmach, twarz parę godzin przed śmiercią wyostrza swoje rysy, charakterystyczny jest szpiczasty nos, zażółcone ale i mętne gałki oczne które raczej nie poruszają się za punktem. W chwili zgonu ciało się rozluźnia, jest wiotkie, stygnie, opada szczęka dlatego często trzeba podtrzymywać specjalnym paskiem brodę aby zmarły wyglądał na śpiącego. Mogą pojawić się zasinienia przy paznokciach czy plamy opadowe,ale to jest bardzo złożony temat i chyba nie na tutaj... Wszysto zależy od przyczyny śmierci.

CZY PODAJECIE TAM LEKI W TABLETKACH CZY TYLKO KROPLÓWKI? PIELĘGNIARKI ROZKŁADAJĄ LEKI CZY SAMI ŁYKAJĄ?
DPS to głównie leki w tabletkach, doraźnie podaje się zlecone wlewy kroplowe, zastrzyki, plastry p/bólowe itp.Pigułek jest mnóstwo. W budynku jest blisko 100 osób z czego każda przyjmuje lekarstwa minimum dwa razy dziennie (po kilka tabletek) a niektórzy nawet trzy. Pielęgniarka rozkłada leki podstawowe i psychotropowe a każdą wydaną pigułkę z działu psychotropów musi rozpisać w zeszycie tzn dla kogo ile kiedy itp. przeliczyć stan i się podpisać :)

CZY ZOSTAŁAŚ KIEDYŚ OBRAŻONA LUB UDERZONA W PRACY  PRZEZ PACJENTA? 
Zdarza się, aczkolwiek jestem taką osobą z którą chyba da się żyć w dobrych i jeszcze lepszych relacjach. Mam głównie takiego jednego starszego pana który lubi na mnie krzyczeć,wyzywać a nawet raz próbował uderzyć mnie po piszczelach a następnie kulą inwalidzką po twarzy. Tak, dobrze słyszycie, nie jest to osoba chora psychicznie a jak to się mówi, z trudnym charakterem. Zostało to zgłoszone, sama przeprowadziłam z nim rozmowę póki co ze skutkiem ale teraz jestem już uważniejsza.


CZY JESTEŚ TRAKTOWANA NA RÓWNI Z LEKARZAMI? CZY LEKARZE CZĘSTO OLEWAJĄ PROŚBY PIELĘGNIAREK GDY ZGŁASZAJĄ, ŻE COŚ SIĘ DZIEJE?
W szpitalach na szczęście odchodzi się od stereotypu "piguły", obecne pielęgniarki to nie panie od" podaj kaczkę" a wykształcone kobiety (ale i mężczyźni) które same są w stanie obserowac, monitorować oraz pielęgnować chorego, są wstanie zaproponować dalszy plan pielegnacyjny, podawać leki ratujące w obecnej chwili życie więc ciesze się, że figurujemy jako pielęgniarki a nie jako "siostry". W mojej pracy podkreślę jeszcze raz nie ma lekarza ja sama podejmuje decyzje odnośnie leczenia zachowawczego, obserwuje, monitoruję, wyciągam wnioski, jeśli stan jest poważny konsultuje przypadki z lekarzem dyżurującym za pośrednictwem telefonu lub jeśli lekarz tak zasugeruje dzwonie na Pogotowie Ratunkowe.
Niestety z Lekarzami w opiece całodobowej jest tak, że nie zawsze odbierają telefony, nie bardzo czują klimat odwiedzania w domu, sugerują od razu kontakt z pogotowiem. Kontakt z pogotowiem niestety bywa rózny czasami na dyspozytorce trafia się ktoś kto czuje powagę sytuacji a niekiedy słuchawkę odbiera jakiś zgred który zamiast ratować ludzi wykłóca się ze mną, że zawracam głowę.  Na szczęście większość ratowników i lekarzy którzy do nas dojeżdżają to konkretni, sympatyczni ludzie którzy jeszcze nie sprzedali swej empatii za bułkę w Maczku.

CZY ZOSTAŁABYŚ PONOWNIE PIELĘGNIARKĄ ?
Wiecie, że mam kilka zawodów, pracuję też jako fotograf, jestem bloggerem więc zajęć innego typu mam sporo  ale chyba bym została bo to praca którą lubię wykonywać. Tylko te zarobki miażdżą kręgosłup (azgr!jarrr!) Ale gdyby nie pielęgniarstwo to zostałabym Zębową Wróżką i lepiła Wam piękne ząbki. A swoją drogą w mojej łepetynce siedzą jeszcze dwa pomysły na siebie z którymi mam nadzieję, uda mi się ruszyć w przyszłości, nie będzie to nic medycznego, uruchomię swoją duszę artystyczną :)



Wszystkich tych  którzy zostali i zapoznali się z moimi odpowiedziami, proszę o znak, że tu byliście. Dajcie mi znać czy zdawaliście sobie sprawę, że mogę pracować w taki sposób? To zupełnie inna fucha od bycia "instagirl" , co mnie akurat nie rajcuję. Chce Wam na swojej stronie pokazywać, że też mam zwykłą pracę, normalne życie  a mój ig to przedłużenie tego jaką jestem.

Jakie macie zdanie o pielęgniarkach? Piszcie szczerze, ja na swojej drodze też spotkałam różne przypadki ale na szczęście (pacjentów) większość z nich już kica na emeryturze :P 

Dotychczas  patrzyliście na pielęgniarki jako takie pomocnice lekarza co wylewają mocz czy jednak personel pracujący trochę wyżej? :D 
Mam lekki stres przed tym wpisem bo jest może momentami zbyt szczery ale skoro pytacie to odpowiadam.

Jestem tak bardzooooooo ciekawa waszych opinii, chcecie czasem takie wpisy bardziej od strony medycznej ale pisane przystępnym językiem? Moje medyczne lifehacki?
________________________________________________________
ZAPRASZAM NA SWOJE SOCIAL MEDIA :) 
IG / FB/ @INSTASIOSTRA
Czytaj dalej »

31.12.2018

GENO KOSMETYKI- REWOLUCJA W DOBORZE NAJLEPSZEJ PIELĘGNACJI


Geno kosmetyki, kiedy wspominam o tym zapewne wiele z Was zastanawia się o czym ja w ogóle mówię. Spokojnie, jeszcze parę tygodni temu byłam tak samo zaskoczona tym określeniem a jeszcze bardziej mozliwosciami jakie niesie za sobą nowa, wręcz przełomowa metoda pielęgnacji naszej cery.

geno-kosmetyki-drwilsz-vitagenum

Zacznijmy jednak od początku... GENOpielegnacja cóż to takiego? Najprościej mówiąc ma ona na celu pomóc nam dobrać niewłaściwsze produkty kosmetyczne do naszego zapotrzebowania, jeśli mam sobie to jakoś zobrazować to magiczna mikstura lecznicza która wyłapuje w naszym organizmie braki a następnie stara się te ubytki naprawić lub wprawic w takie dzialanie aby szwankujaca część działała najlepiej jak to tylko możliwe.

Brzmi nieprawdopodobnie ale w chwili kiedy podstawą do stworzenia niewiarygodnego panaceum staję się nasz kod DNA wszystko zaczyna składać się w dużo bardziej logiczną całość.

Test DNA jest niezbędnym elementem bez którego nie rozpoczniemy przygody z Geno produktami.

geno-kosmetyki-drwilsz-vitagenum


Wykonanie testu jest banalnie łatwe i spokojnie można wykonać go w warunkach domowych, aczkolwiek są salony kosmetyczne w Polce w ktorych specjaliści zrobią to za nas. Pobranie DNA trwa ok.2 minut a polega zaledwie na wykonaniu wymazu szpatułką z wewnętrznej części policzka. Pobieramy dwa takie wymazy a nastepnie chowamy je w woreczku strunowym a nastepnie metalowej kasetce i wysylamy pod wskazany adres.


Jeśli wykonujemy badanie w gabinecie wysyłka nas już nie dotyczy.



Po odeslaniu materiału musimy uzbroić się w cierpliwość, rozpoczyna się proces badawczy naszego DNA który trwa ok.4 tygodni. Po tym czasie otrzymamy raport oraz dalsze wskazówki na temat naszego dalszego procesu pielegnacyjnego.


Marka Geno Dr Wilsz przygotowala dla nas na ten czas produkt, krem biomimetyczny który zaczyna przygotowywać naszą twarz pod pielęgnację którą już niebawem rozpoczniemy. Krem zawiera w sobie m.in. kwas laktobionowy(PHA), ektoina, atelokolagen.
Krem zaczęłam stosować parę dni temu i faktycznie dostrzegam lepsze nawilżenie i wygladzenie powierzchni skóry a przecież to dopiero początek naszej wspólnej przygody...


Ogólnie w badaniu labolatorium Vitagenum sprawdza się, aż pięć markerów genetycznych które określają cztery obszary funkcjonowania skóry. Dzięki temu można sprawdzić :

  • Predyspozycję skóry do degradacji i słabienia włókien kolagenowych (odpowiadają za to geny MMP-1 i MMP-3) 
  • Zdolność organizmu do konwersji beta-karotenu do witaminy A (czyli retinolu) i ew. niedobór retinolu (gen BCMO1) 
  • Czas jak szybko skracają się końcówki chromosomów wpływających na długość życia komórek (gen TERT)
  • Wydajność transportu wody i glicerolu do komórek skóry (gen AQP).


Swoje badanie DNA pobralam na początku grudnia. Czekam na wyniki oraz raport, bo chyba nie wspomniałam ale raport ciekawi mnie nieslychanie podobno czeka mnie ok.70 stronicowy opis tego co w mym ciele siedzi, co jest dobre a co może byc uposledzone- podejrzewam, że może być coś nie halo u mnie z retinolem ale to wyniki pokażą najlepiej. 

Będę Was informować na bieżąco jak przebiega proces mojej geno przygody. Ogólnie czuje się jak człowiek któremu zaoferowano lot statkiem kosmicznym na księżyc. Jest to dla mnie turbo wyróżnienie bowiem składy produktow a dokładniej ich stężeń są ogromne (40%) a badania genopielegnacji oprócz Polski wykonywane sa tylko w 3 miejscach na świecie. Wiec zrozumcie moje podekscytowanie:)



Co myslicie o tej technologii, czy taka rewolucja może okazać się hitem?




Czytaj dalej »