31.03.2018

Fresh & Green / TA DIETA NIE MA SENSU!

 Nowy Rok to zawsze pasmo kosmicznych wyrzeczeń, astralnych planów i gigantycznych obietnic. "Schudnę, zacznę biegać, zacznę jeść zdrowo..." To zaledwie kilka pomysłów które niczym mantra powtarza większość społeczeństwa na przełomie grudnia i stycznia,do lutego starają się wytrwać w postanowieniach, następnie zapał spada i kolejny przypływ gruntownej przemiany dotyka nas w okolicach Świąt Wielkanocnych. Wrzucę do gara coś dobrego a po Dyngusie wracam do bycia fit i pokazówek na siłowni - czy ma to sens?

Jeśli chodzi o mój sposób odżywiania do już ponad 18 lat temu zadecydowałam, że całkowicie odstawiam ze swojego jadłospisu mięso i nie będę się tu rozdrabniać czy są to stworzenia wodne czy lądowe. Mój jadłospis nie zawiera niczego co posiadało oczka. Nie wynika to tylko z empatii  do zwierząt które giną w nieludzkich warunkach - bo byłabym totalną hipokrytką gdybym wmawiała Wam, że to  główny powód mojego kulinarnego przewrotu. Od lat nosze skórzane ubrania lub dodatki i nie sądzę abym z tego zrezygnowała w najbliższym czasie. Mięcho wyeliminowałam ze swojego jadłospisu ze względu na wrażenia smakowe. Nie potrafię tolerować aromatu mięsa który dla mnie zbyt mocno przesiąka krwią. Wszędzie wyczuwam ten żelazowy posmak który powoduje u mnie ogromny szczękościsk i torsje. Od małego również, zawsze źle się czułam po zjedzeniu jakiejkolwiek porcji mięsa, to samo tyczyło się tłuszczy zwierzęcych które przepakowane  witaminą A+E, najzwyczajniej pachniały mi zjełczałym łojem.  Nie wiem czy była to fobia, nie sądzę aby dziecko 6-7 letnie mogło symulować wysypkę itp. Nigdy nie miałam robionych testów pokarmowych sprawdzających faktyczne uczulenie. Po wielu latach męczarni i wybrzydzania, moi rodzice postanowili odpuścić i przestali nękać mnie pokarmami bazującymi na zwierzakach, czasami jeszcze mama próbowała przemycić mi jakąś zupę na rosole mięsnym ale i tak to wyczuwałam i kończyło się awanturą. Doszło nawet do takiego momentu, że bałam się próbować cokolwiek ciepłego bo wszędzie widziałam podstęp :)

Od 11 roku życia jestem "czysta" i nigdy już nie zjadłam niczego mięsiastego. Moje przygody z odżywianiem były  różne... Będąc w ostatniej klasie liceum przeszłam na weganizm który trwał parę dobrych miesięcy - chyba 10 miesięcy. Problem pojawił się w chwili kiedy zaczęłam brzydzić się jedzenia, swoje dobowe posiłki ograniczałam do zjedzenia plasterka grejpfruta,deseczki Wasa, łyżki szpinaku i pomidora. Resztę uzupełniałam sokiem grejpfrutowym albo herbatą pita hektolitrami. Waga spadła mi bardzo szybko bo jak dobrze sobie przypominam ważyłam chyba 42 kg. Mój chłopak mógł mnie objąć dłońmi w pasie ale fizycznie czułam się mega słaba, miałam bardzo mało energii  a każdy wysiłek sprawiał, że mega dusiło mnie w płucach (była to dodatkowo faza mojej silnej alergii na pyłki ale już to pomińmy). Długo zajęło mi aby chociaż trochę przybrać na masie, starałam się też powoli wprowadzać do swojej diety nabiał aby chociaż trochę zwiększyć ich kaloryczność. Od etapu tego odżywiania mam problem z odczuwaniem głodu. Spożywam posiłki bardziej z faktu - "trzeba zjeść" niż dlatego , że słyszę jak "grzmi" pod splotem słonecznym. Czasami mogę nie dostarczać pożywienia przez 15h i nie czuje potrzeby jedzenia, chyba, że pojawia się migrenowy ból wtedy wiem, że trzeba doładować organizm. Po tych podbojach kulinarnych miałam jeszcze jedną przygodę z pogorszeniem się stanu zdrowia ale wynikało to z porażenia mięśnia twarzowego, przez 1,5 miesiąca nie zamykałam oka ani nie mogłam zginać ust wiec nie miałam możliwości jedzenia, bo wszystko co próbowałam łyknąć najzwyczajniej się wylewało :D Po rehabilitacji wszystko wróciło do normy i od tej pory (2014r) staram się jeść w miarę regularnie, zostałam przy kuchni wegetariańskiej bo taka smakuje mi najbardziej, ale  gotuje dużo, eksperymentuje z kuchnią vegańską ale na chwilę obecna nie wyobrażam sobie rezygnacji z białego chudnego  sera. 

Mimo, iż kuchnia wegetariańska znana jest w Polsce od kilkunastu lat, nadal w  niektórych kręgach jest oznaką pewnego rodzaju fanaberii.  Wiele osób postrzega to jako modę i neguje moje odżywianie. Największy problem miałam w chwili stosowania postu dr Dąbrowskiej (tutaj o nim piszę). Jadłam swoje standardowe posiłki z eliminacją niektórych produktów spożywczych. Fakt taki hc veganizm sprawił, że faktycznie czułam ogromny przypływ energii. Nie bolały mnie kości ani głowa wręcz przeciwnie czułam się jak młody Bóg. Jedyny szokujący fakt tej diety to spadek 8kg w przeciągu 14 dni. Byłam mocno zdziwiona bo moja waga raczej jest stabilna od kilku lat, czasami waha się o 1,5 kg w jedną drugą stronę ale raczej pokazuję stale jedną liczbę. A jadam różnie, sięgam po pizzę, nie jadam tylko tego co raw, bezglutenowe i bez cukru bo to zupełnie bez sensu.  Nie musicie czarować, zgapiać jadłospisów fit mentorek aby żyć zdrowo i wyglądać dobrze.

I stąd mój apel, nie wymyślajcie sobie drakońskich diet, nie zmuszajcie się do jedzenia produktów które Wam nie smakują, organizm sam Wam powie co zjadać w danym momencie.  Warto jednak zapamiętać kilka rad które  pomogą Wam dokładniej sprecyzować zapotrzebowanie Waszego organizmu w mikro i makroelementy.

Zazwyczaj mamy ciągotki na podjadanie standardowych grup produktów które przepakowane są chemią, oczywiście jeśli raz na jakiś czas pochłoniecie paczkę chipsów czy jakiegoś fastfooda, Wasz organizm nie odczuje tego jak zamach na żywot, ale jeśli chcecie po prostu zdrowiej się odżywiać to spróbujcie mojej metody. Jeśli  masz ochotę na:

SŁODYCZE - najprawdopodobniej brakuje Ci magnezu, chromu i wody. W takich momentach najlepiej sięgnąć po ulubione owoce. O dziwo mogą być nawet suszone, ze względu na to, że nawet te poddane procesom słodzenia i tak są zdrowsze niż wysoko kaloryczne batony, ciastka czy pianki.

CZEKOLADĘ - najprawdopodobniej brakuje Ci chromu, magnezu oraz wit.B. Idealnym zamiennikiem będą nasionka dyni lub słonecznika. 

CHIPSY albo inne produkty słone są oznaką niedoboru błonnika, elektrolitów i wody -ideałem byłoby zjeść wtedy pieczone warzywa z dużą ilością przypraw, albo wypić wodę z cytryną.

PIECZYWO  - najprawdopodobniej odczuwasz spadek energii - cukru w organizmie, pora więc uzupełnić glukozę. Najlepszym produktem do tego będą  orzechy albo produkty kaloryczne ale te o niższym indeksie glikemicznym (m.in. chleb z pełnego ziarna, brązowy ryż, marchew surowa, zielone warzywa, pomidory, chudy nabiał, jabłka, orzeszki zamiast zwykłego cukru - fruktoza, a zamiast mlecznej czekolady ta  z zawartością kakao powyżej 70%). Dlaczego warto sięgać po produkty o niskim IG?Te z wysoką zawartością szybko podnoszą nam poziom cukru, są pozornym zastrzykiem energii. Pozornym ponieważ ta "moc" nie trwa długo, poziom energii spada szybko i to nawet poniżej początkowego poziomu . Takie wahania nie są zdrowe ponieważ powodują rozchwiania wydzielanej insuliny. Zbyt duża ilość tego hormonu  potrafi spowolnić  rozpad tkanki tłuszczowej a co najgorzej często prowadzi do jej zwiększenia, zresztą duża ilość insuliny w organizmie wpływa na dłuższą metę destrukcyjnie gdyż zaburza  pracę mięśni i prowadzi do katabolizmu czyli ich rozpadu.

Oprócz tych podstawowych zamienników warto wprowadzić do swojego jadłospisu produkty które wpływają na podkręcenie metabolizmu albo mają małą wartość kaloryczną: awokado, jagody, jabłka, kurkumę, chilli, imbir, cytryny, kokosa, grejpfruty, pomidory, granaty, pomarańcze, selera, ogórki, brokuły, kapusty, fasole, chilli, rzeżuchę, cebulę, sałatę, komosę ryżową, owsiankę, amarantusa, grykę, brązowy ryż, indyka, łososia oraz orzechy :).

Ideałem byłoby przestrzeganie PIRAMIDY ŻYWIENIA  ustalonej wg WHO czyli Światowej Organizacji Zdrowia. Powinniśmy zaopatrzyć swoją spiżarkę (w kolejności od największego zapotrzebowania) w warzywa + owoce ( powinny stanowić połowę naszego pożywienia), produkty zbożowe ( najlepiej pełnoziarniste ze względu na dużą zawartość błonnika), nabiał ( tak do 2 szkl. mleka dziennie lub porcji, kefiru/ jogurtu/ twarożku). Piramida sugeruje spożywanie mięsa max 2-3 w tygodniu i to też chudego np. z indyka czy wybranych grup ryb. O tłuszczach mówi się dużo ale jedno jest pewne nie może ich zabraknąć w diecie, nie należy jednak ich nadużywać i skupić się na tych które mają więcej wartości dla naszego organizmu.

Oczywiście nie będzie dla Was nowością jeśli wspomnę o minimalnym nawodnieniu ok.2-2,5 l na dobę dla osoby pełnoletniej. Dlaczego, aż tyle?  Organizm dziecka wypełnia, aż 75-80% wody z biegiem lat oczywiście rośniemy a co za tym idzie poziom naszego nawodnienie też stanowi mniejszy procent. Osoby dorosłe nawodnione są w  50 - 70% a osoby starsze zaledwie w 46 -50%.
Woda jest niezbędna każdemu organizmowi żywemu, dostarcza organom wewnętrzym składniki, zwalcza zmęczenie, bierze udział w oczyszczaniu organizmu, wspomaga pamięć i koncentrację, przyśpiesza trawienie, reguluję temp. naszego ciała, przynosi ulgę przesuszonym gałkom ocznym a nawet poprawia wygląd i elastyczność skory - to zaledwie kilka przykładów  które jak widzicie są znaczące. Dlaczego więc 2l? Spójrzcie na to, człowiek o bardzo małym wysiłku fizycznym traci 300ml wody/ dobę przez wydychane powietrze, ok 500ml/ dobę przez skórę w postaci potu, ok 200ml/ dobę z drogą pokarmową oraz ok 600ml/ dobę przez mocz. Są to minimalne wartości i oczywiście wzrastają z aktywnością fizyczną. Sumując w ciągu doby pozbywamy się minimum 1600ml wody, aby nasz mózg pracował i nie dawał sygnałów w postaci bólu, kołatania serca, spadku nastroju czy senności musimy nawadniać organizm - najlepiej nie samą wodą a tą z dodatkiem cytryny, mięty czy szczypty soli :)  Pamiętajcie, że 3% utrata wody  to spadek wydajności organizmu o 20% a co za tym idzie obniżenie nastroju, brak siły, leżakowanie i chęć na dirty pleasure. 



Tematyka wpisu podskoczyła i obróciła się o 180 stopni, zboczyłam z tematu ale mam nadzieję, że ten wpis chociaż trochę Wam umilił czas i pokazał, że podstawą naszego prawidłowego odżywiania nie jest katowanie organizmu nielubianymi produktami a  spożywanie 4-5 urozmaiconych posiłków, solidne nawadnianie oraz słuchanie potrzeb naszego organizmu i zastępowanie niezdrowych przekąsek tymi zdrowszymi :)


Niby dużo a jednak nie tak wiele, przy ograniczeniu cukrów  to może przynieść oszałamiające efekty - nie tylko w postaci lepszej sylwetki ale głównie większej witalności i zdrowia :) Dajcie mi znać co najczęściej Wasz organizm podpowiada,  na co zazwyczaj macie ochotę, oczywiście mam na myśli strefy kulinarne :) 





___________________________________________________________

***Wpis ten powstał w ramach blogersko/vlogerskiej akcji „Wyjątkowy rok”, w której udział biorą znani twórcy internetowi, których podlinkuję Wam poniżej.Zachęcam Was do zajrzenia na ich strony aby zobaczyć historie opublikowane w marcu pod hasłem FRESH&GREEN. A TU znajdziecie linki do ich publikacji w tym temacie.




Czytaj dalej »

23.03.2018

#HAUL - GOTOWA NA WIOSNĘ! / UBRANIA I DODATKI!


W tym tygodniu dostąpiliśmy zaszczytu powitania wiosny. W Lublinie śnieg po pachy w telewizji z tego co ujrzałam w ciągu jednego dnia  chłam nad chłamami, niestety w sieciówkach wcale nie jest lepiej. Jestem głównie sukienkowa a tym razem naprawdę nie potrafię znaleźć modeli dla siebie mimo, iż butiki obfitują w różnokolorowe sukienki. Raz fason innym razem wzór a gdy już wszystko idzie w dobra stronę to dopada mnie problem materiałowy który był i zawsze będzie dla mnie kluczowym elementem zakupu (dzięki Mamo, za wyrobienie tego nawyku w dzieciństwie!)





Skoro z sukienkami tego sezonu jeszcze się nie zaprzyjaźniłam postanowiłam odziać się w spodnie, chyba jedne z nielicznych w mojej szafie. Zimą (jeszcze) zakupiłam boyfriendy, znany mi już dobrze model bo w ubiegłym roku nosiłam identyczne.  Jako człowiek nieduży (ale też niemały) bo mam 163cm wzrostu i obdarzony dość szerokimi biodrami w stosunku do wąskiej talii z boyfriendami zawsze miałam pod górkę, górę a nawet Kilimandżaro. Te jako jedyne sprawiły  że nie wyglądam jak zdeformowany karakan. Jeansy dorwałam  w Zarze za 129zl i szczerze polecam zwrócić na nie uwagę bo jakość materiału (znowu to samo )jest super no i musiałam je przytulić i zabrać do domu mimo,  iż ich dziury układają się w smutny grymas :D

Kolejny zakup to czarny t-shirt New Locka, dotychczas lekceważylam ta markę i sama się sobie dziwię  że zakupiłam koszulkę tej marki. Trafiła do mnie przypadkiem - wrzuciłam ją jako zamknięcie koszyka podczas zakupów na Zalando  Kosztowała krocie chyba 24złote (promocja jednodniowa). Kupiłam rozmiar za dużą aby mieć coś luźniejszego i powiem Wam, że ta koszulka to mój totalny faworyt. Gruba i mięciutka  bawełna, świetna jakość która cudnie otula ciało. Dawno nie spotkałam się z tak przyjemna tkanina na t-shircie. Nadruk w mega moim stylu (kocham ten font) również bardzo dobrej jakości no i cena!
Kolejnym zakupem w mojej szafie są butki, druga para tego samego modelu w  ubiegłym roku praktycznie całe 3 sezony przebiegalam właśnie w nich - Nike Juvenate, model tak lekki  tak solidnie wykonany, tak doskonale przylegający do stopy niczym skarpetka, że moje bardzo wąskie stopy zakochały się w nich totalnie. Wierzch buta wykonany jest z siateczki a pod nią znajduje się delikatna pianka w stylu hmmm... Karimaty? Stopa oddycha, nie męczy się. Więc były dla mnie wymarzone właśnie na upały :)  Poprzednie jeszcze dają radę, ale model znika że sklepu jak świeże bułeczki więc w obawie przed brakiem możliwości posiadania ich kupiłam kolejne :) Co zrobić, no kocham te buty! Swoje po wielkich próbach i bojach znalazłam je na Zalando i zapłaciłam z rabatem ok. 200 zł, na szczęście rozmiar  37
Można często znaleźć na dziale dziecięcym :D
Kolejny zakup to bluza Reserved, nie ukrywam skusil mnie napis a w sumie fajny haft. Zobaczyłam ją pierwszy raz w filmiku dziewczyn z loveandgreatshoes. Justyna nosi się w stylu który bardzo lubię więc z przyjemnością zgapilam zakup. Wybrałam S, bluza dotarła pięknie zapakowana już na drugi dzień, niestety rozmiar okazał się za duży. Długie rękawy a obszerny lekko netoperkowaty krój tylko spotegowal jej wielkość. Marka niestety nie posiada XS w tym modelu więc postanowiłam jej nie odsyłać, ublagam mamę aby delikatnie ją zwezila i będzie mam nadzieję ok :) 
Co do materiału to coś pomiędzy bardzo grubą koszulka a bluza, materiał nie należy do gatunku tych milutkich  ciepkutkich z meszkiem. Rękawy posiadają bogate obszycie z gumką  dół został wykończony w ten sam sposób - zamiast standardowego ściągacza gumka z Ala falbanką.
Bluza kosztowała chyba 68 zł jest to zakup który tak w 65% mnie zadowolil ale wierzę, że wydobede z niej potencjał :)

Zakupy oczywiście nie obeszły się bez kolejnej pary butów i to znowu adidasów, tych jednak grubszych i bardziej na sezon wiosna - jesień  Postawiłam na Nike HUARACHE. Marzyłam o nich już od dawna ale cena 460zl jakoś mocno wpływała na ich niekorzyść a już tym bardziej na moje konto bankowe :) ...ale pojawiła się promocja, turbo okazja i kupiłam je na wyprzedaży za prawie połowę ceny, serce zabiło mocniej  i kupiłam. Buty są doskonałe  również lekkie, dobrze przylegają do pięty  mam lekki problem z przodem bo jednak są troszkę luźniejsze niż te o których pisze wyżej ale kupiłam ja z myślą noszenia ze stopkami, więc pewnie skarpetki trochę zniwelują ten luz :D
Kolejny zakup to już w ogóle przegięcie, kupiłam torbę na którą odkładam od dawien dawna, wprawdzie nie jest to model o którym marzyłam w pierwszej kolejności ale jej większa siostra NIKI kosztuje drugie tyle więc spełniłam marzenie i nabyłam małą Kate. O Boziu... teraz do końca roku jem tylko sałatę i zapijam wodą ale wiem, że będzie warto bo ta torebunia jest magiczna !

Na koniec opowiem Wam o ramonesce - nakłoniła mnie do zakupu znana instagramowa pięknota znana szerszemu gronu jako CHMIELOVA :) Ona dała cynk, że w Bershce są fajne krótkie ramoneski a takiej własnie potrzebowałam tego roku :) no i jest -  tworzywo sztuczne ale wygląda  jak prawdziwa skóra- Cudo:)


Kochani dajcie znać czy podobają się Wam moje zakupy, pochwalcie się co same nabyłyście na wyprzedażach oraz czy macie już szafę gotową na wiosnę ;)
Post powstał pod wpływem impulsu - na poczekalni w przychodni. Dziś wyjątkowo jestem pacjentem, czasami role tez się odwracają :) Badania po kilku godzinach zrobione - uciekam na dyżur.

Ściskam <3

Czytaj dalej »

18.03.2018

WEGAŃSKIE POMADKI BARWIĄCE / COULEUR CARMEL


Dawno już nie przedstawiałam Wam naturalnej "kolorówki". Dziś postanowiłam pod lupę wrzucić dwie, całkowicie różne pomadki marki COULEUR CARMEL. Nazwa na której co chwilę łamię język ale przez to wyraźnie zapadła mi w pamięci :) To co? Zaczynamy!




SŁÓW KILKA O MARCE
COULEUR CARMEL - to marka która stawia na naturęa mianowicie na produkty które swym składem mają nie tylko ozdabiać ale i pielęgnować skórę. Przeznaczone są dla alergików, "wrażliwców", posiadaczek skóry delikatnej ale również dla miłośniczek makijażu które chcą zacząć stosować produkty o lepszych składach - organiczne.
Marka może pochwalić się dobrymi składami - bez konserwantów, sztucznych związków zapachowych, parabenów, talku i parafiny. Stosują wyselekcjonowane naturalne i organiczne składniki aktywne: m.in. olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, jojoba, z pestek winogron, z nasion baobabu, ekstrakt z liści czerwonej herbaty, masło shea i wiele innych substancji odżywczych. Posiadają certyfikaty przyznane przez Ecocert i Cosmebio a ich opakowania są wykonane z biodegradowalnych materiałów. Nie zawierają glutenu. Nie są testowane na zwierzętach.
Marka organizuje bezpłatne konsultacje makijażowe oraz konsultacje online.
Ok, skoro mamy już zarys firmy przyjrzyjmy się dokładnie dwóm produktom. Do dzisiejszego wpisu wybrałam dwie różne pomadki: Matte lipstick oraz Twist&lips.


MATTE LIPSTICK / COULEUR CARMEL No.124
Przyjrzyjmy się składowi: 100% naturalnych składników(z czego 23% aktywnych i 23% organicznych), W składzie znajdziemy organiczny: olejek rycynowy (zmiękcza i chroni skórę), olej z moreli(witB17, działanie antyrakowe), masło shea (rewitalizuje i nawilża), oliwę z oliwek (wygładzenie, nawilżenie), olej z jojoba(ujędrnienie), olej z pestek winogron (kwasy tłuszczowe, polifenole i witaminę E) a także ekstrakt z czerwonej herbaty( zapobiega starzeniu się skóry) i olej Karanja pozyskiwany z nasion drzewa Pongam (właściwości antyoksydacyjne oraz przeciwzapalne).
INGREDIENTS (produits nacrés / Pearly products + Lipstick 102) : RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL* – HYDROGENATED OLIVE OIL STEARYL ESTERS – EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) CERA – SHOREA ROBUSTA RESIN (DAMAR) – OLEIC/LINOLEIC/LINOLENIC
POLYGLYCERIDES – PRUNUS ARMENIACA (APRICOT) KERNEL OIL UNSAPONIFIABLES – BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER* – OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL* – PRUNUS ARMENIACA (APRICOT) KERNEL OIL* – SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED
OIL* – PONGAMIA GLABRA SEED OIL – ASPARAGOPSIS ARMATA EXTRACT – VITIS VINIFERA (GRAPE) SEED OIL* – ASPALATHUS LINEARIS LEAF EXTRACT – TOCOPHEROL – PARFUM (FRAGRANCE) - LINALOOL [+/– MAY CONTAIN : Calcium sodium borosilicate – Alumina – CI 77019 (Mica) – Sodium riboflavin phosphate – CI 77891 (Titanium dioxide) – CI 77861 (Tin oxide) – Silica - CI 77491 (Red iron oxide) – CI 77492 (Yellow iron oxide) – CI 77742 (Manganese violet) – CI 77499 (Black iron oxide) – CI 75470 (Carmine) – CI 77007 (Ultramarine) – CI 77718 (Talc) – CI 77510 (Ferric ferrocyanide) – CI 77288 (Chromium oxide green) – CI 77289 (Chromium hydroxide green) - Magnesium oxide]

OPAKOWANIE mocno mnie zaskoczyło bardzo lekkie, sztywne i tekturowe. Pierwszy raz z takim opakowaniem miałam styczność we wczesnym dzieciństwie. Moja Babcia Apolonia posiadała pomadki w takim wydaniu i mimo sporego użytkowania tekturki spisywały się naprawdę dobrze. 
Wracam jednak do tematu  mojego sztyftu - papierowe opakowanie jest dosyć solidne, pewnie za sprawą polakierowania lub laminatu owej tektury. w środku standardowo wysuwane miejsce na pomadkę (plastik) z nadrukowanym logiem.  Denko posiada najpotrzebniejsze informacje- numer pomadki, termin przydatności oraz informację o opakowaniu BIO. Takapomadka zapakowana jest dodatkowo w kartonik na którym znajdziemy skład, wielkość pomadki, informację na temat producenta i dystrybutora.



KONSYSTENCJA/TRWAŁOŚĆ/ZAPACH Sztyft jest zbity ale w chwili kontaktu ze skórą dłoni czy ust momentalnie nabiera "poślizgu". Pomadka ma przyjemną konsystencję. Ładnie  i bardzo dokładnie pokrywa usta. Nie podkreśla skórek, ale jeśli Wasze usta cechują nierówności to polecam najpierw zastosować na nie krem lub pomadkę ochronną.  Pomadka na ustach daje się stopniować, możemy uzyskać nią delikatne zabarwienie niczym tintem  albo uzyskać pełne krycie. Na ustach  przy dwóch warstwach prezentuje się niczym  matowe wydania pomadek MAC-a. Absolutnie nie jest wyczuwalna na ustach.  Pigment jest bardzo trwały i jak na pomadkę totalnie naturalną jestem mocno zadziwiona jej jakością. Pomadka w chwili kiedy nie jem wytrzymuje na ustach w idealnym stanie ok 6h. Jeśli pije lub jem, oczywiście się ściera ale nie są to ścierania w stylu matowych pomadek dostępnych na rynku, gdzie zostaje Wam kontur ust albo zjada się cały środek. Tutaj proces"zjadania" jest subtelny, nie dostrzeżecie  wyraźnej granicy. Kolor tak zwyczajnie blaknie tworząc jakby efekt ombre co jest naprawdę spoko rozwiązaniem szczególnie jak jesteście w pracy lub podróży i nie zawsze macie czas aby obserwować co tam dzieje się w lusterku :) Aromat praktycznie niewyczuwalny, bardzo subtelny zapach olejku rycynowego i morelowego.



ODCIEŃ - 124 - LIE DE VIN - w sztyfcie burgundowa, po nałożeniu odcień bladego wina z domieszką brązu.



POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
3,5g/ 56zł/ dostępny w EKOZUZU.PL lub ECO AND LIFE




TWIST & LIPS / COULEUR CARMEL No.406
Druga propozycja marki, tym razem pomadka w  wysuwanym aplikatorze.W dalszym ciągu dobry skład: 100% składników naturalnych (56% organicznych i 26% aktywnych składników). Organiczny: olej rycynowy(zmiękcza i chroni skórę), olej z moreli(Wit. B17), masło shea(nawilża, rewitalizuje)
oliwa z oliwek (regeneruje, nawilża), olej jojoba(wygładza,odżywia, ujędrnia) oraz wyciąg z krasnorostu rosnącego w pobliżu wybrzeży Francji (działanie przeciwzapalne,silnie regenerujące), wosk Candelila -wosk z liści wilczomlecza meksykańskiego(natłuszcza, wygładza i odżywia skórę), olej Karanja z nasion drzewa Pongam (właściwości antyoksydacyjne oraz przeciwzapalne),  żywica z damarzyka mocnego (właściwości ściągające, przyspiesza procesy gojenia i regeneracji skóry).
INGREDIENTS (INCI): Ricinus Communis (Castor) Seed Oil*, Hydrogenated Olive Oil Stearyl Esters, Candelilla Cera (Euphorbia Cerifera Wax), Oleic/Linoleic/Linolenic Polyglycerides, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil Unsaponifiables, Shorea Robusta Resin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Pongamia Glabra Seed Oil, Asparagopsis Armata Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil*, Aspalathus Linearis Leaf Extract, Tocopherol, Parfum (Fragrance), Linalool

[MAY CONTAIN : Mica, Silica, CI 77891 (Titanium dioxide), CI 77491 (Iron oxides), CI 77492 (Iron oxides), CI 77742 (Manganese violet), CI 77499 (Iron oxides), CI 75470 (Carmine), CI 77007 (Ultramarine blue), Talc, CI 77510 (Ferric ammonium ferrocyanide)]

OPAKOWANIE Pomadka trafia do nas w kartoniku (odnoszę dziwne wrażenie, że większość produktów tej marki pakowana jest w taki sam sposób) w środku znajdujemy produkt docelowy. Ładne, białe i minimalistyczne opakowanie, nazwa twist informuje o wysuwanym aplikatorze. Pomadka zamykana jest na plastikową skuwkę. Na denku widnieją informację odnośnie numeru, wagi a także daty przydatności. 



KONSYSTENCJA/TRWAŁOŚĆ/ZAPACH Pomadka jest zdecydowanie bardziej miękka niż poprzedniczka, bardziej klejąca co nie oznacza, że w ogóle należy do grona tych lepkich ;) Bogaty i niezwykle odżywczy skład. Naniesiona na usta intensywnie je zabezpiecza ale też dobrze pokrywa kolorystycznie. Efekt półsatynowy, przy dwóch warstwach daję większy błysk, efekt naturalnych zwilżonych warg. Pomadka nie należy do bardzo trwałych jeśli nie spożywacie posiłków a jedynie pijecie pozostanie na Waszych ustach ok. 3-4 godziny, po posiłku praktycznie całkowicie znika z ust a mimo to niesamowicie ją lubię. Pachnie intensywniej niż ta w sztyfcie ale nadal delikatnie - aromat również olejkowy ale bardziej słodkawy. 

ODCIEŃ - 406 - ROSE CLAIR - nudziak wpadający w brzoskwiniowo różowe tony, ciepły odcień idealny na co dzień jak i na wieczór do ciemnego smokey.


POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
3g/ 68zł/ Dostępny w EKOZUZU.PL lub COULEURCARMEL.PL


PODSUMOWANIE 
Pomadki o rewelacyjnym składzie, idealny produkt dla alergików czy osób które mają astmę i mają problem z duszącymi zapachami. Marka dobrze zaprojektowała swoje produkty, widać, że zadbała zarówno o jakość opakowań jak i skład samych kosmetyków. Kolorówki mają przyjemny zapach (bardzo delikatny), dają wyraźny kolor na ustach, nie powodują dyskomfortu podczas noszenia a to, że są mniej trwałe niż inne dostępne maty na rynku no cóż, każda z nas niech sobie postawi pytanie, czy woli inwestować w zdrowie czy bawić się w tanie  kolorówki. 
Jakie jest moje podejście? Na co dzień staram się wybierać produkty z naturalnej kolorówki, ale w chwili kiedy potrzebuje czegoś turbo trwałego i intensywnego w szalonych barwach wtedy wybieram dobrze znane i sprawdzone marki. 

Dajcie mi proszę znać czy miałyście już okazję stosować naturalne kosmetyki, szczególnie te do ust. Jakie jest Wasze zdanie na temat naturalnych marek, jestem bardzo ciekawa :)

Ściskam i uciekam na nocny dyżur 💓
Czytaj dalej »

11.03.2018

NAJLEPSZA PALETA TOO FACED? / CHOCOLATE GOLD


Niedawno w moje dłonie wpadła nowa, jeszcze cieplutka paletka marki Too Faced - Chocolate Gold. Jak to możliwe, że ja zwolenniczka raczej neutralnych kolorów zdecydowałam się na tak tęczowa paletę?  Zostańcie do końca a wszystko stanie się jasne :)

Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,

OD PRODUCENTA
Odkryj nowy wymiar makijażu dzięki luksusowej palecie w kolorze złota, która pachnie tak dobrze jak wygląda. Dzięki niej wyczarujesz metaliczny makijaż oka i uzyskasz epickie wykończenie, które możesz prezentować zarówno w wersji dziennej jak i wieczorowej. Cienie nasycone są prawdziwym złotem, dzięki któremu uzyskasz luksusowy i wyrazisty efekt, oraz kultowym estraktem z kakao, dzięki któremu paleta pachnie uwodzicielską czekoladą.

Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,SKŁAD
Podam przykładowo kilka:

Rolling in Dough 
INGREDIENTS: Mica, Talc, Ethylene/Acrylic Acid Copolymer, Dimethicone, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Zinc Stearate, Sodium Saccharin, Lauroyl Lysine, Aluminum Dimyristate, Disodium Stearoyl Glutamate, Gold, Methicone, Phenoxyethanol, Poloxamer 338, Polymethylsilsesquioxane, Silica, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Triethoxycaprylylsilane, Vanillin, Carmine (CI 75470) , Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Manganese Violet (CI 77742), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Cocoa Truffle INGREDIENTS: Mica, Talc, Ethylene/Acrylic Acid Copolymer, Dimethicone, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Zinc Stearate, Sodium Saccharin, Lauroyl Lysine, Aluminum Dimyristate, Disodium Stearoyl Glutamate, Gold, Methicone, Phenoxyethanol, Poloxamer 338, Polymethylsilsesquioxane, Silica, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Triethoxycaprylylsilane, Vanillin, Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Manganese Violet (CI 77742), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Holla for a Dolla INGREDIENTS: Mica, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Calcium Sodium Borosilicate, Zinc Stearate, Talc, Silica, Sodium Saccharin, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Gold, Fragrance/Parfum, Phenoxyethanol, Polymethylsilsesquioxane, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Tin Oxide, Vanillin, Iron Oxides (CI 77492, CI 77499), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Money Bags INGREDIENTS: Mica, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Calcium Sodium Borosilicate, Talc, Zinc Stearate, Sodium Saccharin, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Gold, Fragrance/Parfum, Phenoxyethanol, Polymethylsilsesquioxane, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Tin Oxide, Vanillin, Chromium Oxide Greens (CI 77288), Iron Oxides (CI 77491, CI 77499), Ferric Ferrocyanide (CI 77510), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Old Money INGREDIENTS: Mica, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Zinc Stearate, Talc, Sodium Saccharin, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Gold, Fragrance/Parfum, Phenoxyethanol, Polymethylsilsesquioxane, Silica, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Vanillin, Bronze Powder (CI 77400), Iron Oxides (CI 77491), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Gold Dipped INGREDIENTS: Mica, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Talc, Zinc Stearate, Silica, Sodium Saccharin, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Gold, Fragrance/Parfum, Phenoxyethanol, Polymethylsilsesquioxane, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Vanillin, Bronze Powder (CI 77400), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Love & Cocoa INGREDIENTS: Mica, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Zinc Stearate, Silica, Sodium Saccharin, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Gold, Fragrance/Parfum, Phenoxyethanol, Polymethylsilsesquioxane, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Talc, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Vanillin, Aluminum Powder (CI 77000), Copper Powder (CI 77400), Iron Oxides (CI 77491, CI 77499), Ferric Ferrocyanide (CI 77510), Titanium Dioxide (CI 77891). 

Decadent INGREDIENTS: Mica, Ethylene/Acrylic Acid Copolymer, Aluminum Dimyristate, Triethoxycaprylylsilane, Sodium Saccharin, Dimethicone, Disodium Stearoyl Glutamate, Gold, Lauroyl Lysine, Oryza Sativa (Rice) Extract/Oryza Sativa Extract, Phenoxyethanol, Poloxamer 338, Polymethylsilsesquioxane, Silica, Sodium Dehydroacetate, Sorbic Acid, Talc, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder/Theobroma Cacao Fruit Powder, Vanillin, Zinc Stearate, Iron Oxides (CI 77499). 


OPAKOWANIE
Produkt trafia do nas w sztywnym, tekturowym pudełeczku na którym widnieją wszelkie najpotrzebniejsze informacje np.na temat składu. W środku znajduje się produkt docelowy. cudowna kasetka. Paletka jest niesamowita, masywna solidnie wykonana. W środku posiada duże lusterko na którym producent nadrukował jedynie logo marki. Ramka na cienie jest sztywna, mega solidna a same pigmenty marka wprasowała w metalowe pojemniczki. Kolorki naprawdę mocno trzymają się w palecie więc bez obaw, że coś nam tam wypadnie ;)

Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,
Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow, 
ZAPACH/ KONSYSTENCJA/PIGMENTACJA
Cienie pachną intensywnie, powiem nawet, że aż za bardzo. Lubię zapach czekolady i kakao ale tutaj jest po prostu mega słodko! Dla mnie to aromat słodzonej czekolady z automatu, więc jestem tak połowicznie zadowolona. Jeśli chodzi o konsystencję - petarda, cienie metaliczne są mięciutkie, niektóre nawet bardziej masełkowate - bardzo przyjemnie się z nimi pracuje. Mimo intensywnej pigmentacji nie sprawiają problemów z blendowaniem, spokojnie można dokładać je na siebie, mają dobrą przyczepność więc zdecydowanie można nimi budować kolor i robić ładne przejścia.
Cienie możecie nakładać: same, z bazą, Duraline czy ze znanym już wszystkim glitterem NYXa. Wszystko zależy od tego jak bardzo chcecie spotęgować efekt błyszczenia. 
Co do cieni matowych jest ich całe cztery sztuki, są  dobrze napigmentowane szczególnie dwa brązy, czerń jest bardzo ok,ale najlepiej wygląda z bazą. Jeśli chodzi o jasny cień to jestem przeszczęśliwa bo jest zaledwie o ton no max półtora ciemniejszy niż moja skóra więc będę mogła ładnie go wtopić w makijaż  i nawet nałożyć pod łuk brwiowy. 

Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,

KOLORYSTYKA
Jak już zdążyłam wygadać się powyżej, paleta zawiera 12 cieni metalicznych oraz 4 cienie matowe. Jak jest z kolorystyką?  Przyjrzyjmy się każdemu z cieni.

  • MONEY BAGS - średnia, soczysta zieleń z nieoczywistym ale jednak ciepłym tonem. Cień po nałożeniu w zależności od światła opalizuje od zgniłej zieleni po  soczystą  barwę.Jest to jeden z trudniejszych do opanowania pigmentów bo łatwo można zetrzeć metaliczny, soczysty pyłek i uzyskać mętne bardziej szare wykończenie. 
  • CHOCOLATE GOLD - Przepiękny odcień miodowego złota, możemy nim budować od delikatnej mgiełki po konkretną złotą taflę. Super, że producent zamieścił go w większym wydaniu, bogate miodowe złoto.
  • RICH GIRL - Myślę jak najbardziej trafnie nazwać ten odcień, stare - antyczne złoto? Chłodniejszy odcień z delikatną nutą beżu. Nakładałam go wczoraj zarówno na sucho jak i na mokro i jest niesamowity. Zakochana jestem totalnie w tafli jaką można osiągnąć.
  • COCOA TRUFFLE - satynowy średni brąz z ciepłymi tonami, bardzo dobrze napigmentowany, przyjemny w blendowaniu i  budowaniu pigmentacji na jakiej nam zależy.
  • DECADENT - przyjemna głęboka czerń ale bez wyraźnie chłodnych czy ciepłych tonów,raczej z gatunku tych neutralnych. Fajnie się blenduje, raczej nie traci intensywneości, dobrze się dokłada i mocno nie osypuje. Z tego co wczoraj sprawdziłam najlepiej wygląda z bazą lub kładziona na mokro.
  • LOVE AND COCOA - Znowu mam problem z nazewnictwem - dla mnie to brązowy rose gold. Ani brąz ani miedź, cudownie opalizuje, blenduje się doskonale , kolejny który katuje już drugi dzień :)
  • OLD MONEY - Kolejny faworyt, obłędna miedź. To jaką tafle uzyskacie tym pigmentem jest niesamowite, coś czuję, że będę nim robiła wypełnienie kreski. Prezentuje się fantastycznie zarówno na sucho jak i mokro. No zakochałam się !
Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,
  • NEW MONEY - Kolor jakoś mnie odrzuca trochę tandetnie wygląda. Niby ładny ale ma w sobie różowe drobinki które wyglądają tanio. Nie rozgryzłam go jeszcze ale dam na 100% szansę. Póki co ochów i achów nie wzbudza. Pigmentacja ok, ale przy nakładaniu robią się prześwity. No zobaczymy jak nasza znajomość się potoczy.
  • FAMOUS - złotawa miedz. Doskonała pigmentacja,niebywała trwałość.Obłędny!
  • CLASSY AND SASSY -  różowy brąz utrzymany w ciepłej tonacji. Zachwyca w każdym wydaniu.
  • SO BOUJJE -  jasny, neutralny brąz.Przyjemna satynowa formuła, ładne krycie - pełne przy dwóch warstwach.
Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,

  • HOLLA FOR A DOLLA -  oliwkowy brąz  z turbo mikroskopijnymi drobinkami złota. Cień w zalezności od rodzaju aplikacji zachowuje się niczym kameleon. Raz bardziej brązowy, raz bardziej wpadający w zieleń i te drobinki - cudo! Blenduje się niesamowicie, ale widzę, że potrafi delikatnie się osypywać przy nakładaniu pędzlem.
  • GOLD DIPPER - odcień którego szukałam od bardzo dawna - odcień białego złota, doskonała pigmentacja i ta łatwość blendowania. Kolejny ulubieniec! 
  • LOVIN'LAVISH - piękna głęboka śliwka z ultra delikatnymi drobinkami w kolorze różu. Pięknie wygląda ale wymaga precyzji w nakładaniu i blendowaniu.
  • DRIPPIN'DIAMONDS - kosmiczne sreberko, niesamowita tafla wręcz galaktyczna. Pigmentacja i krycie obłędne!
  • ROLLIN IN DOUGH -  dosyć jasny, matowy beż, nawet niezła pigmentacja, ale aby zrobić pełne krycie najlepiej nakładać go pacynką - wymaga dwóch warstw.
Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,


POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
14 cieni po 0,8g. /205zł/ Dostępna w SEPHORA stacjonarnie i online.

Too Faced - Chocolate Gold, metaliczne cienie, foliowe cienie, foliceyeshadow,

PODSUMOWANIE 
Paleta doskonałej jakości z turbo napigementowanymi cieniami. Niektóre pigmenty wymagają większej umiejętności nakładania ale w większości piękny efekt osiągniemy nakładając je nawet na sucho i to placem :) Jeden cień póki co nie wywołuje we mnie zachwytu ( NEW MONEY) ale nie skreślam go na starcie i jeszcze postaram się tym nielubianym różem pobawić. Maty są doskonale napigmentowane, nie suche a satynowe więc sprawdzą się nawet u posiadaczek suchej powieki ( wiem co mówię, bo sama do nich należę). Paletą wykonałam już kilka makijaży - cienie nałożone bez bazy nie migrują, nie zbierają się w załamaniach, tak jak nałożyłyście ja o 6 rano tak o 19.30 wyglądają w dalszym ciągu dobrze. Póki co zachwyt goni zachwyt, jedyne co mnie trochę męczy to zapach jest bardzo intensywny. Mam bardzo wyczulony węch ale nie wiem czy tutaj to daję znać głowa czy faktycznie nosek bo mam wrażenie, że czuje ich czekoladowy aromat nawet po kilku godzinach od nałożenia. Powiem Wam tak, jeśli macie okazję kupić tę paletę w promocji to bierzcie śmiało, wydanie które sprawdzi się u posiadaczek zarówno ciemniejszej jak i bledszej karnacji a także jasnych i ciemnych tęczówek. Chocolate Gold stworzycie makijaże delikatne jak i wyraziste na większe  i największe wyjście :) Mimo swej pstrokatej natury znajdzie szerokie grono zwolenniczek bo te cienie niczym kameleon podkreślają naszą unikatową urodę. 

Kochane dajcie znać czy podoba się Wam taka paleta, znacie kosmetyki tej marki? Lubicie perfumowane produkty do makijażu twarzy i oczu? 

Ściskam 💓
___________________________________________
PS. Makijaże paletką pokaże Wam na instagramie :)
Czytaj dalej »