14.01.2020

CZY WARTO ZAMAWIAĆ - CHILLBOX-A?



Wiem, wiem, że już 2019 rok, przebyte święta więc u niektórych już nawet ślad po choince nie pozostał, ja jednak należę do tych osób które cały rok czekają na zimę, które uwielbiają klimat Bożego Narodzenia i na ile tylko się da wydłużam te "lampeczkowe" chwile :) Dlatego niech Was nie zdziwi fakt, że dziś pokażę Wam zawartość mojego grudniowego CHILLBOX-a.  Jego zawartość jest totalnie otulająca i wręcz genialnie stworzona pod klimat zimy - nawet tej bezśniegowej :) To co? Zaczynamy!

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Jak na prawdziwy chill przystało, openboxa rozpoczęłam od świątecznej saszetki z Ambasady Herbaty. Ja - herbatoholik zawsze cieszę się z nowych herbat - szczególnie tych w których znajduję czarne listki. PIERNIKOWA NUTA idealnie wpisała się w klimat celebrujący spokój pod kocykiem. Wyczuwalny pomarańcz, wanilia, kardamon, imbir jedynie rozgrzewa a goździk w składzie na szczęście nie jest wyczuwalny :) 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
Cieszę się, że Chillbox potraktował zagadnienie kompleksowo i do herbaty dołączył kubek! Jako zwolenniczka tych dużych i masywnych kubasów muszę stwierdzić, że ten wpisuje się w moje gusta idealnie. Większy od standardowego (ponad 330ml), biały, wygodny i dodatkowo przyozdobiony gadżeciarskim sweterkiem który bez problemu można ściągnąć i uprać:)


Do dobrej herbaty zawsze miło wyciągnąć ulubioną książkę, tym razem zaserwowano SKANDYNAWSKI SEKRET - czyli poradnik w którym znajdujemy 10 prostych rad jak żyć szczęśliwie i zdrowo. O ile lubię poradniki to ten wydaje mi się bardzo prosty i moim zdaniem przeznaczony jest raczej dla osoby początkującej - która dopiero zaczyna przygodę ze zdrowym trybem życia. Dla totalnych nieogarów jednak może okazać się iskierka która zapoczątkuję jakieś modyfikację i wskaże jaśniejszą stronę mocy :)

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Skoro już kubeczki smakowe i dusza zostały zaspokojone przejdźmy do dalszych pozycji z paczki - tym razem dla twarzy i ciała.  W Chillboxie znalazłam, aż trzy maseczki. Pierwsza w płachcie od marki MUJU - posiada nadruk Elfa- lubię więc, kiedy tylko ją przetestuje na pewno pokażę Wam jak się w niej prezentuje :) Właściwości nawilżające, ujędrniające i wygładzające. Kolejne dwie to enzymatyczne maski z glinkami (Dermo face strefa T) od marki Tołpa. Mam ta maskę w opakowaniu pełnowymiarowym, jest niezła, delikatnie złuszcza naskórek i odświeża pory. W zestawie znalazł sie również 8ml saszetka mojego ulubionego peelingu enzymatycznego od marki Tołpa - ale zuzyłam go błyskawicznie zanim wykonałam zdjęcia - ten produkt uwielbiam a pełną recenzję przeczytacie tutaj.

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

 Kolejny produkt masło shea pomarańcza - cynamon od marki BioOleo. Firma która wpisała się w moje łaski błyskawicznie a wszystko za sprawą perfumowanego olejku macadamia który pachnie whisky z tytoniem. Tym razem mam okazję sprawdzić słodsze wydanie i przyznam szczerze, że aromat jest iście ciasteczkowy, grudniowy i świąteczny. Właściwości nawilżające jak przy typowym masełku, jeśli nigdy nie mieliście styczności z shea to informuje, że zbita konsystencja w kontakcie z ciepłem skóry  przemienia się formę bardziej płynną, po rozsmarowaniu na skórze pozostaje film, zapach utrzymuje się na skórze około godziny.


Nie wiem jak Wy ale u mnie kremy do dłoni to podstawa, mam bardzo delikatną skórę a ta na dłoniach stale przesuszana jest przez moją pracę tj. środkami do dezynfekcji rąk. Dobry krem to podstawa aby chociaż na chwilę zapewnić skórze komfort. W boxie znalazłam krem z BASICLAB z serii FAMILLIAS która przeznaczona jest dla szerokiego grona odbiorców i mogą jej używać nawet maluchy które skończyły 1 miesiąc życia. Ze względu na to, że obecnie dłonie nawilżam doskonałym balsamem zimowym od Czarszki to nowa tubka czeka w kolejce do testów. Jestem niezwykle ciekawa jak się spisze, jaką ma konsystencję i jak tam z jego okluzją... Przetestuję i na pewno poinformuję Was o wynikach :)



Skoro już jesteśmy przy dłoniach to pora pokazać Wam rękawiczki! Tak, one również zasiliły grudniowego Chillboxa. grube, mięsiste jednopalczatki  z polarem w środku - zdecydowanie spiszą się na największe mrozy. 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Kolejny produkt  to żel pod prysznic - nie znałam marki i nigdy nie stosowałam nic z ich "domu". Obawiałam się, że żel może przesuszyć moją wrażliwą skórę ale na szczęście okazał się przyjemnym kosmetykiem który dobrze się pienie, ładnie myję i nie powoduje dyskomfortu na ciele. Zapach totalnie grudniowy - waniliowe ciasteczka z nutką korzennej przyprawy :)

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ


W boxie była jeszcze jedna niespodzianka, cukrowa laseczka ale znikła ona szybciutko, nawet nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia ;) 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
Jest to moje pierwsze pudełko od firmy Chillbox. Kiedyś - lata temu, jeszcze na początku swojego blogowania byłam subskrybentką GlossyBoxa ale przestał mnie interesować, ze względu na słaby asortyment. Śledziłam różne "pudełka" przez ten czas ale jakoś nie czułam się przekonana.  Chillbox jest dla mnie fajną alternatywą ze względu na urozmaicenie, nie bawimy się tylko kosmetykami których nie damy rady zużyć, ale mamy też książkę (zawsze do wyboru) jakieś łakocie lub gadżety.  Zresztą, nie kupujecie kota w worku gdyż na stronie producenta zawsze pojawia się rozpiska produktów dedykowanych na dany miesiąc co też jest ciekawym rozwiązaniem bo można  wybrać wariant najbardziej wpasowujący się w gusta. No i opcja poznania nowych marek też mi pasuje,  tym razem trafiłam  na dwie zupełnie nieznane mi firmy.  Boxa oceniam pozytywnie, gdyż każdą z tych rzeczy zużyję lub wykorzystam. Obecnie w sprzedaży jest styczniowe pudło które ma sporo produktów od Glove m.in. cekinowe opaski i fajne naturalne produkty, box na luty i marzec również rozpisany i to one mnie mocno zaintrygowały... zresztą co ja Wam będę opisywać, zachęcam do zajrzenia na stronę i sprawdzenia zawartości :)  TUTAJ MOŻECIE PODEJRZEĆ ZAWARTOŚĆA tutaj podejrzeć starsze edycje :)


Jestem ciekawa jak Wy podchodzicie do boxów, zamawiacie je czasem? Znałyście Chillboxa? Ściskam i życzę Wam już na jutro pięknego dnia! 


Czytaj dalej »

29.12.2019

KOLEJNA #SPOWIEDŹ / CO MI PRZYNIÓSŁ 2019?


W sumie powinnam zacząć jak wiele się nauczyłam, jak wiele wspaniałych emocji przeżyłam i jak bardzo był to niesamowity czas - tak przynajmniej robi 80% ludzi działających w sieci. Większość z nich wciska najzwyczajniej totalną ściemę tylko po to aby wznieść się na wyżyny i stale Wam imponować. 

Jak było u mnie?

2019 chyba postanowił zrobić mi próbę życia i sprawdzić ile jestem w stanie unieść na swoich barkach, bo kopał mnie i dowalał mi nowego ciężaru co pare tygodni. Zaczęło się niewinnie zima, Nowy Rok... nowe plany wielka misja ogarnięcia swojego życia, plany szkoleń, kursów itp. aktywnie rozpoczęłam się rozwijać, doszkalać w zawodzie ale też bardziej skupiłam się na sobie, na swoich pasjach i na ludziach których chce w swoim życiu, zerwałam kontakty z bloggerami którzy siali zamęt w moim życiu i stale działali na mnie jak depresyjna kotwica. 

Zaczęłam robić zdjęcia na większa skale, przyjmować zlecenia na fotografię produktową a nawet nawiązałam współpracę z pewną znaną marką której robiłam zdjęcia na stronę i do katalogu więc początek roku był serio imponujący i sprawił, że nabrałam wiary we własne siły i możliwości. Później udało nam się wraz z Dianką zorganizować nasz autorski event #SecretsMeeting który ma na celu szkolić "ludzi internetu" w działach z których korzystamy w sieci, sama prowadziłam tam warsztaty z Flatlay które chyba się przyjęły bo uczestniczki mocno zaangażowały się w część kreatywnie i wyciągnęły wnioski co nadal widzę po ich zdjęciach :) 

Później było troszkę gorzej od Wielkanocy natłok pracy, choroba taty i pierdyliard obowiązków sprawił, że psychicznie miałam siano w głowie. Nie spałam, ogarniałam 3 prace, bloga, mieszkałam na dwa domy i ogólnie każdy miał do mnie pasmo próśb lub pretensji a ja najzwyczajniej w świecie potrzebowałam tylko ciszy i przytulenia albo przynajmniej kąta aby chociaż na 15 minut uciąć sobie drzemkę. W między czasie babcia miała udar, ja miałam kilka wyjazdów bloggerskich, a w pracy nikt nie chciał dać mi urlopu... Zmęczona i wyczerpana totalnie wyjechałam na SeeBloggers i tam mimo, iż cały czas aktywnie i nadal z minimalizmem snu mocno naładowałam akumulatorki a nawet zapasowe powerbanki. Hektolitry radości, śmiechy, rozmowy na podwórku do wczesnych godzin porannych i ogólnie doborowe towarzystwo sprawiły, że wychillowałam za te wszystkie tygodnie stresów. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i trzeba było wracać do rzeczywistości. Sezon urlopowy sprawił, że w pracy zostałam jedną pielęgniarką na ponad 100 podopiecznych i w pewnym momencie miałam już serdecznie dość tej roboty, bywały dyżury, że zostawałam sama z opiekunem i ogarnialiśmy chorych, 12h biegania (dosłownie) po pietrach w upale, stresie z mega poświęceniem a mimo to stale dostawaliśmy zjebki, jak to źle pracujemy... Po takich dyżurach śmigałam 60km do babci do szpitala albo ogarniałam, zakupy i sprzątałam dom...
Minęło parę tygodni i dostąpiłam zaszczytu urlopu planowanego... 14 dni wolnego  gdzie cześć tego czasu spędziłam na remoncie w domu a kilka ostatnich dni wybyłam w przysłowiowe Bieszczady... 
Urlop jak to bywa zleciał błyskawicznie i ponownie wróciłam do pracy gdzie byłam jedna pigułą na 100 pacjentów...
Po jednym z ciężkich, dziennych dyżurów, kiedy to jeszcze wzywana byłam do chorej na wizytę domową wróciłam bardzo późno do Maćka... Wykąpałam się, umyłam włosy, nałożyłam krem , założyłam koszulkę do spania i kiedy zamierzałam obejrzeć coś na Netflixie nagle poczułam dym... uchyliłam okno i ujrzałam przerażający widok na przeciwko płonęło moje miejsce pracy... Była 2 nad ranem, niewiele myśląc związałam włosy, założyłam adidasy, parkę i pobiegłam na drugą stronę ulicy. Ewakuowaliśmy ludzi z budynku i ratowaliśmy wszystko co cenne (leki, dokumentację medyczna czy dokumenty pacjentów). Rzucaliśmy koce przez okna, aby okryć chorych na ulicy, wszędzie wyły alarmy, po budynku biegali strażacy i policja, kiedy weszłyśmy do budynku spokojnie można było oddychać ale później zrobiło się sporo dymu więc musiałyśmy opuścić najwyższe piętro bo płonął dach. Dyrekcja w porozumieniu z innymi ośrodkami i MPK rozwiozła nas podstawionymi autokarami po innych ośrodkach gdzie do rana sprawowałyśmy opiekę nad chorymi którzy zostali nad przydzieleni. Noszenie ludzi, często 2 razy cięższych ode mnie, uspokajanie ich czy nawet zabezpieczenie aby jakoś wytrwali  do rana to była ciężka noc... Mokre włosy, najprawdopodobniej podtrucie dymem bo po jakichś 2 godzinach strasznie bolała mnie głowa i strasznie mnie mdliło, zero kasy przy sobie, telefon na słabej baterii a do tego personel placówki do której nas przewieziono stale miał do mnie i drugiej koleżanki pretensje, nie pozwalali nam nawet napić się wody, czy odejść na pare metrów (zasięg wzroku)  od mieszkańców. CHORE! To jest przerażające jak ludzie na stanowiskach nie radzą sobie ze stresem... No ale mniejsza o to...
Do domu wróciłam wielkim fartem, Maciek podjechał po mnie ok.8.30 kiedy zszedł ze swojego dyżuru, wróciliśmy do domu ale też nie mogliśmy podjechać autem pod dom bo cała ulica była zablokowana, dogaszali dach (po 6 godzinach) wszędzie pełno straży, prokuratura, policja i stacje telewizyjne. Nie mogłam odespać tej ponad doby na nogach bo stale było słychać komendy wydawane przez megafony, zrzucano bale z dachu i wszędzie śmierdziało dymem... Ropiały mi oczy, gardło miałam tak zdrapane, że czułam ciężar na płucach... o 18 musiałam iść na nockę a nadal nie wiedziałam gdzie mnie wyślą , do której placówki (a było ich kilka na terenie całego Lublina i okolic) trafię... Dojechałam na nocny dyżur, ludzie płakali, panikowali, niektórzy nie mieli czystych ubrań, leżeli w mokrej odzieży, nie mieli leków... Pamiętam, że razem z kolegą ogarnialiśmy listę pacjentów, próbowałam przypomnieć sobie i spisać leki jakie przyjmują podopieczni aby zacząć tworzyć jakaś dokumentację na przetrwanie tego czasu. Pamiętam, że przegadałam wtedy z kolegą ponad godzinę na telefonie bo cały czas wymienialiśmy się sytuacją "na froncie" ;), ale dużo mi to dało, bo jakoś się uspokajałam. Zresztą mam tak, że im więcej mam stresu tym bardziej trzeźwo myślę, nie panikuję tylko działam schematycznie. 
Dobra, ale rozpisuje się i rozpisuje ogólnie historia z pożarem zakończyła się tak, że podzielono personel i pacjentów na grupy i przydzielono nas do poszczególnych placówek. Od 1 września pracuje w nowym miejscu, było tragicznie na początku, teraz już trochę przywykłam ale nadal jest ciężko... to nie jest miejsce w którym podjęłam pracę, wszystko jest inne, inna specyfika pracy inne obowiązki... misja patoprzetrwanie. Dodatkowo rozpoczęła się szkoła więc i wróciłam do pracy w gabinecie. W między czasie zajmowałam się babcią którą wypisali do domu ze szpitala. Przez cały ten pożar i dodatkowe obowiązki musiałam zrezygnować z dwóch eventów w Warszawie. Później z jednego w Gdańsku. No trudno nie było na to ani siły ani czasu.  Myślałam, że już gorzej być nie może ale przecież kiedy jest źle,  ktoś próbuje trollować jeszcze bardziej, więc wysiadło mi zdrowie... posypałam się całkowicie... ponad 5 tygodni pracowałam z gorączką bo przez natłok zadań nie mogłam pozwolić sobie na lenistwo. Nie jadłam praktycznie nic, piłam tylko wodę, soki i żułam gumy. Skończyło się zapaleniem oskrzeli i serią 6 antybiotyków z czego 5 na mnie wcale nie działało, kolejne 3 tygodnie bez snu, z temp. 38. Ostatni antybiotyk zadziałał na mnie nad wyraz skutecznie zbił mi temp do 35,4 i tak mnie osłabił, że mdlałam w domu, raz nawet zasłabłam schodząc po schodach więc spadłam z 20 paru schodków rozbijając sobie nogę,  zdzierając skórę na żebrach, rozcinając udo i nabijając guza na głowie. Miesiąc spędziłam w domu, narobiłam sobie zaległości w gabinecie szkolnym i mimo, iż nadal czułam się tragicznie to wiedziałam, że muszę wracać. Kiedy myślałam, że już wyczerpałam limit przypałów na długi czas, moja mama poczuła się gorzej, zabrało ją pogotowie a co za tym idzie pobyt w szpitalu, setki badań i choroby których nikt się nie spodziewał.  Tata wyjechał na delegacje, brat mieszka 500km stąd a jedyną osobą która została upoważniona do odbioru badań to oczywiście ja. Migrena 8dniowa, ból tak przeszywający, że nie mogłam zwlec się z łóżka, każda wiązka światła przeszywała mi czaszkę więc leżałam w okularach przeciwsłonecznych a telefon wydzwaniał i zlecał dziesiątki zadań do wypełnienia. MASAKRA! Trzeba było zacisnąć zęby, otrzeć łzy i ruszyć dupę aby ratować innych... 
Z leczeniem mamy będziemy się bujać pewnie z pół roku (przy dobrych wiatrach) ale jeśli w moim życiu się coś nie zmieni to oficjalnie informuję, że wybuchnę lub wykituje...



Rok 2019 był dla mnie ciężki, wymagał ode mnie skupienia, poświęcenia i nieustannego wchodzenia w rolę bohatera, człowieka który ogrania wszystko ponad stan i nie okazuje słabości bo musi ciągnąć całe otoczenie w górę aby się nie załamać, nie poddać i jakoś wyjść z tych trudnych chwil. 
W głowie miałam sieczkę, w serduchu był rollercoaster, nie wiedziałam gdzie iść, co robić, trzymałam się tylko ważnych dla mnie osób. Dzięki tej garsteczce ludzi chyba nie zwariowałam, a ogromne wsparcie jakie mi dawali sprawiło, że zajmują spore miejsce w moim serduchu...

Chciałabym Wam tu napisać jak wiele dobroci i szczęścia przyniósł mi ten rok, jak się rozwinęłam ile osiągnęłam ale jedyne co osiągnęłam  to zahartowanie, rozbicie emocjonalne i udawanie bohatera.

Z rzeczy bardziej optymistycznych i takich które bardziej mogą interesować Was, osoby zainteresowane kosmetykami udało mi się wdrążyć w życie projekt #denkujeniekupuje - czyli akcję w której bloggerka urodowa odzwyczaiła się kupować wszystko i pragnąć wszystkiego co pojawia się w szafach ( piszę o tym tutaj). Jestem 100% przykładem, teorii, że nic nie muszę  a jedynie mogę więc nic nie może mnie zmusić do działania wbrew mojej woli. Z blogowych sytuacji zakończyłam 80% współprac podziękowałam markom i praktycznie tyle samo propozycji odrzucam bo nie chce robić niczego wbrew sobie, nie chce Wam tu pokazywać chłamu i namawiać Was do zakupów które  wcale nie dadzą Wam szczęścia. Ponoszę odpowiedzialność za swoje słowa i nie chce Was naciągać na jakieś buble w stylu "ta paletka jest zajebista" a za tydzień  wyrzucę z siebie "ta jest jeszcze lepsza kupcie kolejną" - to nie ja. Denkuję wszystko co siedzi w zapasach i całkowicie przechodzę na świadome, naturalne zakupy. Ograniczam plastik, folie i chemię.  Nie znaczy to, że zostaję teraz jakimś psychoECOblogerem który będzie Wam wbijał metalową słomkę w aortę za kupowanie rzeczy które nie łapią się w zbiór ZERO WASTE, nie - to też, nie ja.

Nie będę udawać, naginać rzeczywistości aby Wam zaimponować. Nie jestem z cukru, nie kicham brokatem, nie jestem też robotem którego nic nie rusza... Jestem turbo wrażliwcem ale życie mnie hartuje i uczy (dżizas jak to teraz słabo zabrzmi) walki o to aby było lepiej.

Nie zamierzam tworzyć na 2020r. list, czelendżów itp. spraw bo jak widzicie po moim 2019 wystarczy jedno zatrzepotanie motyla aby wywołało tornado i przewaliło wszystkie kostki domina. 
Jedyny plan jaki mam to łapać chwilę, poświęcać sobie i najbliższym więcej czasu. Skupić się na tym co jest TU I TERAZ, bo zaraz może mnie nie być.


Z okazji nadchodzącego Roku życzę Wam zdrowia, przychylności losu i siły, aby nic nie było Was w stanie zatrzymać. Niech moc będzie z Wami a 2020 będzie lepszy od nikczemnej 19stki :) 

Ściskam!
________________________________________________

https://www.mazgoo.pl/2019/08/zmiana-zycia-po-trzydziestce.html

Czytaj dalej »

24.12.2019

#CHRISTMASBLOGGERCAMP! Whaaat? Organizatorki przeszły same siebie!

Nie ma śniegu ale mimo wszystko Mikołaj przesiadł się z sani do czterokołowca i postanowił chociaż na chwilę postacjonować w Chełmie. Zainstalował się się w restauracji McKenzee która bardziej niż Laponię przypomina kadr z westernu ale, ale w tym roku mamy ocieplenie pogody więc wszystko zdarzyć się może... No i zdarzyło się wiele, a wszystko miało miejsce podczas #CHRISTMASBLOGGERCAMP ! Coż to takiego? Już wyjaśniam poniżej...



#CHRISTMASBLOGGERCAMP 
To nowa nazwa cyklicznej imprezy którą tworzą trzy wspaniałe dziewczyny KLAUDIA, MARTA, KAROLINA. Spotkania mikołajkowe odbywają się w Chełmie od ponad 5 lat i zawsze wspominam je z szybszym biciem serca bo to od nich zaczęłam swoją przygodę z "eventami bloggerskimi". Dziewczyny są niesamowite i co roku przebijają poziomem poprzednie spotkanie, tak samo było w tym roku, magiczna aurą niesienia pomocy zaczarowały blisko 50 marek które postanowiły dołączyć się do "campu" i przyczynić się do wsparcia licytacji lub tak zwyczajnie podarować coś twórczyniom internetu :) W tym roku nasze trzy organizatorki miały wsparcie w postaci dwóch elfów Madzi i Iwonki które również dały czadu z organizacją!
Oprócz organizatorek mogłam zobaczyć buzie: Agnieszki, Gosi, Sylwii Ewy,






Paczek na licytację było całe mnóstwo i dzięki temu udało nam się zebrać ok.1300zł na rzecz stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt. Jest to organizacja która bardzo mocno angażuje się się w pomoc futrzakom, od tej w postaci zabezpieczenia bezdomnych zwierzaków przez pomoc w wykrywaniu patologii. Stowarzyszenie współpracuje m.in z organami ścigania pomagając zająć się tymi którzy skazują zwierzaki na cierpienie, okaleczenie czy śmierć. Organizacja działa "non profit" i nie pobiera żadnych wynagrodzeń z tytułu pracy stowarzyszenia dlatego każda złotówka jest dla nich niezwykle cenna aby ratować te maleństwa!






 


Firmy, które wsparły licytację:






Na koniec dziewczyny podarowały nam upominki od patronów spotkania, ilość przerosła moje oczekiwania... 



Tak jak wspominałam na początku na  chwilkę w Chełmie pojawił się Mikołaj i to własnie ON wręczył nam nasze mikołajkowe podarki. Każda z nas ma oczywiście pamiątkowe zdjęcie z tego wydarzenia  ;)





Serdecznie dziękuje ORGANIZATORKOM za zaproszenie i możliwość udziału w tym wydarzeniu,  było fantastycznie. hektolitry radości, worek śmiechu i chórki z Esikiem to tylko parę elementów tego spotkania które zapadną mi na długo w pamięci :) Jestem dumna z nas wszystkich, kobiet które gdy połączą siły mogą zrobić tak wiele :)  Ściskam Was czule i tule do serducha. Jesteśmy wielkie i wielką mamy moc :) 


Z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia życzę Wam mega mocy, samego dobra, ogromu zdrowia i tak zwyczajnie WYMARZONYCH ŚWIĄT!  Spędźcie je tak jak lubicie najbardziej i uważajcie na brzuszki <3 




Czytaj dalej »

04.12.2019

#GWIAZDKAmazgoo czyli świąteczne foto wyzwanie

Wymyśliłam sobie, że w tym roku chce Was lepiej poznać a kiedy  tego nie robić jak w okresie przedświątecznym kiedy każdy czuje ten klimat i chłonie magię jak gąbka.  Nie chciałam bawić się w zwykły blogmass, bo przez to wiele osób nie posiadających swoich stron zwyczajnie zostaje skreślonych na wstępie, a mi zależy jedynie na tym abyśmy ten czas spędzili miło i przyjemnie. 


O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI? 

Zasady są proste...

1. NIE LICZY SIĘ CZYM ROBISZ ZDJĘCIA
2. NIE WAŻNE SĄ PROGRAMY GRAFICZNE I OBRÓBKA
3. WAŻNE JEST TO CO CZUJESZ NA MYŚL O DANYM HAŚLE,  może to być zdjęcie typowo tematyczne albo nawiązujące do danego zagadnienia a bardziej rozbudowany opis. Może to też być zaledwie słowo które kojarzy Ci się bezpośrednio... To Ty decydujesz  jak zinterpretujesz hasło :) 
Chciałabym abyście nie bali się  brać udziału w wyzwaniu, w tym magicznym, świątecznym okresie najpiękniejsze są nasze wnętrza, historie i to własnie chce w Was rozbudzić, zmotywować do opowiedzenia swojej małej historii :)

Przygotowałam wiele zagadnień, sporo różnych haseł aby każdy w tej puli znalazł coś co mu przypasuje i zechce nawet jednym zdjęciem dołączyć do wyzwania :) Oczywiście możecie dodać wszystkie zdjęcia ale w tym wypadku nie są to pokemony nie musimy łapać ich wszystkich, postawcie  na to co najbardziej do Was trafia :) 

Każde zdjęcie które weźmie udział w akcji ( doda hashtag #GWIAZDKAmazgoo) będę udostępniała na swoim stories, a na koniec wyzwania osoba która najbardziej ujmie mnie swoją historią otrzyma ode mnie upominek na Nowy Rok :)  

Odczarujmy złą opinię instagrama i fb i poczujmy radochę z przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia, dodatkowo chce Was zmotywować do robienia zdjęć, mam nadzieję, że to zapoczątkuję fajną historię  mojego cyklu na blogu w którym będę zdradzała Wam jak robić zdjęcia aby jak najmniej je obrabiać a jednak cieszyć się dobrym efektem :) Ale, ale nie o tym teraz :)

Dobra, to kto podejmuje wyzwanie?? 
_________________________________________

Poniżej zostawiam Wam grafikę którą śmiało możecie udostępniać na swoim stories i tam odznaczać dodatkowo zdjęcia które już udało się Wam wykonać :)  Dla osób które nie bardzo wiedzą jak ugryźć temat małe podpowiadajki poniżej :)


Ściskam i mam nadzieję, że dołączycie do zabawy :)

_______________________________________________________
  • ZAPACH ŚWIĄT -  pomyśl bez czego nie ma Świąt w Twoim domu, zastanów się jaka wtedy aura panuje, czy czujesz jakis aromat, zapach który sprawia, że od razu czujesz się błogo... tak? no to już masz pomysł na zdjęcie :)
  • BOMBKA-  kupiona, zrobiona, zbita, przekazywana z dziada prawdziada a może nigdy nie nabyta, pokaż tą która niesie ze sobą dobre wspomnienia albo zwyczajnie skradła Ci serce ;)
  • MAGIA DZIECIŃSTWA - na pewno jest w Tobie w dalszym ciągu pierwiastek malucha, rzecz lub wspomnienie która zawsze Cię rozczula albo przypomina najwspanialsze chwile związane z tym okresem, da się to odtworzyć? Spróbuj, może to będzie zdjęcie, jakaś pamiątka, obecność czyjejś osoby albo zwyczajnie kilogram pomarańczy ;D
  • PRZYGOTOWANIA - MOI WSPANIALI! Tutaj mamy szerokie spectrum działania od sprzątania, gotowania bo szykowanie kreacji :D  Od Was zależy który etap postanowicie przedstawić :) Może być śmiesznie, cozy a nawet elegancko :) Czekam na Wasze pomysły :)
  • ZIMOWE AKCESORIA- czapka, szaplik, buty ale nie tylko niektórzy nie wyobrażają sobie wyjścia na mróz bez odpowiednich kosmetyków a może w twoim niezbędniku jest kąpiel  z pianką albo termofor do kieszonki... Pokaż nam swój niezbędnik! :)
  • KUBECZEK SZCZĘŚCIA -  jedni lubią grzańca, inni kakao a jeszcze inni... no właśnie... Pokaż swój kubeczek/ kieliszeczek :P
  • WSPOMNIENIE - bywają różne wspomnienia dobre, złe, zabawne, smutne i te najpiękniejsze. Może to być okazja do rozczulenia, przywołania magii albo rozliczenia się z tym co było słabe, minęło i nie warto do tego wracać...
  •  LIST(A)! - jedni piszą listy do Mikołaja/ Gwiazdki czy Gwiazdora (zawsze gdy słyszę to ostatnie widzę Elvisa serio - taka równia pochyła pod moją kopułką :D) inni robią listy zakupów i sami kupują prezenty, po której stronie barykady jesteś ?  Bez względu na stronę pokaż co tam zostało napisane :)
  • STÓPKI - zimowe buty, skarpetki, ciapy w reniferki czy gołe stópki, przecież to idealny czas na strzelenie zdjęcia tego typu :)
  • DEKORACJE -  Rodzina Griswoldów czy totalny minimalizm? Wyraź siebie  na zdjęciach i pokaż co lubisz :) 
  • WONDERFUL TIME - rodzina przy stole, samotnia pod kocykiem, czy zimowe eskapady po śniegu... hm... ja chce wiedzieć czym dla Ciebie jest ten najwspanialszy czas :)
  • CZERWIEŃ CZY ZŁOTO? - a tak naprawdę mogłabym zapytać, srebro, niebieski, zieleń czy biel...  Które kolory najbardziej przypominają Ci święta, wyraź to w dowolny sposób :)
  • ŚWIĄTECZNA PLAYLISTA - kinomaniacy i melomani to ten czas kiedy nawet najbardziej obciachowa produkcja nie jest powodem do wstydu, co jest dla Ciebie obowiązkowym elementem każdego Święta :)
  • TALERZYK ŁAKOCI - co ja tu będę pisać każdy ma chyba swoje ulubione potrawy które serwuje się w czasie tego świątecznego czasu, jedzonka na które często czeka się cały rok... Jestem ciekawa  co tam u Was wskoczy na talerze :)
  • MAKIJAŻ NA ŚWIĘTA - tutaj chyba nie muszę pisać zbyt wiele ;)  po prostu chce je zobaczyć :)
  • LAMPECZKI- no cóż, któż z nas nie lubi tych iskrzących wszędzie światełek i brokatu... To chyba najbardziej magiczna pora do zabawy światłem :)
  • PREZENTOWNIK -  nabyty fajny prezent dla bliskiej osoby a może jakiś cudny gifft który znalazł się pod choinką, jeśli chcesz to podziel się zdobyczą  na zdjęciu oczywiście :)
  • CHOINKA- najważniejsze drzewko w roku, litania bluzgów przy rozplątywaniu lampek i nakłute palce przy zawieszaniu bombek ale kiedy już przejdziemy ten runmaggedon to każdy w myślach wie, że było warto :) I to jest piękne, że nie ma dwóch takich samych :)
  • PIERWSZY ŚNIEG -  może być magicznie i bajkowo ale i drastycznie szczególnie gdy skrobie się szyby o 4 rano albo odśnieża podjazd bo garaż zasypało po pachy... Mimo wszystko to są najlepsze momenty do uchwycenia :)
  • ŚWIĄTECZNY ŁAŃCUCH - tutaj trochę zaszalałam i chciałam abyście pobawili się interpretacją, może to być grono znajomych z którymi organizujecie jakis wypad, akcja bloggerksa, niesiona pomoc, wsparcie jakiejś zbiórki czy po prostu spędzenie czasu z najbliższymi :)
  • OHYDNIK ŚWIĄTECZNY - mimo tej magicznej aury na bank u każdego pojawia się taki moment, rzecz lub zjawisko które sprawia, że święta  wiszą na włosku, albo ktoś nęka Was okropną potrawą której nie spożyjecie nawet za grube miliony. Ohydnik to własnie to miejsce aby wszystko co złe wpakować na jedno zdjęcie - może być nawet kolaż :P
  • CHRISTMAS CHILL - wspólnie z najbliższymi, na nartach czy z netflixem pod kocem, każdy ma inny stopień upragnionego wypoczynku... i takich własnie zrelaksowanych Was chętnie zobaczę na tych fotkach:)
  • GRUDNIOWE MANI - no cóż u mnie to zbyt wielkich wariacji na ten temat nie będzie ale chciałam stworzyć grupę dla dziewczyn które tworzą magię na pazurkach i może dzięki temu trafią na nową grupę odbiorców :)

Ok, mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam i podpowiedziałam jak kąsnąć ten temat :) Miło mi będzie jeśli dołączycie do akcji i dacie o niej znać dalej :) Bawimy się myślę do 28 grudnia :)  Zdjęcia tagujemy #GWIAZDKAmazgoo. Miło mi będzie jeśli oznaczycie mnie na zdjęciach - wtedy łatwiej mi będzie Was udostępniać :)

Buźka!
Czytaj dalej »

26.11.2019

ile we mnie hejtu?

Takie czasy nastały, że internet stał się wyrocznią, w necie możesz czuć się bezkarny, wyzywać kogoś od nieuków, pokrak i komentować wszystko. Nie pytany wyrażasz swoją opinię i czekasz, aż jad tych kilku ledwo sklejonych słów (w rozpędzie zdań) wywoła gównoburze. Nie wiem czym kierują się takie osoby, dla mnie to zwyczajne przegrywy życiowe, osoby zaburzone które powinny przechodzić testy psychologiczne zanim podepnie się im złącze lub wyda smartfona z nielimitowanym internetem. Nie wiem czy to przerośnięte dzieci które używały na początku 2000r. "pokemońskiego słownika" czy jeszcze jakiś inny szczep wytworzony w ramach błędu ewolucji...

Od kilku lat wmawia się wszystkim, że każdy ma prawo wyrażać swoją opinię, każdy głos jest ważny ale im więcej przesiaduje w wirtualnym świcie tym bardziej mam ochotę to negować i blokować taką "wolność słowa". 
Nie wiem kiedy poszło to tak daleko, kiedy ze zwykłego wyrażania zdania grupa wścibskich jednostek przerodziła się w zgraje psychopatów którzy niczym nieudolni stalkerzy śledzą i anonimowo przelewają litry jadu. Komentują wszystko, udzielają porad, zazwyczaj jednak negują i odbierają chęci do życia. Jak wielki smutek i odrealnienie musi siedzieć w takim przegrywie aby żyć życiem innym i mało tego za wszelką cenę próbować zniszczyć psychikę kolejnego człowieka. 
Spłodzona litania hejtu, 3..2..1... publikuj a następnie odświeżanie strony w nadziei, że ktoś polajkuje, a już najlepiej osoba o której mowa podejmie dyskusję. Czy siedzi za tym błagalny wręcz rozpaczliwy ton wołania o zauważenie, poczucia się kimś ważnym czy tylko sadystyczna próba dopieprzenia komuś słabszemu.

Z hejtem nie spotykam się w stosunku do mojej osoby, kiedyś zastanawiałam się nad tym mocno, nawet rozmawiałam na ten temat ze znajomymi i stwierdzenie było jedno " masz zbyt silny charakter, jesteś za sprytna i szybko ciśniesz ripostę". Nie wiem czy tak jest faktycznie, ale umiem zroustować z nokautem przeciwnika w dyskusji, nie mam problemów też z zareagowaniem kiedy widzę, że ktoś przekracza moją magiczną strefę prywatności i nie lubię kiedy też ktoś przekracza brudnymi buciorami strefę komfortu innych. Nie jestem jednak jakimś szeryfem internetu, nie śledzę hejterów bo szkoda życia na łapanki przegrywów, jednak nie miałabym problemu z tym aby zablokować takiego oszołoma (często brak reakcji jest najlepszą szpilą). Nie widzę sensu się kłócić, toczyć batalii na leszczynowe kije z osobą która ewidentnie odczuwa podniecenie z faktu podtrzymywania tego shitsztormu. 

Irytuje mnie też fakt, wtrącania się ludzi w konflikty między bloggerami/influancerami itp. kibicowanie, udostępnianie obelg i nakręcanie się awanturą innych. Serio? 
Mam wrażenie, że całe to towarzystwo siedzi jeszcze w piaskownicy, takie dorosłe rocznikami ale jednak dzieciaki którym ramionka jeszcze nie wygoiły się od tornistra a nadal napieprzają się wirtualnymi łopatkami w tej kuwecie syfu. 

Nie wiem czy ja jestem już tak stara, ale mi ewidentnie nie chce się tego czytać, oglądać i śledzić. Nie mam satysfakcji, bo to ani żadne widowisko ani atrakcja która jest w stanie wywołać we mnie jakiekolwiek zainteresowanie. Jedyne co po takich akcjach we mnie narasta to poirytowanie, litość i brak szacunku to tych wojowników internetu. Myślę o nich i przed oczyma odtwarza mi się filmik z początków neta kiedy dwóch żuli bije się pod krakowskim akademikiem na pokrywy od studzienek kanalizacyjnych a w tle nastrojowo przygrywa jingiel z MortalKombat. Ten sam poziom estetyki i zażenowania. 

W necie jest teraz tak mało wartościowych treści a w sumie jest ich trochę ale aby dotrzeć do nich trzeba przekopać się przez morze debilnych filmików, pranków, kabaretów, przeróbek, parodii i filmików nastolatków którzy sama nie wiem po co nagrywają i robią to co robią. YouTube obecnie ssie, jeśli nie znasz konkretnych kont nie znajdziesz nic interesującego bo na głównej proponują Ci filmy które wręcz albo krzyczą nienawiścią do innych albo wręcz proszą się o siarczystego kopa.
Czy jest więc we mnie hejt? Nie, nie płacę za premium więc i jakość kanałów nie jest dobierana wg algorytmu który jest dla mnie najkorzystniejszy ale wiecie co... nawet jeśli serwis proponuje mi coś takiego to nie powód aby to wchodzić i komentować, po pierwsze - każda taka ingerencja napędza oglądalność i sprawia, że tych kanałów jest więcej, po drugie nie interesuje mnie więc nie klikam i nie marnuje swojego czasu, chociaż o niektórych filmikach i "sławach" yt nie wiedziałabym gdyby nie "polecenia". I to samo jest z każdym serwisem, internet jest tak wielką kopalnią informacji, że każdy znajdzie kąt w którym poczuje się cholernie dobrze...

Pieprze obmawianie, czyjeś bezguście, mam wyrąbane na obciachowe kampanie na instagramie, pozowanie na ściance czy szyderę z czyjejś kiecki, to wszystko jest tak słabe i błahe, że "szkoda mi na to paliwa". I to nie chodzi o moją ignorancję, po prostu to są zwyczajne pierdoły które tylko zaśmiecają mi głowę. Nie wnoszą do mojego życia nic, a wręcz przeciwnie tylko powodują jakieś chore spiny.


Wczoraj ktoś zapytał mnie w pytajniku na stories skąd czerpię energię i swoje pozytywne nastawienie do życia, wiecie co... nie czerpie znikąd, zwyczajnie selekcjonuje to co wartościowe od tego co mnie męczy. Skupiam się na tym co niesie za sobą coś więcej, co ma dobry przekaz, co wprawia mnie w pozytywny nastrój, doszukuje się radości w prostych momentach życia codziennego. Mogę napić się dobrej herbaty, wyhaczyć dobry film czy pośpiewać lub potańczyć do ulubionej piosenki. Spotkać i pogadać z interesującymi ludźmi czy tak zwyczajnie powygłupiać się i powspominać stare czasy z najbliższymi. Serio, jest to dla mnie bardziej wartościowe niż posiadówki w kuweciarni. 

Wpis dziś nie wiadomo o czym, ale chyba musiałam się wygadać, bo to co od dwóch dni nasila się na ig i fb to jakaś śmierdząca kpina. Przepychanki między twórcami internetu, markami a zwykłymi użytkownikami neta to własnie taka tania parodia z youtube. Więcej moich komentarzy odnośnie tej sytuacji nie będzie. Umywam rączki i życzę Wam pięknego dnia, doszukujcie się pozytywów a nie zatrzymujcie na tych shitsztormach. Szkoda energii. Niech moc będzie z Wami.

Ściskam!

____________________________________________________________











Czytaj dalej »