18.11.2019

#WISHLISTA NA ŚWIĘTA I 2020R

Nadchodzi nowy rok a ja w dalszym ciągu uskuteczniam swoją akcje #denkujeniekupuje ( tutaj poczytacie o niej więcej). Od kilku lat uczę się planować zakupy na rok, wiele z nich umieszczam na grafikach które co jakiś czas śledzę wzrokiem, czasami kupuję wszystko, niekiedy w połowie roku stwierdzam, że połowa z tych przedmiotów nie jest mi potrzebna.  Stworzenie takich list pozwala mi kontrolować wydatki i nie przepuszczać hajsu na głupoty. Kupuje świadomie i tylko to co aktualnie jest mi potrzebne lub tak jak w dziale urodowym chce przetestować ze względu na interesujące składy czy ideologie marki :) Co w tym roku trafiło na celownik? Za chwilę zobaczycie poniżej :)


BUTY, UBRANIA, AKCESORIA I DODATKI


BUTY - Będę monotematyczna ale od małego jestem #timenike. Pamiętam jeszcze podstawówkę kiedy koledzy łazili za moim wielkim plecakiem i wołali najki-niezdzierajki i coś w tym jest! Wszystkei rzeczy Nike które nabędę są praktycznie niezniszczalne, buty wykonane delikatnie, super skrojone na moje wąskie stopy, czyje się w większości w nich jak w skarpetkach i nie wyobrażam sobie innych sneakerów niż tych opatrzonych logiem łyżwy. W tym roku zakupiłam białe, skórzane AIR FORCE 1 SAGE i przepadłam - pasują do wszystkiego i są bardzo wygodne. Rozważam na zimę model wysoki z licznymi paskami i sprzączkami wokół kostki a na wiosnę lub lato planuje zamówić skórzaną wersję na stronie producenta tyle, że totalnie spersonalizowaną pod własne preferencje kolorystyczne (moje dwa projekty widzicie  na grafice). Oprócz najaków mam chrapkę na martensy na podwójnej podeszwie, ja dziecko które ponad 10 lat śmigało w glanach o różnej długości na nowo zapragnęłam kupić trapery, tyle, że obecnie  kusi mnie model z zamkami :) Na lato planowałam kupić tomsy, już drugi rok zamierzam wymienić starą parę na nową ale wiecznie nie mogę trafić na swoją rozmiarówkę i albo nie ma albo odsyłam bo spadają mi ze stopy. Boskie są espadryle Kenzo, ale szkoda mi gotówki na buty w których raczej wiele nie pochodzę. Zachwycona jestem sznurkowymi sandałami/klapkami dlatego kto wie może pomyślę własnie o nich :)

PŁASZCZ - mam chrapkę na długi, prawie do kostek płaszcz w męskim stylu, takiego gagatka który fajnie będzie wyglądał z szarą bluzą, czapką i dresami. Który będzie bardziej luzacki niż elegancki ale od biedy również założę go do swetra, spódnicy czy botek  też będzie dobrze. Mam już upatrzony model w najnowszej kolekcji ZARY. 

SZALIK + CZAPKA -  Zawsze mam z nimi pod górkę, bo spętana szyja zaraz wzbudza we mnie poczucie psychozy duszności i paniki, przemrożenie jednak w tym roku sięgnęło zenitu więc poluje na szary wełniany/kaszmirowy szal w kolorze stalowym. Marzy mi się ten z ACNE ale najpierw muszę oszacować budżet ;)  Czapki noszę rzadko, bo zazwyczaj nakładam kaptur od kurtek zimowych ale czasem pojawia się spory wiatr  kiedy noszę płaszcze lub ramoneskę a wtedy czapa jest niezbędna. Nie lubię cyrkonii, kokardek i futrzanych pomponów... dlatego czapy zazwyczaj kupuje na dziale męskim :) Im zwyczajniejsza i luźniejsza tym lepsza :)  W ubiegłym roku kupiłam dwie fajne szare w croppie i housie, wyprzedaż po 5.99 :D Taką cenę to ja rozumiem - jakościowo są genialne w tym roku będę polowała na burgundową lub czarną :)

FROTKI/ GUMKI -  Skoro jesteśmy przy temacie głowy to przejdźmy do tego co spina włosy. Ostatnie lata noszę stale silikonowe sprężynki ale mam wrażenie, że włosy wcale tak dobrze ich nie znoszą, może nie plączą się tak włosy jak przy standardowych gumkach ale nadal nie jest to chyba bezpieczne. W tym roku planuje zakupić jedwabne frotki i poobserwować jak się spisują na włosach średnioporowatych - czy dobrze trzymają, długo wytrzymują i która grubość jest najbardziej komfortowa :) Nie dość, że wiele o nich achów i ochów w sieci to jeszcze wyglądają jak biżuteria!

BIŻUTERIA- Jak dobrze wiecie mocno polubiłam się z modelami od AniKruk, nowa kolekcja ASTRO to dla mnie absolutny sztos nad sztosami, jest wiele pięknych modeli bardziej eleganckich, kobiecych ale i tych unikatowych, bardziej streetstylowych dla nowoczesnych, silnych kobiet. Moim faworytem stał się naszyjnik ASTRO z monetą i ręką, sygnet oraz kolczyki z ręką i sercem. Interesujące są też duże 4cm koła.  Naszyjnik utrzymany jest w klimacie nadal bardzo modnych naszyjników z monetami które jak wiecie uwielbiam i dobrze znacie je z moich selfiaków (te pochodzą z serii URBAN CHIC). Jeśli zamierzacie zaglądać na stronę ANIKRUK to polecam Wam zwrócić uwagę też na starsze kolekcje bo każda z nich ma w sobie inną moc. Mnie totalnie zachwyciła kolekcja ARIEL i cały czas myślę o zakupie kolczyków kół z rozgwiadami, są po prostu urocze a jednocześnie sexy!

KOSZULKI/ SWETRY/SPODNIE - Planuję zakup kolejnego kaszmirowego swetra, ten który posiadam ma już kilka lat ale wygląda obłędnie i wiem, że jeśli dobrze się je pierze i pielęgnuje to nadal wyglądają jak nówki. Wolę zainwestować w jeden porządny niż zbierać w szafie te które rozciągają się po jednym praniu i nadają się tylko do chodzenia po domu. Koszulki? Obecnie zrobiłam czystki w szafie wyrzuciłam kilka worków ubrań , kolejne spakowałam i nowe lub raz założone ubrania uprałam, uprasowałam i przekazałam osobom które bardziej ich potrzebują. Mam dużo ciuchów i zamierzam na nich bazować w tym roku jedyne czego mi potrzeba to luźny longsleeve w paski i koszulka termiczna pod medyczny fartuch.  Co do spodni - nosze rzadko jestem w 80% sukienkowa, nawet w zimie najwygodniej mi w luźnych sukienkach albo bandażowych spódnicach, w tym roku zaczęłam doceniac joggery a już całkowicie zakochałam się w tych od adidasa, marze o dresach! Ja osoba która nigdy nie nosi dresów pragnę ich :D Już widzę je z płaszczem, białą koszulą, AIRFORCAMI i gigantyczną szarą czapką wełnianą :) STYLÓWKA NA LUMPA POSZUKIWANA :D

ZEGAREK - planuje zakupić duży, męski zegarek w kolorze złota, długo myślałam czy decydować się na smartwatcha ale w kwestii zegarków jestem tradycjonalistką. Co do krokomierza cały czas nosze ze sobą telefon, nawet kąpie się oglądając filmy lub słuchając muzyki więc taka forma "zegarka" jest dla mnie zbędna ( póki co :P).  Jako bledzioch wahałam się czy złoto będzie mi pasować, obecnie mam wywalone na opinie ludzi, noszę złotą biżuterię więc i zegarek niech będzie nawiązywał do reszty. Co do obecnego zegarka z ESPRITA - nadal go kocham ale ma kolor bladego rosegold i co raz mniej pasuje mi do reszty dodatków dlatego potrzebuje zmiany :)

TORBA - zazwyczaj nosze ekotorby lub worki, ze skórzanych toreb posiadam Xandre  w stylu torby McQueena, średnią listonoszkę ze skóry saffiano od marki Wittchen no i mój mały skarb narodów na który odkładałam latami czyli malutką, bankietową Katy od YSL a w sumie teraz od SL ;) Nie mam jednak szopperki w której zmieszczę pół życia, wrzucę lapka, butelkę wody czy termos z rumiankiem i cytryną. Potrzebuje czegoś pakownego i klasycznego, modelu który za rok czy dwa nadal będzie prezentował się dobrze a także jakości która nie zawiedzie mnie przez lata. Myślałam o Moschino ale te torby są dla mnie chyba zbyt pstrokate w środku, Michael Kors  jest solidny i ładny ale fakt, że teraz większość lasek z nimi śmiga trochę mnie blokuje, CKlein - ma głownie torby z eko skóry a niestety za tą cenę nie jest wart tych pieniędzy.  Ostatnio rozmawiałam z Chmielową i chwaliła Korsa, namawiała też na S. Pilewicz... No waham się, myśl dojrzewa jak sycylijska mandarynka ale w końcu postawię kropeczkę nad i :) Jedno jest pewne muszę w tym roku kupić shopperkę :)

OKSY - O ile stale kupuje przeciwsłoneczne to nadszedł ten moment kiedy muszę wymienić swoje korekcyjne. Korekcyjne zawsze lubię mieć duże, czarne i plastikowe. Muszą zasłaniać pół twarzy i nie powodować dyskomfortu przy noszeniu, niestety te mniejsze zawsze zaczepiają mi o rzęsy i nie jestem w stanie mrugać, więc nerdowskie klimaty sprawdzają się u mnie najlepiej. Myślę, na co zdecydować się tym razem. Stacjonarnie zazwyczaj nie znajduję oprawek w których wyglądam w miarę korzystnie albo wpisują się w mój minimalizm, dlatego zmuszana byłam zamawiać na Firmoo. teraz oferta trochę uległa zmianie ale na szczęscie nadal widzę 3-4 modele w stylu do akceptacji. Kolega namawia mnie na Toma Forda, znowu przez lata noszenie przeciwsłonecznych RayBanów też wpłynęło na pozytywną ocenę marki. No nic, muszę pomyśleć i przymierzyć, ale nie ukrywam, że jeśli nie będę musiała to nie zamierzam przepłać bo często śpię w okularach aby teraz zacząć na nie uważać :P

SUKIENKA - w tym roku najprawdopodobniej czeka mnie pewna uroczystość ;) muszę więc poszukać sukienki eleganckiej, minimalistycznej która nie wygląda tandetnie a jednocześnie jest w moim stylu, to będzie ciężkie wyzwanie ale może się uda ;)




PIELĘGNACJA/ MAKIJAŻ


PIELĘGNACJA - Tutaj nie będę się rozdrabniać tym razem pod lupę trafi firma absolutnie mi nieznana namacalnie, a mianowicie SOAPSZOP - marzę o balsamie Yen inspirowanym Jennefer z Wiedźmina, ale to nie o postać chodzi a zapach. Marka wykorzystała mój ukochany bez z agrestem więc moje ciało domaga się tego aromatu :D, skoro już zamierzam sięgnąć po balsam to nie może zabraknąć mydełek tej marki tj. NOWOBOGACKI BANAN i BOGACTWO  to zapachy które mogą mi się spodobać. Jeden to banan z szampanem a drugi to opiumowo-dymna mieszanka. Po skończonej Yen zamierzam sięgnąć  po laskowy balsam Fresh&Naturals (podobno pachnie jak smak Nutelli). Na liście jest też oleje z opuncji figowej od Ministerstwa Dobrego Mydła oraz cytrynowy żel do mycia twarzy od JanaBarbaShyDeer również jest mi obce więc chętnie sprawdzę jak się spisują.
W tym roku zamierzam nadal zagłębiać się w pielęgnację firm które spisały się u mnie fenomenalnie tj. D'Alchemy, BABO, MANAIKA, LUSH BOTANICALS i SAPE. Zaznaczone produkty obowiązkowo pojawią się w mojej kosmetyczce przyszłorocznej :) Korcą mnie również dwa internetowe hity maska egipska oraz krem Samarite, są to jednak bardziej kaprysy niż produkty które MUSZĘ zdobyć.

MAKIJAŻ - Zamierzam sięgnąć i sprawdzić kolejną mineralną markę tym razem NEAUTY MINERALS! Miałam już od nich rozświetlacz który jest piękny więc zamierzam do niego wrócić a przy okazji też sięgnąć po ich najjaśniejszy podkład kryjący  i rozświetlający w odcieniu NEUTRAL PALE. Nie zamierzam jednak rozstawać się z moją dotychczas ulubioną marką minerałów czyli Annabell Minerals i zamówić od nich hitową paletę do brwi :) Na liście jest też mascara Couleur Carmel w kolorze czarnym. Kolejnymi produktami a w sumie zachciankami które biorę pod uwagę  jest rozświetlacz JeffreyStar WetDream (ale muszę sprawdzić go najpierw stacjonarnie) oraz paleta Natasha Denona -SunrisePalette chociaż i GOLD a jest cudowna - cena miażdżąca ale jeśli trafi się spory rabat na Sephora.pl to być może się skuszę, a jeśli nie to wybiorę znacznie tańszą mini wersję MINI NUDE PALETTE  pigmentacja i miękkość tych cieni to coś obłędnego. W tym roku marzy mi się zapach od TOM-a FORD-a TabaccoVanille! 




DOM / ELEKTRONIKA



Od zawsze irytowały mnie plastiki i folie ( jedyną którą propsuje to strechową bo przydaje się przy wrapingu) ale dopiero od kilku miesięcy ograniczam plastiki na dobre. Irytuje mnie ile tego kupujemy, zużywamy i wyrzucamy. Jesteśmy jak fabryka, staram się dlatego znajdować inne rozwiązania. I nie myślcie sobie, że po latach normalności teraz zwariowałam i stałam się jakimś ekofanatykiem który będzie terroryzował Was za kefir w butelce bo nie, chce jednak sama to zagadnienie potraktować personalnie bo nie lubię wynosić śmieci ;) A tak poważnie, tyle już "ekofriendly" stosuje od małego zanim jeszcze stały się trendy, że postawienie kroku dalej nie będzie dla mnie większą rewolucją. MARZĘ O ZAKUPIE - WORECZKÓW NA WARZYWA I OWOCE (kilku o różnych formatach), SZKLANEJ BUTELCE ale takiej ok.1,5l bo innej nie opłaca mi się nosić. Na wishliście znajduje się również poduszka - Z I LOVE GRAIN - czarny model wypełniony czarną gorczycą, dlaczego gorczyca? ze względu na właściwości :) 
W 2020r. zamierzam wreszcie się wysypiać i śnić o niebieskich migdałach w tym celu mam nadzieję, pomoże mi piękna pościel... Niby kocham mięsistą biała i szarą ale teraz mam ochotę zaszaleć z czymś nietypowym może atłasem w kolorze szampana albo białego złota.  Coś mniej oczywistego a jednak w świetnym gatunku.  Nieopodal łóżka mam trochę wolnej ściany a to idealna przestrzeń  na zakup nowej, drewnianej komody, jako, że moi dziadkowie nie posiadali mebli z lat 60tych to nie otrzymałam w spadku żadnej pięknej komody którą mogłabym przerobić i postawić w domu :( Możliwe, że dlatego też skuszę się na gotowca - bez konieczności przeróbki, ta bez uchwytów pochodzi z IKEA i wygląda całkiem przyzwoicie - produkt do wymacania stacjonarnie.
Nadal trwam w akcji #denkujeniekupuje i ma się ona również wosków z Kringla i Yankee których nazbierałam, aż za dużo. Obecny kominek już ledwo daje radę, dlatego pomyślałam o tym konkretnym z YC w kamiennym odcieniu. Jeśli uda mi się wypalić zapasy wosków, zamierzam sięgnąć po świece o zachęcającej mnie nazwie CHATA DRWALA :) Bez względu na stopień zużycia  obowiązkowo zakupię aromat NERO od MILLEFIORI do dyfuzora na patyczki. Aromat tak obłędny, że stawiam go na równie z ubóstwianym Grey-em od KC.
Skoro piszę o świecach to muszę wspomnieć o tacach które chronią moje meble przed ciepłem świec, kubków z herbatą czy nawet kładę na nie pędzle podczas malowania aby nie zabrudzić biurka. Tace są praktyczne i w granicy mojej "kurzołapowej" tolerancji :) Pięknie wygląda ta z marmurowego brązu czy lustrzana ze złotymi wykończeniami ale najmocniej w moim stylu i mierniku pożądania jest nierówno ciosana kamienna taca w kolorze grafitowym z krawędziami ozłoconymi farbą (na grafice stoi na niej złoty kubeczek). Istne cudo! 

W tym roku na wishliście miałam laptopa ale zmuszona byłam kupić go już we wrześniu, więc zaszalałam i nabyłam  MateBooka X Pro. Lapek ma ekran dotykowy i to dosyć czuły więc dzięki niemu mogę spokojnie rysować i tworzyć pewne projekty. Potrzebuje więc dobrego rysika ale znalazłam kilka modeli i coś na pewno wybiorę :) Jeśli jesteśmy w klimatach biurkowych to nie pogardzę plannerem tygodniowym a jeszcze bardziej ucieszę się z notatnika do bulletJournal, jedno jest ważne musi być w moim stylu - monochromatycznym, minimalistycznym ale też solidnie wydanym nie tak jak ten z POWIDOKI!!!!  bo nie zniosę widoku pstrokacizny dzień w dzień prze zkolejne 365 dni :D Na biurku nie może zabraknąć też taśm do Dymo wytłaczarki :) Pewnie skuszę się ponownie na czarne i złote rolki ;) A na ścianie plakatu ze StrangerThings!

KOLEJNY ROK MYŚLĘ O MASZYNIE DO SZYCIA! MAM NADZIEJĘ, ŻE 2020 BĘDZIE POZYTYWNĄ REWOLUCJĄ DLA MNIE i wreszcie znajdę czas na naukę na maszynie a także rozwinę się w dziedzinie kaligrafii (stąd chętnie przygarnę zestaw dla początkującego)
Monstera rośnie jak szalona (tutaj zdjęcia i wpis o trickach pielęgnacyjnych) więc czeka mnie przesadzanie i rozdzielenie na kilka donic więc szykuje się zakup osłonek na doniczki. Najbardziej interesują mnie te tkane z juty i koszykowe. Skoro jesteśmy przy kwiatach to poluję na nową roślinkę, zachwycają mnie jej piękne, rozłożyste liście więc pewnie na dniach pojawi się w moim domowym zaciszu :)  Na wiosnę natomiast ruszam z doniczkową uprawą - jalapenio! 

Najbardziej priorytetową kwestią jest dysk przenośny 1T albo przynajmniej 500GB oraz koszę pod biurko, obowiązkowo dwa! Myślę, że te z masy kukurydzianek i zamykaną klapką spokojnie spełnią swoją rolę :)




LISTA MIAŁA BYĆ KRÓTKA, SERIO!  Ale to plan na cały rok a oprócz tego, nie wiem jak wiele z tych produktów okaże się dla mnie potrzebnych po paru miesiącach od stworzenia wishlisty. W planach są jeszcze dwa większe wydatki ale o nich dowiecie się w późniejszym terminie.
Szczerze zachęcam Was do planowania większych zakupów, pozwalają one zdecydowanie panować nad wydatkami i nie kupować pierwszych lepszych zachcianek. Dzięki wishlistom  5 razy zastanowicie się nad zakupem zamiast szastać hajsem na prawo i lewo. Rozsądne zakupy to też oszczędzanie, a dzięki temu możecie zainwestować w siebie, wydać na dom, wakcje czy oddać najbliższym... 


CZY JEST TU KTOŚ KTO TWORZY PLANY ZAKUPOWE? DAJCIE PROSZĘ ZNAĆ :)
Poniżej zostawiam Wam link do wpisu z podsumowaniem ubiegłorocznej chciejlisty :)
 https://www.mazgoo.pl/2019/09/podsumowanie-wishlisty.html

Ściskam i życzę cudownego dnia!

Czytaj dalej »

06.11.2019

#DENKUJENIEKUPUJE ROCZNA WALKA Z ZAKUPOHOLIZMEM

Kiedy 1 października 2018r. powiedziałam Wam, że zamierzam na blisko rok wycofać się z szaleństwa zakupów i porzucić "nowości" ku chwale zdrowemu rozsądkowi, wiele z Was twierdziło, że to nie ma najmniejszego sensu i, że będę żałować bo odbije się to na mojej  uwaga tu cytat "popularności" w necie. 

Moje Okruszki! Zaryzykowałam i podjęłam wyzwanie. Denkowałam, rozdawałam a kosmetyków  i tak starczyło na ponad rok. Piszę ponad bo nadal mam dwie szuflady których nie udało się  zużyć ale myślę,że nastąpi to  maksymalnie do końca roku.



Co przyniosła mi akcja #DENKUJENIEKUPUJE? 

1.  ZUŻYCIE ZAPASÓW! Zdenkowałam kosmetyki do pielęgnacji które zalegały tygodniami, miesiącami w komodach (oczywiście wszystko w terminie ważności). Co mogłam rozdałam, część wywiozłam dla moich pacjentów do pracy a resztę zdenkowałam. Szło mi to oporowo nie powiem, produkty która sama kupuje wybieram świadomie pod względem składu, opakowania i zapachu tutaj nie miałam wyjścia, leciało taśmowo  ale dałam radę.

2. ODGRACENIE DOMU -  kosmetyków miałam na pęczki, zawalona łazienka, sypialnia i pokój dzienny. Wszędzie w i na meblach stały kosmetyki, do tego dochodziły stale pojawiające się kartony od nowych marek, często były to niezapowiedziane paczki PR, upominki czy prezenty od nowych marek.  Wyglądało to tragicznie, nie pozwalało się nigdzie ruszyć a dom zaczynał wyglądać jak rupieciarnia. Trzeba było coś z tym zrobić!

3. ROZSĄDNIEJSZA OBSERWACJA POTRZEB - przez to, że kosmetyków było mnóstwo zarówno z pielęgnacji jak i kolorówki. Zaczęłam zwracać uwagę na to czego tak naprawdę moja skóra się domaga, co lubi a co jest dla niej całkowicie zbędne lub wręcz przyczynia się do jej dyskomfortu. Zrobiłam listę kosmetyków zużytych za i tych szkodliwych. Porównałam składy i doszłam do cudnych wniosków gdzie czarno na białym ukazała się lista składników których raczej powinnam unikać w pielęgnacji.

4. UODPORNIENIE NA REKLAMY i PROMOCJE - nie ukrywam, nigdy nie miałam problemu z kupowaniem pod wpływem impulsu. Niestety czasami ulegałam zwykłemu chciejstwu i nabywałam rzecz która użyłam dwa, trzy razy i trafiała gdzieś na spód szuflady. Obecnie nie kupuje niczego na zapas a jeśli coś dostaję to zachowuje w nieotwarciu dopóki nie zdenkuje zaczętego produktu.  Nie korzystam z wielkich okazji a już tym bardziej z tych małych, jeśli gdzieś w sklepie widnieje -40% na drugą rzecz lub -15% na całą kolorówkę to też bez podniety nie wrzucam rzeczy do koszyka. 

5. ZERO PRESJI NA MUSZĘ MIEĆ - nic nie muszę, mogę ale też nie potrzebuje. Jeśli cały internet szaleje na punkcie paletki do makijażu i tytułuje ją hitem roku a za dwa tygodnie kolejna nagonka z jeszcze lepszym produktem który no MUSICIE nabyć bo inaczej spadnie na Was klątwa to no sorry ja się w to nie bawię. 

6. KUPOWANIE PRODUKTÓW NAJLEPSZEJ JAKOŚCI- znając swoje potrzeby kupuje mniej ale lepszych jakościowo produktów. Nie jestem byle kim więc nie chce serwować sobie byle czego. Nie idę na ilość, kosmetyki to nie pokemony to nie są rzeczy które chce kompletować i kurzołapić w łazience a w pełni z nich korzystać. Wolę więc mniej ale totalnie spersonalizowane  pod swoje potrzeby. 

7. WYKORZYSTYWANIE BUBLI  W INNY SPOSÓB - o tym powstał wpis więc nie będę się powtarzać ale odeśle Was tutaj - https://www.mazgoo.pl/2017/11/buble-kosmetyczne-jak-je-wykorzystac.htm

8. OSZCZĘDNOŚĆ GOTÓWKI - nie ukrywam, dzięki mojej akcji oszczędziłam sporo gotówki w ciągu tego roku którą spożytkowałam moim zdaniem bardziej właściwie. Nabyłam trochę elektroniki, sporo gadżetów no i kupiłam nowego Matebooka PRO. Wszystko dzięki ograniczeniu kasy na kolorówkę :) Dla mnie SZOK!

9. PRZEKONANIE ABY NIE SŁUCHAĆ PORAD LUDZI SKORO WŁASNE SERCE I ROZUM MÓWI ZUPEŁNIE ODWROTNIE. 

10. SATYSFAKCJĘ Z WASZEGO ZAANGAŻOWANIA -  zaskoczyło mnie jak wiele ludzi dołączyło do akcji i zaczęło zużywać zapasy. To niesamowite, ile szamponów, balsamów pomadek czy nawet cieni zdenkowaliście w tym okresie. Jestem z Was ogromnie dumna i mam nadzieję, że nie zaprzestaniemy na tym :) 




Rok akcji #DENKUJENIEKUPUJE ogromnie zrewolucjonizował moje podejście do zakupów,  umocnił mnie w przekonaniu, że nic nie muszę a kupowanie rzeczy pod wpływem impulsu jest słabe.
Świat nie zawali się jeśli nie kupię kolejnej pomadki w podobnym odcieniu, nie wrzucę kolejnego kremu do stóp do koszyka mimo, iż w zapasach mam ich jeszcze ze 4. Kupuje świadomie - składowo, cenowo i bez ładowania się w większe zapasy. Wychodzę z założenia, że jeden produkt na zapas z pielęgnacji to stan idealny i nie ma co zagracać domu większą ilością. 

Walczę nadal z kolorówką, mam jej cały ogrom ale ogarniam i wychodzę na trasę ku minimalizmowi. Droga ta jest długa  i wyboista bo kolorówki namnożyłam jak mało kto ale trzymajcie kciuki akcja #denkujeniekupuje trwa dalej.

Mam nadzieję, że jeszcze ktoś dołączy do akcji i zapragnie zmienić coś w swoim kosmetycznym żywocie :) CO MYŚLICIE O MOJEJ AKCJI? GŁUPOTA CZY JEDNAK DOBRZE ZROBIŁAM?


Ściskam!

Czytaj dalej »

24.10.2019

SPOTKANIE W BRAMIE/ #ZLS2019


20.10.2019r. w samo południe 16 czarodziejek zawitało do lubartowskiej restauracji W BRAMIE aby złączyć swoje siły i wesprzeć charytatywnie Łukasza który potrzebuje gotówki na leczenie i rehabilitacje. Organizatorkami tego całego zamieszania są dwie wspaniałe dziewczyny Aleksandra Urban (@malowane.oczy) oraz Sylwia Lewczuk (@czerwonousta). Dziewczyny oprócz pokaźnej grupy blogerek zaangażowały całą armie firm które postanowiły przyłączyć się do wydarzenia i przekazać swoje produkty na licytację. 




Czarodziejki o których mowa to:









Do patronatu spotkania a także licytacji dołączyły marki:




Dzięki wyżej wymienionym markom udało się zebrać blisko  1300zł na rehabilitację Łukasza Salitry.  Link do zbiórki tutaj: https://pomagam.pl/lukaszsalitra.

W tym roku na Zlocie trochę zaniemogłam zdrowotnie, temperatura ponad 38stopni nie ułatwiała ale nie wyobrażałam sobie aby nie dotrzeć na spotkanie. Chciałam zobaczyć te wspaniałe kobietki z którymi nie widziałam się na żywo od tak dawna. Ekipa była jak zwykle cudna, a uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy. Działałam w slowmotion ale przynajmniej udało mi się zrobić trochę zdjęć ze spotkania :) Z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować  Oli i Sylwii za zaproszenie oraz markom które wsparły owe spotkanie :)

Na zakończenie spójrzcie jakie piękne przypinki otrzymałyśmy od organizatorek :) Moja już została wpięta w jeansową kurtałkę, będę ją nosić z przyjemnością :)


O upominkach wspomnę Wam na dniach w poście z nowościami :) Ściskam i życzę Wam pięknego dnia :*
Czytaj dalej »

14.09.2019

PODSUMOWANIE WISHLISTY

Postanowiłam sięgnąć do swojej wishlisty i zrobić podsumowanie rzeczy które zaplanowałam kupić w tym roku. Co uznałam za potrzebne co wykreśliłam a co zakupiłam o tym przekonacie się w dzisiejszym wpisie.


UBRANIA
Nabyłam(+), nie udało się(-)
+HULTAJA - fajny, gruby kaptur który super chroni głowę przed wiatrem czy deszczem, niestety obwód wokół jest szyi jest na tyle spory, że nie otula, nie przylega tylko kręci się wokół, mogę go rozłożyć na moje wąskie ramiona ale wtedy nie ma możliwości podnoszenia rąk, będę musiała zrobić w nim dziurki i wciągnąć sznurki aby trzymać go w ryzach. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam zakładać go do płaszcza i nadawać mu bardziej nowojorskiego looku :)

+T-SHIRTY z napisami które super spisują się pod bluzy czy do marynarki.

+SNEAKERSY - wybrałam jednak inne skórzane modele, m.in. białe Reeboki w takim oldschoolowym stylu, białe Nike AirForce 1 na podwyższeniu oraz czarne skórzane AirMaxy. Vansy cały czas są na wishliście, po tym jak obcierają mojego Maćka te w rozmiarze 47,5 tak sama dwa razy mocniej zaczęłam rozważać ten zakup.

+BIŻUTERIA - zamówiłam sporo naszyjników od Ani Kruk, nadal jednak A. Krystyniak jest na liście zakupów no i pierścionki, drugi rok uzupełniam zapasy i nie mogę się ogarnąć. Ogólnie to mam fioła na punkcie minimalistycznych naszyjników  a te w stylu "monety na łańcuszku" chciałabym przygarnąć w każdej ilości :)

-PŁASZCZ -  nabyłam niezaplanowanie prochowiec w pięknym odcieniu wełny, nadal jednak poszukuje długiego, czarnego oversize (o dobrym składzie) na jesień

-ZEGARKI - miałam nabyć nowy, bardziej minimalistyczny i stonowany model ale nie widziałam nic co podbiło by moje serce więc zaniechałam roztrwanianie majątku na korzyść fikcyjnych oszczędności ;)) -  czytajcie - noszę stary :P

- TORBA - żadna shopperka nie trafiła w moje dłonie ale za to kupiłam kilka fajnych worków które idealnie spisywały się na lato a i sezon wczesnej wiosny udźwigną bez problemu :)



+ MASKARY - Nawet nie wiem jak to się stało ale w przeciągu pół roku trafiło w moje dłonie ok.30 tuszy do rzęs. Były to oczywiście różne marki i jeszcze bardziej zaskakujące szczoteczki. Formuły były różne, jedna bardziej lub mniej pasujące do mojego typu rzęs. Jedno jest pewne, zrezygnowałam z zakupów tych które mocno przypominały mi szczoteczki testowanych nowości.  Na  liście zakupowej jest nadal Collistar, YSL i EL. Pomyślę jednak o nich dopiero po zdenkowaniu zaczętych.


+/-CIENIE - Nie ukrywam Sultry od ABH zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Mięciutkie cienie, błyskotki iskrzące swym blaskiem a  maty które nie powodują suchego dyskomfortu a wręcz przeciwnie są przy tym półsatynowe - cudo! Planowałam kupić kolejne ABH, póki co wstrzymałam się z zakupem, cienie są fenomenalne ale jednak malutkie, te ukochane migotki znikają z paletki błyskawicznie, matowe są bardziej wydajne. Wpis o Sultry https://www.mazgoo.pl/2019/01/SULTRY-ANASTASIA-BEVERLY-HILLS-ABH.html

-BRONZERY - Miał być Smashbox. miały być inne cudawianki jednak stacjonarnie okazało się, że nawet najchłodniejszy odcień oksyduje u mnie i podbija ceglaste tony. Nie jest dobrze, ale się nie poddaje... dalej szukam bronzera idealnego :)

- HUDA BEAUTY - Miałam poznawać markę bliżej ale po fali niewypałowych, matowych pomadek w których weszłam w posiadanie - jakoś straciłam ochotę na pudry i korektor. Nie twierdzę, że zainteresowanie tymi dwoma, konkretnymi produktami nie powróci ale póki co uważam je za zbytek łask.

-RÓŻE/ROZŚWIETLACZE - O ile róż jestem w stanie dobrać sobie sprytniej niż bronzer tak z rozświetlaczami jest ponownie pod górkę. Większość z nich wygląda u mnie jak cień. opalizujący cień bardziej w kolor złota lub miedzi. Nabyty Dandelion to u mnie połyskująca brzoskwinka, dlatego traktuje go jako rozświetlający róż.  Nadal nie nabyłam Rock-a z The Balm ale nie wykluczone, że nabędę go po zdenkowaniu poprzednika.  Nadal kusi mnie serduszko z TooFaced w najjaśniejszym odcieniu ale mam wrażenie, że po paru godzinach na twarzy zaczyna wyglądać jak perła. Nadal produkt do obserwacji i ewentualnego zakupu :)



+ Produkty od ANWEN- nabyłam jedno, drugie, trzecie a nawet już czwarte opakowanie zestawu odżywek do włosów. Moje kłaczki i nozdrza kochają bezapelacyjnie nawilżający bez, sporadycznie sięgam po proteinową zieloną herbatę i emolientowego irysa. Serum na końcówki również używam i bardzo lubię, teraz na dniach wyszło płynne serum które również będę chciała przetestować i może porównać...

+PIELĘGNACJA WŁOSÓW - czosnkowa maska nadal nie zdobyta praktycznie cały czas wysprzedana, jak się trafi nabędę jeśli nie... trudno. 

+ PIELĘGNACJA TWARZY i CIAŁA -  tutaj niewiele nabyłam z listy, cały czas trwam w akcji #denkujeniekupuje  i zużywam zapasy. Nadal świetne kosmetyki zostają na wishliście muszę obadać takie marki jak CREAMY, JANBARBA, FRESH&NATURAL, KOI, CHICCHIQ.





 +LUSTERKO - nabyłam ale zupełnie inny model, te w Zarze były już niedostępne w złocie więc kupiłam zupełnie inny kształt z innej popularnej sieciówki.  Z tego co widziałam moje jest zdecydowanie  solidniej wykonane więc dobrze się stało :))


+ ROŚLINKI - tutaj nie będę rozpisywać się zbyt wiele ale zdecydowanie przygotuję o nich wpis, bo temat wraca jak boomerang :)

+ ŁADOWARKA INDUKCYJNA-  miałam nabyć taką z lampką (Ikea) ale zdecydowałam się na cos praktyczniejszego co mogę zabrać ze sobą w różne miejsca. Nabyłam oryginalną ładowarkę Samsunga dedykowaną do S9+. 

- Zrezygnowałam  z zakupu szafki, niestety muszę pomyśleć o czymś bardziej pakownym + nadal rozważam małą szafkę pod biurko na hybrydy bo powoli nie mam ich gdzie trzymać. Zapełniłam duży kufer i już ledwo się domyka. Zrezygnowałam z worka jako doniczki, niestety nie jest to praktyczne rozwiązanie bo po każdej kąpieli kwiatów widać na nich zacieki, wygląda to nieestetycznie i szkoda gotówki. Myślę jednak o koszyku, ponieważ ciężko mi znaleźć tak dużą donicę w moim stylu. Wyciskarkę też porzuciłam, jestem ostatnio tak mało w domu, że nie ma sensu 

+/- Nabyłam ale znowu będę kupować - PLAKATY, ŚWIECA GREYA - są to takie przedmioty które co chwilę nabywam. Plakaty czasami robię sama w programach graficznych i oddaje druk do drukarni. Małe hasła czy grafiki do ramek drukuje w domu, mam fajne urządzenie wielofunkcyjne które dobrze prosperuje, ładnie drukuje i naprawdę fajnie współgra z lepszym papierem np. satynowym. Plakaty wyglądają jak z drukarni. 

- WROTKI - myślę o nich od dawna i gdyby nie fakt, że w te wakacje temperatura mnie wykańczała to pewnie zdecydowałabym się na zakup. Chciałabym jeździć ale uczulenie na słońce mnie niestety blokuje.





+ LAMPA PIERŚCIENIOWA -  kupiona, wybrałam model z Allie, ma trzy stopniową regulację ciepłoty światła (ciepłe, chłodne, neutral) oraz kilka stopni natężenia oświetlenia. Jest tania, ma uchwyt na telefon i w zupełności wystarczająca  na moje potrzeby. Doskonale spisuje się przy robieniu zdjęć makijaży ale i tych produktowych również. 

+STATYW - Zdecydowałam się na  profesjonalny statyw, jest on na tyle unikatowy, że oprócz standardowych ustawień możemy wykonywać zdjęcia  flatlay montując aparat lub telefon od spodu  lub na długim i stabilnym ramieniu. Statyw marzenie! <3

- Zrezygnowałam  z "parasolki" przynajmniej póki co jest mi ona nie potrzebna. Porzuciłam stojaki z żarówkami bo przestały mi się podobać, zbyt mocno zagraciły by mi toaletkę. TABLET GRAFICZNY poszedł w odstawkę ponieważ zakupiłam matebooka z dużą czułością ekranu gdzie śmiało będę mogła robić swoje projekty właśnie za pomocą lapka. Ze względu na niezaplanowany wydatek na laptopa (Huawei 13,9" MateBook X PRO 16GB Ram, 500GB Dysk SSD4, Intel Core i7) zrezygnowałam z gimbala ale tego akurat sprzętu nie porzucam nadal chce, pragnę i prędzej czy później zakupię :)




Ksiązki  AGONIA, BĘDZIE BOLAŁO - odhaczone. Inne w dalszym ciągu na wishliście, do rzeczytania ale to tak bez większej spiny. Przez ostatnie pół roku słucham głównie podcastów, poradników, czytałam głównie rzeczy związane stricte z medycyną a dokładniej książki typowo naukowe z różnymi przypadkami medycznymi które umożliwiały mi poszerzenie wiedzy potrzebnej w pracy. Zaczęłam też bawić się w szycie i kaligrafię więc te tematy pochłaniają mnie teraz naprawdę mocno i dlatego też mega potrzebuje książek o kaligrafii - zeszytów do ćwiczeń itp ;) Literatura obozowa poszła na dalszy plan ale tęsknie za dobrymi książkami z tego działu. 


Ciesze się, że co roku mimo natłoku obowiązków znajduje czas na stworzenie listy zakupów na najbliższe miesiące.  Dodatkowo dzięki niej rozważniej podchodzę do zakupów, nie kupuję pierdół, 3-4 razy zastanawiam się nad tym czy faktycznie dany przedmiot poprawi mój komfort życia lub poprawi humor. Lista pozwalają zapanować  nad moim portfelem i minimalizmem  do którego dążę. ROBICIE SWOJE LISTY? PLANUJECIE ZAKUPY CZY WSZYSTKO TYLKO NA SPONTANIE? 

Ściskam <3



Czytaj dalej »

09.09.2019

MOJA PIELĘGNACJA TWARZY/ NATURALNE KOSMETYKI POPRAWIAJĄCE CERE

Stale ludzie dziwią się kiedy zdradzam im, że jestem już po trzydziestce, zazwyczaj dają mi mniej a co za tym idzie rozpoczynają się pytania o pielęgnację. Na instagramie często przemycam Wam kosmetyki których używam, które stosuję i lubię, nigdy jednak nie stworzyłam wpisu zbiorczego w którym pokazałabym moją całą pielęgnację twarzy krok po kroku.

Dlatego dziś zabieram Was do łazienki aby pokazać Wam to czego używam obecnie, moich bezapelacyjnych faworytów, hity które denkuje i bez zastanowienia nabywam po raz kolejny. No to co zapraszam...



PIANKI, MUSY, ŻELE, PEELINGI...

Na przestrzeni ostatnich 6 lat przetestowałam ich mnóstwo,rzadko kiedy jednak znajduje produkty które godne są zainteresowania. Moja cera jest delikatna, sucha ze skłonnościami do przesuszenia, łuszczenia i ściągnięcia ( tak, nawet woda potrafi zrobić z niej suszka). Znalezienie produktów nieszkodzących a jednak działających korzystnie na jakość cery to już prawdziwa zagadka Sfinksa.
Mimo wszystko udało mi się znaleźć te które polubiłam szczerze i prawdziwie.

Na pierwszy ogień polecam Wam MUS DO MYCIA TWARZY OD  LAQ - WERSJA OCZYSZCZAJĄCANie powiem Wam ile opakowań tego gagatka już przeszło prze moje dłonie. Jakieś 10? -12? Pojawił się u mnie tuż po premierze marki i tak już pozostał. Ma intrygującą konsystencję lekkiego ale jednak zbitego musu. Sposób użycia jest niezwykle banalny nabieramy dosłownie odrobinę z opakowania dodajemy odrobinę wody - spieniamy i nakładamy na twarz. Pieni się fenomenalnie, doskonale zmywa twarz ze wszelkich zanieczyszczeń. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia, wręcz przeciwnie - niezwykle gładkiej skóry. Uczciwie przyznaje, że myję nim twarz, czasami robię nim demakijaż który nie ma szans z tym myjakiem,  cudownie też sprawdza się do zmywania balsamu myjącego Czarszki, radzi sobie z nawet najcięższym podkładem, pięknie domywa pory z różnych zanieczyszczeń. 
Ma dobry skład i kosztuje w granicach 14-18zł. Ostatnio znajoma znalazła go na promce za 6zł w sieci Auchan :) Możecie dostać je też w Hebe, Triny.pl, Empiku, eKobiecej i oczywiście na stronie producenta -> http://laq.pl/19-musy-do-mycia-twarzy. Na stronie są trzy rodzaje, żółty jest genialny bo myje doskonale a oprócz tego peelinguje (z dodatkiem korundu), różowy fajnie myje ale to nie moja bajka, zarówno kolorystyczna jak i zapachowa (landrynki) ale jeśli lubicie słodkie zapachy to będziecie również zadowoleni:) Ogólnie polecam Wam asortyment tego sklepu, mam parę perełek ale myślę, że jest to temat na osobny wpis.

laq mus myjący do twarzy demakijaż

Jeśli już wspomniałam o peelingu to muszę Wam obowiązkowo przywołać gagatka którego testuję od czerwca.  Metalowa tubka przywołuje mi czasy kiedy malowałam olejnymi i akrylowymi farbami, kolorystyka minimalistyczna a wszystkie ozdobniki zaakcentowane poszczególnym fontem. Design jest absolutnie mój, minimalistyczny, wyraźny a  jedynie detale w postaci różnych fontów stają się ozdobnikami. Czuć klasę marki ale nie tylko w jakości opakowań... NATURAL MICRODERMABRASION PEEL -D'ALCHEMY to eksfoliant o konsystencji pasty. Ma mocny aromat (pierwsze skojarzenie z maścią VickVaporub) oraz bogactwo naturalnych drobinek. W składzie występuje m.in puder ryżowy, biała glinka, hydrolaty oraz olejki roślinne. Ze względu na konsystencję jest bardzo wydajny, potrzeba go niewiele aby dobrze rozprowadzić na twarzy i wypeelingować cerę. Zmywa się z łatwością , pozostawia skórę mięciutką, dobrze oczyszczoną i lekko zmatowioną. Stosuje go średnio 2-3 razy w tygodniu, raz częściej raz rzadziej wszystko zależy od potrzeb mojej cery. Mimo silnych drobinek, nie zauważyłam aby cera bardziej się przetłuszczała, czy drobinki jakość mocniej wpływały na produkcję sebum. Dobrze sprawdza się na skórze suchej, odwodnionej. Wydaje mi się to oczywiste ale podkreślę, że odradzam stosowania na cerze podrażnionej i ze zmianami skórnymi, głównie mam na myśli zmiany ropne lub stany z naruszoną powierzchnią naskórka. Jest to moje pierwsze opakowanie tego produktu, myślę, że skuszę się na kolejne chyba, że na mej drodze stanie coś równie naturalnego o mocnych właściwościach ścierających. Póki co pełne zadowolenie.
Cena nie mała 109zł/50ml Dostępny m.in. na stronie producenta https://dalchemyskincare.com/pl/natural-micro-dermabrasion-peel

Skoro już jestem przy marce D'Alchemy to muszę wspomnieć o żelu PURIFYING FACIAL CLEANSER. Nad designem opakowania nie będę się rozpisywać ponieważ jest charakterystyczna dla marki i wszystkie produkty utrzymane są w tym samym klimacie, muszę jednak wspomnieć o pewnym drobnym szczególe, opakowanie jest plastikowe, dozownik bezawaryjny a sam żel niezwykle delikatny. Konsystencja luźna, pieni się umiarkowanie.Pierwsze użycia miałam wrażenie, że moja cera jest niedomyta, ponieważ, nie czułam żadnej "agresji" na skórze. Zero tarcia, nie szczypało w oczy, skóra nie była ściągnięta i nie piszczała pod opuszkami jak umyty talerz. Nie przestawałam jednak używać, stosowałam tydzień po tygodniu. Myjąc twarz, zmywając makijaż twarzy a nawet oczu. Cera była ładnie oczyszczona, niezwykle mięciutka, wręcz zrelaksowana, złagodzona po podrażnieniach słonecznych i prezentowała się dobrze. Czy jest to mój hit? Nie wiem bo sprawdza się super ale nie czuje zaraz "po" tego uczucia cery "krystalicznie czystej" nie wiem jak to trafniej określić. Sprawdza się bardzo dobrze ale po pierwszym użyciu nie dostąpiłam efektu WOW! :)
Cena 89zł/125ml Dostępny w szafach D'Alchemy oraz na stronie producenta  https://dalchemyskincare.com/pl/purifying-facial-cleanser

D'Alchemy  peeling wegański



MASECZKI

Dziś pominę te w płachcie a skupię się na tych słoiczkowych. Dwie faworytki, jedna starsza ale w nowej szacie graficznej druga stosunkowo od niedawna na rynku naturalnej pielęgnacji obie jednak fantastyczne i nie do zastąpienia. Pierwsza  RAPAN BEAUTY - MASKA DO CERY SUCHEJ I MIESZANEJ. 
O masce ze smoczą krwią i owocem Yuzu pisałam już w 2017r. więc odsyłam Was do wpisu  https://www.mazgoo.pl/2017/11/SMOCZA-KREW-RAPAN-BEAUTY.html. Nadal jednak podkreślam, stale kupuję, używam i uwielbiam!

rapan beauty maseczka


Druga i niezwykle ważna w mojej pielęgnacji to propozycja od znanej już wszystkim królowej naturalnej pielęgnacji. MASKA ŁAGODZĄCA DO TWARZY - CZARSZKA. Z Pauliną znamy się od kilku dobrych lat i niech nie zmyli Was fakt, że ja tu promuje jakiś produkt kumpeli, absolutnie laska wie, że jak mi coś nie podejdzie to dostanie najprawdziwszą opinię na temat swojego produktu. W tym przypadku nawet gdybym chciała się do czegoś przyczepić to nie ma takiej opcji. Dla mojej cery ta maska to wybawienie. Niosła ukojenie i komfort w najcięższym dla mojej cery stanie a mianowicie w okresie tych ciężkich temperatur. Mam uczulenie na słońce, każde wysunięcie kawałka cery na ekspozycję słoneczną kończy się u mnie tragedią grecką. Maska ta złagodziła zaczerwienienia, ukoiła poparzenia, sprawiła, że  cera stała się mniej tkliwa a przy okazji turbo mięciutka i wygładzona. Pachnie niesamowicie - głównie nagietkiem i owsem, przygotowuje się ją szybciej niż tosty z serem (wystarczy odsypać trochę ze słoiczka, dodać wody, wymieszać, nałożyć i po  odpowiednim czasie zmyć). Na twarzy wygląda efektownie - żółciutko. Maskę należy trzymać na twarzy tylko w czasie wskazanym na opakowaniu, po tym zastyga i może wydawać się trudniejsza w zmyciu, możecie jednak się o to pokusić jeśli chcecie mieć dodatkowy peeling, zmywanie zastygniętej maski działa tak samo skutecznie jak ten z D'Alchemy ;) Jeśli przestrzegamy czasu maska zmywa się bezproblemowo ;) Słoiczek wystarcza na jakieś 10-12 użyć. 65zł/100ml. Maseczkę robię raz - dwa razy w tygodniu.

czarszka recenzja maska



TONIK ECO LAB - ODMŁADZAJĄCY
Nie będę  ukrywać uwielbiam ten produkt, zużywam  go w ilościach hurtowych, nie wiem ile już hektolitrów za mną. Jest ze mną od blisko 5 lat a w ciągu miesiąca zużywam 1-2 opakowania ale bywało, że i nawet 3-4 szły bez problemu (tonik spełniał u mnie również funkcje mgiełki- wody termalnej i schładzałam się nim w czasie wielkich upałów). Ma interesujący skład: woda morska, olej jojoba, kofeina, ekstrakt z jaśminu, kwas hialuronowy. Cudownie spisywał się schłodzony wcześniej w lodówce, koił, nawilżał i był świetną bazą pod dalszą pielęgnację. No ubóstwiam!

tonik naturalny odmładzający


SERUM

MANAIKA - SERUM DO TWARZY
O BOGOWIE! Gdyby ktoś parę miesięcy temu powiedział mi, że zakocham się w różanym produkcie kazałabym temu świrowi palnąć się obuchem w czoło. Mimo, iż moje podejście do róży jest nadal na poziomie hate to ten kosmetyk kocham miłością szczerą i prawdziwą. Moi milusińscy serum ma niesamowity skład, w 30ml butelce dostąpicie mieszanki godnej mistrzów tj. oleju z owoców dzikiej róży, wysokiego stężenia estrowej formy witaminy C, koenzymu Q10, oleju z pestek dyni, Wit.E i A, oleju z wiesiołka a w nim kwasu g-linolenowy(GLA), oleju z pestek śliwek, oleju makadamia, skwalanu z oliwy z oliwek, olejeku z pestek malin a także ekstraktu z listków rozmarynu i CO2 z nasion granatu. Zapachowo jest jeszcze lepiej bo róża absolutnie nie jest wyczuwalna, dosyć mocno wyczuwalny cytrus i geranium a wszystko za sprawą naturalnych eterycznych olejków z trawy cytrynowej i anginowca :)
Konsystencja typowa dla serum olejowego, ale nietypowe wchłanianie - bo błyskawiczne, zero uczucia lepkości, palpacyjnie niesamowita miękkość cery,  wizualnie natychmiastowe wygładzenie i odmłodzenie. Skóra jakby zagęszczona, zaczerwienienia zneutralizowane, przebarwienia zminimalizowane. Ne zapycha porów, mam wrażenie, że wręcz przeciwnie te rozszerzone pory są jakby domknięte a cała faktura skóry jakby rozprasowana. Cera wygląda na młodszą, zadbaną i doskonale wypielęgnowaną. Komu nie pokażę tego serum, to zaraz pyta o namiary, więc coś w tym musi być. 
DLA MNIE ODKRYCIE 2019r. A PRZY TYM KOSMETYK ROKU I BEZAPELACYJNY HIT! Uczciwie Wam polecam, szczególnie mocno tym których skóra ma przebarwienia, jest sucha, posiada oznaki starzenia albo stale boryka się z odwodnieniem, urazami, podrażnieniami, przebarwieniami czy trądzikiem.
Więcej poczytacie o nim tutaj, możecie też zamówić :D https://www.manaikanaturalcosmetics.com.pl/pl/p/Odzywcze-serum-do-twarzy/42

manaika naturalne serum


Kolejne serum które bardzo lubię mimo, iż nie daje, aż tak spektakularnego efektu jak Manaika to BABO. Konsystencją ma specyficzną, przypomina gęsty żel aloesowy. Skład ma jednak bardzo fajny a co za tym idzie i dobre działanie na skórze. W środku znajdziemy m.in. alantolinę, aminokwasy, betaglukan z drożdży, betainę z buraka cukrowego, ekstrakt ze śluzu ślimaka, kwas hialuronowy, miłorząb japoński, pantenol i aloes. Polecam stosować go bardziej w ciągu dnia lub na noc bo pozostawia lepki film na skórze i niestety nie współgra z makijażem... Podkład mineralny ale i zwykły płynny roluje się się na nim miłosiernie. Nie zmienia to jednak faktu, że skóra jest odżywiona i mięciutka, zaczerwienienie przygaszone. Bardzo fajne serum, ale tak jak mówię bardziej w dni kiedy mamy nomakeup, dobrze współgra z kremami na bazie naturalnych składników.

Tutaj mój błąd na zdjęciu postawiłam nie to serum ale chodziło mi o witaminę C nie E (dla mnie to z E jest mocno przeciętne). LIQ CE - 15% serum z wit.C, moim zdaniem najlepsze na rynku. Stosowałam ich już naprawdę sporo i tylko to dało efekt błyskawiczny i to wizualnie odczuwalny po każdym użyciu. Siedzą w nim trzy aktywne składniki Wit.C 15%(4800 mg), tokoferol i magnez. Mam wrażenie, że cera po tym serum jest jakby odświezona, wygładzona, zapchane pory jakby odblokowane, a wszelkie zanieczyszczenia jakby rozpuszczone, cera promienieje, jest rozświetlona i pełna energii. Uwielbiam ten efekt, jadę już z kolejną buteleczką :)

THE ORDINARY- Caffeine solution 5%+EGCG.  Na to serum z kofeina i zieloną herbatą nakusiły mnie "internety". Wszędzie ochy i achy więc postanowiłam spróbować. Od razu mówię obrzęków nie mam, oczy nie mają zasinień, jedyne co mnie boli to zapadająca się dolina łez - objaw niespania i syndrom okularnika. Serum jest ok, u mnie nie robi cudów ale schłodzone naniesione na niewyspaną skórę pod oczami lekko napina i rozjaśnia strefę pokrytą żelem. Używam, jest ok, ale bez większych zachwytów, więc pewnie zdenkuję i raczej nie nabędę ponownie bo tak zwyczajnie nie jest przeznaczone dla mnie. Ogólnie skład dobry, produkt wegański.
obrzęki oczu, kofeina pod oczami

GĄBECZKA KONJAC
Od jakichś pięciu, może nawet i sześciu lat, gąbki konjac stale goszczą w mojej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie demakijażu czy tak zwyczajnie mycia cery bez ich użycia.  Mam osobne gąbeczki do cery (zazwyczaj jest to wersja z masą perłową) oraz do ciała (pomidorowa). Dobrze masuje, świetnie zmywa twarz ale też delikatnie peelinguje i poprawia ukrwienie cery czy skóry ciała. Jest delikatna a jednak działa magicznie. Na dowód tego, że stosuje je od dawna zapraszam do wpisu z 2015r. https://www.mazgoo.pl/2015/10/YASUMI-KONJAC-PURE.html




KREMY

THE SKY GIRL-SUPER STAR uczciwie mówię gdy zobaczyłam go na półce, mocno pochwaliłam skład ale nie wrzuciłam go do koszyka bo jakoś nie byłam przekonana kolorystyką opakowania. Obawiałam się,że w środku zastanę jakiś wściekle chemiczny zapach albo kolor huby-buby który nie do końca jakoś wygląda naturalnie. Krem trafił do mnie przypadkiem w ubiegłym roku kiedy to marka postanowiła mi podesłać zestaw do testów i jak wielkie było moje zaskoczenie kiedy w środku niezwykle wygodnego opakowania airless znalazłam krem ideał. Przyjemny zapach, konsystencja marzenie, działanie totalnie spełniające obietnice producenta.  W składzie absolutna petarda: ekstrakt z cytryny, morwę białą, kwas fitowy, witaminy: C, B3 i E, oleje: ryżowy, sezamowy, słonecznikowy, ekstrakty z liści rozmarynu, cebulek trawy afrykańskiej, punarnawy, drzewa tara. Całość ta świetnie rozświetla skórę, napina a wręcz liftinguje. Cera prezentuje się promiennie. To moje 3 opakowanie tego kremu - nieostatnie. Na szczęście marka troche zmieniła wygląd opakowań o teraz sa one zdecydowanie bliższe mojemu sercu :)
https://betheskygirl.com/kategoria/kremy/agent-white-james-white-krem-rozjasniaco-liftingujacy-50-ml


LUSH BOTANICALS - Starlight night cream. Cudowny design opakowania, doskonały skład, subtelny zapach i działanie o którym moja cera nawet nie śniła. Krem na bazie wody z kwiatu pomarańczy z olejami z pstek jabłek, kiwi. pestek opuncji, żurawiny, pestek perilla i jojoba. Ekstrakt z owoców granatu, figi, jeżyny, wina, pestek grejpfruta i truskawki. Dodatkowo zasilone masłem murumuru, Wit.E, B5 i kwasem hialuronowym. Mimo bogatego składu nie jest tłusty, szybko się wchłania, pozostawia na skórze satynowe wykończenie, cera nie jest lepka a rano skóra jest idealnie wypielęgnowana pod makijaż. Zero obrzęków, jędrność, miękkość i cudowne wygładzenie. Kocham ten stan i gdyby nie fakt, że krem kosztuje duuużo to byłby to jedyny krem którego chciałabym używać do końca świata. Zużyłam 2 opakowania. Rozważam kolejne... tylko czekam na promki :)
https://lushbotanicals.com/krem-na-noc-starlight-50-ml-night-cream



Tak wygląda moja pielęgnacja cery, są to moje sprawdzone produkty do twarzy których używam od dawien dawna, oraz dwa nowe produkty z których zdecydowanie nie zrezygnuje. Dajcie znać czy coś z tych produktów miałyście okazję stosować macie swoje hity pielęgnacyjne? Zdradźcie co jest tym numerem jeden.

Ściskam! 

Czytaj dalej »

15.08.2019

WYBIELANIE ZĘBÓW W DOMU/ EXPERT38%- dr martin schwarz


Któż z nas nie marzy o celebryckim uśmiechu, równym i krystalicznym. O ile wyrównanie uzębienia może wiązać się ze sporym kosztem i czasem tak jasne zęby nie są już wielki problem, tym bardziej, że piękny efekt można uzyskać nie tylko na fotelu dentystycznym ale w bardziej komfortowych warunkach - zaciszu własnego domu i nie za miliony monet. I o tym zamierzam Wam dziś opowiedzieć.

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Od dawna przymierzałam się do wybielania ale mam delikatne szkliwo a przy moim zabieganym trybie życia bujanie się po salonach stomatologicznych jakoś nie wchodziło w grę i tylko odwlekało  proces zmiany koloru płytki.

Na system EXPERT38% trafiłam przypadkiem ale mocno mnie zaintrygował więc poszukałam trochę w necie ( bardzo fajny artykuł o pozytywnych efektach w Cosmopolitan, Business Insider, London Daily Post) poradziłam się swojej stomatolog i... wszystkie znaki na niebie wskazały, że jest to najlepsza opcja. 

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Zestaw do wybielania w domu trafił do mnie w trybie błyskawicznym (doba). Pięknie zapakowany, design opakowania absolutnie w moim stylu, biało-czarny, minimalistyczny kartonik skrywał skrzykawkę z żelem oraz instrukcję wybielania. Do zestawu dołączono niebieskie etui a w nim nakładki niezbędne do wykonania prawidłowego wybielania. 

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Jak wygląda takie wybielanie w domu?
Kuracja trwa kilka dni i zależna jest od efektu jaki zamierzamy wykonać, nie powinna jednak przekraczać 12dni. Jednego dnia możemy wybielić zęby tylko raz a sesja wybielania nie powinna przekraczać 30 minut. Jeśli po pierwszym "zabiegu" nie odczuwamy dyskomfortu, proces możemy powtórzyć następnego dnia. Jeśli zwiększy się  nadwrażliwość zróbmy 1-2 dni przerwy i wróćmy do wybielania. Pamiętajcie jednak o jednym, jeśli borykacie się z niezaleczoną próchnicą miejsca te mogą być bardziej narażone na uwrażliwienia, dlatego zaleca się wyleczyć zęby przed rozpoczęciem serii procesu rozjaśniania.

Krok po kroku...
NAKŁADKI to nic innego jak zestaw ochronek na zęby. Wykonane są z termokurczliwego tworzywa co daje możliwość dobrego dopasowania ich do zębów.  Jest to niezwykle łatwe i każda nawet niepewnie czująca się w tej materii osoba wykona to bez zawachania. Gotujemy wodę, kiedy doprowadzimy ją do wrzątku przelewamy najlepiej do kubka.Nakładki wyjmujemy z etui a następnie (trzymając za uchwyt) zanurzamy tak aby nie poparzyć dłoni. Nakładkę zanurzamy na 3-5 sek., sugeruje nie trzymać jej dlużej aby nakładka nie uległa roztopieniu lub zbyt dużemu obkurczeniu.

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Wyciągamy z kubka i od razu umieszczamy ją na jednym z łuków zębowych, najlepiej docisnąć jest nakładkę z dwóch stron aby jak najdokładniej przylegała i najlepiej "zapamiętała" kształt zgryzu. Silikon jest ciepły więc uważajcie na usta aby nie doszło do poparzenia. Kiedy uzyskaliśmy już dobry kształt, czynność powtarzamy z drugą nakładką i drugim łukiem. 
Jest to niezwykle ważny moment, gdyż od precyzji wykonania naszych nakładek zależy ilość zużywanego przez nas produktu oraz jakość wybielania. 
Kiedy nakładki są przygotowane i dobrze odpowiadają naszym łukom, odcinamy uchwyty -trzymadła :) i przechodzimy do meritum.

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Przed każdym wybielaniem zębów należy dokładnie wyszczotkować zęby (standardowe mycie z pastą do zębów używanej na co dzień). Przecieramy zęby chusteczką tak aby były one suche (spotęguje to efekt wybielania oraz szybkość działania).

Nakładamy preparat do przygotowanych nakładek. Nie jest to trudne ale z doświadczenia wiem, że łatwo o przeholowanie. Wystarczy niewielka ilość preparatu który nakładamy tylko na przód (siekacze +kły), z reguły nie widać zębów umiejscowionych dalej więc nie ma sensu skupiać się na nich.Możemy też wcześniej przymierzyć nakładkę bez żelu aby sprawdzić szerokość uśmiechu i upewnić się dokąd nakładać nasz preparat. Żel ma dosyć gęstą konsystencję więc nie spływa i ładnie pokrywa nakładki, jeśli jednak nie mamy większego wyczucia spokojnie możemy rozprowadzić  preparat końcówką strzykawki. Ile nakładać? Z umiarem ale nie skąpie, nie może go być zbyt mało ab zadziała ale też nie na tyle dużo aby nie wypływał z nakładek. Znowu zaznaczę, że sama pierwszym razem nałożyłam go zbyt wiele i trochę wypłynęło na dziąsła, zebrałam jednak preparat wacikiem kosmetycznym czy chusteczką i kontynuowałam wybielanie. U mnie nie odczułam żadnych skutków ubocznych na powierzchni dziąsła czy podniebienia, jednak producent informuje, że może pojawić się po styczności dłuższej niż pół minuty uczucie pieczenia.
Nakładki z żelem trzymamy na zębach prze ok.30 minut. W tym czasie absolutnie nie pijemy, nie palimy, nie żujemy gumy, ograniczamy mówienie aby nie wytwarzać zbędnej śliny. Ogólnie polecam obejrzeć sobie w tym czasie jakiś serial lub odpalić instagrama ;)

Po wspomnianym wcześniej czasie zdejmujemy nakładki i opłukujemy pod bieżącą wodą, następnie czyścimy szczoteczką do zębów.
Żel przechowujemy w lodówce.



Jak się sprawdził?
Jako posiadaczka turbo mlecznej cery i kości w kolorze żółtawym, odcień zębów zawsze był u mnie czymś co nie spełniało moich kryteriów. Herbatoholizm i karoten spożywany w nadmiarze nie ułatwiał sprawy bo zawsze odcień był inny niż chciałam. Żadne pasty czy polecane produkty okazywały się u mnie bublami, bez żadnych rezultatów. System Expert38% okazał się strzałem w dziesiątkę. Przyjemny bo w zaciszu własnego domu, wygodny w stosowaniu i jak się okazało przyjazny dla mojego delikatnego szkliwa. Po pierwszym użyciu już zaobserwowałam rozjaśnienie a z każdym dniem było lepiej i lepiej.  Zużyłam całą strzykawkę 5ml żelu a moje zęby  prezentują się teraz zdecydowanie lepiej. Po kuracji nie stały się uwrażliwione, nie czuje dyskomfortu przy spożywaniu gorących czy zimnych płynów/posiłków. Nie podrażniłam sobie dziąseł, no same plusy! Poczułam się bardziej komfortowo, wzrosła moja pewność siebie i nawet zaczęłam się szeroko uśmiechać do zdjęć gdzie kiedyś nie byłoby o tym mowy. Jestem mocno zdziwiona, bo nie pokładałam wielkich nadziei i sama nie dawałam sobie szans na to, że moje zęby przy takim odcieniu kości a już tym bardziej tak jasnej karnacji mogą prezentować się dobrze i wpisywać w obecnie pożądany kanon. Cóż mogę więcej dodać uczciwie polecam i liczę na to, że osoby które mają kompleks uśmiechu odważą się i postanowią zrobić coś dla siebie. Zbyt długo zwlekałam, nawet nie zdając sobie sprawy, że jest to tak proste!




Na porównaniu nie będzie insta zdjęć, a publikacja  pierwszego zgryzu wiele wymagała ode mnie zdystansowania się do samej siebie i wdrapania na wyższy level odwagi ale zrobiłam to bo mam to już za sobą. Specjalnie wrzucam zdjęcie bez obróbek czy korzystnych filtrów, nie mam też na sobie makijażu aby wdać było naturalny kolor ust i karnacji. Efekt przed i po. Widać różnicę?

Z herbaty nie rezygnuje, a jeśli moje zęby po czasie znowu nabiorą przebarwień zdecydowanie wrócę do tej metody bo okazała się zbawienna. Koleżanka z pracy już zamówiła zestaw i jest pod podobnym wrażeniem metody (u niej całość jest jeszcze lepiej zauważalna bo ma znacznie ciemniejszą karnację i ciemniejszą oprawę ust), sama kolejny zestaw zamawiam dla domowników oni najlepiej widzą efekty i chcą iść w moje ślady.

No cóż, uczciwie polecam markę :) 

____________________________________________________________________________



Czy wybielaliście kiedykolwiek zęby? Macie to w planach? Widać u mnie różnicę?

 Ściskam
- Madzialena
Czytaj dalej »

14.08.2019

KOLEJNA SPOWIEDŹ/ 32 LATA, ZMIANA ŻYCIA, BLOGOWANIA I UTWIERDZENIE SIĘ W ...


Jedni nienawidzą urodzin, dla mnie to liczba magiczna która jednocześnie określa moje miejsce we wszechświecie - każdy rok jest dla mnie wyznacznikiem, momentem zamknięcia i otwarcia poszczególnych etapów, zadań itp. Analizuje swoje błędy, rzeczy które udało mi się wykonać i wprowadzam nowe. Zdumiewające jest to, że z każdym rokiem widzę mniej błędów w swoim życiu, niż kiedyś. Decyzje które podejmuje w 90% są tymi najlepszymi i ani trochę bym ich nie zmieniła. Oczywiście nie jest to wynik jednodniowy i rano nie obudziłam się z odnowioną maną i wyższym lvl ale kiedy przekroczyłam magiczną trzydziestkę zaczęłam bardziej siebie doceniać, dostrzegać plusy swojej osoby a nie tylko wieczne mankamenty które wyolbrzymiały moje kompleksy. 




Nigdy nie byłam zadowolona z tego jak wyglądam a uczulenie na słońce i wieczne ograniczenia "ubraniowe" niczym kotwica blokowały mnie w okresie letnim. Tam nie pojadę, tu nie wyjdę bo zawsze kończyło się krwawymi rankami a później bliznami które zaleczałam ja lub moi rodzice jeszcze kilka miesięcy. Przebyta w pięcio-sześciolatkach choroba nerek, na jakieś 20 lat  skrzywiła mi obraz własnej osoby, miałam wrażenie, że przedszkolne nadprogramowe kilogramy już na zawsze sprawiły, że wyglądam grubo niczym kulka (nawet wtedy gdy w wieku 19 lat ważyłam 43kg).
Nigdy nie lubiłam swoich włosów w dzieciństwie - były gęste, grube, puchate i falowały, czasami skręcały się jak dzikie węże a niekiedy tylko układały się w kształt zagubionych fal Dawida Podsiadło. Mój naturalny platynowy kolor który w wieku dojrzewania zaczął wyglądać jak białe złoto  tylko powodował we mnie ochotę frustracji a co za tym idzie? Kompleks gonił kompleks a pod kopułką tworzył się turbo depresyjny ciąg. Mam jeszcze naturę Matki Polki, całemu światu bym pomogła, doradziła a swoje potrzeby zostawiła na koniec... Nie przejdę obok krzywdy innego człowieka, nie zostawię go w potrzebie nawet kosztem swojego stracenia... No mówię ciężki charakter który mimo, iż świadczył o mnie dobrze z perspektywy innych na mnie działa niczym podcięte żyły.
Kolejnym punktem w tym wielkim piekiełku byli ludzie a w sumie laski. To niesamowite jak dziewczyny/ kobiety potrafią być dla siebie podłe i nie chodzi mi tu o komentarze, dopieprzanie sobie nawzajem itp. bo raczej nie miałam z tym większych problemów (gdzies tam sporadycznie cos się trafiło na trasie gimnazjum ale to była bachoriada więc nie ma co nawet wspominac takich czasów), ale środowisko socialmediów to już mexicocity. Czasami mam wrażenie, że Instagram czy Facebook to takie nowe mapki z Mortal Kombat, szybka rundka zwana kumpelstwem, słodka i prawdziwa niczym sztuczny miód, za chwilę mały pojedynek Sub-Zero i Scorpion i tak naprawdę od kombinatoryki nieuczciwych zagrań zależy kto wyjdzie z tego żywy. Pieprze takie układy, dlatego też, ostatnio drastycznie zmniejszyłam liczbę swoich obserwujących blokując co niektórych ludzi... Nie ogarniam, nie rozumiem i chyba nie chce ogarniać takich hien. To samo jest w robocie ale mam wrażenie, że tam gdzie dużo bab to zawsze pod górę. Nie wiem czasami myślę, że jestem z innej planety... bo nie chce brać w tym żmijowisku udziału.  Knucia, obrabiania tyłka, włażenie w czyjeś prywatne życie z buciorami i jeszcze "prawo" do komentowania tego co ktoś ma "w domu" to rzeczy nie zrozumiałe dla mnie. 
Mam też wyjebane na to czy ktoś śpi z mężem w jednym łóżku, czy ma męża i gdzie jedzie na wakacje. Serio. Szanuję swoją prywatność i przez taki pryzmat traktuje innych... i tak mocno reaguje sprzeciwem kiedy ktoś przekracza ten mój magiczny krąg. Czasami mam wrażenie, że ludzie nie mają swojego życia, albo mają je tak nieszczęśliwe, że muszą podpierać się otoczeniem, dowalać innym aby dodać sobie parę centymetrów. Zmiażdżyć człowieka aby poczuć się lepiej.  Może to okrutne ale  powiedziałam takiemu otoczeniu STOP już kilka lat temu, zerwałam kontakty z kim mogłam, stwierdziłam, że nie ma co się bawić w kurtuazyjną tolerancję i przestałam odpisywać, odbierać telefony i ogólnie udawać, że jestem dobrym człowiekiem. W pracy tez niestety mam  taki przypadek z którym nie mogę zerwać kontaktu (pozdrawiam wtajemniczonych), ale tutaj tez toleruje ile mogę, aczkolwiek  mam w sobie jakiś pierwiastek zła który mówi,mi abym gnoiła ja  kiedy tylko przekracza granicę poniżając innych. Ostatnio pewien mądry człowiek powiedział mi, że gdyby ta "koleżanka" dostała trochę władzy w swoje ręce to wszyscy by zginęli - absolutna prawda. 

Takie sytuacje mnie hartują i sprawiają, że staje się innym człowiekiem. Nie stworzyłam sobie listy zmian jak to narzucają KOŁCZE, nie chodziłam z notesikiem i nie pracowałam nad swoim ego, nie leżałam u psychologa a nawet nie słuchałam rad znajomych. Każdego dnia docierają do nas sygnały, dobre lub złe zdarzenia, impulsy które motywują nas do zmian, ja po prostu zaczęłam je dostrzegać.  Te które były dobre pragnęłam powielać i rozmnażać a te złe eliminować. Przecież to logiczne, że chcemy w naszym życia szczęścia. Moje szczęście to komfort psychiczny, serducho wypełnione po brzegi, najwspanialsi ludzie obok, dobre emocje i chwile do których chce się wracać.
Wszystko co złe zaczęłam wywalać ze swego żywota, otoczenia. Mam jedno życie nie chce go marnować na toksyczne znajomości. To samo zrobiłam z "komentarzami" na swój temat, jeśli zdarza się, że z ust mało dla mnie znaczących pada tekst w stylu jak żyć znika z mojej głowy na pstryknięcie palcami. To samo tyczy się uwag na temat mojego stylu ubierania, noszę ograniczoną ilość kolorów i zazwyczaj to innym przeszkadza. Nie jestem lalką więc nie dam się przebierać - olewam całkowicie.     Nie reaguje na zaczepki ale w chwili takiego nieustępującego "rzepa" często rzucam spontaniczną ripostę i wtedy wszystko znika bo zazwyczaj ta osoba boi się podejść ponownie. Nie myślcie jednak, że jestem jakimś zadufańcem. Bardzo liczę się z opinią ludzi których szanuję, chętnie wymieniam zdania, doświadczenia ale nie znoszę tonu rozkazującego. Żyję w stylu hasła nic nie muszę, ale mogę wszystko. I tym tekstem wejdę w temat blogowania. 
   Jak zapewne wiecie blogerki dostają mnóstwo kosmetyków, współprac jest mnóstwo a już tym bardziej lejącego się z nieba barteru. Robią wszystko aby otrzymać coś za darmoszkę, tam wrzucą zdjęcia, tam opublikują stories, tu napiszą recenzję. Wszystko ok, jednak doszło do takiego momentu, że sama dostawałam dziennie po 10-15 paczek nawet nie wiedząc skąd, nie zgłaszając się nigdzie. Ludzie wymagali ode mnie testów produktów których nawet nie chciałam, wszystko wiązało się z pasmem durnych @, obrażania ze strony firm i porównywania do innych "influencergirl" które robią to bez narzekania i jeszcze chcą więcej.
Wiecznie zagracona chata, wiecznie kartony, kilometry foli bąbelkowej i kosmetyki które nijak się mają do moich wymagań. Powiedziałam dość tym razem markom, wymiksowałam się z większości paczek PR, przestałam korzystać z większości bo jakichś 95% ofert współprac bo nie chce robić niczego wbrew sobie. To samo blog czy instagram, nie zamierzam pokazywać Wam tu shitu, zawsze liczyła się dla mnie jakość produktów i nigdy nie chciałam aby to uległo zmianie ale czasem wrzucałam tu recenzję które testowałam bo musiałam a nie chciałam. Oczywiście recki zawsze były szczere i jeśli coś było super czy słabe to zawsze o tym wiedzieliście. Nie chce jednak pisać tu o czymś co ktoś próbuje mi narzucić, bo to moja strona i moje świadome wybory.

Od jakiegoś czasu  na moim instagramie tez zrobiło się bardziej lifestylowo, nie obawiajcie się bo z naturalnej pielęgnacji nie zrezygnuje i nadal jest sporo kosmetyków kolorowych ale tez nie chce być panią od błyszczyków. Za duzo we mnie siedzi pasji i myśli aby mówić Wam tylko o tym  czy pomadka trzyma się po wypiciu kawy z cukrem czy tylko zwykłej kawy. Testy będą ale życie idzie dalej i otacza mnie więcej poważnych tematów. Nie chce sobie przypinać łatek bo jestem tylko jedną metką którą mogę podpisać #mazgoo. 
Blogowanie ograniczyłam, ale tylko dlatego, że nie chce Wam pisać o byle czym, obecnie od października 2018 trwam we własnej akcji #denkujeniekupuje #niekupujedenkuje i zużywam zapasy, mam nadzieję, że odgracę się do końca roku a wtedy będzie dużo najcudowniejszych składów i kosmetyków które chce posiadać a nie mam bo spadły z nieba. Nadejdź kosmetyczny minimaliźmie bo zwariuje :)


Za miesiąc mam urodziny. Czy jestem w wieku 32 lat zadowolona z siebie? Jestem sobą, nie myślę o tym czy ktoś mnie polubi, odrzuci... Jeśli jestem szczęśliwa sama ze sobą  to patrze na świat inaczej. Nie chce imponować innym, nie chce być przebojową na siłę, nie potrzebuje oklasków, braw, lajków i statystyk aby czuć się dobrze... zaczęłam lubić życie, staram się bardziej być offline. Mam wrażenie, że to internet powoduje te wszystkie spiny w naszych głowach. Nie zamierzam pokazywać się Wam w mediach "fajniejsza" i "lepsza" niż jestem. Bywam niewyspana i  brzydka, mam takie dni kiedy chodzę cały dzień w skąpej piżamie i pije zimną herbatę z wczoraj bo taki mam kaprys. Nie żyję na pokaz tylko dla siebie, nie będę udawać, że jestem śliczna (bo 4h robiłam tapetę), zawsze wyrozumiała i mądra. Bo jak każdy człowiek mam lepsze i gorsze momenty, nie kicham brokatem nie płacze prosecco a mimo to...
  ...są przy mnie ludzie którzy akceptują a z tego co mówią nawet lubią  mnie taką jaką jestem, akceptują moje ułomności, moje czasami złe nawyki, czy to, że w chwilach absolutnej bezradności przeklnę albo się rozpłaczę. KOŁCZĘ mówią aby zawsze dążyć do tego aby być najważniejszym w relacjach z ludźmi, zupełnie tego nie czaję, to takie błędne wprowadzanie się w stan wiecznej troski i paranojek.  Najważniejsza dla kogo? Dla przyjaciela, faceta, brata, mamy, taty, kumpeli, szefa? To nie ma sensu... Nie możemy stawiać ludzi w takiej sytuacji aby zawsze dokonywali wyborów i ustawiali nas z numerami na podium... każdy z nas jest unikatowy i ważny tylko w innym kontekście.  Jestem ważna dla wielu ludzi i nie interesuje mnie to na którym jestem stopniu. Jeśli poświęcają mi, takiej nieidealnej kawał swojego czasu to czuje się wyróżniona i też wrzucam do serca. Pary razy zachłysnęłam się światem,  internetowymi ludźmi którzy zakładali maski a w realu byli jakimiś frustratami, teraz jestem pewna tego, że wcale nie potrzebuje tego "internetowego" filtra  do szczęścia. Chce prawdziwe tu i teraz a nie idylle która znika z momentem rozładowania telefonu. Niestety większość, rzeczy mnie nudzi wszędzie widzę to samo, te same schematy,te same zjawiska i udawane HITY które tydzień temu ktoś oferował w barterze na fb grupie. Mam wrażenie, że to wszystko ściema i to z praktycznie każdej strony... Nie chce się pod tym podpisywać, za stara jestem na takie pajacowanie. Chce być sobą i żyć prawdziwie, nie marnować czasu jaki tu mi dano, nie jestem byle kim więc nie chce żyć byle jak :)

W wieku 32 lat mogę powiedzieć o sobie, że jestem silna, wiem czego chce i mimo, iż nie zawsze  jest idealnie to polubiłam swoje nieidealne naleciałości, ciało które tez jest jakie jest ale przechodzi już czelendż akcept :) bo w jedną noc nie stanę się wyższa. Teraz bardziej bolą mnie kompleksy mojej niewiedzy czegoś niż te wizualne. Zresztą sama się sobie dziwie, całe życie rajcował mnie u ludzi intelekt i to on był dla mnie najbardziej sexy a sama oceniałam się przez pryzmat tego co zawsze mnie żenowało. Chyba zmądrzałam, dojrzałam i czuje teraz dobre, nie chce półśrodków, nie chce sama wpędzać się w lęki, że jestem niewystarczająco jakaś. Nie boję się mówić o tym jaka jestem i co we mnie siedzi. Pracuje jeszcze nad sobą, nad emocjami bo całe życie zbyt mocno czuje, uwrażliwiam się zbyt mocno, jeszcze mocniej przywiązuje się do ludzi... Ale to już temat na inny termin...
Chciałam sobie dziś posiedzieć z Wami jak z przyjaciółmi przy kubku herbaty i pogadac o tym co u mnie. Ryzykuje tym wpisem i może część zrażę do siebie ale tym bardziej przywitam i utulę tych którzy jednak tu zostaną. 
_________________________________________________________

PS. Tak, zwyczajnie ruszyłam tyłek z fotela i zaczęłam zbierać dobre momenty... 

Życzę Wam tego, aby nigdy nie zabrakło Wam siły na odrzucanie negatywnych sytuacji życiowych oraz magnesu który przyciągnie te chwilę do których chce się wracać. 

CZY W DZISIEJSZYCH CZASACH BYCIE SOBĄ TO COŚ ZŁEGO? 
Czytaj dalej »