26.11.2019

ile we mnie hejtu?

Takie czasy nastały, że internet stał się wyrocznią, w necie możesz czuć się bezkarny, wyzywać kogoś od nieuków, pokrak i komentować wszystko. Nie pytany wyrażasz swoją opinię i czekasz, aż jad tych kilku ledwo sklejonych słów (w rozpędzie zdań) wywoła gównoburze. Nie wiem czym kierują się takie osoby, dla mnie to zwyczajne przegrywy życiowe, osoby zaburzone które powinny przechodzić testy psychologiczne zanim podepnie się im złącze lub wyda smartfona z nielimitowanym internetem. Nie wiem czy to przerośnięte dzieci które używały na początku 2000r. "pokemońskiego słownika" czy jeszcze jakiś inny szczep wytworzony w ramach błędu ewolucji...

Od kilku lat wmawia się wszystkim, że każdy ma prawo wyrażać swoją opinię, każdy głos jest ważny ale im więcej przesiaduje w wirtualnym świcie tym bardziej mam ochotę to negować i blokować taką "wolność słowa". 
Nie wiem kiedy poszło to tak daleko, kiedy ze zwykłego wyrażania zdania grupa wścibskich jednostek przerodziła się w zgraje psychopatów którzy niczym nieudolni stalkerzy śledzą i anonimowo przelewają litry jadu. Komentują wszystko, udzielają porad, zazwyczaj jednak negują i odbierają chęci do życia. Jak wielki smutek i odrealnienie musi siedzieć w takim przegrywie aby żyć życiem innym i mało tego za wszelką cenę próbować zniszczyć psychikę kolejnego człowieka. 
Spłodzona litania hejtu, 3..2..1... publikuj a następnie odświeżanie strony w nadziei, że ktoś polajkuje, a już najlepiej osoba o której mowa podejmie dyskusję. Czy siedzi za tym błagalny wręcz rozpaczliwy ton wołania o zauważenie, poczucia się kimś ważnym czy tylko sadystyczna próba dopieprzenia komuś słabszemu.

Z hejtem nie spotykam się w stosunku do mojej osoby, kiedyś zastanawiałam się nad tym mocno, nawet rozmawiałam na ten temat ze znajomymi i stwierdzenie było jedno " masz zbyt silny charakter, jesteś za sprytna i szybko ciśniesz ripostę". Nie wiem czy tak jest faktycznie, ale umiem zroustować z nokautem przeciwnika w dyskusji, nie mam problemów też z zareagowaniem kiedy widzę, że ktoś przekracza moją magiczną strefę prywatności i nie lubię kiedy też ktoś przekracza brudnymi buciorami strefę komfortu innych. Nie jestem jednak jakimś szeryfem internetu, nie śledzę hejterów bo szkoda życia na łapanki przegrywów, jednak nie miałabym problemu z tym aby zablokować takiego oszołoma (często brak reakcji jest najlepszą szpilą). Nie widzę sensu się kłócić, toczyć batalii na leszczynowe kije z osobą która ewidentnie odczuwa podniecenie z faktu podtrzymywania tego shitsztormu. 

Irytuje mnie też fakt, wtrącania się ludzi w konflikty między bloggerami/influancerami itp. kibicowanie, udostępnianie obelg i nakręcanie się awanturą innych. Serio? 
Mam wrażenie, że całe to towarzystwo siedzi jeszcze w piaskownicy, takie dorosłe rocznikami ale jednak dzieciaki którym ramionka jeszcze nie wygoiły się od tornistra a nadal napieprzają się wirtualnymi łopatkami w tej kuwecie syfu. 

Nie wiem czy ja jestem już tak stara, ale mi ewidentnie nie chce się tego czytać, oglądać i śledzić. Nie mam satysfakcji, bo to ani żadne widowisko ani atrakcja która jest w stanie wywołać we mnie jakiekolwiek zainteresowanie. Jedyne co po takich akcjach we mnie narasta to poirytowanie, litość i brak szacunku to tych wojowników internetu. Myślę o nich i przed oczyma odtwarza mi się filmik z początków neta kiedy dwóch żuli bije się pod krakowskim akademikiem na pokrywy od studzienek kanalizacyjnych a w tle nastrojowo przygrywa jingiel z MortalKombat. Ten sam poziom estetyki i zażenowania. 

W necie jest teraz tak mało wartościowych treści a w sumie jest ich trochę ale aby dotrzeć do nich trzeba przekopać się przez morze debilnych filmików, pranków, kabaretów, przeróbek, parodii i filmików nastolatków którzy sama nie wiem po co nagrywają i robią to co robią. YouTube obecnie ssie, jeśli nie znasz konkretnych kont nie znajdziesz nic interesującego bo na głównej proponują Ci filmy które wręcz albo krzyczą nienawiścią do innych albo wręcz proszą się o siarczystego kopa.
Czy jest więc we mnie hejt? Nie, nie płacę za premium więc i jakość kanałów nie jest dobierana wg algorytmu który jest dla mnie najkorzystniejszy ale wiecie co... nawet jeśli serwis proponuje mi coś takiego to nie powód aby to wchodzić i komentować, po pierwsze - każda taka ingerencja napędza oglądalność i sprawia, że tych kanałów jest więcej, po drugie nie interesuje mnie więc nie klikam i nie marnuje swojego czasu, chociaż o niektórych filmikach i "sławach" yt nie wiedziałabym gdyby nie "polecenia". I to samo jest z każdym serwisem, internet jest tak wielką kopalnią informacji, że każdy znajdzie kąt w którym poczuje się cholernie dobrze...

Pieprze obmawianie, czyjeś bezguście, mam wyrąbane na obciachowe kampanie na instagramie, pozowanie na ściance czy szyderę z czyjejś kiecki, to wszystko jest tak słabe i błahe, że "szkoda mi na to paliwa". I to nie chodzi o moją ignorancję, po prostu to są zwyczajne pierdoły które tylko zaśmiecają mi głowę. Nie wnoszą do mojego życia nic, a wręcz przeciwnie tylko powodują jakieś chore spiny.


Wczoraj ktoś zapytał mnie w pytajniku na stories skąd czerpię energię i swoje pozytywne nastawienie do życia, wiecie co... nie czerpie znikąd, zwyczajnie selekcjonuje to co wartościowe od tego co mnie męczy. Skupiam się na tym co niesie za sobą coś więcej, co ma dobry przekaz, co wprawia mnie w pozytywny nastrój, doszukuje się radości w prostych momentach życia codziennego. Mogę napić się dobrej herbaty, wyhaczyć dobry film czy pośpiewać lub potańczyć do ulubionej piosenki. Spotkać i pogadać z interesującymi ludźmi czy tak zwyczajnie powygłupiać się i powspominać stare czasy z najbliższymi. Serio, jest to dla mnie bardziej wartościowe niż posiadówki w kuweciarni. 

Wpis dziś nie wiadomo o czym, ale chyba musiałam się wygadać, bo to co od dwóch dni nasila się na ig i fb to jakaś śmierdząca kpina. Przepychanki między twórcami internetu, markami a zwykłymi użytkownikami neta to własnie taka tania parodia z youtube. Więcej moich komentarzy odnośnie tej sytuacji nie będzie. Umywam rączki i życzę Wam pięknego dnia, doszukujcie się pozytywów a nie zatrzymujcie na tych shitsztormach. Szkoda energii. Niech moc będzie z Wami.

Ściskam!

____________________________________________________________











Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostawcie ślad po sobie, dzięki temu łatwiej będzie mi trafić na Wasze blogi :)
Pozdrawiam ciepło i zachęcam do obserwacji :)