03.06.2020

WIZYTA W GABINECIE KOSMETYCZNYM/ SOB/ Guinot, Rhea i Phytomer

Przemysł beauty powoli wraca do normy,  dużo osób zaczyna decydować  się na pierwsze zabiegi kosmetyczne. Jest to dobry moment aby  opowiedzieć Wam o kilku profesjonalnych zabiegach które w sposób natychmiastowy i wizualny poprawiają jakość naszej cery. 
Cały proces miałam okazję podpatrzeć w poznańskim centrum szkoleniowym B&M Profesional  podczas kultowego już eventu SECRETS OF BEAUTY  organizowanym niezmiennie przez Michała z Twoje Źródło Urody.  Michał jak zawsze potrafi zaskoczyć, zaciekawić i sprawić, że każdego jego spotkanie przebiega na wysokim poziomie, tak samo było tym razem... do współpracy zaprosił trzy marki profesjonalne: GuinotRhea oraz Phytomer. Każda z firm miała swój blok w którym opowiedziała o swojej koncepcji, składach oraz produktach na jakich pracują. Całość została dopełniona zabiegiem marki na ochotniku - uczestniku spotkania.




GUINOT

Marka francuska zaskoczyła mnie swoją  oryginalną a zarazem zrozumiałą koncepcją podejścia do  klienta, najpierw przeprowadzany jest  dokładny wywiad, następnie ocena stanu skóry a to wszystko po to aby na zakończenie uzyskać "zlecenie i receptę na kosmetyki" ;) I niech Was nie zwiedzie słowo "kosmetyczka"  bo tutaj mamy do czynienia z prawdziwą kopalnią wiedzy  a  nawet pewnego rodzaju "doktorem skóry". W świecie medycyny siedzę od blisko 10 lat i mam jakąś wiedzę w tym temacie, tutaj oprócz wiedzy typowo kosmetologicznej czuć, że personel posiada wiedzę z zakresu anatomii i z pełną świadomością sugeruje lub odradza zabiegi z dostosowaniem do potrzeb wynikających z naszych uszczerbków. Marka ponownie zaimponowała mi nowatorstwem m.in. wycofaniem parabenów ze składów na początku lat 2000 oraz rodzajem zabiegów z wykorzystaniem  prądu galwanicznego, natężenie jest niewielkie  ale zdecydowanie wystarczające aby uzyskać spektakularne efekty. Tak jak wspomniałam wcześniej na własnych oczach mieliśmy okazję zobaczyć jak wygląda zabieg wprowadzania aktywnych składników w głąb cery oraz jak wiele dobrego za sobą niesie. Już po jednym z nich skóra znacznie się uspokoiła, znikły zaczerwienienia, skóra nabrała zdrowego blasku, rozświetlenia i wyraźnie się napięła. Ewelina która była naszą modelką chwaliła "gęstość" oraz gładkość cery. Guinot jest chyba jedna z nielicznych (jak nie jedyną) marką która stosuje niezwykle krótkie serie swych zabiegów, w przeciwieństwie do innych marek tutaj zamiast 8-10 zabiegów marka proponuje trzy. Zabiegi są przystępne cenowo 200-300zł a zakres pielęgnacji nie obejmuje tylko twarzy ("zabieg na twarz" to również dekolt i szyja).



Marka nie testuje na zwierzakach.


RHEA

Stosunkowo młoda, włoska i wegańska marka i to ona zachwyciła mnie totalnie swoimi produktami. W ich ofercie znajdziemy kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała a nawet kolorówkę, niektóre z nich są jadalne! Firma w swojej ofercie gabinetowej nie ma typowo sprecyzowanych zabiegów, ma jednak swoje profazy ok.20 oraz ponad 50 kosmetyków... Ta mieszanka tworzy pokaźną opcję na tworzenie najwłaściwszych i spersonalizowanych  kombinacji. Ilość profaz uzależniona jest od naszych potrzeb, czasu i grubości portfela :) Mnie absolutnie urzekły ich sera które można dowolnie łączyć z wybranym przez siebie kremem tj. wybieramy krem pod obecne potrzeby pielęgnacyjne np. ujędrniający a do tego dodajemy serum które ma niesamowite właściwości pielęgnacyjne ( chwilę przed nałożeniem dodajemy do kremu 3-6 kropli, mieszamy i aplikujemy  na skórę). Zaskakującym pozytywnie produktem są pigmenty które dodane do kremu  są w stanie stworzyć BB lub CC krem o stopniu krycia zależnym jedynie od naszych potrzeb. Pielęgnacyjny makijaż - czy może być lepiej? Marka rozpieszcza w swych salonach  również unikatowym podejściem do klienta, wiecie, że zabiegi na twarz zaczynają się od masażu pleców? Rhea stawia na relaks i całkowity komfort odbiorcy. 
Naszym modelem był Rafał - wykonany został zabieg dotleniający z maską chłodzącą- miętową, zabieg obejmuje twarz, szyję i dekolt. Po zabiegu skóra odświeżona, piękny koloryt i blask.

rhea zabiegi, kosmetyki wegańskie salon beauty



Marka posiada certyfikat Halal.


PHYTOMER

Kolejna marka francuska, tym razem rodzinna która bazuje na dobrych aktywnych składnikach - tym razem na tych pochodzących z morza. OLIGOMER- cóż to takiego? To opatetntowany koncentrat wody morskiej ze znacznie obniżoną zawartością sodu. Oprócz niego w kosmetykach znajdziemy m.in. kawior czy algi. Phytomer stawia na masaż całego ciała o czym miała okazje przekonać się Ania która doświadczyła na plecach m.in. błotnej maseczki :)



To był bardzo intensywny dzień, to jeden z tych momentów kiedy warto przejechać pół Polski aby chociaż na chwilę uczestniczyć w tym wydarzeniu. Uwielbiam SOB za ludzi, ale również za ogrom wiedzy i atrakcji jakie zdobywam w tak krótkim czasie. Michał ponownie zaskoczył!


guinot, rhea,

Uczestnikami SOB luty 2020r. byli: Organizator - Michał Twoje Źródło UrodyRafał CharlieNose.plPaulina CzarszkaAnia Kolorowy KrajEwelina Evelyn’s Shades of redSylwia CzerwonoustaOla WroobelaAleksandra HejItsAlexK Inga BlackLiner,  Patrycja interendo.pl

Nie korzystam  z zabiegów w gabinetach kosmetycznych, ale szczerze jestem zainteresowana kilkoma zabiegami z oferty marek o których wspominam dzisiaj. Szukajcie marek w swoich najbliższych gabinetach, znalazłam je nawet niektóre nawet w Lublinie, więc warto sprawdzić swoją okolicę :) 

Ściskam :*

Czytaj dalej »

18.05.2020

NEONOWY MAKIJAŻ, PIGMENTY OD FEMME FATALE/ PIGMENTOVELOVE

Jestem chyba jedna z nielicznych osób która nie znosi neonów, niem wyobrażam sobie ciuchów w tym kolorze ale znowu dodatki czy makijaż już tak!  Jestem zwolenniczką żółtego - zakreślaczowego neonu który uwielbiam łączyć z szarością czy intensywną śliwką! Dobrze czuje się z żółcią na powiekach więc tym razem nie mogło być inaczej :)  Kiedy odkryłam stronę @pigmentowelove przepadłam bo znalazłam tam mnóstwo błyskotek  i o ile mam już sprecyzowaną listę zamówienia  to na pierwszy ogień poszły pigmenty Femme Fatale. Neonowe proszki absolutnie mnie urzekły  więc nie było opcji musiałam je zamówić, mimo, iż  zestaw zawiera 7 soczystych barw  sama zdecydowałam się na trzy tj. NEON POP, NEON JAZZ oraz NEON RUMBA. 

pigmenty neonowe Femme Fatale pigmentowelove
Pigmenty Femme Fatale


Pigmenty są drobno zmielone i w zależności od techniki nakładania spokojnie możecie się pobawić od subtelnego blendowanego odcienia  po  po intensywną dającą po oczach energetyczną dawkę koloru. Pigmenty można nakładać na sucho, na mokro, łączyć z Duraline (itp. produktami dostępnymi na rynku). Mogą spokojnie stanowić pigment nakładany na całą powiekę lub zaledwie element podbijający wewnętrzny kącik, super spiszę się również jako eyeliner do zbudowania jaskółki czy  dorysowania kropek na dolnej powiece... No pomysłów jest mnóstwo, a możliwości są ogromne! 

pigmenty neonowe femme fatale pigmentowelove
od góry: POP, JAZZ, RUMBA

Pigementy przez swoje natężenie kolorystyczne sprawiają wrażenie niezwykle wydajnych. testowałam je dziś intensywnie na sobie (suche powieki - na jednych jako baza Duraline, na drugiej glitterNyxa) i w każdym z tych przypadków efekt był super. Zauważyłam też przy zmianie pigmentów ( po paru godzinach)  pigmenty nałożone nawet na korektor  trzymają się ideolo - nic nie migruje, nie ściera się - JESTEM ABSOLUTNIE NA TAK :)


Pigmenty dotarły do mnie fenomenalnie szybko, zamówienie złożone w czwartek po południu- w piatek o poranku już jechało w moją stronę i gdyby nie weekend to pewnie w przeciągu 48h (od momentu zamówienia) byłoby u mnie. 
Słoiczki jakie zamówiłam to maleństwa 0,5g  ale przy takiej pigmentacji i do własnego użytku i tak starczy mi na lata. Jeśli jednak malujecie i jesteście zainteresowane większymi opakowaniami to dostępna jest też wersja 2g.  Cena małego opakowania to 10zł , większego 28,50zł.  Pigmentowelove  ma też w swej ofercie zestaw 7 pigmentów 2g za 169zł (wychodzi taniej o 30zł), ale to tak wspominam w dodatku. Od razu mówię, nie jest to post sponsorowany, po prostu uważam, że jest to mega jakość w stosunku do konkurencji i ich cen,  dlatego jeśli jest możliwośc coś zdobyć w niezłej cenie to rzucam cynk w świat :D 

Dziś taki wspis na szybko bo dostałam po dzisiejszym stories ogrom pytań o swatche więc całość przygotowywana naprawdę w biegu i troche byle jak ale wiem, że zależy Wam na czasie :)

neonowy makeup, odblaskowe cienie pigmentowelove
fryzura na Nożycorękiego - przemilczmy to, liczą się pigmenty (NEON POP)

Mimo, zdjęć bez szału myślę, że w pełni oddałam moc tych gagatków. Jestem  nimi zauroczona! Nie wiem czy nie kupię jeszcze  pozostałych odcieni :) 

swatche z zasobów strony PIGMENTOWELOVE


Dajcie mi znać co myślicie o takiej kolorystyce :) Który kolor wygląda najlepiej?
Ściskam i pozdrawiam :*
Czytaj dalej »

13.04.2020

TA OSTATNIA NIEEEDZIELAAA...

Tak jak wskazuje nagłówek była to ostatnia niedziela którą spędziłam normalnie, bez izolacji od innych, bez dezynfekowania rąk co sekundę i noszenia maseczek. Jako, że te Święta nie przebiegły dla wszystkich dobrze, chciałam przywołać  dobrą chwilę i pokazać Wam jak wyglądało ostatnie spotkanie przy kawie z  bloggerkami w Chełmie :)


Jako miejsce spotkania wybrano znana już nam dobrze restaurację Lwów, jest to dla mnie sentymentalny punkt na mapie gdyż to własnie w tym miejscu, blisko siedem lat temu zaczęły się moje pierwsze eventy bloggerskie :) 
Tym razem miałam okazję zobaczyć się w dobrze znanym gronie wspaniałych kobiet (Klaudia, Marta, Karolina, Iwonka, Olcia, Gosia, Agnieszka i Sylwia). Początkowo miało być nas troszkę więcej ale wypadki losowe odrobinę okroiły nasz skład. Mimo wszystko doskonale spędziłyśmy wspólnie te kilka godzin :)

Miało to być luźne, niezobowiązujące spotkanie tak aby się zrelaksować, pogadać i pożartować a na koniec jak zwykle jedna z uczestniczek nie dotrzymała słowa i obdarowała nas fantami. 

Do tego niecnego ale jakże przyjemnego spisku dołączyło kilka marek,tj. Essence, Catrice, LaQ, Czarszka, Bispol, Melkior, Francuskie Perfumy, Anwen, Polka, AA, Sensation Perfume, NcNails Company, Full Mellow, NKD Skin, Bielenda z Great Story. 

Poniżej wrzucam Wam kilka losowych zdjęć z zaledwie cząstką nowości od marek ze spotkania.



O wszystkich testach będę informować Was na moim instagramie :)  Jak myślicie kiedy uda nam się spotkać ponownie?

Ściskam :)
Czytaj dalej »

16.03.2020

ŻEL ANTYBAKTERYJNY - JAK ZROBIĆ? ZDRADZAM TANI PRZEPIS


To, że od dawna brakuje wszędzie płynów antybakteryjnych  to żadna nowość, niestety zapotrzebowanie wzrasta a każdy Janusz biznesu próbuje zarobić na potrzebujących przebijając wartość produkty czasami i o 500%! Na coś takiego się nie zgadzam, dlatego też praktycznie na drugi dzień kryzysu pokazałam Wam swój przepis na płyn antybakteryjny. Niestety stories ma to do siebie, że zaraz znika a zapisana relacja nie jest dla każdego użytkownika na tyle logiczna, że i tak każdemu muszę odpisywać z osobna. Wrzucam więc przepis na bloga , aby było czytelniej.



Przepis na ten żel to chyba najprostsza wersja antybakteryjnego jaka tylko może mieć miejsce (pomijając odkażanie samym spirytusem :P) Najbardziej podstawowa wersja która spełnia właściwości antybakteryjne wymaga dwóch składników, najbardziej złożona pięciu.


 CZEGO POTRZEBA?

  • SPIRYTUS 95%
  • ŻEL ALOESOWY
  • STERYLNY, CZYSTY POJEMNIK
  • STRZYKAWKA (najlepiej 10ml)/ PIPETA Z MIARKĄ
  • WITAMINA E ewentualnie A
  • AROMAT 



SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Należy zapamiętać aby zachować proporcje 6:4 tzn.
Do przygotowanego, sterylnego pojemniczka wciskamy za pomocą strzykawki 6 porcji spirytusu oraz 4 porcje żelu aloesowego (np. 6x10ml spirytusu + 4x10ml żelu aloesowego).  Te dwa składniki w zupełności wystarczają aby stworzyć cacko odkażające idealnie dłonie. Jeśli jednak chcemy mocniej podrasować nasz produkt np. aby działał ale jednak, aż tak mocno nie przesuszał dłoni, wystarczy dodać do naszej "bazy"  kilka kropelek witaminy E, od biedy można dodać wit. A. 
Osobiście polecam też dodać parę kropel olejku eterycznego, u mnie poleciał ten grejpfrutowy (bo przyznam szczerze, że nie mogę już przewąchać aromatu spirytusu).


Składniki ze sobą mieszamy, najlepiej za pomocą pipetki, odkażonej/ wyparzonej łyżeczki lub zwyczajnie zamykacie opakowanie i mocno potrząsacie, aż do uzyskania jednolitej konsystencji.



Wiem, że niektórzy dodają do przepisu glicerynę albo wazelinę... moim zdaniem jest to bez sensu i zdecydowanie lepiej dobrze odkazić dłonie a następnie zastosować ulubiony krem o dobrym składzie. 

Wersję podstawową spirytus + żel aloesowy poznałam lata temu na licencjacie albo magisterce z pielęgniarstwa, mniejsza o to... przepis jest skuteczny i stosunkowo tani a już na pewno tańszy od ofert w internecie :)  


Czym obecnie odkażacie dłonie?  Robicie swoje żele czy kupujecie?  Dajcie znać i obowiązkowo myjcie dłonie! 

Ściskam! 
-Madzialena
_________________________________________________
INNE PRZEPISY:
BUBLE KOSMETYCZNE JAK JE ZDENKOWAĆ?
MIKSTURA NA POROST RZĘS

NA DOBRY SEN

na 100% popełniasz te błędy WŁOSOWE

Czytaj dalej »

14.03.2020

WLAZŁ KOTEK... CZYLI O TYM JAK ZDOBYŁAM I STRACIŁAM HEJTERA.

Ten post w życiu by się nie ukazał, ale jako, że nabawiłam się hejtera to dziś tej naszej relacji poświęcę kilka minut. Nigdy nie sądziłam, że może mnie to spotkać, tzn. oczywiście z wieloma ludźmi się nie zgadzam, nie pochwalam pewnych zachowań a i ja nie postępuje standardowym schematem więc jakiś zgrzyt byłby i tak nieunikniony. Sytuacja miała miejsce w chwili kiedy mój obserwator zaczął śledzić moje poczynania na necie, najpierw zaczęły się zaznaczania najgorszych i najbardziej niekorzystnych wersji w storiesowych ankietach, później ocenianie stories emotką anty-zachwytu. Minęło parę tygodni i zaczęły się sporadyczne komentarze stories w których pojawiał się w 80% negatywny wydźwięk, kolejne 20% to totalna obojętność. Jako, że staram się szanować każdego człowieka nawet kiedy jego myślenie jest totalnie dla mnie abstrakcyjne i nielogiczne to nie okazuje niezadowolenia czy złości bo o ile ta osoba nie robi krzywdy innemu człowiekowi to niech swoje poglądy ma ale trzyma je blisko a przynajmniej na dystans do mnie. Problem polega się jednak na tym kiedy ktoś stwierdza, że posiada dar a w sumie umiejętność i PRAWO do komentowania, wnikania w moje życie z buciorami i jeszcze bezczelnie doradzania mi a w sumie narzucania mi schematu jak mam żyć ( aby jej się lepiej żyło). Uwielbiam ludzi którzy wpieprzają się do kogoś, nie pytani o nic mówią jak żyć, gdzie iść, co jeść jak spać. Gdybym chciała słuchać tych pierdół pewnie zostałabym tej osoby młodszą siostrą i zakupiła pluszowy notesik aby te wszystkie absurdy notować. Niestety mam już swój rozumek i nie daje się sprowokować, a to niestety objawia się tym, że hejter nie czuje spełnienia i z poziomem frustracji nadal podbija z co raz to bardziej prymitywnymi tekstami. Mój hejter mocno uaktywnił się przy pytaniu o ślub, a w chwili pytania o "bąbelka" chyba osiągnął temperaturę wrzenia i to w Fahrenheitach. Bo jakim prawem w wieku +30 lat nie siedzę w pieluchach, garach. Podobno oszukuje się, że jestem szczęśliwa, że grozi mi staropanieństwo i że M. powinien już pomyśleć o pierścionku bo ma nadzianą rodzinę. Narzucanie mi, że nie znoszę dzieci, że zachowuje się jak dziecko bo chyba nie mam jeszcze bachorka i ogólnie wszystko mi przeszkadza, że nie lubię róż, nie lubię koloru różowego, nie jadam mięsa, robię kolorowe makijaże których nikt nie nosi - zawsze muszę być inna a no i, że buntuje się stale robiąc sobie problemy, a no i najbardziej absurdalne, że jestem CZARNYM METALEM. 
To tylko kilka tekstów jakie otrzymałam od tej osoby, szczerze, żaden z nich nie wywołał u mnie smutku, zadumy czy jakiegoś stanu zawieszenia, takie teksty serio mnie nie ruszają. Zdaje sobie jednak sprawę, jak bardzo mogły by skrzywdzić kogoś kto nie ma tak bardzo wyrąbane jak ja, bo taka litania narzekań i przypierdolek nie jest ani miła anie budująca. A komentarze na temat m.in. dzieci też często mogą być dla kogoś bolące - bo wiem, że wiele par nie może mieć dzieci i co wtedy? 

Moja Hejterka najwidoczniej próbowała wprowadzić mi resocjalizację społeczną, krytykując to kim jestem, co robię i jak żyje, zarzucała mi ze nie akceptuje wielu rzeczy, nie zdając sobie sprawy, że zarzucając mi brak tolerancji (gdzie ja serio jestem zajebiście tolerancyjnym człowiekiem) sama nie toleruje moich wyborów. Bo jak nawet skomentować tak błahy temat jak fakt, że nie mam problemu z tym, że ktoś jada mięso a ona neguje moje warzywne wybory. Nie wiem jak można być takim człowiekiem, fajne jest doradzanie ale tylko wtedy kiedy ktoś faktycznie prosi o poradę, poczułam się jakby owa osoba przeprowadzała na mnie społeczną inkwizycję i cholernie próbowała wepchnąć mnie w swoją foremkę życia. 


Serio, nie każdy musi być identyczny aby być szczęśliwym, wręcz przeciwnie to, że jesteśmy inni sprawia, że nie jesteśmy bez emocjonalnymi robotami, którzy budzą się i totalnie schematycznie żyją, a żyją na 20% bo stale myślą o tym co będzie za 20-30 lat i blokują swoje emocję tu i teraz. 

Mam inne podejście do życia, nie chce stale patrzeć na to co będzie bo jutro może walnąć mnie ciężarówka na przejściu albo kichnie na mnie Koronowirusyjczyk i 3, 2, 1 mnie nie będzie. Po co cały ten czas żyć na słabej baterii i liczyć się, że ten naładowany powerbank przyda się kiedyś w przyszłości, skoro już teraz mogę z niego czerpać. 


Kiedy grzecznie zapytałam hejtera po co mnie więc odwiedza, po co zagląda do mnie i doradza, komentuje mi skoro tak bardzo różnie się od tego co mówi i lubi. Wyjaśniłam, że jest nietolerancyjną osobą, bo nie akceptuje moich wyborów, moich schorzeń czy tego jaką osobą jestem... Wiecie jak sytuacja się zakończyła? 


Dowiedziałam się, że mam więcej nie pisać (mimo, iż tylko odpisywałam w chwili kiedy ta osoba przeginała po całości) i zostałam zablokowana! 

Weszłam więc w posiadanie hejtera i go straciłam, jak teraz żyć, no jak? :D

Jestem ciekawa czy często spotykacie na swojej drodze ludzi którzy w wielkich buciorach depczą Wam życie i w sposób mało subtelny wpychają na właściwą trasę JAK ŻYĆ?

Dajcie znać!
Mimo koronawirusa ściskam ale wirtualnie
-Madzialena 
______________________________________________________ 

 PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZAJRZYJ TEŻ TUTAJ:

Czytaj dalej »

12.03.2020

KORONAWIRUS CZY JEST SIĘ CZEGO BAĆ?

Miałam nadzieję, że nie będę musiała brać się za ten temat bo niestety sama mam już mdłości na samą myśl o dodatkowych korono-treściach, ale to co pojawia się w necie, to jak media podłapały temat a  ludzie łykają każdą bzdurę jak pelikany zaczyna mnie mocno- najmocniej irytować.

Źródło:Fotolia

Wirus ogólnie przemieszcza się szybko ale nie ze względu na swoją przebiegłość i jakieś niesamowite  moce MARVELA (bo nadal jest to wirus, nie bakteria) a przez totalną głupotę ludzi. Niestety  przez brak elementarnej higieny! Smarkanie w chusteczkę, zasłanianie ust ręką, czy mycie dłoni to serio są rzeczy które każdy miał wpajane w domu za dzieciaka, to nie są jakieś fanaberie, wymagania wyciągnięte z księgi rzeczy niemożliwych. ZWYKŁA HIGIENA! A jak się okazuje jest to nadal Święty Grall i zachowanie  wzbudzające zdziwienie a nawet przerażenie, bo raptownie ludzie muszą myć dłonie!!

Druga kwestia. O koronawirusie media trąbią od dawien dawna, osoba taka jak ja która nie posiada telewizji serio nie została odcięta od takich informacji, a co za tym idzie byłam świadoma zagrożenia, sposobu zakażenia i miejsc rozsiania (mimo, iż specjalnie tego nie śledziłam a takie newsy dochodziły do mnie i tak z każdej możliwej strony).  Trzeba było być niemowlakiem albo zapaść w śpiączkę aby nie usłyszeć nic na ten temat.

Skoro mówi się o ryzykach zakażenia, w których jednym z większych niebezpieczeństw jest migracja z Włoch, Chin, Iranu czy Niemiec i narzuca się tym podróżującym badania w wyznaczonych placówkach sanitarno-epidemiologicznych lub na oddziałach zakaźnych a ludzie powracający mają to w dupie, to o czym mowa? Wychodzi na to, że turyści nie chorują bo pojechali tylko odpocząć i napić się drinka z palemką. "Po co mi badania jak się dobrze czuję?" Nie liczą się z konsekwencjami, nawet jeśli nie mają objawów mogą być nosicielami którzy przeniosą wirusa dalej, na swojego partnera, dzieci czy rodziców, dziadków itd.  
Zajebiście nieodpowiedzialne, zakazić może się każdy i wszędzie, dlatego ważne jest aby postępować zgodnie z wytycznymi które narzuca sanepid.

*fajne jest również to, że ludzie wyjeżdżają na happy holiday a nie liczą się z tym, że mogą utknąć w obcym miejscu ( często bez ubezpieczenia i kasy) i przez długi czas po wymarzonym urlopiku nie wrócić do kraju bo zamkną granice na cztery spusty.

Wczoraj zamknięto publiczne placówki edukacyjne na czas dwóch tygodni. Dzieciaki dostaną "ferie" a pracownicy najprawdopodobniej nadal będą przychodzić do pracy.  Media tłumaczą fakt, że dzieci są lepszymi nosicielami  niż dorosły i to ze względu na to zostają odesłane z placówek edukacyjnych.  Ma to swoje dobre ale i tragiczne rozwiązania - bo nie sądzę aby wszystkie te dzieciaki nie opuszczały domu przez 14 dni, zrobią się z tego mini wakacje od szkoły i zaczną się masowe przemarsze po galeriach handlowych, macach i drogeriach kosmetycznych. Nie ma opcji aby rodzice upilnowali w zamknięciu te dzieciaki- no bez szans! Wirus będzie się mnożył na pstryknięcie palcami bo w większości przypadków nastolatkowie zawsze są "zbuntowani" i mają debilne podejście do życia w którym zawsze są tą stroną "najmądrzejszą".

Zamknięte zostały miejsca kultury przez ten czas nie odwiedzimy kina, teatru, nie wyjdziemy na koncert. Nie popływamy w basenie i o ile jestem zachwycona tym, że walczy się z ograniczeniem możliwości zarażenia to co z większymi skupiskami ludzi?  GALERIE HANDLOWE nadal otwarte, duże sieciówki meblowe - również a to przecież najbardziej syfiaste wylęgarnie wirusów,bakterii. i grzybów.. 
Jakby nie można było przez tydzień wstrzymać się od stacjonarnego kupowania ciuchów, swatchowania kosmetyków  czy kupowania mebli. Wczoraj rozmawiałam z chłopakiem który pracuje w jednej znanej sieciówce rozwożącej meble i akcesoriach po domach. Serio w zaistniałej sytuacji nie da się wytrzymać bez nowych stołów, poduszek czy kanap? 

Do całego tego pasma absurdu dochodzi jedzenia na mieście w restauracjach/ barach itp. O ile w dobrych restauracjach  wiem, że stosuje się sumiennie wyparzarki sztućcy, talerzy itd. to w lokalach typu puby gdzie browarki leją się z galaktyczną prędkością a rotacja szkła jest wielka - jakoś nie wierzę w zachowanie precyzyjnej sterylności i szkło często trafia tylko na zmywak ( wielokrotnie to widziałam)  A ŚLINA NIE ŚPI :D 
Jak już przywalam się do wszystkiego to nie zapomnę też o sportowcach. Tydzień bez siłowni też raczej nie sprawi, że komuś wyrośnie na brzuchu opona od ciężarówki a mięśnie sflaczeją tak, że już nie będzie dla nich ratunku... ŚLINA, POT ( aż się prosi dopisać krew i łzy :P)

Nie wiem, daleka jestem od paniki, od popłochu i wkręcania sobie od razu spisku, epidemii i globalnego strzału w stronę ludzkości. Bo praktycznie co roku od 2000r. mamy jakieś ataki mające wykończyć całą społeczność tj. wąglik, SARS, ZIKA, choroby wściekłych krów, ptasie i świńskie grypy, eColi  już nie mówię o Kalendarzu Majów i samym fakcie pojawienia się millenium... 

Każde zagrożenie wzbudza niepokój ale to co wyprawiają media, to sztuczne nakręcanie paniki nie uświadamia ludzi a jedynie powoduje w nich stres, lęki i wprowadza w stan chaosu. 
Przed wczoraj bardzo późnym wieczorem przekazano informację, że Koronawirus zawitał na Lubelszczyznę, rano totalne wariatkowo ludzie masowo napierali na sklepy spożywcze. Wczoraj dotarłam do Lidla i jako stworzenie może zdziwaczałe nie obrobiłam półek z mąką, nie kupiłam pierdyliarda mrożonek, kilku hektarów mąki czy naczep puszek. Kobiety pakowały całymi kartonami żarcie wypakowane z górką wózki, czasami nawet dwa. KOSMOS! Kolejki ciągneły się przed sklep  , aż do drugich regałów, a funkcjonowały cztery kasy. No nic  gdybym nie była to stwierdziłabym, że to jakiś wkręt w social mediach ale serio  to BYŁA DOBA ZAKUPÓW a szał był większy większe niż przy rzucie oBagów czy Korsów na otwarciu dyskontu. Z półek znika wszystko, jakby jakaś plaga szarańczy opanowała markety. I o ile początkowo miałam zaciesz, że mi- wegetariance chociaż warzywa ostaną to w chwili kiedy na większości z nich ujrzałam pochodzenie Włochy to jakoś zaskoczyło żółte światło ;)

Nie wiem jak wielkie zagrożenie nas dotyczy, ale ogólnie wirusy nie są organizmami żywymi, nie ciągną energii,  nie żywią się niczym i też nie mają metabolizmu więc też nie wydalają, nawet nie rozmnażają się  jak bakterie. To takie małe, zamknięte nośniczki informacji genetycznej  i dopóki są one "zamknięte" nic złego się nie dzieje, problem jednak polega w chwili kiedy  nośnik przylegnie do komórki i wtedy robi się "openbox" a wszystkie gifty przenikają do niej  i tworzą z niej zombiaka która zaczyna pracować na korzyść wirusa tj. namnażanie, przerost a następnie wysyp wirusa co skutkuje stanem zapalnym (uff to taki telegraficzny skrót). Wirus SARS-COV-2 osiada w drogach oddechowych i powoduje chorobę COVID-19 (objawy praktycznie te same co przy grypie). Wirus ten sam w sobie nie migruje, dostaje sie pasywnie do tych komórek, tj. z oddychaniem albo gdy np. dotkniemy  dłońmi do ust na której są wirusy, lub całujemy osobę która jest nosicielem. Ogólnie droga kropelkowa wpływa, że możecie złapać wirusa. I tak jak pisałam wyżej  gdy komórki zombie pękają w drogach oddechowych pojawia się wydzielina która zalepia płuca, powoduje przyblokowania i uczucia kichania, kaszlu a co za tym idzie kolejne ryzyko przekazania przez rozyplenie śliny (chce to maksymalnie zobrazować) - choróbska dalej. Kropelki te najmocniej padają na otoczenie w okolicy metra ale również można je znaleźć znacznie dalej (tyle ze mniejszą ilość i moc rozsiania).  Kropelki osiadają na powierzchniach dlatego ważne jest aby czyścić je niezwykle dobrze, poręcze, biurka, klawiatura, ekrany oczywiście tyczy się to głównie TELEFONÓW!

Wracając jednak do mechanizmu, sam fakt zalepienia delikatnych płuc, zmniejsza wydolność organizmu, powoduje gorszą saturację a przez to organizm szybciej się męczy i jest bardziej osłabiony. 
W zależności od odporności organizmu zależy jak ciężko ta infekcja przebędzie (już nie będę wchodziła w komórki i systemy działania cytokin) ale zdecydowanie bardziej narażeni są ludzie w wieku geriatrycznym, mężczyźni, chorzy onkologicznie, osoby systematycznie palące, pijące alko, oraz te z małą odpornością organizmu, po przebytych infekacjach i antybiotykoterapiach. Rzadziej chorują dzieci 0-15lat (staty wskazują mniej niż 1% wszystkich zarażonych), dzieci zarażają się ale nie chorują a jeśli już  to objawy są niezwykle łagodne. Niestety są dobrymi nosicielami i dlatego ważne jest aby je izolować od świata zewnętrznego bo inaczej nasz "BĄBELEK"  może jednym, słodkim kichnięciem unicestwić całą sagę i sprawdzić, że Wasze nazwisko zostanie skleślone z listy zamieszkujących planetę Ziemia. Dobra, bo mnie ogrania już stopień irytacji...

CZY JEST SIĘ WIĘC CZEGO BAĆ? 
Jasne, tylko idiota się niczego nie obawia, czy warto hojrakować? Również nie, bo przejazd w tym przypadku może być równie bolesny. Co więc robić? Żyć higienicznie, myć ręce nie wpieprzać niczego co jest niemyte albo pochodzi z lewego źródła, gotować/ ćwiczyć w domu. Porzucić dobre obyczaje i nie podawać ręki na przywitanie, nie witać się buziakiem z psiapsi czy innym znajomkiem. Nie kichać na innych i też nie wskakiwać pod ludzkie zraszacze, ograniczać przebywanie w skupiskach w których nie masz strefy komfortu "dużego hoola-hop". Nie przemieszczać się jeśli to możliwe, na czas zagrożenia  z zapasami papieru toaletowego, mąki, kaszy i konserw zbudować sobie swą unikaną bazę dowodzenia na chacie i ile wlezie stawać się domatorem. Dobrze się odżywiać, łykać witaminy, dbać o swoją odporność. DEZYNFEKOWAĆ RĘCE!!! Przerzucić się na neta, trochę ograniczyć oglądanie telewizji i tych sensacyjnych wiadomości, bo w nich nawet jeśli padają fakty to odziane są w najbardziej krzykliwy płaszczyk paniki i zamętu .  W zaistniałej sytuacji należy tak zwyczajnie uruchomić myślenie i starać się nie zwariować w tym i tak niełatwym czasie.


Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie, czy spotkaliście się z sytuacjami absurdalnymi, czy raczej w Waszym otoczeniu wszystko sprawnie działa i nie pokrywa się z tym co napisałam. Przepraszam, ale poirytowałam się i musiałam wyrzucić swoje myśli z głowy. 

Mimo korona ŚCISKAM ale wirtualnie ;)

- Madzialena!
 ______________________________________________________
strony które warto śledzić:

_______________________________________________________
**celowo pomijam temat maseczek - ale wiecie, że powinny je nosić osoby chore aby nie rozsiewać ? Osoba zdrowa po paru minutach ma mokrą ścierkę na twarzy i traci swe właściwości.

***wystrzegajcie się drogich specyfików niby "chroniących" przed wirusem, nie przepłacajcie na środkach a przynajmniej na żelach antybakteryjnych  do mycia rąk, jeśli nie możecie ich nabyć JUTRO PODRZUCĘ NAJTAŃSZY I SPRAWDZONY sposób na stworzenie żelu w domu :) A potrzebujecie na to 5 minut ;)
Czytaj dalej »

14.01.2020

CZY WARTO ZAMAWIAĆ - CHILLBOX-A?



Wiem, wiem, że już 2019 rok, przebyte święta więc u niektórych już nawet ślad po choince nie pozostał, ja jednak należę do tych osób które cały rok czekają na zimę, które uwielbiają klimat Bożego Narodzenia i na ile tylko się da wydłużam te "lampeczkowe" chwile :) Dlatego niech Was nie zdziwi fakt, że dziś pokażę Wam zawartość mojego grudniowego CHILLBOX-a.  Jego zawartość jest totalnie otulająca i wręcz genialnie stworzona pod klimat zimy - nawet tej bezśniegowej :) To co? Zaczynamy!

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Jak na prawdziwy chill przystało, openboxa rozpoczęłam od świątecznej saszetki z Ambasady Herbaty. Ja - herbatoholik zawsze cieszę się z nowych herbat - szczególnie tych w których znajduję czarne listki. PIERNIKOWA NUTA idealnie wpisała się w klimat celebrujący spokój pod kocykiem. Wyczuwalny pomarańcz, wanilia, kardamon, imbir jedynie rozgrzewa a goździk w składzie na szczęście nie jest wyczuwalny :) 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
Cieszę się, że Chillbox potraktował zagadnienie kompleksowo i do herbaty dołączył kubek! Jako zwolenniczka tych dużych i masywnych kubasów muszę stwierdzić, że ten wpisuje się w moje gusta idealnie. Większy od standardowego (ponad 330ml), biały, wygodny i dodatkowo przyozdobiony gadżeciarskim sweterkiem który bez problemu można ściągnąć i uprać:)


Do dobrej herbaty zawsze miło wyciągnąć ulubioną książkę, tym razem zaserwowano SKANDYNAWSKI SEKRET - czyli poradnik w którym znajdujemy 10 prostych rad jak żyć szczęśliwie i zdrowo. O ile lubię poradniki to ten wydaje mi się bardzo prosty i moim zdaniem przeznaczony jest raczej dla osoby początkującej - która dopiero zaczyna przygodę ze zdrowym trybem życia. Dla totalnych nieogarów jednak może okazać się iskierka która zapoczątkuję jakieś modyfikację i wskaże jaśniejszą stronę mocy :)

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Skoro już kubeczki smakowe i dusza zostały zaspokojone przejdźmy do dalszych pozycji z paczki - tym razem dla twarzy i ciała.  W Chillboxie znalazłam, aż trzy maseczki. Pierwsza w płachcie od marki MUJU - posiada nadruk Elfa- lubię więc, kiedy tylko ją przetestuje na pewno pokażę Wam jak się w niej prezentuje :) Właściwości nawilżające, ujędrniające i wygładzające. Kolejne dwie to enzymatyczne maski z glinkami (Dermo face strefa T) od marki Tołpa. Mam ta maskę w opakowaniu pełnowymiarowym, jest niezła, delikatnie złuszcza naskórek i odświeża pory. W zestawie znalazł sie również 8ml saszetka mojego ulubionego peelingu enzymatycznego od marki Tołpa - ale zuzyłam go błyskawicznie zanim wykonałam zdjęcia - ten produkt uwielbiam a pełną recenzję przeczytacie tutaj.

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

 Kolejny produkt masło shea pomarańcza - cynamon od marki BioOleo. Firma która wpisała się w moje łaski błyskawicznie a wszystko za sprawą perfumowanego olejku macadamia który pachnie whisky z tytoniem. Tym razem mam okazję sprawdzić słodsze wydanie i przyznam szczerze, że aromat jest iście ciasteczkowy, grudniowy i świąteczny. Właściwości nawilżające jak przy typowym masełku, jeśli nigdy nie mieliście styczności z shea to informuje, że zbita konsystencja w kontakcie z ciepłem skóry  przemienia się formę bardziej płynną, po rozsmarowaniu na skórze pozostaje film, zapach utrzymuje się na skórze około godziny.


Nie wiem jak Wy ale u mnie kremy do dłoni to podstawa, mam bardzo delikatną skórę a ta na dłoniach stale przesuszana jest przez moją pracę tj. środkami do dezynfekcji rąk. Dobry krem to podstawa aby chociaż na chwilę zapewnić skórze komfort. W boxie znalazłam krem z BASICLAB z serii FAMILLIAS która przeznaczona jest dla szerokiego grona odbiorców i mogą jej używać nawet maluchy które skończyły 1 miesiąc życia. Ze względu na to, że obecnie dłonie nawilżam doskonałym balsamem zimowym od Czarszki to nowa tubka czeka w kolejce do testów. Jestem niezwykle ciekawa jak się spisze, jaką ma konsystencję i jak tam z jego okluzją... Przetestuję i na pewno poinformuję Was o wynikach :)



Skoro już jesteśmy przy dłoniach to pora pokazać Wam rękawiczki! Tak, one również zasiliły grudniowego Chillboxa. grube, mięsiste jednopalczatki  z polarem w środku - zdecydowanie spiszą się na największe mrozy. 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Kolejny produkt  to żel pod prysznic - nie znałam marki i nigdy nie stosowałam nic z ich "domu". Obawiałam się, że żel może przesuszyć moją wrażliwą skórę ale na szczęście okazał się przyjemnym kosmetykiem który dobrze się pienie, ładnie myję i nie powoduje dyskomfortu na ciele. Zapach totalnie grudniowy - waniliowe ciasteczka z nutką korzennej przyprawy :)

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ


W boxie była jeszcze jedna niespodzianka, cukrowa laseczka ale znikła ona szybciutko, nawet nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia ;) 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
Jest to moje pierwsze pudełko od firmy Chillbox. Kiedyś - lata temu, jeszcze na początku swojego blogowania byłam subskrybentką GlossyBoxa ale przestał mnie interesować, ze względu na słaby asortyment. Śledziłam różne "pudełka" przez ten czas ale jakoś nie czułam się przekonana.  Chillbox jest dla mnie fajną alternatywą ze względu na urozmaicenie, nie bawimy się tylko kosmetykami których nie damy rady zużyć, ale mamy też książkę (zawsze do wyboru) jakieś łakocie lub gadżety.  Zresztą, nie kupujecie kota w worku gdyż na stronie producenta zawsze pojawia się rozpiska produktów dedykowanych na dany miesiąc co też jest ciekawym rozwiązaniem bo można  wybrać wariant najbardziej wpasowujący się w gusta. No i opcja poznania nowych marek też mi pasuje,  tym razem trafiłam  na dwie zupełnie nieznane mi firmy.  Boxa oceniam pozytywnie, gdyż każdą z tych rzeczy zużyję lub wykorzystam. Obecnie w sprzedaży jest styczniowe pudło które ma sporo produktów od Glove m.in. cekinowe opaski i fajne naturalne produkty, box na luty i marzec również rozpisany i to one mnie mocno zaintrygowały... zresztą co ja Wam będę opisywać, zachęcam do zajrzenia na stronę i sprawdzenia zawartości :)  TUTAJ MOŻECIE PODEJRZEĆ ZAWARTOŚĆA tutaj podejrzeć starsze edycje :)


Jestem ciekawa jak Wy podchodzicie do boxów, zamawiacie je czasem? Znałyście Chillboxa? Ściskam i życzę Wam już na jutro pięknego dnia! 


Czytaj dalej »