Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie-polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie-polecam. Pokaż wszystkie posty

2.04.2019

RZĘSY MAGNETYCZNE HIT CZY KIT? / CHARLEEN


Kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy wiedziałam, że muszę je nabyć. Długie, pięknie podkręcone i na przezroczystej żyłce - prezentowały się fenomenalnie. Na stronie CHARLENE znalazłam, sześć modeli ale ostatecznie zdecydowałam się na model VERONIQUE.

Rzęsy trafiają do nas w stylowej kasetce z logo marki. Kasetka posiada małe ale wygodne lusterko które pomaga przy aplikacji. Dodatkowo dostałam od marki pęsetę magnetyczną która ułatwia nałożenie modelu na oko.



Model Veronique jest bardzo ładny. Rzęsy są lekkie, włoski delikatne a sam ich skręt to delikatne c. Najbardziej urzekł mnie fakt, że włoski są różnej długości i mimo, iż są naprawdę długie i gęste nie obciążają oka tylko dodają mu atrakcyjności.




Aplikacja rzęs magnetycznych znacznie różni się od tych tradycyjnych, mam nadzieję, że jest to oczywiste dla większości ale pojawiały się pytania na instagramie więc wyjaśnię to łopatologicznie aby rozwiać Wasze wszelkie wątpliwości. Rzęski jak sama nazwa wskazuje posiadają magnesy. Na każdą z powiek aplikujemy dwie rzęski jedną z nich kładziemy NA a drugą POD nasze naturalne rzęsy. Magnesy łączą się i zakleszczają na naszych naturalnych włoskach. Wydaje się proste, łatwe i banalne :)


Według producenta:
  • "Magnesy są niewidoczne na oku
  • Zdejmujesz i nakładasz w kilka sekund
  • Rzęsy nie obciążają Twoich rzęs naturalnych, nawet przy codziennym noszeniu. Są wygodne - nie czuć ich na oku.
  • Są wielokrotnego użytku
  • Dzięki zastosowaniu 2-3 magnesów nie odstają, nie zsuwają się w oka jak ma to miejsce z rzęsami innych firm. 
  • Możesz stosować przy nich inny makijaż. 
  • Banalna pielęgnacja: przemywasz je płynem micelarnym
  • Oszczędzają Twój czas i pieniądze
  • Dzięki odpowiedniemu wyprofilowaniu idealnie dopasowują się do unikalnych konturów każdego oka
  • Optycznie powiększają i otwierają oko + Maskują opadającą powiekę
  • Perfekcyjnie trzymają się oka - dopóki to Ty nie zechcesz ich zdjąć.
  • Dzięki zastosowaniu najlepszych materiałów są ultra leciutkie - zapominasz, że masz je na sobie.
  • Wodoodporne. Sprawdzą się na siłowni, saunie, basenie, na wakacjach"


Moim zdaniem magnesy są praktycznie niewidoczne, ale w zależności od nałożenia można je dostrzec przy wewnętrznym kąciku oka. Jest to szczególnie widoczne gdy ma się tylko cienie na powiekach. Na szczęście często noszę kreskę więc potrafiłam to zamaskować. 

Rzęsy nie są ciężkie, nie czuć ich wagi na powiece, a aby ładnie dopasowały się do kształtu oka musicie je odpowiednio wyprofilować na pęsecie.

Ciężko było mi nałożyć rzęsy "w kilka sekund", nawet w chili kiedy już sporo ćwiczyłam i rzęsy wyglądały już dobrze zawsze gdzieś jeden kącik nie wyglądał perfekcyjnie więc musiałam zabieg nakładania poprawiać raz lub dwa. Kiedy już udało mi się uzyskać zadowalający efekt rzęsy zaledwie parę chwil wyglądały dobrze, niestety na moich rzęskach stale ulegały zsunięciu. Najpierw opadał wewnętrzny kącik a za nim zjeżdżała cała reszta. Niestety aplikacja z przesunięciem, nakładanie rzęs na wytuszowane a nawet na przypudrowane rzęsy aby nadać im większej porowatości, tuszowanie rzęs naturalnych z tymi Charlene absolutnie się u mnie nie spisywały. 
Podejrzewam, że problem tkwi w gęstości i grubości moich naturalnych rzęs, które są naturalnie dosyć mocno podkręcone i wręcz dominowały te nakładane. 


Testowałam rzęsy w bardzo ciężkim dla moich oczu okresie, praca po 20h na dobę, zapalenie spojówek i ogólnie przemęczenie materiału. W pewnej chwili powiedziałam dość bo najzwyczajniej straciłam do nich cierpliwość. Pokładałam w nich przeogromne nadzieje a niestety nie wyszło. W związku z tym, że moje oczy powoli wracają do łask zamierzam sięgnąć po nie ponownie. Najprawdopodobniej spróbuje z połówkami, bo skoro wewnętrzny kącik wpływa na ich stan obniżenia, więc zamierzam się go pozbyć.

Dzisiaj przecięlam rzęsy i założyłam połówki, jest lepiej ale tylko na moment. Rzęsy w dalszym ciągu zsuwają się, wirują i nie wyobrażam sobie nałożenia ich na większe wyjście.  Nie wiem, inne blogerki zachwalają i wznoszą rzęsy Charlene pod niebiosa  u mnie jest to kit.  Ponosze je jeszcze w okrojonej wersji i sprawdzę czy faktycznie stan z dnia dzisiejszego będzie się utrzymywał czy może będzie lepiej ale póki co nie polecam - nie za tą cenę.


Nosicie sztuczne rzęsy? Miałyście okazję nakładać kiedykolwiek te magnetyczne?


Ściskam!
Czytaj dalej »

1.08.2015

BODETKO LASH - SERUM WYDŁUŻAJĄCE I ZAGĘSZCZAJĄCE RZĘSY

Hej Skarby !
Niedawno odezwała się do mnie firma Bodetko Lash, zaproponowała mi podjęcie kuracji do rzęs.
Nigdy nie stosowałam  profesjonalnych odżywek do rzęs, dlatego zdecydowałam się przetestować ten kosmetyk.
Przyjrzyjmy się dokładniej temu serum.

OD PRODUCENTA 
Serum BODETKO LASH dedykowane jest dla osób, które pragną mieć dłuższe i gęstsze rzęsy. Systematyczne stosowanie zapewni piękny i zdrowy wachlarz rzęs. Odżywkę można stosować przy doklejanych rzęsach gdyż nie wchodzi ona w żadną reakcję z klejem do rzęs.


OPAKOWANIE
Odżywkę otrzymujemy w eleganckim, twardym kartoniku. Połączenie czarnego matu i połyskliwego złota dodaje opakowaniu luksusowego charakteru. 
Samo serum  do złudzenia przypomina swym kształtem eyeliner. Jest to plastikowa buteleczka, zdobiona w podobny sposób - złotym logiem producenta. 
Aplikator zakończony jest jasnym, sprężystym pędzelkiem.






POJEMNOŚĆ
Moja odzywka ma pojemność 3ml. Z tego co się orientuję dostępna jest również w wersji mniejszej 1,5 ml.


KONSYSTENCJA
Typowa dla serum, lekka, nie tłusta, wodnista aczkolwiek nie na tyle rzadka aby spływała z rzęs.

ZAPACH
Ledwie wyczuwalny, świeży, subtelny, mało chemiczny. 

SKŁAD
Aqua, Euphrasia Officinailis Extract, Sodium Chloride, Trifluoromethyl Dechloro Ethylprostenolamide, Alkohol Denat, Benzalkonium Chloride.

Jak widać w składzie nie figuruje kontrowersyjny Bimatoprost (pozornie). W składzie znajdujemy Trifluoromethyl Dechloro Ethylprostenolamide a jest to pełna nazwa Bimatoprostu. Ale bez obaw! figuruje on na szczęście dopiero na czwartej pozycji dlatego wierzę,że stosowanie umiejętne tej odżywki nie jest w stanie zaszkodzić oku. 

"Badanie dermatologiczne, zlecone niezależnym instytucjom wykazały, że serum jest całkowicie bezpieczne dla oczu".

DZIAŁANIE
Po stosowaniu serum rzęsy stają się grubsze, dłuższe, widoczny jest efekt wachlarza.
Pełny efekt uzyskamy po 3 miesięcznej kuracji. Pierwszy znaczący przyrost  zauważalny jest po 30 dniach przy systematycznym i codziennym stosowaniu. 

CENA 
149ZŁ / 3ML ( kuracja wystarcza na 6-8 miesięcy)
89ZŁ /1,5 ML ( kuracja wystarcza na 3-4 miesiące)

Produkt możecie dostać na stronie Producenta


STOSOWANIE 
Bierzemy odżywkę w dłoń, odkręcamy nakrętkę, naszym oczom ukazuje się jasny, sprężysty pędzelek. Ponownie zanurzamy go w przezroczystej odżywce i sprawnym ruchem przeciągamy po górnej linii rzęs, najlepiej będzie aplikować na zamkniętej powiece, warto również zapamiętać ,że nasadę rzęs pokrywamy serum od wewnętrznego kącika ku zewnątrz ( w podobny sposób jak malujemy "jaskółkę").
Aplikacja jest bardzo wygodna i bezpieczna. Aplikator ze względu na swoją precyzję nabiera idealną ilość produktu. 

Bodetko Lash należy stosować raz dziennie, najlepiej wieczorem po demakijażu i osuszeniu twarzy
* Przez pierwsze 3-4 miesiące aplikujemy odżywkę raz dziennie. Po tym okresie wystarczy 2-3 razy w tygodniu dla podtrzymania pożądanego efektu.

DATA WAŻNOŚCI
12 miesięcy od momentu otwarcia produktu. 
Dodatkowo termin ważności konkretnego egzemplarza znajduje się na spodzie każdej buteleczki. 

__________________________________________________________
Dopiero rozpoczynam stosowanie serum, chciałam rozpocząć pierwszego dnia miesiąca aby mieć regularną dokumentację efektów.



Aktualizacja - zdjęcie rzęs po 3 miesiącach stosowania. Wyhodowane praktycznie z zerowego punktu ( straciłam rzęsy na lewym oku po porażeniu twarzy).



Dajcie znać co myślicie o odżywkach do rzęs, zastanawiam się czy stosujecie jakieś i czy zauważacie obiecywane przez producentów efekty.
_______________________________________________________________
Dziękuje firmie Bodetko Lash za umożliwienie mi przetestowania kuracji.

Ściskam :*
Czytaj dalej »

27.06.2015

PRZETESTOWAŁAM TĄ "SENSACJĘ" - JAK WYPADŁY TESTY ? LEPIEJ SAMI ZOBACZCIE.../ MAYBELLINE - LASH SENSATIONAL

Hej Skarby ! 

Od niedawna jestem w posiadaniu najnowszej mascary Maybellinu - LASH SENSATIONAL / LASH MULTIPLAYING. Wizażystki i kosmetyczne blogerki wręcz oszalały na jej punkcie. 
Ja również miałam okazję przetestować tą "sensację" , jak się spisała ? Zapraszam na recenzję !






OPAKOWANIE
Tutaj bez  nowości, kształt od paru lat standardowy dla Maybellinu. Kolorystyka bardzo przyjemna, opakowanie  schludne i czytelne. 



Ciekawym patentem jest umieszczanie na opakowaniu obrazka  nakreślającego kształt szczoteczki. Mam nadzieję,że chociaż część drogeryjnych wandalek przestanie dzięki temu odkręcać wszystkie mascary i pompować do nich zbędne powietrze!


SZCZOTECZKA 
Szczotka silikonowa, dosyć nietypowa. Minimalnie odbiega od rysunku z opakowania, nadal jednak widać wyprofilowanie oraz różnorodne włoski. Grzebyki na aplikatorze ułożone są według zasady od najkrótszych do najdłuższych, różni je grubość, odstęp między sobą oraz wysokość.


Zdjęcie poniżej przedstawia idealnie  z jak nietypowem układem szczoteczki mamy do czynienia.



KONSYSTENCJA
Konsystencja nie budzi u mnie zastrzeżeń. Póki co nabiera się w dobrej ilości, jest dosyć mokry więc chwilę zajmuję mu zastyganie na rzęsach. Trzeba uważać szczególnie przy świeżym tuszu aby nie ubrudzić nim powieki.

BARWA
Prawdziwa "karbonowa" czerń. Intensywna z połyskiem ale bez zbędnych drobinek.


JAK SPRAWUJE SIĘ NA OKU ?

1. GOŁE RZĘSY 
2. Z JEDNĄ WARSTWĄ MASCARY
3. PO 10h NOSZENIA


PODSUMOWUJĄC
Mascarę stosuję od 2 tygodni i mam mieszane odczucia, wprawdzie jestem zadowolona ale nie doświadczyłam póki co totalnego zachwytu. Niby wszystko jest ok, ale jednak nie zostałam do końca przekonana.

Zacznijmy od ciemniejszej strony. Szczoteczka wygląda niezwykle kusząco, ale podobnie jak w przypadku aplikatora mascary L'Oreal Wings okazała się być niewygodna, dla osób o dosyć gęstych rzęsach nakładanie tuszu tak krótkimi grzebyczkami może okazać się upierdliwe.  Sama konsystencja jest dosyć mokra, zastyga długo więc trzeba powstrzymywać się od mrugania aby nie zrobić z siebie pandy.

Efekt końcowy daje niezły, rzęsy wydłużone, o ile się je wyczesze później suchym grzebykiem to nawet rozdzielone. Rzęsy są sprężyste, całkiem lekkie. Kolor głęboki. Utrzymuje się długo, po 10 h praktycznie nie widać osypek , niewielkie odbicia na dolnej powiece, ale jest to jak najbardziej normalne u mnie.  Zapach standardowy nie uciążliwy w użytkowaniu ;) Nie zaobserwowałam zaczerwienienia oraz podrażnień w rejonach linii rzęs czy samej spojówki.
Zmywam go póki co Biolavenem i nie mam z nim żadnych problemów.  Dwie warstwy zmywają się jednym wacikiem.





Jeśli chodzi o cenę to rozbieżność jest ogromna, Rossman życzy sobie za nią blisko 35 zł, Natura podobnie ale jak zwykle drogerię internetowe przychodzą na ratunek dzisiaj widziałam ją za 29 zł.

Zastanawiam się czy stosowałyście tą mascarę, Macie podobne odczucia czy jednak została Waszym KCW ? :) Dajcie znać czy zastyga po dłuższym czasie stosowania :)


A na koniec chwalę się moimi nowiusieńkimi #niemugolskimi okularami ( Ci co czytali Harrego Pottera wiedzą o czym mowa :)) Może nie jest to do końca mój kształt ale jakoś spodobały mi się od razu, dodatkowo ta promocja w Carry i cena 19,90 ;) zresztą kto powiedział,że muszę tylko w RayBanach pomykać :) Za parę godzin mam ślub i wesele brata, złote szpilki czekają, trzymajcie kciuki abym ich nie połamała :)

ściskam :*

Czytaj dalej »

20.02.2015

ORIENTALNY OLEJEK / MARION - KOKOS + TAMANU - NABITA W BUTELKĘ ???


Hej Kochane  :) Tak jak wspominałam w poprzednim poście ostatni miesiąc minął mi pod znakiem  SESJI a dokładniej pod okropnym hasłem ZARZĄDZANIE, nie jest to moja bajka dlatego aby kompletnie nie ześwirować parę godzin w tygodniu poświęcałam między innymi na uzupełnienie swoich potrzeb ( w tym również kosmetycznych ;) ) Będąc na poszukiwaniach mojego ulubionego ostatnimi czasy pudru  znalazłam w drogerii  olejek do włosów i pewnie nie kupiłabym go sama z siebie gdyby nie ogromna obniżka z 7,99 na  3,99 :)  Nie pisałam Wam na swoim fanpage o tej promocji bo nie lubię zachęcać do zakupu  w ciemno, ale teraz już stosowałam ten produkt i z ręką na serduchu mogę Wam co nieco o nim napisać :) Jesteście ciekawe ? Zapraszam :) 
Kosmetyk o którym wspomniałam powyżej to  Olejek Orientalny firmy Marion. Nie rozumiem dlaczego został tak przeceniony...data ważności jest jeszcze długa, konsystencja w sklepie wyglądała na prawidłową, a buteleczka też była zimna więc jakieś wzmożone promieniowanie też na nią raczej nie oddziaływało... Tak - wiem... jestem dziwna zamiast cieszyć się z oferty ja zaraz uruchamiam swoją podejrzliwość i szukam  powodu obniżenia ceny... Dlatego nie byłabym sobą gdybym nie zbombardowała  ilością pytań pani ekspedientki- Kamili bo tak mówiła o niej plakietka, oczywiście w końcówce  dowiedziałam się,że produkt jest świeży i taką dostali ofertę, więc uległam - wrzuciłam do koszyka i nawet tak bardzo nie trzymałam kciuków aby  kosmetyk nie okazał się total bublem , bo jednak kupiłam go w szalonej ofercie a kwotę 4 zł. jakoś przeżyję ;D Tak czy inaczej  przejdźmy do samego produktu :)

Olejek który wybrałam  jest jednym z czterech w tej serii. Każdy kolor odpowiedzialny jest za inny rodzaj pielęgnacji włosów tj. : 

1. ZIELONY  - wzmocnienie 
2. RÓŻOWY - nawilżenie 
3. ŻÓŁTY - regeneracja
4. CZERWONY - odżywienie

W drogerii wybrałam numer 1. Zielony olejek Orientalny odpowiedzialny za wzmocnienie włosów - seria KOKOS, TAMANU. Mój przeznaczony jest do włosów osłabionych i delikatnych.  Wybrałam ten produkt ponieważ lubię olejek Tamanu, stosowałam go 2 lata temu na  moje  dosyć poważne poparzenia słoneczne i sprawdził się świetnie dlatego gdy ujrzałam go na półce i to jeszcze w tak niskiej cenie to chciałam wypróbować go na włosy. 

Jeśli olejujecie swoje głowy ;)  lub używacie naturalnych składników to orientujecie się jakie wspaniałe właściwości niesie ze sobą  stosowanie o. kokosowego, ale zapewne nie dla wszystkich tak oczywiste są bogactwa płynące z używania o.tamanu :) 

Olej powstaje z tłoczenia (na zimno)  nasion  wiecznie zielonego drzewa Tamanu. O drzewie tym usłyszałam pierwszy raz dosyć dawno, będąc jeszcze na Architekturze krajobrazu i muszę przyznać, że samo w sobie jest dosyć niesamowite, kwitnie dwa razy w roku i obradza w owoce przypominające na pozór  śliwkojabłka :) Z każdego owocu wybiera się pestkę a następnie suszy przez przynajmniej 2 miesiące aby później zebrać je i w sposób prasowania na zimno wytłoczyć z nich olej o tej samej nazwie.

Sprawdzi się on szczególnie  na zmiany skórne, blizny, tradzik, zrogowacenia, zmarszczki , oparzenia słoneczne, grzybicę stóp, rany, świeże rozstępy czy nawet na pojawiające się żylaki bo umiejętnie stosowany ładnie poprawia krążenie.

Pierwsze wrażenie 
Oczywiście wygląd jest kwestią sporną  więc nie będę się tutaj o nim przesadnie rozpisywała, skupie się raczej na praktyczności...
Opakowanie schludne, czytelne  -  producent opisuje zastosowanie, sugeruje sposób użycia, zamieszcza skład, temp. prawidłowego przechowywania, numer serii i okres przydatności. 



Buteleczka, plastikowa, malutka ( 30ml) ale dobrze mieszcząca się w dłoni. 
Plastik opakowania twardy, odporny na upadki ( wybitnie to przetestowałam)   troszkę gorzej ma się zatyczka - tworzywo sztuczne z gatunku "kruchych" -  nie polecam rzucać, stawać na nią itp ;)



Pompka z gatunku solidnych, twarda, stabilna, wygodna, nie odnotowałam zapowietrzenia, dozuje jedną małą kroplę.

Konsystencja ?
Totalnie typowa dla olejków drogeryjnych 

Kolor ?


W buteleczce  - przezroczysty, lekko podbarwiony zielenią  ale nutkę tą widać tylko w dużym skupisku  tzn. w pojemniczku, po nałożeniu na rękę koloru  praktycznie nie zauważymy :) 


Zapach ?

Intensywny, lekko słodkawy ale z wyczuwalną kwiatow -trawiasta nutą. Na rozpuszczonych włosach wyczuwalny przez około godzinę, na włosach " w kulkę"  utrzymuje się znacznie dłużej :)


Skład  : 

Cóż... same się  przyjrzyjcie...


  • Cyclopentasiloxane - silikon lotny, działa kondycjonująco
  • Dimethiconol - silikon ( polimer) rozpuszczalny w wodzie, chroni przed czynnikami zewnetrznymi jak wiatr, mróz , słońce, wygładza  i nadaje połysk 
  • Dimethicone - silikon rozpuszczalny w wodzie, tworzy na powierzchni skóry włosa film, lecz nie powoduje zaskórników
  • Pentyl trimethicone - silikon ( dość lekki) , zmywalny szamponem 
  • Isopropyl myristate - właściwości emulgujące, zmiękczające
  • Parfum - zapach
  • Parsea Gratissima oil - olej z awokado, mocno nawilża, natłuszcza, wygładza - opóźnia procesy starzenia, ma dużo witamin i mikroelementów ,nadaje włosom połysk, miękkość, zwiększa objętość, przydatny w pielęgnacji suchych włosów
  • Cocos Nucifera oil - olej z kokosa, bogaty w wit. E, dobroczynne kw. tłuszczowe, minerały 
  • Olea Europaea fruit oil - olej z oliwki europejskiej, odżywia i nawilża
  • Calophyllum inophyllum seed oil - olej z pestek tamanu, nawilża, odzywia
  • Tocopheryl acetate - wit.E, przeciwutleniacz, nawilża , odbudowuje skórę
  • Ascorbyl Palmitate - pochodna wit. C, przeciwutleniacz
  • Butylphentyl methylpropional (Lillial) - składnik kompozycji zapachowych ( alergen)
  • Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde - składnik kompozycji zapachowej , imituje zapach lilii, fiołka i cytryny, ( alergen, ale stosowany w małej ilości nie powinien uczulić)
  • CI 47000 - barwnik
  • CI 61565 - barwnik

Moja opinia : 

Niby skład nie jest tragiczny, ale ciężko tu mówić o prawdziwym olejku tamanu , czy w ogóle sygnować ten produkt taką nazwą skoro figuruje ten składnik dopiero na 10 pozycji, zresztą kokosowy niewiele wyżej bo na 8. 
Szczerze to nie spodziewałam się wiele bo w końcu 4zł i na opakowaniu nazwa "olejek" a nie olej, ale mimo wszystko czuje się wprowadzana celowo w błąd, nie lubię takich zagrywek...
Jeśli produkt jest dobry  to obroni się sam, nie trzeba mydlić oczu i wmawiać naturalnych składników... No sorry ale taka jest moja opinia...

Jeśli chodzi o sam kosmetyk to nie ma tragedii, włosy faktycznie są błyszczące, dosyć miękkie - jest to zapewne zasługa silikonów- których jest trochę w składzie i jak już zdążyłyście się zorientować - uplasowały się na pierwszych czterech miejscach ... 
ale faktycznie - widać po jednym zastosowaniu "wzrokowe" polepszenie kondycji włosa....


Ocena : 

+ za opakowanie
+ za konsystencje
+ za efekt na włosach ( miękkie, błyszczące)
+ za cenę

+/-  za zapach  ( dla mnie ładny ale niestety sztuczny , nie ma nic wspólnego z prawdziwym zapachem oleju kokosowego czy tamanu)

- za silikony
- ZA WPROWADZANIE KUPUJĄCEGO W BŁĄD 
- za słabą zatyczkę

Czy zamierzam kupić go ponownie ? Jeszcze nie wiem,  trochę zraziło mnie to wprowadzanie w błąd, zresztą moję włosy na dłuższą metę nie przepadają za silikonami i wyglądają wtedy gorzej niż jak przed kuracją, trzeba je wtedy oczyszczać odpowiednimi szamponami, więc po co to robić ? lepiej chyba wyeliminować  silikony z produktów... 
Tak czy inaczej teraz zamierzam kupić prawdziwy, naturalny olejek tamanu.



A Wy olejujecie włosy ? co polecacie ?  Podzielcie się swoimi sposobami :)

________________________________________________________________________

Na koniec jeszcze raz gratuluję Ekstrawaganckiej  wygranej :) i zachęcam Was do śledzenia mojego facebook-a  i  bloga - Jeszcze w tym miesiącu pojawi się nowe rozdanie :)

_______________________________________________________

Jeszcze coś Wam pokażę, dzisiaj kupiłam sobie nowy kominek, kupiłam parę wosków i odebrałam
nagrodę za konkurs- jesli jesteście ciekawe co wybrałam , to więcej zdjęć wrzuciłam na  na facebooka :)


A teraz już ściskam i lecę testować nowy zapach Y.C. :) 

Buźki :*



.
Czytaj dalej »