29.12.2019

KOLEJNA #SPOWIEDŹ / CO MI PRZYNIÓSŁ 2019?


W sumie powinnam zacząć jak wiele się nauczyłam, jak wiele wspaniałych emocji przeżyłam i jak bardzo był to niesamowity czas - tak przynajmniej robi 80% ludzi działających w sieci. Większość z nich wciska najzwyczajniej totalną ściemę tylko po to aby wznieść się na wyżyny i stale Wam imponować. 

Jak było u mnie?

2019 chyba postanowił zrobić mi próbę życia i sprawdzić ile jestem w stanie unieść na swoich barkach, bo kopał mnie i dowalał mi nowego ciężaru co pare tygodni. Zaczęło się niewinnie zima, Nowy Rok... nowe plany wielka misja ogarnięcia swojego życia, plany szkoleń, kursów itp. aktywnie rozpoczęłam się rozwijać, doszkalać w zawodzie ale też bardziej skupiłam się na sobie, na swoich pasjach i na ludziach których chce w swoim życiu, zerwałam kontakty z bloggerami którzy siali zamęt w moim życiu i stale działali na mnie jak depresyjna kotwica. 

Zaczęłam robić zdjęcia na większa skale, przyjmować zlecenia na fotografię produktową a nawet nawiązałam współpracę z pewną znaną marką której robiłam zdjęcia na stronę i do katalogu więc początek roku był serio imponujący i sprawił, że nabrałam wiary we własne siły i możliwości. Później udało nam się wraz z Dianką zorganizować nasz autorski event #SecretsMeeting który ma na celu szkolić "ludzi internetu" w działach z których korzystamy w sieci, sama prowadziłam tam warsztaty z Flatlay które chyba się przyjęły bo uczestniczki mocno zaangażowały się w część kreatywnie i wyciągnęły wnioski co nadal widzę po ich zdjęciach :) 

Później było troszkę gorzej od Wielkanocy natłok pracy, choroba taty i pierdyliard obowiązków sprawił, że psychicznie miałam siano w głowie. Nie spałam, ogarniałam 3 prace, bloga, mieszkałam na dwa domy i ogólnie każdy miał do mnie pasmo próśb lub pretensji a ja najzwyczajniej w świecie potrzebowałam tylko ciszy i przytulenia albo przynajmniej kąta aby chociaż na 15 minut uciąć sobie drzemkę. W między czasie babcia miała udar, ja miałam kilka wyjazdów bloggerskich, a w pracy nikt nie chciał dać mi urlopu... Zmęczona i wyczerpana totalnie wyjechałam na SeeBloggers i tam mimo, iż cały czas aktywnie i nadal z minimalizmem snu mocno naładowałam akumulatorki a nawet zapasowe powerbanki. Hektolitry radości, śmiechy, rozmowy na podwórku do wczesnych godzin porannych i ogólnie doborowe towarzystwo sprawiły, że wychillowałam za te wszystkie tygodnie stresów. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i trzeba było wracać do rzeczywistości. Sezon urlopowy sprawił, że w pracy zostałam jedną pielęgniarką na ponad 100 podopiecznych i w pewnym momencie miałam już serdecznie dość tej roboty, bywały dyżury, że zostawałam sama z opiekunem i ogarnialiśmy chorych, 12h biegania (dosłownie) po pietrach w upale, stresie z mega poświęceniem a mimo to stale dostawaliśmy zjebki, jak to źle pracujemy... Po takich dyżurach śmigałam 60km do babci do szpitala albo ogarniałam, zakupy i sprzątałam dom...
Minęło parę tygodni i dostąpiłam zaszczytu urlopu planowanego... 14 dni wolnego  gdzie cześć tego czasu spędziłam na remoncie w domu a kilka ostatnich dni wybyłam w przysłowiowe Bieszczady... 
Urlop jak to bywa zleciał błyskawicznie i ponownie wróciłam do pracy gdzie byłam jedna pigułą na 100 pacjentów...
Po jednym z ciężkich, dziennych dyżurów, kiedy to jeszcze wzywana byłam do chorej na wizytę domową wróciłam bardzo późno do Maćka... Wykąpałam się, umyłam włosy, nałożyłam krem , założyłam koszulkę do spania i kiedy zamierzałam obejrzeć coś na Netflixie nagle poczułam dym... uchyliłam okno i ujrzałam przerażający widok na przeciwko płonęło moje miejsce pracy... Była 2 nad ranem, niewiele myśląc związałam włosy, założyłam adidasy, parkę i pobiegłam na drugą stronę ulicy. Ewakuowaliśmy ludzi z budynku i ratowaliśmy wszystko co cenne (leki, dokumentację medyczna czy dokumenty pacjentów). Rzucaliśmy koce przez okna, aby okryć chorych na ulicy, wszędzie wyły alarmy, po budynku biegali strażacy i policja, kiedy weszłyśmy do budynku spokojnie można było oddychać ale później zrobiło się sporo dymu więc musiałyśmy opuścić najwyższe piętro bo płonął dach. Dyrekcja w porozumieniu z innymi ośrodkami i MPK rozwiozła nas podstawionymi autokarami po innych ośrodkach gdzie do rana sprawowałyśmy opiekę nad chorymi którzy zostali nad przydzieleni. Noszenie ludzi, często 2 razy cięższych ode mnie, uspokajanie ich czy nawet zabezpieczenie aby jakoś wytrwali  do rana to była ciężka noc... Mokre włosy, najprawdopodobniej podtrucie dymem bo po jakichś 2 godzinach strasznie bolała mnie głowa i strasznie mnie mdliło, zero kasy przy sobie, telefon na słabej baterii a do tego personel placówki do której nas przewieziono stale miał do mnie i drugiej koleżanki pretensje, nie pozwalali nam nawet napić się wody, czy odejść na pare metrów (zasięg wzroku)  od mieszkańców. CHORE! To jest przerażające jak ludzie na stanowiskach nie radzą sobie ze stresem... No ale mniejsza o to...
Do domu wróciłam wielkim fartem, Maciek podjechał po mnie ok.8.30 kiedy zszedł ze swojego dyżuru, wróciliśmy do domu ale też nie mogliśmy podjechać autem pod dom bo cała ulica była zablokowana, dogaszali dach (po 6 godzinach) wszędzie pełno straży, prokuratura, policja i stacje telewizyjne. Nie mogłam odespać tej ponad doby na nogach bo stale było słychać komendy wydawane przez megafony, zrzucano bale z dachu i wszędzie śmierdziało dymem... Ropiały mi oczy, gardło miałam tak zdrapane, że czułam ciężar na płucach... o 18 musiałam iść na nockę a nadal nie wiedziałam gdzie mnie wyślą , do której placówki (a było ich kilka na terenie całego Lublina i okolic) trafię... Dojechałam na nocny dyżur, ludzie płakali, panikowali, niektórzy nie mieli czystych ubrań, leżeli w mokrej odzieży, nie mieli leków... Pamiętam, że razem z kolegą ogarnialiśmy listę pacjentów, próbowałam przypomnieć sobie i spisać leki jakie przyjmują podopieczni aby zacząć tworzyć jakaś dokumentację na przetrwanie tego czasu. Pamiętam, że przegadałam wtedy z kolegą ponad godzinę na telefonie bo cały czas wymienialiśmy się sytuacją "na froncie" ;), ale dużo mi to dało, bo jakoś się uspokajałam. Zresztą mam tak, że im więcej mam stresu tym bardziej trzeźwo myślę, nie panikuję tylko działam schematycznie. 
Dobra, ale rozpisuje się i rozpisuje ogólnie historia z pożarem zakończyła się tak, że podzielono personel i pacjentów na grupy i przydzielono nas do poszczególnych placówek. Od 1 września pracuje w nowym miejscu, było tragicznie na początku, teraz już trochę przywykłam ale nadal jest ciężko... to nie jest miejsce w którym podjęłam pracę, wszystko jest inne, inna specyfika pracy inne obowiązki... misja patoprzetrwanie. Dodatkowo rozpoczęła się szkoła więc i wróciłam do pracy w gabinecie. W między czasie zajmowałam się babcią którą wypisali do domu ze szpitala. Przez cały ten pożar i dodatkowe obowiązki musiałam zrezygnować z dwóch eventów w Warszawie. Później z jednego w Gdańsku. No trudno nie było na to ani siły ani czasu.  Myślałam, że już gorzej być nie może ale przecież kiedy jest źle,  ktoś próbuje trollować jeszcze bardziej, więc wysiadło mi zdrowie... posypałam się całkowicie... ponad 5 tygodni pracowałam z gorączką bo przez natłok zadań nie mogłam pozwolić sobie na lenistwo. Nie jadłam praktycznie nic, piłam tylko wodę, soki i żułam gumy. Skończyło się zapaleniem oskrzeli i serią 6 antybiotyków z czego 5 na mnie wcale nie działało, kolejne 3 tygodnie bez snu, z temp. 38. Ostatni antybiotyk zadziałał na mnie nad wyraz skutecznie zbił mi temp do 35,4 i tak mnie osłabił, że mdlałam w domu, raz nawet zasłabłam schodząc po schodach więc spadłam z 20 paru schodków rozbijając sobie nogę,  zdzierając skórę na żebrach, rozcinając udo i nabijając guza na głowie. Miesiąc spędziłam w domu, narobiłam sobie zaległości w gabinecie szkolnym i mimo, iż nadal czułam się tragicznie to wiedziałam, że muszę wracać. Kiedy myślałam, że już wyczerpałam limit przypałów na długi czas, moja mama poczuła się gorzej, zabrało ją pogotowie a co za tym idzie pobyt w szpitalu, setki badań i choroby których nikt się nie spodziewał.  Tata wyjechał na delegacje, brat mieszka 500km stąd a jedyną osobą która została upoważniona do odbioru badań to oczywiście ja. Migrena 8dniowa, ból tak przeszywający, że nie mogłam zwlec się z łóżka, każda wiązka światła przeszywała mi czaszkę więc leżałam w okularach przeciwsłonecznych a telefon wydzwaniał i zlecał dziesiątki zadań do wypełnienia. MASAKRA! Trzeba było zacisnąć zęby, otrzeć łzy i ruszyć dupę aby ratować innych... 
Z leczeniem mamy będziemy się bujać pewnie z pół roku (przy dobrych wiatrach) ale jeśli w moim życiu się coś nie zmieni to oficjalnie informuję, że wybuchnę lub wykituje...



Rok 2019 był dla mnie ciężki, wymagał ode mnie skupienia, poświęcenia i nieustannego wchodzenia w rolę bohatera, człowieka który ogrania wszystko ponad stan i nie okazuje słabości bo musi ciągnąć całe otoczenie w górę aby się nie załamać, nie poddać i jakoś wyjść z tych trudnych chwil. 
W głowie miałam sieczkę, w serduchu był rollercoaster, nie wiedziałam gdzie iść, co robić, trzymałam się tylko ważnych dla mnie osób. Dzięki tej garsteczce ludzi chyba nie zwariowałam, a ogromne wsparcie jakie mi dawali sprawiło, że zajmują spore miejsce w moim serduchu...

Chciałabym Wam tu napisać jak wiele dobroci i szczęścia przyniósł mi ten rok, jak się rozwinęłam ile osiągnęłam ale jedyne co osiągnęłam  to zahartowanie, rozbicie emocjonalne i udawanie bohatera.

Z rzeczy bardziej optymistycznych i takich które bardziej mogą interesować Was, osoby zainteresowane kosmetykami udało mi się wdrążyć w życie projekt #denkujeniekupuje - czyli akcję w której bloggerka urodowa odzwyczaiła się kupować wszystko i pragnąć wszystkiego co pojawia się w szafach ( piszę o tym tutaj). Jestem 100% przykładem, teorii, że nic nie muszę  a jedynie mogę więc nic nie może mnie zmusić do działania wbrew mojej woli. Z blogowych sytuacji zakończyłam 80% współprac podziękowałam markom i praktycznie tyle samo propozycji odrzucam bo nie chce robić niczego wbrew sobie, nie chce Wam tu pokazywać chłamu i namawiać Was do zakupów które  wcale nie dadzą Wam szczęścia. Ponoszę odpowiedzialność za swoje słowa i nie chce Was naciągać na jakieś buble w stylu "ta paletka jest zajebista" a za tydzień  wyrzucę z siebie "ta jest jeszcze lepsza kupcie kolejną" - to nie ja. Denkuję wszystko co siedzi w zapasach i całkowicie przechodzę na świadome, naturalne zakupy. Ograniczam plastik, folie i chemię.  Nie znaczy to, że zostaję teraz jakimś psychoECOblogerem który będzie Wam wbijał metalową słomkę w aortę za kupowanie rzeczy które nie łapią się w zbiór ZERO WASTE, nie - to też, nie ja.

Nie będę udawać, naginać rzeczywistości aby Wam zaimponować. Nie jestem z cukru, nie kicham brokatem, nie jestem też robotem którego nic nie rusza... Jestem turbo wrażliwcem ale życie mnie hartuje i uczy (dżizas jak to teraz słabo zabrzmi) walki o to aby było lepiej.

Nie zamierzam tworzyć na 2020r. list, czelendżów itp. spraw bo jak widzicie po moim 2019 wystarczy jedno zatrzepotanie motyla aby wywołało tornado i przewaliło wszystkie kostki domina. 
Jedyny plan jaki mam to łapać chwilę, poświęcać sobie i najbliższym więcej czasu. Skupić się na tym co jest TU I TERAZ, bo zaraz może mnie nie być.


Z okazji nadchodzącego Roku życzę Wam zdrowia, przychylności losu i siły, aby nic nie było Was w stanie zatrzymać. Niech moc będzie z Wami a 2020 będzie lepszy od nikczemnej 19stki :) 

Ściskam!
________________________________________________

https://www.mazgoo.pl/2019/08/zmiana-zycia-po-trzydziestce.html

24.12.2019

#CHRISTMASBLOGGERCAMP! Whaaat? Organizatorki przeszły same siebie!

Nie ma śniegu ale mimo wszystko Mikołaj przesiadł się z sani do czterokołowca i postanowił chociaż na chwilę postacjonować w Chełmie. Zainstalował się się w restauracji McKenzee która bardziej niż Laponię przypomina kadr z westernu ale, ale w tym roku mamy ocieplenie pogody więc wszystko zdarzyć się może... No i zdarzyło się wiele, a wszystko miało miejsce podczas #CHRISTMASBLOGGERCAMP ! Coż to takiego? Już wyjaśniam poniżej...



#CHRISTMASBLOGGERCAMP 
To nowa nazwa cyklicznej imprezy którą tworzą trzy wspaniałe dziewczyny KLAUDIA, MARTA, KAROLINA. Spotkania mikołajkowe odbywają się w Chełmie od ponad 5 lat i zawsze wspominam je z szybszym biciem serca bo to od nich zaczęłam swoją przygodę z "eventami bloggerskimi". Dziewczyny są niesamowite i co roku przebijają poziomem poprzednie spotkanie, tak samo było w tym roku, magiczna aurą niesienia pomocy zaczarowały blisko 50 marek które postanowiły dołączyć się do "campu" i przyczynić się do wsparcia licytacji lub tak zwyczajnie podarować coś twórczyniom internetu :) W tym roku nasze trzy organizatorki miały wsparcie w postaci dwóch elfów Madzi i Iwonki które również dały czadu z organizacją!
Oprócz organizatorek mogłam zobaczyć buzie: Agnieszki, Gosi, Sylwii Ewy,






Paczek na licytację było całe mnóstwo i dzięki temu udało nam się zebrać ok.1300zł na rzecz stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt. Jest to organizacja która bardzo mocno angażuje się się w pomoc futrzakom, od tej w postaci zabezpieczenia bezdomnych zwierzaków przez pomoc w wykrywaniu patologii. Stowarzyszenie współpracuje m.in z organami ścigania pomagając zająć się tymi którzy skazują zwierzaki na cierpienie, okaleczenie czy śmierć. Organizacja działa "non profit" i nie pobiera żadnych wynagrodzeń z tytułu pracy stowarzyszenia dlatego każda złotówka jest dla nich niezwykle cenna aby ratować te maleństwa!






 


Firmy, które wsparły licytację:






Na koniec dziewczyny podarowały nam upominki od patronów spotkania, ilość przerosła moje oczekiwania... 



Tak jak wspominałam na początku na  chwilkę w Chełmie pojawił się Mikołaj i to własnie ON wręczył nam nasze mikołajkowe podarki. Każda z nas ma oczywiście pamiątkowe zdjęcie z tego wydarzenia  ;)





Serdecznie dziękuje ORGANIZATORKOM za zaproszenie i możliwość udziału w tym wydarzeniu,  było fantastycznie. hektolitry radości, worek śmiechu i chórki z Esikiem to tylko parę elementów tego spotkania które zapadną mi na długo w pamięci :) Jestem dumna z nas wszystkich, kobiet które gdy połączą siły mogą zrobić tak wiele :)  Ściskam Was czule i tule do serducha. Jesteśmy wielkie i wielką mamy moc :) 


Z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia życzę Wam mega mocy, samego dobra, ogromu zdrowia i tak zwyczajnie WYMARZONYCH ŚWIĄT!  Spędźcie je tak jak lubicie najbardziej i uważajcie na brzuszki <3 




4.12.2019

#GWIAZDKAmazgoo czyli świąteczne foto wyzwanie

Wymyśliłam sobie, że w tym roku chce Was lepiej poznać a kiedy  tego nie robić jak w okresie przedświątecznym kiedy każdy czuje ten klimat i chłonie magię jak gąbka.  Nie chciałam bawić się w zwykły blogmass, bo przez to wiele osób nie posiadających swoich stron zwyczajnie zostaje skreślonych na wstępie, a mi zależy jedynie na tym abyśmy ten czas spędzili miło i przyjemnie. 


O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI? 

Zasady są proste...

1. NIE LICZY SIĘ CZYM ROBISZ ZDJĘCIA
2. NIE WAŻNE SĄ PROGRAMY GRAFICZNE I OBRÓBKA
3. WAŻNE JEST TO CO CZUJESZ NA MYŚL O DANYM HAŚLE,  może to być zdjęcie typowo tematyczne albo nawiązujące do danego zagadnienia a bardziej rozbudowany opis. Może to też być zaledwie słowo które kojarzy Ci się bezpośrednio... To Ty decydujesz  jak zinterpretujesz hasło :) 
Chciałabym abyście nie bali się  brać udziału w wyzwaniu, w tym magicznym, świątecznym okresie najpiękniejsze są nasze wnętrza, historie i to własnie chce w Was rozbudzić, zmotywować do opowiedzenia swojej małej historii :)

Przygotowałam wiele zagadnień, sporo różnych haseł aby każdy w tej puli znalazł coś co mu przypasuje i zechce nawet jednym zdjęciem dołączyć do wyzwania :) Oczywiście możecie dodać wszystkie zdjęcia ale w tym wypadku nie są to pokemony nie musimy łapać ich wszystkich, postawcie  na to co najbardziej do Was trafia :) 

Każde zdjęcie które weźmie udział w akcji ( doda hashtag #GWIAZDKAmazgoo) będę udostępniała na swoim stories, a na koniec wyzwania osoba która najbardziej ujmie mnie swoją historią otrzyma ode mnie upominek na Nowy Rok :)  

Odczarujmy złą opinię instagrama i fb i poczujmy radochę z przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia, dodatkowo chce Was zmotywować do robienia zdjęć, mam nadzieję, że to zapoczątkuję fajną historię  mojego cyklu na blogu w którym będę zdradzała Wam jak robić zdjęcia aby jak najmniej je obrabiać a jednak cieszyć się dobrym efektem :) Ale, ale nie o tym teraz :)

Dobra, to kto podejmuje wyzwanie?? 
_________________________________________

Poniżej zostawiam Wam grafikę którą śmiało możecie udostępniać na swoim stories i tam odznaczać dodatkowo zdjęcia które już udało się Wam wykonać :)  Dla osób które nie bardzo wiedzą jak ugryźć temat małe podpowiadajki poniżej :)


Ściskam i mam nadzieję, że dołączycie do zabawy :)

_______________________________________________________
  • ZAPACH ŚWIĄT -  pomyśl bez czego nie ma Świąt w Twoim domu, zastanów się jaka wtedy aura panuje, czy czujesz jakis aromat, zapach który sprawia, że od razu czujesz się błogo... tak? no to już masz pomysł na zdjęcie :)
  • BOMBKA-  kupiona, zrobiona, zbita, przekazywana z dziada prawdziada a może nigdy nie nabyta, pokaż tą która niesie ze sobą dobre wspomnienia albo zwyczajnie skradła Ci serce ;)
  • MAGIA DZIECIŃSTWA - na pewno jest w Tobie w dalszym ciągu pierwiastek malucha, rzecz lub wspomnienie która zawsze Cię rozczula albo przypomina najwspanialsze chwile związane z tym okresem, da się to odtworzyć? Spróbuj, może to będzie zdjęcie, jakaś pamiątka, obecność czyjejś osoby albo zwyczajnie kilogram pomarańczy ;D
  • PRZYGOTOWANIA - MOI WSPANIALI! Tutaj mamy szerokie spectrum działania od sprzątania, gotowania bo szykowanie kreacji :D  Od Was zależy który etap postanowicie przedstawić :) Może być śmiesznie, cozy a nawet elegancko :) Czekam na Wasze pomysły :)
  • ZIMOWE AKCESORIA- czapka, szaplik, buty ale nie tylko niektórzy nie wyobrażają sobie wyjścia na mróz bez odpowiednich kosmetyków a może w twoim niezbędniku jest kąpiel  z pianką albo termofor do kieszonki... Pokaż nam swój niezbędnik! :)
  • KUBECZEK SZCZĘŚCIA -  jedni lubią grzańca, inni kakao a jeszcze inni... no właśnie... Pokaż swój kubeczek/ kieliszeczek :P
  • WSPOMNIENIE - bywają różne wspomnienia dobre, złe, zabawne, smutne i te najpiękniejsze. Może to być okazja do rozczulenia, przywołania magii albo rozliczenia się z tym co było słabe, minęło i nie warto do tego wracać...
  •  LIST(A)! - jedni piszą listy do Mikołaja/ Gwiazdki czy Gwiazdora (zawsze gdy słyszę to ostatnie widzę Elvisa serio - taka równia pochyła pod moją kopułką :D) inni robią listy zakupów i sami kupują prezenty, po której stronie barykady jesteś ?  Bez względu na stronę pokaż co tam zostało napisane :)
  • STÓPKI - zimowe buty, skarpetki, ciapy w reniferki czy gołe stópki, przecież to idealny czas na strzelenie zdjęcia tego typu :)
  • DEKORACJE -  Rodzina Griswoldów czy totalny minimalizm? Wyraź siebie  na zdjęciach i pokaż co lubisz :) 
  • WONDERFUL TIME - rodzina przy stole, samotnia pod kocykiem, czy zimowe eskapady po śniegu... hm... ja chce wiedzieć czym dla Ciebie jest ten najwspanialszy czas :)
  • CZERWIEŃ CZY ZŁOTO? - a tak naprawdę mogłabym zapytać, srebro, niebieski, zieleń czy biel...  Które kolory najbardziej przypominają Ci święta, wyraź to w dowolny sposób :)
  • ŚWIĄTECZNA PLAYLISTA - kinomaniacy i melomani to ten czas kiedy nawet najbardziej obciachowa produkcja nie jest powodem do wstydu, co jest dla Ciebie obowiązkowym elementem każdego Święta :)
  • TALERZYK ŁAKOCI - co ja tu będę pisać każdy ma chyba swoje ulubione potrawy które serwuje się w czasie tego świątecznego czasu, jedzonka na które często czeka się cały rok... Jestem ciekawa  co tam u Was wskoczy na talerze :)
  • MAKIJAŻ NA ŚWIĘTA - tutaj chyba nie muszę pisać zbyt wiele ;)  po prostu chce je zobaczyć :)
  • LAMPECZKI- no cóż, któż z nas nie lubi tych iskrzących wszędzie światełek i brokatu... To chyba najbardziej magiczna pora do zabawy światłem :)
  • PREZENTOWNIK -  nabyty fajny prezent dla bliskiej osoby a może jakiś cudny gifft który znalazł się pod choinką, jeśli chcesz to podziel się zdobyczą  na zdjęciu oczywiście :)
  • CHOINKA- najważniejsze drzewko w roku, litania bluzgów przy rozplątywaniu lampek i nakłute palce przy zawieszaniu bombek ale kiedy już przejdziemy ten runmaggedon to każdy w myślach wie, że było warto :) I to jest piękne, że nie ma dwóch takich samych :)
  • PIERWSZY ŚNIEG -  może być magicznie i bajkowo ale i drastycznie szczególnie gdy skrobie się szyby o 4 rano albo odśnieża podjazd bo garaż zasypało po pachy... Mimo wszystko to są najlepsze momenty do uchwycenia :)
  • ŚWIĄTECZNY ŁAŃCUCH - tutaj trochę zaszalałam i chciałam abyście pobawili się interpretacją, może to być grono znajomych z którymi organizujecie jakis wypad, akcja bloggerksa, niesiona pomoc, wsparcie jakiejś zbiórki czy po prostu spędzenie czasu z najbliższymi :)
  • OHYDNIK ŚWIĄTECZNY - mimo tej magicznej aury na bank u każdego pojawia się taki moment, rzecz lub zjawisko które sprawia, że święta  wiszą na włosku, albo ktoś nęka Was okropną potrawą której nie spożyjecie nawet za grube miliony. Ohydnik to własnie to miejsce aby wszystko co złe wpakować na jedno zdjęcie - może być nawet kolaż :P
  • CHRISTMAS CHILL - wspólnie z najbliższymi, na nartach czy z netflixem pod kocem, każdy ma inny stopień upragnionego wypoczynku... i takich własnie zrelaksowanych Was chętnie zobaczę na tych fotkach:)
  • GRUDNIOWE MANI - no cóż u mnie to zbyt wielkich wariacji na ten temat nie będzie ale chciałam stworzyć grupę dla dziewczyn które tworzą magię na pazurkach i może dzięki temu trafią na nową grupę odbiorców :)

Ok, mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam i podpowiedziałam jak kąsnąć ten temat :) Miło mi będzie jeśli dołączycie do akcji i dacie o niej znać dalej :) Bawimy się myślę do 28 grudnia :)  Zdjęcia tagujemy #GWIAZDKAmazgoo. Miło mi będzie jeśli oznaczycie mnie na zdjęciach - wtedy łatwiej mi będzie Was udostępniać :)

Buźka!

26.11.2019

ile we mnie hejtu?

Takie czasy nastały, że internet stał się wyrocznią, w necie możesz czuć się bezkarny, wyzywać kogoś od nieuków, pokrak i komentować wszystko. Nie pytany wyrażasz swoją opinię i czekasz, aż jad tych kilku ledwo sklejonych słów (w rozpędzie zdań) wywoła gównoburze. Nie wiem czym kierują się takie osoby, dla mnie to zwyczajne przegrywy życiowe, osoby zaburzone które powinny przechodzić testy psychologiczne zanim podepnie się im złącze lub wyda smartfona z nielimitowanym internetem. Nie wiem czy to przerośnięte dzieci które używały na początku 2000r. "pokemońskiego słownika" czy jeszcze jakiś inny szczep wytworzony w ramach błędu ewolucji...

Od kilku lat wmawia się wszystkim, że każdy ma prawo wyrażać swoją opinię, każdy głos jest ważny ale im więcej przesiaduje w wirtualnym świcie tym bardziej mam ochotę to negować i blokować taką "wolność słowa". 
Nie wiem kiedy poszło to tak daleko, kiedy ze zwykłego wyrażania zdania grupa wścibskich jednostek przerodziła się w zgraje psychopatów którzy niczym nieudolni stalkerzy śledzą i anonimowo przelewają litry jadu. Komentują wszystko, udzielają porad, zazwyczaj jednak negują i odbierają chęci do życia. Jak wielki smutek i odrealnienie musi siedzieć w takim przegrywie aby żyć życiem innym i mało tego za wszelką cenę próbować zniszczyć psychikę kolejnego człowieka. 
Spłodzona litania hejtu, 3..2..1... publikuj a następnie odświeżanie strony w nadziei, że ktoś polajkuje, a już najlepiej osoba o której mowa podejmie dyskusję. Czy siedzi za tym błagalny wręcz rozpaczliwy ton wołania o zauważenie, poczucia się kimś ważnym czy tylko sadystyczna próba dopieprzenia komuś słabszemu.

Z hejtem nie spotykam się w stosunku do mojej osoby, kiedyś zastanawiałam się nad tym mocno, nawet rozmawiałam na ten temat ze znajomymi i stwierdzenie było jedno " masz zbyt silny charakter, jesteś za sprytna i szybko ciśniesz ripostę". Nie wiem czy tak jest faktycznie, ale umiem zroustować z nokautem przeciwnika w dyskusji, nie mam problemów też z zareagowaniem kiedy widzę, że ktoś przekracza moją magiczną strefę prywatności i nie lubię kiedy też ktoś przekracza brudnymi buciorami strefę komfortu innych. Nie jestem jednak jakimś szeryfem internetu, nie śledzę hejterów bo szkoda życia na łapanki przegrywów, jednak nie miałabym problemu z tym aby zablokować takiego oszołoma (często brak reakcji jest najlepszą szpilą). Nie widzę sensu się kłócić, toczyć batalii na leszczynowe kije z osobą która ewidentnie odczuwa podniecenie z faktu podtrzymywania tego shitsztormu. 

Irytuje mnie też fakt, wtrącania się ludzi w konflikty między bloggerami/influancerami itp. kibicowanie, udostępnianie obelg i nakręcanie się awanturą innych. Serio? 
Mam wrażenie, że całe to towarzystwo siedzi jeszcze w piaskownicy, takie dorosłe rocznikami ale jednak dzieciaki którym ramionka jeszcze nie wygoiły się od tornistra a nadal napieprzają się wirtualnymi łopatkami w tej kuwecie syfu. 

Nie wiem czy ja jestem już tak stara, ale mi ewidentnie nie chce się tego czytać, oglądać i śledzić. Nie mam satysfakcji, bo to ani żadne widowisko ani atrakcja która jest w stanie wywołać we mnie jakiekolwiek zainteresowanie. Jedyne co po takich akcjach we mnie narasta to poirytowanie, litość i brak szacunku to tych wojowników internetu. Myślę o nich i przed oczyma odtwarza mi się filmik z początków neta kiedy dwóch żuli bije się pod krakowskim akademikiem na pokrywy od studzienek kanalizacyjnych a w tle nastrojowo przygrywa jingiel z MortalKombat. Ten sam poziom estetyki i zażenowania. 

W necie jest teraz tak mało wartościowych treści a w sumie jest ich trochę ale aby dotrzeć do nich trzeba przekopać się przez morze debilnych filmików, pranków, kabaretów, przeróbek, parodii i filmików nastolatków którzy sama nie wiem po co nagrywają i robią to co robią. YouTube obecnie ssie, jeśli nie znasz konkretnych kont nie znajdziesz nic interesującego bo na głównej proponują Ci filmy które wręcz albo krzyczą nienawiścią do innych albo wręcz proszą się o siarczystego kopa.
Czy jest więc we mnie hejt? Nie, nie płacę za premium więc i jakość kanałów nie jest dobierana wg algorytmu który jest dla mnie najkorzystniejszy ale wiecie co... nawet jeśli serwis proponuje mi coś takiego to nie powód aby to wchodzić i komentować, po pierwsze - każda taka ingerencja napędza oglądalność i sprawia, że tych kanałów jest więcej, po drugie nie interesuje mnie więc nie klikam i nie marnuje swojego czasu, chociaż o niektórych filmikach i "sławach" yt nie wiedziałabym gdyby nie "polecenia". I to samo jest z każdym serwisem, internet jest tak wielką kopalnią informacji, że każdy znajdzie kąt w którym poczuje się cholernie dobrze...

Pieprze obmawianie, czyjeś bezguście, mam wyrąbane na obciachowe kampanie na instagramie, pozowanie na ściance czy szyderę z czyjejś kiecki, to wszystko jest tak słabe i błahe, że "szkoda mi na to paliwa". I to nie chodzi o moją ignorancję, po prostu to są zwyczajne pierdoły które tylko zaśmiecają mi głowę. Nie wnoszą do mojego życia nic, a wręcz przeciwnie tylko powodują jakieś chore spiny.


Wczoraj ktoś zapytał mnie w pytajniku na stories skąd czerpię energię i swoje pozytywne nastawienie do życia, wiecie co... nie czerpie znikąd, zwyczajnie selekcjonuje to co wartościowe od tego co mnie męczy. Skupiam się na tym co niesie za sobą coś więcej, co ma dobry przekaz, co wprawia mnie w pozytywny nastrój, doszukuje się radości w prostych momentach życia codziennego. Mogę napić się dobrej herbaty, wyhaczyć dobry film czy pośpiewać lub potańczyć do ulubionej piosenki. Spotkać i pogadać z interesującymi ludźmi czy tak zwyczajnie powygłupiać się i powspominać stare czasy z najbliższymi. Serio, jest to dla mnie bardziej wartościowe niż posiadówki w kuweciarni. 

Wpis dziś nie wiadomo o czym, ale chyba musiałam się wygadać, bo to co od dwóch dni nasila się na ig i fb to jakaś śmierdząca kpina. Przepychanki między twórcami internetu, markami a zwykłymi użytkownikami neta to własnie taka tania parodia z youtube. Więcej moich komentarzy odnośnie tej sytuacji nie będzie. Umywam rączki i życzę Wam pięknego dnia, doszukujcie się pozytywów a nie zatrzymujcie na tych shitsztormach. Szkoda energii. Niech moc będzie z Wami.

Ściskam!

____________________________________________________________











18.11.2019

#WISHLISTA NA ŚWIĘTA I 2020R

Nadchodzi nowy rok a ja w dalszym ciągu uskuteczniam swoją akcje #denkujeniekupuje ( tutaj poczytacie o niej więcej). Od kilku lat uczę się planować zakupy na rok, wiele z nich umieszczam na grafikach które co jakiś czas śledzę wzrokiem, czasami kupuję wszystko, niekiedy w połowie roku stwierdzam, że połowa z tych przedmiotów nie jest mi potrzebna.  Stworzenie takich list pozwala mi kontrolować wydatki i nie przepuszczać hajsu na głupoty. Kupuje świadomie i tylko to co aktualnie jest mi potrzebne lub tak jak w dziale urodowym chce przetestować ze względu na interesujące składy czy ideologie marki :) Co w tym roku trafiło na celownik? Za chwilę zobaczycie poniżej :)


BUTY, UBRANIA, AKCESORIA I DODATKI


BUTY - Będę monotematyczna ale od małego jestem #timenike. Pamiętam jeszcze podstawówkę kiedy koledzy łazili za moim wielkim plecakiem i wołali najki-niezdzierajki i coś w tym jest! Wszystkei rzeczy Nike które nabędę są praktycznie niezniszczalne, buty wykonane delikatnie, super skrojone na moje wąskie stopy, czyje się w większości w nich jak w skarpetkach i nie wyobrażam sobie innych sneakerów niż tych opatrzonych logiem łyżwy. W tym roku zakupiłam białe, skórzane AIR FORCE 1 SAGE i przepadłam - pasują do wszystkiego i są bardzo wygodne. Rozważam na zimę model wysoki z licznymi paskami i sprzączkami wokół kostki a na wiosnę lub lato planuje zamówić skórzaną wersję na stronie producenta tyle, że totalnie spersonalizowaną pod własne preferencje kolorystyczne (moje dwa projekty widzicie  na grafice). Oprócz najaków mam chrapkę na martensy na podwójnej podeszwie, ja dziecko które ponad 10 lat śmigało w glanach o różnej długości na nowo zapragnęłam kupić trapery, tyle, że obecnie  kusi mnie model z zamkami :) Na lato planowałam kupić tomsy, już drugi rok zamierzam wymienić starą parę na nową ale wiecznie nie mogę trafić na swoją rozmiarówkę i albo nie ma albo odsyłam bo spadają mi ze stopy. Boskie są espadryle Kenzo, ale szkoda mi gotówki na buty w których raczej wiele nie pochodzę. Zachwycona jestem sznurkowymi sandałami/klapkami dlatego kto wie może pomyślę własnie o nich :)

PŁASZCZ - mam chrapkę na długi, prawie do kostek płaszcz w męskim stylu, takiego gagatka który fajnie będzie wyglądał z szarą bluzą, czapką i dresami. Który będzie bardziej luzacki niż elegancki ale od biedy również założę go do swetra, spódnicy czy botek  też będzie dobrze. Mam już upatrzony model w najnowszej kolekcji ZARY. 

SZALIK + CZAPKA -  Zawsze mam z nimi pod górkę, bo spętana szyja zaraz wzbudza we mnie poczucie psychozy duszności i paniki, przemrożenie jednak w tym roku sięgnęło zenitu więc poluje na szary wełniany/kaszmirowy szal w kolorze stalowym. Marzy mi się ten z ACNE ale najpierw muszę oszacować budżet ;)  Czapki noszę rzadko, bo zazwyczaj nakładam kaptur od kurtek zimowych ale czasem pojawia się spory wiatr  kiedy noszę płaszcze lub ramoneskę a wtedy czapa jest niezbędna. Nie lubię cyrkonii, kokardek i futrzanych pomponów... dlatego czapy zazwyczaj kupuje na dziale męskim :) Im zwyczajniejsza i luźniejsza tym lepsza :)  W ubiegłym roku kupiłam dwie fajne szare w croppie i housie, wyprzedaż po 5.99 :D Taką cenę to ja rozumiem - jakościowo są genialne w tym roku będę polowała na burgundową lub czarną :)

FROTKI/ GUMKI -  Skoro jesteśmy przy temacie głowy to przejdźmy do tego co spina włosy. Ostatnie lata noszę stale silikonowe sprężynki ale mam wrażenie, że włosy wcale tak dobrze ich nie znoszą, może nie plączą się tak włosy jak przy standardowych gumkach ale nadal nie jest to chyba bezpieczne. W tym roku planuje zakupić jedwabne frotki i poobserwować jak się spisują na włosach średnioporowatych - czy dobrze trzymają, długo wytrzymują i która grubość jest najbardziej komfortowa :) Nie dość, że wiele o nich achów i ochów w sieci to jeszcze wyglądają jak biżuteria!

BIŻUTERIA- Jak dobrze wiecie mocno polubiłam się z modelami od AniKruk, nowa kolekcja ASTRO to dla mnie absolutny sztos nad sztosami, jest wiele pięknych modeli bardziej eleganckich, kobiecych ale i tych unikatowych, bardziej streetstylowych dla nowoczesnych, silnych kobiet. Moim faworytem stał się naszyjnik ASTRO z monetą i ręką, sygnet oraz kolczyki z ręką i sercem. Interesujące są też duże 4cm koła.  Naszyjnik utrzymany jest w klimacie nadal bardzo modnych naszyjników z monetami które jak wiecie uwielbiam i dobrze znacie je z moich selfiaków (te pochodzą z serii URBAN CHIC). Jeśli zamierzacie zaglądać na stronę ANIKRUK to polecam Wam zwrócić uwagę też na starsze kolekcje bo każda z nich ma w sobie inną moc. Mnie totalnie zachwyciła kolekcja ARIEL i cały czas myślę o zakupie kolczyków kół z rozgwiadami, są po prostu urocze a jednocześnie sexy!

KOSZULKI/ SWETRY/SPODNIE - Planuję zakup kolejnego kaszmirowego swetra, ten który posiadam ma już kilka lat ale wygląda obłędnie i wiem, że jeśli dobrze się je pierze i pielęgnuje to nadal wyglądają jak nówki. Wolę zainwestować w jeden porządny niż zbierać w szafie te które rozciągają się po jednym praniu i nadają się tylko do chodzenia po domu. Koszulki? Obecnie zrobiłam czystki w szafie wyrzuciłam kilka worków ubrań , kolejne spakowałam i nowe lub raz założone ubrania uprałam, uprasowałam i przekazałam osobom które bardziej ich potrzebują. Mam dużo ciuchów i zamierzam na nich bazować w tym roku jedyne czego mi potrzeba to luźny longsleeve w paski i koszulka termiczna pod medyczny fartuch.  Co do spodni - nosze rzadko jestem w 80% sukienkowa, nawet w zimie najwygodniej mi w luźnych sukienkach albo bandażowych spódnicach, w tym roku zaczęłam doceniac joggery a już całkowicie zakochałam się w tych od adidasa, marze o dresach! Ja osoba która nigdy nie nosi dresów pragnę ich :D Już widzę je z płaszczem, białą koszulą, AIRFORCAMI i gigantyczną szarą czapką wełnianą :) STYLÓWKA NA LUMPA POSZUKIWANA :D

ZEGAREK - planuje zakupić duży, męski zegarek w kolorze złota, długo myślałam czy decydować się na smartwatcha ale w kwestii zegarków jestem tradycjonalistką. Co do krokomierza cały czas nosze ze sobą telefon, nawet kąpie się oglądając filmy lub słuchając muzyki więc taka forma "zegarka" jest dla mnie zbędna ( póki co :P).  Jako bledzioch wahałam się czy złoto będzie mi pasować, obecnie mam wywalone na opinie ludzi, noszę złotą biżuterię więc i zegarek niech będzie nawiązywał do reszty. Co do obecnego zegarka z ESPRITA - nadal go kocham ale ma kolor bladego rosegold i co raz mniej pasuje mi do reszty dodatków dlatego potrzebuje zmiany :)

TORBA - zazwyczaj nosze ekotorby lub worki, ze skórzanych toreb posiadam Xandre  w stylu torby McQueena, średnią listonoszkę ze skóry saffiano od marki Wittchen no i mój mały skarb narodów na który odkładałam latami czyli malutką, bankietową Katy od YSL a w sumie teraz od SL ;) Nie mam jednak szopperki w której zmieszczę pół życia, wrzucę lapka, butelkę wody czy termos z rumiankiem i cytryną. Potrzebuje czegoś pakownego i klasycznego, modelu który za rok czy dwa nadal będzie prezentował się dobrze a także jakości która nie zawiedzie mnie przez lata. Myślałam o Moschino ale te torby są dla mnie chyba zbyt pstrokate w środku, Michael Kors  jest solidny i ładny ale fakt, że teraz większość lasek z nimi śmiga trochę mnie blokuje, CKlein - ma głownie torby z eko skóry a niestety za tą cenę nie jest wart tych pieniędzy.  Ostatnio rozmawiałam z Chmielową i chwaliła Korsa, namawiała też na S. Pilewicz... No waham się, myśl dojrzewa jak sycylijska mandarynka ale w końcu postawię kropeczkę nad i :) Jedno jest pewne muszę w tym roku kupić shopperkę :)

OKSY - O ile stale kupuje przeciwsłoneczne to nadszedł ten moment kiedy muszę wymienić swoje korekcyjne. Korekcyjne zawsze lubię mieć duże, czarne i plastikowe. Muszą zasłaniać pół twarzy i nie powodować dyskomfortu przy noszeniu, niestety te mniejsze zawsze zaczepiają mi o rzęsy i nie jestem w stanie mrugać, więc nerdowskie klimaty sprawdzają się u mnie najlepiej. Myślę, na co zdecydować się tym razem. Stacjonarnie zazwyczaj nie znajduję oprawek w których wyglądam w miarę korzystnie albo wpisują się w mój minimalizm, dlatego zmuszana byłam zamawiać na Firmoo. teraz oferta trochę uległa zmianie ale na szczęscie nadal widzę 3-4 modele w stylu do akceptacji. Kolega namawia mnie na Toma Forda, znowu przez lata noszenie przeciwsłonecznych RayBanów też wpłynęło na pozytywną ocenę marki. No nic, muszę pomyśleć i przymierzyć, ale nie ukrywam, że jeśli nie będę musiała to nie zamierzam przepłać bo często śpię w okularach aby teraz zacząć na nie uważać :P

SUKIENKA - w tym roku najprawdopodobniej czeka mnie pewna uroczystość ;) muszę więc poszukać sukienki eleganckiej, minimalistycznej która nie wygląda tandetnie a jednocześnie jest w moim stylu, to będzie ciężkie wyzwanie ale może się uda ;)




PIELĘGNACJA/ MAKIJAŻ


PIELĘGNACJA - Tutaj nie będę się rozdrabniać tym razem pod lupę trafi firma absolutnie mi nieznana namacalnie, a mianowicie SOAPSZOP - marzę o balsamie Yen inspirowanym Jennefer z Wiedźmina, ale to nie o postać chodzi a zapach. Marka wykorzystała mój ukochany bez z agrestem więc moje ciało domaga się tego aromatu :D, skoro już zamierzam sięgnąć po balsam to nie może zabraknąć mydełek tej marki tj. NOWOBOGACKI BANAN i BOGACTWO  to zapachy które mogą mi się spodobać. Jeden to banan z szampanem a drugi to opiumowo-dymna mieszanka. Po skończonej Yen zamierzam sięgnąć  po laskowy balsam Fresh&Naturals (podobno pachnie jak smak Nutelli). Na liście jest też oleje z opuncji figowej od Ministerstwa Dobrego Mydła oraz cytrynowy żel do mycia twarzy od JanaBarbaShyDeer również jest mi obce więc chętnie sprawdzę jak się spisują.
W tym roku zamierzam nadal zagłębiać się w pielęgnację firm które spisały się u mnie fenomenalnie tj. D'Alchemy, BABO, MANAIKA, LUSH BOTANICALS i SAPE. Zaznaczone produkty obowiązkowo pojawią się w mojej kosmetyczce przyszłorocznej :) Korcą mnie również dwa internetowe hity maska egipska oraz krem Samarite, są to jednak bardziej kaprysy niż produkty które MUSZĘ zdobyć.

MAKIJAŻ - Zamierzam sięgnąć i sprawdzić kolejną mineralną markę tym razem NEAUTY MINERALS! Miałam już od nich rozświetlacz który jest piękny więc zamierzam do niego wrócić a przy okazji też sięgnąć po ich najjaśniejszy podkład kryjący  i rozświetlający w odcieniu NEUTRAL PALE. Nie zamierzam jednak rozstawać się z moją dotychczas ulubioną marką minerałów czyli Annabell Minerals i zamówić od nich hitową paletę do brwi :) Na liście jest też mascara Couleur Carmel w kolorze czarnym. Kolejnymi produktami a w sumie zachciankami które biorę pod uwagę  jest rozświetlacz JeffreyStar WetDream (ale muszę sprawdzić go najpierw stacjonarnie) oraz paleta Natasha Denona -SunrisePalette chociaż i GOLD a jest cudowna - cena miażdżąca ale jeśli trafi się spory rabat na Sephora.pl to być może się skuszę, a jeśli nie to wybiorę znacznie tańszą mini wersję MINI NUDE PALETTE  pigmentacja i miękkość tych cieni to coś obłędnego. W tym roku marzy mi się zapach od TOM-a FORD-a TabaccoVanille! 




DOM / ELEKTRONIKA



Od zawsze irytowały mnie plastiki i folie ( jedyną którą propsuje to strechową bo przydaje się przy wrapingu) ale dopiero od kilku miesięcy ograniczam plastiki na dobre. Irytuje mnie ile tego kupujemy, zużywamy i wyrzucamy. Jesteśmy jak fabryka, staram się dlatego znajdować inne rozwiązania. I nie myślcie sobie, że po latach normalności teraz zwariowałam i stałam się jakimś ekofanatykiem który będzie terroryzował Was za kefir w butelce bo nie, chce jednak sama to zagadnienie potraktować personalnie bo nie lubię wynosić śmieci ;) A tak poważnie, tyle już "ekofriendly" stosuje od małego zanim jeszcze stały się trendy, że postawienie kroku dalej nie będzie dla mnie większą rewolucją. MARZĘ O ZAKUPIE - WORECZKÓW NA WARZYWA I OWOCE (kilku o różnych formatach), SZKLANEJ BUTELCE ale takiej ok.1,5l bo innej nie opłaca mi się nosić. Na wishliście znajduje się również poduszka - Z I LOVE GRAIN - czarny model wypełniony czarną gorczycą, dlaczego gorczyca? ze względu na właściwości :) 
W 2020r. zamierzam wreszcie się wysypiać i śnić o niebieskich migdałach w tym celu mam nadzieję, pomoże mi piękna pościel... Niby kocham mięsistą biała i szarą ale teraz mam ochotę zaszaleć z czymś nietypowym może atłasem w kolorze szampana albo białego złota.  Coś mniej oczywistego a jednak w świetnym gatunku.  Nieopodal łóżka mam trochę wolnej ściany a to idealna przestrzeń  na zakup nowej, drewnianej komody, jako, że moi dziadkowie nie posiadali mebli z lat 60tych to nie otrzymałam w spadku żadnej pięknej komody którą mogłabym przerobić i postawić w domu :( Możliwe, że dlatego też skuszę się na gotowca - bez konieczności przeróbki, ta bez uchwytów pochodzi z IKEA i wygląda całkiem przyzwoicie - produkt do wymacania stacjonarnie.
Nadal trwam w akcji #denkujeniekupuje i ma się ona również wosków z Kringla i Yankee których nazbierałam, aż za dużo. Obecny kominek już ledwo daje radę, dlatego pomyślałam o tym konkretnym z YC w kamiennym odcieniu. Jeśli uda mi się wypalić zapasy wosków, zamierzam sięgnąć po świece o zachęcającej mnie nazwie CHATA DRWALA :) Bez względu na stopień zużycia  obowiązkowo zakupię aromat NERO od MILLEFIORI do dyfuzora na patyczki. Aromat tak obłędny, że stawiam go na równie z ubóstwianym Grey-em od KC.
Skoro piszę o świecach to muszę wspomnieć o tacach które chronią moje meble przed ciepłem świec, kubków z herbatą czy nawet kładę na nie pędzle podczas malowania aby nie zabrudzić biurka. Tace są praktyczne i w granicy mojej "kurzołapowej" tolerancji :) Pięknie wygląda ta z marmurowego brązu czy lustrzana ze złotymi wykończeniami ale najmocniej w moim stylu i mierniku pożądania jest nierówno ciosana kamienna taca w kolorze grafitowym z krawędziami ozłoconymi farbą (na grafice stoi na niej złoty kubeczek). Istne cudo! 

W tym roku na wishliście miałam laptopa ale zmuszona byłam kupić go już we wrześniu, więc zaszalałam i nabyłam  MateBooka X Pro. Lapek ma ekran dotykowy i to dosyć czuły więc dzięki niemu mogę spokojnie rysować i tworzyć pewne projekty. Potrzebuje więc dobrego rysika ale znalazłam kilka modeli i coś na pewno wybiorę :) Jeśli jesteśmy w klimatach biurkowych to nie pogardzę plannerem tygodniowym a jeszcze bardziej ucieszę się z notatnika do bulletJournal, jedno jest ważne musi być w moim stylu - monochromatycznym, minimalistycznym ale też solidnie wydanym nie tak jak ten z POWIDOKI!!!!  bo nie zniosę widoku pstrokacizny dzień w dzień prze zkolejne 365 dni :D Na biurku nie może zabraknąć też taśm do Dymo wytłaczarki :) Pewnie skuszę się ponownie na czarne i złote rolki ;) A na ścianie plakatu ze StrangerThings!

KOLEJNY ROK MYŚLĘ O MASZYNIE DO SZYCIA! MAM NADZIEJĘ, ŻE 2020 BĘDZIE POZYTYWNĄ REWOLUCJĄ DLA MNIE i wreszcie znajdę czas na naukę na maszynie a także rozwinę się w dziedzinie kaligrafii (stąd chętnie przygarnę zestaw dla początkującego)
Monstera rośnie jak szalona (tutaj zdjęcia i wpis o trickach pielęgnacyjnych) więc czeka mnie przesadzanie i rozdzielenie na kilka donic więc szykuje się zakup osłonek na doniczki. Najbardziej interesują mnie te tkane z juty i koszykowe. Skoro jesteśmy przy kwiatach to poluję na nową roślinkę, zachwycają mnie jej piękne, rozłożyste liście więc pewnie na dniach pojawi się w moim domowym zaciszu :)  Na wiosnę natomiast ruszam z doniczkową uprawą - jalapenio! 

Najbardziej priorytetową kwestią jest dysk przenośny 1T albo przynajmniej 500GB oraz koszę pod biurko, obowiązkowo dwa! Myślę, że te z masy kukurydzianek i zamykaną klapką spokojnie spełnią swoją rolę :)




LISTA MIAŁA BYĆ KRÓTKA, SERIO!  Ale to plan na cały rok a oprócz tego, nie wiem jak wiele z tych produktów okaże się dla mnie potrzebnych po paru miesiącach od stworzenia wishlisty. W planach są jeszcze dwa większe wydatki ale o nich dowiecie się w późniejszym terminie.
Szczerze zachęcam Was do planowania większych zakupów, pozwalają one zdecydowanie panować nad wydatkami i nie kupować pierwszych lepszych zachcianek. Dzięki wishlistom  5 razy zastanowicie się nad zakupem zamiast szastać hajsem na prawo i lewo. Rozsądne zakupy to też oszczędzanie, a dzięki temu możecie zainwestować w siebie, wydać na dom, wakcje czy oddać najbliższym... 


CZY JEST TU KTOŚ KTO TWORZY PLANY ZAKUPOWE? DAJCIE PROSZĘ ZNAĆ :)
Poniżej zostawiam Wam link do wpisu z podsumowaniem ubiegłorocznej chciejlisty :)
 https://www.mazgoo.pl/2019/09/podsumowanie-wishlisty.html

Ściskam i życzę cudownego dnia!

6.11.2019

#DENKUJENIEKUPUJE ROCZNA WALKA Z ZAKUPOHOLIZMEM

Kiedy 1 października 2018r. powiedziałam Wam, że zamierzam na blisko rok wycofać się z szaleństwa zakupów i porzucić "nowości" ku chwale zdrowemu rozsądkowi, wiele z Was twierdziło, że to nie ma najmniejszego sensu i, że będę żałować bo odbije się to na mojej  uwaga tu cytat "popularności" w necie. 

Moje Okruszki! Zaryzykowałam i podjęłam wyzwanie. Denkowałam, rozdawałam a kosmetyków  i tak starczyło na ponad rok. Piszę ponad bo nadal mam dwie szuflady których nie udało się  zużyć ale myślę,że nastąpi to  maksymalnie do końca roku.



Co przyniosła mi akcja #DENKUJENIEKUPUJE? 

1.  ZUŻYCIE ZAPASÓW! Zdenkowałam kosmetyki do pielęgnacji które zalegały tygodniami, miesiącami w komodach (oczywiście wszystko w terminie ważności). Co mogłam rozdałam, część wywiozłam dla moich pacjentów do pracy a resztę zdenkowałam. Szło mi to oporowo nie powiem, produkty która sama kupuje wybieram świadomie pod względem składu, opakowania i zapachu tutaj nie miałam wyjścia, leciało taśmowo  ale dałam radę.

2. ODGRACENIE DOMU -  kosmetyków miałam na pęczki, zawalona łazienka, sypialnia i pokój dzienny. Wszędzie w i na meblach stały kosmetyki, do tego dochodziły stale pojawiające się kartony od nowych marek, często były to niezapowiedziane paczki PR, upominki czy prezenty od nowych marek.  Wyglądało to tragicznie, nie pozwalało się nigdzie ruszyć a dom zaczynał wyglądać jak rupieciarnia. Trzeba było coś z tym zrobić!

3. ROZSĄDNIEJSZA OBSERWACJA POTRZEB - przez to, że kosmetyków było mnóstwo zarówno z pielęgnacji jak i kolorówki. Zaczęłam zwracać uwagę na to czego tak naprawdę moja skóra się domaga, co lubi a co jest dla niej całkowicie zbędne lub wręcz przyczynia się do jej dyskomfortu. Zrobiłam listę kosmetyków zużytych za i tych szkodliwych. Porównałam składy i doszłam do cudnych wniosków gdzie czarno na białym ukazała się lista składników których raczej powinnam unikać w pielęgnacji.

4. UODPORNIENIE NA REKLAMY i PROMOCJE - nie ukrywam, nigdy nie miałam problemu z kupowaniem pod wpływem impulsu. Niestety czasami ulegałam zwykłemu chciejstwu i nabywałam rzecz która użyłam dwa, trzy razy i trafiała gdzieś na spód szuflady. Obecnie nie kupuje niczego na zapas a jeśli coś dostaję to zachowuje w nieotwarciu dopóki nie zdenkuje zaczętego produktu.  Nie korzystam z wielkich okazji a już tym bardziej z tych małych, jeśli gdzieś w sklepie widnieje -40% na drugą rzecz lub -15% na całą kolorówkę to też bez podniety nie wrzucam rzeczy do koszyka. 

5. ZERO PRESJI NA MUSZĘ MIEĆ - nic nie muszę, mogę ale też nie potrzebuje. Jeśli cały internet szaleje na punkcie paletki do makijażu i tytułuje ją hitem roku a za dwa tygodnie kolejna nagonka z jeszcze lepszym produktem który no MUSICIE nabyć bo inaczej spadnie na Was klątwa to no sorry ja się w to nie bawię. 

6. KUPOWANIE PRODUKTÓW NAJLEPSZEJ JAKOŚCI- znając swoje potrzeby kupuje mniej ale lepszych jakościowo produktów. Nie jestem byle kim więc nie chce serwować sobie byle czego. Nie idę na ilość, kosmetyki to nie pokemony to nie są rzeczy które chce kompletować i kurzołapić w łazience a w pełni z nich korzystać. Wolę więc mniej ale totalnie spersonalizowane  pod swoje potrzeby. 

7. WYKORZYSTYWANIE BUBLI  W INNY SPOSÓB - o tym powstał wpis więc nie będę się powtarzać ale odeśle Was tutaj - https://www.mazgoo.pl/2017/11/buble-kosmetyczne-jak-je-wykorzystac.htm

8. OSZCZĘDNOŚĆ GOTÓWKI - nie ukrywam, dzięki mojej akcji oszczędziłam sporo gotówki w ciągu tego roku którą spożytkowałam moim zdaniem bardziej właściwie. Nabyłam trochę elektroniki, sporo gadżetów no i kupiłam nowego Matebooka PRO. Wszystko dzięki ograniczeniu kasy na kolorówkę :) Dla mnie SZOK!

9. PRZEKONANIE ABY NIE SŁUCHAĆ PORAD LUDZI SKORO WŁASNE SERCE I ROZUM MÓWI ZUPEŁNIE ODWROTNIE. 

10. SATYSFAKCJĘ Z WASZEGO ZAANGAŻOWANIA -  zaskoczyło mnie jak wiele ludzi dołączyło do akcji i zaczęło zużywać zapasy. To niesamowite, ile szamponów, balsamów pomadek czy nawet cieni zdenkowaliście w tym okresie. Jestem z Was ogromnie dumna i mam nadzieję, że nie zaprzestaniemy na tym :) 




Rok akcji #DENKUJENIEKUPUJE ogromnie zrewolucjonizował moje podejście do zakupów,  umocnił mnie w przekonaniu, że nic nie muszę a kupowanie rzeczy pod wpływem impulsu jest słabe.
Świat nie zawali się jeśli nie kupię kolejnej pomadki w podobnym odcieniu, nie wrzucę kolejnego kremu do stóp do koszyka mimo, iż w zapasach mam ich jeszcze ze 4. Kupuje świadomie - składowo, cenowo i bez ładowania się w większe zapasy. Wychodzę z założenia, że jeden produkt na zapas z pielęgnacji to stan idealny i nie ma co zagracać domu większą ilością. 

Walczę nadal z kolorówką, mam jej cały ogrom ale ogarniam i wychodzę na trasę ku minimalizmowi. Droga ta jest długa  i wyboista bo kolorówki namnożyłam jak mało kto ale trzymajcie kciuki akcja #denkujeniekupuje trwa dalej.

Mam nadzieję, że jeszcze ktoś dołączy do akcji i zapragnie zmienić coś w swoim kosmetycznym żywocie :) CO MYŚLICIE O MOJEJ AKCJI? GŁUPOTA CZY JEDNAK DOBRZE ZROBIŁAM?


Ściskam!

24.10.2019

SPOTKANIE W BRAMIE/ #ZLS2019


20.10.2019r. w samo południe 16 czarodziejek zawitało do lubartowskiej restauracji W BRAMIE aby złączyć swoje siły i wesprzeć charytatywnie Łukasza który potrzebuje gotówki na leczenie i rehabilitacje. Organizatorkami tego całego zamieszania są dwie wspaniałe dziewczyny Aleksandra Urban (@malowane.oczy) oraz Sylwia Lewczuk (@czerwonousta). Dziewczyny oprócz pokaźnej grupy blogerek zaangażowały całą armie firm które postanowiły przyłączyć się do wydarzenia i przekazać swoje produkty na licytację. 




Czarodziejki o których mowa to:









Do patronatu spotkania a także licytacji dołączyły marki:




Dzięki wyżej wymienionym markom udało się zebrać blisko  1300zł na rehabilitację Łukasza Salitry.  Link do zbiórki tutaj: https://pomagam.pl/lukaszsalitra.

W tym roku na Zlocie trochę zaniemogłam zdrowotnie, temperatura ponad 38stopni nie ułatwiała ale nie wyobrażałam sobie aby nie dotrzeć na spotkanie. Chciałam zobaczyć te wspaniałe kobietki z którymi nie widziałam się na żywo od tak dawna. Ekipa była jak zwykle cudna, a uśmiechy nie schodziły z naszych twarzy. Działałam w slowmotion ale przynajmniej udało mi się zrobić trochę zdjęć ze spotkania :) Z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować  Oli i Sylwii za zaproszenie oraz markom które wsparły owe spotkanie :)

Na zakończenie spójrzcie jakie piękne przypinki otrzymałyśmy od organizatorek :) Moja już została wpięta w jeansową kurtałkę, będę ją nosić z przyjemnością :)


O upominkach wspomnę Wam na dniach w poście z nowościami :) Ściskam i życzę Wam pięknego dnia :*

14.09.2019

PODSUMOWANIE WISHLISTY

Postanowiłam sięgnąć do swojej wishlisty i zrobić podsumowanie rzeczy które zaplanowałam kupić w tym roku. Co uznałam za potrzebne co wykreśliłam a co zakupiłam o tym przekonacie się w dzisiejszym wpisie.


UBRANIA
Nabyłam(+), nie udało się(-)
+HULTAJA - fajny, gruby kaptur który super chroni głowę przed wiatrem czy deszczem, niestety obwód wokół jest szyi jest na tyle spory, że nie otula, nie przylega tylko kręci się wokół, mogę go rozłożyć na moje wąskie ramiona ale wtedy nie ma możliwości podnoszenia rąk, będę musiała zrobić w nim dziurki i wciągnąć sznurki aby trzymać go w ryzach. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam zakładać go do płaszcza i nadawać mu bardziej nowojorskiego looku :)

+T-SHIRTY z napisami które super spisują się pod bluzy czy do marynarki.

+SNEAKERSY - wybrałam jednak inne skórzane modele, m.in. białe Reeboki w takim oldschoolowym stylu, białe Nike AirForce 1 na podwyższeniu oraz czarne skórzane AirMaxy. Vansy cały czas są na wishliście, po tym jak obcierają mojego Maćka te w rozmiarze 47,5 tak sama dwa razy mocniej zaczęłam rozważać ten zakup.

+BIŻUTERIA - zamówiłam sporo naszyjników od Ani Kruk, nadal jednak A. Krystyniak jest na liście zakupów no i pierścionki, drugi rok uzupełniam zapasy i nie mogę się ogarnąć. Ogólnie to mam fioła na punkcie minimalistycznych naszyjników  a te w stylu "monety na łańcuszku" chciałabym przygarnąć w każdej ilości :)

-PŁASZCZ -  nabyłam niezaplanowanie prochowiec w pięknym odcieniu wełny, nadal jednak poszukuje długiego, czarnego oversize (o dobrym składzie) na jesień

-ZEGARKI - miałam nabyć nowy, bardziej minimalistyczny i stonowany model ale nie widziałam nic co podbiło by moje serce więc zaniechałam roztrwanianie majątku na korzyść fikcyjnych oszczędności ;)) -  czytajcie - noszę stary :P

- TORBA - żadna shopperka nie trafiła w moje dłonie ale za to kupiłam kilka fajnych worków które idealnie spisywały się na lato a i sezon wczesnej wiosny udźwigną bez problemu :)



+ MASKARY - Nawet nie wiem jak to się stało ale w przeciągu pół roku trafiło w moje dłonie ok.30 tuszy do rzęs. Były to oczywiście różne marki i jeszcze bardziej zaskakujące szczoteczki. Formuły były różne, jedna bardziej lub mniej pasujące do mojego typu rzęs. Jedno jest pewne, zrezygnowałam z zakupów tych które mocno przypominały mi szczoteczki testowanych nowości.  Na  liście zakupowej jest nadal Collistar, YSL i EL. Pomyślę jednak o nich dopiero po zdenkowaniu zaczętych.


+/-CIENIE - Nie ukrywam Sultry od ABH zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Mięciutkie cienie, błyskotki iskrzące swym blaskiem a  maty które nie powodują suchego dyskomfortu a wręcz przeciwnie są przy tym półsatynowe - cudo! Planowałam kupić kolejne ABH, póki co wstrzymałam się z zakupem, cienie są fenomenalne ale jednak malutkie, te ukochane migotki znikają z paletki błyskawicznie, matowe są bardziej wydajne. Wpis o Sultry https://www.mazgoo.pl/2019/01/SULTRY-ANASTASIA-BEVERLY-HILLS-ABH.html

-BRONZERY - Miał być Smashbox. miały być inne cudawianki jednak stacjonarnie okazało się, że nawet najchłodniejszy odcień oksyduje u mnie i podbija ceglaste tony. Nie jest dobrze, ale się nie poddaje... dalej szukam bronzera idealnego :)

- HUDA BEAUTY - Miałam poznawać markę bliżej ale po fali niewypałowych, matowych pomadek w których weszłam w posiadanie - jakoś straciłam ochotę na pudry i korektor. Nie twierdzę, że zainteresowanie tymi dwoma, konkretnymi produktami nie powróci ale póki co uważam je za zbytek łask.

-RÓŻE/ROZŚWIETLACZE - O ile róż jestem w stanie dobrać sobie sprytniej niż bronzer tak z rozświetlaczami jest ponownie pod górkę. Większość z nich wygląda u mnie jak cień. opalizujący cień bardziej w kolor złota lub miedzi. Nabyty Dandelion to u mnie połyskująca brzoskwinka, dlatego traktuje go jako rozświetlający róż.  Nadal nie nabyłam Rock-a z The Balm ale nie wykluczone, że nabędę go po zdenkowaniu poprzednika.  Nadal kusi mnie serduszko z TooFaced w najjaśniejszym odcieniu ale mam wrażenie, że po paru godzinach na twarzy zaczyna wyglądać jak perła. Nadal produkt do obserwacji i ewentualnego zakupu :)



+ Produkty od ANWEN- nabyłam jedno, drugie, trzecie a nawet już czwarte opakowanie zestawu odżywek do włosów. Moje kłaczki i nozdrza kochają bezapelacyjnie nawilżający bez, sporadycznie sięgam po proteinową zieloną herbatę i emolientowego irysa. Serum na końcówki również używam i bardzo lubię, teraz na dniach wyszło płynne serum które również będę chciała przetestować i może porównać...

+PIELĘGNACJA WŁOSÓW - czosnkowa maska nadal nie zdobyta praktycznie cały czas wysprzedana, jak się trafi nabędę jeśli nie... trudno. 

+ PIELĘGNACJA TWARZY i CIAŁA -  tutaj niewiele nabyłam z listy, cały czas trwam w akcji #denkujeniekupuje  i zużywam zapasy. Nadal świetne kosmetyki zostają na wishliście muszę obadać takie marki jak CREAMY, JANBARBA, FRESH&NATURAL, KOI, CHICCHIQ.





 +LUSTERKO - nabyłam ale zupełnie inny model, te w Zarze były już niedostępne w złocie więc kupiłam zupełnie inny kształt z innej popularnej sieciówki.  Z tego co widziałam moje jest zdecydowanie  solidniej wykonane więc dobrze się stało :))


+ ROŚLINKI - tutaj nie będę rozpisywać się zbyt wiele ale zdecydowanie przygotuję o nich wpis, bo temat wraca jak boomerang :)

+ ŁADOWARKA INDUKCYJNA-  miałam nabyć taką z lampką (Ikea) ale zdecydowałam się na cos praktyczniejszego co mogę zabrać ze sobą w różne miejsca. Nabyłam oryginalną ładowarkę Samsunga dedykowaną do S9+. 

- Zrezygnowałam  z zakupu szafki, niestety muszę pomyśleć o czymś bardziej pakownym + nadal rozważam małą szafkę pod biurko na hybrydy bo powoli nie mam ich gdzie trzymać. Zapełniłam duży kufer i już ledwo się domyka. Zrezygnowałam z worka jako doniczki, niestety nie jest to praktyczne rozwiązanie bo po każdej kąpieli kwiatów widać na nich zacieki, wygląda to nieestetycznie i szkoda gotówki. Myślę jednak o koszyku, ponieważ ciężko mi znaleźć tak dużą donicę w moim stylu. Wyciskarkę też porzuciłam, jestem ostatnio tak mało w domu, że nie ma sensu 

+/- Nabyłam ale znowu będę kupować - PLAKATY, ŚWIECA GREYA - są to takie przedmioty które co chwilę nabywam. Plakaty czasami robię sama w programach graficznych i oddaje druk do drukarni. Małe hasła czy grafiki do ramek drukuje w domu, mam fajne urządzenie wielofunkcyjne które dobrze prosperuje, ładnie drukuje i naprawdę fajnie współgra z lepszym papierem np. satynowym. Plakaty wyglądają jak z drukarni. 

- WROTKI - myślę o nich od dawna i gdyby nie fakt, że w te wakacje temperatura mnie wykańczała to pewnie zdecydowałabym się na zakup. Chciałabym jeździć ale uczulenie na słońce mnie niestety blokuje.





+ LAMPA PIERŚCIENIOWA -  kupiona, wybrałam model z Allie, ma trzy stopniową regulację ciepłoty światła (ciepłe, chłodne, neutral) oraz kilka stopni natężenia oświetlenia. Jest tania, ma uchwyt na telefon i w zupełności wystarczająca  na moje potrzeby. Doskonale spisuje się przy robieniu zdjęć makijaży ale i tych produktowych również. 

+STATYW - Zdecydowałam się na  profesjonalny statyw, jest on na tyle unikatowy, że oprócz standardowych ustawień możemy wykonywać zdjęcia  flatlay montując aparat lub telefon od spodu  lub na długim i stabilnym ramieniu. Statyw marzenie! <3

- Zrezygnowałam  z "parasolki" przynajmniej póki co jest mi ona nie potrzebna. Porzuciłam stojaki z żarówkami bo przestały mi się podobać, zbyt mocno zagraciły by mi toaletkę. TABLET GRAFICZNY poszedł w odstawkę ponieważ zakupiłam matebooka z dużą czułością ekranu gdzie śmiało będę mogła robić swoje projekty właśnie za pomocą lapka. Ze względu na niezaplanowany wydatek na laptopa (Huawei 13,9" MateBook X PRO 16GB Ram, 500GB Dysk SSD4, Intel Core i7) zrezygnowałam z gimbala ale tego akurat sprzętu nie porzucam nadal chce, pragnę i prędzej czy później zakupię :)




Ksiązki  AGONIA, BĘDZIE BOLAŁO - odhaczone. Inne w dalszym ciągu na wishliście, do rzeczytania ale to tak bez większej spiny. Przez ostatnie pół roku słucham głównie podcastów, poradników, czytałam głównie rzeczy związane stricte z medycyną a dokładniej książki typowo naukowe z różnymi przypadkami medycznymi które umożliwiały mi poszerzenie wiedzy potrzebnej w pracy. Zaczęłam też bawić się w szycie i kaligrafię więc te tematy pochłaniają mnie teraz naprawdę mocno i dlatego też mega potrzebuje książek o kaligrafii - zeszytów do ćwiczeń itp ;) Literatura obozowa poszła na dalszy plan ale tęsknie za dobrymi książkami z tego działu. 


Ciesze się, że co roku mimo natłoku obowiązków znajduje czas na stworzenie listy zakupów na najbliższe miesiące.  Dodatkowo dzięki niej rozważniej podchodzę do zakupów, nie kupuję pierdół, 3-4 razy zastanawiam się nad tym czy faktycznie dany przedmiot poprawi mój komfort życia lub poprawi humor. Lista pozwalają zapanować  nad moim portfelem i minimalizmem  do którego dążę. ROBICIE SWOJE LISTY? PLANUJECIE ZAKUPY CZY WSZYSTKO TYLKO NA SPONTANIE? 

Ściskam <3