20.01.2014

DEKOLORYZACJA - jak zejść z czerni na brąz, blond


Hej Dziewczyny  w pięknym 2014 ! :)

Tym razem  postanowiłam przedstawić Wam schemat dekoloryzacji na przykładzie swoich włosów ;)



Oczywiście nie wiecie,że włosy barwię od  15 roku życia ;) czyli jakieś 11 lat  :) naturalnie jestem jasną blondynką, co jest raczej popularne wśród nas Słowianek ;) kolor wyjściowy moich włosów jest praktycznie identyczny z barwą pasemek dostępnych pod tym linkiem o tutaj :) oczywiście jak większość kobieta na świecie nie byłam nigdy zadowolona z tego co dała mi Matka Natura :)  od dziecka marzyłam o ciemnych, najlepiej czarnych włosach :)  ( nawet moje lalki Barbie były poddawane koloryzacji przy użyciu markera) od kiedy pamiętam, źle czułam się w blondzie, na dodatek włosy mi falowały, były puchate,gęste a w połączeniu z moja białą cerą, szarymi brwiami i rzęsami  zlewały się tworząc niekształtną plamę zamiast głowy.. koszmar !

pamiętam jak dziś kiedy w gimnazjum po raz pierwszy poddałam się koloryzacji, wiecie.. zakończenie roku.. każdy chciał wyglądać na balu jak najlepiej ;) dlatego cichaczem pomalowałam włosy szamponetką w kolorze Czekoladowego brązu... oczywiście działałam pod presją więc najprawdopodobniej nie przestrzegałam instrukcji ;/ zmyłam farbę, wysuszyłam włosy, podeszłam do lusterka i ujrzałam "palącą się głowę"  - kolor najbardziej rozbuchanego ogniska, oczywiście nie miałam już czasu na malowanie, zresztą nie było też już żadnej innej farby pod ręką...  wybrałam się na zakończenie na którym  wszystkim wyjaśniałam,że był to zamierzony efekt, a faktycznie modliłam się aby impreza skończyła się jak najszybciej.... no ale nie o tym miałam pisać :)

hm...tak czy siak to wydarzenie spowodowało u mnie ciągłą chęć zmianę koloru, początkowo robiłam różnokolorowe pasemka ( różowe, niebieskie, zielone, fioletowe) bo włosy były oporne na przyjęcie jakiegokolwiek koloru na całość, zresztą odcień zawsze wychodził inny niż planowałam,  brązy wydawały się rude, na rudych praktycznie każdy kolor zmywał się w trybie natychmiastowym, włosy z czasem nabrały kolor dojrzałej wiśni, później przepoczwarzyły się  w burgundy na nie z tego co pamiętam  zastosowałam szarości które odczarowały klątwę czerwonych włosów i zamieniły je wreszcie w  brązowe, długi czas eksperymentowałam  z wszelakimi odcieniami i farbami.. palone brązy, czekolady, mroźne kawy.. było tych numerów mnóstwo... aż nastał pamiętny dzień, kiedy barwy tęczy powoli zaczęły się wyczerpywać i nadszedł moment sięgnięcia po tą najciemniejszą wersję :)  czerń ! to był kolor który z dumą nosiłam na włosach ponad  5 lat ;)  aż trudno sobie wyobrazić,że wytrzymałam z nią tak długo  ale naprawdę dobrze się w niej czułam :)

W lipcu 2013 roku postanowiłam  zmienić delikatnie odcień swoich włosów... głównie ze względu na odrosty... o ile tleniona blondynka z ciemnym odrostem może wyglądać nieźle to wersja odwrotna wygląda tragicznie - niczym łysy plac..

Wybrałam się do salonu fryzjerskiego, dekoloryzacja trwała ponad 6 godzin ( włosy jakieś 10cm za ramiona), zastosowano 1x demakijaż + 2x dekoloryzacja... włosy faktycznie zostały wyprane z koloru na już wspomniany wcześniej ognisty kolor...  długo zastanawiałam się nad wyborem  odcienia... początkowo miał to być popielaty brąz czyli coś pomiędzy ciemnym blondem a zimnym odcieniem brązu, ale Pani Kasia u której wykonywałam zabieg odradziła mi zimne odcienie bezpośrednio po zabiegu ściągania koloru, twierdząc, że efekt będzie widoczny do pierwszego mycia, później pigment będzie coraz bardziej słoneczny a nawet rudy... namówiła mnie na coś z ciepłej tonacji -kolor wyszedł zdecydowanie ciemniejszy niż sadziłam,  ku mojemu zdziwieniu włoski nie były zniszczone, zastosowano na nie maski proteinowe, zabieg dotleniający oraz olejek Kerastase. Zapłaciłam sporo za tą przyjemność ale bałam się wykonywać ten zabieg w domu ze względu na słabą kondycję włosów....

Odcień z każdym myciem spierał się coraz bardziej... wyglądał coraz gorzej... postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje łapki, zakupiłam  swoje ulubione farby L'Oreala i przystąpiłam do eksperymentów... niestety farba zbyt intensywnie podziałała na moje włosy... jasny brąz ( mimo iż trzymałam go krócej niż powinnam) wyszedł prawie,że czarny.... wyobraźcie sobie moje wnerwienie ;D !!!!  prawie 400zł fryzjer + farba 30 zł  i praktycznie jestem w punkcie wyjścia :(
uruchomiłam wujka google, znalazłam na forum fryzjerskim techniki rozjaśniania włosów a dokładniej ich odbarwiania więc postanowiłam wypróbować raz jeszcze... ryzykując spalenie doszczętne włosów


w tym celu zakupiłam polecany przez wszystkich preparat

ELGON   - zestaw składa się z dwóch saszetek nr 1 i 2 ( widziałam go u mojej fryzjerki więc wiedziałam, że będzie skuteczny), nabyłam go na allegro.pl kosztował 20,90 zł + przesyłka, zamówiłam dwa zestawy ( w obawie gdyby znowu coś poszło nie tak) skompletowałam zestaw narzędzi  i postępowałam wg. instrukcji :)  tzn.





Produkty potrzebne do samej dekoloryzacji : 

- żelowy ELGON  ( saszetka 1 i 2)
- czepek foliowy
- plastikowa miseczka
- rękawiczki
- coś do mieszania ( może być palec ;) )


Sposób postępowania :

1. Rozczesujemy dokładnie włosy które muszą być  SUCHE  i  CZYSTE  ( najlepiej umyć je dzień wcześniej szamponem, nie stosując już żadnych dodatkowych preparatów w postaci odżywek, maseczek,lakierów, pianek itp. - pozostawmy je w miarę wolne ;) )

2. Przygotowujemy produkt. ELGON nr 1 i 2 wlewamy do plastikowej ( to ważne) miseczki i dokładnie mieszamy.
3. Natychmiast po rozmieszaniu , równomiernie nakładamy produkt  na włosy w kierunku od końcówek ku górze... delikatnie wcierając produkt... pamiętajmy aby nie nakładąć go na miejsca naszych naturalnych włosów!!!

4. Po nałożeniu preparatu na pasma lub całość ( w zależności co chcemy uzyskać ) , nakładamy foliowy czepek , zostawiamy na 20-30 minut ( w ciągu tego czasu polecam co 5 minut zaglądać pod naszą "pieczarkę" aby kontrolować stopień odbarwienia)

5.Po czasie nie dłuższym niż 35 minut- należy spłukać preparat, polecam 10 minut pod kranem z bieżącą letnią wodą. Gdy czujemy,że nasze włosy są już czyste nakładamy  szampon ( producent poleca ten z ELGON-u, ja używałam zwykłego z Timotey)   i myjemy jak zwykle :)

6. Rozczesujemy włosy i suszymy ;)  jeżeli efekt nas zadowala - możemy przystąpić do nakładania farby, jeśli nadal są ciemne w stosunku do farby jaką chcemy nałożyć , można jeszcze raz wykonać zabieg dekoloryzacji

UWAGA ! PRODUCENT RZETELNIE INFORMUJE NA OPAKOWANIU, ABY PRZYSTĘPUJĄC DO KOLORYZACJI  ZDECYDOWAĆ SIĘ NA ODCIEŃ O 1-2 STOPNIE JAŚNIEJSZY NIŻ POŻĄDANY!! ( włosy są odbarwione , łuski otwarte więc pigment mocniej wniknie w strukturę ,  niestety nie zostałam o tym poinformowana przez fryzjerkę dlatego efekt był niestety słabo zauważalny...
wykonałam  zabieg we własnej łazience i muszę przyznać,że jestem pozytywnie zaskoczona :)
poniżej wklejam zdjęcia może mało wyjściowe ( bo bez makijażu) ale  zdecydowanie ukazujące moją burzliwą przygodę z dekoloryzacją :D


1. Zdjęcie z czarnymi włosami

2. Po dekoloryzacji w salonie

3.Zdjęcie po wyjściu z salonu już u mojego M., wlosy skrócone wygładzone Pani Czraodziejka -fryzjerka ujarzmiła moje siano na głowie ale i tak smutek na twarzy bo kolor wyszedł ciemniejszy niż obiecywała :(



4. Zdjęcie po pomalowaniu w domu L'Oreal-em, uwielbiam te farby ale tym razem strasznie intensywnie wniknęła włosy znowu czarne ... ( jedyne z make-upem się uchowało)

5. Na pohybel czarnym nikczemnikom - dekoloryzacja domowa ELGONEM ;)

6. Efekt koloryzacji L'Oreal-em 2 tony jaśniejszym ;) widać zdecydowanie różnice ;)




uff.. przebrnęłam... mam nadzieję,że dotrwaliście do końca i może ta notka okaże się dla kogoś pomocna :) kto wie ;) dajcie znać w którym kolorze mi najlepiej , no i oczywiście piszcie o Waszych koloryzacjach tych udanych bądz mniej:) na co zwracacie uwagę chodząc do fryzjera oraz czy częściej malujecie same włosy w domu czy ufacie jedynie profesjonalistom :)

ściskam :)
___________________________________________________________

NAJNOWSZY WPIS O DEKOLORYZACJI GDZIE ZESZŁAM Z BRAZU NA BLOND!  



Czytaj dalej »

18.01.2014

Ocena GLOSSYBOX - styczeń 2014 ! Czy wart swojej ceny ?

16 grudnia ok godz. 14.00 dostarczono mi świeżutkiego  GLOSSYBOXA.  W tym miesiącu firma uraczyła nas przepięknym,srebrzysto-szarym pudełkiem, zdecydowanie ładniejszym od grudniowego ;)




Zaraz po zdjęciu wieczka witają nas karteczki, w tym przypadku zaledwie 2 -jedna stanowi opis zawartości pudełka styczniowego, druga natomiast jest reklamówką jednego z produktów zawartego w pudełku.... ale po kolei :)


Pudełko jak zwykle ładnie zapakowane, tym razem jest to matowy czarny papier z sygnowaną naklejką firmy oraz wkład z czarnych harmonijkowych bibułek :)


z karteczki dowiaduję się, że w moim posiadaniu znalazł się zestaw C tzn.:



1. LIRENE - balsam do ciała Golden Charm - wg . producenta balsam ma nam pozwolić poczuć magię złotych drobinek na skórze które"błyszczą szlachetnym blaskiem" :D, zapach  ma być zmysłowy  a jego zadaniem jest "podkreślać nasze zmysłowe piękno". Ile w tym prawdy ???
Na pewno nie jest to balsam który zapewni Wam jakieś bardzo głębokie nawilżenie, ale jest naprawdę niezły,  konsystencja żelu wchłania się bardzo
szybko a  drobinki  których tak bardzo się obawiałam , nie są tandetnym brokatem a delikatnym złotym pyłkiem który nawet na mojej skórze nie wygląda jakoś ordynarnie :) Zapach przyjemny, ale ciężki do zidentyfikowania, tak czy siak znajomy ale nie sądzę aby był "zmysłowy";)   najfajniejsza w tym balsamie jest konsystencja - lekka, więc idealnie nadaję się na posmarowanie przed wyjściem gdy już jesteśmy spóźnione :)
cena regularna tego produktu to 16,99 za 200ml ( my otrzymujemy produkt o pojemności 75ml)




2. Drugim produktem jest 100% SPA BY  KARMAMEJU - Konjac Sponge Natural - producent informuje nas o działaniu złuszczającym i głęboko oczyszczającym  skórę twarzy, jednocześnie ma ona za zadanie regenerować ją  oraz stymulować przepływ krwi.
Jest to już mój drugi Konjac, w ubiegłym roku robiłam spore zakupy w sklepie internetowym i jako prezent zostałam obdarowana  tą wersją z likopenem, podeszłam dosyć sceptycznie do tego produktu, gąbeczka przeleżała jakiś czas w szafie, dopiero  w czasie wakacji kiedy moja twarz a dokładniej strefa T uległa silnemu poparzeniu słonecznemu postanowiłam po nią sięgnąć, nie wiem jak to możliwe, do dzisiaj się nad tym zastanawiam ale  produkt faktycznie przyspieszył regenerację naskórka, złagodził podrażnienia oraz zaczerwienienie, skóra wzmocniła się i wyraźnie wygładziła.
Nie wiem czy produkt dodany  do glossy również okaże się zbawienny dla mojej skóry , ale z wielką chęcią go przetestuje a później porównam obydwa produkty ;)  Jeśli jesteście zainteresowane to dajcie znać ;)
aha  cena produktu wg. glossyboxa to ok. 40zł, osobiście uważam,że gąbeczka kosztuje około 25 zł  (tym razem dostajemy pełny produkt)


3. Kolejnym kosmetykiem jest REGENERUM - Regenerujące serum do ust - które ma odżywiać nawet bardzo suchą i popękaną skórę, pielęgnować, nawilżać, odbudowywać warstwę lipidową oraz chronić je przed utratą wilgoci. Czy  faktycznie jest takim eliksirem na każde utrapienie ?  Używam jej intensywnie drugi dzień i muszę przyznać,że działa naprawdę fajnie, nawilża ale tak głęboko, jest tłusta ale nie pozostawia nieprzyjemnego lepkiego uczucia, ciężko mi to ująć ale wprowadza kojący stan, moje usta ostatnio były bardzo przesuszone ze względu na zabiegi fizjoterapeutyczne jakie musiałam przejść po porażeniu mięśnia  a pomadka ładnie je zregenerowała :) Jest mi trochę wstyd gdyż po otworzeniu pudła, byłam mocno niezadowolona,że trafiło mi się wersja uboższa z pomadką  a nie kremem ( krem duże opakowanie warte ok100zł ) sadziłam,że dostane kolejnego bubla do ust który zasili moją magiczną szufladę, a tu niespodzianka :) zwracam honor temu serum bo widzę,że  jest w stanie zdziałać cuda :)
cena produktu to ok.15 zł /5 g ( dostajemy produkt pełnowymiarowy)



Na koniec postanowiłam opisać produkty z których ucieszyłam się najbardziej ;) są to


4. BENEFIT COSMETICS  The POREfessional - zadaniem produktu jest nadanie jedwabistości naszej skórze, zminimalizowanie porów oraz wygładzenie zmarszczek, produkt podobno idealnie nadaję się pod makijaż, jest przeznaczony do każdego rodzaju cery.
Jest to produkt  o którym  w internecie mówi/pisze się sporo i jak najlepiej, przyznam,że nie miałam wcześniej z nim kontaktu, planowałam  zdobyć próbki w najbliższym czasie ale ku mej wielkiej uciesze glossy mnie wyprzedził  :) nie nakładałam jeszcze  go pod makijaż, ponieważ dzisiaj siedzę w domu i mam typowe domowe SPA ^^ więc nie pora i miejsce na makijaż a jedynie na zabiegi pielęgnacyjne ;)  przetestuje i dam znać czy wart jest swojej ceny :)
cena produktu 149 zł / 22ml ( my dostajemy opakowanie 3ml)




5. PANTENE PRO-V Nature Fusion Oil Therapy to chyba największe zaskoczenie z całego pudełka, bo o ile sporo dobrego słyszałam o POREfessional to arganowy olejek z Pantene na wstępie posądziłam o  niebotycznie obciążający produkt pseudo naturalny (jakich ostatnio pełno na rynku -wiem bo mam kilka takich niby olejków które bardziej szkodzą niż pomagają) w tym przypadku  myliłam się okrutnie...
wprawdzie olejek zawiera swoje drobne chemiczne dodatki ale działa rewelacyjnie, włosy są mięciutkie, sprężyste i faktycznie totalnie błyszczące , nie wiem jeszcze jak to jest z 24-godz, ochroną bo eliksir nakładałam około godz15, ale suszyłam je gorącym powietrzem i żadnego sianka nie zauważyłam :) więc póki co siedzę przy laptopie i co chwilę próżnie zaglądam w lusterko podziwiając jak pięknie wyglądają dziś moje włosy ;)))
cena tego produktu 21,99 za 100ml ( otrzymaliśmy produkt pełnowymiarowy)




Jak w tym miesiącu spisał się GLOSSYBOX ? 
5 produktów z czego :
   - 3 pełnowymiarowe
   - 1 z mojej listy życzeń
   - 2 nowości  które okazały się strzałem w dziesiątkę
   -  zero bubli których nie widziałabym komu oddać ( aby nie urazić) ;)
+ pudełko w totalnie moich barwach :)
+ rabat  do sklepu Yasumi  ( jeśli ktoś jest zainteresowany mogę udostępnić )
+ kupon na darmowy makijaż w Sephorze  kosmetykami Benefit ( a dokładniej serią przeciw błyszczeniu)



jestem bardzooo zadowolona :) a Wy Dziewczyny zamawiałyście styczniowego BOXA ? korzystacie z oferty SHINEBOXA czy GLOSSYBOXA ? który opłaca się bardziej ?? dajcie znać, chętnie poznam Wasze zdanie ;)


pozdrawiam cieplutko  :*

Czytaj dalej »

RED - czyli to co kocha chyba każda kobieta

Hej Dziewczyny :)

Nie wiem  jak Wy ale zawsze miałam problem z wybraniem tego ulubionego odcienia czerwieni, przesiadywałam godzinami w drogeriach poszukując tej idealnej barwy, gdy już podjęłam decyzje, skierowałam się do kasy, wróciłam do domu i nałożyłam lakier na płytkę okazywało się,że nabywałam dokładnie ten sam kolor tyle,że z innej firmy.

Przełom roku 2012/2013 był dla mnie okresem totalnego zamroczenia, ponieważ w mojej szufladzie przybyło ponad 30 lakierów oczywiście tylko w tonacjach czerwieni, powoli zaczynało brakować miejsca na przechowywanie tej  potężnej armii - nie miałam wyjścia, podświadomie ogłosiłam projekt (lakier) denko :)

w pierwszej kolejności zużyte zostały moje ukochane essie : - too too hot   
                                      - meet me at sunset

te dwa piękne lakiery królowały na moich paznokciach bardzo długo ! (nie dajcie się zwieść niektórym negatywnym opiom na temat tego lakieru, jeśli odpowiednio przygotujemy płytkę  to  przy średniej eksploatacji utrzyma się w stanie idealnym 4 dni, 5 dnia zauważyłam delikatne odpryskiwanie w górnej części płytki)




z czasem zbiór lakierów pomniejszał się, sukcesywnie opróżniałam komodę, głównie z drogeryjnych produktów,  sporo marek i jeszcze więcej serii, obecnie mam na stanie 15 sztuk, chciałabym Wam teraz pokazać i omówić lakiery z którymi muszę jeszcze chętniej lub mniej "współpracować" ;)

Przejdźmy najpierw do kolorystyki  (każdy numerek pokryty dwoma warstwami lakieru)


i mimo, iż na pierwszy rzut oka wydawać się mogą podobne to całkowicie różnią się jakością  oraz poziomem krycia

mój ulubiony odcień to  nr. : 4, 3, 2, 14, 6
najbardziej błyszczący to  nr. : 4, 14
najlepiej utrzymujący się  nr. : 3, 2, 10, 6
najlepiej kryjący to nr. : 2, 5, 9, 10
najtrudniejszy w zmyciu  nr : 11

lakiery które najchętniej bym kupiła z  tego zbioru  to  nr. : 3, 4, 2


1.RIMMEL - 60 seconds - 315 READY, A IM PAINT! (8ml)
2.ASTOR -Lacque Delux Lycra up to 10days - 835 DALHIA RED (12ml)
3.MANHATTAN -Lotus effect Longlasting - 45P (11ml)
4.KOBO - Colour Trends -17 Paris (7,5ml)
5.WIBO - Your Fantasy (11ml)
6.MAYBELLINE -Colorama (7,5 ml)
7.ADOS - Extra long lasting -591
8.CATERICE - Ultimate Nail LaCquer - 550 MARILYN & ME
9.SAFARI -Trendy Colour - 10 (12ml)
10.ASTOR -Lacque Delux Lycra up to 10days - 390 PLUM NECTAR ( 12ml)
11.RIMMEL - Lycra wear  10 + minnerals - 332 HOT ROCK (12ml)
12.RIMMEL - Lasting Finish - Lycra wear - 329 BLOOD RED ( 12ml)
13.??? 
14. ESSENCE -Multi dimession XXXL shine - 29 GLAM GIRL ( 8ml)
15.ASTOR -Quick'n'go! 60 sec.- 101 (8ml)


ze zbioru który został mi obecnie najchętniej kupiłabym ponownie lakier :

3- MANHATTAN - numer 45P to prawdziwa żywa czerwień, ale  na szczęście bardzo uniwersalna, dobrze wyglądająca zarówno w ciągu dnia jak i wieczorem, wygodny pędzelek pomaga aplikować produkt, lakier schnie szybko, jest trwały ( pierwsze odpryśnięcia zauważyłam około 4-5 dnia) bardzo wydajny -buteleczka az 11 ml a  na pokrycie wystarczą zaledwie dwie warstwy, jedyne co mi w nim brakuje to mocnego efektu lustra

4- KOBO - z numerem 17 Paris to podobnie jak w przypadku Manhattanu żywa czerwień z wygodnym pędzelkiem i długa trwałością, ogromnym plusem tego lakieru jest niewiarygodny połysk, minusem natomiast gorsze pokrycie - względnie wygląda przy 3 warstwach -najlepiej przy 4, przy takiej ilości aplikacji buteleczka 7,5 ml zostaje zużyta bardzo szybko

2 -ASTOR  - 835 DALHIA RED - lakier  całkiem niezły, ładnie wygląda przy nałożeniu 2 warstw, pędzelek równomiernie pokrywa płytkę, niestety na mojej płytce trzyma się bardzo krótko 3 dnia widać wyraźne odpryśnięcia, czy wart jest swojej ceny ? jeżeli jest na promocji można zaryzykować, w regularnej cenie nie skusiłabym się na niego ponownie

* chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na  ESSENCE -Multi dimession XXXL shine o numerze 29 GLAM GIRL  - ten lakier zaraz po pierwszym użyciu był fantastyczny, długo utrzymywał się na paznokciach, kolor był wyrazisty i tak jak wspomina producent bardzoooo błyszczący, byłam nim totalnie zauroczona, niestety z każdą aplikacją coraz bardziej zasychał i sprawiał ogromny kłopot w odkręceniu... ( stąd tez tak mocno zdewastowany korek)  czy spotkałyście się z tym lakierem ? macie jakieś doświadczenia z lakierami essence ? czy one wszystkie tak zasychają ?



Hm..zważając na niską jakość produktów które mi pozostały,sądzę,że uda mi się te zbiory opróżnić do końca lutego :) dlatego Dziewczyny jeśli znacie jakieś lakiery godne uwagi  :) piszcie ! chętnie je przetestuje ;)  
  pozdrawiam cieplutko !

Czytaj dalej »

21.12.2013

cała prawda na temat GLOSSYBOX grudzień 2013

Hej Dziewczyny ! 18 grudnia dotarł do mnie grudniowy GLOSSYBOX, chciałam od razu podzielić się z Wami informacjami dotyczącymi zawartości pudełka ale widziałam, że recenzje pojawiły się już w internecie dlatego postanowiłam najpierw przetestować produkty o których będzie mowa :)

Szata graficzna samego BOX-a jest zdecydowanie grudniowa, ładne, sztywne, czerwone pudełeczko z wdzięcznym malunkiem choinki  na wieku ( czy ładnym ? hm..kwestia gustu  ale niewątpliwie świątecznym)



Zdejmujemy wieko, a tam...







zaglądamy dalej do stosu karteczek  by dowiedzieć się o przysługujących nam  rabatach :
- 30% ( na jeden kosmetyk) lub -10%  na 1 zestaw świąteczny od YVES ROCHER
- 40 zł  rabatu do sklepu zalando przy zakupie na minimum 200zł
- oraz na 3 mini produkty za 35 zł od Bath&Body Works ważne jedynie w Złotych Tarasach i Galerii Mokotów do 15 stycznia



przejdźmy dalej ;) do tego co najważniejsze...



Pudełko jak widzicie zawiera jedynie 1 produkt pełno wymiarowy  i jest to  Nails inc. lakier do paznokci kolorze Victoria.  Kolor na pierwszy rzut wydaje się bardzo ciemny burgundowo-brunatny, ale po pomalowaniu  odcień zdecydowanie zmienia swą barwę na coś w rodzaju ciemnej wiśni.
Odcień Victoria zaraz po pomalowaniu jest niezwykle błyszczący, daje ładny efekt lustra, pędzelek jest wygodny i ogólnie dodaje + 5 do atrakcyjności ;)

Po trzech dniach intensywnej eksploatacji stwierdzam,że lakier  jest  bardzo trwały, mycie naczyń czy pranie nie spowodowały żadnych odpryśnięć, jedynie co mnie zaskoczyło to "wycierający " się efekt lustra, paznokcie nie są już tak błyszczące jak dnia  pierwszego czy drugiego.
Czy zapłaciłabym za ten produkt 55 zł w cenie regularnej ?  sądzę,że  tak ale tylko w odcieniu ulubionej czerwieni która najczęściej  noszę, bo nie ukrywajmy  cena jest dosyć wysoka jak na lakier do paznokci .



2. Drugim produktem jaki oferuje GLOSSYBOX  jest Nuxe huile prodigieuse - suchy olejek ze złotymi drobinkami ( 10 ml ).  Suchy olejek nie jest dla mnie jakąś nowością, miałam już do czynienia  z produktem od NUXE, używałam go kiedyś w wersji podstawowej  na twarz i idealnie  odżywiał moją skórę ( szczególnie w tym okresie jesienno-zimowym) dlatego ucieszyłam się widząc go w pudełku :) początkowo obawiałam się tych złotych drobinek, ale nawet ja  totalna bladolica wyglądam z nimi korzystnie, bo tak jak wspomniałam jest to delikatny złoty pyłek  który nawilża, rozświetla oraz  poprawia koloryt naszej skóry a nie obsypuje nas tandetnym brokatem .
Cena regularna produktu to 99 zł / 50 ml. Wart jest swojej ceny ale póki co zostaje przy naturalnym olejku araganowym.


3.Trzeci produkt to Yves rocher żel pod prysznic i do kąpieli -złota wanilia  50 ml
Nie ukrywam,że nie lubię kiedy  Glossy wrzuca do pudełek  produkty do kąpieli ponieważ, wolę testować kolorówkę lub produkty typowo pielęgnacyjne a i ja niechętnie zmieniam produkty pod prysznic bo jestem uzależniona od Original Source ale skoro już dostałam to postanowiłam  przetestować....
pierwsze wrażenie - ładna buteleczka, piękne drobinki, zapach typowo waniliowy - zapowiadało się nieźle... niestety płyn w kontakcie z wodą nabrał totalnie chemicznej woni iście przypominający olejki jakie używały nasze babcie do wypieków wielkanocnych, ciężki do spłukania, duszący nic nie robiący z naszą skórą... zdecydowanie nie polecam ;/ nawet za te 16,90 zł / 400 ml.


4.Czwarty produkt to Lierac Mesolift Serum ( 8 ml ) o bogowie :D  to chyba  najfajniejsza rzecz z tego pudełeczka. Jak podaję informacja jest to rewitalizująco-rozświetlające serum, po którym skóra ma być napięta, nawilżona i rozpromieniona , co o tym sądzę  ?  wszystko jest absolutną prawdą ! Bogactwo minerałów i witamin sprawia,że skóra faktycznie wygląda na wypoczętą już po jednej aplikacji.
Czy zamierzam kupić ten produkt  pełnowymiarowy  ?
Próbka jest malutka, 3 dni to stanowczo za mało aby podejmować taka decyzję ale niewątpliwie zwrócił on moją uwagę. Cena 169zł/ 30ml

5. Piątym produktem  jest 30 ml szampon regenerujący marki Wella.  Jest to produkt  z serii   system professional, ma on odżywić i zregenerować nasze włosy.  Czy jest dobry ? na chwilę obecną ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, włosy ładnie się układały, były miękkie ale nie wywołał on póki co jakiejś rewolucji na mej głowie, tubka jest mała ale spokojnie wystarczy jeszcze na 1 umycie włosów, więc może następnym razem wrócę do tego tematu. Cena  51 zł /250ml




jako bonusik dostałam  również 4ml saszetkę NUXA tyle, że bez drobinek ( przypadek czy pomyłka ?) hm... cóż wychodzi na to,że święta spędzę pod znakiem olejków ;D

Zastanawiam się czy GLOSSY  pakując pudełeczka faktycznie korzysta z naszego profilu piękna który wypełniamy na swoim profilu i czy zawsze  pudełko jednej z  nas jest równoznaczne cenowo z glossem innej :) A Wy co dostałyście w swoich pudełkach ? czy było warto zamówić GRUDNIOWEGO GLOSYBOX-a ? zamierzacie zamawiać pudełko styczniowe ?

pozdrawiam cieplutko  :*

Czytaj dalej »

14.12.2013

PRAWDZIWA REWOLUCJA - Rzęsy jak firanki :)

Hej Kochani  :) chciałabym się z Wami podzielić moim niezawodnym i najtańszym sposobem na wyhodowanie zdrowych i pięknych rzęs :) 

Jesteście zainteresowani ?  to zapraszam :)

Zacznę może od tego,że w dzieciństwie miałam dosyć długie i gęste rzęsy, jednak jako nastolatka trochę je zaniedbałam: źle dobrane płyny do demakijażu, nie zawsze dokładne zmywanie tuszu sprawiły, że rzęsy zaczęły wypadać, rzędy zdecydowanie się przerzedziły, nie mówiąc już o łamaniu się włosków i całkowitym ich zmatowieniu... byłam załamana z długich "firanek" zostały mi miotełki których pomalowanie sprawiało wielki kłopot a w efekcie końcowym oko i tak wyglądało jak oblepione nóżkami pająka :(  
zaczęłam więc ratować się różnymi rodzajami  odżywek :

- LOREAL Serum Re-Activant (przepotwornie sklejała rzęsy, zostawiała nieestetyczny nalot jak z kleju)
- FEG Eyelash Enhancer (działała dopóki była używana, w chwili odstawienia -rzęsy zaczęły wypadać 2xbardziej)
- Realash ( rzęsy zaledwie przyciemniały, nabrały delikatnego połysku -nic więcej)
- Eveline Serum 3 w 1 (nie zauważyłam aby cokolwiek  robiła na moich rzęsach)

stosowałam również tradycyjny olejek rycynowy, niestety przy aplikacji zdarzało się,że dostawał się do spojówki w efekcie czego czułam jedynie szczypanie a oko nie przestawało łzawić...
Naprawdę wydawało mi się,że jestem przypadkiem beznadziejnym do chwili kiedy nie zaczęłam uczyć się na egzamin z pediatrii... w jednej z mądrych książek przeczytałam o metodzie regeneracji przesuszonej buzi dziecka oraz włosków Tocopherylem ( czyli esterową formą witaminy E) oraz Retinolem ( witamina A) zaczęłam intensywnie poszukiwać kosmetyków które posiadają jak najwięcej ich w składzie a jednocześnie nie są produktami zbyt obciążającymi i ku mojemu zdziwieniu okazało się,że najbardziej odpowiednim produktem jest oliwka dla dzieci, postanowiłam spróbować...

od pół roku stosuje codziennie oliwkę w żelu  firmy Johnson & Johnson i oto co udało mi się osiągnąć :   




rzęsy po aplikacji oliwki




rzęsy po zmyciu pozostałości oliwki rano





                                               
rzęsy po zmyciu oliwki rano - bez makijażu



                                           
rzęsy po jednokrotnym przeczesaniu szczoteczką


Oliwkę najlepiej aplikować na rozgrzany gorącą wodą wacik kosmetyczny ( to najszybszy sposób )
następnie na zwilżony platek (ale nadal ciepły) wyciskamy ogromna krople oliwki, tak przygotowanym płatkiem delikatnie przesuwamy po rzęsach na zamknietej powiecejesli została znaczna czesc na nich niczym sie nie przejmujcie, oliwka w żelu jest dosyc gesta wiec nie ma tendencji spływania, mozecie tak siedzieć przed komputerem , czytac, spać oliwka nie powinna sprawiac problemu :) jesli macie natomiast więcej czasu to najlepiej nanosić żel oczyszczona szczoteczką po tuszu lub drobnym pędzelkiem :) ja akurat często wykorzystuje stary pędzelek do eyelinera ( idealne ścięcie pozwala mi umiejetnie nałozyc ja przy samej linii skóry)

Cóż to byłoby chyba na tyle ;) pamietajcie zmywac oliwke rano lub po paru godzinach :)

Jesli macie jakieś pytania to piszcie :) spróbuje pomóc ;)
pozdrawiam ciepło :)

Czytaj dalej »