24.03.2015

O TYM JAK NAMAWIANO NAS DO PALENIA.../ SPOTKANIE BLOGGEREK W CHEŁMIE / MARZEC 2015





Hej Kochane ! 

W ubiegłą sobotę miałam przyjemność ponownie odwiedzić Chełm, jeśli jesteście ze mną od dawna to zapewne pamiętacie huczne Mikołajki u Gessler ;D ( a jeśli nie to zapraszam do nadrobienia zaległości :D)  W roli wspaniałych organizatorek spisała się wtedy Klaudia i Marta :)  Dziewczyny to prawdziwe profesjonalistki , udowodniły to również tym razem :) Ale zacznijmy od początku... :) 


Jak już zdążyłam się wygadać, organizatorkami były Klaudia i Marta. Dziewczyny jako miejsce obrały stosunkowo niedawno otworzoną L.A. CAFE Chełm


Cóż mogę napisać  o samej kawiarni ? Miejsce  całkiem łatwe do odnalezienia na mapie ( nawet dla prowincjuszy :P), w środku niezwykle przytulnie ( cegła na ścianie to jest miejsce w którym czuje się najlepiej) , obsługa  sprawna i sympatyczna, ciasto różnorodne a mrożona herbata i latte fenomenalne szczególnie mogę polecić mrożoną mango i bananowe latte ;)  Był tez prowiant na drogę ale o tym może później :) 





Spotkanie rozpoczęło się o 12.00, również w samo południe obecnością zaszczyciła nas Wiola K. właścicielka  znanego (przynajmniej  lubelskim amatorom pięknych woni) Imperium Zapachów. Swoją działalność prowadzi z narzeczonym, widać,że jest ekspertem a cudowne aromaty są jej wielką pasją. Cudownie było posłuchać  kogoś kto uwielbia swoją pracę :)

Wiola na spotkanie przybyła z przeogromną ilością świec, wosków, samplerów no i oczywiście tumblerów Kringle Candly, na punkcie jednego z nich zwariowałam <3 ! Zamierzam już  na dniach odwiedzić ul.Orkana 4 i zdobyć to cudeńko :) 














W trakcie prezentacji stale poznawałyśmy praktyczne porady, Wiola zdradziła nam trochę sekretów dotyczących palenia, zwróciła naszą uwagę m.in. na błędy oraz powody dlaczego świeca nie spełnia oczekiwań.
Rozpoczęło się wąchanie  i poszukiwanie upragnionych aromatów :)





W trakcie spotkania odkryłam praktycznie 100% zgodność zapachową z Marzeną :) Też uwielbia słodkie zapachy ^^
Po długich poszukiwaniach wreszcie znalazłam faworytów ;) Co mnie zdziwiło ulubione zapachy znalazłam w Village Candle :)

Vanilla Caramel Swirl
Cranberry Grapefruit
Blueberry Muffin 








 
Black Cherry 
Raspberry Vanilla
Cherry Vanilla Swirl
Lemon Pound Cake
Palm Beach
Tea Time



Spellbound (Kringle Candle)
Espresso Crema ( Kringle Candle)


Na koniec spotkania z Imperium Zapachów, Wiola podarowała wszystkim uczestniczkom  prezenty, oprócz paczuszek mogłyśmy same wybrać sobie zapach który zabrałyśmy do domu :)
Długo się zastanawiałam co wybrać, wahałam się między Spellbound a Cherry Vanilla ale w końcu wybrałam lody wiśniowo-waniliowe !












Jak zwykle w gronie Dziewczyn  nie można się nudzić, był czas na pogaduchy, pycha jedzonko i aromatyczną kawę :)   






Czas gonił nas nie ubłaganie, więc Klaudia  rozpoczęła rozdawanie prezentów od sponsorów.












































 





( moje najlepsze zdjęcie ze spotkania ;D ) 










Oczywiście nie byłybyśmy sobą gdyby  naszemu spotkaniu nie przyświecała jakaś dobroczynna idea :)  Tym razem  postanowiłyśmy pomóc psiakom i kociakom ze Stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt

O Nawet jeśli nie planujecie posiadania nowego zwierzaka, ale macie odpowiedzialnych znajomych  którzy pragną  mieć swojego futrzaka to polecajcie tą stronę , kochane maluchy  czekają na prawdziwy dom i najlepszego przyjaciela :)



 Spotkanie minęło błyskawicznie , mimo małej liczby osób  nie było okazji aby się  nagadać  tak jakby się chciało :) Wierzę,że wkrótce spotkamy się ponownie i nadrobimy :) może tym razem uda się w Lublinie  :)  


Na koniec nasza wspaniała grupka :)







 od lewej :)  Klaudia ,Asia ,Monika , KarolinaMartaja , MarzenaMałgosia :)


PS. ...wracając do prowiantu bo przecież musiałam jeszcze coś nabyć dla siebie i M. ;)
W  L.A. Cafe Chełm znajdziecie też inne łakocie, np. te chmielowe ;) Kawiarnia  bogata jest w piwa URSA , nabyłam Dwa Misie i Renegata  :)  Miśki smakowo wkomponowały się idealnie w moje gusta :)




_____________________________________________________________________

Jeśli jesteście zainteresowane  co dokładnie znalazło się w moich paczuszkach to zapraszam na następny post :) będzie o sponsorach , jakości kosmetyków  i innych  produktów jakie dostaję bloggerki na spotkaniach :)
___________________________________________________________________________

* Daję znać,że do końca rozdania zostały 4 tygodnie  :)
Każdy ma szanse wygrać a nagroda rośnie w siłę:) zachęcam więc do udziału :)

Czytaj dalej »

17.03.2015

REWOLUCJA W ŚCIERANIU ? POZNAJ MIĘTOWY PUMEKS -PEELING / PUMICE / I.M.P.A

 Hej Kochane !



Tym razem  przybiegam podzielić się w Wami  moim nowym ulubieńcem :) Na grudniowym a dokładnie mikołajkowym spotkaniu bloggerek zostałyśmy obdarowane tajemniczymi buteleczkami. 



































Chyba żadna z nas nie spodziewała się,że tak skromnie wyglądające opakowanie może zawierać w sobie tyle magii i dobrodziejstwa . Produkt o którym mowa to  PROSZEK PUMEKSOWY  i jest to totalną świeżynką od firmy I.M.P.A.  

Ta niepozorna mleczna buteleczka  zawiera w sobie unikatowy i niezwykle  drobny proszek, który zarówno strukturą jak i kolorem,bardziej przypomina niezwykle drobną sól do kąpieli niż standardowy pumeks. 

Proszek  jak informuje producent jest "nr 1 w usuwaniu zrogowaciałego naskórka " i tu bezapelacyjnie muszę a nawet chce się zgodzić, to co robi z szorstką skórą to bajka :) Nie wiem jak Wy ale dotychczas  nie używałam zwykłym pumeksów w "kostce"  jakoś stosowanie ich wydawało mi się   obrzydliwe ze względu na gromadzącą się tam wioskę bakterii. Jeśli już musiałam  to zazwyczaj stosowałam szorstkie rękawice ,  papierowe ścierki lub gąbki konjac i oczywiście mnóstwo peelingów o różnej fakturze i zapachu . Dopiero od niedawna  moja peelingowa historia podskoczyła i obróciła się robiąc przewrót o 180 stopni, ale  zacznijmy od początku i poznajmy sprawcę całego zamieszania :) 

I.M P.A to nic innego jak  drobno zmielony pumeks, zamknięty w skromnym ale i bardzo wygodnym opakowaniu z miękkiego plastiku ( fliptop -pojemność 80g). Zamykany jest na mocnym korkiem ze średnim otworem wylotowym. 








 
Otwór jest wystarczający, potrafi precyzyjnie dawkować odpowiednią ilość naszego magicznego pyłu .
Trzeba jednak uważać aby " wylot" był suchy - raz zamoczyłam wilgotną dłonią i szybko zapchał swe ujście..



Drobinki jak widzicie są średniej grubości, niech Was to nie zmyli...  potrafią poradzić sobie z najbardziej wredna i suchą strukturą...  

Zapytacie pewnie w jaki sposób stosować owe drobinki, sposób użycia jest prostszy niż można to sobie wyobrazić :)
Proszek wysypujemy z buteleczki, mieszamy go z dowolnym żelem  pod prysznic/olejkiem i masujemy, aż do chwili uzyskania pożądanego efektu :) 

Ile proszku należy użyć ? Wszystko zależy od nas, miejsca zastosowania i efektu jaki chcemy uzyskać, parę ziarenek dodane do żelu do twarzy, delikatnie usunie suche skórki, większa ilość proszku zmieszana z żelem czy płynem pod prysznic świetnie sprawdzi się jako peeling a na zniszczone stopy podejrzewam,że sprawdzi się świetnie z  oliwką :)



Producent informuję nas również o drugiej, mniej kosmetycznym zastosowaniu tego produktu :) ale o tym polecam poczytać na stronie  PUMICE :) 


I.M.P.A dostępny jest w  6 kolorach : miętowy, fioletowy, niebieski, czerwony (różowy), biały, żółty :)

____________________________________________________

OCENA : 

+ za wspaniały pomysł producenta ( pumeks w proszku)
+ za idealne wykonanie ( idealna grubość drobinek)
+ za wygodne opakowanie
+ za uniwersalność produktu ( w zależności od ilości  stosujemy an różne partie ciała)
+ za higienę ( pumeks w butelce, czysto, sucho) 
+ za wymarzony efekt gładkiej skóry
+ za długi termin przydatności
+ za możliwość łączenia ze wszystkimi produktami ( olejki, żele, kremy, mydełka, płyny itp.)
+ za brak zapachu
+ za inne nie kosmetyczne zastosowania 

+/- za małą dostępność
+/- cena ( niestety nie nzma jego ceny, brak tej informacji na stronie producenta)

- za brak informacji o produkcie na opakowaniu


Jaka jest moja ocena ? 

9/10 ! Mimo braku informacji na opakowaniu, obecnie nie wyobrażam sobie innego produktu do peelingu ,  mnie ten produkt oczarował i rozkochał w sobie od pierwszego użycia, dzięki niemu ( mam nadzieję raz na zawszę) pozbyłam się suchych skórek na łokciach a całe ciało nabrało dodatkowej gładkości :) Uwielbiam jego uniwersalność oraz to,że w zależności od nastroju w danym dniu mogę połączyć go z żelem owocowym a innego dnia z płynem miodowym a efekt nie ulegnie zmianie.
Jedyne co mnie martwi to jego dostępność próbowałam kontaktować się z producentem, ale  póki co nie dostałam wiadomości zwrotnej, jeśli byłaby taka możliwość kupie całą zgrzewkę, bo produkt naprawdę idealny i z łapką na serduchu szczerzę go Wam polecam 


Jeśli Skarby słyszałyście o nim , albo znacie miejsce gdzie można go zdobyć to dajcie znać, sprawicie mi ogromną radość :) 
Która z Was  byłaby zainteresowana takim produktem  :) ?  A może miałyście już okazję go testować ? Pochwalcie się  :) 


Ściskam i pozdrawiam :) 

Czytaj dalej »

22.02.2015

TUNING ZA NIECAŁE 2 DYCHY ! - CZYLI PODRASUJ SWOJE OKO...

Hej Kochani 
Jeśli mnie dzisiaj odwiedziliście to znak że wierzycie w TRANSFORMACJĘ a jeśli chodzi o przeobrażanie to mam dla Was tusz który niczym wszechiskra ożywi Wasze oko i nada spojrzeniu +10 do wyrazistości :)

W tej notce niczym prawdziwi mechanicy , nie ględzimy o zbytecznych tematach, od razu bierzemy się do pracy !

 



Najpierw poznajmy sprawcę całego zamieszania : 
tym razem to EVELINE - BIG VOLUME PROFESSIONAL MASCARA - wersja seledynowa o dźwięcznej nazwie Natural BIO Formula 

Krótkie zapoznanie się ze sprzętem  / Dane techniczne :

Pojemność : 10 ml

Kolor : DEEP BLACK - głęboka, połyskliwa czerń

Formuła : BIO - oparta jest na naturalnych składnikach m.in. D-panthenol, wyciąg z wosku carnauba,  ekstrakt z jojoby, naturalne/ mineralne pigmenty itd.

Szczoteczka : BOLD & FLEXY - średnia wielkość, mega elastyczność i dobra przyczepność




Skoro znamy i mamy już narzędzie to przejdźmy do działania -  TUNINGOWANIA !


ETAP 1 

Wersja początkowa jak widać uboga, wprawdzie  gęsta,  ale bez koloru i połysku , nazwana nawet dzisiaj "przybrudzoną " ;)


___________________________________________


ETAP 2

Po zastosowaniu jednej warstwy  "seledynowej" BIO Formuły   - widoczne ożywienie, rzęsy schwytane, wyczesane, wydłużone, uniesione i  niewiarygodnie sprężyste... Kolor intensywnie czarny i  niezwykle połyskliwy.

Szczoteczka precyzyjna, nawet nie narobiła większych szkód ( jedynie dwa widoczne na zdjęciu upaćkania, ślady łatwe do usunięcia wacikiem (pałeczką) i płynem micelarnym)



+ ( dodano cień z paletki MUR I <3 Chocolates, pigment Mariza  i Eyeliner RIMMEL SCANDALEYES)
 ___________________________________________






ETAP 3

Po dwu godzinnym  harcowaniu  - ( jak widać na załączonym durnym selfie ) - spore zaskoczenie - zero osypek, kolor nadal czarny, rzęsy nadal sprężyste i uniesione.  Zachwyt nad zachwytami !!!

                                    ___________________________________________





ETAP 4


Po 10 godzinnej eksploatacji  - jak widać  tusz nadal wspaniale utrzymuje się na końcach włosków,
kruszenie ( przy nałożonych dwóch warstwach)  - cóż, ciężko o tym wspominać bo jedyna osypką jest to co widzicie na tym zdjęciu, jakieś sporadyczne drobinki. Tusz nadal czarny, włoski w dalszym ciągu elastyczne.  Naprawdę jestem miło zaskoczona !






Przejdźmy do oceny :

+ za wygodne opakowanie
+ za gibkość i "czepność" szczoteczki
+ za konsystencje ( nietypowa, bardzo spójna, przypominająca trochę, hm..gęsty olej??)
+ za przyjemny  zapach
+ za ładne rozczesywanie
+ za intensywny kolor
+ za przyjemny efekt, miękkich, sprężystych rzęs
+ za nie osypywanie się
+ za łatwe zmywanie ( płyn micelarny)
+ za dostepność
+ za skład
+ za cenę 18 zł


+ /-  nie byłabym sobą gdybym oczywiście się do czegoś nie przyczepiła, o ile opakowanie jest mega - wygodne, opływowe , fajnie leży w ręce to kolor nie zachwyca, szata graficzna tego tuszu niestety nie wybija go z szarej masy drogeryjnych kosmetyków do oczu  - wielka szkoda bo mascara jest pierwszorzędna i zasługuje na lepszy design - jakiś streetart albo inny nowoczesny wzór, który swoją niebanalnością przekaże jak wartościowy jest to produkt, mi nasuwają się dwa pomysły z ta lekkością i sprężystością - srebrne opakowanie w kolorowe sprężynki lub białe opakowanie w kolorowe ręcznie rysowane dmuchawce, coś takiego z przymrużeniem oka :D mamy teraz taaaaakie technologie, ogromne możliwości więc czemu tego nie wykorzystać ??
(chyba mnie poniosła wyobraźnia , ok urywam ten watek :D)



- znalazłam też minus,  popatrzcie poniżej - strasznie się to brudzi ;/










 - w trakcie pisania notki a dokładnie przed chwilą odkryłam drugi minus !!!  ściera się pod wpływem ciepła ten czarny nadruk na opakowaniu , ale nawet po wytarciu  ciemnej nawierzchni widoczna jest nazwa produktu w szarości, tak czy inaczej czułam się w obowiązku poinformowania Was o tym ;) dla









Osobiście uważam,że to genialny tusz  i autentycznie ostatnio nie maluję się żadnym innym..
Efekt jaki daje ta szczoteczka porównywalny jest dla mnie do Million Lashes - L'Oreala , a jeśli mam już porównywać to nie mogę wspomnieć o cenie jednego i drugiego,  60 a 20 zł... no wiecie, jest różnica :)  ( Zawsze  zostają dzięgi na coś innego ;D np. na nową paletkę the Balm  :D )



Jak oceniacie ten produkt ?  Jakie są Wasze hity w świecie przetestowanych tuszy, chętnie się dowiem:)


ŚCISKAM :**

_________________________________________________________________________

* BO ZAPOMNIAŁAM, JESZCZE SPRAWY ORGANIZACYJNE - SZYKUJE ROZDANIE -CHCECIE PACZKĘ NIESPODZIANKĘ Z KOLORÓWKĄ ( TWARZ, PAZNOKCIE) CZY JAKĄŚ  PACZUCHĘ KTÓREJ ZAWARTOŚĆ JEST ZNANA OD RAZU :) ? 






Ps. Żeby później nikt mi nie zarzucał - mascarę przywiozłam ze Spotkania Lubelskich Bloggerek w Chełmie,  był to jeden z produktów jaki firma  Eveline  podarowała mi do testów .
Pamiętajcie jednak,że w żaden sposób nie wpływa ten fakt  na moją subiektywną opinię wyrażoną w tym poście. Zawarłam tu ( tak jak zawsze) jedynie swoje przemyślenia i odczucia związane z użytkowania tej mascary.

Czytaj dalej »

20.02.2015

ORIENTALNY OLEJEK / MARION - KOKOS + TAMANU - NABITA W BUTELKĘ ???


Hej Kochane  :) Tak jak wspominałam w poprzednim poście ostatni miesiąc minął mi pod znakiem  SESJI a dokładniej pod okropnym hasłem ZARZĄDZANIE, nie jest to moja bajka dlatego aby kompletnie nie ześwirować parę godzin w tygodniu poświęcałam między innymi na uzupełnienie swoich potrzeb ( w tym również kosmetycznych ;) ) Będąc na poszukiwaniach mojego ulubionego ostatnimi czasy pudru  znalazłam w drogerii  olejek do włosów i pewnie nie kupiłabym go sama z siebie gdyby nie ogromna obniżka z 7,99 na  3,99 :)  Nie pisałam Wam na swoim fanpage o tej promocji bo nie lubię zachęcać do zakupu  w ciemno, ale teraz już stosowałam ten produkt i z ręką na serduchu mogę Wam co nieco o nim napisać :) Jesteście ciekawe ? Zapraszam :) 
Kosmetyk o którym wspomniałam powyżej to  Olejek Orientalny firmy Marion. Nie rozumiem dlaczego został tak przeceniony...data ważności jest jeszcze długa, konsystencja w sklepie wyglądała na prawidłową, a buteleczka też była zimna więc jakieś wzmożone promieniowanie też na nią raczej nie oddziaływało... Tak - wiem... jestem dziwna zamiast cieszyć się z oferty ja zaraz uruchamiam swoją podejrzliwość i szukam  powodu obniżenia ceny... Dlatego nie byłabym sobą gdybym nie zbombardowała  ilością pytań pani ekspedientki- Kamili bo tak mówiła o niej plakietka, oczywiście w końcówce  dowiedziałam się,że produkt jest świeży i taką dostali ofertę, więc uległam - wrzuciłam do koszyka i nawet tak bardzo nie trzymałam kciuków aby  kosmetyk nie okazał się total bublem , bo jednak kupiłam go w szalonej ofercie a kwotę 4 zł. jakoś przeżyję ;D Tak czy inaczej  przejdźmy do samego produktu :)

Olejek który wybrałam  jest jednym z czterech w tej serii. Każdy kolor odpowiedzialny jest za inny rodzaj pielęgnacji włosów tj. : 

1. ZIELONY  - wzmocnienie 
2. RÓŻOWY - nawilżenie 
3. ŻÓŁTY - regeneracja
4. CZERWONY - odżywienie

W drogerii wybrałam numer 1. Zielony olejek Orientalny odpowiedzialny za wzmocnienie włosów - seria KOKOS, TAMANU. Mój przeznaczony jest do włosów osłabionych i delikatnych.  Wybrałam ten produkt ponieważ lubię olejek Tamanu, stosowałam go 2 lata temu na  moje  dosyć poważne poparzenia słoneczne i sprawdził się świetnie dlatego gdy ujrzałam go na półce i to jeszcze w tak niskiej cenie to chciałam wypróbować go na włosy. 

Jeśli olejujecie swoje głowy ;)  lub używacie naturalnych składników to orientujecie się jakie wspaniałe właściwości niesie ze sobą  stosowanie o. kokosowego, ale zapewne nie dla wszystkich tak oczywiste są bogactwa płynące z używania o.tamanu :) 

Olej powstaje z tłoczenia (na zimno)  nasion  wiecznie zielonego drzewa Tamanu. O drzewie tym usłyszałam pierwszy raz dosyć dawno, będąc jeszcze na Architekturze krajobrazu i muszę przyznać, że samo w sobie jest dosyć niesamowite, kwitnie dwa razy w roku i obradza w owoce przypominające na pozór  śliwkojabłka :) Z każdego owocu wybiera się pestkę a następnie suszy przez przynajmniej 2 miesiące aby później zebrać je i w sposób prasowania na zimno wytłoczyć z nich olej o tej samej nazwie.

Sprawdzi się on szczególnie  na zmiany skórne, blizny, tradzik, zrogowacenia, zmarszczki , oparzenia słoneczne, grzybicę stóp, rany, świeże rozstępy czy nawet na pojawiające się żylaki bo umiejętnie stosowany ładnie poprawia krążenie.

Pierwsze wrażenie 
Oczywiście wygląd jest kwestią sporną  więc nie będę się tutaj o nim przesadnie rozpisywała, skupie się raczej na praktyczności...
Opakowanie schludne, czytelne  -  producent opisuje zastosowanie, sugeruje sposób użycia, zamieszcza skład, temp. prawidłowego przechowywania, numer serii i okres przydatności. 



Buteleczka, plastikowa, malutka ( 30ml) ale dobrze mieszcząca się w dłoni. 
Plastik opakowania twardy, odporny na upadki ( wybitnie to przetestowałam)   troszkę gorzej ma się zatyczka - tworzywo sztuczne z gatunku "kruchych" -  nie polecam rzucać, stawać na nią itp ;)



Pompka z gatunku solidnych, twarda, stabilna, wygodna, nie odnotowałam zapowietrzenia, dozuje jedną małą kroplę.

Konsystencja ?
Totalnie typowa dla olejków drogeryjnych 

Kolor ?


W buteleczce  - przezroczysty, lekko podbarwiony zielenią  ale nutkę tą widać tylko w dużym skupisku  tzn. w pojemniczku, po nałożeniu na rękę koloru  praktycznie nie zauważymy :) 


Zapach ?

Intensywny, lekko słodkawy ale z wyczuwalną kwiatow -trawiasta nutą. Na rozpuszczonych włosach wyczuwalny przez około godzinę, na włosach " w kulkę"  utrzymuje się znacznie dłużej :)


Skład  : 

Cóż... same się  przyjrzyjcie...


  • Cyclopentasiloxane - silikon lotny, działa kondycjonująco
  • Dimethiconol - silikon ( polimer) rozpuszczalny w wodzie, chroni przed czynnikami zewnetrznymi jak wiatr, mróz , słońce, wygładza  i nadaje połysk 
  • Dimethicone - silikon rozpuszczalny w wodzie, tworzy na powierzchni skóry włosa film, lecz nie powoduje zaskórników
  • Pentyl trimethicone - silikon ( dość lekki) , zmywalny szamponem 
  • Isopropyl myristate - właściwości emulgujące, zmiękczające
  • Parfum - zapach
  • Parsea Gratissima oil - olej z awokado, mocno nawilża, natłuszcza, wygładza - opóźnia procesy starzenia, ma dużo witamin i mikroelementów ,nadaje włosom połysk, miękkość, zwiększa objętość, przydatny w pielęgnacji suchych włosów
  • Cocos Nucifera oil - olej z kokosa, bogaty w wit. E, dobroczynne kw. tłuszczowe, minerały 
  • Olea Europaea fruit oil - olej z oliwki europejskiej, odżywia i nawilża
  • Calophyllum inophyllum seed oil - olej z pestek tamanu, nawilża, odzywia
  • Tocopheryl acetate - wit.E, przeciwutleniacz, nawilża , odbudowuje skórę
  • Ascorbyl Palmitate - pochodna wit. C, przeciwutleniacz
  • Butylphentyl methylpropional (Lillial) - składnik kompozycji zapachowych ( alergen)
  • Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde - składnik kompozycji zapachowej , imituje zapach lilii, fiołka i cytryny, ( alergen, ale stosowany w małej ilości nie powinien uczulić)
  • CI 47000 - barwnik
  • CI 61565 - barwnik

Moja opinia : 

Niby skład nie jest tragiczny, ale ciężko tu mówić o prawdziwym olejku tamanu , czy w ogóle sygnować ten produkt taką nazwą skoro figuruje ten składnik dopiero na 10 pozycji, zresztą kokosowy niewiele wyżej bo na 8. 
Szczerze to nie spodziewałam się wiele bo w końcu 4zł i na opakowaniu nazwa "olejek" a nie olej, ale mimo wszystko czuje się wprowadzana celowo w błąd, nie lubię takich zagrywek...
Jeśli produkt jest dobry  to obroni się sam, nie trzeba mydlić oczu i wmawiać naturalnych składników... No sorry ale taka jest moja opinia...

Jeśli chodzi o sam kosmetyk to nie ma tragedii, włosy faktycznie są błyszczące, dosyć miękkie - jest to zapewne zasługa silikonów- których jest trochę w składzie i jak już zdążyłyście się zorientować - uplasowały się na pierwszych czterech miejscach ... 
ale faktycznie - widać po jednym zastosowaniu "wzrokowe" polepszenie kondycji włosa....


Ocena : 

+ za opakowanie
+ za konsystencje
+ za efekt na włosach ( miękkie, błyszczące)
+ za cenę

+/-  za zapach  ( dla mnie ładny ale niestety sztuczny , nie ma nic wspólnego z prawdziwym zapachem oleju kokosowego czy tamanu)

- za silikony
- ZA WPROWADZANIE KUPUJĄCEGO W BŁĄD 
- za słabą zatyczkę

Czy zamierzam kupić go ponownie ? Jeszcze nie wiem,  trochę zraziło mnie to wprowadzanie w błąd, zresztą moję włosy na dłuższą metę nie przepadają za silikonami i wyglądają wtedy gorzej niż jak przed kuracją, trzeba je wtedy oczyszczać odpowiednimi szamponami, więc po co to robić ? lepiej chyba wyeliminować  silikony z produktów... 
Tak czy inaczej teraz zamierzam kupić prawdziwy, naturalny olejek tamanu.



A Wy olejujecie włosy ? co polecacie ?  Podzielcie się swoimi sposobami :)

________________________________________________________________________

Na koniec jeszcze raz gratuluję Ekstrawaganckiej  wygranej :) i zachęcam Was do śledzenia mojego facebook-a  i  bloga - Jeszcze w tym miesiącu pojawi się nowe rozdanie :)

_______________________________________________________

Jeszcze coś Wam pokażę, dzisiaj kupiłam sobie nowy kominek, kupiłam parę wosków i odebrałam
nagrodę za konkurs- jesli jesteście ciekawe co wybrałam , to więcej zdjęć wrzuciłam na  na facebooka :)


A teraz już ściskam i lecę testować nowy zapach Y.C. :) 

Buźki :*



.
Czytaj dalej »

10.02.2015

EVELINE EXTRA SOFT - S.O.S - POMOC NADCHODZI ! POZNAJ MULTIODŻYWCZEGO WYBAWCE BARDZO SUCHEJ SKÓRY

Hej Kochani :))Ogłaszam wielki POWRÓT :D, zdecydowanie wracam do świata żywych :D Sesja wypompowała ze mnie wszystkie siły, ale uśmiech Ukochanego, pyszna czerwona herbata,spora dawka ulubionej muzyki i dwa dni wolnego sprawiły,że zregenerowałam się i naładowałam baterie na przyszły kwartał :)  Przez te 3 tygodnie kiedy tu nie zaglądałam przetestowałam naprawdę ogrom kosmetyków, znalazły się tam zarówno buble jak i totalne hity ! O jednym z nich napiszę Wam dzisiaj :)  Zima to wiadomo ciężki okres dla naszej skóry i nie ma większego znaczenia czy mamy ją suchą, tłustą czy z niedoskonałościami, problem dotyczy każdego z nas. Najważniejsze to zadbać o odpowiednie odżywienie/natłuszczenie  aby wyeliminować problemy związane z pieczeniem , pękaniem, szczypaniem, zaczerwienieniem no i powszechnymi suchymi skórkami.  Dotychczas jedynym ratunkiem były dla mnie masła do ciała, które pięknie nawilżały, zapachy miały obłędne ale niestety posiadały też jedną,wielką wadę - strasznie długo się wchłaniałyMoja skóra jest tak delikatna i sucha,że wymaga  również nawilżenia rano ( przed ubraniem się) -dlatego niezwykle ważne jest dla mnie to aby produkt którego używam, wchłonął się dosyć szybko i przy okazji nie wybrudził połowy pokoju :)  Po mleczko sięgnęłam przypadkiem i muszę się Wam przyznać,że żałuję,że tak późno trafił w moje łapki :)  O jakim mleczku mowa ??  EVELINE - EXTRA SOFT- S.O.S - Skóra sucha/ bardzo sucha.   
Tak jak wspomniałam wcześniej, po mleczko sięgnęłam przypadkiem , zalegało jakiś miesiąc w domu i czekało na swoją kolej, nie używałam go wcześniej ponieważ miałam inne otworzone balsamy a jak się już orientujecie z poprzedniej notki - teraz zużywam zapasy i dbam o terminy przydatności :) 
Ale wracając do tematu...nie sięgałam po niego wcześniej bo dosyć sceptycznie  podchodzę do kosmetyków które obiecują złote góry, ten wręcz krzyczał bogactwem informacji : SOS, MULTIODŻYWCZE, SZWAJCARSKA RECEPTURA, KOMPLEKS 5X, PROFFESSIONAL, INNOWACJA itd :) Wyczuwałam jakiś bubel i teraz jest mi wstyd... bo mleczko okazało się niesamowite !!!Ale powolutku :) Zacznijmy od początku :))

Jak informuje producent mleczko zostało opracowane specjalnie na potrzeby skóry suchej i bardzo suchej, opracowana technologia "PRO COMFORT Skin™ "  ma zapewnić łatwiejsze wnikanie składników odżywczych w głąb skóry i wielokrotnie zwiększać ich działanie. Formuła mleczka oparta jest na szwajcarskiej recepturze opierającej się na wysokim bogactwie mocznika.

Oczywiście nie jestem w stanie rozszyfrować tej technologii w swoim domowym zaciszu ale mogę zweryfikować sam skutek działania tego mleczka na bardzo suchej skórze.


Mleczko zawiera naprawdę multi skład  :) 

+BIO-HYALURON 4D  - wysokie stężenie
+KWAS HIALURONOWY  - głęboko nawilża skórę i zatrzymuje wodę w komórkach, wygładza                                                 ujędrnia i uelastycznia
+MASŁO SHEA - zawiera kompleks regenerujących kwasów tłuszczowych, witamin i 
                              mikroelementów, które wpływają na piękny i zdrowy wygląd skóry
+WIT. A - zwana "eliksirem młodości"  pobudza tworzenie się nowych komórek i stymuluje 
                 produkcje kolagenu,
+WIT. E - uelastycznia skórę, dodaje jej jędrności, sprężystości i pomaga zachować nowy wygląd
+WIT.F - poprawia kondycję skóry suchej i pobudza jej regeneracje.

+ MOCZNIK ( 5% urea) 
+ OLEJEK SOJOWY ( nawilża skórę oraz hamuje nadmierny odpływ wody z jej komórek)
+ OLEJEK KOKOSOWY  (nasycone kwasy tłuszczowe i nasycone , witamina B2, B6, E, C, kwas 
                                           foliowy, potas , wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód, cynk)
+ HYDROMANIL  (komponent nawilżający, wykorzystujący bogate zw, cukrowe pochodzące z    
                              drzewa tara
+ ALGI LAMINARIA (właściwości rewitalizujące, wyszczuplające, detoksykujące i nawilżające)
+ D-panthenol ( prowitamina B5)
+ ALANTOLINA (działa regenerująco, ułatwia gojenie i odnowę uszkodzonego naskórka, zmniejsza                                pieczenie, łagodzi zaczerwienienie)






Jak z opakowaniem ? Butelka wygodna, stabilnie  leży w dłoni, pompka dosyć szeroka, póki co nie ma problemów z zapowietrzaniem a jestem już na wykończeniu opakowania...


Jedno naciśnięcie dozownika nabiera sporą ilość mleczka wystarczająca ilość na posmarowanie np. nogi :)) ( zdjęcie poniżej przedstawia jedną "pompkę") , 

Konsystencja lekka  ale nie jest rzadka, nie spływa z ręki, bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia lepkiego filtru. 

EFEKTY STOSOWANIA  obiecane przez Producenta  ( badanie przeprowadzone  na wybranej grupie 30 kobiet, trwający przez 4 tygodnie)

- Redukcja szorstkości skóry 98%
- Głębokie nawilżanie 94 %
- Poprawienie elastyczności 87%
- Ujędrnienie 86%


MOJA OPINIA :
Mleczko już po pierwszym użyciu intensywnie odżywia skórę, skóra jest zdecydowanie  bardziej wygładzona. Faktycznie na długo nawilża, skórę mam raczej jędrną więc sporej róźnicy nie zauważyłam ale zdecydowanie poprawiła się elastyczność szczególnie na suchych partiach takich jak kolana, łokcie  :)


Pojemność 350 ml / cena 17,80 zł.


PRZEJDŹMY DO OCENY  :

+ za wygodne opakowanie (spora i wygodna pompka)
+ za szybkie wchłanianie
+ za regeneracje  skóry
+ za długie nawilżenie i odżywienie skóry
+ za bogaty skład
+ za konsystencje
+ za zapach przyjemny,świeży
+ za spełnienie obietnic producenta
+ za cenę
+ za dostępność


- za kolor, nie wiem jak Wam ale dla mnie ten ciemny kolor trochę kojarzy się z kosmetykami dla facetów, oczywiście nie jest to problem , ale w drogerii może to zmylić nie jedną kobietkę  dlatego na miejscu producenta zmieniłabym jedynie kolor buteleczki :)) 


Eveline  ma dwie serie produktów S.O.S  niebieską  i czerwoną, czym różnią się te serie ? Skład wydaje się identyczny, jedyny szczegół jaki znalazłam na stronie producenta to : 
niebieska - skóra sucha i bardzo sucha, czerwona - bardzo sucha... cóż...  Jeśli wiecie  czy coś różni te obydwa produkty obowiązkowo dajcie znać :) 


Aha jeśli nie stosujecie mleczek ale lubicie dobre kremy do rąk to mogę Wam polecić krem z drugiej serii ( czerwonej)  który też przetestowałam, niestety  nie mogę Wam zrobić szczegółowej notki z własnymi zdjęciami bo ktoś podwędził mi go w pracy :D ( co przemawia tylko za tym ,że jednak był dobry) :D   ( krem który zachwalam i również polecam )






Dobra Kochani, zmykam szykować się do pracy, dzisiaj czeka mnie jeszcze nocy dyżur ;)  odwiedzajcie mnie i zaglądajcie na facebook-a bo do końca tygodnia wyłonię Zwycięzcę ROZDANIA :)

ściskam Was mocno, buźka :*!

Czytaj dalej »