SKŁAD
Aqua, Rosa damascena (Rose) Flower Distillate*, Cocamidopropyl Betaine**, Citric Acid**, Benzyl Alcohol (And) Dehydroacetic Acid**, Glycyrrhiza iconica (Licorice) Extract (AP), Saponaria officinalis (AP), Aesculus hippocastanum Extract (AP), Sodium Benzoate**, Myrtus communis*, Thymus vulgaris*
*Organic Certificated **Approved For Organic Cosmetic AP:Anatolian Plant
OPAKOWANIE
Produkt trafia do nas w recyklingownym, tekturowym kartoniku na którym producent zawarł szereg wyczerpujących informacji dotyczących: marki, rodzaju produktu, pochodzenia czy skład. Całość prezentuje się niezwykle schludnie a kartonik mimo bogactwa danych jest niezwykle przejrzysty i czytelny. W środku znajdujemy produkt docelowy - plastikowy pojemnik z wygodną pompką. Butla wykonana jest solidnie, wielkość idealnie mieści się w dłoni. Aplikator działa bez zarzutu - nie zacina się a wielkość piany jaką dozuje w zupełności wystarcza na zmycie makijażu całej twarzy.
KONSYSTENCJA
Po wydobyciu z dozownika produkt przemienia się w delikatną ale mocno zbita piankę, jest ona dosyć sztywna, nie spływa z dłoni a nałożenie jej na twarz to czysta przyjemność. Na cerze zachowuje się ponownie, pod wpływem rozprowadzania pianka zmienia się w satynowy mus który bezproblemowo unicestwia make-up.
ZAPACH
Tu miałam chyba największe obawy, pianka bazuje na wyciągu z lukrecji która jest dosyć kontrowersyjnym składnikiem (przynajmniej w branży gastronomicznej). Jedni kochają drudzy nienawidzą a wszystko za sprawą intensywnego - słodkiego i lekko korzennego aromatu. Spodziewałam się aromatu dręczącego nozdrza a jak się okazało, zapach jest faktycznie lekko korzenny, delikatnie słodkawy ale nieinwazyjny nawet śmiem twierdzić, że przyjemny. Ulatnia się bardzo szybko, co jest dla mnie potwierdzeniem,że produkt nawet pod względem aromatycznym jest całkowicie naturalny.
WYDAJNOŚĆ
Jako, że plastikowa butla zawiera "płyn" a pompka w magiczny sposób przemienia go w piankę o niebywałej konsystencji to wydajność jest ogromna. Produkt stosuje od ponad miesiąca i jestem zdumiona jego wydajnością. Butla nie straciła na wadzę więc nie sądzę aby zużycie było większe niż 1/3.
WŁAŚCIWOŚCI / EFEKT
Pianka aplikowana na twarz a następnie rozmasowana z łatwością rozpuszcza makijaż, zarówno podkłady mineralne jak i cięższe podkłady typu Colorstay czy Prolongwear. Dobrze radzi sobie z pomadami Inglota czy mascarami. Wprawdzie producent informuje aby unikać kontaktu z oczami, ale jak przeczytałam na blogu UŚmiechięteOczy, jest to jedynie ostrzeżenie które musiało zostać zawarte na opakowaniu. Mimo swych wrażliwych oczu, postanowiłam zaryzykować i efekt przerósł moje oczekiwania, mascara szybko i dosyć sprawnie została ściągnięta z rzęsek, włoski były miękkie i dokładnie oczyszczone. Po zmyciu twarz jest ukojona. nie zaobserwowałam żadnych podrażnień ( a mam cerę ultra delikatną). Pianka nie powoduje uczucia ściągnięcia a efekt czystej skóry jest natychmiastowy. Skóra pozostaje czysta, jest wygładzona, miękka. Nie doświadczymy tu również uczucia lepkości. Pianka to produkt 2in1, świetnie oczyszcza cerę z makijażu ale również dobrze zastępuję żel do mycia twarzy. Idealne rozwiązanie dla osób które podróżują lub tak jak ja lubią skuteczne kosmetyki wielofunkcyjne.
CENA / DOSTĘPNOŚĆ
Póki co pianka dostępna jest na stronie producenta
IVA NATURA w cenie
39zł/100ml.
PODSUMOWUJĄC
W cenie 39 złotych dostajemy produkt o niespotykanie dobrym składzie oraz zaskakującej wydajności. Kosmetyk który w 100% wywiązuje się z obietnic producenta, jest wielofunkcyjny a jego działanie wpływa korzystnie na jakość cery. Nie wiem czy wiecie ale wiodący składnik - lukrecja to bylina która od czasów starożytnych stosowana była w ziołolecznictwie jako środek na różnego rodzaju bolączki. Ten niepozorny krzaczek zwiera w sobie esencje tego co najlepsze: flawonoidy, saponiny, aminokwasy, węglowodany, hydroksykumaryny, gorycze, kwasy, sole mineralne a nawet związki żywicowe. Działa antyalergicznie, przeciwzapalnie, p./wirusowo i p./bakteryjnie, dlatego tak dobrze wpływa na jakość cery, nie powoduje wyprysków a wręcz przeciwnie potrafi je zaleczyć. Dlatego szczerze polecam ją dla osób z cerą problematyczną.
Marka wywarła na mnie spore wrażenie i sprawiła, że jestem mocno zainteresowana pozostałymi kosmetykami tym bardziej, że produkty mają w sobie oryginalne składniki m.in. olej z afrykańskiego drzewa masłowego, tymianek, olejek z pinii, orzechy dębu czy sól z jeziora Tuz. Zastanawiam się jak te składniki wpłynęłyby na jakość mojej cery, wszystko przede mną, póki co jestem ciekawa Waszej opinii, czy takie produkty mają szanse utrzymać się na naszym rynku ? Spotkałyście się już wcześniej z marką Iva Natura ? Dajcie znać !
Ściskam :*