07.02.2017

#NIEKOSMETYCZNI ULUBIEŃCY 2016/BYĆ JAK S. JOBS...

Witajcie Kochani,
Tak jak obiecałam Wam w grudniu, zamierzam od 2017r. przemycać Wam na blogu  nie tylko najwspanialsze smaczki urodowe ale również wprowadzić więcej siebie, swoich pasji, ciągotek i rzeczy które pochłaniają mnie kiedy  nie recenzuję. Nie zdziwcie się więc jaki język w tych postach będzie panował. Zabieram Was do swojego  niekosmetycznego świata pełnego szaleństw i dobrego nastroju.

Nowa "rubryka" i od razu wejście smoka, największe armaty  ubiegłego roku. To co, zaczynamy ?



 FILM/ SERIAL
Jestem mega kinomaniakiem, w ciągu roku oglądam astralną liczbę produkcji są to filmy wysokobudżetowe ale i te offowe. W puli filmów jakie wizualnie rozpieszczały moje źrenice znalazły się dwa które zaskoczyły i mocno wryły się w pamięć. Pierwszy z nich oglądałam na DVD, trafił do mnie z dużym poślizgiem bowiem premiera przypada na 2014. (1) WOLNY STRZELEC - (Nightcrawler) bo o nim mowa opowiada historię Lou Bloom-a, chłopaka który desperacko chwyta się wielu zawodów w celu zdobycia jakiejkolwiek pracy, w chwili kiedy osiąga status desperata wpada na pomysł kręcenia nocnych tragedii: wypadków, morderstw itp. aby następnie móc sprzedawać zdobyty materiał do stacji informacyjnych.  Film jest specyficzny, wielu osobom może nie przypaść do gustu, nie znajdziecie tam głupich gagów, strzelanin ani kosmicznych efektów z Transformersów. Tutaj obraz psychologiczny  głównego bohatera granego przez Jaka Gyllenhaala (Donnie Darko) połączony z muzyką i oświetleniem robi wielkie wow!  Nie będę spoilerować, bo kto wie, może akurat  zdecydujecie się obejrzeć strzelca.
Drugą propozycją jest OSTATNIA RODZINA. Ci którzy mnie znają wiedzą, że malarstwo Zdzisława Beksińskiego od lat wywiera we mnie wielki podziw. Precyzja, dobór barw i sam motyw przedstawiania szkaradności sprawił, że jego styl nadal jest jednym z najbardziej charakterystycznych na świecie. Nie każdy toleruje turpizm, więc zostawmy malarstwo i skupmy się na filmie Jana Matuszyńskiego. Reżyser serwuje nam bezlitosną wizję egzystencji z pozoru normalnych a jednak wyjątkowych ludzi. Banalny rytm czynności, jednostajność i specyficzna osobowość każdego domownika sprawia, że mamy do czynienia z abstrakcyjnymi skrajnościami. Odrobinę śmieszni, trochę dziwaczni a jednocześnie niezwykle zdolni, żyjący w swej małej osiedlowej tragedii. Wycofany ojciec, niezwykle ekspresyjny syn i matka zlepiająca swą anielskością całość w miano rodziny.  Po wyjściu z kina byłam wstrząśnięta, napełniała mnie duma, że w Polsce wreszcie stworzono coś na takim poziomie, zachwycająca scenografia, doskonale dobrana muzyka, aktorzy spisali się wyśmienicie. Oczywiście za chwilę pewnie zacznie się #shitstorm dotyczący Tomka granego przez Ogrodnika, ale to dobrze... bo jestem ciekawa jak odbieracie jego rolę. 
Jeśli nie widzieliście a interesuję Was kino biograficzno - psychologiczne to polecam. SERIAL tutaj tylko wymienię: Breaking Bad, Chirurdzy,Gra o Tron, House od cards, Family Guy -te seriale były ze mną przez 365 dni. Ciekawe czy oglądacie któryś z nich :)


MIEJSCE
Bezapelacyjnym zwycięzcą tego roku został salon fryzjerski D'vine. Salon w którym znalazłam genialną stylistkę fryzur, wręcz czarodziejkę. Moje zjechane (ujęłam to bardzo, ale to bardzo subtelnie), poniszczone od siwego ombre włosy mieniące się na wszelkiego rodzaju kolory zieleni, fioletu i rudości zostały ekspresowo ujarzmione bez ingerencji nożyczek. Stylistka błyskawicznie zaproponowała rozwiązanie i przeszła po mojej akceptacji do działania. W związku z fatalnym (na tamten moment) stanem mych włosów wykonała rekonstrukcję produktami Joico a dokładniej serią K-Pack. Pani Iza zastosowała właściwą koloryzację, wytłumaczyła w czym tkwi błąd i już po pierwszej wizycie włosy wyglądały o niebo lepiej. Z totalnego "holograficznego" i nierównego siana stworzyła sypkie i niezwykle wygładzone ombre. Teraz kiedy mam za sobą już kilka koloryzacji i cięć w salonie D'vine, moje włosy nabrały blasku, sprężystości i co najważniejsze przestały się kruszyć.  Zyskały na  objętości a do tego świetnie się układają nawet wtedy gdy zostały jedynie umyte i wysuszone. Nie ukrywam salon zaimponował mi swoim nastawieniem. Już od pierwszych chwil czuć tą niesamowitą atmosferę, jest ekskluzywnie ale przy tym profesjonalnie, bardzo sympatycznie i relaksująco. Stylistki fryzur chętnie doradzają lub odradzają poszczególne zabiegi lub kosmetyki. Widać, że mają wieloletnie doświadczenie, liczne osiągnięcia i z pasją śledzą panujące trendy w tej branży.  Idąc na umówione spotkanie wiem, że trafiam w dobre ręce a dodatkowo moje włosy są potraktowane w najlepszy sposób, chociażby za sprawą produktów na których pracuje salon: Kevina Murphy, Joico, BadHair, CatWalk itp. Salon objęty jest znaczkiem Cruelty free czyli korzysta z produktów marek które nie testują na zwierzętach. 
Wieloletnie poszukiwania fryzjera doskonałego, zostały zakończone. Jeśli jesteście z Lublina lub okolic, lub tak jak wiele klientek salonu macie ochotę dojechać nawet z zagranicy to zapraszam  na ulicę Jana Sawy 4/7. W tym salonie fryzjerskim stylistka słucha twych potrzeb, znajduję celne rozwiązanie i spełnia marzenia, uczciwie polecam! 






JEDZENIE / PICIE
Teraz będzie śmiesznie, bo dla mnie mega odkryciem roku jest pizza :D Całe życie jedząc zdrowo, głównie bazując na tym co zielone, surowe i beztłuszczowe zaznałam smaku pizzy ze szpinakiem, ananasem i papryczką jalapenio. Oczywiście liczy się turbo cienkie ciasto które podają w może mało ekskluzywnym miejscu bo lubelskim Indeksie, co nie zmienia faktu, że kucharz to #masterpizza. Dlatego raz- na miesiąc/dwa zamawiamy sobie do domu tą pyszotę :D.
Co do napojów, nikogo nie zdziwi fakt, że jestem herbatoholikiem, najbardziej delektuje się czarną i gęstą jak smoła lub czerwoną z dużą ilością grejpfruta, ewentualnie białą z płatkami moich ulubionych jaśminowych kwiatów.  Kawy nigdy nie piłam, nie pobudza mnie, wręcz przeciwnie zasypiam po niej jak po dobrej hipnozie.  W ramach ochoty na słodycze czasem sięgałam po ice coffie z mlekiem laskowym lub kokosowym. Wszystko zmieniło się w marcu 2016r. kiedy odkryłam markę TEA REBELS. Firmę która  podbiła moje serce w każdym możliwym wymiarze. Zadbała o moje wizualne poczucie estetyki  tworząc niesamowicie wygodne i praktyczne opakowania przepasane nietuzinkowymi etykietami z hasłem na lepszy żywot. Wyobraźcie sobie doskonały design który zostaje totalnie zmiażdżony jeszcze lepszym aromatem. Eksplozją smaków i zapachów. Tak, piszę to osoba która zachwyciła się kawą, a przy herbacie cieszyła się jak dziecko na widok cukierka. Ok, bo rozmnażam słowa, wychwalam pod niebiosa a Wy nie wiecie dlaczego... Spójrzcie co jest na zdjęciach... POEZJA...



Mam nadzieję,że widzicie jak solidne są te opakowania, metalowe puszki z dobrze przytwierdzoną etykietą. Denko zabezpieczone jest holograficzną taśmą z logiem marki( każdy produkt tej firmy oznaczony jest w ten sam sposób). Na jednej ze ścianek widnieje cytat oraz "pora" która wskazana jest do spożywania danej kawy. Jest to miły akcent reklamowy. Opakowania są piękne, wyglądają mega designersko. W środku każdej puchy, znajdujemy srebrny woreczek w którym schowano naszą kawę. Kawę drobna jak pyłek. Przykładowo powiększyłam tą o smaku adwokata gdyż na niej najlepiej widać hasła i skład.  Tak naprawdę wszystkie są pyszne, a moim faworytem jest kokos, miód i gruszka. Smaki tak wyraziste i tak doskonałe, że sprawdzą się zarówno na ciepło jak i zimno. Obłęd, zdecydowanie musicie po nie sięgnąć ! 



 W domu rodzinnym ogromne zainteresowanie  zyskały kawy  mielone, jak wspominałam wyżej "kawa z błotkiem" to nie dla mnie, ale rodzice wprost oszaleli na ich punkcie. Tata zachwalał miętową i orientalną a mama likier francuski i toskijską wiśnie. Osobiście próbowałam tylko pinacolady i była dobra, aczkolwiek dla mnie podstawą jest herbata.



Teraz pora na to co mnie rozkochało do granic nieprzyzwoitości - herbatki. Opakowania są przerozkoszne... Od kiedy otworzyłam je w domu, nie moge napatrzeć się na ich pudełeczka. Etykiety  które mówią mogę być dziś jak Steve Jobs, Marlin Monrooe a może jak John Lenon. Wszystko zależy od kaprysu i chęci w kogo zabawię się tym razem.  Herbaty jak widzicie powyżej są mieszanką niezwykle energetyzującą od tych mocno napakowanych owocami, przez kwiatowe kompozycję na yerbie i  ogromnych czarnych liściach kończąc.  Dla mnie szał... a firma stale wypuszcza na rynek nowe smaki. Coś niesamowitego. Ciężko wybrać faworyta ale zdecydowany prym i totalne wkupienie w moje łaski zyskał Ghandi czyli Solidari Tea (black masala chai) - czarna herbata z cynamonem, kardamonem, imbirem i równie czarnym pieprzem.  Kolejne bóstwo to YASSMEEN GREEN - (chińska, zielona sencha z jaśminem), tak jak napisałam gigantyczne zielone liście połączone z pełnymi, suszonymi kwiatami jaśminu. Smakowy orgazm. Coś niepowtarzalnego, jeśli tak jak ja kochacie jaśmin ta herbata jest dla Was. Niesamowicie delikatna a jednocześnie wyrazista. Kocham!  Kolejny smak który nęci mnie mocno (a to w sumie dziwne bo zazwyczaj nie lubię  dodatków owocowych w herbatach) ale tutaj zostałam kupiona w całości. PIRA TEA - czarna, wzbogacona o rum i wiśnie, w środku znajdujemy kandyzowanego ananasa i rodzynki. Słodka i deserowa sama w sobie, dobrze smakuje na zimno, ale i na gorąco z prądem :) 

Długo zbierałam się, z tym aby opisać Wam te herbaty i kawy, bałam się, że nie znajdę słów aby opisać  to jak niesamowite kompozycję stanowią. Znajomi czy rodzina, każdy kto spróbował tych herbat  lub kaw od razu pytał o miejsce gdzie nabyć takie cuda. Przyznam szczerze, że co raz łatwiej je dostać, ale nadal trzeba się nabiegać, dlatego sama w najbliższym czasie zamierzam złożyć zamówienie przez internet. Na mojej liście są już smaczki obok których nie potrafię przejść obojętnie m.in.  Stability, Lapacho, Imperial, Forest Strong,  Yellow Lee, Melody Mild, Stormy jack. Jeśli drzemie w Was pierwiastek kawosza lub tak jak ja należycie do stowarzyszenia anonimowych herbatoholików to szczerze zachęcam Was do TEA REBELS. Cały rok delektowałam się smakami wypuszczonymi przez marke i wiem, że nadal będę korzystać z ich dobrodziejstw.


MUZYKA
Poprzednie święta byłam mega dobrym dzieckiem ponieważ, Mikołaj sprezentował mi słuchawki Marshalla. Wspaniałe, najwspanialsze vintage giganty. O dziwo, nie wybrzmiewała przez nie tylko ciężka rockowa muzyka ale i dziwne, polepione dźwięki. Patrząc na licznik, najwięcej odsłuchań miał Elektryczny (1) -  ze starego Męskiego Grania w którym doskonale uzupełniał się odkryty wtedy Podsiadło i Brodka w równie nowej i dobrej odsłonie. Całość spajała doskonała gitara Sobolewskiego i perkusja Emade. Utwór jest tak niesamowity, że już od dobrych dwóch lat śmiga jako podstawowy dzwonek. Szesnastka ogólnie wciągnęła mnie w twórczość Podsiadło, może zabrzmi to dziwnie ale fascynuje mnie głos tego młodego  chłopaka. Kliknijcie w link. i dajcie mu szansę... ten głos potrafi poruszyć doszczętnie mój układ nerwowy bez ingerencji Wit.B12 a jeśli wolicie coś bardziej popowego to zajrzyjcie do (2) która ma tak romantyczny refren, że rozpływam się  jak  Milka w upalne popołudnie. Zmieniamy klimat... (3) i (4) rozbudzają moją "soulową" duszę.  Muszę zmusić Was do wysłuchania gościa który rapował już o szlugach i kalafiorach a teraz porwał mnie zielonymi "najkami" (5). Na koniec aby nie było tak niewinnie muszę wstawić najnowszą, totalnie wyczekiwaną Metallicę, która huczy stale w głośniczku (6). Jest tak doskonała,że rozważam wyjazd na ich tegoroczny koncert :) 

(1).(2).

(3).(4).
(5).(6).



KAMPANIA SPOŁECZNA 
Należę do tej specyficznej grypy osób która uwielbia oglądać kreatywne reklamy, śledzę różnego rodzaju projekty, m.in. kampanie społeczne. Dziś przedstawię Wam dwie który zrobiły na mnie największe wrażenie swą pomysłowością lub własnie prostotą. (1).Losowej grupie osób zadano pytanie dotyczące ich pochodzenia. Uczestnicy początkowo opowiadali o swoich przodkach, wspominali narodowości których nie lubią, deklarowali 100% pewność co do swego drzewa genealogicznego. To co usłyszeli po otrzymaniu wyników DNA (test śliny) zaskoczyło chyba wszystkich. Niesamowity i urzekający filmik który powinniście obejrzeć :) Myślę,że dużo daje do myślenia, szybki sposób na  tolerancję, eksperyment który powinien wykonać każdy z nas. (2). NIE CHCE BYĆ STRAŻAKIEM - rewelacyjna kampania która pokazuję osoby z niepełnosprawnością w abstrakcyjnej sytuacji jaką jest gaszenie pożaru, mimo braku umiejętności w tej dziedzinie są ekspertami w innych. Warto o ty pamiętać. Mega spot który musicie obejrzeć :)

(1).  (2). 


GADŻET...
O gadżetach kosmetycznych pisałam w kosmetycznych ulubieńcach roku. Tutaj opiszę Wam rzecz dzięki której przestałam cierpieć na chroniczne przesuszenie skóry. O małym , srebrnym i niepozornym przyjacielu który wpłynął korzystnie również na moje włosy - sprawił, że nabrały połysku oraz przestały się łamać. Mowa o FIT AQUA. Nie, nie są to zajęcia  w basenie, a średniej wielkości filtr do montowania na ujściu wodnym w łazience. Mój został zamontowany na główce prysznicowej tak aby zawsze woda przefiltrowana  wypływała przez słuchawkę, Filtr zawiera w sobie złoże miedziowo-cynkowe  które odpowiedzialne jest za neutralizacje chloru, soli wapnia, zatrzymuje nikiel, chrom, bakterie, grzyby a nawet metale ciężkie. Początkowo nie wierzyłam w zbawienną moc tego gadżetu, ale już po tygodniu używania poczułam jak moja skóra, przestała się tak mocno przesuszać, znikł dyskomfort wywołany ściągnięciem a włosy nabrały zdrowego połysku. Zdecydowanie ograniczył osadzający się kamień. Teraz słuchawka praktycznie jest czysta. Myślę,że gadżet docenią osoby cierpiące z powodu mocno zakamienionej wody lub te z bardzo suchą lub atopową skórą.  Filtr stosuję od  paru miesięcy,  już nie długo wymienię go na kolejny bo zdecydowanie jest wart swojej ceny :)

Najlepszy i najbardziej praktyczny  zestaw, coś co od chwili zakupu dzień w dzień nosiłam w torbie i używałam tak często, że ilość rys może świadczyć o  prehistorycznym pochodzeniu albo przynajmniej o licznych walkach i bojach. A tak poważnie, notes wykonany jest perfekcyjnie, posiada niesamowicie sztywna okładkę, mocną gumę zabezpieczającą a jego wnętrze pokryte jest pierdyliardem szarych linii.  Używany cały rok w ramach planera spisał się wyśmienicie, nie zdążyłam go zapisać ( co nie oznacza, że miałam mało misji) więc służy  mi nadal w obecnym 2017. Marka to tricoastaldesign.com. 
Złota skrzyneczka którą widzicie na zdjęciu to nic innego jak mój gigantyczny powerbank, nie mówię o wymiarach a pojemności. niepozorny maluszek skrywa w sobie 30000mAh czyli wystarczy na długą podróż pociągiem przy w pełni działających mediach. Dlaczego o nim wspominam ? Powerbank ma dwa wejścia USB, co oznacza, że w jednym czasie możemy podpiąć dwa urządzenia i ładować je z taką samą, pełną mocą. Dla mnie to duże udogodnienie, w jednej chwili mogę ładować aparat i telefon i być w pełni przygotowana po odbytej podróży, Dodatkowo posiada latarkę  z której korzystałam dosłownie może z 5 razy. 
      .


WYDARZENIE
Niesamowitą przygodą dzięki której poznałam niesamowitą liczbę wspaniałych osób a także uświadomiłam sobie, że jednak nie jestem takim nonamemem w sieci. Dały mi dwa wyjazdy, najpierw MEET BEAUTY a później przekozackie i jedyne w swoim rodzaju SECRETS of BEAUTY. Głos mi się łamię kiedy wspominam szczególnie drugą imprezę, coś pięknego :) Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego tyle emocji stoi za tymi imprezami zajrzyjcie w linki  a wszystko stanie się jasne :) 




MODA
Jeśli chodzi o torby noszę cztery rodzaje, przewieszane przez ramię  (w stylu Wanga), ecotorby na zakupy, ogromne kopertówki w wyrazistych odcieniach i ogromniaste worki w których zmieszczę laptopa i rzeczy na dwudniowy wyjazd. Długo szukałam takiej torby która pomieściłaby wiele a przy okazji wyglądała dobrze  i była solidnie wykonana. Na mojej drodze stanęła torba ME&BAGS. Zdecydowałam się na model w odcieniu popielatym z białymi, marynarskimi sznurkami. Torba  jest niesamowicie piękna, solidna i mocna. Kiedy się zabrudzi wrzucam ją do pralki na 30 stopni i wygląda jak nowa. Służy mi od tegorocznych wakacji i wiem, że nadal będę ją nosiła. Świetna na lato ale i  w zimie sprawdza się jako "ta druga" :)  Sznurki możecie regulować dostosowując uszka do swoich potrzeb. Dla mnie hit! ( torbę możecie zobaczyć w całości  na zdjęciu powyżej - przy opisie o salonie fryzjerskim).




SOCIAL MEDIA
Ulubioną platformą został instagram. Totalnie wciągnęłam się w ten serwis, przeogromna ilość pięknych obrazów jakie tam codziennie wyświetlają się na wallu zachwyca i wręcz uzależnia. Sama również stałam się bardziej aktywna a korzystanie z instastory, jakoś powoli oswaja mnie z nagrywaniem do którego tak często mnie namawiacie :) Mam trochę ulubionych profili które są przepiękne, jeśli chcecie dajcie znać a zrobię o nich post ;) Zapraszam też do obserwacji mojego konta  :D



WYSTRÓJ WNĘTRZ
Stałego odbiorce mojego bloga, lub obserwatora insta nie zdziwi fakt, pisania tu o minimalistycznych dodatkach ale nie do końca skandynawskich, zawsze szukałam swojego stylu - czyli czegoś co będzie mnie wyrażało a jednocześnie nie będzie powielaniem tego co robią inni. Moja gimnazjalno-licealna zajawka na barok i gotyk szybko przepoczwarzyła się w styl minimalistyczny, loftowe mieszkania sprawiły, że zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na wnętrza. Od 2005 wchłonął mnie design, który od 2007 sukcesywnie przemycam do swojego otoczenia. jasne, szare wnętrza, oparte na metrażu, kamieniach, szkle, metalu betonie i drewnie. Dobrze czuje się w takich miejscach ale surowość otulam dobrą tkaniną czy "cieplejszymi" dodatkami. Najbardziej podobają mi się te w kolorach rose gold albo miedzi, dlaczego ? Bo z pozoru nie pasują do kolorystyki którą  mam w pokoju, a ja lubię łamać stereotypy i bawić się tym tworząc coś idealnego :) Moim totalny FAV ubiegłego roku był świecznik w kolorze totalnie nieoczywistym ( mieszanka ulubionej miedzi i rose gold) od kiedy ujrzałam go na sklepowej półce wiedziałam,że musi być mój... nie był tani, ale zdecydowanie było warto. Dodatek który w pełni łączy moje zamiłowanie kolorystyczne i niepohamowaną ciągotkę do tego co trójkątne i kanciaste, oprócz tego wykonany jest bardzo solidnie a dla mnie jakość to podstawa.



Oprócz metalowych dodatków, moją miłością bezwzględną zawsze były ogromne plakaty, kiedyś filmowe dzisiaj te z nadrukiem roślin czy hasłem o interesującym foncie. Póki co Ściany zasilają dwie gigantyczne ramy (50x70) a z nich malowniczo wystają roślinki które nie wymagają wody. Sansevieria wygląda obłędnie! 


MAGAZYN
Najczęściej sięgałam po Harper Bazar, piękne wrażenia estetyczne, doskonałe sesje, interesujące wywiady z artystami. W październiku powoli zaczęłam ich zdradzać z polskim wydaniem Elle w którym jednak znajduję więcej treści do czytania a i przydział oferowanych produktów  zdecydowanie bardziej sprzyja mojemu portfelowi. Obydwa  wydania nadal są w moich ulubieńcach.





O dodatkach do domu, gadżetach, biżuterii i zakupach mogłabym pisać i pisać, a nie chce Was zanudzać...Nawet nie wiem czy dział zainteresuję jakąś część odbiorców. Dzisiejszy "eksperyment" z NIEKOSMETYCZNYM POSTEM pokaże czy  jest sens ciągnąć ta serię dalej :) Dajcie znać, co o tym myślicie :) Chcecie na blogu więcej hauli i gadżetowych wpisów ?:) 

Ściskam 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostawcie ślad po sobie, dzięki temu łatwiej będzie mi trafić na Wasze blogi :)
Pozdrawiam ciepło i zachęcam do obserwacji :)