14.08.2019

KOLEJNA SPOWIEDŹ/ 32 LATA, ZMIANA ŻYCIA, BLOGOWANIA I UTWIERDZENIE SIĘ W ...


Jedni nienawidzą urodzin, dla mnie to liczba magiczna która jednocześnie określa moje miejsce we wszechświecie - każdy rok jest dla mnie wyznacznikiem, momentem zamknięcia i otwarcia poszczególnych etapów, zadań itp. Analizuje swoje błędy, rzeczy które udało mi się wykonać i wprowadzam nowe. Zdumiewające jest to, że z każdym rokiem widzę mniej błędów w swoim życiu, niż kiedyś. Decyzje które podejmuje w 90% są tymi najlepszymi i ani trochę bym ich nie zmieniła. Oczywiście nie jest to wynik jednodniowy i rano nie obudziłam się z odnowioną maną i wyższym lvl ale kiedy przekroczyłam magiczną trzydziestkę zaczęłam bardziej siebie doceniać, dostrzegać plusy swojej osoby a nie tylko wieczne mankamenty które wyolbrzymiały moje kompleksy. 




Nigdy nie byłam zadowolona z tego jak wyglądam a uczulenie na słońce i wieczne ograniczenia "ubraniowe" niczym kotwica blokowały mnie w okresie letnim. Tam nie pojadę, tu nie wyjdę bo zawsze kończyło się krwawymi rankami a później bliznami które zaleczałam ja lub moi rodzice jeszcze kilka miesięcy. Przebyta w pięcio-sześciolatkach choroba nerek, na jakieś 20 lat  skrzywiła mi obraz własnej osoby, miałam wrażenie, że przedszkolne nadprogramowe kilogramy już na zawsze sprawiły, że wyglądam grubo niczym kulka (nawet wtedy gdy w wieku 19 lat ważyłam 43kg).
Nigdy nie lubiłam swoich włosów w dzieciństwie - były gęste, grube, puchate i falowały, czasami skręcały się jak dzikie węże a niekiedy tylko układały się w kształt zagubionych fal Dawida Podsiadło. Mój naturalny platynowy kolor który w wieku dojrzewania zaczął wyglądać jak białe złoto  tylko powodował we mnie ochotę frustracji a co za tym idzie? Kompleks gonił kompleks a pod kopułką tworzył się turbo depresyjny ciąg. Mam jeszcze naturę Matki Polki, całemu światu bym pomogła, doradziła a swoje potrzeby zostawiła na koniec... Nie przejdę obok krzywdy innego człowieka, nie zostawię go w potrzebie nawet kosztem swojego stracenia... No mówię ciężki charakter który mimo, iż świadczył o mnie dobrze z perspektywy innych na mnie działa niczym podcięte żyły.
Kolejnym punktem w tym wielkim piekiełku byli ludzie a w sumie laski. To niesamowite jak dziewczyny/ kobiety potrafią być dla siebie podłe i nie chodzi mi tu o komentarze, dopieprzanie sobie nawzajem itp. bo raczej nie miałam z tym większych problemów (gdzies tam sporadycznie cos się trafiło na trasie gimnazjum ale to była bachoriada więc nie ma co nawet wspominac takich czasów), ale środowisko socialmediów to już mexicocity. Czasami mam wrażenie, że Instagram czy Facebook to takie nowe mapki z Mortal Kombat, szybka rundka zwana kumpelstwem, słodka i prawdziwa niczym sztuczny miód, za chwilę mały pojedynek Sub-Zero i Scorpion i tak naprawdę od kombinatoryki nieuczciwych zagrań zależy kto wyjdzie z tego żywy. Pieprze takie układy, dlatego też, ostatnio drastycznie zmniejszyłam liczbę swoich obserwujących blokując co niektórych ludzi... Nie ogarniam, nie rozumiem i chyba nie chce ogarniać takich hien. To samo jest w robocie ale mam wrażenie, że tam gdzie dużo bab to zawsze pod górę. Nie wiem czasami myślę, że jestem z innej planety... bo nie chce brać w tym żmijowisku udziału.  Knucia, obrabiania tyłka, włażenie w czyjeś prywatne życie z buciorami i jeszcze "prawo" do komentowania tego co ktoś ma "w domu" to rzeczy nie zrozumiałe dla mnie. 
Mam też wyjebane na to czy ktoś śpi z mężem w jednym łóżku, czy ma męża i gdzie jedzie na wakacje. Serio. Szanuję swoją prywatność i przez taki pryzmat traktuje innych... i tak mocno reaguje sprzeciwem kiedy ktoś przekracza ten mój magiczny krąg. Czasami mam wrażenie, że ludzie nie mają swojego życia, albo mają je tak nieszczęśliwe, że muszą podpierać się otoczeniem, dowalać innym aby dodać sobie parę centymetrów. Zmiażdżyć człowieka aby poczuć się lepiej.  Może to okrutne ale  powiedziałam takiemu otoczeniu STOP już kilka lat temu, zerwałam kontakty z kim mogłam, stwierdziłam, że nie ma co się bawić w kurtuazyjną tolerancję i przestałam odpisywać, odbierać telefony i ogólnie udawać, że jestem dobrym człowiekiem. W pracy tez niestety mam  taki przypadek z którym nie mogę zerwać kontaktu (pozdrawiam wtajemniczonych), ale tutaj tez toleruje ile mogę, aczkolwiek  mam w sobie jakiś pierwiastek zła który mówi,mi abym gnoiła ja  kiedy tylko przekracza granicę poniżając innych. Ostatnio pewien mądry człowiek powiedział mi, że gdyby ta "koleżanka" dostała trochę władzy w swoje ręce to wszyscy by zginęli - absolutna prawda. 

Takie sytuacje mnie hartują i sprawiają, że staje się innym człowiekiem. Nie stworzyłam sobie listy zmian jak to narzucają KOŁCZE, nie chodziłam z notesikiem i nie pracowałam nad swoim ego, nie leżałam u psychologa a nawet nie słuchałam rad znajomych. Każdego dnia docierają do nas sygnały, dobre lub złe zdarzenia, impulsy które motywują nas do zmian, ja po prostu zaczęłam je dostrzegać.  Te które były dobre pragnęłam powielać i rozmnażać a te złe eliminować. Przecież to logiczne, że chcemy w naszym życia szczęścia. Moje szczęście to komfort psychiczny, serducho wypełnione po brzegi, najwspanialsi ludzie obok, dobre emocje i chwile do których chce się wracać.
Wszystko co złe zaczęłam wywalać ze swego żywota, otoczenia. Mam jedno życie nie chce go marnować na toksyczne znajomości. To samo zrobiłam z "komentarzami" na swój temat, jeśli zdarza się, że z ust mało dla mnie znaczących pada tekst w stylu jak żyć znika z mojej głowy na pstryknięcie palcami. To samo tyczy się uwag na temat mojego stylu ubierania, noszę ograniczoną ilość kolorów i zazwyczaj to innym przeszkadza. Nie jestem lalką więc nie dam się przebierać - olewam całkowicie.     Nie reaguje na zaczepki ale w chwili takiego nieustępującego "rzepa" często rzucam spontaniczną ripostę i wtedy wszystko znika bo zazwyczaj ta osoba boi się podejść ponownie. Nie myślcie jednak, że jestem jakimś zadufańcem. Bardzo liczę się z opinią ludzi których szanuję, chętnie wymieniam zdania, doświadczenia ale nie znoszę tonu rozkazującego. Żyję w stylu hasła nic nie muszę, ale mogę wszystko. I tym tekstem wejdę w temat blogowania. 
   Jak zapewne wiecie blogerki dostają mnóstwo kosmetyków, współprac jest mnóstwo a już tym bardziej lejącego się z nieba barteru. Robią wszystko aby otrzymać coś za darmoszkę, tam wrzucą zdjęcia, tam opublikują stories, tu napiszą recenzję. Wszystko ok, jednak doszło do takiego momentu, że sama dostawałam dziennie po 10-15 paczek nawet nie wiedząc skąd, nie zgłaszając się nigdzie. Ludzie wymagali ode mnie testów produktów których nawet nie chciałam, wszystko wiązało się z pasmem durnych @, obrażania ze strony firm i porównywania do innych "influencergirl" które robią to bez narzekania i jeszcze chcą więcej.
Wiecznie zagracona chata, wiecznie kartony, kilometry foli bąbelkowej i kosmetyki które nijak się mają do moich wymagań. Powiedziałam dość tym razem markom, wymiksowałam się z większości paczek PR, przestałam korzystać z większości bo jakichś 95% ofert współprac bo nie chce robić niczego wbrew sobie. To samo blog czy instagram, nie zamierzam pokazywać Wam tu shitu, zawsze liczyła się dla mnie jakość produktów i nigdy nie chciałam aby to uległo zmianie ale czasem wrzucałam tu recenzję które testowałam bo musiałam a nie chciałam. Oczywiście recki zawsze były szczere i jeśli coś było super czy słabe to zawsze o tym wiedzieliście. Nie chce jednak pisać tu o czymś co ktoś próbuje mi narzucić, bo to moja strona i moje świadome wybory.

Od jakiegoś czasu  na moim instagramie tez zrobiło się bardziej lifestylowo, nie obawiajcie się bo z naturalnej pielęgnacji nie zrezygnuje i nadal jest sporo kosmetyków kolorowych ale tez nie chce być panią od błyszczyków. Za duzo we mnie siedzi pasji i myśli aby mówić Wam tylko o tym  czy pomadka trzyma się po wypiciu kawy z cukrem czy tylko zwykłej kawy. Testy będą ale życie idzie dalej i otacza mnie więcej poważnych tematów. Nie chce sobie przypinać łatek bo jestem tylko jedną metką którą mogę podpisać #mazgoo. 
Blogowanie ograniczyłam, ale tylko dlatego, że nie chce Wam pisać o byle czym, obecnie od października 2018 trwam we własnej akcji #denkujeniekupuje #niekupujedenkuje i zużywam zapasy, mam nadzieję, że odgracę się do końca roku a wtedy będzie dużo najcudowniejszych składów i kosmetyków które chce posiadać a nie mam bo spadły z nieba. Nadejdź kosmetyczny minimaliźmie bo zwariuje :)


Za miesiąc mam urodziny. Czy jestem w wieku 32 lat zadowolona z siebie? Jestem sobą, nie myślę o tym czy ktoś mnie polubi, odrzuci... Jeśli jestem szczęśliwa sama ze sobą  to patrze na świat inaczej. Nie chce imponować innym, nie chce być przebojową na siłę, nie potrzebuje oklasków, braw, lajków i statystyk aby czuć się dobrze... zaczęłam lubić życie, staram się bardziej być offline. Mam wrażenie, że to internet powoduje te wszystkie spiny w naszych głowach. Nie zamierzam pokazywać się Wam w mediach "fajniejsza" i "lepsza" niż jestem. Bywam niewyspana i  brzydka, mam takie dni kiedy chodzę cały dzień w skąpej piżamie i pije zimną herbatę z wczoraj bo taki mam kaprys. Nie żyję na pokaz tylko dla siebie, nie będę udawać, że jestem śliczna (bo 4h robiłam tapetę), zawsze wyrozumiała i mądra. Bo jak każdy człowiek mam lepsze i gorsze momenty, nie kicham brokatem nie płacze prosecco a mimo to...
  ...są przy mnie ludzie którzy akceptują a z tego co mówią nawet lubią  mnie taką jaką jestem, akceptują moje ułomności, moje czasami złe nawyki, czy to, że w chwilach absolutnej bezradności przeklnę albo się rozpłaczę. KOŁCZĘ mówią aby zawsze dążyć do tego aby być najważniejszym w relacjach z ludźmi, zupełnie tego nie czaję, to takie błędne wprowadzanie się w stan wiecznej troski i paranojek.  Najważniejsza dla kogo? Dla przyjaciela, faceta, brata, mamy, taty, kumpeli, szefa? To nie ma sensu... Nie możemy stawiać ludzi w takiej sytuacji aby zawsze dokonywali wyborów i ustawiali nas z numerami na podium... każdy z nas jest unikatowy i ważny tylko w innym kontekście.  Jestem ważna dla wielu ludzi i nie interesuje mnie to na którym jestem stopniu. Jeśli poświęcają mi, takiej nieidealnej kawał swojego czasu to czuje się wyróżniona i też wrzucam do serca. Pary razy zachłysnęłam się światem,  internetowymi ludźmi którzy zakładali maski a w realu byli jakimiś frustratami, teraz jestem pewna tego, że wcale nie potrzebuje tego "internetowego" filtra  do szczęścia. Chce prawdziwe tu i teraz a nie idylle która znika z momentem rozładowania telefonu. Niestety większość, rzeczy mnie nudzi wszędzie widzę to samo, te same schematy,te same zjawiska i udawane HITY które tydzień temu ktoś oferował w barterze na fb grupie. Mam wrażenie, że to wszystko ściema i to z praktycznie każdej strony... Nie chce się pod tym podpisywać, za stara jestem na takie pajacowanie. Chce być sobą i żyć prawdziwie, nie marnować czasu jaki tu mi dano, nie jestem byle kim więc nie chce żyć byle jak :)

W wieku 32 lat mogę powiedzieć o sobie, że jestem silna, wiem czego chce i mimo, iż nie zawsze  jest idealnie to polubiłam swoje nieidealne naleciałości, ciało które tez jest jakie jest ale przechodzi już czelendż akcept :) bo w jedną noc nie stanę się wyższa. Teraz bardziej bolą mnie kompleksy mojej niewiedzy czegoś niż te wizualne. Zresztą sama się sobie dziwie, całe życie rajcował mnie u ludzi intelekt i to on był dla mnie najbardziej sexy a sama oceniałam się przez pryzmat tego co zawsze mnie żenowało. Chyba zmądrzałam, dojrzałam i czuje teraz dobre, nie chce półśrodków, nie chce sama wpędzać się w lęki, że jestem niewystarczająco jakaś. Nie boję się mówić o tym jaka jestem i co we mnie siedzi. Pracuje jeszcze nad sobą, nad emocjami bo całe życie zbyt mocno czuje, uwrażliwiam się zbyt mocno, jeszcze mocniej przywiązuje się do ludzi... Ale to już temat na inny termin...
Chciałam sobie dziś posiedzieć z Wami jak z przyjaciółmi przy kubku herbaty i pogadac o tym co u mnie. Ryzykuje tym wpisem i może część zrażę do siebie ale tym bardziej przywitam i utulę tych którzy jednak tu zostaną. 
_________________________________________________________

PS. Tak, zwyczajnie ruszyłam tyłek z fotela i zaczęłam zbierać dobre momenty... 

Życzę Wam tego, aby nigdy nie zabrakło Wam siły na odrzucanie negatywnych sytuacji życiowych oraz magnesu który przyciągnie te chwilę do których chce się wracać. 

CZY W DZISIEJSZYCH CZASACH BYCIE SOBĄ TO COŚ ZŁEGO? 
Czytaj dalej »

5.07.2019

APACZE, HYBRYDY I KWIATY czyli #SummerChallengeByBlogger!


Już od paru d dni zbieram się do napisania Wam o chełmskim evencie Summer Challenge By Blogger. Organizatorkami były trzy znane mi dobrze kobietki Klaudia Klejn, Marta Łopacka oraz Karolina Kwietniewska. Dziewczyny zaprosiły nas  do lokalu  McKenzee który swoim designem przywoływał klimat rodem z dawnego westernu. Ławki w stylu dyliżansów, siodła na poręczach, pióropusze, małe tipi dla dzieciaków oraz modele pociągów sprawiły, że serio poczułam się jak na dzikim zachodzie, całość dopełniało menu w którym potrawy i napoje również wpisywały się w kanon całego zamysłu owej miejscówki. Serio pozytywne doświadczenie:)
Spotkanie podzielone było na trzy części. 






 
    



PIERWSZA -  MANICURE - POKAZ ZDOBIEŃ 
Prowadziła ją zdolna i niezwykle sympatyczna MONIKA MIELNICZUK, mistrzyni która może pochwalić się nie jednym wielkim tytułem w dziedzinie mani zdradziła przed nami swoje sekrety na temat zdobień, sprzętu czy nawet samych lakierów. Już teraz wiem na co zwracać uwagę aby wybrać lakier najmniej szkodliwy itp. Moniak zaskoczyła mnie swoim profesjonalizmem a jednocześnie faktem, że nie pracuje na jednej marce, nigdy też nie powiela swoich zdobień - może zrobić coś w tym stylu ale nigdy nie tworzy "obrazu" 1:1, gdyż nie chce się zamykać tylko stale rozwijać - ARTYSTKA! Wiecie, że nie przepadam u siebie za zdobieniami, nie wyobrażam sobie nosić paznokci mocno "ubranych", im jestem starsza tym bardziej lubię minimalizm zarówno w mani, makijażu, szafie jak i domu... (cholera wychodzi na to, że na starość odgracam się z dotychczasowego życia :D ) ale nie o tym... Podziwiam i cenie za precyzję, a z pokazu wyciągnęłam mnóstwo informacji które są dla mnie istotne na poziomie mojego zapotrzebowania, np. co matowi bardziej paznokcie, co sprawia, że top się gorzej trzyma itp... Ogromnie się cieszę, że poznałam Monikę bo to kopalnia wiedzy :)









DRUGA CZĘŚĆ - WYKONYWANIE WIANKÓW
Uwielbiam kreatywne zadania i wszelkie prace manualne, więc stworzenie wianka było dla mnie czymś gdzie mogłam się zmierzyć sama ze sobą a mieć przy tym ogrom frajdy. Stworzyłam jeden wianek w stylu totalnego sielankowego boho a, że upletłam go dosyć szybko to wzięłam się również 
za drugi wianek, zostało mnóstwo "resztek" którymi nie były zainteresowane dziewczyny i upletłam z nich drugi chyba jeszcze bardziej okazały od tego ktory zrobiłam na samym poczatku. 


Wianki splatałysmy ze sztucznych kwiatów które udundowała kwiaciarnia Bomm.pl. Jestem ogromnie zszokowana ponieważ, nie przepadam za sztucznymi kwiatami bo wyglądają słabo, natomiast te mnie zachwyciły, bardzo dobra jakość!!! Płatki jak i liście barwione tak, że niesamowicie przypominają kwiaty naturalne, miękki materiał, odcienie szlachetne - dla mnie petarda! Zdecydowanie pomyślę, o zakupach u nich.





Niesamowicie przypadły mi te warsztaty do gustu, każda z nas stworzyła swój unikatowy wianek, dzięki nim mogłyśmy wyrazić siebie, pokazać  jakie jesteśmy, co lubimy i jaka siła w nas drzemie. Każda inna, każda piękna i niesamowita a przy tym ogrom radości i świetnej zabawy :)





TRZECIA CZĘŚĆ- LICYTACJA
Jakoś to zakorzeniłyśmy i w sumie to od naszych lubelskich spotkań wyszła inicjatywa akcji charytatywnych  które widzę z czasem i sporadycznie pojawiają się też w innych częściach Polski. 
Tym razem licytowałyśmy produkty a cały dochód z licytacji został przekazany dla małej Lidki która obciążona jest tak wielką liczbą schorzeń, jedna choroba zostaje w mare opanowana i zdiagnozowana po czym przypadkiem pojawia się kolejny problem i tak jest co chwilę..., aż głos mi się łamie kiedy o tym myślę. Problemów jest wiele, więc każdy  grosz przyda się zarówno na rehabilitacje jak i kosztowne leki. Udało nam się zebrać prawie tysiąc złotych! Kwota 950zł została przekazana rodzicom Lidki! 






A oto wszystkie uczestniczki spotkania:

Organizatorki: Klaudia Czarnulkaa/ Marta Kicia Makeup Art/ Karolina PitbajKa

Uczestniczki: Agnieszka Kosmetycznyfronesis/ Dianka Dajanalogist/ Irmina Inka.zmaluje/ Emilia Szafazapachow / Magda The Women Life /Milena Make Life Perfect /Iwona Eteryczny Świat/ Gosia Esy, floresy fantasmagorie/ Ewa Piekna Sprawa /Sylwia Czerwone Usta no i wiadomo JA :D






Marki które ufundowały upominki dla uczestniczek:




Firmy które postanowiły wspomóc licytację na rzecz chorej Lidki:


Dziękuje Organizatorkom za zaproszenie, cudnie spędzone popołudnie i możliwość udziału w tym wspaniałym wydarzeniu. Znowu poprzeczka została podniesiona wysoko co mnie mega cieszy bo dzięki temu nasze lubelskie spotkania stale są na najwyższym poziomie :) Wzajemnie motywujemy się do robienia czegoś na 200% Gratuluje dziewczyny! Jesteście niesamowite! 



Co myślicie o takich kreatywnych spotkaniach?

Ściskam 
Madzialena <3

Czytaj dalej »

28.06.2019

NAJLEPSZY DROGERYJNY KREM POD OCZY?/ 4 LIFT SKIN - ACTIVE GLYCOL


Cienka skóra pod oczami, zasinienia, obrzęki, pogłębiona dolina łez, podkład-korektor zbierający się w załamaniach czy też ten podkreślający kurze łapki... Ile razy każda z nas przechodziła prze to samo? No właśnie... Kiedy ten krem trafił w moje dłonie pomyślałam- ocho kolejny produkt który zapewne obieca złote góry a nic nie zrobi, jak duże było moje zdziwienie kiedy zaczął działać i faktycznie okazał się skuteczny... Na co jednak pomógł i jak się sprawdził o tym przeczytacie w dzisiejszej recenzji.

TESTUJĘ 
4LIFT SKIN -ACTVE GLYCOL/ KORYGUJĄCY KREM POD OCZY


NAJLEPSZY DROGERYJNY KREM POD OCZY/ 4 LIFT SKIN - ACTIVE GLYCOL



OPAKOWANIE
Produkt trafia do nas w białym tekturowym kartoniku - niestety nie pokaże go na zdjęciach ponieważ uległo całkowitej destrukcji w czasie dostawy, ale pokuszę się o pokazanie Wam go na zdjęciu jakie znalazłam na stronie producenta.


Na opakowaniu standardowo znajdziemy sporo informacji na temat produktu a w samym kartoniku kosmetyk docelowy. Krem prezentuje się imponująco, regularna forma, wykonana z solidnego plastiku imitującego metal. Skuwka dopinana na charakterystyczny click, co wpływa na dobre zabezpieczenie aplikatora. Aplikator to dobrze zaprojektowana pompka, nabiera jednorazowo idealną wielkość produktu, nie zapycha się, nie przycina - no działa naprawdę bez zarzutów.


SPOSÓB UŻYCIA
Standardowo na oczyszczoną skórę nakładamy niewielką ilość kremu i delikatnie wklepujemy opuszkami w skórę POD OCZY! Wspominam o tym, ponieważ, wiele osób nakłada kremy również na powiekę a później ma problemy z uczuleniami itp. Jeśli krem jest pod oczy nakładamy go tylko tam, nie na górną powiekę!

ZAPACH/ KONSYSTENCJA
Praktycznie niewyczuwalny, dopiero po dłuższym wmasowywaniu w skórę wyczuwam charakterystyczny dla kosmetyków czy leków z glikolem ale jest to aromat tak bardzo subtelny i zaraz ulatniający się ze skóry, że podejrzewam, że wiele z Was może go nawet nie zauważyć.
Zaraz po wydobyciu konsystencja wydaje się być zupełnie inna, krem wygląda na gęsty i mocno zbity jednak w chili kontaktu z opuszką okazuje się, że jest dosyć lekki w konsystencji. łatwo rozprowadza się na skórze, i mimo, iż ma dosyć lekką konsystencję to czuje się jego "treściwość".  Wchłania się błyskawicznie, momentalnie poprawia komfort skóry pod oczami, nawilżenie, ukojenie- zero ściągnięcia, ale czuje lekkie przyjemne napięcie skóry tak jakby dolina łez była bardziej zagęszczona i spłycona... Jako posiadaczka bardzo suchej skóry czuje ten efekt wow!

WYDAJNOŚĆ
Opakowanie jest mleczne, dosyć mocno zabudowane. Kremu używam od miesiąca 2 razy dziennie i nadal nie został zdenkowany. Niestety przez opakowanie nie jestem w stanie stwierdzić ilość niezużytej, ale powiem jedno, zazwyczaj kremy 15ml starczają mi na miesiąc ten, ze względu na fajne działanie i fakt, że nie muszę doklepywać większej ilości w ciągu dnia nadal bez zawiechy opuszcza aplikator. Ogólnie uważam go za produkt wydajny.

SKŁAD
Aqua, Hydrogenated Polydecene, Myristyl Myristate, Pentylene Glycol, Isohexadecane, Glycerin, Arachidyl Alcohol, Niacinamide, Betaine, Octyldodecanol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cetearyl Alcohol, Isodecyl Neopentanoate, Behenyl Alcohol, Palmitic Acid, Sodium Hyaluronate, Persea Gratissima Oil, Calcium Gluconate, Lecithin, Ornithine HCL, Carnosine, Glycine, Histidine, Lysine, Magnesium Gluconate, Cupric Chloride, Manganese Chloride, Butyrospermum Parkii Butter, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Lauryl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Caesalpinia Spinosa Gum, Gluconolactone, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Silybum Marianum Seed Oil, Acetyl Heptapeptide-9, Colloidal Gold, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Allantoin, Cholesterol, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Squalane, Ceramide NP, Arachidyl Glucoside, Canola Oil, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Avena Sativa Kernel Extract, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Polysorbate 80, Citric Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Silica, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum

POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
15ml /42-46zł w zależności od miejsca np.tutaj


PODSUMOWANIE 
Wizualnie perfecto - opakowanie solidne, minimalistyczne, kolorystyka delikatna, spójna i elegancka, aplikator wysokiej jakości - działa bez zarzutów.
NAJLEPSZY DROGERYJNY KREM POD OCZY/ 4 LIFT SKIN - ACTIVE GLYCOL

Konsystencja interesująca niby zbita ale w kontakcie ze skórą nabiera lekkości, za chwile jednak czuje pod opuszkami jego treściwość. Wchłania się błyskawicznie a lekka konsystencja od razu daje efekt wygładzenia, wręcz zagęszczenia delikatnej skóry pod oczami.Krem pięknie pielęgnuje dolinę łez. ABSOLUTNY FAWORYT jeśli chodzi o makijaż - stanowi cudowną bazę pod korektor. Nie lepi się, nie roluje, nie ściera i nie wpływa na destrukcję mascary, wręcz przeciwnie fajnie zabezpiecza też dolną linię rzęs, dobrze poradził sobie z zapuchniętymi oczami w czasie atakujących mnie alergii no i tych strasznych upałów kiedy twarz mimo hektolitrów wypitej wody wyglądała jak obrzęknięty balon. Przebarwień, zasinień pod czyma nie posiadam, więc nie powiem czy pomoże również na to, ale zaczerwienienia alergika przygasił już po drugim użyciu.

Przeżyłam bardzo pozytywne zaskoczenie, krem zdecydowanie wywołał u mnie falę pozytywów. Kolejny produkt z lini 4LIFT SKIN który się u mnie sprawdza. 
Uwielbiam Kiehls'a avokado, to krem który bardzo polubiłam w kwestii doładowania delikatnej skory, ale nie ma szans abym nałożyła go pod makijaż, czy rano przed nałożeniem makijażu dokładnie nie oczyściła rzęs bo tusz by z nich normalnie spłynął po paru sekundach. Tutaj ten problem nie występuję.
Oceanic wzięło się i stworzyło bardzo dobre produkty które mimo, iż nie obiecują złotych gór to nam je serwują i to w przystępnej cenie. Za 40 parę złotych dostajemy kosmetyk który ma szanse stać się ulubieńcem niejednej/ niejednego z nas. Tak, kosmetyk polecam również mężczyznom!

_______________________________________________________________________________
KREM MIAŁAM OKAZJĘ POZNAĆ DZIĘKI AKCJI " TESTUJĘ Z TWOJE ŹRÓDŁO URODY"
Czytaj dalej »

23.06.2019

O CIEMNEJ STRONIE PRACY PIELĘGNIARKI / SPOWIEDŹ- odpowiadam na wasze pytania

Ten wpis miał pojawić się znacznie wcześniej, jakieś pół roku temu... Nie wiem czy nie miałam w sobie wystarczająco dużo siły aby mówić o tym otwarcie czy też czułam się w pewnym stopniu dyskomfortowo aby zdradzać tajniki swojej pracy... Dziś nastąpił przełom więc otworzyłam laptopa i postanowiłam szczerze odpowiedzieć na wszystkie pytania jakie mi zadałyście na moich social mediach.  Dziś poznacie jak to wygląda z mojej perspektywy.




Zacznę może od tego, że za chwilę minie mi 6 lat od kiedy pracuje w Domu Pomocy Społecznej, zanim tu jednak trafiłam przeżyłam 5,5 letnie studia które zakończyłam tytułem magistra pielęgniarstwa. Studia wiadomo, wiele mi dały, wprowadziły mnie w zakres obowiązków  i zarys pracy jaką powinnam wykonywać ale tak naprawdę najwięcej dały nam praktyki które odbywałam w wielu szpitalach i na wszystkich możliwych oddziałach które wchodzą w zakres toku studiów.
Moją główną i docelową pracą jest DPS ale w między czasie przewinęło się kilka różnych placówek w których zagościłam i pracowałam tam dodatkowo w różnym wymiarze czasowym. Była to m.in Podstawowa Opieka Zdrowotna, Poradnia Psychiatryczna, diagnostyka gdzie pomagałam wykonywać rezonanse i tomografię komputerową, od blisko 2 lat prowadzę gabinet w zespole szkół ponadgimnazjalnych, opieka  nad pojedynczymi przypadkami w różnych stadiach chorobowych od maluchów bo osoby w wieku przed geriatrycznym, no mogłabym wymieniać, bo w sumie co chwilę przypominam sobie coś nowego,ale nie o tym...

W Domu Pomocy w którym pracuje mamy pensjonariuszy o różnych schorzeniach głównie są to osoby geriatryczne (starsze), chore psychiatrycznie z przekrojem wszystkich chorób internistycznych  jakie tylko mogą zaistnieć. Hm... zaczynam się zastanawiać czy jak zacznę pisać językiem medycznym będzie to dla każdego zrozumiałe więc może przejdę na język mniej formalny. Mamy tu chorych na serce, ludzi niepełnosprawnych poruszających się na wózkach, przy balkonikach, osoby leżące, zdarzają się osoby uzależnione, częstym zjawiskiem są ludzie chorzy psychiatrycznie którzy są głównie splatani (nie orientują się co do miejsca i czasu), ale są też tacy z napadami agresji, czy nieszkodliwi które najzwyczajniej nie panują nad swoimi zachowaniami i zazwyczaj robią rzeczy które mogą wzbudzać wśród ludzi z poza personelu medycznego skrajne, wręcz kontrowersyjne emocje. Jest tez trochę takich miłych hm.. nazwijmy ich pieszczotliwie dziadeczków którzy  mieszkają tutaj i w godnych warunkach chcą spędzić swoją złotą jesień. Blisko 100 podopiecznych więc i przekrój jest ogromny.
Skoro już znacie mniej więcej zarys mieszkańców przejdźmy do konkretów bo pytań jest  całkiem sporo.
Odpowiedzi na pytania będą dotyczyły całej mojej działalności w tym zawodzie i nie będą dotyczyły tylko tej jednej placówki w której obecnie pracuję. 



CZY PRACA W TAKIM MIEJSCU OBCIĄŻA PSYCHICZNIE?

Początki pracy były ciężkie, bardzo mocno wczuwałam się w psychikę i profil każdego pacjenta,wielokrotnie przenosiłam "pracę"do domu co nie ukrywam, nie było łatwe bo nastrój siadał i często przelewał się na otoczenie. Z biegiem lat jednak nauczyłam się tego profesjonalizmu którym niewątpliwie jest  fakt odcinania się od pracy w momencie przekroczenia terenu placówki.
Każda praca z ludźmi wymaga poświęcenia i obciąża psychicznie, bez względu na to czy jesteście pracownikami sklepu czy banku a już tym bardziej jeśli na co dzień spotykacie  ludzi starszych, schorowanych, których los potoczył się inaczej niż zakładali w przeszłości. Wiek i schorzenia niestety niosą to co nieuniknione więc też śmierć. Są tutaj ludzie którzy mieszkają tutaj od kilku/ kilkunastu/kilkudziesięciu lat więc i z nimi chcąc nie chcąc nawiązuje się  nić porozumienia i z wybranymi zwykłą sympatię. Każdy pracownik jest świadom, że chwilę kogoś może już nie być, inni długo chorują, inni odchodzą w ciszy i spokoju. Myślę, że to może obciążyć.


CZY OD KIEDY PRACUJESZ ZE STARSZYMI LUDŹMI PATRZYSZ NA NICH INACZEJ?
Starsi ludzie to tak naprawdę my za Xlat więc wiele zachowań nie wynika z wieku a z ogólnego charakteru człowieka. Jeśli ktoś był prawym i kulturalnym człowiekiem który zarażał swoją dobrocią w promieniu kilkunastu metrów to wątpliwa kwestia aby drastycznie zmienił się w przyszłości (nawet u ludzi ze schorzeniami psychiatrycznymi widać  jakim człowiekiem był przez większość życia). To samo jest w drugą stronę jeśli ktoś  był osobą złośliwą i konfliktową, raczej nie zmienia się w oazę spokojności, wręcz przeciwnie te  zachowania nasilają się drastycznie.
Czy patrzę na tych ludzi inaczej? Niestety tak, kiedyś każda starsza osoba traktowana była w moich oczach przez pryzmat moich dziadków. Ikon ciepła, wyrozumiałości i wsparcia, teraz niestety wiem, że to było totalnie naiwne i niedojrzałe z mojej strony. Praca bardzo mocno kształtuje sylwetki.

JAKIE ZACHOWANIA PACJENTÓW I RODZIN WKURZAJĄ NAJBARDZIEJ PIELĘGNIARKI?
Myślę, że nie tylko pielęgniarki ale też cały personel medyczny. Na mnie najbardziej drażniąco działają rodziny które lekceważą swoich najbliższych i nie utrzymują z nimi stałego kontaktu ( pisząc stałego mam na myśli nie odwiedzają bliskiego częściej niż raz na miesiąc) a po przyjeździe do pacjenta zarzucają personel pomysłami na leczenie, sami stosują tego dnia swoje wydumane często zaczerpnięte od drGOOGLE  wizję na procesy pielęgnacyjne. Nie wiedzą co może zaszkodzić, nie słuchają  naszych wskazań, próbują potajemnie podać jakieś środki albo przekarmić osobę astralną ilością pokarmów tak jakby chcieli zrekompensować tymi siatkami jedzenia ileś tygodni/ miesięcy nieobecności. (Mam tutaj na myśli rodziny które są z tego samego miasta, są zdrowe, młode i zmotoryzowane a nie tych których sytuacja życiowa zmusiła np. do wyjazdu za granicę). 
Częstym zjawiskiem który podnosi mi ciśnienie jest też sytuacja kiedy trafia do nas nowy podopieczny który widać, że był mocno zaniedbany w środowisku z którego do nas trafił. Stan higieniczny pozostawia wiele do życzenia o postępowaniu lecznicznym już nawet nie wspominając. Rodzina często oczekuje od nas nadrobienia w przeciągu paru dni tego czego sami nie pilnowali przez kilkanaście lat. Taka osoba w zamyśle rodziny powinna w 48h mieć wyrobioną nową protezę zębową, posiadać okulary oraz przejść wszelkie konsultacje lekarskie jakie tylko sobie zamarzą. Niestety nawet gdybyśmy tego chcieli jest to niewykonalne w tak krótkim terminie. 


CZY PACJENCI KTÓRZY NIE SĄ ODWIEDZANI PRZEZ NAJBLIŻSZYCH SĄ GORZEJ TRAKTOWANI?
Przyznam szczerze, że to pytanie mocno mnie zaskoczyło i wręcz zmroziło krew w żyłach. Nigdy nie spotkałam się z tym aby było to wyznacznikiem i jestem zdziwiona, że nadal gdzieś tam w społeczeństwie krążą takie mity!!! Z mojej strony nie ma różnicy czy jest to pacjent który jest samotny lub ma rodzinę, każdego podopiecznego traktuje z takim samym szacunkiem i oddaniem. Dbam o jego komfort i staram się zrobić wszystko aby jego samopoczucie fizyczne i psychiczne było utrzymane na najwyższym poziomie. 
Oczywiście są ludzie którzy bardziej nam odpowiadają,lepiej nam się z nimi funkcjonuje ale to tak jak ze znajomymi z jednymi łapiemy kontakt od razu z innymi ciężko nawiązać "tą" nić. Nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie nie ma znaczenia czy ktoś jest  samotną babcią z zapadłej wsi czy znaną osobistością z kilkoma fakultetami czy wysoko postawioną rodziną. Do swojej pracy staram się podchodzić profesjonalnie i traktować wszystkich na równi, nawet tych którzy są wulgarni w stosunku do nas, staram się pokonywać swoim opanowaniem i spokojem. 

CZY JESTEŚ ŚWIADKIEM W PRACY  SYTUACJI, ŻE PACJENCI SĄ ŹLE TRAKTOWANI PRZEZ PERSONEL MEDYCZNY?
W ciągu 11lat (praktyki studenckie i praca) spotkałam się 4 razy z takim zachowaniem i nie ukrywam od razu podjęłam reakcję, co nie zawsze było mądre bo wiązało się często z wieloma nieprzyjemnościami, ale moje założenie i system wartości który gdzieś tam się wykluł nie pozwoliłby mi przejść po tym do porządku dziennego. Na szczęście nie były to jakieś tragiczne sytuację ale zdecydowanie łamiące komfort psychiczny pacjenta. Bez względu na wszystko trzeba reagować, nie być obojetnym bo tylko w taki sposób można zmienić coś na lepsze.

CZY PAMIĘTASZ SWOJĄ PIERWSZĄ RESUSTYTACJĘ?
Pewnie i o dziwo była ona jeszcze na studiach na oddziale kardiologicznym tzw sala OIOM.  Adrenalina i nagła sytuacja  zrobiły swoje, wraz z kolegą podjeliśmy RKO, był to chyba nasz pierwszy lub drugi dyżur nocy a pracowaliśmy w asyście nocnej pielęgniarki.Akcja zakończyła się powodzeniem a ja czułam się dumna tak bardzo, że pomyślałam jestem tu gdzie trzeba :) 

CZY PODOPIECZNI CZĘSTO UMIERAJĄ?
Zważając na to, że są to starsi ludzie, często schorowani to oczywiście zdarza się, ale mamy też osoby które mają po 90-102 lata i są w świetnej kondcji. Jest wiele pacjentów którzy trafili do nas w fazie prawie agonalnej a przynajmniej w ciężkim stanie a teraz sami poruszają się po oddziale i to często bez wsparcia sprzętu medycznego typu balkonik, wózek itp. Walczymy o każdego i robimy wszystko aby oszukać przeznaczenie.

Z JAKIMI NAJBARDZIEJ EXTREEME PRZYPADKAMI SPOTKAŁAŚ SIĘ BĘDĄC PIELĘGNIARKA?
Pamiętam dosyć mocno zakład psychiatryczny oraz praktyki na dwóch oddziałach. W jednym z nich osadzeni byli recydywiści którzy trafili do szpitala na obserwację ponieważ planowali targnąć się na swoje życie( ludzie z wysokimi wyrokami) lub Ci udający choroby( łudzący się, że ze szpitala łatwiej im będzie uciec niż z więzienia). Pamiętam jak kazano wchodzić i wychodzić tylko tyłem, jak niemile widziany był wtedy makijaż, czy nawet jakiś element biżuterii. Trzeba było być bardzo czujnym, bo z opowieści pielęgniarek  zbity kubek ceramiczny jest najlepszym elementem do podcięcia sobie żyły lub gardła. Druga osoba to przypadek młodej dziewczyny z praktyk, nastka była uzależniona od jedzenia zupek chińskich miała ich mnóstwo, nosiła je w ubraniach, przyklejała do ciała, upychała pod materac, konsumowała na sucho i poprawiała makijaż. To chyba takie najmocniej działające na mnie wtedy emocje. Moja praca niesie za sobą stale jakieś  nietypowe i skrajne sytuację ale to niestety nie nadaje się do wrzucania do sieci.

CZY CZASEM CZUJESZ ULGĘ, ŻE KTOŚ Z PACJENTÓW UMARŁ?
Zdecydowanie tak. Brzmi to nieludzko wiem, ale raz na dziesiątki przypadków trafia się chory który jest w bardzo ciężkim stanie, stanie agonalnym często z nowotworem, odczuwa niesamowity ból, skóra pokrywa odleżyny które mimo systematycznej pielęgnacji  nie mają już skłonności  do wygojenia i naskórkowania. Pamiętam taki przypadek kiedy rozpoczęłam pracę w DPS, kobieta ok. 170cm, waga jakies 35-38kg, przeraźliwie chuda, bez reakcji, leżąca, z endoprotezą talerza biodrowego ( proteza biodra) odleżyna czyli dziura w skórze szeroka, głęboka odsłaniała praktycznie cała metalową protezkę. Odleżyny i rany były na kręgosłupie,pietach, pośladkach, łokciach, przedramionach policzkach a nawet na płatkach uszu. Kobieta nie jadła, nie mogła pić, żyły cienkie jak włosy i tak samo kruche, podpięcie jej kroplówki graniczyło z cudem. Wiecznie na bardzo silnych lekach przeciwbólowych, intensywna profilaktyka p/odleżynowa i miesiące agonii w jękach... W takich chwilach kiedy obcujesz z takim cierpieniem, widzisz jak ta osoba z każdym dniem nie chce żyć,jak oczy nabierają mętnego wyglądu i żółci to chcesz aby wreszcie pojawił się "bilet" i taka osoba trafiła do lepszego świata. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie, że odpowiedz tak, nie oznacza, że życzę komuś śmierci.


CZY TO PRAWDA, ŻE PIELĘGNIARKI PRACUJĄ TAK DUŻO?
Raczej tak, ale nie jest to niestety powód do dumy. Każda z nas wolałaby pracować w standardowym wymiarze godzin co miesiąc i zarabiać tyle aby móc godnie przeżyć od 1 do 30 i czasem pozwolić sobie na jakąś przyjemnostkę. Niestety stawki są opłakane a za taką odpowiedzialność, przeróżnych, często agresywnych pacjentów (1 pielęgniarka na blisko 100osób), masę obowiązków i  narażanie własnego życia to zarobki są  słabe, aby zarabiać lepiej łapiemy dodatkowe etaty i wtedy zarabiamy kosztem życia prywatnego. Podobno pielęgniarka to misja, więc może jak przejdę końcowego Bossa to dostanę jakiś bonus :) a tak poważnie, to #śmiechprzełzy :)


CZY PIELĘGNIARKI MSZCZĄ SIĘ NA NIEMIŁYCH PACJENTACH?
Ciężko mi mówić, za wszystkie ale powiem za siebie... To, że ktoś jest niemiły często wynika z faktu bólu czy zdenerwowania więc próbuje sobie to wytłumaczyć na swój sposób. Gorzej jeśli ktoś okazuje się być totalnym chamem, knuje i próbuje podnieść np. rękę albo obraża innych to reaguje od razu,  zwracam uwagę, jestem stanowcza i nie wchodzę w dialogi. Rozmowa toczy się równoważnikami zdańi chyba czuć ten dystans i niechęć. Nigdy jednak na nikim się nie mściłam i nie zamierzam, totalną bujdą jest, że podaje się inaczej zastrzyki aby bardziej bolało (jest to możliwe) ale też wiąże się z większym powstaniem powikłań więc nikt tego nie stosuje i mam nadzieję, nie będzie wykonywał. trudne sytuację trzeba rozwiązywać na bieżąco bo potem może być już za późno.


CZY JEST TO PRAWDA, ŻE OSOBA KTÓRA UMIERA NA SALI  MUSI TAM ZOSTAĆ PRZEZ JAKIŚ CZAS?
Tak, procedury są takie, że w chwili wystąpienia zgonu telefonujemy do lekarza dyżurującego (u nas nie pracują lekarze) i informujemy o zgonie.  Musi minąć minimum dwie godziny od zgonu aby lekarz pojawił się u nas, potwierdził brak reakcji życiowych i wypisał odpowiednie dokumenty. Te dwie godziny jest to czas aby przygotować osobę ("toaleta pośmiertna") na przyjazd np. najbliższych, później lekarza. Kiedy lekarz wypisze kartę zgonu, wzywamy zakład pogrzebowy który został wskazany przez rodzinę lub opiekuna prawnego. Odpowiadając konkretnie na pytanie ciało pozostaje na sali przez minimum 2h.

CZYTAŁAM KIEDYŚ ARTYKUŁ, ŻE OSOBY SKARŻYŁY SIĘ, ŻE LEŻAŁY Z "TRUPKIEM" NA JEDNEJ SALI PRZEZ KILKA GODZIN, JEST TO MOŻLIWE?
Nie wiem jak to teraz wygląda w szpitalach, podejrzewam, że regulaminowe 2h i ta osoba zostaje przeniesiona. U nas wygląda to tak, że staramy się aby osoba chodząc z jednego pokoju/ sali w tym czasie przebywała w innym miejscu, trafia do sali terapii, ogląda w tym czasie telewizor, albo rozmawia z personelem, nie zawsze nawet jest świadoma, że w tym czasie doszło do zgonu  na sali. Jeśli są to osoby  leżące, nieświadome a temperatura otoczenia jest korzystna,osoba zostaje w pokoju, zmarła zostaje "naszykowana"-> "toaleta pośmiertna" i zasłoniona parawanami. Czekamy na lekarza, ewentualną rodzinę i zakład pogrzebowy. 

CO BYŁO DOTYCHCZAS NAJTRUDNIEJSZE W BYCIU PIELĘGNIARKĄ? 
W może w kontekście tego co napisałam powyżej o śmierci i różnych chorobach zabrzmi to dziwnie, ale najtrudniejsze było dla mnie przejście praktyk na  pediatrii. Zakładanie wkłuć w skroń takiego parotygodniowego maleństwa w chwili kiedy był to pierwszy rok a ja nie miałam jeszcze wprawy do igieł to był hardcore. Na szczęście u mnie w stresie wł. się jeszcze większe opanowanie i logiczne myślenie więc udało się nawet za pierwszym razem. 

CO NAJGŁUPSZEGO ZROBIŁY RODZINY W CHWILI ODWIEDZENIA?
Do NAGRODY DARWINA mianowałabym wszystkich tych którzy próbowali wcisnąć przez sondę  (sonda rurka przez nos lub usta włożona do żołądka) lub PEG-a (rurka założona od razu prze powłoki brzucha do żołądka) zgniecione maliny, truskawki ze śmietaną, banana czy  np, arbuza z pestkami. Oczywiście rzadko kiedy udaje się to przepłukać, zresztą często osoby z "rurkami" karmione są od razu przez usta (gdzie każdą z nich zakłada się w chwili problemów z połykaniem) a rodzny nie widza problemy aby zakleić gardło lepką papką i spowodować podduszenie co u nas od razu skutkuje akcją ratunkową.

JAK TO NIE MASZ LEKARZA  W PRACY?
W DPSach nie pracuje lekarz na stałe, podpisany jest kontrakt z przychodnią z której pojawia się u nas lekarz raz w tygodniu bada chorych i wypisuje recepty. Jeśli coś się dzieje w nocy możemy skontaktować się z lekarzem dyżurnym w opiece całodobowej lub wezwać pogotowie.

NIE BOISZ SIĘ IGIEŁ? NIE BRZYDZISZ SIĘ KRWI? CHYBA NIE MOGŁABYM UKUĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA... CO LUBISZ NAJBARDZIEJ Z TAKICH CODZIENNYCH ZADAŃ?
Uwierz mi, ze gdyby chodziło o uratowanie kogoś bliskiego i od twojego wbicia igły zależałoby wszystko to wbiłabyś z misterną precyzyjnością i to bez zawahania. Lubię pobierać krew ale najbardziej lubię kaniule tzn. wenflony i kroplówki :) Uwielbiam robić opatrunki, wszelkiego rodzaju rany, odleżyny (rajcuje mnie fakt kiedy z creepy stanu na moich oczach zaczynam zauważać znaczną poprawę) wszystkie chirurgiczne kwestie, lubię usuwać szwy, uwielbiam psychiatrię i wszystkie psychologiczne tematy. A krew pachnie metalicznie dla mnei wegetarianki jest to mało przyjemny zapach ale sam fakt pobierania jest dla mnie jak nie wiem umycie rąk, idę pobieram, opisuje i oddaje :) #życie :D

JAK WYGLĄDA CZŁOWIEK PO ŚMIERCI?
Nie wygląda jak w filmach, twarz parę godzin przed śmiercią wyostrza swoje rysy, charakterystyczny jest szpiczasty nos, zażółcone ale i mętne gałki oczne które raczej nie poruszają się za punktem. W chwili zgonu ciało się rozluźnia, jest wiotkie, stygnie, opada szczęka dlatego często trzeba podtrzymywać specjalnym paskiem brodę aby zmarły wyglądał na śpiącego. Mogą pojawić się zasinienia przy paznokciach czy plamy opadowe,ale to jest bardzo złożony temat i chyba nie na tutaj... Wszysto zależy od przyczyny śmierci.

CZY PODAJECIE TAM LEKI W TABLETKACH CZY TYLKO KROPLÓWKI? PIELĘGNIARKI ROZKŁADAJĄ LEKI CZY SAMI ŁYKAJĄ?
DPS to głównie leki w tabletkach, doraźnie podaje się zlecone wlewy kroplowe, zastrzyki, plastry p/bólowe itp.Pigułek jest mnóstwo. W budynku jest blisko 100 osób z czego każda przyjmuje lekarstwa minimum dwa razy dziennie (po kilka tabletek) a niektórzy nawet trzy. Pielęgniarka rozkłada leki podstawowe i psychotropowe a każdą wydaną pigułkę z działu psychotropów musi rozpisać w zeszycie tzn dla kogo ile kiedy itp. przeliczyć stan i się podpisać :)

CZY ZOSTAŁAŚ KIEDYŚ OBRAŻONA LUB UDERZONA W PRACY  PRZEZ PACJENTA? 
Zdarza się, aczkolwiek jestem taką osobą z którą chyba da się żyć w dobrych i jeszcze lepszych relacjach. Mam głównie takiego jednego starszego pana który lubi na mnie krzyczeć,wyzywać a nawet raz próbował uderzyć mnie po piszczelach a następnie kulą inwalidzką po twarzy. Tak, dobrze słyszycie, nie jest to osoba chora psychicznie a jak to się mówi, z trudnym charakterem. Zostało to zgłoszone, sama przeprowadziłam z nim rozmowę póki co ze skutkiem ale teraz jestem już uważniejsza.


CZY JESTEŚ TRAKTOWANA NA RÓWNI Z LEKARZAMI? CZY LEKARZE CZĘSTO OLEWAJĄ PROŚBY PIELĘGNIAREK GDY ZGŁASZAJĄ, ŻE COŚ SIĘ DZIEJE?
W szpitalach na szczęście odchodzi się od stereotypu "piguły", obecne pielęgniarki to nie panie od" podaj kaczkę" a wykształcone kobiety (ale i mężczyźni) które same są w stanie obserowac, monitorować oraz pielęgnować chorego, są wstanie zaproponować dalszy plan pielegnacyjny, podawać leki ratujące w obecnej chwili życie więc ciesze się, że figurujemy jako pielęgniarki a nie jako "siostry". W mojej pracy podkreślę jeszcze raz nie ma lekarza ja sama podejmuje decyzje odnośnie leczenia zachowawczego, obserwuje, monitoruję, wyciągam wnioski, jeśli stan jest poważny konsultuje przypadki z lekarzem dyżurującym za pośrednictwem telefonu lub jeśli lekarz tak zasugeruje dzwonie na Pogotowie Ratunkowe.
Niestety z Lekarzami w opiece całodobowej jest tak, że nie zawsze odbierają telefony, nie bardzo czują klimat odwiedzania w domu, sugerują od razu kontakt z pogotowiem. Kontakt z pogotowiem niestety bywa rózny czasami na dyspozytorce trafia się ktoś kto czuje powagę sytuacji a niekiedy słuchawkę odbiera jakiś zgred który zamiast ratować ludzi wykłóca się ze mną, że zawracam głowę.  Na szczęście większość ratowników i lekarzy którzy do nas dojeżdżają to konkretni, sympatyczni ludzie którzy jeszcze nie sprzedali swej empatii za bułkę w Maczku.

CZY ZOSTAŁABYŚ PONOWNIE PIELĘGNIARKĄ ?
Wiecie, że mam kilka zawodów, pracuję też jako fotograf, jestem bloggerem więc zajęć innego typu mam sporo  ale chyba bym została bo to praca którą lubię wykonywać. Tylko te zarobki miażdżą kręgosłup (azgr!jarrr!) Ale gdyby nie pielęgniarstwo to zostałabym Zębową Wróżką i lepiła Wam piękne ząbki. A swoją drogą w mojej łepetynce siedzą jeszcze dwa pomysły na siebie z którymi mam nadzieję, uda mi się ruszyć w przyszłości, nie będzie to nic medycznego, uruchomię swoją duszę artystyczną :)



Wszystkich tych  którzy zostali i zapoznali się z moimi odpowiedziami, proszę o znak, że tu byliście. Dajcie mi znać czy zdawaliście sobie sprawę, że mogę pracować w taki sposób? To zupełnie inna fucha od bycia "instagirl" , co mnie akurat nie rajcuję. Chce Wam na swojej stronie pokazywać, że też mam zwykłą pracę, normalne życie  a mój ig to przedłużenie tego jaką jestem.

Jakie macie zdanie o pielęgniarkach? Piszcie szczerze, ja na swojej drodze też spotkałam różne przypadki ale na szczęście (pacjentów) większość z nich już kica na emeryturze :P 

Dotychczas  patrzyliście na pielęgniarki jako takie pomocnice lekarza co wylewają mocz czy jednak personel pracujący trochę wyżej? :D 
Mam lekki stres przed tym wpisem bo jest może momentami zbyt szczery ale skoro pytacie to odpowiadam.

Jestem tak bardzooooooo ciekawa waszych opinii, chcecie czasem takie wpisy bardziej od strony medycznej ale pisane przystępnym językiem? Moje medyczne lifehacki?
________________________________________________________
ZAPRASZAM NA SWOJE SOCIAL MEDIA :) 
IG / FB/ @INSTASIOSTRA
Czytaj dalej »

24.05.2019

PRZETESTOWAŁAM PIELĘGNACJĘ AA

Jakiś czas temu trafiła do mnie nowość pielęgnacyjna marki AA. Zważając na to, że ostatnie kilka lat stale sięgam po produkty stricte naturalne postanowiłam troszeczkę namieszać i sięgnąć po coś z innej półki ale jednak w 100% przebadanego alergologicznie.


Na rynku pojawiła się fajna linia REVEAL YOUTH w skład której wchodzi krem antyoksydacyjny + 4 kuracje. Jest to o tyle fajne rozwiązanie, że każdy kosmetyk można ze sobą łączyć i otrzymać pielęgnację które działa a zawarte w niej produkty nie zwalczają się na zasadzie przeciwieństwa. 


Z pięciu dostępnych produktów wybrałam trzy - odżywczy krem antyoksydacyjny, kurację wypełniająca zmarszczki oraz tą modelującą owal twarzy.

Krem ma lekką i dosyć luźną konsystencję, bardzo szybko się wchłania a jego zapach dosyć szybko się ulatnia. Krem posiada filtr SPF20 a mimo to po wchłonięciu pozostawia jedynie subtelny film, co bardzo przemawia na jego korzyść. Dobrze nawilża solo, ładnie łączy się z kuracjami i tak samo sprawnie wchłania. Współgra z cięższymi podkładami (przynajmniej na delikatnej, suchej skórze).
Producent wspomina o działaniu składników aktywnych takich jak Wit.E+C, koenzym Q10, kompleks SkinIQ i olej ryżowy. TUTAJ POCZYTACIE O NIM WIĘCEJ ORAZ ZOBACZYCIE SKŁAD.  Całkiem przyjemne połączenie filtrów z dużą dawką antyoksydantów. Ta baza, aż prosi się o wzbogacenie jej wybraną kuracją.

Tak jak wspominałam powyżej stosowałam dwie - modelującą owal twarzy oraz wypełniającą zmarszczki. Te same opakowania (szklane słoiczki), ten sam rodzaj aplikacji (pipety) i zastosowania( solo lub z dodatkiem do kremu) a jednak dwa zupełnie inne produkty. MODELUJĄCA to nic innego jak ujędrniające serum, bardzo przyjemna, lekka, wręcz wodnista konsystencja. Brak zabarwienia zniwelował złoty pyłek(złoto kosmetyczne), te maniunie drobinki po nałożeniu na skórze są praktycznie niezauważalne a jednocześnie tworzą zdrowy gloooł! Samo serum wchłania się błyskawicznie, tak samo prędko przynosi komfort skórze, daje wrażenie natychmiastowego nawodnienia i odżywienia. Genialny efekt który pokochałam już po pierwszym użyciu. Zapach jest równie interesujący, świeży, delikatny takie produkty lubię najbardziej. 
Składniki aktywne: złoto kosmetyczne, tetrapeptyd, ceramid III generacji.


WYPEŁNIAJĄCĄ ZMARSZCZKI cechuje mleczne zabarwienie.Serum jest delikatnie bardziej gęste ale wchłania się równie szybko, efekt jaki uzyskuje na skórze już po pierwszym użyciu to znaczne wygładzenie, skóra jest niesamowicie gładka i wizualnie optycznie prezentuje się młodziej. W przypadku tej kuracji nie doświadczymy błysku a raczej efektu satynowego. Zapach jest cudny, typowy dla algowych żelowych kremów :)
Składniki aktywne: Pro-RA complex, algi śnieżne, kompleks dotleniający.



Podsumowując...
Krem jest ok, nie zapchał mnie, nie uczulił, całkiem nieźle nawilżał i dla osób które szukają kremu z filtrem mogę go polecić, sam jednak nie zostanie moim number one bo filtrów potrzebuję niestety większych a i mam swoich faworytów w kategorii pielęgnacji  co nie zmienia faktu, że jest to produkt  godny polecenia. Jeśli chodzi natomiast o kurację to dwie mnie zauroczyły, jedna pięknie rozświetlała cerę i dodawała jej "życia", napinała przyjemnie skórę oraz dobrze przygotowywała ją pod makijaż. Druga natomiast pięknie wygładzała cerę, dawała ukojenie i turbo miękkość. Kuracja wypełniająca genialnie spisywała się również na ustach, to co robiła z nimi przed położeniem matowej pomadki to totalny sztos! Usta pełniejsze, wygładzone i dobrze trzymające kolor, no mega! Kuracje mają piękne zapachy, dają szybkie efekty i działają równie dobrze solo. Myślę, że sprawdzą się na różnych skórach a tym bardziej u posiadaczek cer do których ciężko dobrać zadowalającą pielęgnację.


Jestem ciekawa czy slyszeliscie już o takim rodzaju łączonej pielęgnacji. Znacie kosmetyki AA?


Czytaj dalej »