9.09.2019

MOJA PIELĘGNACJA TWARZY/ NATURALNE KOSMETYKI POPRAWIAJĄCE CERE

Stale ludzie dziwią się kiedy zdradzam im, że jestem już po trzydziestce, zazwyczaj dają mi mniej a co za tym idzie rozpoczynają się pytania o pielęgnację. Na instagramie często przemycam Wam kosmetyki których używam, które stosuję i lubię, nigdy jednak nie stworzyłam wpisu zbiorczego w którym pokazałabym moją całą pielęgnację twarzy krok po kroku.

Dlatego dziś zabieram Was do łazienki aby pokazać Wam to czego używam obecnie, moich bezapelacyjnych faworytów, hity które denkuje i bez zastanowienia nabywam po raz kolejny. No to co zapraszam...



PIANKI, MUSY, ŻELE, PEELINGI...

Na przestrzeni ostatnich 6 lat przetestowałam ich mnóstwo,rzadko kiedy jednak znajduje produkty które godne są zainteresowania. Moja cera jest delikatna, sucha ze skłonnościami do przesuszenia, łuszczenia i ściągnięcia ( tak, nawet woda potrafi zrobić z niej suszka). Znalezienie produktów nieszkodzących a jednak działających korzystnie na jakość cery to już prawdziwa zagadka Sfinksa.
Mimo wszystko udało mi się znaleźć te które polubiłam szczerze i prawdziwie.

Na pierwszy ogień polecam Wam MUS DO MYCIA TWARZY OD  LAQ - WERSJA OCZYSZCZAJĄCANie powiem Wam ile opakowań tego gagatka już przeszło prze moje dłonie. Jakieś 10? -12? Pojawił się u mnie tuż po premierze marki i tak już pozostał. Ma intrygującą konsystencję lekkiego ale jednak zbitego musu. Sposób użycia jest niezwykle banalny nabieramy dosłownie odrobinę z opakowania dodajemy odrobinę wody - spieniamy i nakładamy na twarz. Pieni się fenomenalnie, doskonale zmywa twarz ze wszelkich zanieczyszczeń. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia, wręcz przeciwnie - niezwykle gładkiej skóry. Uczciwie przyznaje, że myję nim twarz, czasami robię nim demakijaż który nie ma szans z tym myjakiem,  cudownie też sprawdza się do zmywania balsamu myjącego Czarszki, radzi sobie z nawet najcięższym podkładem, pięknie domywa pory z różnych zanieczyszczeń. 
Ma dobry skład i kosztuje w granicach 14-18zł. Ostatnio znajoma znalazła go na promce za 6zł w sieci Auchan :) Możecie dostać je też w Hebe, Triny.pl, Empiku, eKobiecej i oczywiście na stronie producenta -> http://laq.pl/19-musy-do-mycia-twarzy. Na stronie są trzy rodzaje, żółty jest genialny bo myje doskonale a oprócz tego peelinguje (z dodatkiem korundu), różowy fajnie myje ale to nie moja bajka, zarówno kolorystyczna jak i zapachowa (landrynki) ale jeśli lubicie słodkie zapachy to będziecie również zadowoleni:) Ogólnie polecam Wam asortyment tego sklepu, mam parę perełek ale myślę, że jest to temat na osobny wpis.

laq mus myjący do twarzy demakijaż

Jeśli już wspomniałam o peelingu to muszę Wam obowiązkowo przywołać gagatka którego testuję od czerwca.  Metalowa tubka przywołuje mi czasy kiedy malowałam olejnymi i akrylowymi farbami, kolorystyka minimalistyczna a wszystkie ozdobniki zaakcentowane poszczególnym fontem. Design jest absolutnie mój, minimalistyczny, wyraźny a  jedynie detale w postaci różnych fontów stają się ozdobnikami. Czuć klasę marki ale nie tylko w jakości opakowań... NATURAL MICRODERMABRASION PEEL -D'ALCHEMY to eksfoliant o konsystencji pasty. Ma mocny aromat (pierwsze skojarzenie z maścią VickVaporub) oraz bogactwo naturalnych drobinek. W składzie występuje m.in puder ryżowy, biała glinka, hydrolaty oraz olejki roślinne. Ze względu na konsystencję jest bardzo wydajny, potrzeba go niewiele aby dobrze rozprowadzić na twarzy i wypeelingować cerę. Zmywa się z łatwością , pozostawia skórę mięciutką, dobrze oczyszczoną i lekko zmatowioną. Stosuje go średnio 2-3 razy w tygodniu, raz częściej raz rzadziej wszystko zależy od potrzeb mojej cery. Mimo silnych drobinek, nie zauważyłam aby cera bardziej się przetłuszczała, czy drobinki jakość mocniej wpływały na produkcję sebum. Dobrze sprawdza się na skórze suchej, odwodnionej. Wydaje mi się to oczywiste ale podkreślę, że odradzam stosowania na cerze podrażnionej i ze zmianami skórnymi, głównie mam na myśli zmiany ropne lub stany z naruszoną powierzchnią naskórka. Jest to moje pierwsze opakowanie tego produktu, myślę, że skuszę się na kolejne chyba, że na mej drodze stanie coś równie naturalnego o mocnych właściwościach ścierających. Póki co pełne zadowolenie.
Cena nie mała 109zł/50ml Dostępny m.in. na stronie producenta https://dalchemyskincare.com/pl/natural-micro-dermabrasion-peel

Skoro już jestem przy marce D'Alchemy to muszę wspomnieć o żelu PURIFYING FACIAL CLEANSER. Nad designem opakowania nie będę się rozpisywać ponieważ jest charakterystyczna dla marki i wszystkie produkty utrzymane są w tym samym klimacie, muszę jednak wspomnieć o pewnym drobnym szczególe, opakowanie jest plastikowe, dozownik bezawaryjny a sam żel niezwykle delikatny. Konsystencja luźna, pieni się umiarkowanie.Pierwsze użycia miałam wrażenie, że moja cera jest niedomyta, ponieważ, nie czułam żadnej "agresji" na skórze. Zero tarcia, nie szczypało w oczy, skóra nie była ściągnięta i nie piszczała pod opuszkami jak umyty talerz. Nie przestawałam jednak używać, stosowałam tydzień po tygodniu. Myjąc twarz, zmywając makijaż twarzy a nawet oczu. Cera była ładnie oczyszczona, niezwykle mięciutka, wręcz zrelaksowana, złagodzona po podrażnieniach słonecznych i prezentowała się dobrze. Czy jest to mój hit? Nie wiem bo sprawdza się super ale nie czuje zaraz "po" tego uczucia cery "krystalicznie czystej" nie wiem jak to trafniej określić. Sprawdza się bardzo dobrze ale po pierwszym użyciu nie dostąpiłam efektu WOW! :)
Cena 89zł/125ml Dostępny w szafach D'Alchemy oraz na stronie producenta  https://dalchemyskincare.com/pl/purifying-facial-cleanser

D'Alchemy  peeling wegański



MASECZKI

Dziś pominę te w płachcie a skupię się na tych słoiczkowych. Dwie faworytki, jedna starsza ale w nowej szacie graficznej druga stosunkowo od niedawna na rynku naturalnej pielęgnacji obie jednak fantastyczne i nie do zastąpienia. Pierwsza  RAPAN BEAUTY - MASKA DO CERY SUCHEJ I MIESZANEJ. 
O masce ze smoczą krwią i owocem Yuzu pisałam już w 2017r. więc odsyłam Was do wpisu  https://www.mazgoo.pl/2017/11/SMOCZA-KREW-RAPAN-BEAUTY.html. Nadal jednak podkreślam, stale kupuję, używam i uwielbiam!

rapan beauty maseczka


Druga i niezwykle ważna w mojej pielęgnacji to propozycja od znanej już wszystkim królowej naturalnej pielęgnacji. MASKA ŁAGODZĄCA DO TWARZY - CZARSZKA. Z Pauliną znamy się od kilku dobrych lat i niech nie zmyli Was fakt, że ja tu promuje jakiś produkt kumpeli, absolutnie laska wie, że jak mi coś nie podejdzie to dostanie najprawdziwszą opinię na temat swojego produktu. W tym przypadku nawet gdybym chciała się do czegoś przyczepić to nie ma takiej opcji. Dla mojej cery ta maska to wybawienie. Niosła ukojenie i komfort w najcięższym dla mojej cery stanie a mianowicie w okresie tych ciężkich temperatur. Mam uczulenie na słońce, każde wysunięcie kawałka cery na ekspozycję słoneczną kończy się u mnie tragedią grecką. Maska ta złagodziła zaczerwienienia, ukoiła poparzenia, sprawiła, że  cera stała się mniej tkliwa a przy okazji turbo mięciutka i wygładzona. Pachnie niesamowicie - głównie nagietkiem i owsem, przygotowuje się ją szybciej niż tosty z serem (wystarczy odsypać trochę ze słoiczka, dodać wody, wymieszać, nałożyć i po  odpowiednim czasie zmyć). Na twarzy wygląda efektownie - żółciutko. Maskę należy trzymać na twarzy tylko w czasie wskazanym na opakowaniu, po tym zastyga i może wydawać się trudniejsza w zmyciu, możecie jednak się o to pokusić jeśli chcecie mieć dodatkowy peeling, zmywanie zastygniętej maski działa tak samo skutecznie jak ten z D'Alchemy ;) Jeśli przestrzegamy czasu maska zmywa się bezproblemowo ;) Słoiczek wystarcza na jakieś 10-12 użyć. 65zł/100ml. Maseczkę robię raz - dwa razy w tygodniu.

czarszka recenzja maska



TONIK ECO LAB - ODMŁADZAJĄCY
Nie będę  ukrywać uwielbiam ten produkt, zużywam  go w ilościach hurtowych, nie wiem ile już hektolitrów za mną. Jest ze mną od blisko 5 lat a w ciągu miesiąca zużywam 1-2 opakowania ale bywało, że i nawet 3-4 szły bez problemu (tonik spełniał u mnie również funkcje mgiełki- wody termalnej i schładzałam się nim w czasie wielkich upałów). Ma interesujący skład: woda morska, olej jojoba, kofeina, ekstrakt z jaśminu, kwas hialuronowy. Cudownie spisywał się schłodzony wcześniej w lodówce, koił, nawilżał i był świetną bazą pod dalszą pielęgnację. No ubóstwiam!

tonik naturalny odmładzający


SERUM

MANAIKA - SERUM DO TWARZY
O BOGOWIE! Gdyby ktoś parę miesięcy temu powiedział mi, że zakocham się w różanym produkcie kazałabym temu świrowi palnąć się obuchem w czoło. Mimo, iż moje podejście do róży jest nadal na poziomie hate to ten kosmetyk kocham miłością szczerą i prawdziwą. Moi milusińscy serum ma niesamowity skład, w 30ml butelce dostąpicie mieszanki godnej mistrzów tj. oleju z owoców dzikiej róży, wysokiego stężenia estrowej formy witaminy C, koenzymu Q10, oleju z pestek dyni, Wit.E i A, oleju z wiesiołka a w nim kwasu g-linolenowy(GLA), oleju z pestek śliwek, oleju makadamia, skwalanu z oliwy z oliwek, olejeku z pestek malin a także ekstraktu z listków rozmarynu i CO2 z nasion granatu. Zapachowo jest jeszcze lepiej bo róża absolutnie nie jest wyczuwalna, dosyć mocno wyczuwalny cytrus i geranium a wszystko za sprawą naturalnych eterycznych olejków z trawy cytrynowej i anginowca :)
Konsystencja typowa dla serum olejowego, ale nietypowe wchłanianie - bo błyskawiczne, zero uczucia lepkości, palpacyjnie niesamowita miękkość cery,  wizualnie natychmiastowe wygładzenie i odmłodzenie. Skóra jakby zagęszczona, zaczerwienienia zneutralizowane, przebarwienia zminimalizowane. Ne zapycha porów, mam wrażenie, że wręcz przeciwnie te rozszerzone pory są jakby domknięte a cała faktura skóry jakby rozprasowana. Cera wygląda na młodszą, zadbaną i doskonale wypielęgnowaną. Komu nie pokażę tego serum, to zaraz pyta o namiary, więc coś w tym musi być. 
DLA MNIE ODKRYCIE 2019r. A PRZY TYM KOSMETYK ROKU I BEZAPELACYJNY HIT! Uczciwie Wam polecam, szczególnie mocno tym których skóra ma przebarwienia, jest sucha, posiada oznaki starzenia albo stale boryka się z odwodnieniem, urazami, podrażnieniami, przebarwieniami czy trądzikiem.
Więcej poczytacie o nim tutaj, możecie też zamówić :D https://www.manaikanaturalcosmetics.com.pl/pl/p/Odzywcze-serum-do-twarzy/42

manaika naturalne serum


Kolejne serum które bardzo lubię mimo, iż nie daje, aż tak spektakularnego efektu jak Manaika to BABO. Konsystencją ma specyficzną, przypomina gęsty żel aloesowy. Skład ma jednak bardzo fajny a co za tym idzie i dobre działanie na skórze. W środku znajdziemy m.in. alantolinę, aminokwasy, betaglukan z drożdży, betainę z buraka cukrowego, ekstrakt ze śluzu ślimaka, kwas hialuronowy, miłorząb japoński, pantenol i aloes. Polecam stosować go bardziej w ciągu dnia lub na noc bo pozostawia lepki film na skórze i niestety nie współgra z makijażem... Podkład mineralny ale i zwykły płynny roluje się się na nim miłosiernie. Nie zmienia to jednak faktu, że skóra jest odżywiona i mięciutka, zaczerwienienie przygaszone. Bardzo fajne serum, ale tak jak mówię bardziej w dni kiedy mamy nomakeup, dobrze współgra z kremami na bazie naturalnych składników.

Tutaj mój błąd na zdjęciu postawiłam nie to serum ale chodziło mi o witaminę C nie E (dla mnie to z E jest mocno przeciętne). LIQ CE - 15% serum z wit.C, moim zdaniem najlepsze na rynku. Stosowałam ich już naprawdę sporo i tylko to dało efekt błyskawiczny i to wizualnie odczuwalny po każdym użyciu. Siedzą w nim trzy aktywne składniki Wit.C 15%(4800 mg), tokoferol i magnez. Mam wrażenie, że cera po tym serum jest jakby odświezona, wygładzona, zapchane pory jakby odblokowane, a wszelkie zanieczyszczenia jakby rozpuszczone, cera promienieje, jest rozświetlona i pełna energii. Uwielbiam ten efekt, jadę już z kolejną buteleczką :)

THE ORDINARY- Caffeine solution 5%+EGCG.  Na to serum z kofeina i zieloną herbatą nakusiły mnie "internety". Wszędzie ochy i achy więc postanowiłam spróbować. Od razu mówię obrzęków nie mam, oczy nie mają zasinień, jedyne co mnie boli to zapadająca się dolina łez - objaw niespania i syndrom okularnika. Serum jest ok, u mnie nie robi cudów ale schłodzone naniesione na niewyspaną skórę pod oczami lekko napina i rozjaśnia strefę pokrytą żelem. Używam, jest ok, ale bez większych zachwytów, więc pewnie zdenkuję i raczej nie nabędę ponownie bo tak zwyczajnie nie jest przeznaczone dla mnie. Ogólnie skład dobry, produkt wegański.
obrzęki oczu, kofeina pod oczami

GĄBECZKA KONJAC
Od jakichś pięciu, może nawet i sześciu lat, gąbki konjac stale goszczą w mojej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie demakijażu czy tak zwyczajnie mycia cery bez ich użycia.  Mam osobne gąbeczki do cery (zazwyczaj jest to wersja z masą perłową) oraz do ciała (pomidorowa). Dobrze masuje, świetnie zmywa twarz ale też delikatnie peelinguje i poprawia ukrwienie cery czy skóry ciała. Jest delikatna a jednak działa magicznie. Na dowód tego, że stosuje je od dawna zapraszam do wpisu z 2015r. https://www.mazgoo.pl/2015/10/YASUMI-KONJAC-PURE.html




KREMY

THE SKY GIRL-SUPER STAR uczciwie mówię gdy zobaczyłam go na półce, mocno pochwaliłam skład ale nie wrzuciłam go do koszyka bo jakoś nie byłam przekonana kolorystyką opakowania. Obawiałam się,że w środku zastanę jakiś wściekle chemiczny zapach albo kolor huby-buby który nie do końca jakoś wygląda naturalnie. Krem trafił do mnie przypadkiem w ubiegłym roku kiedy to marka postanowiła mi podesłać zestaw do testów i jak wielkie było moje zaskoczenie kiedy w środku niezwykle wygodnego opakowania airless znalazłam krem ideał. Przyjemny zapach, konsystencja marzenie, działanie totalnie spełniające obietnice producenta.  W składzie absolutna petarda: ekstrakt z cytryny, morwę białą, kwas fitowy, witaminy: C, B3 i E, oleje: ryżowy, sezamowy, słonecznikowy, ekstrakty z liści rozmarynu, cebulek trawy afrykańskiej, punarnawy, drzewa tara. Całość ta świetnie rozświetla skórę, napina a wręcz liftinguje. Cera prezentuje się promiennie. To moje 3 opakowanie tego kremu - nieostatnie. Na szczęście marka troche zmieniła wygląd opakowań o teraz sa one zdecydowanie bliższe mojemu sercu :)
https://betheskygirl.com/kategoria/kremy/agent-white-james-white-krem-rozjasniaco-liftingujacy-50-ml


LUSH BOTANICALS - Starlight night cream. Cudowny design opakowania, doskonały skład, subtelny zapach i działanie o którym moja cera nawet nie śniła. Krem na bazie wody z kwiatu pomarańczy z olejami z pstek jabłek, kiwi. pestek opuncji, żurawiny, pestek perilla i jojoba. Ekstrakt z owoców granatu, figi, jeżyny, wina, pestek grejpfruta i truskawki. Dodatkowo zasilone masłem murumuru, Wit.E, B5 i kwasem hialuronowym. Mimo bogatego składu nie jest tłusty, szybko się wchłania, pozostawia na skórze satynowe wykończenie, cera nie jest lepka a rano skóra jest idealnie wypielęgnowana pod makijaż. Zero obrzęków, jędrność, miękkość i cudowne wygładzenie. Kocham ten stan i gdyby nie fakt, że krem kosztuje duuużo to byłby to jedyny krem którego chciałabym używać do końca świata. Zużyłam 2 opakowania. Rozważam kolejne... tylko czekam na promki :)
https://lushbotanicals.com/krem-na-noc-starlight-50-ml-night-cream



Tak wygląda moja pielęgnacja cery, są to moje sprawdzone produkty do twarzy których używam od dawien dawna, oraz dwa nowe produkty z których zdecydowanie nie zrezygnuje. Dajcie znać czy coś z tych produktów miałyście okazję stosować macie swoje hity pielęgnacyjne? Zdradźcie co jest tym numerem jeden.

Ściskam! 

Czytaj dalej »

15.08.2019

WYBIELANIE ZĘBÓW W DOMU/ EXPERT38%- dr martin schwarz


Któż z nas nie marzy o celebryckim uśmiechu, równym i krystalicznym. O ile wyrównanie uzębienia może wiązać się ze sporym kosztem i czasem tak jasne zęby nie są już wielki problem, tym bardziej, że piękny efekt można uzyskać nie tylko na fotelu dentystycznym ale w bardziej komfortowych warunkach - zaciszu własnego domu i nie za miliony monet. I o tym zamierzam Wam dziś opowiedzieć.

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Od dawna przymierzałam się do wybielania ale mam delikatne szkliwo a przy moim zabieganym trybie życia bujanie się po salonach stomatologicznych jakoś nie wchodziło w grę i tylko odwlekało  proces zmiany koloru płytki.

Na system EXPERT38% trafiłam przypadkiem ale mocno mnie zaintrygował więc poszukałam trochę w necie ( bardzo fajny artykuł o pozytywnych efektach w Cosmopolitan, Business Insider, London Daily Post) poradziłam się swojej stomatolog i... wszystkie znaki na niebie wskazały, że jest to najlepsza opcja. 

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Zestaw do wybielania w domu trafił do mnie w trybie błyskawicznym (doba). Pięknie zapakowany, design opakowania absolutnie w moim stylu, biało-czarny, minimalistyczny kartonik skrywał skrzykawkę z żelem oraz instrukcję wybielania. Do zestawu dołączono niebieskie etui a w nim nakładki niezbędne do wykonania prawidłowego wybielania. 

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Jak wygląda takie wybielanie w domu?
Kuracja trwa kilka dni i zależna jest od efektu jaki zamierzamy wykonać, nie powinna jednak przekraczać 12dni. Jednego dnia możemy wybielić zęby tylko raz a sesja wybielania nie powinna przekraczać 30 minut. Jeśli po pierwszym "zabiegu" nie odczuwamy dyskomfortu, proces możemy powtórzyć następnego dnia. Jeśli zwiększy się  nadwrażliwość zróbmy 1-2 dni przerwy i wróćmy do wybielania. Pamiętajcie jednak o jednym, jeśli borykacie się z niezaleczoną próchnicą miejsca te mogą być bardziej narażone na uwrażliwienia, dlatego zaleca się wyleczyć zęby przed rozpoczęciem serii procesu rozjaśniania.

Krok po kroku...
NAKŁADKI to nic innego jak zestaw ochronek na zęby. Wykonane są z termokurczliwego tworzywa co daje możliwość dobrego dopasowania ich do zębów.  Jest to niezwykle łatwe i każda nawet niepewnie czująca się w tej materii osoba wykona to bez zawachania. Gotujemy wodę, kiedy doprowadzimy ją do wrzątku przelewamy najlepiej do kubka.Nakładki wyjmujemy z etui a następnie (trzymając za uchwyt) zanurzamy tak aby nie poparzyć dłoni. Nakładkę zanurzamy na 3-5 sek., sugeruje nie trzymać jej dlużej aby nakładka nie uległa roztopieniu lub zbyt dużemu obkurczeniu.

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Wyciągamy z kubka i od razu umieszczamy ją na jednym z łuków zębowych, najlepiej docisnąć jest nakładkę z dwóch stron aby jak najdokładniej przylegała i najlepiej "zapamiętała" kształt zgryzu. Silikon jest ciepły więc uważajcie na usta aby nie doszło do poparzenia. Kiedy uzyskaliśmy już dobry kształt, czynność powtarzamy z drugą nakładką i drugim łukiem. 
Jest to niezwykle ważny moment, gdyż od precyzji wykonania naszych nakładek zależy ilość zużywanego przez nas produktu oraz jakość wybielania. 
Kiedy nakładki są przygotowane i dobrze odpowiadają naszym łukom, odcinamy uchwyty -trzymadła :) i przechodzimy do meritum.

wybielanie zębów w domu, expert38, piękny uśmiech, śnieżnobiałe zęby, drmartinschwarz

Przed każdym wybielaniem zębów należy dokładnie wyszczotkować zęby (standardowe mycie z pastą do zębów używanej na co dzień). Przecieramy zęby chusteczką tak aby były one suche (spotęguje to efekt wybielania oraz szybkość działania).

Nakładamy preparat do przygotowanych nakładek. Nie jest to trudne ale z doświadczenia wiem, że łatwo o przeholowanie. Wystarczy niewielka ilość preparatu który nakładamy tylko na przód (siekacze +kły), z reguły nie widać zębów umiejscowionych dalej więc nie ma sensu skupiać się na nich.Możemy też wcześniej przymierzyć nakładkę bez żelu aby sprawdzić szerokość uśmiechu i upewnić się dokąd nakładać nasz preparat. Żel ma dosyć gęstą konsystencję więc nie spływa i ładnie pokrywa nakładki, jeśli jednak nie mamy większego wyczucia spokojnie możemy rozprowadzić  preparat końcówką strzykawki. Ile nakładać? Z umiarem ale nie skąpie, nie może go być zbyt mało ab zadziała ale też nie na tyle dużo aby nie wypływał z nakładek. Znowu zaznaczę, że sama pierwszym razem nałożyłam go zbyt wiele i trochę wypłynęło na dziąsła, zebrałam jednak preparat wacikiem kosmetycznym czy chusteczką i kontynuowałam wybielanie. U mnie nie odczułam żadnych skutków ubocznych na powierzchni dziąsła czy podniebienia, jednak producent informuje, że może pojawić się po styczności dłuższej niż pół minuty uczucie pieczenia.
Nakładki z żelem trzymamy na zębach prze ok.30 minut. W tym czasie absolutnie nie pijemy, nie palimy, nie żujemy gumy, ograniczamy mówienie aby nie wytwarzać zbędnej śliny. Ogólnie polecam obejrzeć sobie w tym czasie jakiś serial lub odpalić instagrama ;)

Po wspomnianym wcześniej czasie zdejmujemy nakładki i opłukujemy pod bieżącą wodą, następnie czyścimy szczoteczką do zębów.
Żel przechowujemy w lodówce.



Jak się sprawdził?
Jako posiadaczka turbo mlecznej cery i kości w kolorze żółtawym, odcień zębów zawsze był u mnie czymś co nie spełniało moich kryteriów. Herbatoholizm i karoten spożywany w nadmiarze nie ułatwiał sprawy bo zawsze odcień był inny niż chciałam. Żadne pasty czy polecane produkty okazywały się u mnie bublami, bez żadnych rezultatów. System Expert38% okazał się strzałem w dziesiątkę. Przyjemny bo w zaciszu własnego domu, wygodny w stosowaniu i jak się okazało przyjazny dla mojego delikatnego szkliwa. Po pierwszym użyciu już zaobserwowałam rozjaśnienie a z każdym dniem było lepiej i lepiej.  Zużyłam całą strzykawkę 5ml żelu a moje zęby  prezentują się teraz zdecydowanie lepiej. Po kuracji nie stały się uwrażliwione, nie czuje dyskomfortu przy spożywaniu gorących czy zimnych płynów/posiłków. Nie podrażniłam sobie dziąseł, no same plusy! Poczułam się bardziej komfortowo, wzrosła moja pewność siebie i nawet zaczęłam się szeroko uśmiechać do zdjęć gdzie kiedyś nie byłoby o tym mowy. Jestem mocno zdziwiona, bo nie pokładałam wielkich nadziei i sama nie dawałam sobie szans na to, że moje zęby przy takim odcieniu kości a już tym bardziej tak jasnej karnacji mogą prezentować się dobrze i wpisywać w obecnie pożądany kanon. Cóż mogę więcej dodać uczciwie polecam i liczę na to, że osoby które mają kompleks uśmiechu odważą się i postanowią zrobić coś dla siebie. Zbyt długo zwlekałam, nawet nie zdając sobie sprawy, że jest to tak proste!




Na porównaniu nie będzie insta zdjęć, a publikacja  pierwszego zgryzu wiele wymagała ode mnie zdystansowania się do samej siebie i wdrapania na wyższy level odwagi ale zrobiłam to bo mam to już za sobą. Specjalnie wrzucam zdjęcie bez obróbek czy korzystnych filtrów, nie mam też na sobie makijażu aby wdać było naturalny kolor ust i karnacji. Efekt przed i po. Widać różnicę?

Z herbaty nie rezygnuje, a jeśli moje zęby po czasie znowu nabiorą przebarwień zdecydowanie wrócę do tej metody bo okazała się zbawienna. Koleżanka z pracy już zamówiła zestaw i jest pod podobnym wrażeniem metody (u niej całość jest jeszcze lepiej zauważalna bo ma znacznie ciemniejszą karnację i ciemniejszą oprawę ust), sama kolejny zestaw zamawiam dla domowników oni najlepiej widzą efekty i chcą iść w moje ślady.

No cóż, uczciwie polecam markę :) 

____________________________________________________________________________



Czy wybielaliście kiedykolwiek zęby? Macie to w planach? Widać u mnie różnicę?

 Ściskam
- Madzialena
Czytaj dalej »

14.08.2019

KOLEJNA SPOWIEDŹ/ 32 LATA, ZMIANA ŻYCIA, BLOGOWANIA I UTWIERDZENIE SIĘ W ...


Jedni nienawidzą urodzin, dla mnie to liczba magiczna która jednocześnie określa moje miejsce we wszechświecie - każdy rok jest dla mnie wyznacznikiem, momentem zamknięcia i otwarcia poszczególnych etapów, zadań itp. Analizuje swoje błędy, rzeczy które udało mi się wykonać i wprowadzam nowe. Zdumiewające jest to, że z każdym rokiem widzę mniej błędów w swoim życiu, niż kiedyś. Decyzje które podejmuje w 90% są tymi najlepszymi i ani trochę bym ich nie zmieniła. Oczywiście nie jest to wynik jednodniowy i rano nie obudziłam się z odnowioną maną i wyższym lvl ale kiedy przekroczyłam magiczną trzydziestkę zaczęłam bardziej siebie doceniać, dostrzegać plusy swojej osoby a nie tylko wieczne mankamenty które wyolbrzymiały moje kompleksy. 




Nigdy nie byłam zadowolona z tego jak wyglądam a uczulenie na słońce i wieczne ograniczenia "ubraniowe" niczym kotwica blokowały mnie w okresie letnim. Tam nie pojadę, tu nie wyjdę bo zawsze kończyło się krwawymi rankami a później bliznami które zaleczałam ja lub moi rodzice jeszcze kilka miesięcy. Przebyta w pięcio-sześciolatkach choroba nerek, na jakieś 20 lat  skrzywiła mi obraz własnej osoby, miałam wrażenie, że przedszkolne nadprogramowe kilogramy już na zawsze sprawiły, że wyglądam grubo niczym kulka (nawet wtedy gdy w wieku 19 lat ważyłam 43kg).
Nigdy nie lubiłam swoich włosów w dzieciństwie - były gęste, grube, puchate i falowały, czasami skręcały się jak dzikie węże a niekiedy tylko układały się w kształt zagubionych fal Dawida Podsiadło. Mój naturalny platynowy kolor który w wieku dojrzewania zaczął wyglądać jak białe złoto  tylko powodował we mnie ochotę frustracji a co za tym idzie? Kompleks gonił kompleks a pod kopułką tworzył się turbo depresyjny ciąg. Mam jeszcze naturę Matki Polki, całemu światu bym pomogła, doradziła a swoje potrzeby zostawiła na koniec... Nie przejdę obok krzywdy innego człowieka, nie zostawię go w potrzebie nawet kosztem swojego stracenia... No mówię ciężki charakter który mimo, iż świadczył o mnie dobrze z perspektywy innych na mnie działa niczym podcięte żyły.
Kolejnym punktem w tym wielkim piekiełku byli ludzie a w sumie laski. To niesamowite jak dziewczyny/ kobiety potrafią być dla siebie podłe i nie chodzi mi tu o komentarze, dopieprzanie sobie nawzajem itp. bo raczej nie miałam z tym większych problemów (gdzies tam sporadycznie cos się trafiło na trasie gimnazjum ale to była bachoriada więc nie ma co nawet wspominac takich czasów), ale środowisko socialmediów to już mexicocity. Czasami mam wrażenie, że Instagram czy Facebook to takie nowe mapki z Mortal Kombat, szybka rundka zwana kumpelstwem, słodka i prawdziwa niczym sztuczny miód, za chwilę mały pojedynek Sub-Zero i Scorpion i tak naprawdę od kombinatoryki nieuczciwych zagrań zależy kto wyjdzie z tego żywy. Pieprze takie układy, dlatego też, ostatnio drastycznie zmniejszyłam liczbę swoich obserwujących blokując co niektórych ludzi... Nie ogarniam, nie rozumiem i chyba nie chce ogarniać takich hien. To samo jest w robocie ale mam wrażenie, że tam gdzie dużo bab to zawsze pod górę. Nie wiem czasami myślę, że jestem z innej planety... bo nie chce brać w tym żmijowisku udziału.  Knucia, obrabiania tyłka, włażenie w czyjeś prywatne życie z buciorami i jeszcze "prawo" do komentowania tego co ktoś ma "w domu" to rzeczy nie zrozumiałe dla mnie. 
Mam też wyjebane na to czy ktoś śpi z mężem w jednym łóżku, czy ma męża i gdzie jedzie na wakacje. Serio. Szanuję swoją prywatność i przez taki pryzmat traktuje innych... i tak mocno reaguje sprzeciwem kiedy ktoś przekracza ten mój magiczny krąg. Czasami mam wrażenie, że ludzie nie mają swojego życia, albo mają je tak nieszczęśliwe, że muszą podpierać się otoczeniem, dowalać innym aby dodać sobie parę centymetrów. Zmiażdżyć człowieka aby poczuć się lepiej.  Może to okrutne ale  powiedziałam takiemu otoczeniu STOP już kilka lat temu, zerwałam kontakty z kim mogłam, stwierdziłam, że nie ma co się bawić w kurtuazyjną tolerancję i przestałam odpisywać, odbierać telefony i ogólnie udawać, że jestem dobrym człowiekiem. W pracy tez niestety mam  taki przypadek z którym nie mogę zerwać kontaktu (pozdrawiam wtajemniczonych), ale tutaj tez toleruje ile mogę, aczkolwiek  mam w sobie jakiś pierwiastek zła który mówi,mi abym gnoiła ja  kiedy tylko przekracza granicę poniżając innych. Ostatnio pewien mądry człowiek powiedział mi, że gdyby ta "koleżanka" dostała trochę władzy w swoje ręce to wszyscy by zginęli - absolutna prawda. 

Takie sytuacje mnie hartują i sprawiają, że staje się innym człowiekiem. Nie stworzyłam sobie listy zmian jak to narzucają KOŁCZE, nie chodziłam z notesikiem i nie pracowałam nad swoim ego, nie leżałam u psychologa a nawet nie słuchałam rad znajomych. Każdego dnia docierają do nas sygnały, dobre lub złe zdarzenia, impulsy które motywują nas do zmian, ja po prostu zaczęłam je dostrzegać.  Te które były dobre pragnęłam powielać i rozmnażać a te złe eliminować. Przecież to logiczne, że chcemy w naszym życia szczęścia. Moje szczęście to komfort psychiczny, serducho wypełnione po brzegi, najwspanialsi ludzie obok, dobre emocje i chwile do których chce się wracać.
Wszystko co złe zaczęłam wywalać ze swego żywota, otoczenia. Mam jedno życie nie chce go marnować na toksyczne znajomości. To samo zrobiłam z "komentarzami" na swój temat, jeśli zdarza się, że z ust mało dla mnie znaczących pada tekst w stylu jak żyć znika z mojej głowy na pstryknięcie palcami. To samo tyczy się uwag na temat mojego stylu ubierania, noszę ograniczoną ilość kolorów i zazwyczaj to innym przeszkadza. Nie jestem lalką więc nie dam się przebierać - olewam całkowicie.     Nie reaguje na zaczepki ale w chwili takiego nieustępującego "rzepa" często rzucam spontaniczną ripostę i wtedy wszystko znika bo zazwyczaj ta osoba boi się podejść ponownie. Nie myślcie jednak, że jestem jakimś zadufańcem. Bardzo liczę się z opinią ludzi których szanuję, chętnie wymieniam zdania, doświadczenia ale nie znoszę tonu rozkazującego. Żyję w stylu hasła nic nie muszę, ale mogę wszystko. I tym tekstem wejdę w temat blogowania. 
   Jak zapewne wiecie blogerki dostają mnóstwo kosmetyków, współprac jest mnóstwo a już tym bardziej lejącego się z nieba barteru. Robią wszystko aby otrzymać coś za darmoszkę, tam wrzucą zdjęcia, tam opublikują stories, tu napiszą recenzję. Wszystko ok, jednak doszło do takiego momentu, że sama dostawałam dziennie po 10-15 paczek nawet nie wiedząc skąd, nie zgłaszając się nigdzie. Ludzie wymagali ode mnie testów produktów których nawet nie chciałam, wszystko wiązało się z pasmem durnych @, obrażania ze strony firm i porównywania do innych "influencergirl" które robią to bez narzekania i jeszcze chcą więcej.
Wiecznie zagracona chata, wiecznie kartony, kilometry foli bąbelkowej i kosmetyki które nijak się mają do moich wymagań. Powiedziałam dość tym razem markom, wymiksowałam się z większości paczek PR, przestałam korzystać z większości bo jakichś 95% ofert współprac bo nie chce robić niczego wbrew sobie. To samo blog czy instagram, nie zamierzam pokazywać Wam tu shitu, zawsze liczyła się dla mnie jakość produktów i nigdy nie chciałam aby to uległo zmianie ale czasem wrzucałam tu recenzję które testowałam bo musiałam a nie chciałam. Oczywiście recki zawsze były szczere i jeśli coś było super czy słabe to zawsze o tym wiedzieliście. Nie chce jednak pisać tu o czymś co ktoś próbuje mi narzucić, bo to moja strona i moje świadome wybory.

Od jakiegoś czasu  na moim instagramie tez zrobiło się bardziej lifestylowo, nie obawiajcie się bo z naturalnej pielęgnacji nie zrezygnuje i nadal jest sporo kosmetyków kolorowych ale tez nie chce być panią od błyszczyków. Za duzo we mnie siedzi pasji i myśli aby mówić Wam tylko o tym  czy pomadka trzyma się po wypiciu kawy z cukrem czy tylko zwykłej kawy. Testy będą ale życie idzie dalej i otacza mnie więcej poważnych tematów. Nie chce sobie przypinać łatek bo jestem tylko jedną metką którą mogę podpisać #mazgoo. 
Blogowanie ograniczyłam, ale tylko dlatego, że nie chce Wam pisać o byle czym, obecnie od października 2018 trwam we własnej akcji #denkujeniekupuje #niekupujedenkuje i zużywam zapasy, mam nadzieję, że odgracę się do końca roku a wtedy będzie dużo najcudowniejszych składów i kosmetyków które chce posiadać a nie mam bo spadły z nieba. Nadejdź kosmetyczny minimaliźmie bo zwariuje :)


Za miesiąc mam urodziny. Czy jestem w wieku 32 lat zadowolona z siebie? Jestem sobą, nie myślę o tym czy ktoś mnie polubi, odrzuci... Jeśli jestem szczęśliwa sama ze sobą  to patrze na świat inaczej. Nie chce imponować innym, nie chce być przebojową na siłę, nie potrzebuje oklasków, braw, lajków i statystyk aby czuć się dobrze... zaczęłam lubić życie, staram się bardziej być offline. Mam wrażenie, że to internet powoduje te wszystkie spiny w naszych głowach. Nie zamierzam pokazywać się Wam w mediach "fajniejsza" i "lepsza" niż jestem. Bywam niewyspana i  brzydka, mam takie dni kiedy chodzę cały dzień w skąpej piżamie i pije zimną herbatę z wczoraj bo taki mam kaprys. Nie żyję na pokaz tylko dla siebie, nie będę udawać, że jestem śliczna (bo 4h robiłam tapetę), zawsze wyrozumiała i mądra. Bo jak każdy człowiek mam lepsze i gorsze momenty, nie kicham brokatem nie płacze prosecco a mimo to...
  ...są przy mnie ludzie którzy akceptują a z tego co mówią nawet lubią  mnie taką jaką jestem, akceptują moje ułomności, moje czasami złe nawyki, czy to, że w chwilach absolutnej bezradności przeklnę albo się rozpłaczę. KOŁCZĘ mówią aby zawsze dążyć do tego aby być najważniejszym w relacjach z ludźmi, zupełnie tego nie czaję, to takie błędne wprowadzanie się w stan wiecznej troski i paranojek.  Najważniejsza dla kogo? Dla przyjaciela, faceta, brata, mamy, taty, kumpeli, szefa? To nie ma sensu... Nie możemy stawiać ludzi w takiej sytuacji aby zawsze dokonywali wyborów i ustawiali nas z numerami na podium... każdy z nas jest unikatowy i ważny tylko w innym kontekście.  Jestem ważna dla wielu ludzi i nie interesuje mnie to na którym jestem stopniu. Jeśli poświęcają mi, takiej nieidealnej kawał swojego czasu to czuje się wyróżniona i też wrzucam do serca. Pary razy zachłysnęłam się światem,  internetowymi ludźmi którzy zakładali maski a w realu byli jakimiś frustratami, teraz jestem pewna tego, że wcale nie potrzebuje tego "internetowego" filtra  do szczęścia. Chce prawdziwe tu i teraz a nie idylle która znika z momentem rozładowania telefonu. Niestety większość, rzeczy mnie nudzi wszędzie widzę to samo, te same schematy,te same zjawiska i udawane HITY które tydzień temu ktoś oferował w barterze na fb grupie. Mam wrażenie, że to wszystko ściema i to z praktycznie każdej strony... Nie chce się pod tym podpisywać, za stara jestem na takie pajacowanie. Chce być sobą i żyć prawdziwie, nie marnować czasu jaki tu mi dano, nie jestem byle kim więc nie chce żyć byle jak :)

W wieku 32 lat mogę powiedzieć o sobie, że jestem silna, wiem czego chce i mimo, iż nie zawsze  jest idealnie to polubiłam swoje nieidealne naleciałości, ciało które tez jest jakie jest ale przechodzi już czelendż akcept :) bo w jedną noc nie stanę się wyższa. Teraz bardziej bolą mnie kompleksy mojej niewiedzy czegoś niż te wizualne. Zresztą sama się sobie dziwie, całe życie rajcował mnie u ludzi intelekt i to on był dla mnie najbardziej sexy a sama oceniałam się przez pryzmat tego co zawsze mnie żenowało. Chyba zmądrzałam, dojrzałam i czuje teraz dobre, nie chce półśrodków, nie chce sama wpędzać się w lęki, że jestem niewystarczająco jakaś. Nie boję się mówić o tym jaka jestem i co we mnie siedzi. Pracuje jeszcze nad sobą, nad emocjami bo całe życie zbyt mocno czuje, uwrażliwiam się zbyt mocno, jeszcze mocniej przywiązuje się do ludzi... Ale to już temat na inny termin...
Chciałam sobie dziś posiedzieć z Wami jak z przyjaciółmi przy kubku herbaty i pogadac o tym co u mnie. Ryzykuje tym wpisem i może część zrażę do siebie ale tym bardziej przywitam i utulę tych którzy jednak tu zostaną. 
_________________________________________________________

PS. Tak, zwyczajnie ruszyłam tyłek z fotela i zaczęłam zbierać dobre momenty... 

Życzę Wam tego, aby nigdy nie zabrakło Wam siły na odrzucanie negatywnych sytuacji życiowych oraz magnesu który przyciągnie te chwilę do których chce się wracać. 

CZY W DZISIEJSZYCH CZASACH BYCIE SOBĄ TO COŚ ZŁEGO? 
Czytaj dalej »

5.07.2019

APACZE, HYBRYDY I KWIATY czyli #SummerChallengeByBlogger!


Już od paru d dni zbieram się do napisania Wam o chełmskim evencie Summer Challenge By Blogger. Organizatorkami były trzy znane mi dobrze kobietki Klaudia Klejn, Marta Łopacka oraz Karolina Kwietniewska. Dziewczyny zaprosiły nas  do lokalu  McKenzee który swoim designem przywoływał klimat rodem z dawnego westernu. Ławki w stylu dyliżansów, siodła na poręczach, pióropusze, małe tipi dla dzieciaków oraz modele pociągów sprawiły, że serio poczułam się jak na dzikim zachodzie, całość dopełniało menu w którym potrawy i napoje również wpisywały się w kanon całego zamysłu owej miejscówki. Serio pozytywne doświadczenie:)
Spotkanie podzielone było na trzy części. 






 
    



PIERWSZA -  MANICURE - POKAZ ZDOBIEŃ 
Prowadziła ją zdolna i niezwykle sympatyczna MONIKA MIELNICZUK, mistrzyni która może pochwalić się nie jednym wielkim tytułem w dziedzinie mani zdradziła przed nami swoje sekrety na temat zdobień, sprzętu czy nawet samych lakierów. Już teraz wiem na co zwracać uwagę aby wybrać lakier najmniej szkodliwy itp. Moniak zaskoczyła mnie swoim profesjonalizmem a jednocześnie faktem, że nie pracuje na jednej marce, nigdy też nie powiela swoich zdobień - może zrobić coś w tym stylu ale nigdy nie tworzy "obrazu" 1:1, gdyż nie chce się zamykać tylko stale rozwijać - ARTYSTKA! Wiecie, że nie przepadam u siebie za zdobieniami, nie wyobrażam sobie nosić paznokci mocno "ubranych", im jestem starsza tym bardziej lubię minimalizm zarówno w mani, makijażu, szafie jak i domu... (cholera wychodzi na to, że na starość odgracam się z dotychczasowego życia :D ) ale nie o tym... Podziwiam i cenie za precyzję, a z pokazu wyciągnęłam mnóstwo informacji które są dla mnie istotne na poziomie mojego zapotrzebowania, np. co matowi bardziej paznokcie, co sprawia, że top się gorzej trzyma itp... Ogromnie się cieszę, że poznałam Monikę bo to kopalnia wiedzy :)









DRUGA CZĘŚĆ - WYKONYWANIE WIANKÓW
Uwielbiam kreatywne zadania i wszelkie prace manualne, więc stworzenie wianka było dla mnie czymś gdzie mogłam się zmierzyć sama ze sobą a mieć przy tym ogrom frajdy. Stworzyłam jeden wianek w stylu totalnego sielankowego boho a, że upletłam go dosyć szybko to wzięłam się również 
za drugi wianek, zostało mnóstwo "resztek" którymi nie były zainteresowane dziewczyny i upletłam z nich drugi chyba jeszcze bardziej okazały od tego ktory zrobiłam na samym poczatku. 


Wianki splatałysmy ze sztucznych kwiatów które udundowała kwiaciarnia Bomm.pl. Jestem ogromnie zszokowana ponieważ, nie przepadam za sztucznymi kwiatami bo wyglądają słabo, natomiast te mnie zachwyciły, bardzo dobra jakość!!! Płatki jak i liście barwione tak, że niesamowicie przypominają kwiaty naturalne, miękki materiał, odcienie szlachetne - dla mnie petarda! Zdecydowanie pomyślę, o zakupach u nich.





Niesamowicie przypadły mi te warsztaty do gustu, każda z nas stworzyła swój unikatowy wianek, dzięki nim mogłyśmy wyrazić siebie, pokazać  jakie jesteśmy, co lubimy i jaka siła w nas drzemie. Każda inna, każda piękna i niesamowita a przy tym ogrom radości i świetnej zabawy :)





TRZECIA CZĘŚĆ- LICYTACJA
Jakoś to zakorzeniłyśmy i w sumie to od naszych lubelskich spotkań wyszła inicjatywa akcji charytatywnych  które widzę z czasem i sporadycznie pojawiają się też w innych częściach Polski. 
Tym razem licytowałyśmy produkty a cały dochód z licytacji został przekazany dla małej Lidki która obciążona jest tak wielką liczbą schorzeń, jedna choroba zostaje w mare opanowana i zdiagnozowana po czym przypadkiem pojawia się kolejny problem i tak jest co chwilę..., aż głos mi się łamie kiedy o tym myślę. Problemów jest wiele, więc każdy  grosz przyda się zarówno na rehabilitacje jak i kosztowne leki. Udało nam się zebrać prawie tysiąc złotych! Kwota 950zł została przekazana rodzicom Lidki! 






A oto wszystkie uczestniczki spotkania:

Organizatorki: Klaudia Czarnulkaa/ Marta Kicia Makeup Art/ Karolina PitbajKa

Uczestniczki: Agnieszka Kosmetycznyfronesis/ Dianka Dajanalogist/ Irmina Inka.zmaluje/ Emilia Szafazapachow / Magda The Women Life /Milena Make Life Perfect /Iwona Eteryczny Świat/ Gosia Esy, floresy fantasmagorie/ Ewa Piekna Sprawa /Sylwia Czerwone Usta no i wiadomo JA :D






Marki które ufundowały upominki dla uczestniczek:




Firmy które postanowiły wspomóc licytację na rzecz chorej Lidki:


Dziękuje Organizatorkom za zaproszenie, cudnie spędzone popołudnie i możliwość udziału w tym wspaniałym wydarzeniu. Znowu poprzeczka została podniesiona wysoko co mnie mega cieszy bo dzięki temu nasze lubelskie spotkania stale są na najwyższym poziomie :) Wzajemnie motywujemy się do robienia czegoś na 200% Gratuluje dziewczyny! Jesteście niesamowite! 



Co myślicie o takich kreatywnych spotkaniach?

Ściskam 
Madzialena <3

Czytaj dalej »

28.06.2019

NAJLEPSZY DROGERYJNY KREM POD OCZY?/ 4 LIFT SKIN - ACTIVE GLYCOL


Cienka skóra pod oczami, zasinienia, obrzęki, pogłębiona dolina łez, podkład-korektor zbierający się w załamaniach czy też ten podkreślający kurze łapki... Ile razy każda z nas przechodziła prze to samo? No właśnie... Kiedy ten krem trafił w moje dłonie pomyślałam- ocho kolejny produkt który zapewne obieca złote góry a nic nie zrobi, jak duże było moje zdziwienie kiedy zaczął działać i faktycznie okazał się skuteczny... Na co jednak pomógł i jak się sprawdził o tym przeczytacie w dzisiejszej recenzji.

TESTUJĘ 
4LIFT SKIN -ACTVE GLYCOL/ KORYGUJĄCY KREM POD OCZY


NAJLEPSZY DROGERYJNY KREM POD OCZY/ 4 LIFT SKIN - ACTIVE GLYCOL



OPAKOWANIE
Produkt trafia do nas w białym tekturowym kartoniku - niestety nie pokaże go na zdjęciach ponieważ uległo całkowitej destrukcji w czasie dostawy, ale pokuszę się o pokazanie Wam go na zdjęciu jakie znalazłam na stronie producenta.


Na opakowaniu standardowo znajdziemy sporo informacji na temat produktu a w samym kartoniku kosmetyk docelowy. Krem prezentuje się imponująco, regularna forma, wykonana z solidnego plastiku imitującego metal. Skuwka dopinana na charakterystyczny click, co wpływa na dobre zabezpieczenie aplikatora. Aplikator to dobrze zaprojektowana pompka, nabiera jednorazowo idealną wielkość produktu, nie zapycha się, nie przycina - no działa naprawdę bez zarzutów.


SPOSÓB UŻYCIA
Standardowo na oczyszczoną skórę nakładamy niewielką ilość kremu i delikatnie wklepujemy opuszkami w skórę POD OCZY! Wspominam o tym, ponieważ, wiele osób nakłada kremy również na powiekę a później ma problemy z uczuleniami itp. Jeśli krem jest pod oczy nakładamy go tylko tam, nie na górną powiekę!

ZAPACH/ KONSYSTENCJA
Praktycznie niewyczuwalny, dopiero po dłuższym wmasowywaniu w skórę wyczuwam charakterystyczny dla kosmetyków czy leków z glikolem ale jest to aromat tak bardzo subtelny i zaraz ulatniający się ze skóry, że podejrzewam, że wiele z Was może go nawet nie zauważyć.
Zaraz po wydobyciu konsystencja wydaje się być zupełnie inna, krem wygląda na gęsty i mocno zbity jednak w chili kontaktu z opuszką okazuje się, że jest dosyć lekki w konsystencji. łatwo rozprowadza się na skórze, i mimo, iż ma dosyć lekką konsystencję to czuje się jego "treściwość".  Wchłania się błyskawicznie, momentalnie poprawia komfort skóry pod oczami, nawilżenie, ukojenie- zero ściągnięcia, ale czuje lekkie przyjemne napięcie skóry tak jakby dolina łez była bardziej zagęszczona i spłycona... Jako posiadaczka bardzo suchej skóry czuje ten efekt wow!

WYDAJNOŚĆ
Opakowanie jest mleczne, dosyć mocno zabudowane. Kremu używam od miesiąca 2 razy dziennie i nadal nie został zdenkowany. Niestety przez opakowanie nie jestem w stanie stwierdzić ilość niezużytej, ale powiem jedno, zazwyczaj kremy 15ml starczają mi na miesiąc ten, ze względu na fajne działanie i fakt, że nie muszę doklepywać większej ilości w ciągu dnia nadal bez zawiechy opuszcza aplikator. Ogólnie uważam go za produkt wydajny.

SKŁAD
Aqua, Hydrogenated Polydecene, Myristyl Myristate, Pentylene Glycol, Isohexadecane, Glycerin, Arachidyl Alcohol, Niacinamide, Betaine, Octyldodecanol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cetearyl Alcohol, Isodecyl Neopentanoate, Behenyl Alcohol, Palmitic Acid, Sodium Hyaluronate, Persea Gratissima Oil, Calcium Gluconate, Lecithin, Ornithine HCL, Carnosine, Glycine, Histidine, Lysine, Magnesium Gluconate, Cupric Chloride, Manganese Chloride, Butyrospermum Parkii Butter, Cichorium Intybus Root Oligosaccharides, Lauryl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Caesalpinia Spinosa Gum, Gluconolactone, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Silybum Marianum Seed Oil, Acetyl Heptapeptide-9, Colloidal Gold, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Allantoin, Cholesterol, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Squalane, Ceramide NP, Arachidyl Glucoside, Canola Oil, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Avena Sativa Kernel Extract, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Polysorbate 80, Citric Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Silica, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum

POJEMNOŚĆ/CENA/DOSTĘPNOŚĆ
15ml /42-46zł w zależności od miejsca np.tutaj


PODSUMOWANIE 
Wizualnie perfecto - opakowanie solidne, minimalistyczne, kolorystyka delikatna, spójna i elegancka, aplikator wysokiej jakości - działa bez zarzutów.
NAJLEPSZY DROGERYJNY KREM POD OCZY/ 4 LIFT SKIN - ACTIVE GLYCOL

Konsystencja interesująca niby zbita ale w kontakcie ze skórą nabiera lekkości, za chwile jednak czuje pod opuszkami jego treściwość. Wchłania się błyskawicznie a lekka konsystencja od razu daje efekt wygładzenia, wręcz zagęszczenia delikatnej skóry pod oczami.Krem pięknie pielęgnuje dolinę łez. ABSOLUTNY FAWORYT jeśli chodzi o makijaż - stanowi cudowną bazę pod korektor. Nie lepi się, nie roluje, nie ściera i nie wpływa na destrukcję mascary, wręcz przeciwnie fajnie zabezpiecza też dolną linię rzęs, dobrze poradził sobie z zapuchniętymi oczami w czasie atakujących mnie alergii no i tych strasznych upałów kiedy twarz mimo hektolitrów wypitej wody wyglądała jak obrzęknięty balon. Przebarwień, zasinień pod czyma nie posiadam, więc nie powiem czy pomoże również na to, ale zaczerwienienia alergika przygasił już po drugim użyciu.

Przeżyłam bardzo pozytywne zaskoczenie, krem zdecydowanie wywołał u mnie falę pozytywów. Kolejny produkt z lini 4LIFT SKIN który się u mnie sprawdza. 
Uwielbiam Kiehls'a avokado, to krem który bardzo polubiłam w kwestii doładowania delikatnej skory, ale nie ma szans abym nałożyła go pod makijaż, czy rano przed nałożeniem makijażu dokładnie nie oczyściła rzęs bo tusz by z nich normalnie spłynął po paru sekundach. Tutaj ten problem nie występuję.
Oceanic wzięło się i stworzyło bardzo dobre produkty które mimo, iż nie obiecują złotych gór to nam je serwują i to w przystępnej cenie. Za 40 parę złotych dostajemy kosmetyk który ma szanse stać się ulubieńcem niejednej/ niejednego z nas. Tak, kosmetyk polecam również mężczyznom!

_______________________________________________________________________________
KREM MIAŁAM OKAZJĘ POZNAĆ DZIĘKI AKCJI " TESTUJĘ Z TWOJE ŹRÓDŁO URODY"
Czytaj dalej »