12.03.2020

KORONAWIRUS CZY JEST SIĘ CZEGO BAĆ?

Miałam nadzieję, że nie będę musiała brać się za ten temat bo niestety sama mam już mdłości na samą myśl o dodatkowych korono-treściach, ale to co pojawia się w necie, to jak media podłapały temat a  ludzie łykają każdą bzdurę jak pelikany zaczyna mnie mocno- najmocniej irytować.

Źródło:Fotolia

Wirus ogólnie przemieszcza się szybko ale nie ze względu na swoją przebiegłość i jakieś niesamowite  moce MARVELA (bo nadal jest to wirus, nie bakteria) a przez totalną głupotę ludzi. Niestety  przez brak elementarnej higieny! Smarkanie w chusteczkę, zasłanianie ust ręką, czy mycie dłoni to serio są rzeczy które każdy miał wpajane w domu za dzieciaka, to nie są jakieś fanaberie, wymagania wyciągnięte z księgi rzeczy niemożliwych. ZWYKŁA HIGIENA! A jak się okazuje jest to nadal Święty Grall i zachowanie  wzbudzające zdziwienie a nawet przerażenie, bo raptownie ludzie muszą myć dłonie!!

Druga kwestia. O koronawirusie media trąbią od dawien dawna, osoba taka jak ja która nie posiada telewizji serio nie została odcięta od takich informacji, a co za tym idzie byłam świadoma zagrożenia, sposobu zakażenia i miejsc rozsiania (mimo, iż specjalnie tego nie śledziłam a takie newsy dochodziły do mnie i tak z każdej możliwej strony).  Trzeba było być niemowlakiem albo zapaść w śpiączkę aby nie usłyszeć nic na ten temat.

Skoro mówi się o ryzykach zakażenia, w których jednym z większych niebezpieczeństw jest migracja z Włoch, Chin, Iranu czy Niemiec i narzuca się tym podróżującym badania w wyznaczonych placówkach sanitarno-epidemiologicznych lub na oddziałach zakaźnych a ludzie powracający mają to w dupie, to o czym mowa? Wychodzi na to, że turyści nie chorują bo pojechali tylko odpocząć i napić się drinka z palemką. "Po co mi badania jak się dobrze czuję?" Nie liczą się z konsekwencjami, nawet jeśli nie mają objawów mogą być nosicielami którzy przeniosą wirusa dalej, na swojego partnera, dzieci czy rodziców, dziadków itd.  
Zajebiście nieodpowiedzialne, zakazić może się każdy i wszędzie, dlatego ważne jest aby postępować zgodnie z wytycznymi które narzuca sanepid.

*fajne jest również to, że ludzie wyjeżdżają na happy holiday a nie liczą się z tym, że mogą utknąć w obcym miejscu ( często bez ubezpieczenia i kasy) i przez długi czas po wymarzonym urlopiku nie wrócić do kraju bo zamkną granice na cztery spusty.

Wczoraj zamknięto publiczne placówki edukacyjne na czas dwóch tygodni. Dzieciaki dostaną "ferie" a pracownicy najprawdopodobniej nadal będą przychodzić do pracy.  Media tłumaczą fakt, że dzieci są lepszymi nosicielami  niż dorosły i to ze względu na to zostają odesłane z placówek edukacyjnych.  Ma to swoje dobre ale i tragiczne rozwiązania - bo nie sądzę aby wszystkie te dzieciaki nie opuszczały domu przez 14 dni, zrobią się z tego mini wakacje od szkoły i zaczną się masowe przemarsze po galeriach handlowych, macach i drogeriach kosmetycznych. Nie ma opcji aby rodzice upilnowali w zamknięciu te dzieciaki- no bez szans! Wirus będzie się mnożył na pstryknięcie palcami bo w większości przypadków nastolatkowie zawsze są "zbuntowani" i mają debilne podejście do życia w którym zawsze są tą stroną "najmądrzejszą".

Zamknięte zostały miejsca kultury przez ten czas nie odwiedzimy kina, teatru, nie wyjdziemy na koncert. Nie popływamy w basenie i o ile jestem zachwycona tym, że walczy się z ograniczeniem możliwości zarażenia to co z większymi skupiskami ludzi?  GALERIE HANDLOWE nadal otwarte, duże sieciówki meblowe - również a to przecież najbardziej syfiaste wylęgarnie wirusów,bakterii. i grzybów.. 
Jakby nie można było przez tydzień wstrzymać się od stacjonarnego kupowania ciuchów, swatchowania kosmetyków  czy kupowania mebli. Wczoraj rozmawiałam z chłopakiem który pracuje w jednej znanej sieciówce rozwożącej meble i akcesoriach po domach. Serio w zaistniałej sytuacji nie da się wytrzymać bez nowych stołów, poduszek czy kanap? 

Do całego tego pasma absurdu dochodzi jedzenia na mieście w restauracjach/ barach itp. O ile w dobrych restauracjach  wiem, że stosuje się sumiennie wyparzarki sztućcy, talerzy itd. to w lokalach typu puby gdzie browarki leją się z galaktyczną prędkością a rotacja szkła jest wielka - jakoś nie wierzę w zachowanie precyzyjnej sterylności i szkło często trafia tylko na zmywak ( wielokrotnie to widziałam)  A ŚLINA NIE ŚPI :D 
Jak już przywalam się do wszystkiego to nie zapomnę też o sportowcach. Tydzień bez siłowni też raczej nie sprawi, że komuś wyrośnie na brzuchu opona od ciężarówki a mięśnie sflaczeją tak, że już nie będzie dla nich ratunku... ŚLINA, POT ( aż się prosi dopisać krew i łzy :P)

Nie wiem, daleka jestem od paniki, od popłochu i wkręcania sobie od razu spisku, epidemii i globalnego strzału w stronę ludzkości. Bo praktycznie co roku od 2000r. mamy jakieś ataki mające wykończyć całą społeczność tj. wąglik, SARS, ZIKA, choroby wściekłych krów, ptasie i świńskie grypy, eColi  już nie mówię o Kalendarzu Majów i samym fakcie pojawienia się millenium... 

Każde zagrożenie wzbudza niepokój ale to co wyprawiają media, to sztuczne nakręcanie paniki nie uświadamia ludzi a jedynie powoduje w nich stres, lęki i wprowadza w stan chaosu. 
Przed wczoraj bardzo późnym wieczorem przekazano informację, że Koronawirus zawitał na Lubelszczyznę, rano totalne wariatkowo ludzie masowo napierali na sklepy spożywcze. Wczoraj dotarłam do Lidla i jako stworzenie może zdziwaczałe nie obrobiłam półek z mąką, nie kupiłam pierdyliarda mrożonek, kilku hektarów mąki czy naczep puszek. Kobiety pakowały całymi kartonami żarcie wypakowane z górką wózki, czasami nawet dwa. KOSMOS! Kolejki ciągneły się przed sklep  , aż do drugich regałów, a funkcjonowały cztery kasy. No nic  gdybym nie była to stwierdziłabym, że to jakiś wkręt w social mediach ale serio  to BYŁA DOBA ZAKUPÓW a szał był większy większe niż przy rzucie oBagów czy Korsów na otwarciu dyskontu. Z półek znika wszystko, jakby jakaś plaga szarańczy opanowała markety. I o ile początkowo miałam zaciesz, że mi- wegetariance chociaż warzywa ostaną to w chwili kiedy na większości z nich ujrzałam pochodzenie Włochy to jakoś zaskoczyło żółte światło ;)

Nie wiem jak wielkie zagrożenie nas dotyczy, ale ogólnie wirusy nie są organizmami żywymi, nie ciągną energii,  nie żywią się niczym i też nie mają metabolizmu więc też nie wydalają, nawet nie rozmnażają się  jak bakterie. To takie małe, zamknięte nośniczki informacji genetycznej  i dopóki są one "zamknięte" nic złego się nie dzieje, problem jednak polega w chwili kiedy  nośnik przylegnie do komórki i wtedy robi się "openbox" a wszystkie gifty przenikają do niej  i tworzą z niej zombiaka która zaczyna pracować na korzyść wirusa tj. namnażanie, przerost a następnie wysyp wirusa co skutkuje stanem zapalnym (uff to taki telegraficzny skrót). Wirus SARS-COV-2 osiada w drogach oddechowych i powoduje chorobę COVID-19 (objawy praktycznie te same co przy grypie). Wirus ten sam w sobie nie migruje, dostaje sie pasywnie do tych komórek, tj. z oddychaniem albo gdy np. dotkniemy  dłońmi do ust na której są wirusy, lub całujemy osobę która jest nosicielem. Ogólnie droga kropelkowa wpływa, że możecie złapać wirusa. I tak jak pisałam wyżej  gdy komórki zombie pękają w drogach oddechowych pojawia się wydzielina która zalepia płuca, powoduje przyblokowania i uczucia kichania, kaszlu a co za tym idzie kolejne ryzyko przekazania przez rozyplenie śliny (chce to maksymalnie zobrazować) - choróbska dalej. Kropelki te najmocniej padają na otoczenie w okolicy metra ale również można je znaleźć znacznie dalej (tyle ze mniejszą ilość i moc rozsiania).  Kropelki osiadają na powierzchniach dlatego ważne jest aby czyścić je niezwykle dobrze, poręcze, biurka, klawiatura, ekrany oczywiście tyczy się to głównie TELEFONÓW!

Wracając jednak do mechanizmu, sam fakt zalepienia delikatnych płuc, zmniejsza wydolność organizmu, powoduje gorszą saturację a przez to organizm szybciej się męczy i jest bardziej osłabiony. 
W zależności od odporności organizmu zależy jak ciężko ta infekcja przebędzie (już nie będę wchodziła w komórki i systemy działania cytokin) ale zdecydowanie bardziej narażeni są ludzie w wieku geriatrycznym, mężczyźni, chorzy onkologicznie, osoby systematycznie palące, pijące alko, oraz te z małą odpornością organizmu, po przebytych infekacjach i antybiotykoterapiach. Rzadziej chorują dzieci 0-15lat (staty wskazują mniej niż 1% wszystkich zarażonych), dzieci zarażają się ale nie chorują a jeśli już  to objawy są niezwykle łagodne. Niestety są dobrymi nosicielami i dlatego ważne jest aby je izolować od świata zewnętrznego bo inaczej nasz "BĄBELEK"  może jednym, słodkim kichnięciem unicestwić całą sagę i sprawdzić, że Wasze nazwisko zostanie skleślone z listy zamieszkujących planetę Ziemia. Dobra, bo mnie ogrania już stopień irytacji...

CZY JEST SIĘ WIĘC CZEGO BAĆ? 
Jasne, tylko idiota się niczego nie obawia, czy warto hojrakować? Również nie, bo przejazd w tym przypadku może być równie bolesny. Co więc robić? Żyć higienicznie, myć ręce nie wpieprzać niczego co jest niemyte albo pochodzi z lewego źródła, gotować/ ćwiczyć w domu. Porzucić dobre obyczaje i nie podawać ręki na przywitanie, nie witać się buziakiem z psiapsi czy innym znajomkiem. Nie kichać na innych i też nie wskakiwać pod ludzkie zraszacze, ograniczać przebywanie w skupiskach w których nie masz strefy komfortu "dużego hoola-hop". Nie przemieszczać się jeśli to możliwe, na czas zagrożenia  z zapasami papieru toaletowego, mąki, kaszy i konserw zbudować sobie swą unikaną bazę dowodzenia na chacie i ile wlezie stawać się domatorem. Dobrze się odżywiać, łykać witaminy, dbać o swoją odporność. DEZYNFEKOWAĆ RĘCE!!! Przerzucić się na neta, trochę ograniczyć oglądanie telewizji i tych sensacyjnych wiadomości, bo w nich nawet jeśli padają fakty to odziane są w najbardziej krzykliwy płaszczyk paniki i zamętu .  W zaistniałej sytuacji należy tak zwyczajnie uruchomić myślenie i starać się nie zwariować w tym i tak niełatwym czasie.


Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie, czy spotkaliście się z sytuacjami absurdalnymi, czy raczej w Waszym otoczeniu wszystko sprawnie działa i nie pokrywa się z tym co napisałam. Przepraszam, ale poirytowałam się i musiałam wyrzucić swoje myśli z głowy. 

Mimo korona ŚCISKAM ale wirtualnie ;)

- Madzialena!
 ______________________________________________________
strony które warto śledzić:

_______________________________________________________
**celowo pomijam temat maseczek - ale wiecie, że powinny je nosić osoby chore aby nie rozsiewać ? Osoba zdrowa po paru minutach ma mokrą ścierkę na twarzy i traci swe właściwości.

***wystrzegajcie się drogich specyfików niby "chroniących" przed wirusem, nie przepłacajcie na środkach a przynajmniej na żelach antybakteryjnych  do mycia rąk, jeśli nie możecie ich nabyć JUTRO PODRZUCĘ NAJTAŃSZY I SPRAWDZONY sposób na stworzenie żelu w domu :) A potrzebujecie na to 5 minut ;)
Czytaj dalej »

14.01.2020

CZY WARTO ZAMAWIAĆ - CHILLBOX-A?



Wiem, wiem, że już 2019 rok, przebyte święta więc u niektórych już nawet ślad po choince nie pozostał, ja jednak należę do tych osób które cały rok czekają na zimę, które uwielbiają klimat Bożego Narodzenia i na ile tylko się da wydłużam te "lampeczkowe" chwile :) Dlatego niech Was nie zdziwi fakt, że dziś pokażę Wam zawartość mojego grudniowego CHILLBOX-a.  Jego zawartość jest totalnie otulająca i wręcz genialnie stworzona pod klimat zimy - nawet tej bezśniegowej :) To co? Zaczynamy!

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Jak na prawdziwy chill przystało, openboxa rozpoczęłam od świątecznej saszetki z Ambasady Herbaty. Ja - herbatoholik zawsze cieszę się z nowych herbat - szczególnie tych w których znajduję czarne listki. PIERNIKOWA NUTA idealnie wpisała się w klimat celebrujący spokój pod kocykiem. Wyczuwalny pomarańcz, wanilia, kardamon, imbir jedynie rozgrzewa a goździk w składzie na szczęście nie jest wyczuwalny :) 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
Cieszę się, że Chillbox potraktował zagadnienie kompleksowo i do herbaty dołączył kubek! Jako zwolenniczka tych dużych i masywnych kubasów muszę stwierdzić, że ten wpisuje się w moje gusta idealnie. Większy od standardowego (ponad 330ml), biały, wygodny i dodatkowo przyozdobiony gadżeciarskim sweterkiem który bez problemu można ściągnąć i uprać:)


Do dobrej herbaty zawsze miło wyciągnąć ulubioną książkę, tym razem zaserwowano SKANDYNAWSKI SEKRET - czyli poradnik w którym znajdujemy 10 prostych rad jak żyć szczęśliwie i zdrowo. O ile lubię poradniki to ten wydaje mi się bardzo prosty i moim zdaniem przeznaczony jest raczej dla osoby początkującej - która dopiero zaczyna przygodę ze zdrowym trybem życia. Dla totalnych nieogarów jednak może okazać się iskierka która zapoczątkuję jakieś modyfikację i wskaże jaśniejszą stronę mocy :)

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Skoro już kubeczki smakowe i dusza zostały zaspokojone przejdźmy do dalszych pozycji z paczki - tym razem dla twarzy i ciała.  W Chillboxie znalazłam, aż trzy maseczki. Pierwsza w płachcie od marki MUJU - posiada nadruk Elfa- lubię więc, kiedy tylko ją przetestuje na pewno pokażę Wam jak się w niej prezentuje :) Właściwości nawilżające, ujędrniające i wygładzające. Kolejne dwie to enzymatyczne maski z glinkami (Dermo face strefa T) od marki Tołpa. Mam ta maskę w opakowaniu pełnowymiarowym, jest niezła, delikatnie złuszcza naskórek i odświeża pory. W zestawie znalazł sie również 8ml saszetka mojego ulubionego peelingu enzymatycznego od marki Tołpa - ale zuzyłam go błyskawicznie zanim wykonałam zdjęcia - ten produkt uwielbiam a pełną recenzję przeczytacie tutaj.

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

 Kolejny produkt masło shea pomarańcza - cynamon od marki BioOleo. Firma która wpisała się w moje łaski błyskawicznie a wszystko za sprawą perfumowanego olejku macadamia który pachnie whisky z tytoniem. Tym razem mam okazję sprawdzić słodsze wydanie i przyznam szczerze, że aromat jest iście ciasteczkowy, grudniowy i świąteczny. Właściwości nawilżające jak przy typowym masełku, jeśli nigdy nie mieliście styczności z shea to informuje, że zbita konsystencja w kontakcie z ciepłem skóry  przemienia się formę bardziej płynną, po rozsmarowaniu na skórze pozostaje film, zapach utrzymuje się na skórze około godziny.


Nie wiem jak Wy ale u mnie kremy do dłoni to podstawa, mam bardzo delikatną skórę a ta na dłoniach stale przesuszana jest przez moją pracę tj. środkami do dezynfekcji rąk. Dobry krem to podstawa aby chociaż na chwilę zapewnić skórze komfort. W boxie znalazłam krem z BASICLAB z serii FAMILLIAS która przeznaczona jest dla szerokiego grona odbiorców i mogą jej używać nawet maluchy które skończyły 1 miesiąc życia. Ze względu na to, że obecnie dłonie nawilżam doskonałym balsamem zimowym od Czarszki to nowa tubka czeka w kolejce do testów. Jestem niezwykle ciekawa jak się spisze, jaką ma konsystencję i jak tam z jego okluzją... Przetestuję i na pewno poinformuję Was o wynikach :)



Skoro już jesteśmy przy dłoniach to pora pokazać Wam rękawiczki! Tak, one również zasiliły grudniowego Chillboxa. grube, mięsiste jednopalczatki  z polarem w środku - zdecydowanie spiszą się na największe mrozy. 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ

Kolejny produkt  to żel pod prysznic - nie znałam marki i nigdy nie stosowałam nic z ich "domu". Obawiałam się, że żel może przesuszyć moją wrażliwą skórę ale na szczęście okazał się przyjemnym kosmetykiem który dobrze się pienie, ładnie myję i nie powoduje dyskomfortu na ciele. Zapach totalnie grudniowy - waniliowe ciasteczka z nutką korzennej przyprawy :)

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ


W boxie była jeszcze jedna niespodzianka, cukrowa laseczka ale znikła ona szybciutko, nawet nie zdążyłam zrobić jej zdjęcia ;) 

CHILLBOX, ZAWARTOŚC PACZKI, CZY WARTO ZAMAWIAĆ
Jest to moje pierwsze pudełko od firmy Chillbox. Kiedyś - lata temu, jeszcze na początku swojego blogowania byłam subskrybentką GlossyBoxa ale przestał mnie interesować, ze względu na słaby asortyment. Śledziłam różne "pudełka" przez ten czas ale jakoś nie czułam się przekonana.  Chillbox jest dla mnie fajną alternatywą ze względu na urozmaicenie, nie bawimy się tylko kosmetykami których nie damy rady zużyć, ale mamy też książkę (zawsze do wyboru) jakieś łakocie lub gadżety.  Zresztą, nie kupujecie kota w worku gdyż na stronie producenta zawsze pojawia się rozpiska produktów dedykowanych na dany miesiąc co też jest ciekawym rozwiązaniem bo można  wybrać wariant najbardziej wpasowujący się w gusta. No i opcja poznania nowych marek też mi pasuje,  tym razem trafiłam  na dwie zupełnie nieznane mi firmy.  Boxa oceniam pozytywnie, gdyż każdą z tych rzeczy zużyję lub wykorzystam. Obecnie w sprzedaży jest styczniowe pudło które ma sporo produktów od Glove m.in. cekinowe opaski i fajne naturalne produkty, box na luty i marzec również rozpisany i to one mnie mocno zaintrygowały... zresztą co ja Wam będę opisywać, zachęcam do zajrzenia na stronę i sprawdzenia zawartości :)  TUTAJ MOŻECIE PODEJRZEĆ ZAWARTOŚĆA tutaj podejrzeć starsze edycje :)


Jestem ciekawa jak Wy podchodzicie do boxów, zamawiacie je czasem? Znałyście Chillboxa? Ściskam i życzę Wam już na jutro pięknego dnia! 


Czytaj dalej »

29.12.2019

KOLEJNA #SPOWIEDŹ / CO MI PRZYNIÓSŁ 2019?


W sumie powinnam zacząć jak wiele się nauczyłam, jak wiele wspaniałych emocji przeżyłam i jak bardzo był to niesamowity czas - tak przynajmniej robi 80% ludzi działających w sieci. Większość z nich wciska najzwyczajniej totalną ściemę tylko po to aby wznieść się na wyżyny i stale Wam imponować. 

Jak było u mnie?

2019 chyba postanowił zrobić mi próbę życia i sprawdzić ile jestem w stanie unieść na swoich barkach, bo kopał mnie i dowalał mi nowego ciężaru co pare tygodni. Zaczęło się niewinnie zima, Nowy Rok... nowe plany wielka misja ogarnięcia swojego życia, plany szkoleń, kursów itp. aktywnie rozpoczęłam się rozwijać, doszkalać w zawodzie ale też bardziej skupiłam się na sobie, na swoich pasjach i na ludziach których chce w swoim życiu, zerwałam kontakty z bloggerami którzy siali zamęt w moim życiu i stale działali na mnie jak depresyjna kotwica. 

Zaczęłam robić zdjęcia na większa skale, przyjmować zlecenia na fotografię produktową a nawet nawiązałam współpracę z pewną znaną marką której robiłam zdjęcia na stronę i do katalogu więc początek roku był serio imponujący i sprawił, że nabrałam wiary we własne siły i możliwości. Później udało nam się wraz z Dianką zorganizować nasz autorski event #SecretsMeeting który ma na celu szkolić "ludzi internetu" w działach z których korzystamy w sieci, sama prowadziłam tam warsztaty z Flatlay które chyba się przyjęły bo uczestniczki mocno zaangażowały się w część kreatywnie i wyciągnęły wnioski co nadal widzę po ich zdjęciach :) 

Później było troszkę gorzej od Wielkanocy natłok pracy, choroba taty i pierdyliard obowiązków sprawił, że psychicznie miałam siano w głowie. Nie spałam, ogarniałam 3 prace, bloga, mieszkałam na dwa domy i ogólnie każdy miał do mnie pasmo próśb lub pretensji a ja najzwyczajniej w świecie potrzebowałam tylko ciszy i przytulenia albo przynajmniej kąta aby chociaż na 15 minut uciąć sobie drzemkę. W między czasie babcia miała udar, ja miałam kilka wyjazdów bloggerskich, a w pracy nikt nie chciał dać mi urlopu... Zmęczona i wyczerpana totalnie wyjechałam na SeeBloggers i tam mimo, iż cały czas aktywnie i nadal z minimalizmem snu mocno naładowałam akumulatorki a nawet zapasowe powerbanki. Hektolitry radości, śmiechy, rozmowy na podwórku do wczesnych godzin porannych i ogólnie doborowe towarzystwo sprawiły, że wychillowałam za te wszystkie tygodnie stresów. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i trzeba było wracać do rzeczywistości. Sezon urlopowy sprawił, że w pracy zostałam jedną pielęgniarką na ponad 100 podopiecznych i w pewnym momencie miałam już serdecznie dość tej roboty, bywały dyżury, że zostawałam sama z opiekunem i ogarnialiśmy chorych, 12h biegania (dosłownie) po pietrach w upale, stresie z mega poświęceniem a mimo to stale dostawaliśmy zjebki, jak to źle pracujemy... Po takich dyżurach śmigałam 60km do babci do szpitala albo ogarniałam, zakupy i sprzątałam dom...
Minęło parę tygodni i dostąpiłam zaszczytu urlopu planowanego... 14 dni wolnego  gdzie cześć tego czasu spędziłam na remoncie w domu a kilka ostatnich dni wybyłam w przysłowiowe Bieszczady... 
Urlop jak to bywa zleciał błyskawicznie i ponownie wróciłam do pracy gdzie byłam jedna pigułą na 100 pacjentów...
Po jednym z ciężkich, dziennych dyżurów, kiedy to jeszcze wzywana byłam do chorej na wizytę domową wróciłam bardzo późno do Maćka... Wykąpałam się, umyłam włosy, nałożyłam krem , założyłam koszulkę do spania i kiedy zamierzałam obejrzeć coś na Netflixie nagle poczułam dym... uchyliłam okno i ujrzałam przerażający widok na przeciwko płonęło moje miejsce pracy... Była 2 nad ranem, niewiele myśląc związałam włosy, założyłam adidasy, parkę i pobiegłam na drugą stronę ulicy. Ewakuowaliśmy ludzi z budynku i ratowaliśmy wszystko co cenne (leki, dokumentację medyczna czy dokumenty pacjentów). Rzucaliśmy koce przez okna, aby okryć chorych na ulicy, wszędzie wyły alarmy, po budynku biegali strażacy i policja, kiedy weszłyśmy do budynku spokojnie można było oddychać ale później zrobiło się sporo dymu więc musiałyśmy opuścić najwyższe piętro bo płonął dach. Dyrekcja w porozumieniu z innymi ośrodkami i MPK rozwiozła nas podstawionymi autokarami po innych ośrodkach gdzie do rana sprawowałyśmy opiekę nad chorymi którzy zostali nad przydzieleni. Noszenie ludzi, często 2 razy cięższych ode mnie, uspokajanie ich czy nawet zabezpieczenie aby jakoś wytrwali  do rana to była ciężka noc... Mokre włosy, najprawdopodobniej podtrucie dymem bo po jakichś 2 godzinach strasznie bolała mnie głowa i strasznie mnie mdliło, zero kasy przy sobie, telefon na słabej baterii a do tego personel placówki do której nas przewieziono stale miał do mnie i drugiej koleżanki pretensje, nie pozwalali nam nawet napić się wody, czy odejść na pare metrów (zasięg wzroku)  od mieszkańców. CHORE! To jest przerażające jak ludzie na stanowiskach nie radzą sobie ze stresem... No ale mniejsza o to...
Do domu wróciłam wielkim fartem, Maciek podjechał po mnie ok.8.30 kiedy zszedł ze swojego dyżuru, wróciliśmy do domu ale też nie mogliśmy podjechać autem pod dom bo cała ulica była zablokowana, dogaszali dach (po 6 godzinach) wszędzie pełno straży, prokuratura, policja i stacje telewizyjne. Nie mogłam odespać tej ponad doby na nogach bo stale było słychać komendy wydawane przez megafony, zrzucano bale z dachu i wszędzie śmierdziało dymem... Ropiały mi oczy, gardło miałam tak zdrapane, że czułam ciężar na płucach... o 18 musiałam iść na nockę a nadal nie wiedziałam gdzie mnie wyślą , do której placówki (a było ich kilka na terenie całego Lublina i okolic) trafię... Dojechałam na nocny dyżur, ludzie płakali, panikowali, niektórzy nie mieli czystych ubrań, leżeli w mokrej odzieży, nie mieli leków... Pamiętam, że razem z kolegą ogarnialiśmy listę pacjentów, próbowałam przypomnieć sobie i spisać leki jakie przyjmują podopieczni aby zacząć tworzyć jakaś dokumentację na przetrwanie tego czasu. Pamiętam, że przegadałam wtedy z kolegą ponad godzinę na telefonie bo cały czas wymienialiśmy się sytuacją "na froncie" ;), ale dużo mi to dało, bo jakoś się uspokajałam. Zresztą mam tak, że im więcej mam stresu tym bardziej trzeźwo myślę, nie panikuję tylko działam schematycznie. 
Dobra, ale rozpisuje się i rozpisuje ogólnie historia z pożarem zakończyła się tak, że podzielono personel i pacjentów na grupy i przydzielono nas do poszczególnych placówek. Od 1 września pracuje w nowym miejscu, było tragicznie na początku, teraz już trochę przywykłam ale nadal jest ciężko... to nie jest miejsce w którym podjęłam pracę, wszystko jest inne, inna specyfika pracy inne obowiązki... misja patoprzetrwanie. Dodatkowo rozpoczęła się szkoła więc i wróciłam do pracy w gabinecie. W między czasie zajmowałam się babcią którą wypisali do domu ze szpitala. Przez cały ten pożar i dodatkowe obowiązki musiałam zrezygnować z dwóch eventów w Warszawie. Później z jednego w Gdańsku. No trudno nie było na to ani siły ani czasu.  Myślałam, że już gorzej być nie może ale przecież kiedy jest źle,  ktoś próbuje trollować jeszcze bardziej, więc wysiadło mi zdrowie... posypałam się całkowicie... ponad 5 tygodni pracowałam z gorączką bo przez natłok zadań nie mogłam pozwolić sobie na lenistwo. Nie jadłam praktycznie nic, piłam tylko wodę, soki i żułam gumy. Skończyło się zapaleniem oskrzeli i serią 6 antybiotyków z czego 5 na mnie wcale nie działało, kolejne 3 tygodnie bez snu, z temp. 38. Ostatni antybiotyk zadziałał na mnie nad wyraz skutecznie zbił mi temp do 35,4 i tak mnie osłabił, że mdlałam w domu, raz nawet zasłabłam schodząc po schodach więc spadłam z 20 paru schodków rozbijając sobie nogę,  zdzierając skórę na żebrach, rozcinając udo i nabijając guza na głowie. Miesiąc spędziłam w domu, narobiłam sobie zaległości w gabinecie szkolnym i mimo, iż nadal czułam się tragicznie to wiedziałam, że muszę wracać. Kiedy myślałam, że już wyczerpałam limit przypałów na długi czas, moja mama poczuła się gorzej, zabrało ją pogotowie a co za tym idzie pobyt w szpitalu, setki badań i choroby których nikt się nie spodziewał.  Tata wyjechał na delegacje, brat mieszka 500km stąd a jedyną osobą która została upoważniona do odbioru badań to oczywiście ja. Migrena 8dniowa, ból tak przeszywający, że nie mogłam zwlec się z łóżka, każda wiązka światła przeszywała mi czaszkę więc leżałam w okularach przeciwsłonecznych a telefon wydzwaniał i zlecał dziesiątki zadań do wypełnienia. MASAKRA! Trzeba było zacisnąć zęby, otrzeć łzy i ruszyć dupę aby ratować innych... 
Z leczeniem mamy będziemy się bujać pewnie z pół roku (przy dobrych wiatrach) ale jeśli w moim życiu się coś nie zmieni to oficjalnie informuję, że wybuchnę lub wykituje...



Rok 2019 był dla mnie ciężki, wymagał ode mnie skupienia, poświęcenia i nieustannego wchodzenia w rolę bohatera, człowieka który ogrania wszystko ponad stan i nie okazuje słabości bo musi ciągnąć całe otoczenie w górę aby się nie załamać, nie poddać i jakoś wyjść z tych trudnych chwil. 
W głowie miałam sieczkę, w serduchu był rollercoaster, nie wiedziałam gdzie iść, co robić, trzymałam się tylko ważnych dla mnie osób. Dzięki tej garsteczce ludzi chyba nie zwariowałam, a ogromne wsparcie jakie mi dawali sprawiło, że zajmują spore miejsce w moim serduchu...

Chciałabym Wam tu napisać jak wiele dobroci i szczęścia przyniósł mi ten rok, jak się rozwinęłam ile osiągnęłam ale jedyne co osiągnęłam  to zahartowanie, rozbicie emocjonalne i udawanie bohatera.

Z rzeczy bardziej optymistycznych i takich które bardziej mogą interesować Was, osoby zainteresowane kosmetykami udało mi się wdrążyć w życie projekt #denkujeniekupuje - czyli akcję w której bloggerka urodowa odzwyczaiła się kupować wszystko i pragnąć wszystkiego co pojawia się w szafach ( piszę o tym tutaj). Jestem 100% przykładem, teorii, że nic nie muszę  a jedynie mogę więc nic nie może mnie zmusić do działania wbrew mojej woli. Z blogowych sytuacji zakończyłam 80% współprac podziękowałam markom i praktycznie tyle samo propozycji odrzucam bo nie chce robić niczego wbrew sobie, nie chce Wam tu pokazywać chłamu i namawiać Was do zakupów które  wcale nie dadzą Wam szczęścia. Ponoszę odpowiedzialność za swoje słowa i nie chce Was naciągać na jakieś buble w stylu "ta paletka jest zajebista" a za tydzień  wyrzucę z siebie "ta jest jeszcze lepsza kupcie kolejną" - to nie ja. Denkuję wszystko co siedzi w zapasach i całkowicie przechodzę na świadome, naturalne zakupy. Ograniczam plastik, folie i chemię.  Nie znaczy to, że zostaję teraz jakimś psychoECOblogerem który będzie Wam wbijał metalową słomkę w aortę za kupowanie rzeczy które nie łapią się w zbiór ZERO WASTE, nie - to też, nie ja.

Nie będę udawać, naginać rzeczywistości aby Wam zaimponować. Nie jestem z cukru, nie kicham brokatem, nie jestem też robotem którego nic nie rusza... Jestem turbo wrażliwcem ale życie mnie hartuje i uczy (dżizas jak to teraz słabo zabrzmi) walki o to aby było lepiej.

Nie zamierzam tworzyć na 2020r. list, czelendżów itp. spraw bo jak widzicie po moim 2019 wystarczy jedno zatrzepotanie motyla aby wywołało tornado i przewaliło wszystkie kostki domina. 
Jedyny plan jaki mam to łapać chwilę, poświęcać sobie i najbliższym więcej czasu. Skupić się na tym co jest TU I TERAZ, bo zaraz może mnie nie być.


Z okazji nadchodzącego Roku życzę Wam zdrowia, przychylności losu i siły, aby nic nie było Was w stanie zatrzymać. Niech moc będzie z Wami a 2020 będzie lepszy od nikczemnej 19stki :) 

Ściskam!
________________________________________________

https://www.mazgoo.pl/2019/08/zmiana-zycia-po-trzydziestce.html

Czytaj dalej »

24.12.2019

#CHRISTMASBLOGGERCAMP! Whaaat? Organizatorki przeszły same siebie!

Nie ma śniegu ale mimo wszystko Mikołaj przesiadł się z sani do czterokołowca i postanowił chociaż na chwilę postacjonować w Chełmie. Zainstalował się się w restauracji McKenzee która bardziej niż Laponię przypomina kadr z westernu ale, ale w tym roku mamy ocieplenie pogody więc wszystko zdarzyć się może... No i zdarzyło się wiele, a wszystko miało miejsce podczas #CHRISTMASBLOGGERCAMP ! Coż to takiego? Już wyjaśniam poniżej...



#CHRISTMASBLOGGERCAMP 
To nowa nazwa cyklicznej imprezy którą tworzą trzy wspaniałe dziewczyny KLAUDIA, MARTA, KAROLINA. Spotkania mikołajkowe odbywają się w Chełmie od ponad 5 lat i zawsze wspominam je z szybszym biciem serca bo to od nich zaczęłam swoją przygodę z "eventami bloggerskimi". Dziewczyny są niesamowite i co roku przebijają poziomem poprzednie spotkanie, tak samo było w tym roku, magiczna aurą niesienia pomocy zaczarowały blisko 50 marek które postanowiły dołączyć się do "campu" i przyczynić się do wsparcia licytacji lub tak zwyczajnie podarować coś twórczyniom internetu :) W tym roku nasze trzy organizatorki miały wsparcie w postaci dwóch elfów Madzi i Iwonki które również dały czadu z organizacją!
Oprócz organizatorek mogłam zobaczyć buzie: Agnieszki, Gosi, Sylwii Ewy,






Paczek na licytację było całe mnóstwo i dzięki temu udało nam się zebrać ok.1300zł na rzecz stowarzyszenia Chełmska Straż Ochrony Zwierząt. Jest to organizacja która bardzo mocno angażuje się się w pomoc futrzakom, od tej w postaci zabezpieczenia bezdomnych zwierzaków przez pomoc w wykrywaniu patologii. Stowarzyszenie współpracuje m.in z organami ścigania pomagając zająć się tymi którzy skazują zwierzaki na cierpienie, okaleczenie czy śmierć. Organizacja działa "non profit" i nie pobiera żadnych wynagrodzeń z tytułu pracy stowarzyszenia dlatego każda złotówka jest dla nich niezwykle cenna aby ratować te maleństwa!






 


Firmy, które wsparły licytację:






Na koniec dziewczyny podarowały nam upominki od patronów spotkania, ilość przerosła moje oczekiwania... 



Tak jak wspominałam na początku na  chwilkę w Chełmie pojawił się Mikołaj i to własnie ON wręczył nam nasze mikołajkowe podarki. Każda z nas ma oczywiście pamiątkowe zdjęcie z tego wydarzenia  ;)





Serdecznie dziękuje ORGANIZATORKOM za zaproszenie i możliwość udziału w tym wydarzeniu,  było fantastycznie. hektolitry radości, worek śmiechu i chórki z Esikiem to tylko parę elementów tego spotkania które zapadną mi na długo w pamięci :) Jestem dumna z nas wszystkich, kobiet które gdy połączą siły mogą zrobić tak wiele :)  Ściskam Was czule i tule do serducha. Jesteśmy wielkie i wielką mamy moc :) 


Z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia życzę Wam mega mocy, samego dobra, ogromu zdrowia i tak zwyczajnie WYMARZONYCH ŚWIĄT!  Spędźcie je tak jak lubicie najbardziej i uważajcie na brzuszki <3 




Czytaj dalej »

4.12.2019

#GWIAZDKAmazgoo czyli świąteczne foto wyzwanie

Wymyśliłam sobie, że w tym roku chce Was lepiej poznać a kiedy  tego nie robić jak w okresie przedświątecznym kiedy każdy czuje ten klimat i chłonie magię jak gąbka.  Nie chciałam bawić się w zwykły blogmass, bo przez to wiele osób nie posiadających swoich stron zwyczajnie zostaje skreślonych na wstępie, a mi zależy jedynie na tym abyśmy ten czas spędzili miło i przyjemnie. 


O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI? 

Zasady są proste...

1. NIE LICZY SIĘ CZYM ROBISZ ZDJĘCIA
2. NIE WAŻNE SĄ PROGRAMY GRAFICZNE I OBRÓBKA
3. WAŻNE JEST TO CO CZUJESZ NA MYŚL O DANYM HAŚLE,  może to być zdjęcie typowo tematyczne albo nawiązujące do danego zagadnienia a bardziej rozbudowany opis. Może to też być zaledwie słowo które kojarzy Ci się bezpośrednio... To Ty decydujesz  jak zinterpretujesz hasło :) 
Chciałabym abyście nie bali się  brać udziału w wyzwaniu, w tym magicznym, świątecznym okresie najpiękniejsze są nasze wnętrza, historie i to własnie chce w Was rozbudzić, zmotywować do opowiedzenia swojej małej historii :)

Przygotowałam wiele zagadnień, sporo różnych haseł aby każdy w tej puli znalazł coś co mu przypasuje i zechce nawet jednym zdjęciem dołączyć do wyzwania :) Oczywiście możecie dodać wszystkie zdjęcia ale w tym wypadku nie są to pokemony nie musimy łapać ich wszystkich, postawcie  na to co najbardziej do Was trafia :) 

Każde zdjęcie które weźmie udział w akcji ( doda hashtag #GWIAZDKAmazgoo) będę udostępniała na swoim stories, a na koniec wyzwania osoba która najbardziej ujmie mnie swoją historią otrzyma ode mnie upominek na Nowy Rok :)  

Odczarujmy złą opinię instagrama i fb i poczujmy radochę z przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia, dodatkowo chce Was zmotywować do robienia zdjęć, mam nadzieję, że to zapoczątkuję fajną historię  mojego cyklu na blogu w którym będę zdradzała Wam jak robić zdjęcia aby jak najmniej je obrabiać a jednak cieszyć się dobrym efektem :) Ale, ale nie o tym teraz :)

Dobra, to kto podejmuje wyzwanie?? 
_________________________________________

Poniżej zostawiam Wam grafikę którą śmiało możecie udostępniać na swoim stories i tam odznaczać dodatkowo zdjęcia które już udało się Wam wykonać :)  Dla osób które nie bardzo wiedzą jak ugryźć temat małe podpowiadajki poniżej :)


Ściskam i mam nadzieję, że dołączycie do zabawy :)

_______________________________________________________
  • ZAPACH ŚWIĄT -  pomyśl bez czego nie ma Świąt w Twoim domu, zastanów się jaka wtedy aura panuje, czy czujesz jakis aromat, zapach który sprawia, że od razu czujesz się błogo... tak? no to już masz pomysł na zdjęcie :)
  • BOMBKA-  kupiona, zrobiona, zbita, przekazywana z dziada prawdziada a może nigdy nie nabyta, pokaż tą która niesie ze sobą dobre wspomnienia albo zwyczajnie skradła Ci serce ;)
  • MAGIA DZIECIŃSTWA - na pewno jest w Tobie w dalszym ciągu pierwiastek malucha, rzecz lub wspomnienie która zawsze Cię rozczula albo przypomina najwspanialsze chwile związane z tym okresem, da się to odtworzyć? Spróbuj, może to będzie zdjęcie, jakaś pamiątka, obecność czyjejś osoby albo zwyczajnie kilogram pomarańczy ;D
  • PRZYGOTOWANIA - MOI WSPANIALI! Tutaj mamy szerokie spectrum działania od sprzątania, gotowania bo szykowanie kreacji :D  Od Was zależy który etap postanowicie przedstawić :) Może być śmiesznie, cozy a nawet elegancko :) Czekam na Wasze pomysły :)
  • ZIMOWE AKCESORIA- czapka, szaplik, buty ale nie tylko niektórzy nie wyobrażają sobie wyjścia na mróz bez odpowiednich kosmetyków a może w twoim niezbędniku jest kąpiel  z pianką albo termofor do kieszonki... Pokaż nam swój niezbędnik! :)
  • KUBECZEK SZCZĘŚCIA -  jedni lubią grzańca, inni kakao a jeszcze inni... no właśnie... Pokaż swój kubeczek/ kieliszeczek :P
  • WSPOMNIENIE - bywają różne wspomnienia dobre, złe, zabawne, smutne i te najpiękniejsze. Może to być okazja do rozczulenia, przywołania magii albo rozliczenia się z tym co było słabe, minęło i nie warto do tego wracać...
  •  LIST(A)! - jedni piszą listy do Mikołaja/ Gwiazdki czy Gwiazdora (zawsze gdy słyszę to ostatnie widzę Elvisa serio - taka równia pochyła pod moją kopułką :D) inni robią listy zakupów i sami kupują prezenty, po której stronie barykady jesteś ?  Bez względu na stronę pokaż co tam zostało napisane :)
  • STÓPKI - zimowe buty, skarpetki, ciapy w reniferki czy gołe stópki, przecież to idealny czas na strzelenie zdjęcia tego typu :)
  • DEKORACJE -  Rodzina Griswoldów czy totalny minimalizm? Wyraź siebie  na zdjęciach i pokaż co lubisz :) 
  • WONDERFUL TIME - rodzina przy stole, samotnia pod kocykiem, czy zimowe eskapady po śniegu... hm... ja chce wiedzieć czym dla Ciebie jest ten najwspanialszy czas :)
  • CZERWIEŃ CZY ZŁOTO? - a tak naprawdę mogłabym zapytać, srebro, niebieski, zieleń czy biel...  Które kolory najbardziej przypominają Ci święta, wyraź to w dowolny sposób :)
  • ŚWIĄTECZNA PLAYLISTA - kinomaniacy i melomani to ten czas kiedy nawet najbardziej obciachowa produkcja nie jest powodem do wstydu, co jest dla Ciebie obowiązkowym elementem każdego Święta :)
  • TALERZYK ŁAKOCI - co ja tu będę pisać każdy ma chyba swoje ulubione potrawy które serwuje się w czasie tego świątecznego czasu, jedzonka na które często czeka się cały rok... Jestem ciekawa  co tam u Was wskoczy na talerze :)
  • MAKIJAŻ NA ŚWIĘTA - tutaj chyba nie muszę pisać zbyt wiele ;)  po prostu chce je zobaczyć :)
  • LAMPECZKI- no cóż, któż z nas nie lubi tych iskrzących wszędzie światełek i brokatu... To chyba najbardziej magiczna pora do zabawy światłem :)
  • PREZENTOWNIK -  nabyty fajny prezent dla bliskiej osoby a może jakiś cudny gifft który znalazł się pod choinką, jeśli chcesz to podziel się zdobyczą  na zdjęciu oczywiście :)
  • CHOINKA- najważniejsze drzewko w roku, litania bluzgów przy rozplątywaniu lampek i nakłute palce przy zawieszaniu bombek ale kiedy już przejdziemy ten runmaggedon to każdy w myślach wie, że było warto :) I to jest piękne, że nie ma dwóch takich samych :)
  • PIERWSZY ŚNIEG -  może być magicznie i bajkowo ale i drastycznie szczególnie gdy skrobie się szyby o 4 rano albo odśnieża podjazd bo garaż zasypało po pachy... Mimo wszystko to są najlepsze momenty do uchwycenia :)
  • ŚWIĄTECZNY ŁAŃCUCH - tutaj trochę zaszalałam i chciałam abyście pobawili się interpretacją, może to być grono znajomych z którymi organizujecie jakis wypad, akcja bloggerksa, niesiona pomoc, wsparcie jakiejś zbiórki czy po prostu spędzenie czasu z najbliższymi :)
  • OHYDNIK ŚWIĄTECZNY - mimo tej magicznej aury na bank u każdego pojawia się taki moment, rzecz lub zjawisko które sprawia, że święta  wiszą na włosku, albo ktoś nęka Was okropną potrawą której nie spożyjecie nawet za grube miliony. Ohydnik to własnie to miejsce aby wszystko co złe wpakować na jedno zdjęcie - może być nawet kolaż :P
  • CHRISTMAS CHILL - wspólnie z najbliższymi, na nartach czy z netflixem pod kocem, każdy ma inny stopień upragnionego wypoczynku... i takich własnie zrelaksowanych Was chętnie zobaczę na tych fotkach:)
  • GRUDNIOWE MANI - no cóż u mnie to zbyt wielkich wariacji na ten temat nie będzie ale chciałam stworzyć grupę dla dziewczyn które tworzą magię na pazurkach i może dzięki temu trafią na nową grupę odbiorców :)

Ok, mam nadzieję, że trochę Wam pomogłam i podpowiedziałam jak kąsnąć ten temat :) Miło mi będzie jeśli dołączycie do akcji i dacie o niej znać dalej :) Bawimy się myślę do 28 grudnia :)  Zdjęcia tagujemy #GWIAZDKAmazgoo. Miło mi będzie jeśli oznaczycie mnie na zdjęciach - wtedy łatwiej mi będzie Was udostępniać :)

Buźka!
Czytaj dalej »