20.01.2018

ULUBIEŃCY 2017 ROKU

Wielokrotnie pytacie o moje absolutne hity z kategorii pielęgnacji i makijażu. Postanowiłam więc przedstawić Wam moich bezwzględnych faworytów - poznajcie ULUBIEŃCÓW ROKU 2017. Wpis planowałam podzielić na sekcję pielęgnacja/ makijaż/ paznokcie/ niekosmetyczni ulubieńcy ale po co narzucać sobie sztywne ramy :) Poznajcie moje hity!

ULUBIEŃCY ROKU 2017!





Ostatnio nie publikuje zbyt wiele wpisów paznokciowych co po prostu nie długo ulegnie zmianie :D Chce Wam jednak pokazać co w tym roku wzbudziło mój pełen zachwyt i stale gościło na moich pazurkach.  



VICTORIA VYNN-GEL No.04- COVER NUDE. Kupiłam go w ciemno, spodobał mi się kolor, bardzo blady nudziak który wygląda jak kolor mojej skóry. Jest to pierwszy żel z którym mam okazję sama pracować. Mimo moich szczerych obaw, żel jest bardzo wygodny w użyciu, konsystencja średnio-gęsta, nie spływa, jest niezwykle elastyczny - samopoziomuje się na płytce, nakłada się naprawdę wygodnie zbudowanie tunelu nie jest zbyt pracochłonne. Ogólnie dobrze się z nim pracuje nawet po utwardzeniu, łatwo daje się spiłować zarówno pędzelkiem jak i frezarką. Dobrze współpracuje z lakierami hybrydowymi o których napiszę za chwilę.
CHIODO PRO - kolekcja Red Color-New Generation zaprojektowana przez Edytę Górniak. No. 734-Date Night - przepiękny odcień, ciemne bordo z domieszką brązu , dla mnie to głęboki odcień wytrawnego, czerwonego wina. Barwa przepiękna która zarówno w wysokim połysku jak i macie prezentuje się niezwykle szlachetnie na pazurkach. Lakier jest niezwykle trwały, nie odpryskuje, nie ściera się - prezentuje się tak samo dobrze po 2 tygodniach jak w chwili nałożenia. No.724-Marylin Red. Kolejna propozycja marki ChiodoPRo,  intensywna, żywa czerwień. Mogę spokojnie określić ją kolorem prawdziwej, seksownej czerwieni, nie ma w sobie ani typowo pomarańczowych ani malinowych tonów - perełka wśród odcieni. Trwałość tak jak u poprzedniczki - na medal. Ogólnie lakiery Chiodo spisują się u mnie obłędnie a te z kolekcji Edyty Górniak są naprawdę godne polecenia!
Dalej nie może w moim zestawieniu zabraknąć szarości -  INNER CALM 5321-1 od marki NEO NAIL. Kolor mega rozbielonej szarości, szarości niesamowicie neutralnej, bez mocno ciepłych ani chłodnych tonów. Obłędnie wygląda zimną, niezwykle elegancko zarówno na krótkiej jak i jasnej płytce. Noszę go namiętnie od roku, okresowo zdradzam go z burgundami, czernią i czerwienią ale i tak wracam do niego stale. Powoli dobijam do dna więc obowiązkowo czeka mnie zakup kolejnego opakowania. Prezentuje się obłędnie zarówno w wysokim błysku, macie jak i z pyłkami. Kocham!
Kolejna szarość już z gatunku tych ciutkę ciemniejszych to propozycja od VASCO GEL-No.060 -KING OF GREY. Markę poznałam w październiku, ale dwa miesiące wystarczyły aby trafić do zestawienia. Przyjemna konsystencja (podobna do Lakierów NeoNail), świetna pigmentacja ( lakier wygląda dobrze po jednej warstwie a po dwóch to już w ogóle petarda). Jest niezwykle mocny, świetnie prezentuje się na płytce, nie odpryskuje, współpracuje świetnie z różnymi basami i topami. Zdecydowanie zasługuje na miano ulubieńca!

 
W kwestii maseczek bezwzględnym hitem okazała się glinkowa maseczka marki  RAPAN BEAUTY przeznaczona do cery suchej i mieszanej. Rozpisywałam się o niej w osobnym wpisie więc zainteresowanych zapraszam TUTAJ


 
W pielęgnacji twarzy miałam wielu faworytów i produktów do których wracałam ale tylko garstka tak mocno wkupiła się w moje łaski i to własnie tych faworytów zamierzam Wam tu przedstawić. 
Serum odmładzające BIOLAVEN, przepakowane bogactwem olejków (sojowy, arganowy, z pestek winogron, skwalan roślinny) posiada bogactwo witaminy E oraz eteryczny olejek lawendowy który pachnie bardziej ziołowo niż lawendowo (za co ogromnie dziękuję producentom). Olejek pięknie zabezpiecza skórę, ładnie ją wygładza i odżywia. Jeśli ktoś zamierza zacząć przygodę z serum olejkowym to śmiało mogę polecić ten produkt. Osobiście polecam stosować go z kwasem hialuronowym :)

Dalej bogactwo ukojenia od marki KLAIRS - RICH MOIST SOOTHING CREAM. Kremik który spiszę się doskonale po wszelkiego rodzajach zabiegach w salonach kosmetycznych, będzie prawdziwym wybawcą w okresie przemarznięcia skóry a nawet poparzenia słonecznego. Idealny dla posiadaczy cer suchych, alergicznych i skłonnych do podrażnień - po więcej zapraszam do szczegółowej recenzji TUTAJ.

Kolejnym kremowym hitem okazał się produkt marki HOLIKA HOLIKA - BLACK SNAIL REPAIR CREAM. Czyli sławetny krem ze śluzem ślimaka, miałam opory aby go stosować ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie z tego miłość. Przepiękny świeży aromat, lekka konsystencja, szybka wchłanialność. Efekt cudowny - dobre nawilżenie, wygładzenie i zero zapchania porów skóry. Ładnie wpływa na drobne blizny, zmiany skórne. Podgaja skórę i zdecydowanie wizualnie ją odmładza. Skóra po użyciu jest miękka, świetlista i jędrna. Lubię i będę wracać z pewnością.



Kolejny krem który jest moim faworytem jeśli chodzi o pielęgnację cery pod oczami - kultowy KIEHL'S - AVOCADO. Krem o nietypowej, gęstej, wręcz masełkowatej konsystencji która w kontakcie z opuszkami palców zamienia się w lżejszy kremik z którego jakby wytrącała się hm.. woda? Nie wiem jak to określić ale jest to dziwne wrażenie i pierwszy raz się z czymś takim spotykam. Krem wchłania się  błyskawicznie ale warunkiem jest nie przesadzenie z ilością. Gwarantuje Wam, że nałożenie go w mniejszej dawce jest skuteczniejsze dla cery, skóra i tak nie wchłonie więcej niż może a nadmiar i tak będziecie zmuszone zmyć po jakimś czasie, więc serio umiar w tym przypadku należy zachować :D 
Awokadziak doskonale zabezpiecza skórę, wpływa na jej zagęszczenie, zmniejsza opuchlizny pod oczami i spłyca pierwsze drobne zmarszczki.  Jest niezwykle wydajny więc polecam śledzić stronę marki i upolować go na promocji :)


Niedawno odkryłam  BE.LOVED, naturalne produkty bogate w składniki które z niesamowita mocą i w przyśpieszonym czasie działają na polepszenie jakości skóry. Moim faworytem zostało VITAMIN PUMP- czyli Serum Liftingująco-Nawilżające. Serum jest pełne witamin, w składzie posiada 30% kwasu hialuronowego (zarówno 1,5% jak i 3%). Co mogę napisać o serum? Doskonale nawilża i wygładza cerę, wspaniale rozjaśnia, dodaje blasku i sprawia, że cera prezentuje się zdrowo i znacznie młodziej. UWIELBIAM TEN PRODUKT! Zdecydowanie Wam o nim napiszę jeszcze w tym miesiącu.



Następny hicior to  BHA BLACKHEAD POWER LIQUID od COSRX, pisałam o nim naprawdę dużo w osobnym wpisie więc posiadaczy zaskórników/ wągrów zapraszam do wpisu TUTAJ.



Nie wyobrażam sobie nakładania powyższych kremów i serum bez wcześniejszego przygotowania cery. O żelach nie będę póki co pisać bo mimo, iż parę mnie w tym roku zachwyciło to, żadne nie trafiło to puli faworytów i zazwyczaj kończyło się na jednym opakowaniu. W całkowitym przeciwieństwie do toniku którego stosuje od 2016r. i kocham go miłością szczera i prawdziwą. Nie wiem ile już butelek za mną, nasze uczucie mogę spokojnie liczyć już chyba w dziesiątkach litrów. Mowa EO LAB-toniku odmładzającym. To 200ml cudo zawiera, aż 95% komponentów roślinnych - organiczny olej jojoba, wodę morską, kwas hialuronowy, ekstrakt z jaśminu i kofeinę.Nie znajdziecie w nim SLS, SLES, silikonów, parabenów ani syntetycznych barwników i konserwantów. On działa jak kompres , przynosi ulgę, zmniejsza napięcie a jednocześnie sprawia, ze ta cera jest gęsta, taka wygładzona i ukojona. No to jest bajka. Jeśli miałabym wybrać jeden jedyny produkt którego miałabym używać do końca życia to zdecydowanie ten tonik. Firma posiada trzy serie i p każda z nich zasługuje na uwagę(odmładzajaca, nawilżająca i cera problematyczna).


Dalej na zdjęciu możecie znaleźć dwa produkty do ciała - masło  NACOMI - ZIELONA HERBATA. Obłęd jeśli chodzi o nawilżenie, skład no i aromat. Recenzowałam je dla Was więc aby się nie powielać podsyłam do wpisu TUTAJ.  MR.BEAN - PEELING KAWOWY o zapachu KOKOSA. Rok 2017 był rokiem który owocował w peelingi kawowe, nigdy ich nie stosowałam i kiedy pierwszy raz użyłam ich w styczniu tak przepadłam i stosowałam je namiętnie, aż do końca grudnia. Sporym zaskoczeniem okazał się ten z Pan Fasola który mimo, iż nadal kawowy to jednak zdecydowanie grubiej zmielony od konkurencji. Nie muszę chyba też ukrywać, że opakowanie jest mega w moim stylu a zapach kokosa wybitnie tu pokochałam.

Po peelingu kocham nakładac na twarz serum, czasami jeszcze będąc pod prysznicem. Moim faworytem okazało się odżywcze serum do ciała z MOKOSH. Eliksir o typowej olejkowej konsystencji i obłędnym aromacie żurawiny. Pachnie cudownie, słodką lekko kwaskowatą żurawiną, ten aromat kocham od kiedy użyłam pierwszy raz kremu benedyktyńskiego (mój hit 2015r). Głębokie nawilżenie, cudowne zabezpieczenie skóry - ubóstwiam!




Moja skóra z natury jest mega uwrażliwiona i byle drobnostka potrafi ją uczulić lub sprawić, że za chwilę staję się posiadaczką cudownych otarć lub wysypki. O ile ciało mam mega wymagające tak skóra stóp zawsze potrzebuje tylko turbo nawilżenia. Nie wyobrażam sobie nałożenia na skórę skarpetek albo wsunięcia się pod kołdrę w chwili kiedy ta nie zostaje wcześniej zabezpieczona. Większość produktów do stóp to jednak specyfiki o konsystencji pasty do zębów w sumie i zapachu. Gęsta substancja o mentolowym zapachu (fujka!), produkt który ma działać od razu na nawilżenie, potliwość i itp. Ja nie mam takich problemów, zależy mi jedynie na szybkiej wchłanialności (bo nie chce stópkować  pół pokoju i znaczyć drogi od miejsca aplikacji do łóżka czy szafy) i faktycznym akcie głębokiego nawilżenia.  Z pomocą przyszedł mi produkt NATURATIV i od razu zmiótł z powierzchni konkurencję. REVITALISING FOOT BALM bo o nim mowa to niesamowicie lekki ale i turbo nawilżający balsam ubrany w aromat żurawiny z cytryną. Owocowy zapach ale i bardzo naturalny zapach.  Nawilżenie w skali dziesięciu dam dziesięć i pół. Skład naturalny, opakowanie air-less. Ubóstwiam w każdym calu!


Skoro już opisałam pielęgnacje pora wskoczyć w dział makijażu.  Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że w zestawieniu znajdziecie eyeliner i czerwoną pomadkę, Drugi rok z rzędu podium zdobywa eyeliner od KAT VON D. Szczegółową recenzję znajdziecie TUTAJ. 
Genialny puder pod oczy który jest zdecydowanie drobniej zmielony od znanej Laury M. LM mnie mocno przesuszyła i ciesze się ogromnie, że miałam tylko miniaturkę bo to puder zupełnie nie dla mojej cery. Przesuszenie, uczucie ściągnięcia ajć moja wrażliwa cera nie polubiła się z nią i koniec.  ELF - HIGH DEFINITION -UNDEREYE SETTING POWDER. Cholernie ciężki do kupienia i wcale mnie to nie dziwi, to jak wygląda na skórze to bajka a i dodam, że to opakowanie kosztuje ok.18zł :)

Pomadka którą stosowałam w tym roku mega intensywnie to matowa wersja w sztyfcie od L'OREAL - COLOR RICHE 347-HAUTE ROUGE. Pomadka którą pierwszy raz dostałam od marki, zdenkowałam i kupiłam ponownie. Bardzo fajna formuła. Nie jest turbo trwała, ale ma ładne wykończenie które mogę określić satynowym matem. Pięknie wygląda na ustach, nawet tych delikatnie przesuszonych. Jeśli chce nadać ustom kolor, ale nie chce aby wargi dominowały w makijażu a jedynie były częścią makijażu  to wybieram pomadki z tej serii. 


Ulubiona paleta, tym razem chyba Was zaskoczę - nie będzie cieni do powiek a paleta róży.   TOO FACED- LOVE FLUSH. W palecie stosuje namiętnie trzech odcieni - Your Love is KING, Love Hangover, Baby Love. Czyli 6, 1, 2. Wszystkie róże sa matowe, dobrze napigmentowane i trwałe. Trzeba nakładać ich dosłownie odrobinkę aby nie narobić plam - na szczęście dobrze się z nimi współpracuje i bez problemu można je ze sobą mieszać uzyskując kolejne palety i odcienie idealnie pasujące do reszty makijażu.



W gronie faworytów nie może zabraknąć matowych pomadek od GOLDEN ROSE o których pisałam mnóstwo w dwóch wpisach -> TUTAJ i TUTAJ. Oraz KOREKTORA TARTE - który zdecydowanie wyprzedził moich innych korektorowych faworytów. Szczegółową recenzje znajdziecie TUTAJ.



Na zdjęciu widzicie produkty które nie przesadzam, towarzyszyły mi cały rok. 
Pędzel NANSHY - BLUSH&BRONZE A01. Idealny puchacz którym nałożycie i idealnie rozblendujecie bronzer lub róż. Pędzel którym zdejmiecie równiez nadmiar danego produktu np. rozświetlacza i rozetrzecie każdą niechcianą plamę. Cudo nad cudami. szczegółowy opis zestawu TUTAJ.

L'OREAL - BROWN ARTIST - paletka do brwi w odcieniu neutralnego i chłodnego średniego brązu. Dobrze trzyma się na włoskach a koloryzowany wosk w zestawie dobrze utrzymuje włoski w ryzach. Używałam jej przez ostatnie pół roku dzień w dzień:)
Dwa podkłady, totalnie różne zarówno jesli chodzi o skład, wykończenie i to jak zachowują się na twarzy. Tak bardzo różne a mimo to tak bardzo lubiane. LUMENE-MATTE ODCIEŃ 00 i MAC STUDIO FIX NW10. Kolory podobne do siebie, Lumene nawet odrobinę jaśniejsze i mocniej wpadający w zółte tony to jednak nie zmienia faktu, ze każdy z tych podkładów u mnie wymaga rozjaśnienia- moja ukochana farbką z Hean której zapomniałam ująć na zdjęciu. Lumene ma średnie krycie, prezentuje się na twarzy naturalnie, nie ściera, się nie wchodzi w zmarszczki, pracuje z twarza w ciągu dnia. Mac zastyga ale nie wchodzi w zmarszczki,prezentuje się ładnie, bez efektu maski. Jest to podkład który stosuje na większe wyjścia bo na co dzień jest dla mnie zbyt ciężki.

ZOEVA - 317 WING LINER - mocno ścięty o sprężystym włosiu. doskonały o dziwo nie do malowania kresek a brwi. Ostatnio zakupiłam identyczny egzemplarz kumpeli która stosuje go dokładnie w taki sam sposób :)

Skoro pisałam o podkładach w płynie, nie może zabraknąć również tych których stosowałam codziennie a mowa o minerałach tym razem od marki  ANNABELLE MINERALS. Minerały tej marki są doskonale zmielone, dobrze trzymają się skóry i nie powodują uczucia przesuszenia czy ściągnięcia, no i znalazłam w ich ofercie kolor dla siebie :D



Jesli chodzi o demakijaż to tutaj bezapelacyjnie wygrywają produkty  CZARSZKI - skład, zapach, konsystencja i turbo skuteczność w unicestwianiu wszystkiego, nawet brokatowego i ciężkiego makijażu. Nie będę dziś pisać zbyt wiele ale jest moc, recenzja juz przygotowana i czeka na Was w nieopublikowanych więc w przyszłym tygodniu poczytacie o nich więcej :)



Przejdźmy więc szybkim krokiem do niekosmetycznych ulubieńców. Znajdziecie w nich obowiązkowo moje dwie perełki: ZEGARKI MARKI: ESPRIT I THE FIFTH. Dwaj ulubieńcy których nosiłam na zmianę w zależności od nastroju i pogody :) O zegarkach możecie poczytać więcej TUTAJ.



Skoro pisałam o zegarkach to nie może zabraknąć mojego kolejnego ulubieńca a mianowicie ramiączek marki PROMEES. Firma oferuje przepiękne modele które ożywią zwykle modele biustonoszy. Osobiście uwielbiam te z dużą ilością pasków bo doskonale prezentują się z rozpiętą białą koszulą. Wtedy nie potrzeba już żadnej biżuterii a wygląda to naprawdę niezwykle minimalistycznie i kobieco :Jakość zdecydowanie na plus, posiadałam już ramiączka z wielu firm i te zdecydowanie są wykonane najlepiej, nie mechacą się, nie strzępią. Po miesiącach użytkowania nadal prezentują się jak nówki no i pasują do każdego modelu stanika.




Kolejna moja ciągotka, uwielbiam minimalistyczną, subtelną biżuterię na szyję. SOTHO znam od dawna i mam w swoim posiadaniu dwa modele (trzeci jest w drodze).W tym roku wybitnie często nosiłam "blaszkę" z napisem który totalnie do mnie pasuje TUTAJModele na które trafiłam są dobrej jakości z dobrze wyrytymi literkami. Jestem nimi zauroczona i zachwycona!




Coś co kocham i zawsze sprawia szybsze bicie serca to notesy/ plannery. Ten pochodzi z TK MAXX-a i przetupałam z nim więcej niż pól roku, mimo tego praktycznie nie widać zniszczeń. Okładka skórzana, złota z pięknym tłoczeniem. Uwielbiam notatniki ECCOLO. Na zdjęciu widzicie również  okulary przeciwsłoneczne Ray-Ban Original Wayfarer Classics (2140). Jest to moja druga para RB która zdecydowanie spisuje się lepiej od poprzednika. Okulary świetnie chronią oczy przed promieniami słonecznymi i widzieć lepiej bo wybrałam wersję Polarized.


Dobra Kochani, na tym koniec, tak prezentują się moi ulubieńcy. Jka widzicie różnią się one od ulubieńców pozostałych bloggerek. Nie szłam za modą, wybrałam to co uważam za turbo dobre i sprawdzone. Rzeczy które cieszyły, cieszą i na milion procent nadal będą zasilać moją kosmetyczkę lub cześć garderoby. 

Znacie coś z mojej faworytowej listy?

Czy coś przyciągnęło Waszą uwagę? Dajcie znać bo jestem bardzo ciekawa :)

Ściskam 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostawcie ślad po sobie, dzięki temu łatwiej będzie mi trafić na Wasze blogi :)
Pozdrawiam ciepło i zachęcam do obserwacji :)

Cieszę się, że tu jesteś, proszę Cię nie bądź anonimowy - pozwól mi dowiedzieć się o Twoich odwiedzinach, napisz co myślisz o tej stronie pod najnowszym wpisem. Ściskam